W Beskidzie Żywieckim z Karoliną
Sobota, 12 października 2019
· Komentarze(1)
Wyjazd nietypowy i na wariata. Szybka decyzja i znaleźliśmy się w Beskidzie Żywieckim ;) W drodze do szukaliśmy jeszcze jakiegoś miejsca na nocleg ;). Udało się takowe znaleźć w Sopotni Wielkiej. Tam też się kierujemy, rozpakowujemy siebie i rowery.
Ruszamy dopiero około 11. Kierujemy się do pobliskiego wodospadu. Szkoda, że nie wzięliśmy zapięć, trudno się oddalić od rowerów by okazać całe jego piękno. Mimo tego spędzamy przy wodospadzie dobre kilkadziesiąt minut.

W Sopotni Wielkiej - miejscowość © amiga

Nad rzeką Sopotnia Wielka © amiga

Rwący nurt Sopotni Wielkiej © amiga

Wodospad w Sopotni Wielkiej © amiga

Tablica informacyjna przy wodospadzie © amiga

Wodospad Sopotni Wielkiej © amiga
W końcu ruszamy dalej, czasu mamy niewiele, planujemy powrót przed zachodem słońca, a te już wcześnie idzie spać. Kierujemy się główną drogą do Żywca, od czasu do czasu przystając i uwieczniając okolicę na zdjęciach. Temperatura bardzo przyjemna, słońce grzeje :) Na drzewach sporo zielonych liści, choć spodziewałem się, że tych żółtych i czerwonych będzie zdecydowanie więcej.

Beskidzkie Widoczki © amiga

W drodze do Krzyżowej © amiga

Budynek Starej Karczmy w Jeleśni © amiga

Duża tama na Koszarawie © amiga
Długi zjazd i jesteśmy w centrum Żywca, ostatnio gdy tutaj byłem trwał w najlepsze remont. Dziś po ekipach nie ma śladu, Rynek jest piękny czysty i... jakiś taki pusty. Pora jest dość późna, więc czemu? Dla nas niby lepiej, nikt nie wchodzi nam pod koła ;) Krążymy jeszcze trochę po mieście i odwiedzamy pobliski zamek i park... Tutaj zdecydowanie większy ruch, kręcimy rowerami to tu to tam. Miejscami podziwiamy niesamowicie kolorowe drzewa, piękne aleje.

Rynek w Żywcu © amiga

Kamienna dzwonnica w Żywcu © amiga

Pałac Habsburgów w Żywcu © amiga

Park przypałacowy © amiga

Uśmiechnięta Karolina © amiga

Pałac Habsburgów w Żywcu © amiga

Pałac Habsburgów w Żywcu © amiga

Domek Chiński © amiga

Aleja w parku © amiga
Pora zastanowić się co dalej, w parku spędziliśmy sporo czasu, ale warto było. Wyjeżdżając z Żywca zauważamy Obiadomanię ;). Okazuje się, że to bar szybkiej obsługi, zatrzymujemy się i posilamy. Trudno powiedzieć czy dalej będzie okazja zjeść coś ciepłego.
Najedzeni ruszamy dalej. Postanawiamy udać się do Węgierskiej górki gdzie wjeżdżamy na trakt Cesarski. Lubię tą drogę, kilka razy jechałem nią wcześniej i za każdym razem zachwyca. Tak też jest i teraz. Mam wrażenie, że Karolinie też się podoba :) W efekcie zamiast odbić od razy na Juszczynę jedziemy jeszcze do Milówki :) Dopiero tam zawracamy.

Okolice Wieprza © amiga

Nad Sołą © amiga

Coraz bardziej kolorowe drzewa © amiga

Punkt widokowy na drodze Carskiej w Węgierskiej Górce © amiga

Na carskim trakcie © amiga

Droga w góry © amiga

Kościół pw. Wniebowzięcia NMP w Milówce © amiga

Centrum Milówki © amiga

Droga nad Sołą © amiga

Cały czas na trakcie Carskim © amiga

Mini wodospad © amiga
Ponownie meldujemy się w Węgierskiej górce i kierujemy się do Sopotni Wielkiej przez Juszczynę. Niby mamy jeszcze sporo czasu, ale poziomice pokazują, że czeka nas solidny podjazd. Rowery jadąc coraz wolniej, chwilami wydaje się, że pieszo będzie szybciej lecz nie poddajemy się. Spoceni docieramy na szczyt... jest nam gorąco. Chwila odpoczynku i zjeżdżamy z górki. Słońce jest za górką, dodatkowo mamy las. Jedziemy w cieniu, robi się chłodno. Trochę żałuję, że nie ubrałem się na szczycie. Mam cichą nadzieję, że wkrótce dotrzemy na miejsce.

Wnętrze kościoła w Cięcinie © amiga

Kościół pw. św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Cięcinie © amiga

Kościół Nawiedzenia NMP w Juszczynie © amiga

Punkt widokowi na przełęczy w Juszczynie © amiga
W Sopotni trafiamy na otwarty sklep. Szybkie zakupy, krótka rozmowa i okazuje się, że niedawno w okolicy powstała nowa ścieżka rowerowa prowadząca do Milówki. Może będzie okazja ją kiedyś przetestować?
Dojeżdżamy do naszej dzisiejszej bazy... Jest już ciemno gdy rowery lądują w garażu. Teraz pora na szybką gorącą kąpiel, kolację i.... wieczór spędzamy nad mapami... Jutro musimy wrócić, a w okolicy jest tyle miejsc do odwiedzenia.

Słońce już zaszło za górami © amiga
Ruszamy dopiero około 11. Kierujemy się do pobliskiego wodospadu. Szkoda, że nie wzięliśmy zapięć, trudno się oddalić od rowerów by okazać całe jego piękno. Mimo tego spędzamy przy wodospadzie dobre kilkadziesiąt minut.

W Sopotni Wielkiej - miejscowość © amiga

Nad rzeką Sopotnia Wielka © amiga

Rwący nurt Sopotni Wielkiej © amiga

Wodospad w Sopotni Wielkiej © amiga

Tablica informacyjna przy wodospadzie © amiga

Wodospad Sopotni Wielkiej © amiga
W końcu ruszamy dalej, czasu mamy niewiele, planujemy powrót przed zachodem słońca, a te już wcześnie idzie spać. Kierujemy się główną drogą do Żywca, od czasu do czasu przystając i uwieczniając okolicę na zdjęciach. Temperatura bardzo przyjemna, słońce grzeje :) Na drzewach sporo zielonych liści, choć spodziewałem się, że tych żółtych i czerwonych będzie zdecydowanie więcej.

Beskidzkie Widoczki © amiga

W drodze do Krzyżowej © amiga

Budynek Starej Karczmy w Jeleśni © amiga

Duża tama na Koszarawie © amiga
Długi zjazd i jesteśmy w centrum Żywca, ostatnio gdy tutaj byłem trwał w najlepsze remont. Dziś po ekipach nie ma śladu, Rynek jest piękny czysty i... jakiś taki pusty. Pora jest dość późna, więc czemu? Dla nas niby lepiej, nikt nie wchodzi nam pod koła ;) Krążymy jeszcze trochę po mieście i odwiedzamy pobliski zamek i park... Tutaj zdecydowanie większy ruch, kręcimy rowerami to tu to tam. Miejscami podziwiamy niesamowicie kolorowe drzewa, piękne aleje.

Rynek w Żywcu © amiga

Kamienna dzwonnica w Żywcu © amiga

Pałac Habsburgów w Żywcu © amiga

Park przypałacowy © amiga

Uśmiechnięta Karolina © amiga

Pałac Habsburgów w Żywcu © amiga

Pałac Habsburgów w Żywcu © amiga

Domek Chiński © amiga

Aleja w parku © amiga
Pora zastanowić się co dalej, w parku spędziliśmy sporo czasu, ale warto było. Wyjeżdżając z Żywca zauważamy Obiadomanię ;). Okazuje się, że to bar szybkiej obsługi, zatrzymujemy się i posilamy. Trudno powiedzieć czy dalej będzie okazja zjeść coś ciepłego.
Najedzeni ruszamy dalej. Postanawiamy udać się do Węgierskiej górki gdzie wjeżdżamy na trakt Cesarski. Lubię tą drogę, kilka razy jechałem nią wcześniej i za każdym razem zachwyca. Tak też jest i teraz. Mam wrażenie, że Karolinie też się podoba :) W efekcie zamiast odbić od razy na Juszczynę jedziemy jeszcze do Milówki :) Dopiero tam zawracamy.

Okolice Wieprza © amiga

Nad Sołą © amiga

Coraz bardziej kolorowe drzewa © amiga

Punkt widokowy na drodze Carskiej w Węgierskiej Górce © amiga

Na carskim trakcie © amiga

Droga w góry © amiga

Kościół pw. Wniebowzięcia NMP w Milówce © amiga

Centrum Milówki © amiga

Droga nad Sołą © amiga

Cały czas na trakcie Carskim © amiga

Mini wodospad © amiga
Ponownie meldujemy się w Węgierskiej górce i kierujemy się do Sopotni Wielkiej przez Juszczynę. Niby mamy jeszcze sporo czasu, ale poziomice pokazują, że czeka nas solidny podjazd. Rowery jadąc coraz wolniej, chwilami wydaje się, że pieszo będzie szybciej lecz nie poddajemy się. Spoceni docieramy na szczyt... jest nam gorąco. Chwila odpoczynku i zjeżdżamy z górki. Słońce jest za górką, dodatkowo mamy las. Jedziemy w cieniu, robi się chłodno. Trochę żałuję, że nie ubrałem się na szczycie. Mam cichą nadzieję, że wkrótce dotrzemy na miejsce.

Wnętrze kościoła w Cięcinie © amiga

Kościół pw. św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Cięcinie © amiga

Kościół Nawiedzenia NMP w Juszczynie © amiga

Punkt widokowi na przełęczy w Juszczynie © amiga
W Sopotni trafiamy na otwarty sklep. Szybkie zakupy, krótka rozmowa i okazuje się, że niedawno w okolicy powstała nowa ścieżka rowerowa prowadząca do Milówki. Może będzie okazja ją kiedyś przetestować?
Dojeżdżamy do naszej dzisiejszej bazy... Jest już ciemno gdy rowery lądują w garażu. Teraz pora na szybką gorącą kąpiel, kolację i.... wieczór spędzamy nad mapami... Jutro musimy wrócić, a w okolicy jest tyle miejsc do odwiedzenia.

Słońce już zaszło za górami © amiga