Wpisy archiwalne w kategorii

Solo

Dystans całkowity:86682.07 km (w terenie 14611.30 km; 16.86%)
Czas w ruchu:3846:14
Średnia prędkość:22.54 km/h
Maksymalna prędkość:170.00 km/h
Suma podjazdów:321037 m
Maks. tętno maksymalne:240 (130 %)
Maks. tętno średnie:171 (92 %)
Suma kalorii:3340130 kcal
Liczba aktywności:2661
Średnio na aktywność:32.57 km i 1h 26m
Więcej statystyk

Koniec tygodnia, koniec jeżdżenia...

Piątek, 23 maja 2014 · Komentarze(0)
Alkatraz - Życie pyk lufa pyk

Ostatni przejazd w tym tygodniu, przynajmniej taki jest plan, weekend ma być pełny relaksu i zupełnie bezrowerowy, za to wieczór jest ciepły, wręcz gorący... jadę przez hałdę w Sośnicy. Kolejny raz w tym tygodniu wbijam się na nią przez budowę DTŚki, spoglądając na to co się tutaj dzieje, mam wrażenie, że jeszcze max miesiąc i skończą, szybko idzie budowa tego odcinka. 
Porównując poranne gnanie po szosach, ty teraz odpoczywam, tępo powolne, spokojne, w końcu nigdzie mi się nie spieszy, mogę zaznać delikatnego terenu. Odpoczywam..., zupełnymi tyłami docieram do Starej Kuźni, nawet zawracam jakieś 100m na szosie by zahaczyć o pobliski sklepik, dobra kola, siły doda, tyle, że kawałek dalej, na kolejnej hałdzie. Krótki postój i mogę ruszyć do domu, zostało ok 10km... Gdzieś po drodze mija mnie jakiś wariat na canondale z jedną lagą pod nosem burknął cześć..., podniosło mi się ciśnienie..., ja Ci dam... I co z tego, że ma ramę karbonową, że rower waży przynajmniej 4-5 kg mniej od szaraka..., że jeździec pewnie waży 2/3 mnie... naciskam na pedały, rower rozbujał się do 30ki. Podjazd prowadzący na drogę w kierunku hałdy w Panewnikach to dla przeciwnika za wiele... pęka gdzieś po drodze, mam go... na odjezdne rzucam cześć... i gnam dalej, jak ma ochotę to niech mnie goni... jak nie złapię pany to nie ma takiej opcji aby mnie dorwał... to mój teren, moja droga, znam na niej każdą dziurę, każdy kamień..., każdą koleinę....
Dojeżdżam do domu, dochodzę do wniosku, że chyba mnie pogrzało... nie powinienem tak reagować, nie w tej chwili... ;P

Kwitnąca koniczyna
Kwitnąca koniczyna © amiga

Czwartek z rana, po terenie i nieco wolniej

Czwartek, 22 maja 2014 · Komentarze(1)
Skálmöld - Gleipnir

Czwartek... Wizyta u lekarza, niestety potwierdziła to, że coś jest nie tak, upadek spowodował oprócz widocznych z zewnątrz uszkodzeń - otarcia, siniaka, krwiaka, dodatkowo stłuczenie płuca... W sumie proponowano mi nawet zwolnienie lekarskie, tylko co by to dało, pewnie i ta bym nie wytrzymał przy takiej pogodzie i przynajmniej gdzieś wyszedł/wyjechał. 

Wyjeżdżam bardzo późno, jednak aby się nieco oszczędzać decyduję się na podróż po terenie, dość prostym, bez większych wzniesień, wyjadę w Kończycach przez węzeł A4ki. Nie lubię tego miejsca, ale też nie mam ochoty pchać się na hałdę, tym bardziej, że jest późno. Może w ten sposób dojadę względnie bez problemów i nie zrobię sobie większego kuku...
w firmie jestem dopiero ok 8:50.... ale czego mogłem się spodziewać... zresztą chyba lepiej przyhamować na chwilę...
Za to definitywnie odpuszczam sobotni wyjazd na kolejny maraton... Mam tylko nadzieję, że 2.5 tygodnia starczy na wykurowanie się, czas to pokaże.

Latryna już stoi
Latryna już stoi © amiga

I znowu lasem

Czwartek, 22 maja 2014 · Komentarze(1)
LEGION OF THE DAMNED - Doom Priest

Dzisiaj wychodzę jeszcze później niż zwykle, dochodzi 17:30, na zewnątrz słońce pali, jest gorąco... czuję się przemęczony i.... postanawiam po raz kolejny pojechać lasami, hałdami, terenem. Dość przyjemnie mi się jedzie, tyłami, mijam większość cywilizacji, na szosy w zasadzie wjeżdżam dopiero w Halembie i... jest coś co rzuca mi się w oczy, jeden z kominów elektrowni Halemba jest chyba przypalony..., Coś się tam musiało stać, co prawda zakład jest ok ponad roku nieczynny, ale samo z siebie się nie zapaliło? Ktoś temu pomógł? Ciekawe co się stało...?


Elektrownia Halemba - jeszcze stoi, ale już niedługo
Elektrownia Halemba - jeszcze stoi, ale już niedługo © amiga

kolejny piękny dzień...

Środa, 21 maja 2014 · Komentarze(2)
UNSUN - Whispers
Środa poranek, wyjeżdżam jakieś 15 minut po siódmej, po raz pierwszy od dawna rozważam jazdę do pracy alternatywnymi środkami lokomocji - pociągiem, z rana zdążyłem zadzwonić do przychodni i umówić się na wizytę wieczorem. Pojawiły się dość paskudne objawy, chyba lekko się naruszyłem... zobaczymy co powie lekarz.
Dziwi mnie jednak jeszcze coś o ile wstawanie z krzesła, fotela, podpieranie się, czy podnoszenie czegokolwiek sprawia mi dość nieprzyjemny ból nie włączając w to głębokiego oddychania, to jazda rowerem bez przeginania z prędkością i tętnem jakoś mi wychodzi. 
Ciągnę szosami, mimo wszystko, chcę dojechać do Gliwic w miarę normalnym czasie, tym bardziej, że będę musiał ciut wcześniej wyjść.

Przed wyjściem z domu miałem i tak nieco więcej czasu, więc zająłem się wymianą klocków w pomarańczce po ZaDymnie. I przód i tył zeszlifowany do zera, a nawet ciut więcej, zdarta została część metalu. Obłęd, przed wyjazdem klocki z tyłu zostały wymienione na nowe, z przdu powinny wystarczyć jeszcze przynajmniej na 2000-3000km. A tutaj wystarczyło jedynie 50km i było po...

Klocki po jednym przejeździe w deszczy, po piachu i błocie
Klocki po jednym przejeździe w deszczy, po piachu i błocie © amiga

Nieco wcześniejszy powrót do domu...

Środa, 21 maja 2014 · Komentarze(1)
ELUVEITIE - Omnos

Z firmy muszę się dzisiaj wcześniej ewakuować, na rowerze jestem tuż po 15:00, spieszy mi się, jestem umówiony u lekarza w okolicach 17:00, a jeszcze będę musiał się przygotować... 
Na dokładkę czuję, że zajebiście wieje od wschodu, oj nie będzie lekko... 
Naciskam ile sił na pedały a i tak rower miejscami ledwo się toczy, najgorsze są podmuchy, gdy w jednej chwili zwalniam z 30 do 13-14km/h na prostej drodze... Wszystko jest przeciw, nawet rucha na drogach jest spory, ale to wina wczesnego wyjazdu, czego mogę się spodziewać wyjeżdżając przed 16:00. Do domu docieram ok 16:30, jest nieźle, mam ok 30 minut na kąpiel, przebranie się i dotarcie do pobliskiej przychodni...
Piękne niebo nad Rudą Śląską
Piękne niebo nad Rudą Śląską © amiga

po terenie

Wtorek, 20 maja 2014 · Komentarze(0)
ARCH ENEMY - As The Pages Burn

Wyjazd z firmy tuż przed 17:00, za to czuję, że źle się czuję, na dokładkę wieje gdzieś od wschodu, zupełnie nie mam ochoty na przejazd szosami czy długie wycieczki po okolicy.
W zamian jadę przez hałdę w Sośnicy i dalej tyłami przez Makoszowy, Kończyce, Halembę i Panewniki, w lesie czuję się zdecydowanie bezpieczniej. Nie ciągnie mnie też do focienia, pomimo tego, że jest rewelacyjna pogoda nie mam ochoty na nic, chcę tylko dojechać do domu i... odpocząć. Coś jest nie tak i.. .to bardzo.
W końcu docieram do domu... starczy na dzisiaj. szybka kąpiel i spać...


Gdzieś w Rudzie Śląskiej
Gdzieś w Rudzie Śląskiej © amiga

Ciepły wtorkowy poranek

Wtorek, 20 maja 2014 · Komentarze(0)
INSOMNIUM - While We Sleep

No w końcu zaczyna się robić przyjemnie, 15 stopni na starcie..., chyba po raz pierwszy od nie wiem kiedy nie biorę ze sobą żadnych dłuższych ciuchów, bluz... itd... 

Jak co rano decyzja jak jechać i prawie jak co rano wygrywa wariant szosowy...
Na rowerze jestem już o 7:06, w stosunku do wczoraj jest to spory postęp, udało się jakoś względnie pozbierać i ruszyć. Początkowo się męczę, ale im dłużej jadę tym jest lepiej, chyba wszystkie mięśnie odzyskują sprawność, gdyby jeszcze nie ten dyskomfort w klacie... 
Dość szybko docieram w okolice Zabrza i trafiam na zwiększony ruch, w sumie to nic dziwnego jest 7:50, najgorsza godzina na wycieczki po mieście... Objeżdżam centrum tyłami i kilkanaście min później jestem już na rogatkach Gliwic... Ostatnie kilka km już spokojniej... Minęła 8:00 :)

Czyż to nie jest piękna okolica?
Czyż to nie jest piękna okolica? © amiga

Poniedziałkowy wyjazd do pracy

Poniedziałek, 19 maja 2014 · Komentarze(0)
Kat - Wyrocznia

Poniedziałek, budzi mnie ból prawego boku, jest wcześnie, próbuję jeszcze chwilę się przespać, ale niestety nie idzie to zbyt sprawnie. W końcu zwlekam się i zaczynam zbieranie. Masakra...
Efekt powolnego zbierania się jest dość prosty do przewidzenia, w chwili wyjazdu zegar wybija 7:30..., nie za dobrze...
W końcu wsiadam na rower i gnam do pracy, jednak nie chcę się przeciążać, mimo wszystko przy głębokim oddychaniu coś boli. Niby dobrze, o wiem że żyję, ale wolałbym jednak nie zaliczyć w sobotę gleby. 
Na szosach przez pierwsze 30-40 minut utrzymuje się spory ruch, w tym czasie dojeżdżam gdzieś do granic Zabrza, ważne, że do firmy jest niedaleko, jeszcze kilka km, na szczęście już ruch się uspokoił, nawet na skrzyżowaniach przy ul.Odrowążów pustki. 

Gdzie prowadzi ta drabina?
Gdzie prowadzi ta drabina? © amiga

powrót do domu

Poniedziałek, 19 maja 2014 · Komentarze(0)
VADER - Triumph Of Death

Z firmy wychodzę kilka minut przed 17:00, na zewnątrz zrobiło się przyjemnie, ciepło, zastanawiam się nawet czy nie wjechać w las..., jednak pamiętam jak wyglądał las w piątek, sobotę... jeszcze nie będę ryzykował, za to w Rudzie Śląskiej wydłużam sobie trasę jadąc delikatnie bokami i podziwiając okolicę. Na szaleństwo też nie mam ochoty, bolące ramię, w zasadzie klata odzywa się co jakiś czas..., nie chcę przeginać, jak ból utrzyma się dłużej to chyba zahaczę o lekarza, zresztą już z rana Darek sugerował mi konieczność udania się do lekarza... 

Docieram do domu i czuję zmęczenie, nie wiem czy to jeszcze efekt weekendu, czy coś innego.
Ogrodowe kwiaty
Ogrodowe kwiaty © amiga

Piątkowy poranek...

Piątek, 16 maja 2014 · Komentarze(0)
Myslovitz - Fikcja jest modna

Wczorajszy wieczór udało się wykorzystać na przygotowanie pomarańczki do wyjazdu na maraton. W końcu wymieniłem przednią oponę, stara jest zmęczona, ale dalej dało się na niej jeździć, w swojej karierze przebiła się jedynie 4 razy, przejechała ze mną 17000km. Maxxis Tomahowk jest wytrzymały, jednak tym razem chcę czegoś szerszego o nieco innym bieżniku. Wybór dość ograniczony, o oczywiście zakupy robię na ostatni moment. W pobliskich sklepach niewielki wybór. Za to zaciekawiał mnie opona... Panaracer Soar All Condtion 26x2.1. Ciekawie jak się sprawdzi... czy przebije starego Tomahowka :) 
Przy okazji kopania w rowerze wymieniłem suport, stary już wykazywał oznaki zmęczenia..., pewnie przejechałbym na nim jeszcze 500-1000km, ale czuję, że coś jest nie tak z łożyskami, były luzy... A Hollowtech II ma tą przewagę, że wymiana suportu zajmuje 10 min w warunkach domowych. Jeszcze jedną rzecz którą będę chciał wymienić w przyszłości to korba, te 42 zęby to jakieś nieporozumienie. Za to 48 które są w Giancie działają rewelacyjnie. Ale to przyszłość. Rower w zasadzie gotowy do wyjazdu.

Poranek... Spoglądam za okno, leje jak diabli, niby powinienem być już do tego przyzwyczajony, jednak wieczorem czeka mnie wyjazd do Otwocka. Tylko jak... w butach pewni będzie mokro..., będzie chlupać..., może w firmie chociaż trochę się wysuszą....

Wychodzę późno, chyba się łudzę, że może deszcze przestanie padać, że uda się przejechać w nieco lepszych warunkach..., myliłem się, jak lalo tak leje... O jeździe w terenie specjalnie nie ma mowy, dodatkowo odpalam tylną lampkę, może będzie mnie lepiej widać. Za to warunki na tyle paskudne, że samochodów na drogach jest jakby mniej. 
Woda na drodze stawia dzisiaj opór, zresztą to żadna przyjemność jechać po rozlanych jeziorach. Nie wiem czy dzisiaj wyjątkowo nie powinienem pojechać pociągiem... tyle, że i tak musiałbym dojechać rowerem to... 6.5km, na których też pewnie zmókłbym.
W 2 miejscach dosłownie na chwilę wjeżdżam w las... to krótkie kilkusetmetrowe odcinki i nie podoba mi się to co widzę..., masa wody, błota rozlewisk... mam nadzieję, że w Otwocku tak źle nie będzie...
Dojeżdżam do formy, wszystko przemoknięte, nie ma na mnie centymetra suchego ubrania...., i o ile wdzianko mam zastępcze, a w zasadzie główne to z butami może być problem. Te które mam na sobie muszą jechać ze mną na ZaDymno...
Zobaczymy. Dobrze, że kaloryfery grzeją :)

Okolice Zednka
Okolice Zednka © amiga