Wpisy archiwalne w kategorii

do 34km

Dystans całkowity:73100.96 km (w terenie 11237.08 km; 15.37%)
Czas w ruchu:3228:23
Średnia prędkość:22.64 km/h
Maksymalna prędkość:170.00 km/h
Suma podjazdów:262950 m
Maks. tętno maksymalne:240 (130 %)
Maks. tętno średnie:171 (92 %)
Suma kalorii:2777597 kcal
Liczba aktywności:2354
Średnio na aktywność:31.05 km i 1h 22m
Więcej statystyk

Trochę się zasiedziałem

Poniedziałek, 25 lutego 2013 · Komentarze(0)
Ewa Demarczyk - Tomaszów


Powrót dość późno, ale co tam, warto było chwilę dłużej posiedzieć, popracować, zrobić kilka drobiazgów...
Wychodzę koło 17:00, zaczyna się ściemniać, jakoś mnie to nie dziwi, po prostu jak zwykle odpalam lampki i jadę, jednak średnio idzie mi kręcenie, W Zabrzu trafiam na grupki kibiców podążających na plac budowy zwany stadionem i przecinających mi drogę, sporo policji więc nie szaleję, nie przeginam, bo i po co... Z drugiej strony policja ma chyba zupełnie coś innego na głowie, niż rowerzystę pop....cego po drodze.
Ruda Śląska - kolejny przejazd po przekopanych fragmentach szos, a kawałek dalej wbijam się w ten niewielki fragment terenu i...o ile rano jakoś dało się tędy przejechać, pomimo tego, że śniegu i lodu było więcej, to tym razem jazda przez kilkucentymetrowe grząskie błoto, doprowadza mnie do szału, na liczniku 8km/h, ale więcej się nie da, paskudztwo, jutro chyba odpuszczę ten fragment, objadę go nieco inaczej... szkoda czasu i rowera.
W Katowicach też modyfikuję trasę, nie mam ochoty na jazdę przez park Zadole, rano było nieciekawie, teraz pewnie też, więc nieco inaczej przez całą długość śląskiej by kilka min później znaleźć się w ciepłym domu.

kościół św.Michała w Katowicach w Parku Kościuszki. (2007) rok © amiga

Powrót do Katowic...

Poniedziałek, 18 lutego 2013 · Komentarze(10)
Koniec Świata - "Hotel Polonia"


Z firmy wychodzę z mocnym opóźnieniem, jest 17:20 - zaczyna się ściemniać..., cóż tak też się zdarza..., czasami :)

Na zewnątrz nieciekawie, drogi pokryte cieniutką warstewką śniegu, może nie jest ślisko, ale jadę ostrożniej, na drodze może być różnie, niekoniecznie ja muszę się wyglebić, wystarczy, że ktoś straci panowanie nad samochodem... .
Jednak o terenie nie ma mowy, straciłbym zbyt dużo cennego czasu, a muszę zahaczyć o qmpla w Panewnikach...

W zasadzie cała droga mija mi bez żadnych przygód, poza małym incydentem na Ligocie, gdy autobus 51 wyjeżdżając z pętli wymusza pierwszeństwo, ładując się kilka metrów przede mną, hamowanie pomogło, ale przez ułamek sekundy było ciepło... . Cóż w końcu jest większy...

W domu dzisiaj planuję kolejny raz przegląd napędu i pewnie skrócę łańcuch o ogniwo, jednak na test chwilę trzeba będzie poczekać, prognozy na jutro są mocno nieciekawe..., nie będę ryzykował.

Archiwalia - Park Kościuszki październik 2007 rok © amiga

Hanys....

Sobota, 16 lutego 2013 · Komentarze(13)
Hasiok - Hanys


Po nieudanej wizycie w serwisie, przyszła pora na mały przelot do Zabrza, wcześniej jeszcze chwilę spędzam nad przeglądem napędu, rzuca mi się w oczy dziwna praca łańcucha na tylnej przerzutce...., zakresy są ok, ale łańcuch przeskakuje pomiędzy niektórymi przełożeniami, chwila dłubania przy i jest dobrze, a przynajmniej nie widzę, żeby coś przeskakiwało...,

Ruszam po 15:00, chcę dojechać zanim się ściemni, dzień już wyraźnie się wydłużył, więc nie powinno to być problemu, pogoda też jest zachęcająca..., piękne czarne drogi więc zostanę przy szosach, teren odpada, tam jest nieciekawie.

Sam przelot nie był może rekordowy, ale po ostatnim op...u się i tak jest nieźle, czuję, że kondycja poleciała, ale przynajmniej nie mam zakwasów jak po ABS-ie :). Pewnie chwila minie zanim zacznę jeździć w tempie z jesieni..., ech... .

Poprawienie tylnej przerzutki, nie rozwiązało problemów ze spadaniem łańcucha, dzisiaj wieczorem skrócę go o ogniwo i sprawdzę czy może to być to... w końcu kaseta z tyłu jest wyraźnie mniejsza, a zostawiłem tyle samo ogniw co na poprzedniej (11-34) - 106 :)

Aniele Boży, stróżu mój.... © amiga

Revolutions...

Czwartek, 14 lutego 2013 · Komentarze(3)
Jean Michel Jarre - Revolutions (Concert For Tolerance )


Czwartek, tydzień przerwy w dojazdach dopracowych. Trzeba ruszyć cztery litery, tym bardziej że do przetestowania jest nowy napęd, nowe przełożenia...., zupełnie inna kaseta...
Pogoda nieciekawa, ale nie pada śnieg, temp. ciut poniżej 0, główne drogi czarne, za to na tych bocznych sporo lodu, trzeba uważać nieco bardziej niż zwykle, chociaż jeździłem już w cięższych warunkach...
Zastanawia mnie jeszcze minimalny ruch na drogach..., ale już po chwili wiem o co chodzi…., zaczęły się ferie i jest to odczuwalne.... . Na całej długości nikt nie chciał mnie rozjechać..., czy chociażby potrącić :)
Wrażenia z jazdy na nowych szpejach są takie: muszę się przyzwyczaić do tych przełożeń, jest inaczej..., do wyregulowania została przednia przerzutka i myślę, że łańcuch trzeba skrócić o jeszcze jedno może 2 ogniwa..., ale to już po powrocie...
W końcu też bez strachu, że łańcuch mi przeskoczy mogłem pchnąć pod górkę na stojaka...., frajda jak zawsze nieziemska :)

Wspomnieniowa lokomotywa sprzed ok 3 lat... © amiga


Miłego dnia Walentego :)

Walę tynki © memgenerator.pl

Pratchett miał dzisiaj pecha....

Czwartek, 14 lutego 2013 · Komentarze(9)
Jean Michel Jarre - Téo & Téa


Jak się pojechało na rowerze do pracy, to trzeba i wrócić, zawsze co prawda mam alternatywę w postaci Kolei Śląskich, ale jak do tej pory nigdy nie zdecydowałem się z niej skorzystać na tej trasie, nawet gdy warunki były hardcorowe...
Zawsze najgorzej jest uczynić ten pierwszy krok z rana, po prostu ubrać się w rowerowe wdzianko... :) i znieść rower..., reszta to już tylko formalność :)

Powrót w dość przyzwoitych warunkach, drogi czarne, zero śniegu, delikatna odwilż, jak na środek zimy to prawie idealnie :)

Dzisiaj w 2 miejscach niestety musiałem na chwilę zsiąść z roweru, trwające wykopy w Bielszowicach i Pawłowie dość skutecznie uniemożliwiają normalną jazdę, a objazd przetestowałem z rana i mnie nie zachwycił, znacznie wydłuża drogę, nie dając nic w zamian... ech...

Będąc już w Katowicach mam wrażenie, że ferie się skończyły, masa samochodów, różnej maści i gabarytów..., każdy się gdzieś spieszy. Paskudny kawałek drogi mnie czekał, na szczęście nie jest on jakiś strasznie długi, a chwilę później , już w domu mogę odpocząć, czuję te przejechane dzisiaj 60km..., chyba pora skończyć się op...ć i zacząć normalny cykl dojazdów do pracy...

Dla zainteresowanych miłego wieczora walentynkowego... :)
Happy Valentine's Day © amiga


Wracając do Pratchetta to miał dzisiaj pecha, czas na czytanie z reguły mam w pociągu, jadąc rowerem jest to dość znacznie utrudnione, ale może wieczorem się za niego wezmę... ;), jak sprawdę przednią przerzutkę ;)

Tusty szczwortek

Czwartek, 7 lutego 2013 · Komentarze(6)
The Muppets: Bohemian Rhapsody


Powoli zbliżają się święta..., już w pracy w każdym kącie walają się pączki..., może to i dobre, ale ile można ;P

Na szczęście dzisiaj mam okazję to spalić, rano nie bez ociągania wsiadłem na rower, zimowy leń ostatnio mnie opanował zupełnie..., ostatnie kilka dni, aż prosiły się by pojeździć, ale nie byłem w stanie się zmusić do jazdy..., zawsze było coś..., a to wizyta na poczcie, a to śnieg padający.... ech..., nawet na stacjonarne kręcenie nie jestem w stanie się zdecydować... masakra..., na dokładkę lekkie przeziębienie nie odpuszcza, pozostał paskudny kaszel...

Dzisiaj z rana długo się zastanawiałem czy wyjechać na rowerze..., w końcu zmusiłem się, gdy już znalazłem się na siodełku, całe zmęczenie gdzieś się ulotniło, nic ni nie było w stanie przeszkodzić w jeździe, nawet rozkopany kawałek drogi pomiędzy Kończycami, a Bielszowicami. Pięknie było :)

tusty szczwortek © amiga


Zaj...go tłustego czwartku

wymienił stryjek kasetę na kasetkę....

Czwartek, 7 lutego 2013 · Komentarze(11)
The Muppets: Pöpcørn


W ciągu dnia docierały do mnie informacje, wszędzie pada śnieg, kilka razy wyglądałem za okno w pracy i nic..., ani jeden płatek śniegu nie spadł... Zdjęcia z Katowic i zza granicy, wyglądają mocno nieciekawie, ale jeżeli już przyjechałem rowerem to nie zamierzam wracać inaczej.
Pozbierałem się i w drogę. Zabrze - wszystko ok, drogi czarne, brak śladu po opadach, Bielszowice – to samo, w końcu Wierek i tutaj po raz pierwszy dostrzegam, że drogi są wilgotne, więc coś spadło, na szczęście temperatura jezdni jest na plusie, więc nie ma mowy o lodzie. Jednak im bliżej Katowic tym bardziej nieciekawie, już za Kochłowicami profilaktycznie zwalniam, kawałek terenu który mi się trafił jest paskudny. Szczęśliwie do domu niewiele już zostało i kilka min później jestem na miejscu. Uff

A w domu czekają szpeje do rowera ;) Nowa kaseta, łańcuchy, a ze sobą przywiozłem zębatkę do korby. Jeszcze rano zastanawiałem się czy nie pojeździć na starej konfiguracji jeszcze miesiąc, ale widząc takie cudeńka nie namyślałem się długo.


Shimano 11-34 vs SunRace 11-25 © amiga


Duża zębarka stara s nowa © amiga


Godzinę później mam wszystko zainstalowane, pozostało to tylko przetestować, ale to już jutro jak pogoda pozwoli ;)

Na korbie zostawiłem zębatkę 44T chociaż zastanawiałem się nad 48T, ale to może przy następnej wymianie, za to tylna kaseta to zupełnie inna bajka. Wcześniej miałem Deorkę 11-34 kupioną ze względu na Śnieżkę, tym razem wsadziłem szosowego SunRace-a 11-25. Dziwnie to wygląda gdy wsadzona jest tak mała kasetka..., pytanie tylko jak się spisze.

Sezon czas zacząć...

Piątek, 1 lutego 2013 · Komentarze(3)
CLOSTERKELLER - Ogród półcieni


Po dłuższym "odpoczynku" od rowera, w końcu pogoda poprawiła się na tyle, że można było bezpiecznie pojechać do pracy. Przedłużająca się absencja spowodowana była również paskudnym przeziębieniem, zresztą do dzisiaj dalej czuję jej skutki, wredny kaszel pozostał i.... chyba tak już zostanie do wiosny gdy pogoda się ustabilizuje na jakimś normalnym poziomie. Nienawidzę takich wahań gdy raz jest na plusie, raz na minusie....

W między czasie udało się kilka razy pojeździć na rowerku stacjonarnym, lecz dalej musze się zmuszać do kręcenia na nim. Nie ma to nic wspólnego z jazdą na rowerze poza tym, że pracują nogi... i tylko z tego powodu męczyłem się... W dniu w którym dorwało mnie przeziębienie dotarły zakupione narty biegowe, czekały 10 dni zanim byłem w stanie wyjść i potestować je... Najdziwniejsze jest to, że dalej nie mam zdania czy to jest to, czy nie..., czy będzie mi się chciało na nich jeździć czy to nie dla mnie... Podczas biegu (w zasadzie to bardziej chodu patrząc na średnią), raz miałem chwile w których chciałem wyp...ić je do rowu i wrócić do domu, a kilka minut później byłem zachwycony...

Do tej pory nie spotkałem się z czymś takim...., albo coś weszło od razu (jak rower), albo wcale (jak stacjonarne badziewie). W każdym bądź razie wszystkie wyczyny nierowerowe są na endomondo. W trakcie 2 godzinnego treningu kilkanaście gleb, kończących się zawsze śmiechem, bo inaczej nie reaguję na takie zdarzenia :), dwa szpagaty..., w każdym bądź razie jest co wspominać.

Wracając do trasy, troszkę się jej obawiałem, główne trasy piękne, czarne, ale wystarczyło zjechać tylko na boczne drogi i już tak różowo nie było, ostatnie ulewy ubiły zalegający tam śnieg przy okazji tworząc grubą nierówną warstwę lodu. Nie było tych odcinków zbyt dużo ale dały się we znaki. Drugi przypadek to krótki kawałek po terenie w Rudzie Śląskiej. Wracając nadłożę dodatkowe 2 km ale tamtędy drugi raz nie pojadę dzisiaj, średnia spadła poniżej 8km/h kopiasty zapadający się śnieg, błoto, woda, lód, koleiny.... Gdyby nie to, że miałem opony terenowe to pewnie zaliczyłbym jakąś glebę...

Widoczek z okna firmy :) © amiga


Miłej pracy :)

Jeszcze dzień jest krótki...

Piątek, 1 lutego 2013 · Komentarze(4)
T-Raperzy znad Wisły - Maxi Kaz


Powrót męczący, te kilka tygodni chorowania na lenia i przeziębienie odbiły się wyraźnie na kondycji, pewnie minie chwila zanim wrócę do pełni formy. Nie ma jednak co narzekać, jazda rowerem jest nadaj przyjemnością, fantastycznie jest się zmęczyć w taki sposób, nie być uzależnionym od niczego - starajku na kolei, autobusów czy jakichkolwiek innych pojazdów mechanicznych. Rowerem wcisnę się wszędzie, przejadę wszystko. Fakt czasami jest ciężko, ale co z tego... Nawet ten paskudny wiatr mi specjalnie nie przeszkadzał..., brakowało mi tego :), tylko o tym nie widziałem ;P

Wiosenne wspomnienia z 2009 roku © amiga


Zaczyna się weekend, tyle, że dla mnie na bank nierowerowy...

nocne dymanie po lasach

Poniedziałek, 14 stycznia 2013 · Komentarze(7)
Ozzy Osbourne - Dreamer


W ciągu dnia kilka razy sprawdzam pogodę za oknem i jakoś nie napawa mnie optymizmem to co widzę... Całkiem spore opady śniegu, a ja wariat na rowerze, 30 kilometrów od domu.... chyba mnie …. .
Wychodząc z firmy przez chwilę się zastanawiam czy nie wybrać wersji "lite", tzn wspomóc się Kolejami Śląskimi, z drugiej strony i tak ostatnie kilka km będę musiał przejechać centralnie przez Katowice, co średnio mi odpowiada...
Ruszam i lekko z duszą na ramieniu (chyba na prawym mi siedziała i szeptała do ucha), jadę szosami, jednak mijając 6km podejmuję decyzję o wbiciu się w las..., zdaję sobie sprawę z tego, że będę jechał sporo dłużej, ale przynajmniej będzie bezpieczniej, wolę nie zawierzać się ślepemu losowi i nadziei, że wszyscy będą jeździli zgodnie z przepisami, że nie spotkam żadnego wariata na drodze, który będzie próbował mnie przewieźć na masce samochodu.
Lasek Makoszowski to tylko przedsmak tego co mnie czeka, trochę kolein, sporo śniegu, jazda jest mocno wymagająca, jest niezłym wyzwaniem dla kondycji i techniki jazdy.
Klocki opony są spore i kilka razy ratują mi 4 litery przed upadkiem, przed poślizgiem, po prostu wbijają się w zbity śnieg.
W Makoszowach kawałek po drodze i ponownie las, tutaj jest jeszcze trudniej, głębokie śnieżne koleiny sprawiają spore problemy, wielokrotnie haczę pedałami o brzegi tego kanionu..., jakimś cudem udaje się dotrzeć do Rudy Śląskiej bez większych ekscesów...
W Halembie znowu wyjeżdżam na szosę, tutaj można nieco przycisnąć, ale mimo wszystko wolę nie ryzykować, jadę sporo wolniej niż mógłbym, ale nie liczy się czas, ważne aby dotrzeć z punktu A do punktu B.
Kolejny kawałek leśny, tym razem prowadzący do Panewnik i chyba jest to najgorsze dzisiejsze doświadczenie, brak jakichkolwiek śladów (długo nikt tędy nie jechał, nie szedł), sporo zasp, przykryte grubą warstwą śniegu koleiny, jest ciężko. W kilku miejscach mam wrażenie, że za chwilę wpadnę do przepaści rozciągającej się po prawej i lewej stronie ścieżki. Dziwne, bo jeżdżąc tędy w „normalnych” warunkach nie zauważyłem tego..., tym razem jest inaczej...
Udaje się w końcu dotrzeć do cywilizacji, kolejna droga, przykryta śniegiem w kolorze ecru, później przybierającym barwę cappuchino, wjeżdżając na Panewnicką jadę już po mokrej brązowej breji.
Pozostało ok 7km, skręcam w Bałtycką, znowu sporo śniegu, ale przynajmniej ruch jest zerowy, jedynie jakaś „mądra” kobieta wchodzi mi pod koła...., hamowanie, opierdol i jadę dalej...
Już w Ochojcu, czuję trasę, może nie w nogach, ale na pewno w plecach, czuję każdy kręg, masakra... muszę chwilę odpocząć..., zmęczyłem się....
Jutro do pracy pociągiem, prognozy są jeszcze gorsze....

Panewniki - Kuźnicka, prawie idealna nawierzchnia © amiga