Wpisy archiwalne w kategorii

do 34km

Dystans całkowity:73100.96 km (w terenie 11237.08 km; 15.37%)
Czas w ruchu:3228:23
Średnia prędkość:22.64 km/h
Maksymalna prędkość:170.00 km/h
Suma podjazdów:262950 m
Maks. tętno maksymalne:240 (130 %)
Maks. tętno średnie:171 (92 %)
Suma kalorii:2777597 kcal
Liczba aktywności:2354
Średnio na aktywność:31.05 km i 1h 22m
Więcej statystyk

Poniedziałek....

Poniedziałek, 11 marca 2013 · Komentarze(2)
Piosenka na dobry początek dnia :)
The Muppets: Ode To Joy


Poranek chłodny, nawet bardzo chłodny, zaglądam za okno, szaro, nieprzyjemnie, ale nie pada... Decyzja może być tylko jedna. Rower...

Wyjeżdżam bardzo późno jest 7:15, małe problemy z pozbieraniem się, ale gdy jestem na siodełku... Tak to już jest, najgorzej jest pokonać te kilka schodów w dół...

Odpalam światełka, wariant migający i z przodu i z tyły, widoczność mocno ograniczona, a samochodów całkiem sporo na drogach.

Jednak nie napotkałem wariatów, którym się spieszy, którzy wyprzedzają na 3-go, pędzą nie wiadomo gdzie…

Po sobotniej wyprawie z Darkiem jeszcze dzisiaj czuję delikatne zmęczenie, ciężko to opisać, to nie zakwasy, nie ból, po prostu zmęczenie fizyczne :). To pewnie efekt snu zimowego.

Prognozy na kolejne kilka dni nie wyglądają zbyt ciekawie, jest spora szansa, że trzeba będzie je odpuścić, szkoda ryzykować...

Miłego poniedziałku


Tenczynek --- cały czas chodzi mi po głowie © amiga

po ciemku....

Poniedziałek, 11 marca 2013 · Komentarze(0)
Yello-Oh Yeah 1985


Dawno tak późno nie wyjeżdżałem, jest 17:20, na zewnątrz zapada zmierzch, jest chłodno, a w ciągu dnia padał śnieg..., nieciekawe warunki, ale jechać trzeba. Zwracam uwagę na wszelkie kałuże, ślady wody na asfalcie, nie mam ochoty na glebę. Staram się jechać nieco wolniej niż zwykle, nie warto ryzykować...

Bez większych ekscesów udaje się przejechać całe 30km. W domu jestem dopiero przed 19:00, późno, a w planach jeszcze kilka "drobiazgów" do zrobienia.
Zastanawiam się nad zmianą opon na bardziej terenowe, prognozy pokazują że ma padać śnieg, jednak decyzję zostawiam na rano.

jeden z bunkrów Obszaru Warownego "Śląsk" © amiga

znowu pada deszcz

Piątek, 8 marca 2013 · Komentarze(4)
LADY PANK - ZNOWU PADA DESZCZ


Piątek :), początek weekendu tuż, tuż, plany na sobotę i niedzielę były inne. Miła być Bydgoszcz, ale jak to bywa plany uległy modyfikacji...
Po wczorajszym przeserwisowaniu roweru wyjeżdżam do pracy, mam ze sobą suport - tak na wszelki wypadek...., chociaż zastanawiam się czy go wkładać.... poprzedni Accent wytrzymał całe 800km. Średnio mam ochotę wymieniać to coś co 2 tygodnie...

Ruszam... wygląda na to, że wszystko działa, nie ma żadnych zgrzytów, żadnych stuków-puków. Jedynie tylna przerzutka wymaga doregulowania, ale to wszystko...

Więc jednak moje podejrzenie o rozwaleniu do końca piasty okazało się słuszne. Pewnie na dniach, może dzisiaj zamówię nowe koła, ważne aby wytrzymały ok 10-12kkm. Zastanawiam się czy kupować je na łożyskach maszynowych, jeżeli jest tam taki patent jak w suportach Accenta, to chyba raczej się nie zdecyduję na to... Nie mam najmniejszej ochoty aby rower co kilka tygodni lądował w serwisie z powodu łożysk... Cokolwiek by nie mówić o piastach Shimano, to są wytrzymałe, nawet te niższe modele..., a dwa da się je doprowadzić do używalności (tak aby dojechać do cywilizacji) nawet w warunkach polowych, przy użyciu kilku prostych narzędzi.
Sama droga cały czas w lekkim deszczu, nie przeszkadza mi to specjalnie, bywały gorsze warunki. Widać jedynie niedzielnych kierowców na drogach, dziwne manewry na drodze, problemy z pokonaniem ronda i wyjazdem z niego, to dzisiaj standard...

Przy okazji:
Wszystkiego najlepszego z okazji dnia Kobiet, oczywiście dla wszystkich bikerek chociaż nie tylko :)

odlecieć byle gdzie.... © amiga

chrup, chrup...

Czwartek, 7 marca 2013 · Komentarze(3)
Ayreon - Isis and Osiris


Wpis szybki, bo i czasu dzisiaj niewiele...
Wyjazd chwilę przed 7:00, klasyczny problem z pozbieraniem się, tym bardziej, że za oknem znowu szaroburo i ogólnie nieciekawie...

Początkowo jedzie się całkiem przyjemnie, jest sucho, jednak już na wysokości Kochłowic wjeżdżam w deszczową strefę, robi się ciekawie, czerwona fala to dzisiaj standard, na dokładkę, czuję, że coś dzieje się z rowerem, słyszę że coś chrupie, pierwsza myśl to suport, ten przejechał już ok 10000km, ale to raczej nie on, chrupanie pojawia się nie tylko gdy pedałuję. Druga myśl, złamałem ramę... ale też coś mi nie pasuje do objawów, powinienem słyszeć chrupanie na każdym wyboju, a tak nie jest. Więc pozostało w zasadzie jedno pewnie rozwaliłem do końca piastę z tyłu, cóż..., na tą chwilę nie mam czasu by się temu przyjrzeć….

Jeżeli się uda to podrzucę jeszcze dzisiaj rower do serwisu, jeżeli braknie na to czasu to sprawdzę to już w domu....


Widok ze śląskiej góry © amiga

Z grzechotkami....

Czwartek, 7 marca 2013 · Komentarze(3)
Hurt - Najważniejszy Jest Wybuch (Rewolucja)


Czwartek wieczór, nie udało znaleźć się chwili czasu, aby podrzucić rower do serwisu. Trudno....
Przed wyjazdem jeszcze raz przeprowadzam oględziny tego co mogę... szprychy na miejscu, rama wygląda na całą..., na tylnym kole luz, ale nic dziwnego, piasta jest w opłakanym stanie... (w najbliższym czasie pewnie kupię oba koła, a może nie...?, może wymienię tylko piastę/piasty), hak nieuszkodzony, mostek też, kaseta, łańcuch, przerzutki itd..., zajmuje mi to dobre kilkanaście minut. W końcu odpuszczam, nie wygląda na to, że rower rozkraczy mi się gdzieś po drodze.
Ruszam i .... od samego początku słyszę paskudne zgrzyty, rama niestety przenosi wszystkie odgłosy, styki, puki, i nie do końca jestem w stanie ustalić co toto...

Wrażenie jest jakby sypał się suport, ale kierunek z którego to dochodzi wskazuje raczej tylne kolo....

Już w domu zabieram się za wyczyszczenie roweru, odpinam koła, łańcuch, zdejmuję siodełko, sztyce.... itd...
W pierwszej kolejności przeglądam wszystkie spawy, wyglądają na ok, nie widać na nich uszkodzeń, pęknięć, czy czegokolwiek co mogłoby wskazywać na ramę.

Rozbieram tylną piastę, stan... jak pisałem wcześniej tragiczny, jednak nie znajduję niczego co mogłoby generować takie odgłosy...., przy okazji czyszczę ją, smaruję i składam do kupy...
Dla zasady zakładam inne koło na tył (w końcu trochę tajli się nazbierało), stan tego koła jest lepszy, jednak ciężko nazwać go idealnym :)
Będę mógł potwierdzić lub wykluczyć problem z tylnym kołem.

Przedniego koła nie rozbieram, nie czuję na nim luzów, wygląda na ok...

Jutro zabieram ze sobą środek suportu na wycieczkę do Gliwic, może wymienię go dla zasady, ten który jest obecnie w rowerze przejechał ze mną ok 10000km...

Czas i być może serwis pokaże co się sypie..., ale tak to już jest z rzeczami których się często używa, po jakimś czasie się zużywają.

Suport czeka.... od lipca :) © amiga

I'm Doctor King Schulz and this is my horse, Fritz!

Środa, 6 marca 2013 · Komentarze(8)
Freedom - 'Django Unchained' - Soundtrack


To mamy środę, wstaję późno, coś nie mogę się pozbierać, dopalacz zaczyna jednak działać ok 6:20 - jest bardzo późno..., szybkie ciepłe śniadanie, wdzianko i na zewnątrz, a tam.... pięknie, słonecznie, ciepło..., może jednak zrobić sobie wolne, może gdzieś pojechać..., zamiast siedzieć w biurze do wieczora?
Jednak nie, trzeba jechać do pracy, wczoraj udało się wyprowadzić na prostą parę spraw, dzisiaj trzeba je pozamykać..., trzeba to zakończyć, inaczej będzie się ciągnęło jak..., może nie kończmy :)

Cieszmy się z tak fantastycznego dnia i tego, że z rana można dosiąść rumaka i pognać na nim w siną dal :)

Jazda w takich warunkach to jedna wielka frajda, nie przeszkadzały mi samochody, nie przeszkadzali mi piesi wchodzący czasami pod koła, nawet czerwona fala nie była mnie w stanie wytrącić z dobrego humoru..

Oby powrót był podobny :)

I'm Doctor King Schulz and this is my horse, Fritz! © amiga


Miłego dnia :)

Ps. Tytuł – to Cytat z filmu 'Django Unchained'

rowerowa środa :)

Środa, 6 marca 2013 · Komentarze(2)
Evanescence - My Immortal


Z firmy wychodzę o 17:00 wygląda na to, że ten tydzień będzie pod znakiem późnych wyjść, ale cóż, jak trzeba to trzeba. Nie ma co narzekać, ciężki okres zawsze się kiedyś kończy.

Ruszam i już po chwili mijam kolejne ulice, wyprzedzam kolejnych "niedzielnych" bikerów, przeszkadza jedynie silny wiatr z południa, przy czym dzisiaj czuję, że wieje z tamtego kierunku. Teren omijam łukiem, poza boiskiem Kolejarza w Piotrowicach, jutro jednak tamtędy nie pojadę..., rower wyczyniał niesamowite harce na tym błocie... . Cały czas zresztą powtarzam, że to jeszcze nie czas na teren, jednak ładuję się co kilka dni w to coś, by się o tym przekonać naocznie.

Dzień wyraźnie już się wydłużył, pomimo późnego wyjazd w domu jestem jeszcze przed zmrokiem. Jeszcze chwila i będzie można zdemontować lampki :)

Takie grzyby.... © amiga

Kremik Boys 2012

Wtorek, 5 marca 2013 · Komentarze(2)
Amberian Dawn - Kokko - Eagle Of Fire


Piękny słoneczny poranek, tyle, że chłodny, za mało powiedziane, mocno rześki..., wychodząc nie spojrzałem na temperaturę, jednak już na zewnątrz mam wrażenie, że chyba za lekko się ubrałem.

Wracać mi się nie chce..., jak będzie bardzo źle to w plecaku mam zawsze przeciwdeszczówkę..., sprawdziła się kilka razy w takie chłodne dni..., zobaczymy jak będzie podczas jazdy...

Pierwsze 10 min... paskudne, jest mi zimno.... jednak podjazd na medyków rozgrzewa mnie na tyle mocno, iż problem przestaje istnieć...., jest mi nawet trochę za ciepło....

Mogę się nieco rozkręcić, zastanawia mnie czemu dzisiaj, we wtorek ruch jest tak mały, samochodów jak na lekarstwo. Fakt jest kilka min po 7:00, ale o tej porze często zaczyna się szaleństwo, a dzisiaj luz.

Zaliczam kolejne, zjazdy, podjazdy, jedynie światła mnie denerwują...., jadę na czerwonej fali :(

W Rudzie wjeżdżam w teren, sprawdzić jak są warunki...., gdyby nie mróz, to jechałbym po błotnym kisielu, a tam mam dość nieprzyjemne zamarznięte koleiny. Szczęśliwie wyjeżdżam z drugiej strony na szosę, to dalej nie czas na szaleństwa w terenie... Potrzebne jest kilka dni prawdziwego ciepła.... takiego po kilkanaście stopni i bez przymrozków w nocy... (pewnie wszyscy sobie tego życzymy).

W Gliwicach na ul. Odrowążów mała niespodzianka, na wysokości szkoły zauważam ciąg samochodów, na pierwszy rzut oka zaparkowanych na odcinku 100-150m.... zaczynam je wyprzedzać i dopiero w tej chwili zauważam, że zrobił się w tym miejscu taki dziwny korek..., szybko wjeżdżam na chodnik i bokiem wymijam to miejsce. Jeszcze kilka km i jestem w firmie...., kawa i trzeba się zająć tym co nie zostało dokończone wczoraj...


Ekipa z produkcji nieźle się bawi :)
Kremik Boys 2012 :) © amiga

Go Home

Wtorek, 5 marca 2013 · Komentarze(5)
Orchestral Manoeuvres In The Dark - Enola Gay


16:00 mam dość, po raz kolejny, jednak dzisiaj udało się pozamykać kilka spraw, inne wyprowadzić na prostą więc dzień był owocny. Teraz pozostało przebrać się, wsiąść na rower i wykorzystać ostatnie promienie zachodzącego słońca.
Jest przyjemnie, jest ciepło, jednam prognozy mówią o dość silnym ochłodzeniu w najbliższym czasie...., o kolejnym ataku zimy..., ech.... Podanie o zniesienie tej pory roku chyba nie dotarło do właściwych rąk...

Powrót standardowym szlakiem, zahaczam o teren w Rudzie Śląskiej i Katowicach na Bałtyckiej
i.... jeszcze nie pora.... zbyt dużo błota, przejechanie wariantu terenowego do Gliwic nie wchodzi w rachubę, jazda trwałaby pewnie ze 2 godziny, a na to nie mam ochoty...

Prognozy wskazywały na silny południowy wiatr, jednam miałem wrażenie, że cały czas wiało od wschodu, być może było to tylko wrażenie..., za to kierowcy byli wyjątkowo mili, nie dość, że nie chcieli mnie rozjechać to na dokładkę w 2 przypadkach przepuścili na skrzyżowaniach... Raz w Kończycach, drugi raz na Wirku...., może to efekt dnia teściowej ?


Lipcowe kwiatki :) © amiga

Poranek chłodny, ale przyjemny....

Poniedziałek, 4 marca 2013 · Komentarze(4)
Van Halen - You Really Got Me


Po kompletnie nierowerowym weekendzie, nareszcie mogę wsiąść na bikea i pognać do pracy. Rano wstaję nieco wcześniej. Nie ma jednak mowy o wyjeździe przed 7:00, muszę jeszcze coś załatwić z rana. Startuję więc spod domu gdzieś w okolicach 7:10.

Na zewnątrz rześko, prawie zerowy wiatr, przy czym odczuwam chłód, trochę to dziwne, gdyż ponieważ podobnie ubrany jeździłem już w niższych temperaturach i nie miałem problemu z rozgrzaniem się....

Trasa klasyczna, po szosach, to jeszcze nie czas, żeby wracać na leśnie ścieżki wąskie, gdzie dalej zalega śnieg, lód i błoto, przynajmniej do pracy dojazd musi być względnie szybki. Dobrze, że powoli dzień się wydłuża, jeszcze chwilę i będzie można poszaleć wieczorami, zaliczyć jakąś dłuższą wycieczkę :).
Nie mogę się doczekać pierwszego wyjazdu w góry, tylko kiedy, plan na najbliższe kilka miesięcy jest mocno napięty...

Może najwyższa pora napisać podanie do Prezydenta o wydłużenie doby do 48 godzin, a roku do 730 dni, lub przynajmniej gdyby udało się znieść zimę... mocno przeszkadza...., paskudny martwy i na dokładkę ciężki do wykorzystania okres...

Już za chwileczkę.... będzie podobnie :) © amiga


Oby ten tydzień nie był taki hardocrowy jak poprzedni...