Wpisy archiwalne w kategorii

W jedną stronę

Dystans całkowity:87899.67 km (w terenie 13786.08 km; 15.68%)
Czas w ruchu:3963:11
Średnia prędkość:22.18 km/h
Maksymalna prędkość:170.00 km/h
Suma podjazdów:341916 m
Maks. tętno maksymalne:240 (130 %)
Maks. tętno średnie:171 (92 %)
Suma kalorii:3366060 kcal
Liczba aktywności:2567
Średnio na aktywność:34.24 km i 1h 32m
Więcej statystyk

Powrót nie najkrótszą drogą

Poniedziałek, 9 lipca 2012 · Komentarze(13)
Brian May - Love of my life (Ukraine)


Jako, że jestem dalej pod wrażeniem sobotniego koncertu Queen-ów, to jeszcze jeden kawałek, klimat na stadionie był identyczny. Brian przed tym kawałkiem powiedział: "zaśpiewajmy dla Frediego" i... cały stadion śpiewał.

Wracając do dzisiejszego powrotu, jako że pogoda dopisała, nie jest za gorąco i nie za chłodno, nie ma burz, to trzeba było wybrać się nieco okrężną drogą do domu. Okrężnie w tym przypadku oznacza przelot na trasą Gliwice, Paniówki, Przyszowice, Chudów, Bujaków, Mikołów, Kopaniny, Podlesie, Kostuchna, Siągarnia, Hamerla, Lędziny, Mysłowice, Wesoła, Giszowiec, Ochojec :). Zależało mi standardowo na podjazdach, za zmęczeniu się, i... muszę przyznać że się udało, jutro na 100% będą zakwasy, wszystkie podjazdy zaliczone na stojąco na blacie (w sumie ok kilkanastu km - najdłuższy odcinek to ok 1.5km) - dało się, ale łydki bolą ;P.

Endomondo zdechło w połowie drogi, a w zasadzie nie Endomondo tylko zasilanie tel. padło. Zmiana baterii rozwiązała sprawę, ale ślad jest w 2 kawałkach, już nie chciało mi się grzebać w programie. Plik bazy jest w sqLite więc mógłbym go po prostu poprawić/scalić ;)

Dzisiaj rower trafił do serwisu, po 11000km pojawiły się luzy na kołach, trzeba było sprawdzić co się dzieje, goście mieli 6 godzin czasu i dali radę. Przy czym z informacji które otrzymałem wynika, że powoli piasty się kończą, a dokładniej konusy już mają wżery i część kulek jest "kwadaratowa".
Konusy da się kupić, ciekawe jak z kulkami, pewnie zrobię przegląd allegro. Jak nie będzie nic ciekawego to pora rozejrzeć się za nowymi kołami. Coś mam na oku od kilku miesięcy, bo spodziewałem się takiego obrotu sprawy, prędzej czy później ;P.



Maszt TV w Kosztowach © amiga


Panorama Beskidów © amiga


Panorama Beskidów 2 © amiga

Krótko i na temat

Sobota, 7 lipca 2012 · Komentarze(3)
Damnation Angels - Bringer Of Light


Opis będzie dzisiaj bardzo lakoniczny, głównie dlatego że nie mam czasu, zresztą i tak cud się stał, że udało mi się wyrwać na rower. Miałem godzinę czasu, więc musiałem to jakoś wykorzystać. Pojechałem nad zalew wesoła poprzez okoliczne lasy. Ech gdyby było więcej czasu, te ścieżki, ten zapach, ta zieleń...
Niestety nie dzisiaj. Więc szybkie kółeczko i do domu. W drodze powrotnej spotykam Devilka z Gosią, chwilę rozmawiamy i każdy rusza w swoją stronę.
Za godzinę jadę do Wrocławia na koncert IRY, po nich ma grać jakiś mało znany zespół Queen. Zobaczymy czy dadzą radę i przebiją IRĘ ?


Zalew wesoła © amiga


Zalew wesoła w Mysłowicach © amiga


Upał daje się we znaki © amiga

Piłem w Piotrowicach, spałem w Ochojcu...

Piątek, 6 lipca 2012 · Komentarze(2)
Artur Andrus - Piłem w Spale, spałem w Pile


Po wczorajszym małym spotkaniu bikestats-owiczów i późniejszym spotkaniu ze znajomym z francji poranek mam masakryczny. Budzik dzwoni o 5:30, spałem całe 3:30 - przegięcie. Powieki same opadają, jednam muszę się pozbierać, musze pojechać, plan jazdy przez Mikołów spalił na panewce, wyjeżdżam dopiero po 7:00. Późno, na dokładkę alkohol chyba nie do końca się ulotnił, ale to może i lepiej, gdy będę znieczulony. Nie pcham się na główne trasy, jadę opłotkami i lasami, nie spieszy mi się, nogi nie chcą podawać, trudno, może wieczorem będzie lepiej, chociaż patrząc na słupek rtęci nie podejrzewam aby było lepiej. Znowu grubo >30 stopni, ale może chociaż nie zasnę nad kierownicą ;)


Pędem z hałdy © amiga


Uśmiechając się do słońca © amiga


Ps. Tak niepostrzeżenie Red Manfred zrobił w ciągu tygodnia 500km :)

Jadą, jadą gości... - Pierwsze spotkanie BS na Stargańcu

Czwartek, 5 lipca 2012 · Komentarze(15)
Artur Andrus - Duś, duś gołąbki jadą, jadą gości...


Dzień, jak co dzień, plan napięty. W pracy staję w blokach startowych o 16:00 - nie zdarza mi się to prawie nigdy, jednak dzisiaj muszę być o 18:00 na Stargańcu, na spontanicznym spotkaniu BS wywołanym przez Monikę, Tomka i trochę mnie.
Zaczęło się tak niewinne, od tego, że Monika nigdy nie była na Stargańcu :), później już poleciało. Dwa dni temu ogłosiłem spęd na blogu i zaczęły się zgłaszać kolejne chętne osoby, do niektórych zapukałem osobiście, obdzwoniłem kilku znajomych niezrzeszonych na BikeStats-ie.

Do Katowic dotarłem w średnim tempie, temperatura dobijała, w cieniu ponad 30 stopni, jadę jedną z krótszych tras, nie mam czasu na to, aby bawić się w podjazdy, chociaż kilka górek i tam zaliczyłem :).

Na chwilę wpadam do domu, szybka kąpiel, przebieram się w coś czystego, zbieram trochę gratów i lecę na Starganiec, jestem lekko spóźniony, docieram na miejsce ok 18:10. Objeżdżam staw i… nikogo nie widzę. Ustawiam się przy głównym wjeździe i czekam, po 20 min dociera silna ekipa z Zagłębia, jedziemy na miejsce spotkania, kilka min. później docierają kolejni bikerzy, tym razem Ślązacy :),
Próbujemy chwilę odpocząć, jednak okazuje się, że niektórzy zaginęli w akcji, ruszam z odsieczą, wracam skrótami do Piotrowic i... dzwonię, dowiaduję się, że jednak znaleźli drogę tyle, że nieco inną, standardową przez Zadole i są już prawie na miejscu. Jadę po raz kolejny dzisiaj nad staw ;P. 10 min później jestem już z wszystkimi, można porozmawiać, można w końcu chwilę odpocząć.

Chwila odpoczynku © amiga


Niskie pokłony przed rowerami © amiga


chwila na pogaduchy przy ruinach © amiga


Po dłuższej chwili pora ruszyć do lasu po chrust ;), część ekipy pilnuje naszych rumaków, reszta gania po zaroślach. Białogłowy mogą zabrać się za "podniecanie ognia", idzie im to całkiem sprawnie, widać że mają duże doświadczenie ;)

Podniecamy ogień © amiga


Troszkę nas jest © amiga


W końcu "nadejszła" długo oczekiwana chwila, możemy zabrać się za pieczenie kiełbasek, a niektórzy podgrzewają camemberty. Dzięki izobronikom imprezka zaczyna się robić coraz bardziej luźna, rozmowy schodzą na nierowerowe tematy, chociaż ta tematyka i tak gdzieś tam cały czas się wplata, zresztą jakby mogło być inaczej :)

Pieczenie kiełbasek © amiga


Ognisko jak się patrzy © amiga


"Kruk ma ser" © amiga


Po 21:00 towarzystwo zaczyna powoli się rozjeżdżać, najwytrwalsi jednak zostają, pieką kolejne kiełbaski, zapijając czym tylko się da i rozmawiają, rozmawiają, rozmawiają....

Niektórzy wyjeżdżają wcześniej © amiga


O czym oni mogą rozmawiać ? © amiga


Gadające głowy © amiga


Starganiec wieczorową porą © amiga


Powoli robi się ciemno © amiga


Ostatnie pieczenie kiełbasek © amiga


Na zakończenie imprezki przyszła długo oczekiwana pora na zrobienie wspólnej foty, w końcu to chyba pierwsze takie spotkanie w Katowicach, pada propozycja cyklicznych spotkań, może połączenie ich z Masą ?

Gruppen foto © amiga



Chwilę po sesji © amiga


Jeszcze jest ktoś głodny ? © amiga


Około 22:00 pora się zbierać, jest późno, niektórzy mają ponad 40km do domu, (jestem szczęściarzem - mam tylko 6.5km). Ruszamy, chyba najlepiej znam okolice, postanawiam poprowadzić peleton, wraz z Tomkiem narzucamy tempo, po kilku km orientujemy się, że za nami nikogo nie ma.... zatrzymujemy się i czekami, gadamy, znowu czekamy i są, jadą. Ruszamy dalej, tym razem wolniej, w końcu dzień był długi, niektórzy mogą być zmęczeni. Prowadzę Bikestatsowiczów bocznymi drogami, ścieżkami, czasami jest wąsko, czasami stromo, ale wszyscy dają radę, dojeżdżamy do lasu Ochojeckiego, tam chwila na pożegnanie i ruszam do domu.
Ostatnie fotki w lesie Ochojeckim © amiga


Pożegnań czas © amiga


łysy oświetla nam drogę © amiga


15 min później już w domu, kolejna kąpiel dzisiaj i lecę na spotkanie ze znajomym który przyleciał z francji na 1 dzień. Jest 23:00 - "Old Timer Garage" (rewelacyjna knajpa w Piotrowicach), na wejście dostaję "Książęce Pszeniczne" - tego mi było trzeba, biorę kolejne, jest mi już dobrze, organizm nawodniony, spotkanie kończymy ok 1:30 (po kilku kolejnych drinkach), biegiem do domu i spać. Budzik ustawiony na 5:30 - mam czas żeby się wyspać :)


Wracając do spotkania, było rewelacyjnie, było pięknie, mam nadzieję, że imprezka stanie się cyklicznia, może uda się ją połączyć z masą i rozruszać to co jest organizowane w Katowicach, w końcu masa nie musi kończyć się w centrum.

Ps. Wieczorem może uda mi się pozbierać pełną listę uczestników i opisać zdjęcie zbiorowe. Na więcej w tej chwili nie mam czasu.

Poranna kontrola miejsca na ognisko - spotkanie BS

Czwartek, 5 lipca 2012 · Komentarze(14)
Spotkanie BS na Stargańcu
Dla przypomnienia, dzisiaj ok 18:00 zapraszam wszystkich chętnych na małe spotkanie BS. Może pora się w końcu spotkać, poznać w większym gronie?
Planowane jest ognisko, napoje i jedzenie najlepiej zabrać ze sobą, do najbliższego sklepu jest ok 6km przez las.

SDM - Z nim będziesz szczęśliwsza


Poranek
Kolejny dzień z wczesną pobudką, muszę się przestawić w końcu na witanie wschodu słońca. Pierwszy sygnał o 4:30, ignoruję go, drugi 5 min później, też go ignoruję. Wstaję dopiero o 5:00 i powoli zaczynam się zbierać, śniadanie, przygotowanie roweru. Wyjeżdżam trochę po 6:00. Planuję drogę przez Starganiec, a później się zobaczy. W ciągu 20 min jestem nad stawem, jest pięknie słonecznie, woda cieplutka, więc nie mogło się obyć bez porannej kąpieli. Jestem zachwycony tym miejscem o poranku, jest taka cisza, taki niesamowity spokój, słychać tylko ptaki. Na miejscu pochłaniam kilka nektaryn i ruszam dalej. Jadę nieco na azymut, skręcam w ścieżki którymi jeszcze nie jechałem, zajmuje mi to trochę czasu, w końcu odkrywam drogę prowadzącą przez Jamnę. Już wcześniej wiedziałem, że coś takiego istnieje w lesie, jednak nigdy nie miałem czasu, chęci aby jej poszukać. Tym razem jest inaczej, mogę sobie pobłądzić, mam nieco czasu.
Wyjeżdżam w końcu w Halembie, spoglądam na zegarek jest 7:14, chyba pora nieco podkręcić tempo i pojechać standardowym szlakiem. Po drodze specjalnie już nie kombinuję, nie zatrzymuję się, po prostu gnam do Gliwic. Jadę przez Makoszowy tam czeka na mnie 1km podjazd. Pokonuję go na blacie, zresztą całą drogę tak jadę. Nie ma zmiłuj się.

Plaża na Stargańcu © amiga


Starganiec o poranku © amiga

Szosowo dopracowo

Środa, 4 lipca 2012 · Komentarze(2)
Paweł Kukiz & Yugopolis - Miasto Budzi Się


Budzi się kolejny piękny dzień, gdzieś za chmury nieśmiało przebijają się pierwsze promienie słońca, ulice jeszcze mokre po wczorajszej burzy.
Wstaję dość późno o 5:30 - pierwotny plan to Starganiec i terenami do Gliwic, jednak patrząc na pozostałości po wczorajszej nawałnicy zmieniam plany, jadę szosami. Wybieram trasę na której jest kilka górek i mogę się zmęczyć. W Panewnikach jakiś baran mija mnie na milimetry, chyba pora zainstalować kamerkę i podsyłać co ciekawsze sytuacje na Policje. Dalej jest już spokojnie, są wakacje, ruch na ulicy jest wyraźnie mniejszy, nikt się specjalnie nie gorączkuje, nikt nie przegina, nikt nie wymusza pierwszeństwa, nikt nie zajeżdża mi drogi. Mogę się skupić na jeździe i walce z podjazdami, udaje mi się całą trasę przejechać na blacie, chwilami mam kryzys, mam problem, ale się nie poddaję, w Karpaczu nie będzie tak łatwo, nie będzie blatu.

Fot z rana nie robiłem, jakoś nie miałem melodii do tego więc umieszczam
fotkę zastępczą nawiązującą do jutrzejszych planów ogniskowych na Stargańcu, do spotkania BS, jeżeli ktoś ma czas i ochotę to oczywiście zapraszam. Jedzenie i napoje trzeba wziąć ze sobą, do najbliższego sklepu jest ok 6km.
Ciut więcej jest tu: Spotkanie BS na Stargańcu

Ognisko zostało rozpalone © amiga

Skrócony powrót

Środa, 4 lipca 2012 · Komentarze(4)
Sztywny Pal Azji - wieża radości wieża samotności


Powrót z pracy nie mógł być normalny, przed południem dzwoni siostra, przyszła rogówka do poskładania, beż żadnej zapowiedzi, tak po porostu przyszła, więc wracając wybieram trasę szybką, prawie standardową. Jedyne co mogę zrobić to naciskać mocniej na pedały, na dokładkę cały czas w mordę wiatr, ale nawet się cieszę, będzie ciężej, będzie bardziej siłowo. Temperatura w końcu daje mi się we znaki, optymalna dla mnie to +10 - +15 - jeździ mi się wtedy najlepiej, ale cóż takie są uroki lata. Nie ma co narzekać, trzeba jechać. Zatrzymuję się na chwilę na hałdzie w Halembie, chwilę focę i lecę dalej, a czas mnie goni.

Kołki osikowe już naszykowane © amiga


Widok z hałdy w Halembie © amiga


Czarne złoto © amiga

A po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój..

Wtorek, 3 lipca 2012 · Komentarze(8)
Closterkeller - Dwie Połowy


Kolejny powrót z Gliwic, miał to być kolejny przejazd przez Chudów, Mikołów itd, jednak w trakcie jazdy już w Makoszowach dostaję sms-a, że od strony Mikołowa nadciąga burza. Zaczynam zmieniać trasę, na maksymalnie krótką, aby jak najszybciej dotrzeć do domu, bardzo nie lubię jak pioruny walą w lesie po drzewach, gdy jadę po jakiejś wąskiej ścieżce, czy gdy jestem na szczycie hałdy. W ciągu ostatnich 2 lat miałem kilka takich przypadków, niefajnie jest być najwyższym punktem w okolicy ;P. Po minięciu Kończyc jadę bezpośrednio na Halembę, a tam już szosą do lasów Panewnickich, mam nadzieję, że uda mi się je minąć. W połowie tego odcinka zrywa się porywisty wiatr, wszystko wokół zaczyna latać, pojawiają się pierwsze krople deszczu, jest nieciekawie. Kilometr dalej zaczyna padać grad. Gradowiny mają ok 1-2cm, walą mi w kask, boli gdy dostaję w ramię, dłonie, czy nogi, na szczęście po kilku min takiej jazdy docieram do wiaty przystanku w Panewnikach, tam się chronię przed tym co ma dopiero nadejść. Pojawiają się coraz cięższe czarne chmury, ulewa wzmaga się, niewiele widać wokół tylko deszcz, grad i wyładowania. Pod wiatą chroni się jeszcze 2 bikerów więc mamy okazję pogadać o rowerach, mamy czas, nikomu się nie spieszy, ale też wszyscy mamy nadzieję, że to letnia burza, która skończy się tak szybko jak się zaczęła. Trwa to jednak jeszcze półgodziny, gdy tylko deszcz zelżał, zbieramy się i każdy jedzie w swoją stronę. Jadę pod prąd rzeki płynącej szosą, chyba po raz pierwszy od roku wjeżdżam na chodnik, tu jest nieco lepiej, wody jakby mniej, ale nawet gdy zostaję opryskany przez mój rower czy przejeżdżający samochód jest to całkiem przyjemne uczucie, woda jest ciepła. Wokół wszystko paruje, zaczyna się robić pięknie, pojawia się słońce.

Po burzy zawsze wychodzi słońce © amiga


a po nocy przychodzi dzień a po burzy spokój © amiga

Starganiec o poranku

Wtorek, 3 lipca 2012 · Komentarze(17)
KULT MTV Unplugged 2010 - 4 jeźdźcy


Poranek piękny, budzik ustawiony na 4:30 lecz nie daję rady wstać, chce mi się spać, z łóżka zwlekam się dopiero ok 5:30, szybkie śniadanie, krótkie przygotowanie się do drogi i... ruszam ok 6:30, pół godziny wcześniej. Mam 30 min więcej na dojazd, rewelacja, wybieram więc trasę terenową przez Starganiec.

Kąpielisko wygląda zupełnie inaczej niż podczas niedzielnej wizyty w tym miejscu, gdzie plaża była "zalana" ludźmi chcącymi wykorzystać pogodę. Nachodzi mnie myśl, może wpakować się do wody? Jednak nie dzisiaj, mam zbyt mało czasu, ale chyba będzie to jeden z punktów dojazdu do Gliwic :)

Starganiec o poranku © amiga


Starganiec wczesnym rankiem © amiga


Dalej lasami dojeżdżam do Halemby, podjeżdżam na małą hałdkę w pobliżu elektrowni, ale radochy z tego sukcesu nie ma, wysokość hałdki to może 10m, ciężko nawet coś zobaczyć z niej, widok zasłaniają drzewa.

Na hałdze w Halembie ... © amiga


Piękne kwiatki o poranku © amiga


Ruszam dalej wjeżdżam na niebieski szlak prowadzący w kierunku Borowej Wsi, tam standardowo rozkopana ul Piaskowa, omijając wykopy trafiam nad staw, byłem tam rok temu i... chyba o nim trochę zapomniałem.

Staw w pobliżu Borowej Wsi © amiga


Jest pięknie, masa ptactwa, spokój, cisza, jednak powoli kończy mi się czas i nie mogę skupić się na podziwianiu piękna śląskiej przyrody, musze trafić do pracy, dzisiaj czeka mnie ciężki dzień, ale za kilka godzin znowu na rower. Na tą chwilę na późne popołudnie zapowiedziane są burze, może to pokrzyżować moje plany powrotowe.

Błoto, kałuże, deszcz...

Poniedziałek, 2 lipca 2012 · Komentarze(6)
KSU - Dziwne Drzewa


Planowana na dzisiaj droga, została zmieniona, powody w zasadzie 2, po pierwsze zaspałem, po drugie rano nieco kropiło. Pojechałem standardową trasą, poprzez lasy, spodziewałem się, że będzie trochę błota, jednak to co było przerosło moje oczekiwania. Dojeżdżając do firmy byłem dość dokładnie pokryty błotem, piaskiem i wszystkim co leżało na ścieżkach. Trasa wymusiła na mnie miejscami zmniejszenie prędkości. Jedyny w zasadzie akcent podjazdowy był w Zabrzu Makoszowach - ok 1km podjazdu. Trochę mało, dzisiaj wieczorem jadę przez Chudów i Mikołów, nieco bardziej to przypomina góry.

Trochę błota, trochę wody © amiga


Wszędzie błoto © amiga


Znowu up..y, masakra © amiga