Wpisy archiwalne w kategorii

Solo

Dystans całkowity:86682.07 km (w terenie 14611.30 km; 16.86%)
Czas w ruchu:3846:14
Średnia prędkość:22.54 km/h
Maksymalna prędkość:170.00 km/h
Suma podjazdów:321037 m
Maks. tętno maksymalne:240 (130 %)
Maks. tętno średnie:171 (92 %)
Suma kalorii:3340130 kcal
Liczba aktywności:2661
Średnio na aktywność:32.57 km i 1h 26m
Więcej statystyk

wieczorny powrót do Katowic

Piątek, 30 maja 2014 · Komentarze(1)
Diablo Swing Orchestra — Voodoo Mon Amour

Wybiła 17:00, zbieram się... powoli, na rowerze siedzę 15 minut później, ruszam.
Zastanawiam się czy nie pojechać przez hałdę w Sośnicy, jednak... nie dzisiaj, przypominam sobie, że o 19:00 jestem umówiony, więc jadę wariantem szybkim i skróconym. Wiatr dalej wieje od północy, za to jakoś specjalnie tym razem nie przeszkadza, czyżby osłabł?  Drogi puste, dzięki temu szybko wydostaję się z Gliwic i później Zabrza. W Rudzie Śląskiej mała zmiana jadę delikatnie bokiem, omijam centrum Kochłowic i pędzę na Panewniki. Na Bałtyckiej po raz drugi w tym tygodniu... spotykam Artura, dobre kilkanaście minut rozmowy...:) o wszystkim i każdy udaje się w swoją stronę. 15 min. później jestem w domu, muszę się ogarnąć i przygotować do wyjścia... 

Jeszcze jeden ozdobnik z pałacyku Myśliwskiego w Promnicach
Jeszcze jeden ozdobnik z pałacyku Myśliwskiego w Promnicach © amiga

powrót też w deszczu

Czwartek, 29 maja 2014 · Komentarze(4)
Nirvana - Lake of Fire

Jak to w tym tygodniu wychodzę późno, poranne prognozy wskazywały na to, że deszcze powinien zaniknąć. Myliły się..., dalej pada, może słabiej, może krople są drobniejsze, ale dalej jest nieprzyjemnie. Na dokładkę wyraźnie się ochłodziło.
W ciągu dnia większość ciuchów się wysuszyła, tyle, że buty nie.., są ciepłe i mokre :). W końcu wychodzę i ruszam, czuję, że wiatr dalej wieje z północy, jest zimny..., nie wróży to dobrze moim nogom w przemokniętych butach. W ciągu kilku minut do butów dostają się nowe porcje deszczówki, nieprzyjemne uczucie. Gnam po szosach, to nie czas na zwiedzanie, dzisiaj marzę tylko o tym by jak najszybciej dotrzeć do domu. Za to w którymś momencie zdaję sobie sprawę z jeszcze jednego drobiazgu, w takich warunkach zdecydowanie lepiej mi się oddycha, to chyba wilgoć w powietrzu ma taki wpływ na moje kurujące się płuco. Miałem iść w tym tyg. na kontrolę, ale nie miałem kiedy, szkoda czasu, za to już umówiłem się na wizytę w kolejną środę, zanim pojadę w góry chcę mieć pewność, że się nie załatwię bardziej, chociaż muszę przyznać, że pomimo bólu, potrafię od czasu do czasu przycisnąć...
Po godzinie kręcenia docieram do domu, jestem kompletnie zziębnięty..., jedyne o czum w tej chwili marzę to ciepła kąpiel... :)

Staw na Zadolu
Staw na Zadolu © amiga

mokry poranek

Czwartek, 29 maja 2014 · Komentarze(2)
KAZIK - Nie mam nogi

Czwartek..., ciężka pobudka, to chyba przez tą pogodę, za oknem leje... Długo się zbieram, łudzę się, że może przestanie, że może trafię na okienko w chmurach, że uda się przelecieć względnie na sucho. Nadzieje umierają wraz z wybiciem 7:00, jak lało, tak dalej leje, jestem już gotowy, kilka min później siedzę na rowerze, ruszam... Czuję, że wieje silny zimny wiatr, chyba z północy, może delikatnie z północnego-zachodu. Od samego początku wielkie krople deszczu uderzają mnie w twarz... ech.
Przez pierwsze kilka km trochę mi przeszkadzają kałuże, gdy tylko buty nabrały odpowiednią ilość wody, nie robi mi żadnej różnicy czy omijam jeziora, czy pakuję się przez ich środek. Za to o dziwo ruch na drogach względnie płynny, spokojnie wyraźnie mniej samochodów niż jeszcze wczoraj. 
Wydaje mi się, że jadę sporo dłużej niż wczoraj, gdy jednak na mecie spoglądam na zegarek, to różnica to jedynie 4 minuty... trochę jestem w szoku. 
W firmie wszystko wędruje na kaloryfery, są ciepłe... jest szansa, że będę wracał w suchych ciuchach.
Dzisiaj chyba nikt na niej nie usiądzie
Dzisiaj chyba nikt na niej nie usiądzie © amiga

poranek pod wiatr

Środa, 28 maja 2014 · Komentarze(0)
LOREIN - Krótkowzroczność

Zbieram się nieco wcześniej niż zwykle. Punkt 7:00 jestem na zewnątrz, wsiadam na rower i jadę, czuję, że wieje gdzieś z północnego-zachodu - będzie ciężka przeprawa...
Na wstępnie spotykam się, ze sporym ruchem na drogach, pora na korki, na zaciski, taka zupełnie nijaka... ruch powinien się zacząć gdzieś za 30-40 min. Niemiła niespodzianka. W Panewnikach zaczynam skracać trasę, przez Bałtycką, podobnie czynię jeszcze w kilku miejscach. Dojeżdżając do Kochłowic natykam się na szaleństwo, długi ciąg samochodów, ciężko się to wymija, jeszcze gorzej jest na Wirku, jakimś cudem udaje się prawie bez postoju wjechać w Bielszowicką. Ostatni zacisk to Zabrze.., jest na tyle paskudnie, że skręcam nieco inaczej, zamiast pociągnąć do końca szosami, wbijam się kawałek w teren... dopiero tutaj jest luz. Końcówka w Gliwicach też dziwnie zawalona, 2 zmiany świateł w okolicach Beskidzkiej i korek pod koniec Błogosławionego Czesława. Zupełnie nie mam pojęcie czemu dzisiaj był taki sajgon na drogach..., co było jego przyczyną, oby wieczór był spokojniejszy

Trochę chyba jednak padało
Trochę chyba jednak padało © amiga

zdążyć przed burzą..

Środa, 28 maja 2014 · Komentarze(2)
Negatyw - Zrobię wszystko tak jak chcę

Jest po 17:00, jestem zmęczony dzisiejszym dniem..., na dokładkę prognozy wskazują na lokalne silne burze. Spoglądam na niebo, jest mocno zachmurzone, ale... gdzieniegdzie pojawiają się dziury w tym całunie. O terenie raczej nie ma mowy, chce jak najszybciej dotrzeć do Katowic, jadę szosami, co ciekawe, ruch na drogach jest spory, podobnie jak rano. Dalej nie wiem co może być tego przyczyną? Jakiś specjalny dzień? Nieważne... Gdy jednak docieram do Wirka, wbijam się na boczną drogę którą poprowadzony jest czerwony szlak rowerowy, tutaj jest spokojniej, ale... to nie koniec zmian. Niebo wyraźnie się przetarło, trochę białych chmurek sunie po błękicie. Tylko gdzie te burze? Zmieniam plan, Przed centrum Kochłowic skręcam, w kierunku na Halembę i za wiaduktem A4-ki wbijam się w boczną ścieżkę, jadę na czuja... nie wiem czy gdzieś wyjadę, czy będę musiał się wrócić. jednak jest nieźle, posiłkując się google maps udaje się odnaleźć wąską ścieżynkę i dojechać do drogi prowadzącej na Katowice, ale po raz kolejny skręcam w las, jadę odszukać czarny staw, byłem tam jakieś 2-3 lata temu, z grubsza wiem gdzie go szukać i trafiam bezbłędnie, chwila focenia i lecę dalej również na czuja.. odnajduję jeszcze jeden staw z rybaczówką nieco dalej. Kolejna przerwa, kolejne focenie i obieram kierunek z grubsza na wschód, docieram do znanej mi drogi... nieco dalej wjeżdżam w ścieżkę prowadzącą na Kokociniec. Następny staw i kolejna przerwa... Na niebie zaczynają się znowu pojawiać ciemne chmury, chyba pora kończyć wycieczkę... Jadę do domu, starczy na dzisiaj... 
Czarny staw
Czarny staw © amiga
Niedaleko czarnego stawu jest kolejny mniejszy
Niedaleko czarnego stawu jest kolejny mniejszy © amiga
Staw w pobliżu Kokocińca
Staw w pobliżu Kokocińca © amiga

Po deszczu...

Wtorek, 27 maja 2014 · Komentarze(1)
Dezerter - Polska Złota Młodzież

Kolejny poranek, sprawdzam szybko prognozy pogody, po południu możliwe burze, ale teraz niby ma być ok. Wstaję i tak późno, gonitwa ze wszystkim, z przygotowaniami do wyjazdu, śniadaniem itd... Nie zaglądam za okno... 
7:10 wychodzę..., jest ciepło ale widać, że w nocy musiało solidnie lać..., przejeżdżam może 50m jeszcze raz zastanawiam się czy mam wszystko..., zawracam. Szczegół, nie wziąłem nic do przebrania, w firmie jest co prawda zestaw awaryjny (przynajmniej tak mi się wydaje), ale mimo wszystko jestem zbyt blisko domu... 5 min później drugi dosiadam ponownie szaraka...
Ulice mokre, oczywiście błotniki w domu. Już nie zawracam..., jadę dalej. 
Drogi coś podejrzanie puste, normalnie powinien być sporo większy ruch. Nie tęsknię do niego, niemniej lekko to zaskakuje. Jadę szosami, to ani czas ani pora na szaleństwa. Za to noga dzisiaj coś wyraźnie podaje, nie wierzę jednak w cuda, sprawdzę w firmie, ale podejrzewam, że wieje idealny dla mnie wiatr - z południowego wschodu :)
Na jakikolwiek pierwszy zacisk trafiam dopiero w Kochłowicach przed "rynkiem", wymijam samochody i wkrótce mogę zmierzyć się z podjazdem przed Wirkiem... coś szybko poszło...
Na Wirku pusto, nie muszę czekać jak wczoraj na skręt w Bielszowicką..., dzięki temu 2 min później jestem koło kopalni w Bielszowicach. Pozostał przejazd przez Pawłów, tutaj dla odmiany trafiam na koparkę za którą muszę się bujać, nie mogę wyprzedzić... nie ma jak. Na szczęście skręca na jakąś budowę. W Zabrzu jestem ciut przed 8:00, więc czeka mnie szaleństwo, tak też jest, ale dzisiaj nie odpuszczam, pcham się dalej głównymi drogami, wkrótce docieram do Gliwic i firmy. Zaskoczył mnie czas przejazdu, ale jak później sprawdziłem to wspomagał mnie wiatr :), mam nadzieję, że wieczorem powieje z północnego-zachodu.

Gdzieś tam przebija się słońce
Gdzieś tam przebija się słońce © amiga

ogród botaniczny...

Wtorek, 27 maja 2014 · Komentarze(3)
IRA - Ogród

Wieczorny wyjazd z firmy, jest późno, dzień był długi i ciężki. Początkowo kołacze mi się po głowie jedna myśl... do domu, do domu...
Kilka km dalej zmieniam plan, pojadę przez hałdę w Sośnicy, tylko czego można się tam spodziewać, w ciągu dnia dość mocno lało, mogę się natknąć na błotne osuwisko...
Trudno jadę..., najwyżej będę pchał rower..., wbrew obawom nie jest źle, fakt, że jest trochę błota, kałuż, ale da się jechać.
W Makoszowach po raz kolejny modyfikuję dzisiejszy plan..., wieki nie byłem w Chudowie..., bez większego namysłu skręcam... w odpowiednią drogę, kilkanaście minut później jestem już pod zamkiem, kilka minut przerwy i mogę jechać dalej, to miał być pierwszy i jedyny punkt wycieczki...,

Zamek w Chudowie
Zamek w Chudowie © amiga

dalej jadę przez Bujaków, w pobliżu kościoła coś mi się przypomina, jakiś tydzień temu rozmawiając z Darkiem o ogrodzie botanicznym wspominał coś o "ogrodzie botanicznym" w Bujakowie właśnie przy kościele... zawracam i odnajduję wjazd, wejście... Tak na dobrą sprawę przypomina to na trochę odjechany ogród w którym zostało umieszczone sporo figurek, rzeźb i różnej maści sprzętów. Całość nie sprawia jednak wrażenia chaosu, mimo wszystko jest to na tyle spójnie i dobrze skomponowane, że miło się spaceruje pomiędzy tym wszystkim. Spoglądam na zegarek, czas na mnie...
Ruszam na Mikołów, po drodze są jeszcze 2 miejsca gdzie planuję jeszcze wpaść, Śląski Ogród Botaniczny i Sośnia Góra..., przejeżdżam tuż obok, ale na dzisiaj starczy. Walczę jeszcze trochę z podjazdami i jestem w centrum Mikołowa. Ruszam dalej przez Zarzecze i gdzieś tam źle skręcam, jedna droga za wcześnie. Spoglądam na napę w endomondo i widzę, że kilkaset metrów dalej powinienem mieć drogę dzięki której skoryguję błąd i dotrę na Tunelową w Piotrowicach.
Przyznam się, że dzisiejsza trasa powrotna trochę mnie zaskoczyła.

Instrukcja obsługi?
Instrukcja obsługi? © amiga
Nie wieje
Nie wieje © amiga
Instrukcja kamienia pogody
Instrukcja kamienia pogody © amiga
Figurka Ojca Pio
Figurka Ojca Pio © amiga
Może dam się zakuć
Może dam się zakuć © amiga
Trochę gadżetów
Trochę gadżetów © amiga

A gdzie pszczoły?
A gdzie pszczoły? © amiga
Brama do...?
Brama do...? © amiga
Nawet najmniejsza kałuża odbija niebo
Nawet najmniejsza kałuża odbija niebo © amiga
Wszędzie figurki
Wszędzie figurki © amiga
Schronili się pod drzewem
Schronili się pod drzewem © amiga
Studnia w centrum Bujakowa
Studnia w centrum Bujakowa © amiga
Kościół w Bujakowie
Kościół w Bujakowie © amiga

powrót, częściowo terenowy

Poniedziałek, 26 maja 2014 · Komentarze(0)
Sztywny Pal Azji - Nie Gniewaj Się Na Mnie Polsko

Wybiła 17:00, pora się zbierać. W ciągu dnia padało, grzmiało, ale o tym zapomniałem. Od początku chcę wjechać w teren..., rano odpuściłem i teraz chcę to nadrobić, tyle, że nie ciągnie mnie na hałdę w Sośnicy. Omijam ją przez lasek Makoszowski i Zabrze Makoszowy. Wjeżdżam dopiero w okolicach starej hałdy. Dość zgranie mi to wyszło, wziąwszy pod uwagę że musiałem się przebijać przez plac budowy ciut wcześniej.  Przebijając się w kierunku na wały przy Kłodnicy czuję, że tylne koło mi tańczy, shit.... powoli ucieka powietrze, w końcu wybieram jakieś ciekawe miejsce i łatam dętkę... bo oczywiście ostatnio nie miałem czasu by to zrobić...
 15 min później jadę dalej, tyle, że zaczyna się ochładzać, a gdzieś na Halembie czuję, że zaczyna kropić... Lekko przyspieszam, jednak po deszczu jest już tylko wspomnienie. 
Przy boisku kolejarza podziwiam postępy nowej kadry piłki nożnej - akademii piłki nożnej, widzę, że chłopcy wzięli sprawy w swoje ręce i próbują doprowadzić to boisko do stanu używalności. Ciekawe co będzie gdy w tym miejscu powstanie ośrodek sportowy, jeszcze w tym roku mają zacząć tam budowę.
Ozdobnik na pałacyku myśliwskim w Promicach
Ozdobnik na pałacyku myśliwskim w Promicach © amiga

do pracy po weekendzie

Poniedziałek, 26 maja 2014 · Komentarze(0)
TSA - Maratończyk

Poniedziałek, budzi mnie ból... przy obracaniu się... ech... już nie śpię, za kilkanaście min zadzwoni budzik. Powoli zaczynam się zbierać, jeszcze tylko szybka wizyta w sklepie, drobne zakupy, śniadanie i mogę jechać.
Jest wyraźnie chłodniej niż ostatnio, prognoza pogody coś mówi o 12 stopniach, niemniej miałem wrażenie, że jest więcej, spoglądam na termometr za oknem i pokazuje ok 18. Pewnie częściowo to efekt nagrzanego budynku..., niemniej różnica nie powinna być zbyt wielka. 
Ruszam..., czuję delikatny chłód, ale w ciągu kilkunastu minut powinienem się rozgrzać. Naciskam mocniej na pedały i wkrótce muszę hamować, jakiś baran zajechał mi drogę....Później dobre kikaset metrów wlokę się za tą sierotą za kółkiem. W końcu dojeżdżam do Piotrowic i mogę popchnąć bardziej przewidywalnymi drogami.
W Panewnikach na Bałtyckiej Spotykam Artura, chwilę rozmawiamy i każdy leci w swoją stronę, do pracy. Dość zaskakujące ale i miłe spotkanie. Od razu poprawia mi się humor, mogę jechać dalej. Ruda Śląska mija dość zgranie i szybko, za to na Pawowie snuję się za wozem sprzątającym ulicę, ani tego wyprzedzić, ani objechać i tak dobry kilometr. Za nami ciągnie się spory sznur samochodów.... masakra.. w końcu na skrzyżowaniu nie wytrzymuję i wbijam się na chodnik, to jedyna opcja by minąć toto... Za to później prawie jak król szos... Przede mną pusto, za mną daleko, daleko, zawalidroga i spory ruch z naprzeciwka uniemożliwiający reszcie wyprzedzenie problematycznego wozu. Dzięki temu dość szybko udaje mi się przemknąć przez Zabrze. W Gliwicach też pustki, jest już po 8:10. Docieram do firmy i... pora zabrać się za pracę :)

Stacja pkp na Podlesiu
Stacja pkp na Podlesiu © amiga

Piątkowy przelot po szosach

Piątek, 23 maja 2014 · Komentarze(0)
Łąki Łan - Luźny Łan

Wyjazd o 7:03, za to spieszy mi się do firmy, obiecuję sobie, że nie będę przeginał, staram się utrzymywać tętno poniżej 140, średnio się to udaje, tym bardziej, że wieje z południowego-wschodu - kierunku idealnego jeżeli chodzi o dojazd do pracy. 
Gnam po szosach, kilka razy jednak odpuszczam, gdy czuję, że ból się nasila. Chyba mnie pogrzało lekko..., miałem odpuścić na kilka dni a nie szaleć. Dojeżdżam do bram firmy, Ci którzy wiedzą o tym co się ostatnio zdarzyło i ślad na endomondo mówią mi co o tym myślą, wiem... W weekend odpocznę, a teraz do pracy.

Stara Kuźnia... - okolice jamny
Stara Kuźnia... - okolice jamny © amiga