Go Home

Wtorek, 5 marca 2013 · Komentarze(5)
Orchestral Manoeuvres In The Dark - Enola Gay


16:00 mam dość, po raz kolejny, jednak dzisiaj udało się pozamykać kilka spraw, inne wyprowadzić na prostą więc dzień był owocny. Teraz pozostało przebrać się, wsiąść na rower i wykorzystać ostatnie promienie zachodzącego słońca.
Jest przyjemnie, jest ciepło, jednam prognozy mówią o dość silnym ochłodzeniu w najbliższym czasie...., o kolejnym ataku zimy..., ech.... Podanie o zniesienie tej pory roku chyba nie dotarło do właściwych rąk...

Powrót standardowym szlakiem, zahaczam o teren w Rudzie Śląskiej i Katowicach na Bałtyckiej
i.... jeszcze nie pora.... zbyt dużo błota, przejechanie wariantu terenowego do Gliwic nie wchodzi w rachubę, jazda trwałaby pewnie ze 2 godziny, a na to nie mam ochoty...

Prognozy wskazywały na silny południowy wiatr, jednam miałem wrażenie, że cały czas wiało od wschodu, być może było to tylko wrażenie..., za to kierowcy byli wyjątkowo mili, nie dość, że nie chcieli mnie rozjechać to na dokładkę w 2 przypadkach przepuścili na skrzyżowaniach... Raz w Kończycach, drugi raz na Wirku...., może to efekt dnia teściowej ?


Lipcowe kwiatki :) © amiga

Kremik Boys 2012

Wtorek, 5 marca 2013 · Komentarze(2)
Amberian Dawn - Kokko - Eagle Of Fire


Piękny słoneczny poranek, tyle, że chłodny, za mało powiedziane, mocno rześki..., wychodząc nie spojrzałem na temperaturę, jednak już na zewnątrz mam wrażenie, że chyba za lekko się ubrałem.

Wracać mi się nie chce..., jak będzie bardzo źle to w plecaku mam zawsze przeciwdeszczówkę..., sprawdziła się kilka razy w takie chłodne dni..., zobaczymy jak będzie podczas jazdy...

Pierwsze 10 min... paskudne, jest mi zimno.... jednak podjazd na medyków rozgrzewa mnie na tyle mocno, iż problem przestaje istnieć...., jest mi nawet trochę za ciepło....

Mogę się nieco rozkręcić, zastanawia mnie czemu dzisiaj, we wtorek ruch jest tak mały, samochodów jak na lekarstwo. Fakt jest kilka min po 7:00, ale o tej porze często zaczyna się szaleństwo, a dzisiaj luz.

Zaliczam kolejne, zjazdy, podjazdy, jedynie światła mnie denerwują...., jadę na czerwonej fali :(

W Rudzie wjeżdżam w teren, sprawdzić jak są warunki...., gdyby nie mróz, to jechałbym po błotnym kisielu, a tam mam dość nieprzyjemne zamarznięte koleiny. Szczęśliwie wyjeżdżam z drugiej strony na szosę, to dalej nie czas na szaleństwa w terenie... Potrzebne jest kilka dni prawdziwego ciepła.... takiego po kilkanaście stopni i bez przymrozków w nocy... (pewnie wszyscy sobie tego życzymy).

W Gliwicach na ul. Odrowążów mała niespodzianka, na wysokości szkoły zauważam ciąg samochodów, na pierwszy rzut oka zaparkowanych na odcinku 100-150m.... zaczynam je wyprzedzać i dopiero w tej chwili zauważam, że zrobił się w tym miejscu taki dziwny korek..., szybko wjeżdżam na chodnik i bokiem wymijam to miejsce. Jeszcze kilka km i jestem w firmie...., kawa i trzeba się zająć tym co nie zostało dokończone wczoraj...


Ekipa z produkcji nieźle się bawi :)
Kremik Boys 2012 :) © amiga

Przepalone obwody....

Poniedziałek, 4 marca 2013 · Komentarze(6)
Enigma - Return To Innocence


Dzień w firmie ciężki, godziny przeleciały tak szybko, że nawet nie zauważyłem kiedy zrobiła się 16:00..., brakło dzisiaj czasu, najchętniej zostałbym jeszcze godzinę, żeby dokończyć pewne rzeczy, jednak zacząłem już popełniać proste błędy, obwody zaczęły mi się wyraźnie przepalać, dalsze siedzenie nie ma sensu. mogę co najwyżej narobić sobie więcej pracy... Pora zakończyć na dzisiaj..., jutro też jest dzień.

Wychodzę z firmy kilka minut po 17:00, wsiadam na rower i zaczynam kręcić, rano zauważyłem, że koleje słuchawki diabli biorą, coś się działo z prawą słuchawką, chwila oględzin w firmie i widzę, że leci przedłużenie słuchawek, kolejne w ciągu roku :), pewnie złamał się kabel przy wtyczce. Na szczęście w firmie leży zapas :), więc to tylko kwesta wymiany i można posłuchać czegoś w trakcie jazdy :)

Powoli zaczyna się ściemniać, to nic dziwnego o tej porze roku, przynajmniej załapałem się jeszcze na kilkunastominutową kąpiel słoneczną :). Na szosach już się nieco poluzowało, jedzie się przyjemnie, bezproblemowo.

W dość przyzwoitym czasie docieram do domu, teraz pozostało jeszcze coś zjeść, zrobić wpis i zająć się kilkoma innymi drobiazgami, na które normalnie nie ma czasu :), może w końcu też uda się przejrzeć wpisy na BS, wcześniej brakło na to czasu...

Etisoft - moja firma © amiga

Poranek chłodny, ale przyjemny....

Poniedziałek, 4 marca 2013 · Komentarze(4)
Van Halen - You Really Got Me


Po kompletnie nierowerowym weekendzie, nareszcie mogę wsiąść na bikea i pognać do pracy. Rano wstaję nieco wcześniej. Nie ma jednak mowy o wyjeździe przed 7:00, muszę jeszcze coś załatwić z rana. Startuję więc spod domu gdzieś w okolicach 7:10.

Na zewnątrz rześko, prawie zerowy wiatr, przy czym odczuwam chłód, trochę to dziwne, gdyż ponieważ podobnie ubrany jeździłem już w niższych temperaturach i nie miałem problemu z rozgrzaniem się....

Trasa klasyczna, po szosach, to jeszcze nie czas, żeby wracać na leśnie ścieżki wąskie, gdzie dalej zalega śnieg, lód i błoto, przynajmniej do pracy dojazd musi być względnie szybki. Dobrze, że powoli dzień się wydłuża, jeszcze chwilę i będzie można poszaleć wieczorami, zaliczyć jakąś dłuższą wycieczkę :).
Nie mogę się doczekać pierwszego wyjazdu w góry, tylko kiedy, plan na najbliższe kilka miesięcy jest mocno napięty...

Może najwyższa pora napisać podanie do Prezydenta o wydłużenie doby do 48 godzin, a roku do 730 dni, lub przynajmniej gdyby udało się znieść zimę... mocno przeszkadza...., paskudny martwy i na dokładkę ciężki do wykorzystania okres...

Już za chwileczkę.... będzie podobnie :) © amiga


Oby ten tydzień nie był taki hardocrowy jak poprzedni...

zdążyć na weekend

Piątek, 1 marca 2013 · Komentarze(5)
Queen - Under Pressure



Piątek popołudniu. Wychodzę z firmy nieco później niż planowałem..., jest ku temu kilka powodów. Kończy się ciężki tydzień, w weekend trzeba będzie nieco odpocząć, przypomnieć sobie jak to jest fajnie nic nie robić.... może.... chociaż pewnie się nie uda...., nie będzie tak idealnie.

Kolejne 2 dni zapowiadają się mocno nierowerowo. Raczej się to nie zmieni, nie
będę miał specjalnie wpływu na to... Nieco obawiam się tego powrotu, piątek to często pospolite ruszenie, jest to mocno, szczególnie w Gliwicach, gdy studenci ruszają w drogę do domów. Mijam kolejne przecznice, i nic.... jest względnie spokojnie, wydawałoby się w takie dni będzie szaleństwo, ale nie...

Jest jeszcze jedne szczegół który mnie martwi, pogoda wyraźnie zaczyna się załamywać, drogi mokre, temperatura w granicach 0, może być ślisko. Pomimo wiatru w plecy, staram się nie gonić, nie gnać na złamanie karku, nie w takich warunkach. W Rudzie Śląskiej kilka podjazdów, kilka zjazdów i powoli turlam się do Katowic..., zaczyna się mocno ściemniać. Na miejsce dojeżdżam w okolicach 18:30. W sumie nieźle było, a na weekend zaplanowałem mycie rowera, należy mu się, Po kilku dniach jazdy po szosach nazbierało się wszystkiego po trochy na ramie, na napędzie, wszędzie..., będzie co robić :)


QŃ - jaki jest każdy widzi © amiga

pod wiatr....

Piątek, 1 marca 2013 · Komentarze(2)
Deathlike Silence: Let the sleeping corpses lie


Piątek rano, mam problem żeby się pozbierać, źle się czuję..., chyba coś mi zaszkodziło. Spoglądam za okno, jest nieźle..., przynajmniej tak się wydaje...
Zaglądam na prognozy pogody...., widzę, że może być nieciekawie, cały dzień ma padać deszcz, a wieczorem spodziewane są opady śniegu. Chwila wahania, pociąg czy rower?
Wygrywa ten ostatni, szybko przebieram się we właściwe wdzianko i ruszam... Czuję, że coś przeoczyłem w prognozie pogody... - wiatr, jest silny i wieje z zachodu... oj....
Temperatura niby powyżej zera, ale podmuchy robią swoje, nie jest mi jakoś specjalnie ciepło, próbuję kręcić szybciej, ale się nie da... zmieniam przełożenia na lżejsze, tylko w ten sposób da się nieco pociągnąć..., o zabawie z tymi twardymi nie ma mowy, chyba że zachodni wiatr utrzyma się do wieczora, więc jest szansa na szybki powrót.

Już niedługo będzie znowu ciepło :) © amiga

Wieczorem...

Czwartek, 28 lutego 2013 · Komentarze(2)
Amberian Dawn - City Of Corruption


Wychodzę z pracy gdzieś ok 16:30..., może trochę później, a może nie? Wsiadam na rower i powoli ruszam z góry ustaloną trasą do Katowic... . Nie spieszy mi się, chyba. Po porannych przygodach jadę ostrożnie, nie mam ochoty na kolejne przygody, na kolejne doświadczenia. Po prostu chcę dotrzeć do domu w jednym kawałku.

W Bielszowicach dalej trwają prace ziemne przy drodze, pracownicy nie zwracają na mnie uwagi, 3 km dalej wjeżdżam w teren, sprawdzić w jakim jest stanie, czy da się tędy przejechać. Jest jeszcze sporo błota, w kilku miejscach czuję, że koło obraca się w miejscu. Zmiana przełożeń i... problem znika :) W końcu szosy, stacja na Wirku, już posprzątana, nie ma śladów po tym co się działo z rana, a może to było przewidzenie?

Ruch na drogach stosunkowo niewielki, nie mam problemów z dalszą trasą, żadnych niepotrzebnych stresów, przygód itp.
W Panewnikach odbijam na Bałtycką, dawno tędy nie jechałem, końcówka to las i całkiem sporo śniegu, aż dziwne, że tyle się tego zostało...

Jestem już w domu, teraz późny obiad, chwila odpoczynku i trzeba ruszać dalej, tyle, że nie rowerem.

Obcy atakują.... © amiga

Miałem sen....

Czwartek, 28 lutego 2013 · Komentarze(10)
Silent Hill - muzyka Akira Yamaoki


Budzę się wcześnie rano, za oknem jeszcze ciemno lecz nie chce mi się już spać, czuję się wypoczęty, czuję, że mam dość energii by zmierzyć się z kolejnym dniem, dniem świstaka, by po raz kolejny odbębnić 8 godzin w pracy.

Zbieram się dość, szybko, znoszę rower, zaczyna świtać..., mgła jak diabli, widoczność ograniczona do 50m... szaleństwo... Odpalam wszystkie dostępne lampki, zakładam odblaski i ruszam.

Początkowo ul. wilcza, zbożowa, mam wrażenie że coś jest nie tak, wytężam wzrok, ale nie mogę przebić się przez tą chmurę, ten smog...

Dookoła panuje kompletna cisza, nawet ptaków dziś nie słychać...., nie pamiętam kiedy po raz ostatni słyszałem taką ciszę, przygnębia mnie to.... dojeżdżam do Panewnik, dostrzegam jakieś dziwnie poskręcane samochody, chyba był wpadek, ludze krzątają się dookoła, nie ma więc potrzeby zatrzymywania się... pędzę dalej.... przyspieszam, tutaj jest gdzie przycisnąć, na poboczach dostrzegam sylwetki mijanych osób, coś wzbudza we mnie niepokój, nie wiem jeszcze co, może ubiór, może sposób poruszania...

Kochłowice.... kościół, dookoła kręci się spora ciżba, biją dzwony, znowu dostrzegam rozbite samochody, co się dzieje, robi się coraz dziwniej...., czeka mnie teraz długi 2km podjazd..., staję na pedałach i próbuję pocisnąć..., cudem unikam kolizji z gościem, który ni stąd ni zowąd wskakuje mi pod koła..... Jasny gwint, nie wiem jak go wyminąłem... chwilę później sytuacja powtarza się jeszcze raz, może się zatrzymać, może zwrócić uwagę..., średnio mam na to ochotę, w końcu pędzę do pracy, pędzę do Gliwic, mam za sobą dopiero 1/3 drogi...

Długi zjazd, trochę obawiam się go, mgła gęstnieje, przy >40km/h nie będę miał czasu na reakcję... staram się jechać wolniej... na poboczu widzę jakieś dziwne scenki rodzajowe, sylwetki nachylające się nad czymś..., a może nad kimś..., nie jestem w stanie określić tego dokładnie.
Zastanawia mnie coraz bardziej brak ruchu na drogach, czyżby święta, jakiś dzień wolny, o którym zapomniałem, o którym nie pamiętam... .

Z zamyślenia wyrywa mnie pożar, łuna jest widoczna z dobrych kilkuset metrów, coś się dzieje w pobliżu stacji na Wirku... chyba pali się skład pociągu...., może jakieś chemikalia, paskudny czarny dym zasnuwa okolicę, dusi mnie, dookoła kręcą się ludzie, pewnie strażacy, policja....

Dziwnie zaczyna się ten dzień, wymijam to miejsce jadę dalej pustymi ulicami, chcę skrócić drogę po terenie, po tym krótkim fragmencie który jest obecnie akceptowalny.... który nie spowolni mnie zbytnio... Trochę błota, resztki lodu lecz nie jest źle, wyjeżdżam na szosę, jeszcze kawałek i będę w Bielszowicach, na skrzyżowaniu światła szaleją, jest prawie jak na dyskotece, zielone, czerwone, pomarańczowe, znowu czerwone,... Cholera chyba coś się zepsuło, nie czekam na zielone, droga i tak jest pusta... Skręcam w kierunku Kończyc, czeka mnie przejazd przez rozkopany kawałek drogi... staram się zbytnio nie zwalniać, spoglądam na licznik, średnia w okolicach 26km/h... nie jest to moja życiówa. Na wysokości cmentarza chwila nieuwagi i przednie koło wpada do jakiegoś doła, zaliczam OTB, uderzam o coś twardego, tracę świadomość.... budzę się chwilę później, ktoś się nade mną pochyla, kolejnych dwóch dołącza do niego, coś bełkoczą, nie rozumiem ich, dziwnie wyglądaja: wyłupiaste oczy, trupia cera, obszarpane ubranie... jeden podnosi wielki kamień..., o żesz k..., widzę szybki ruch jego dłoni, tracę przytomność....

Budzę się zlany potem..., to był sen, tylko sen.... muszę ochłonąć... spoglądam za okno, jest ciemno, chyba wisi gęsta mgła...., znowu.... nieeeeee....


Coś co mnie dzisiaj ucieszyło, widać słońce :) © amiga


Na boisku nic się nie dzieje, tylko krety mają radochę.... © amiga


Ponioslo mnie dzisiaj we wpisie, ale to pewnie przez komentarze Limita z ostatnich kilku dni :)
Droga na szczęście nie taka hardcorowa, ruch wyraźnie większy, chyba wszyscy dzisiaj wsiedli do swoich samochodów i pędzą. Im bliżej 8:00 tym gorzej. W samych Gliwicach w wielu miejscach zrobiły się korki, więc spore fragmenty pokonuję po chodnikach...., jakoś udaje się dotrzeć do firmy. Chwila na kawę i do pracy :)

Miłego dnia...

女友達 Rulez :)

Środa, 27 lutego 2013 · Komentarze(10)
El Dupa - 220V

Piosenka która pomogła mi dzisiaj odreagować pracę..., z drugiej strony mam papiery elektryka, więc nic dziwnego :)

Ok, żeby nie przeciągać, to krótki opis powrotu, wyjeżdżam późno. Odpalam maszynę po 17:00. Ech... Zaczyna się powoli ściemniać, za to nieco mniej samochodów na drogach, trasa klasyczna, szosy, szosy, szosy, kilku wyprzedzonych bikerów i... jeden skuter... gość się nieźle zdziwił :), ale jak się bawić, to się bawić..., miałem wrażenie, że wiatr jest nieco silniejszy niż rano na dokładkę wieje miejscami centralnie w facjatę, nie przeszkadza mi to specjalnie, może gdyby był cieplejszy byłoby przyjemniej, ale to tyle. W Rudzie zastanawiam się czy nie odbić w teren..., coś mnie tam ciągnie, w ostatniej chwili odbijam jednak dalej szosami, to jeszcze nie pora na harce po lesie... . Niech woda spłynie z lasów :), w tym roku będzie okazja jeszcze się nie raz ubrudzić..., po co więc się spieszyć? Jakoś tak bez większych ekscesów docieram do domu. Dziwnie zmęczony jestem, ale chyba praca wyssała ze mnie dzisiaj całą energię.

Co to tytułu to tak z głupoty przetłumaczyłem na japoński z hiszpańskiego, z którego pochodzi słowo Amiga. Wariant z polskiego jest możliwy pod warunkiem, że potraktuje się ją jako nazwę własną, tylko po co.

Idą święta.... © amiga

水曜日 (środa)

Środa, 27 lutego 2013 · Komentarze(14)
Muniek Staszczyk- Złota płyta


No to doczekałem się środy, rowerowej środy, już dawno nie miałem tak, aby dało się jechać 3 dni pod rząd. Głównym problemem były warunki atmosferyczne, na drogach itp...
Czemuś od kilku dni wstaję wcześniej, wcześniej wychodzę i wcześniej docieram do firmy... Być może to takie moje przebudzenie wiosenne?
Za to dzisiaj droga paskudna szczególnie gdy zaczęła zbliżać się ósma, na dogach rozpoczęło się wariactwo, miliony samochodów gnających jeden przez drugiego, na dokładkę widziałem w akcji kilku kandydatów do mandatu...
Dzisiaj trafiało mnie coś jak widziałem, jak niektórzy zabierają się do pokonania ronda, nie dość, że mając je puste zatrzymują się przed nim, to później wyjeżdżając z niego nie sygnalizują tego manewru...
Gdyby jeszcze zdarzało się to sporadycznie to ok, ale w zasadzie zawsze znajdzie się sierota, która ma problem z pokonaniem tego ustrojstwa.
Ok. Koniec narzekania, zaczyna się kolejny piękny dzień :), trzeba zabrać się do roboty :)

Zamek w tenczynku - coś czuję, że w tym roku będę tam przynajmniej kilka razy :) © amiga