Po wczorajszej przerwie w pracy dzisiaj w ponownie dosiadłem Dziadunia i w drogę. Zastanawiałem się nad jazdą standardową drogą przez lasy, jednak po zaliczeniu krótkiego odcinka w Piotrowicach odpuściłem sobie. Już tam było nieciekawie, a na hałdach będzie masakra. Lepszym wyborem były dzisiaj szosy, chociaż pewnie po południu skuszę się na jazdę terenową :), sie zobaczy.
Popołudnie piękne, w końcu ciepło, po ostatnich kilku dniach jest to niesamowita odmiana. Ponad 20 stopni w cieniu, po prostu bajka. Wjeżdżam w las i jadę bardziej terenową wersją drogi dodomowej, błoto na większości ścieżek gdzieś zniknęło, tylko do czasu do czasu trzeba wyminąć jakąś kałużę, dopiero na hałdzie w Halembie musiałem uważać po czym jadę :P. Mógłbym dzisiaj tak jechać, i jechać, i rozkoszować się takim krajobrazem, taką przyrodą, takim wspaniałym dniem. (chyba pójdę pobiegać)
Przy okazji przypomniałem sobie o 2 starych płytach Carrion-u, jeden z utworów dołączam do wpisu. Na koncercie kilka lat temu zrobił na mnie niesamowite wrażenie, zresztą dzisiaj też tego dobrze się słucha.
CARRION - Nie bez wiary
KTM Story Dzisiaj kolejny tel do Serwisu w Warszawie, mail do Bikershopu w Krakowie i ... Masakra. Serwis w Warszawie coś wspominał, że kurier (zamówiony przez KTM-a) zgubił gdzieś moją stara ramę pomiędzy Krakowem a Austrią. Q..a M.ć. W zasadzie mogę uznać, że gwarancja jest załatwiona pozytywnie, tyle, że teraz trzeba na nich trochę ponaciskać, głównie będzie chodziło o dystrybutora. Maila już dostali z odpowiednią treścią, a od poniedziałku mogą liczyć na moje upierdliwe tel. W najgorszym wypadku do Krakowa nie mam tak daleko ;P
Myślę, że jest to mój ostatni KTM. W MBIKE-u mam już załatwioną zniżkę (to ci goście z Warszawy) na kolejny rower - może 29er ?
Środa, poranek, leje, masakra, ale ubieram się i wyejeżdżam przed czasem jest 6:50. Niby jestem ubrany we wdzianko przeciwdeszczowe, ale chyba producent nie przewidział ich na 30km jazdy w ulewie. W firmie nie było na mnie suchej nitki. Po raz chyba drugi jak długo tu pracuję wlazłem w całości pod prysznic i dopiero tam mogłem ściągnąć łachy. Klapnęły o kafelki i tyle. Mam nadzieję że przynajmniej częściowo wyschną do wieczora.
Ps. Fota zastępcza, ale nie miało sensu zatrzymywanie się :)
Powrót z pracy w całkiem przyzwoitych warunkach, przez całą drogę nie spadła ani kropla deszczu, nawet od czasu do czasu pojawiało się słońce. Część porannych ubrań powędrowała do plecaka, a z pracy wziąłem suche zastępcze wdzianko. Oczywiście pogoda zmodyfikowała moje plany i władowałem się w wersję bardziej terenową drogi powrotnej. W efekcie do Ochojca przyjeżdżam maksymalnie umorusany. Po drodze jeszcze odwiedziny bankomatu w pobliżu i niespodzianka - na ul. Fredry widzę stojącego bikera na SCOTT-cie, wszędzie rozpoznam ten rower, nie mogłem się mylić, nie ma takiego drugiego. Po 2 latach znajomości internetowej w końcu udało się spotkać Devilka. Kilkanaście min rozmowy i ruszam dalej, jestem umówiony, czas mnie goni. Fajnie się było spotkać, mam nadzieję, że w końcu gdzieś uda się razem pojechać.
Do posłuchania koncert/płyta o której zapomniałem przez długie lata, przez przypadek włączyłem ją dzisiaj w pracy i wróciłem "...do tych pól malowanych zbożem rozmaitem pozłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem gdzie bursztynowy świerzop,gryka jak śnieg biała..." (do dzieciństwa). Miłego słuchania :), jeżeli ktoś wytrwa ;P
Polecam szczególnie utwór The Bell zaczyna się w 24:55
Powrót klasycznie dość późno. Pogoda dżdżysta, czasami świeci słońce, jednak przez większość trasy leje, na dokładkę wieje z niewłaściwego kierunku, przywykłem ostatnio do tego. Po powrocie wszystko nadawało się do prania, w zasadzie rower też powinien zostać umyty, ale nie chce mi się, samo odpadnie.
Bieganie dzisiaj odpuszczam, nie chcę przegiąć na początek, niech się organizm przyzwyczai do wysiłku. W firmie załatwiłem sobie kartę multi-sport więc dojdzie jeszcze basen i siłownia od lipca ;). Najwyższy czas podnieść się i zacząć realizować wszystkie plany, boję się, że obudził się we mnie potwór. Z grubsza mam określony plan działania na najbliższe 5 lat, ale to nie pierwszy taki w moim życiu, zawsze były realizowane i kończone z sukcesem.
W końcu pogoda nieco się poprawiła, jest nieco cieplej, trochę bardziej sucho, w lesie jedynie sporo błota i wody. Po wczorajszym bieganiu zero zakwasów ;), co nie zmienia faktu że czuję to w nogach. W drodze katuję się dalej Nightwish-em - Imaginaerum, chyba nauczę się tych tekstów na pamięć. Do posłuchania jeden z utworów z tej płyty - ponad 13min. ale warto.
Nightwish - A song of myself
Wyjątkowo na dole wpisu umieszczam tekst tej piosenki. Warto posłuchać ,poczytać, pomyśleć.
The nightingale is still locked in the cage The deep breath I took still poisons my lungs An old oak sheltering me from the blue Sun bathing on its dead frozen leaves
A catnap in the ghost town of my heart She dreams of storytime and the river ghosts Of mermaids, of Whitman`s and the Ride Raving harlequins, gigantic toys
A song of me a song in need Of a courageous symphony A verse of me a verse in need Of a pure-heart singing me to peace
All that great heart lying still and slowly dying All that great heart lying still on an angelwing
All that great heart lying still In silent suffering Smiling like a clown until the show has come to an end What is left for encore Is the same old Dead Boy`s song Sung in silence All that great heart lying still and slowly dying All that great heart lying still on an angelwing
A midnight flight into Covington Woods A princess and a panther by my side These are Territories I live for I`d still give my everything to love you more
(repeat br.+ch.)
3. Piano Black
A silent symphony A hollow opus #1,2,3
Sometimes the sky is piano black Piano black over cleansing waters
Resting pipes, verse of bore Rusting keys without a door
Sometimes the within is piano black Piano black over cleansing waters
All that great heart lying still and slowly dying All that great heart lying still on an angelwing
4. Love
I see a slow, simple youngster by a busy street, with a begging bowl in his shaking hand. Trying to smile but hurting infinitely. Nobody notices. I do, but walk by.
An old man gets naked and kisses a model-doll in his attic. It`s half-light and he`s in tears. When he finally comes his eyes are cascading.
I see a beaten dog in a pungent alley. He tries to bite me. All pride has left his wild drooling eyes. I wish I had my leg to spare.
A mother visits her son, smiles to him through the bars. She`s never loved him more.
An obese girl enters an elevator with me. All dressed up fancy, a green butterfly on her neck. Terribly sweet perfume deafens me. She`s going to dinner alone. That makes her even more beautiful.
I see a model`s face on a brick wall. A statue of porcelain perfection beside a violent city kill. A city that worships flesh.
The 1st thing I ever heard was a wandering man telling his story It was you, the grass under my bare feet The campfire in the dead of the night The heavenly black of sky and sea
It was us Roaming the rainy roads, combing the gilded beaches Waking up to a new gallery of wonders every morn Bathing in places no-one`s seen before Shipwrecked on some matt-painted island Clad in nothing but the surf - beauty`s finest robe
Beyond all mortality we are, swinging in the breath of nature In early air of the dawn of life A sight to silence the heavens
I want to travel where life travels, following its permanent lead Where the air tastes like snow music Where grass smells like fresh-born Eden I would pass no man, no stranger, no tragedy or rapture I would bathe in a world of sensation Love, Goodness, and Simplicity ( While violated and imprisoned by technology )
The thought of my family`s graves was the only moment I used to experience true love That love remains infinite, as I`ll never be the man my father is
How can you "just be yourself" when you don`t know who you are? Stop saying "I know how you feel" How could anyone know how another feels?
Who am I to judge a priest, beggar, whore, politician, wrongdoer? I am, you are, all of them already
Dear child, stop working, go play Forget every rule There`s no fear in a dream
"Is there a village inside this snowflake?" - a child asked me "What`s the color of our lullaby?"
I`ve never been so close to truth as then I touched its silver lining
Death is the winner in any war Nothing noble in dying for your religion For your country For ideology, for faith For another man, yes
Paper is dead without words Ink idle without a poem All the world dead without stories Without love and disarming beauty
Careless realism costs souls
Ever seen the Lord smile? All the care for the world made Beautiful a sad man? Why do we still carry a device of torture around our necks? Oh, how rotten your pre-apocalypse is All you bible-black fools living over nightmare ground
I see all those empty cradles and wonder If man will ever change
I, too, wish to be a decent manboy but all I am Is smoke and mirrors Still given everything, may I be deserving
And there forever remains that change from G to Em
Tłumaczenie to jest tu: www.tekstowo.pl trzeba kliknąć na link "pokaż tłumaczenie" znajdujący się po prawej stronie tekstu angielskiego.
Poranek chłodny, mokry, chwilami wietrzny. Trasa standardowa częściowo po lesie, częściowo po bocznych szosach, więc jak zwykle przyjemnie, jedynie błota i kałuż wszędzie pełno, trzeba było uważać. Do firmy przyjechałem usmarowany od stóp do głowy, ale już się chyba przyzwyczaili do takiego widoku. Czerwiec coś mnie nie rozpieszcza rowerowo, mało jeżdżę, muszę to nieco podgonić, zwiększyć ilość pokonywanych kilometrów :)
Powrót do domu tą samą trasą co poranna, więc nie ma sensu się rozpisywać. Pogoda nijaka, w kilku miejscach na trasie dorwał mnie deszcz, w lesie błotniście, wodniście, ale już mi to nie przeszkadzało, mogłem się wytarzać w błocie i tak by nikt nie zauważył różnicy ;P
Kolejny piękny weekendowy dzień, może nie idealny, gdzieś wysoko nad nami krążą ciemne deszczowe chmury. Z Darkiem, Anetką, Wiktorem i Igorem wyruszamy ok 9:15 z Helenki, na miejsce spotkania pod Zabrzańskim Muzeum Górnictwa. Dzisiaj czeka nas wycieczka rowerowa organizowana "Na kole ku familokom". Zapowiada się ciekawie, odwiedzić mamy cztery rózne osiedla w zabrzu. Pod Muzeum spotykamy Yoasię.
Punkt pierwszy wycieczki to Kolonia B na Zaborzu, dziwne miejsce, wygląda jakby Bóg o nim zapomniał, jest to jedna z tych dzielnic gdzie po zmroku nie należy się zapuszczać, co nie zmienia faktu, że historia tego miejsca robi wrażenie.
Kilkanaście min później ruszamy do chyba najciekawszego miejsca w Zabrzu - Zandki. Byłem tam w zeszłym roku, ale tym razem czekał na nas/na mnie genialny przewodnik Dariusz Waleriański, opowiadający niesamowite historie o tym miejscu. Na pierwszy ogień idzie opowieść o stalowym domu,
Jednak nieopodal jest coś znacznie ciekawszego, kirkut, zachowany prawie w stanie idealnym, każda wizyta w tym miejscy jest ciekawym doświadczeniem i niesamowitym przeżyciem. Zresztą zdjęcia niech mówią same za siebie.
Pogoda zaczyna się nieco psuć, zaczyna padać deszcz, część współuczestników rezygnuje z wycieczki, jednak nie my. Jedziemy dalej tym razem na os. Borsig w Biskupicach. Stajemy przy niepozornym budynku, jednak w środku odkrywamy coś niesamowitego kapliczkę ewangelicką, zapomnianą, opuszczona, ale na szczęście odkrytą ponownie, jest szansa na jej uratowanie, na to, że nikt nie przerobi jej na magazyn.
W kapliczce kolejne opowieści o ty miejscu i całym osiedlu.
Czas leci nieubłaganie i ruszamy do ostatniego miejsca postoju Osiedle Ballestrema w Rokitnicy. Niesamowicie piękne miejsce, piękne zadbane domy, każdy inny, żadnych sztampowych rozwiązań.
Na koniec przewodnicy informują nas o jeszcze jednaj atrakcji w Rokitnicy - tulipanowcach rosnących w pobliżu tutejszej leśniczówki. Nie jest to niestety kolejny punkt wycieczki, ruszamy więc sami. W zasadzie w piątkę, gdyż Yoasia opuszcza nas nieco wcześniej.
Wracamy na Helenkę, chwila odpoczynku i niestety musze ruszać w drogę powrotną do Katowic. Wyruszam po 17:00.
Ps. Przepraszam za tak lakoniczny opis, ale czasu mam niewiele najego uzupełnienie. Może go kiedyś poprawię ?
Było rewelacyjnie, dziękuję wszystkim uczestnikom, bez nichto już nie było by to..
I ciekawoska, zanim skończyliśmy zwiedzanie to już zostały umieszczone zdjęcia w Głosie Zabrza. Jestem na pierwszym z nich. Ciekawe czy w wersji drukowanej też będę na Pole Position ;P
A do posłuchania Apocalyptica - The Life Burns Tour
Poranek prawie jak zwykle, tyle, że zaczął się nieco wcześniej, wstałem ok 5:00 i zaczałem się przygotowywać do wyjścia, po wczorajszym bieganiu czuję lekkie zakwasy, ale nie jest źle, mogę chodzić ;P. Do pracy wychodzę ok 6:30 tyle, że już na podwórku na szybko czyszczę rower z zaschniętego błota, oliwię łańcuch i przerzutki, w końcu im się też coś należy. Sama droga rewelacyjna, pomimo tego, że błotnista i nie można było poszaleć, co ciekawe jechało mi się całkiem przyjemnie, nie czułem żeby coś mnie bolało, coś mi przeszkadazało. Ciekawe czy wieczorem będę miał siły na kolejne bieganie :)