Wpisy archiwalne w kategorii

do 34km

Dystans całkowity:73100.96 km (w terenie 11237.08 km; 15.37%)
Czas w ruchu:3228:23
Średnia prędkość:22.64 km/h
Maksymalna prędkość:170.00 km/h
Suma podjazdów:262950 m
Maks. tętno maksymalne:240 (130 %)
Maks. tętno średnie:171 (92 %)
Suma kalorii:2777597 kcal
Liczba aktywności:2354
Średnio na aktywność:31.05 km i 1h 22m
Więcej statystyk

Przepalone obwody....

Poniedziałek, 4 marca 2013 · Komentarze(6)
Enigma - Return To Innocence


Dzień w firmie ciężki, godziny przeleciały tak szybko, że nawet nie zauważyłem kiedy zrobiła się 16:00..., brakło dzisiaj czasu, najchętniej zostałbym jeszcze godzinę, żeby dokończyć pewne rzeczy, jednak zacząłem już popełniać proste błędy, obwody zaczęły mi się wyraźnie przepalać, dalsze siedzenie nie ma sensu. mogę co najwyżej narobić sobie więcej pracy... Pora zakończyć na dzisiaj..., jutro też jest dzień.

Wychodzę z firmy kilka minut po 17:00, wsiadam na rower i zaczynam kręcić, rano zauważyłem, że koleje słuchawki diabli biorą, coś się działo z prawą słuchawką, chwila oględzin w firmie i widzę, że leci przedłużenie słuchawek, kolejne w ciągu roku :), pewnie złamał się kabel przy wtyczce. Na szczęście w firmie leży zapas :), więc to tylko kwesta wymiany i można posłuchać czegoś w trakcie jazdy :)

Powoli zaczyna się ściemniać, to nic dziwnego o tej porze roku, przynajmniej załapałem się jeszcze na kilkunastominutową kąpiel słoneczną :). Na szosach już się nieco poluzowało, jedzie się przyjemnie, bezproblemowo.

W dość przyzwoitym czasie docieram do domu, teraz pozostało jeszcze coś zjeść, zrobić wpis i zająć się kilkoma innymi drobiazgami, na które normalnie nie ma czasu :), może w końcu też uda się przejrzeć wpisy na BS, wcześniej brakło na to czasu...

Etisoft - moja firma © amiga

pod wiatr....

Piątek, 1 marca 2013 · Komentarze(2)
Deathlike Silence: Let the sleeping corpses lie


Piątek rano, mam problem żeby się pozbierać, źle się czuję..., chyba coś mi zaszkodziło. Spoglądam za okno, jest nieźle..., przynajmniej tak się wydaje...
Zaglądam na prognozy pogody...., widzę, że może być nieciekawie, cały dzień ma padać deszcz, a wieczorem spodziewane są opady śniegu. Chwila wahania, pociąg czy rower?
Wygrywa ten ostatni, szybko przebieram się we właściwe wdzianko i ruszam... Czuję, że coś przeoczyłem w prognozie pogody... - wiatr, jest silny i wieje z zachodu... oj....
Temperatura niby powyżej zera, ale podmuchy robią swoje, nie jest mi jakoś specjalnie ciepło, próbuję kręcić szybciej, ale się nie da... zmieniam przełożenia na lżejsze, tylko w ten sposób da się nieco pociągnąć..., o zabawie z tymi twardymi nie ma mowy, chyba że zachodni wiatr utrzyma się do wieczora, więc jest szansa na szybki powrót.

Już niedługo będzie znowu ciepło :) © amiga

zdążyć na weekend

Piątek, 1 marca 2013 · Komentarze(5)
Queen - Under Pressure



Piątek popołudniu. Wychodzę z firmy nieco później niż planowałem..., jest ku temu kilka powodów. Kończy się ciężki tydzień, w weekend trzeba będzie nieco odpocząć, przypomnieć sobie jak to jest fajnie nic nie robić.... może.... chociaż pewnie się nie uda...., nie będzie tak idealnie.

Kolejne 2 dni zapowiadają się mocno nierowerowo. Raczej się to nie zmieni, nie
będę miał specjalnie wpływu na to... Nieco obawiam się tego powrotu, piątek to często pospolite ruszenie, jest to mocno, szczególnie w Gliwicach, gdy studenci ruszają w drogę do domów. Mijam kolejne przecznice, i nic.... jest względnie spokojnie, wydawałoby się w takie dni będzie szaleństwo, ale nie...

Jest jeszcze jedne szczegół który mnie martwi, pogoda wyraźnie zaczyna się załamywać, drogi mokre, temperatura w granicach 0, może być ślisko. Pomimo wiatru w plecy, staram się nie gonić, nie gnać na złamanie karku, nie w takich warunkach. W Rudzie Śląskiej kilka podjazdów, kilka zjazdów i powoli turlam się do Katowic..., zaczyna się mocno ściemniać. Na miejsce dojeżdżam w okolicach 18:30. W sumie nieźle było, a na weekend zaplanowałem mycie rowera, należy mu się, Po kilku dniach jazdy po szosach nazbierało się wszystkiego po trochy na ramie, na napędzie, wszędzie..., będzie co robić :)


QŃ - jaki jest każdy widzi © amiga

Miałem sen....

Czwartek, 28 lutego 2013 · Komentarze(10)
Silent Hill - muzyka Akira Yamaoki


Budzę się wcześnie rano, za oknem jeszcze ciemno lecz nie chce mi się już spać, czuję się wypoczęty, czuję, że mam dość energii by zmierzyć się z kolejnym dniem, dniem świstaka, by po raz kolejny odbębnić 8 godzin w pracy.

Zbieram się dość, szybko, znoszę rower, zaczyna świtać..., mgła jak diabli, widoczność ograniczona do 50m... szaleństwo... Odpalam wszystkie dostępne lampki, zakładam odblaski i ruszam.

Początkowo ul. wilcza, zbożowa, mam wrażenie że coś jest nie tak, wytężam wzrok, ale nie mogę przebić się przez tą chmurę, ten smog...

Dookoła panuje kompletna cisza, nawet ptaków dziś nie słychać...., nie pamiętam kiedy po raz ostatni słyszałem taką ciszę, przygnębia mnie to.... dojeżdżam do Panewnik, dostrzegam jakieś dziwnie poskręcane samochody, chyba był wpadek, ludze krzątają się dookoła, nie ma więc potrzeby zatrzymywania się... pędzę dalej.... przyspieszam, tutaj jest gdzie przycisnąć, na poboczach dostrzegam sylwetki mijanych osób, coś wzbudza we mnie niepokój, nie wiem jeszcze co, może ubiór, może sposób poruszania...

Kochłowice.... kościół, dookoła kręci się spora ciżba, biją dzwony, znowu dostrzegam rozbite samochody, co się dzieje, robi się coraz dziwniej...., czeka mnie teraz długi 2km podjazd..., staję na pedałach i próbuję pocisnąć..., cudem unikam kolizji z gościem, który ni stąd ni zowąd wskakuje mi pod koła..... Jasny gwint, nie wiem jak go wyminąłem... chwilę później sytuacja powtarza się jeszcze raz, może się zatrzymać, może zwrócić uwagę..., średnio mam na to ochotę, w końcu pędzę do pracy, pędzę do Gliwic, mam za sobą dopiero 1/3 drogi...

Długi zjazd, trochę obawiam się go, mgła gęstnieje, przy >40km/h nie będę miał czasu na reakcję... staram się jechać wolniej... na poboczu widzę jakieś dziwne scenki rodzajowe, sylwetki nachylające się nad czymś..., a może nad kimś..., nie jestem w stanie określić tego dokładnie.
Zastanawia mnie coraz bardziej brak ruchu na drogach, czyżby święta, jakiś dzień wolny, o którym zapomniałem, o którym nie pamiętam... .

Z zamyślenia wyrywa mnie pożar, łuna jest widoczna z dobrych kilkuset metrów, coś się dzieje w pobliżu stacji na Wirku... chyba pali się skład pociągu...., może jakieś chemikalia, paskudny czarny dym zasnuwa okolicę, dusi mnie, dookoła kręcą się ludzie, pewnie strażacy, policja....

Dziwnie zaczyna się ten dzień, wymijam to miejsce jadę dalej pustymi ulicami, chcę skrócić drogę po terenie, po tym krótkim fragmencie który jest obecnie akceptowalny.... który nie spowolni mnie zbytnio... Trochę błota, resztki lodu lecz nie jest źle, wyjeżdżam na szosę, jeszcze kawałek i będę w Bielszowicach, na skrzyżowaniu światła szaleją, jest prawie jak na dyskotece, zielone, czerwone, pomarańczowe, znowu czerwone,... Cholera chyba coś się zepsuło, nie czekam na zielone, droga i tak jest pusta... Skręcam w kierunku Kończyc, czeka mnie przejazd przez rozkopany kawałek drogi... staram się zbytnio nie zwalniać, spoglądam na licznik, średnia w okolicach 26km/h... nie jest to moja życiówa. Na wysokości cmentarza chwila nieuwagi i przednie koło wpada do jakiegoś doła, zaliczam OTB, uderzam o coś twardego, tracę świadomość.... budzę się chwilę później, ktoś się nade mną pochyla, kolejnych dwóch dołącza do niego, coś bełkoczą, nie rozumiem ich, dziwnie wyglądaja: wyłupiaste oczy, trupia cera, obszarpane ubranie... jeden podnosi wielki kamień..., o żesz k..., widzę szybki ruch jego dłoni, tracę przytomność....

Budzę się zlany potem..., to był sen, tylko sen.... muszę ochłonąć... spoglądam za okno, jest ciemno, chyba wisi gęsta mgła...., znowu.... nieeeeee....


Coś co mnie dzisiaj ucieszyło, widać słońce :) © amiga


Na boisku nic się nie dzieje, tylko krety mają radochę.... © amiga


Ponioslo mnie dzisiaj we wpisie, ale to pewnie przez komentarze Limita z ostatnich kilku dni :)
Droga na szczęście nie taka hardcorowa, ruch wyraźnie większy, chyba wszyscy dzisiaj wsiedli do swoich samochodów i pędzą. Im bliżej 8:00 tym gorzej. W samych Gliwicach w wielu miejscach zrobiły się korki, więc spore fragmenty pokonuję po chodnikach...., jakoś udaje się dotrzeć do firmy. Chwila na kawę i do pracy :)

Miłego dnia...

Wieczorem...

Czwartek, 28 lutego 2013 · Komentarze(2)
Amberian Dawn - City Of Corruption


Wychodzę z pracy gdzieś ok 16:30..., może trochę później, a może nie? Wsiadam na rower i powoli ruszam z góry ustaloną trasą do Katowic... . Nie spieszy mi się, chyba. Po porannych przygodach jadę ostrożnie, nie mam ochoty na kolejne przygody, na kolejne doświadczenia. Po prostu chcę dotrzeć do domu w jednym kawałku.

W Bielszowicach dalej trwają prace ziemne przy drodze, pracownicy nie zwracają na mnie uwagi, 3 km dalej wjeżdżam w teren, sprawdzić w jakim jest stanie, czy da się tędy przejechać. Jest jeszcze sporo błota, w kilku miejscach czuję, że koło obraca się w miejscu. Zmiana przełożeń i... problem znika :) W końcu szosy, stacja na Wirku, już posprzątana, nie ma śladów po tym co się działo z rana, a może to było przewidzenie?

Ruch na drogach stosunkowo niewielki, nie mam problemów z dalszą trasą, żadnych niepotrzebnych stresów, przygód itp.
W Panewnikach odbijam na Bałtycką, dawno tędy nie jechałem, końcówka to las i całkiem sporo śniegu, aż dziwne, że tyle się tego zostało...

Jestem już w domu, teraz późny obiad, chwila odpoczynku i trzeba ruszać dalej, tyle, że nie rowerem.

Obcy atakują.... © amiga

水曜日 (środa)

Środa, 27 lutego 2013 · Komentarze(14)
Muniek Staszczyk- Złota płyta


No to doczekałem się środy, rowerowej środy, już dawno nie miałem tak, aby dało się jechać 3 dni pod rząd. Głównym problemem były warunki atmosferyczne, na drogach itp...
Czemuś od kilku dni wstaję wcześniej, wcześniej wychodzę i wcześniej docieram do firmy... Być może to takie moje przebudzenie wiosenne?
Za to dzisiaj droga paskudna szczególnie gdy zaczęła zbliżać się ósma, na dogach rozpoczęło się wariactwo, miliony samochodów gnających jeden przez drugiego, na dokładkę widziałem w akcji kilku kandydatów do mandatu...
Dzisiaj trafiało mnie coś jak widziałem, jak niektórzy zabierają się do pokonania ronda, nie dość, że mając je puste zatrzymują się przed nim, to później wyjeżdżając z niego nie sygnalizują tego manewru...
Gdyby jeszcze zdarzało się to sporadycznie to ok, ale w zasadzie zawsze znajdzie się sierota, która ma problem z pokonaniem tego ustrojstwa.
Ok. Koniec narzekania, zaczyna się kolejny piękny dzień :), trzeba zabrać się do roboty :)

Zamek w tenczynku - coś czuję, że w tym roku będę tam przynajmniej kilka razy :) © amiga

女友達 Rulez :)

Środa, 27 lutego 2013 · Komentarze(10)
El Dupa - 220V

Piosenka która pomogła mi dzisiaj odreagować pracę..., z drugiej strony mam papiery elektryka, więc nic dziwnego :)

Ok, żeby nie przeciągać, to krótki opis powrotu, wyjeżdżam późno. Odpalam maszynę po 17:00. Ech... Zaczyna się powoli ściemniać, za to nieco mniej samochodów na drogach, trasa klasyczna, szosy, szosy, szosy, kilku wyprzedzonych bikerów i... jeden skuter... gość się nieźle zdziwił :), ale jak się bawić, to się bawić..., miałem wrażenie, że wiatr jest nieco silniejszy niż rano na dokładkę wieje miejscami centralnie w facjatę, nie przeszkadza mi to specjalnie, może gdyby był cieplejszy byłoby przyjemniej, ale to tyle. W Rudzie zastanawiam się czy nie odbić w teren..., coś mnie tam ciągnie, w ostatniej chwili odbijam jednak dalej szosami, to jeszcze nie pora na harce po lesie... . Niech woda spłynie z lasów :), w tym roku będzie okazja jeszcze się nie raz ubrudzić..., po co więc się spieszyć? Jakoś tak bez większych ekscesów docieram do domu. Dziwnie zmęczony jestem, ale chyba praca wyssała ze mnie dzisiaj całą energię.

Co to tytułu to tak z głupoty przetłumaczyłem na japoński z hiszpańskiego, z którego pochodzi słowo Amiga. Wariant z polskiego jest możliwy pod warunkiem, że potraktuje się ją jako nazwę własną, tylko po co.

Idą święta.... © amiga

The вторник

Wtorek, 26 lutego 2013 · Komentarze(10)
Tomasz Budzyński - Na niebie ciągły ruch


No to mamy wtorek..., poranek, chwilę po 6:00 galopem do sklepu, skleroza nie boli, miałem to załatwić wczoraj, ale cóż, jest powód by wcześniej ruszyć 4 litery. Przy okazji sprawdzam warunki, jest nieźle poza dość nieprzyjemnym wiatrem z północnego-wschodu.
Wychodzę wcześniej, tzn. wcześnie jak na mnie, jest 6:45 no może 6:47, ruszam, jakoś lekko mi się jedzie, chwila zastanowienia i wiem, to efekt wymiany opon na "letnie" a w zasadzie powrót do wariantu bardziej szosowego, z przodu Kenda SB8 z tyłu Schwalbe Rocket Ron. Różnica pomiędzy "zimówkami", a "letnimi" laćkami jest ogromna, jeszcze wczoraj miałem wrażenie, że prowadzę T.I.R.-a, dzisiaj przesiadłem się do Mercedesa. Zupełnie inny komfort jazdy, podjazdy nie stanowią dzisiaj żadnego problemu. Omijam szerokim łukiem kawałek terenu w Rudzie Śląskiej, wczoraj była tragedia gdy jechałem w wariancie terenowym, dzisiaj pewnie musiałbym prowadzić tam rower..., bez sensu...
Wymieniłem też łańcuch na drugi z serii, na tamtym zrobiłem dobre 300km, więc najwyższa pora na zmianę, usunąłem jeszcze jedno ogniwo, co prawda straciłem przy okazji możliwość jazdy z łańcuchem na ukos, ale, i tak nie jeżdżę, więc różnica żadna, mam wrażenie, że wszystko lepiej pracuje, chwilowo nie zauważyłem problemów ze spadającym łańcuchem. Czas to jednak zweryfikuje.

W pracy spoglądam na średnią i... jestem w szoku, spodziewałem się, że zmiana laćków da może 5% różnicy, a jest sporo więcej, gdzieś pomiędzy 15-20%...

Szczęść Boże, ul. Szczęść Boże w Gliwicach © amiga


Ps. Miłego dnia

pod wiatr

Wtorek, 26 lutego 2013 · Komentarze(2)
STRACHY NA LACHY - Mokotów


Szybki wpis, bo czasu niewiele. Wyjeżdżam z firmy wcześnie, trochę mi z tym dziwnie, jest kilkanaście min po 16:00. Jest jasno, jakaż to odmiana po jeździe w ciemnicy. Za to sporo większy ruch na drogach, co nieco burzy sielankę, wzmagam czujność, bo może być różnie i... w zasadzie w Zabrzu Kończycach jakiś d...eń wyprzedza na 3-go..., samochód pędzi wprost na mnie..., nie lubię takich sytuacji, jednam mam czas na reakcję więc tragedii nie ma. Nie tym razem.
Podobnie jak o poranku omijam teren, to jeszcze nie pora na snucie się po lasach, poczekam, aż woda spłynie do Bałtyku :).
Dojeżdżam do domu, chwila na odsapnięcie... i trzeba brać się do roboty :)

Burza nad Katowicami - z archiwum 2006rok © amiga


Starczy tego, na dzisiaj, jutro cd :)

Das poniedziałek....

Poniedziałek, 25 lutego 2013 · Komentarze(17)
B.A.R. - Moje koło

Kawałek wystawiony na życzenie Franka 810

W końcu nieco cieplej, w końcu można normalnie wsiąść na rower i nie zmarznąć, nie walczyć z zaspami, śniegiem, z niedzielnymi kierowcami na drogach.
Pomimo lekko siąpiącego deszczu nie miałem żadnych problemów, aby pojechać do pracy na rowerze, minęło już sporo czasu od ostatniej mojej podróży dopracowej :)
Starczy tego obijania, czas brać się do roboty, tym bardziej, że sezon rajdów na orientację wkrótce się zaczyna, trzeba trochę popracować nad formą, która wyraźnie dołuje..., może nie ma tak źle jak w zeszłym roku, ale odczuwam "sen" zimowy.
Cóż..., trzeba, wiosna za pasem, tylko patrzeć jak zakwitną pierwsze kwiaty, jak zazielenią się łąki. Prognozy na najbliższe 2 tygodnie są co najmniej optymistyczne, z temperaturami w okolicach nawet 15 stopni :).... Hurra

Dzisiejsza trasa dość spokojna, ruch na drogach nieco wzmożony, ale nic dziwnego, ferie właśnie się skończyły, przy czym nie było, żadnych szaleństw, po prosty płynna jazda, bez wymuszeń, bez niebezpiecznych sytuacji, w Rudzie Śląskiej na kilku kawałkach trwają remonty dróg, rowerem da się to objechać po chodniku, samochody niestety czeka niezły slalom po dzielnicach, ale co mnie w końcu to... o...i :). W Gliwicach dla odmiany drogowcy wzięli się za wycinanki w asfalcie, cześć dróg rozpuściła się pod wpływem wody pośniegowej :).

Ogólnie bardzo przyjemnie rozpoczął się tydzień, oby był taki do końca...

Bowling - fotka wczorajsza © amiga


Jeszcze szczegół, skrócenie łańcucha o ogniwo pomogło napędowi, może nie jest idealnie, ale zdecydowanie lepiej niż było, więc wieczorem poleci chyba jeszcze jedno ognowo :)

Patrząc na prognozy to chyba pora zaopatrzyć rower w letnie laćki :), może jeszzce dzisiaj je przełożę?