rześko z rana....

Wtorek, 12 marca 2013 · Komentarze(1)
AYREON - Loser


Ciężki, poranek nie chce mi się wstać, najchętniej spędziłbym cały dzień w domu. Na dworze rześko, termometr pokazuje ok -5 stopni... Powoli jednak zbieram się, po głowie kołacze mi się wariant awaryjny (KŚ), jednak nie..., drogi wyglądają na suche, opadów śniegu również nie było, więc nie powinno być źle... Spoglądam na prognozy i nie mam już wątpliwości, jadę rowerem...

Ubieram się jak zwykle i chodu na dwór. Początkowo uwagę zwraca wzmożony ruch na drogach, oj może być nieciekawie, szczególnie jeżeli trafię na oblodzone miejsca... jednak wbrew obawom nigdzie nie natknąłem się na problemy z nawierzchnią. Za to w zamian w kilku miejscach na trasie drogowcy przypomnieli sobie o remontach. Tworzyły się paskudne korki, tyle, że ja zawsze mam możliwość śmignięcia poboczem, chodnikiem itp... Czerwona fala była dzisiaj dopełnieniem całości.

Przyprószone pola w Rudzie Śląskiej © amiga

po ciemku....

Poniedziałek, 11 marca 2013 · Komentarze(0)
Yello-Oh Yeah 1985


Dawno tak późno nie wyjeżdżałem, jest 17:20, na zewnątrz zapada zmierzch, jest chłodno, a w ciągu dnia padał śnieg..., nieciekawe warunki, ale jechać trzeba. Zwracam uwagę na wszelkie kałuże, ślady wody na asfalcie, nie mam ochoty na glebę. Staram się jechać nieco wolniej niż zwykle, nie warto ryzykować...

Bez większych ekscesów udaje się przejechać całe 30km. W domu jestem dopiero przed 19:00, późno, a w planach jeszcze kilka "drobiazgów" do zrobienia.
Zastanawiam się nad zmianą opon na bardziej terenowe, prognozy pokazują że ma padać śnieg, jednak decyzję zostawiam na rano.

jeden z bunkrów Obszaru Warownego "Śląsk" © amiga

Poniedziałek....

Poniedziałek, 11 marca 2013 · Komentarze(2)
Piosenka na dobry początek dnia :)
The Muppets: Ode To Joy


Poranek chłodny, nawet bardzo chłodny, zaglądam za okno, szaro, nieprzyjemnie, ale nie pada... Decyzja może być tylko jedna. Rower...

Wyjeżdżam bardzo późno jest 7:15, małe problemy z pozbieraniem się, ale gdy jestem na siodełku... Tak to już jest, najgorzej jest pokonać te kilka schodów w dół...

Odpalam światełka, wariant migający i z przodu i z tyły, widoczność mocno ograniczona, a samochodów całkiem sporo na drogach.

Jednak nie napotkałem wariatów, którym się spieszy, którzy wyprzedzają na 3-go, pędzą nie wiadomo gdzie…

Po sobotniej wyprawie z Darkiem jeszcze dzisiaj czuję delikatne zmęczenie, ciężko to opisać, to nie zakwasy, nie ból, po prostu zmęczenie fizyczne :). To pewnie efekt snu zimowego.

Prognozy na kolejne kilka dni nie wyglądają zbyt ciekawie, jest spora szansa, że trzeba będzie je odpuścić, szkoda ryzykować...

Miłego poniedziałku


Tenczynek --- cały czas chodzi mi po głowie © amiga

Pałace... zamki....

Sobota, 9 marca 2013 · Komentarze(11)
Sedes - Zamki
#at=33

Jestem już w domu, czuję zmęczenie, czuję te przejechane kilometry, pewnie pogoda też odcisnęła na mnie swoje piętno. Pomimo tego jestem zadowolony z wycieczki, z towarzystwa z mile spędzonego dnia.. było rewelacyjnie, Dzięki Darku :) i Rodzino wielkiego K:)

Wróćmy jednak do początku.

Mamy piątek wieczór, zadekowałem się w domu Darka, pierwotny plan nie wypalił, w weekend miał być wypad w okolice Bydgoszczy, później zmieniliśmy go na wyprawę na Anaberg, była opcja wycieczki śladami Janosza, jednak kolejne propozycje diabli brali, najwięcej w tym wszystkim namieszała pogoda i prognozy zmieniające się z dnia na dzień.... W sobotę też miało lać, jednak.... ok 22:00 w prognozach pojawiło się okienko od ok 10:00 w sobotę, więc jednak jest szansa na jakiś krótki wypad rowerowy po okolicy..., tylko gdzie.... teren raczej odpada, to jeszcze nie ta pora, to jeszcze nie ten czas...
Darek proponuje objazd kilku pobliskich zamków, pałaców..., w okolicy jest tego „trochę”, specjalnie nie namyślając się nad tym zgadzam się, W okolicach północy, jest szkic w.... głowie Darka, pozostało tylko pójść spać i rano wsiąść na rowery...

O poranku zaczynamy się powoli zbierać, spacer z Bajką, śniadanie, odszukanie ubrań rowerowych, krótki przegląd sprzętu i możemy ruszać...

Jak zakładaliśmy na początku jedziemy szosami, mijamy Ptakowice, Zbrosławice, docieramy do Kamieńca i naszego pierwszego PK – neobarokowego pałacu w którym obecnie znajduje się Ośrodek Leczniczo-Rehabilitacyjny dla Dzieci, rozglądamy się dookoła budowli i ruszamy dalej.

Ośrodek Leczniczo-Rehabilitacyjny dla Dzieci © amiga


widok z drugiej strony © amiga



Kolejny pałac do odwiedzenia znajduje się w Kopaninach, jadąc przez Księży Las, na kilka min zatrzymujemy się w pobliżu kościoła, ciężko focić to miejsce jeżeli wydać, że trwa ceremonia pogrzebowa..., to nie jest dobra chwila na sesję zdjęciową.

Kościół św. Michała w Księżym Lesie © amiga


Pewnie będzie jeszcze niejedna okazja aby odwiedzić to miejsce...

Kilka km dalej zatrzymujemy się przy sklepie, musimy uzupełnić zapasy, w zasadzie to zaopatrzyć w się w cokolwiek, po dłuższym okresie bez wycieczek rowerowych, zapomnieliśmy do czego służą bidony, że warto mieć ze sobą coś do jedzenia :). Jeżdżąc na trasie dom-praca-dom zapominam o takim szczególe. Jednak dzisiejsza wyprawa ma być dłuższa, nie możemy liczyć na szczęście. Chwila na posiłek i pora ruszyć dalej.

Docieramy do pałacu w Kopaniach który od kilkudziesięciu lat służy jako Państwowy Dom Pomocy Społecznej. Może nie jest w stanie idealnym, jednak na tyle dobrym iż powinien przetrwać kolejne kilkadziesiąt lat...

Państwowy Dom Pomocy Społecznej w Kopaninach © amiga


Do kolejnego PK pałacu Warkoczów w Rybnej, mamy tylko kawałek, trasę pokonujemy dość szybko, standardowo objeżdżamy budynek dookoła, widać, że jest pięknie odrestaurowany, chociaż kilka elementów wyraźnie nie pasuje do tego miejsca, jakaś rozpadająca się lodówa, samochody.

Pałac Warkoczów w Rybnej © amiga


Obserwujemy osoby wychodzące ze środka, patrzymy po sobie i chyba pora się ewakuować, zdaje się, że nie pasujemy do tego towarzystwa w ubraniach supermenów... ;P

ciekawe co jest w środku? © amiga


Pora na wizytę w Brynku, jednak czeka nas jazda po dość paskudnej drodze, i nie chodzi mi o asfalt, tylko o pędzące samochody. Fakt, że kierowca ciężarówki zachował się całkiem nieźle, dając nam znać, że pędzi na nas, dzięki temu odbiliśmy nieco bardziej na pobocze, jednak mijając nas mógł troszkę zwolnić. Nie przepadam za takimi sytuacjami.

Gimnazjum w Brynku - ciekawą historię ma to miejsce © amiga



Tym tym razem oglądamy kilka budynków zaadoptowanych na szkoły - Gimnazjum Publiczne, kawałek dalej Technikum Leśne. O ile pierwszy prezentuje dość ciekawą zabudowę z czerwonej cegły, to ogrom tego drugiego powala.

Technikum Leśne w Brynku © amiga



Technikum leśne w Brynku od frontu © amiga


na podjeździe... © amiga


Chwila rozmowy i postanawiamy zaliczyć jeszcze jeden bonusowy PK w Tworogu, to tylko kilka km i grzechem byłoby nie zahaczyć o to miejsce, tym bardziej że kolejny pałac czeka na sesję :)

Tym razem trzeba się zastanowić jak wrócić, warianty, są 2 albo po śladach, albo na czuja... , gdzieś w kierunku na Świniowice, Darek podejrzewa istnienie kolejnego pałacu w Wielowsi, jakoś dziwnie bez błądzenia docieramy na miejsce znowu chwila postoju, czas na uzupełnienie energii i chyba najwyższa pora wracać do Zabrza, zaczyna nas gonić czas.

pałac w Wielowsi © amiga


Schody prowadzące do... ? © amiga


Z Google-a wynika, że trasa nie jest zbyt skomplikowana. Przez Wojska i Jasionę powinniśmy dotrzeć do Księżego Lasu, w tej drugiej miejscowości udaje nam się zauważyć ruinę w dość paskudnym stanie. Zastanawiają mnie 2 szczegóły, pierwszy to oznaczenie obiektu zabytkowego, drugi to data zupełnie nie pasująca tego co widzimy 1954. Już w domu zagadka zostaje wyjaśniona, data odnosi się do ostatniego remontu pałacu. 59 lat jakie minęły od chwili ostatniego remontu, nie obeszło się łagodnie z tym miejscem. Szkoda...

Czy to jeszcze ruina, czy już tylko stos cegieł © amiga


Zabudowania gospodarcze, też nie wyglądają najlepiej.... © amiga


Zbliża się 16:00. musimy wracać, bez większych przerw docieramy na Helenkę, uff, można chwilę odpocząć, coś zjeść, jednak pora na mnie... muszę wrócić do Katowic. Wieczorem jestem już umówiony, a od rana czeka mnie sporo pracy...

Wyjeżdżam do domu ok 18:00, czuję te wcześniejsze 75km, te zjazdy i podjazdy, na dokładkę czeka mnie droga przez centrum Zabrza a później opłotkami przez Rudę Śląską i Katowice.

Ps. Dzięki Darku za wycieczkę, nawet pogoda nie była w stanie nam jej zepsuć.

na Helenkę....

Piątek, 8 marca 2013 · Komentarze(0)
Big Cyc - Ballada o smutnym skinie


Zbliża się 17:00 a ja jeszcze w pracy, powinienem już godzinę temu wyjść, trudno... dzwonię do Darka, że będę nieco później niż zakładałem... ech... Wieczorem mamy siąść i pomyśleć nad planami na najbliższy okres...
W rachubę wchodzi też wyjazd w sobotę gdzieś..., pierwotnie miało być Złoto dla Zuchwałych", później Anabeg, kolejny wariant to wycieczka śladami Janosza. Jednak pogoda pokrzyżowała nam plany. Co będzie w sobotę nikt nie wie..

Droga paskudna, nie dość, że cały czas ruchliwymi szosami, to pada deszcz i wieje zimny wiatr z niewłaściwego kierunku. Ech.... oby sobota była lepsza

Znowu widać śnieg... © amiga

znowu pada deszcz

Piątek, 8 marca 2013 · Komentarze(4)
LADY PANK - ZNOWU PADA DESZCZ


Piątek :), początek weekendu tuż, tuż, plany na sobotę i niedzielę były inne. Miła być Bydgoszcz, ale jak to bywa plany uległy modyfikacji...
Po wczorajszym przeserwisowaniu roweru wyjeżdżam do pracy, mam ze sobą suport - tak na wszelki wypadek...., chociaż zastanawiam się czy go wkładać.... poprzedni Accent wytrzymał całe 800km. Średnio mam ochotę wymieniać to coś co 2 tygodnie...

Ruszam... wygląda na to, że wszystko działa, nie ma żadnych zgrzytów, żadnych stuków-puków. Jedynie tylna przerzutka wymaga doregulowania, ale to wszystko...

Więc jednak moje podejrzenie o rozwaleniu do końca piasty okazało się słuszne. Pewnie na dniach, może dzisiaj zamówię nowe koła, ważne aby wytrzymały ok 10-12kkm. Zastanawiam się czy kupować je na łożyskach maszynowych, jeżeli jest tam taki patent jak w suportach Accenta, to chyba raczej się nie zdecyduję na to... Nie mam najmniejszej ochoty aby rower co kilka tygodni lądował w serwisie z powodu łożysk... Cokolwiek by nie mówić o piastach Shimano, to są wytrzymałe, nawet te niższe modele..., a dwa da się je doprowadzić do używalności (tak aby dojechać do cywilizacji) nawet w warunkach polowych, przy użyciu kilku prostych narzędzi.
Sama droga cały czas w lekkim deszczu, nie przeszkadza mi to specjalnie, bywały gorsze warunki. Widać jedynie niedzielnych kierowców na drogach, dziwne manewry na drodze, problemy z pokonaniem ronda i wyjazdem z niego, to dzisiaj standard...

Przy okazji:
Wszystkiego najlepszego z okazji dnia Kobiet, oczywiście dla wszystkich bikerek chociaż nie tylko :)

odlecieć byle gdzie.... © amiga

Z grzechotkami....

Czwartek, 7 marca 2013 · Komentarze(3)
Hurt - Najważniejszy Jest Wybuch (Rewolucja)


Czwartek wieczór, nie udało znaleźć się chwili czasu, aby podrzucić rower do serwisu. Trudno....
Przed wyjazdem jeszcze raz przeprowadzam oględziny tego co mogę... szprychy na miejscu, rama wygląda na całą..., na tylnym kole luz, ale nic dziwnego, piasta jest w opłakanym stanie... (w najbliższym czasie pewnie kupię oba koła, a może nie...?, może wymienię tylko piastę/piasty), hak nieuszkodzony, mostek też, kaseta, łańcuch, przerzutki itd..., zajmuje mi to dobre kilkanaście minut. W końcu odpuszczam, nie wygląda na to, że rower rozkraczy mi się gdzieś po drodze.
Ruszam i .... od samego początku słyszę paskudne zgrzyty, rama niestety przenosi wszystkie odgłosy, styki, puki, i nie do końca jestem w stanie ustalić co toto...

Wrażenie jest jakby sypał się suport, ale kierunek z którego to dochodzi wskazuje raczej tylne kolo....

Już w domu zabieram się za wyczyszczenie roweru, odpinam koła, łańcuch, zdejmuję siodełko, sztyce.... itd...
W pierwszej kolejności przeglądam wszystkie spawy, wyglądają na ok, nie widać na nich uszkodzeń, pęknięć, czy czegokolwiek co mogłoby wskazywać na ramę.

Rozbieram tylną piastę, stan... jak pisałem wcześniej tragiczny, jednak nie znajduję niczego co mogłoby generować takie odgłosy...., przy okazji czyszczę ją, smaruję i składam do kupy...
Dla zasady zakładam inne koło na tył (w końcu trochę tajli się nazbierało), stan tego koła jest lepszy, jednak ciężko nazwać go idealnym :)
Będę mógł potwierdzić lub wykluczyć problem z tylnym kołem.

Przedniego koła nie rozbieram, nie czuję na nim luzów, wygląda na ok...

Jutro zabieram ze sobą środek suportu na wycieczkę do Gliwic, może wymienię go dla zasady, ten który jest obecnie w rowerze przejechał ze mną ok 10000km...

Czas i być może serwis pokaże co się sypie..., ale tak to już jest z rzeczami których się często używa, po jakimś czasie się zużywają.

Suport czeka.... od lipca :) © amiga

chrup, chrup...

Czwartek, 7 marca 2013 · Komentarze(3)
Ayreon - Isis and Osiris


Wpis szybki, bo i czasu dzisiaj niewiele...
Wyjazd chwilę przed 7:00, klasyczny problem z pozbieraniem się, tym bardziej, że za oknem znowu szaroburo i ogólnie nieciekawie...

Początkowo jedzie się całkiem przyjemnie, jest sucho, jednak już na wysokości Kochłowic wjeżdżam w deszczową strefę, robi się ciekawie, czerwona fala to dzisiaj standard, na dokładkę, czuję, że coś dzieje się z rowerem, słyszę że coś chrupie, pierwsza myśl to suport, ten przejechał już ok 10000km, ale to raczej nie on, chrupanie pojawia się nie tylko gdy pedałuję. Druga myśl, złamałem ramę... ale też coś mi nie pasuje do objawów, powinienem słyszeć chrupanie na każdym wyboju, a tak nie jest. Więc pozostało w zasadzie jedno pewnie rozwaliłem do końca piastę z tyłu, cóż..., na tą chwilę nie mam czasu by się temu przyjrzeć….

Jeżeli się uda to podrzucę jeszcze dzisiaj rower do serwisu, jeżeli braknie na to czasu to sprawdzę to już w domu....


Widok ze śląskiej góry © amiga

rowerowa środa :)

Środa, 6 marca 2013 · Komentarze(2)
Evanescence - My Immortal


Z firmy wychodzę o 17:00 wygląda na to, że ten tydzień będzie pod znakiem późnych wyjść, ale cóż, jak trzeba to trzeba. Nie ma co narzekać, ciężki okres zawsze się kiedyś kończy.

Ruszam i już po chwili mijam kolejne ulice, wyprzedzam kolejnych "niedzielnych" bikerów, przeszkadza jedynie silny wiatr z południa, przy czym dzisiaj czuję, że wieje z tamtego kierunku. Teren omijam łukiem, poza boiskiem Kolejarza w Piotrowicach, jutro jednak tamtędy nie pojadę..., rower wyczyniał niesamowite harce na tym błocie... . Cały czas zresztą powtarzam, że to jeszcze nie czas na teren, jednak ładuję się co kilka dni w to coś, by się o tym przekonać naocznie.

Dzień wyraźnie już się wydłużył, pomimo późnego wyjazd w domu jestem jeszcze przed zmrokiem. Jeszcze chwila i będzie można zdemontować lampki :)

Takie grzyby.... © amiga

I'm Doctor King Schulz and this is my horse, Fritz!

Środa, 6 marca 2013 · Komentarze(8)
Freedom - 'Django Unchained' - Soundtrack


To mamy środę, wstaję późno, coś nie mogę się pozbierać, dopalacz zaczyna jednak działać ok 6:20 - jest bardzo późno..., szybkie ciepłe śniadanie, wdzianko i na zewnątrz, a tam.... pięknie, słonecznie, ciepło..., może jednak zrobić sobie wolne, może gdzieś pojechać..., zamiast siedzieć w biurze do wieczora?
Jednak nie, trzeba jechać do pracy, wczoraj udało się wyprowadzić na prostą parę spraw, dzisiaj trzeba je pozamykać..., trzeba to zakończyć, inaczej będzie się ciągnęło jak..., może nie kończmy :)

Cieszmy się z tak fantastycznego dnia i tego, że z rana można dosiąść rumaka i pognać na nim w siną dal :)

Jazda w takich warunkach to jedna wielka frajda, nie przeszkadzały mi samochody, nie przeszkadzali mi piesi wchodzący czasami pod koła, nawet czerwona fala nie była mnie w stanie wytrącić z dobrego humoru..

Oby powrót był podobny :)

I'm Doctor King Schulz and this is my horse, Fritz! © amiga


Miłego dnia :)

Ps. Tytuł – to Cytat z filmu 'Django Unchained'