Wpisy archiwalne w kategorii

Solo

Dystans całkowity:86682.07 km (w terenie 14611.30 km; 16.86%)
Czas w ruchu:3846:14
Średnia prędkość:22.54 km/h
Maksymalna prędkość:170.00 km/h
Suma podjazdów:321037 m
Maks. tętno maksymalne:240 (130 %)
Maks. tętno średnie:171 (92 %)
Suma kalorii:3340130 kcal
Liczba aktywności:2661
Średnio na aktywność:32.57 km i 1h 26m
Więcej statystyk

Przez Podlesie i Mikołów do pracy

Wtorek, 10 lipca 2012 · Komentarze(4)
Queen - The Show Must Go On


Jeszcze jeden kawałek Queenów. Po tylu latach dalej może się podobać.

Budzę się rano jest 4:40, budzik ustawiony na 5:45, ale... nie chce mi się spać. Powoli wstaję, mam czas żeby przygotować sobie solidne śniadanie, przygotować się do wyjazdu. Wyjeżdżam ok 6:15. mam spory zapas czasu więc głupio by było tego nie wykorzystać, jadę na Podlesie czeka na mnie długi 3km podjazd w stronę Mikołowa. W mieście trochę kluczę, jakoś nie przemawia do mnie organizacja ruchu w Mikołowie, w końcu wyjeżdżam na starą trasę na Gliwice i jadę szosą, ruch jest masakryczny, nie lubię jeździć tutaj, na wysokości Straconej Wioski wjeżdżam w las. To jest moje naturalne środowisko, tutaj czuję się dobrze, mogę pędzić po leśnich ścieżkach, nie ma blachosmrodów, jestem ja, rower i las. Wyjeżdżam w Halembie i spoglądam na zegarek, wyczerpałem zapas czasu, więc pora na standardowoą drogę dopracową, pod koniec jeszcze tylko piękny podjazd w Makoszowach i powoli dojeżdżam do pracy.
Rano temperatura optymalna do jazdy, chłodno. Myślałem, że po wczorajszym szaleństwie skończy się na zakwasach, ale nie ma nic..., nic mnie nie boli, nic się nie dzieje, może jestem tylko lekko zmęczony.

Powrotna droga będzie raczej którka, na poczcie czekają na mnie tajle do roweru :) trzeba je odebrać przed 19:30.

Reklama hotelu przy drodze Gliwice-Mikołów © amiga

Na pocztę

Wtorek, 10 lipca 2012 · Komentarze(6)
Queen - Under pressure


Dzisiaj przez głupotę odpalam Antyradio - jedyne radio ustawione na komórce i słyszę Queenów. Jakiś spisek czy co?

Po pracy, jadę prawie najkrótszą drogą do Katowic, dzisiaj zależy mi na czasie, na pocztę dotarła pierwsza porcja gratów dla Manfreda związana z uphillem na Śnieżkę. Wymiana nastąpi pewnie w ciągu 2 tygodni, gdy przyjdzie reszta gadgetów i gdy dojadę do końca aktualną kasetę SLX 11-28 (i tak jestem w szoku, przejechałem na niej ok 3000km na 1 łańcuchu i jeszcze działa, poprzednie padały po ok 2000-2500km). Swoją drogą jest świetna, ale na jakiś czas się z nią żegnam przechodząc chwilowo na 11-34 - mój wariant górski. Wariant przygotowywany na Śnieżkę. W komplecie są oczywiście 3 łańcuchy i... kierownica prosta - też do tego wracam. Czekam jeszcze na kolejną przesyłkę z rogami (czerwonymi tym razem), nowym światełkiem tylnym. Do kupienia pozostał jeszcze mostek 120mm. Ale to za chwilę, z tym myślę, że mogę śmiało wybrać się w góry. Pewnie wymienię profilaktycznie zawartość piast jeszcze przed 12 sierpnia, tak żeby nic mnie już nie zaskoczyło.

Kaseta Shimano 11-34 © amiga


śniezko nadjeżdzam © amiga


Graty dla manfreda © amiga

Queen, Beskidy i praca

Poniedziałek, 9 lipca 2012 · Komentarze(6)
Queen - Bohemian Rhapsody


Weekend bardzo niestandardowy, zresztą, jak większość moich weekendów od kilku miesięcy, tym razem jednak mocno nierowerowy.

Sobota
Późnym popołudniem wyruszamy na koncert Queen-ów na stadionie we Wrocławiu. Droga szybka, rewelacyjna, bezproblemowa, jazda piękną autostradą, to czysta przyjemność, chociaż działa na mnie podobnie jak liczenie baranów (chyba wolę rower i teren). Na miejsce docieramy na czas, pierwsza jest IRA, grają nieźle, ale znane oklepane kawałki, niczego nowego nie wnoszą, czegoś tu brakuje, jakiegoś klimatu, coś jest nie tak, może zbyt stara publiczność (średnia pewnie koło 40)? W każdym bądź razie po godzinie pańszczyzny wychodzi drugi zespół Mona, wytrzymuję 2 kawałki i wychodzę (tego nie da się słuchać), mam godzinę czasu, żeby przyjrzeć się stadionowi, pomiziać wystającą tu i ówdzie murawę, trochę pofocić (lustrzanki zostały w domu, ze sobą mam staruszka Nikona Coolpix 4600). Szwendam się po całym terenie i jestem zachwycony tym co widzę, stadion jest piękny, już planuję powrót przy najbliższej okazji :)

Jest po 21:00 w końcu z lekkim poślizgiem zaczyna się główny punkt programu. Wychodzą "niedobitki" Queen-ów z Adamam Lambertem i... dają czadu. Dawno takiego POWERa nie słyszałem, nie przypominam sobie koncertu na którym 30000 ludzi śpiewa wszystkie piosenki, gdzie płyta boiska to jedno wielkie pole falujących rąk. Spodziewałem się odgrzewanych kotletów, a dostałem coś co zapamiętam na długie lata i jeszcze ta 10 minutowa solówka na gitarze...

Do domu wracam o 1:30.

Stadion we Wrocławiu © amiga


Zachód słońca © amiga


Stadion w całej okazałości © amiga


Tabliczka informacyjna © amiga


Zaczyna się... © amiga


Dalej poruszają tłumy © amiga


Niedziela

Pobudka o 5:00, późno, ale musiałem się wyspać ;P (3:30 - ostatnio chyba standard u mnie). Zbieram się i jadę do Katowic, jestem umówiony z rodziną K. na wypad w Beskidy, wstępnie mam zaplanowane 3 trasy, o różnym stopniu skomplikowania, długości, każda jednak ma kilka wariantów, takich w razie czego.
W pociągu ustalamy szczegóły, nie ma co szaleć, bo 2 dni po chorobie niektórych członków wyprawy, nie można przeginać. Pada więc wybór na Małą Czantorię, Dużą Czantoria, a później się zobaczy. Wysiadamy w Ustroniu Uzdrowisku i idziemy żółtym szlakiem. Początkowo idzie się ciężko, jest parno, duszno, daje się to we znaki, nieco wyżej robi się już przyjemniej, temperatura nieco spada, powietrze jest bardziej krystaliczne. Stajemy przy prawie każdej napotkanej budce z izobronikami, aby się wzmocnić, a do jedzenia mamy jagody i maliny występujące na szlaku w dużych ilościach. Dłuższą przerwę robimy dopiero w Ustroniu Polance po zejściu czerwonym szlakiem z Dużej Czantorii, w końcu jest chwila, aby zjeść coś "normalnego". Jeszcze mały spacer powrotny do Ustronia Uzdrowiska i możemy ruszać w podróż powrotną pociągiem. Rewelacyjnie spędzony kolejny dzień, bez problemów, trosk, tylko my i góry. Dzięki za wspólną wyprawę w Beskidy.

wejscie na Małą Czantorię © amiga


Driga pod górkę © amiga


Mała Czantoria zdobyta © amiga


Próbujemy sobie pomagać ;P © amiga


Niektórzy nas denerwują © amiga


Panorama rozciągająca się z wieży widokowej na Dużej Czantorii © amiga


Poniedziałek

Jak to z reguły bywa w poniedziałki trzeba było pozbierać się do pracy i pognać na rowerze. Wyjeżdżam 20 min wcześniej, chcę mieć nieco więcej czasu dla siebie, jadę przez Starganiec, jednak coś mi nie pasuje, chyba w Katowicach musiała być jakaś straszna burza, miejscami mam przed sobą spore rozlewiska, a w lesie widać połamane drzewa, czasami zagradzające mi drogę przejazdu. Spory problem pojawia się za Stargańcem na ścieżkach pomiędzy Mikołowem, a Rudą Śląską, gdzie jadę po podmytym terenie, łachach mokrego piasku, błocie. Rower kilka razy się zapada. Wyjeżdżam w Halembie i jadę dalej standardowym szlakiem dopracowym, kolejne problemy z przejazdem pojawiają się w lasku Makoszowskim w Zabrzu gdzie ekipy pracują przy usuwaniu powalonych starych drzew. Oj chyba się działo wczoraj gdy byłem w górach.

Fragment ul. śląskiej o poranku © amiga

Powrót nie najkrótszą drogą

Poniedziałek, 9 lipca 2012 · Komentarze(13)
Brian May - Love of my life (Ukraine)


Jako, że jestem dalej pod wrażeniem sobotniego koncertu Queen-ów, to jeszcze jeden kawałek, klimat na stadionie był identyczny. Brian przed tym kawałkiem powiedział: "zaśpiewajmy dla Frediego" i... cały stadion śpiewał.

Wracając do dzisiejszego powrotu, jako że pogoda dopisała, nie jest za gorąco i nie za chłodno, nie ma burz, to trzeba było wybrać się nieco okrężną drogą do domu. Okrężnie w tym przypadku oznacza przelot na trasą Gliwice, Paniówki, Przyszowice, Chudów, Bujaków, Mikołów, Kopaniny, Podlesie, Kostuchna, Siągarnia, Hamerla, Lędziny, Mysłowice, Wesoła, Giszowiec, Ochojec :). Zależało mi standardowo na podjazdach, za zmęczeniu się, i... muszę przyznać że się udało, jutro na 100% będą zakwasy, wszystkie podjazdy zaliczone na stojąco na blacie (w sumie ok kilkanastu km - najdłuższy odcinek to ok 1.5km) - dało się, ale łydki bolą ;P.

Endomondo zdechło w połowie drogi, a w zasadzie nie Endomondo tylko zasilanie tel. padło. Zmiana baterii rozwiązała sprawę, ale ślad jest w 2 kawałkach, już nie chciało mi się grzebać w programie. Plik bazy jest w sqLite więc mógłbym go po prostu poprawić/scalić ;)

Dzisiaj rower trafił do serwisu, po 11000km pojawiły się luzy na kołach, trzeba było sprawdzić co się dzieje, goście mieli 6 godzin czasu i dali radę. Przy czym z informacji które otrzymałem wynika, że powoli piasty się kończą, a dokładniej konusy już mają wżery i część kulek jest "kwadaratowa".
Konusy da się kupić, ciekawe jak z kulkami, pewnie zrobię przegląd allegro. Jak nie będzie nic ciekawego to pora rozejrzeć się za nowymi kołami. Coś mam na oku od kilku miesięcy, bo spodziewałem się takiego obrotu sprawy, prędzej czy później ;P.



Maszt TV w Kosztowach © amiga


Panorama Beskidów © amiga


Panorama Beskidów 2 © amiga

Krótko i na temat

Sobota, 7 lipca 2012 · Komentarze(3)
Damnation Angels - Bringer Of Light


Opis będzie dzisiaj bardzo lakoniczny, głównie dlatego że nie mam czasu, zresztą i tak cud się stał, że udało mi się wyrwać na rower. Miałem godzinę czasu, więc musiałem to jakoś wykorzystać. Pojechałem nad zalew wesoła poprzez okoliczne lasy. Ech gdyby było więcej czasu, te ścieżki, ten zapach, ta zieleń...
Niestety nie dzisiaj. Więc szybkie kółeczko i do domu. W drodze powrotnej spotykam Devilka z Gosią, chwilę rozmawiamy i każdy rusza w swoją stronę.
Za godzinę jadę do Wrocławia na koncert IRY, po nich ma grać jakiś mało znany zespół Queen. Zobaczymy czy dadzą radę i przebiją IRĘ ?


Zalew wesoła © amiga


Zalew wesoła w Mysłowicach © amiga


Upał daje się we znaki © amiga

Piłem w Piotrowicach, spałem w Ochojcu...

Piątek, 6 lipca 2012 · Komentarze(2)
Artur Andrus - Piłem w Spale, spałem w Pile


Po wczorajszym małym spotkaniu bikestats-owiczów i późniejszym spotkaniu ze znajomym z francji poranek mam masakryczny. Budzik dzwoni o 5:30, spałem całe 3:30 - przegięcie. Powieki same opadają, jednam muszę się pozbierać, musze pojechać, plan jazdy przez Mikołów spalił na panewce, wyjeżdżam dopiero po 7:00. Późno, na dokładkę alkohol chyba nie do końca się ulotnił, ale to może i lepiej, gdy będę znieczulony. Nie pcham się na główne trasy, jadę opłotkami i lasami, nie spieszy mi się, nogi nie chcą podawać, trudno, może wieczorem będzie lepiej, chociaż patrząc na słupek rtęci nie podejrzewam aby było lepiej. Znowu grubo >30 stopni, ale może chociaż nie zasnę nad kierownicą ;)


Pędem z hałdy © amiga


Uśmiechając się do słońca © amiga


Ps. Tak niepostrzeżenie Red Manfred zrobił w ciągu tygodnia 500km :)

A teraz spać....

Piątek, 6 lipca 2012 · Komentarze(5)
Kategoria do 34km, Do/Z Pracy, Solo
Die Toten Hosen Unplugged - Traurig einen Sommer lang


Powrót z pracy trochę po 16:00, jestem maksymalnie zmęczony, 5 kaw nie pomaga, usypiam, kręcenie na rowerze nieco pomaga, jednak temperatura dobija. Jest ponad 30 stopni, leje się ze mnie. Na 6km wjeżdżam w las, jest chłodniej, chce mi się jeździć, pakuję się na Makoszowy, później poprzez niebieską rowerówkę docieram do nasypu wzdłuż Kłodnicy, dalej skręcam na Piaskową i... coś się zaczyna dziać z pogodą, zrywa się porywisty wmordę wiatr, niebo przybiera granatowy kolor, jest źle, zmieniam trasę, muszę dotrzeć jak najszybciej do domu. Więc w Halembie szosami dojeżdżam do lasu Panewnickiego, jest coraz gorzej, ale nie leje. W Panewnikach chwila postoju - focenie, mam wrażenie, że burza mnie omija, przechodzi bokiem. Jest nieźle, za to odzywa się przemęczenie, muszę się wyspać, w końcu. Pedalę do domu, nie ma na co czekać, już na miejscu, szybki obiad, wpis na BS i... spać.

Dobranoc

Kłodnica w okoliach Panewnik © amiga


Przydrożne kwiatki © amiga

Jadą, jadą gości... - Pierwsze spotkanie BS na Stargańcu

Czwartek, 5 lipca 2012 · Komentarze(15)
Artur Andrus - Duś, duś gołąbki jadą, jadą gości...


Dzień, jak co dzień, plan napięty. W pracy staję w blokach startowych o 16:00 - nie zdarza mi się to prawie nigdy, jednak dzisiaj muszę być o 18:00 na Stargańcu, na spontanicznym spotkaniu BS wywołanym przez Monikę, Tomka i trochę mnie.
Zaczęło się tak niewinne, od tego, że Monika nigdy nie była na Stargańcu :), później już poleciało. Dwa dni temu ogłosiłem spęd na blogu i zaczęły się zgłaszać kolejne chętne osoby, do niektórych zapukałem osobiście, obdzwoniłem kilku znajomych niezrzeszonych na BikeStats-ie.

Do Katowic dotarłem w średnim tempie, temperatura dobijała, w cieniu ponad 30 stopni, jadę jedną z krótszych tras, nie mam czasu na to, aby bawić się w podjazdy, chociaż kilka górek i tam zaliczyłem :).

Na chwilę wpadam do domu, szybka kąpiel, przebieram się w coś czystego, zbieram trochę gratów i lecę na Starganiec, jestem lekko spóźniony, docieram na miejsce ok 18:10. Objeżdżam staw i… nikogo nie widzę. Ustawiam się przy głównym wjeździe i czekam, po 20 min dociera silna ekipa z Zagłębia, jedziemy na miejsce spotkania, kilka min. później docierają kolejni bikerzy, tym razem Ślązacy :),
Próbujemy chwilę odpocząć, jednak okazuje się, że niektórzy zaginęli w akcji, ruszam z odsieczą, wracam skrótami do Piotrowic i... dzwonię, dowiaduję się, że jednak znaleźli drogę tyle, że nieco inną, standardową przez Zadole i są już prawie na miejscu. Jadę po raz kolejny dzisiaj nad staw ;P. 10 min później jestem już z wszystkimi, można porozmawiać, można w końcu chwilę odpocząć.

Chwila odpoczynku © amiga


Niskie pokłony przed rowerami © amiga


chwila na pogaduchy przy ruinach © amiga


Po dłuższej chwili pora ruszyć do lasu po chrust ;), część ekipy pilnuje naszych rumaków, reszta gania po zaroślach. Białogłowy mogą zabrać się za "podniecanie ognia", idzie im to całkiem sprawnie, widać że mają duże doświadczenie ;)

Podniecamy ogień © amiga


Troszkę nas jest © amiga


W końcu "nadejszła" długo oczekiwana chwila, możemy zabrać się za pieczenie kiełbasek, a niektórzy podgrzewają camemberty. Dzięki izobronikom imprezka zaczyna się robić coraz bardziej luźna, rozmowy schodzą na nierowerowe tematy, chociaż ta tematyka i tak gdzieś tam cały czas się wplata, zresztą jakby mogło być inaczej :)

Pieczenie kiełbasek © amiga


Ognisko jak się patrzy © amiga


"Kruk ma ser" © amiga


Po 21:00 towarzystwo zaczyna powoli się rozjeżdżać, najwytrwalsi jednak zostają, pieką kolejne kiełbaski, zapijając czym tylko się da i rozmawiają, rozmawiają, rozmawiają....

Niektórzy wyjeżdżają wcześniej © amiga


O czym oni mogą rozmawiać ? © amiga


Gadające głowy © amiga


Starganiec wieczorową porą © amiga


Powoli robi się ciemno © amiga


Ostatnie pieczenie kiełbasek © amiga


Na zakończenie imprezki przyszła długo oczekiwana pora na zrobienie wspólnej foty, w końcu to chyba pierwsze takie spotkanie w Katowicach, pada propozycja cyklicznych spotkań, może połączenie ich z Masą ?

Gruppen foto © amiga



Chwilę po sesji © amiga


Jeszcze jest ktoś głodny ? © amiga


Około 22:00 pora się zbierać, jest późno, niektórzy mają ponad 40km do domu, (jestem szczęściarzem - mam tylko 6.5km). Ruszamy, chyba najlepiej znam okolice, postanawiam poprowadzić peleton, wraz z Tomkiem narzucamy tempo, po kilku km orientujemy się, że za nami nikogo nie ma.... zatrzymujemy się i czekami, gadamy, znowu czekamy i są, jadą. Ruszamy dalej, tym razem wolniej, w końcu dzień był długi, niektórzy mogą być zmęczeni. Prowadzę Bikestatsowiczów bocznymi drogami, ścieżkami, czasami jest wąsko, czasami stromo, ale wszyscy dają radę, dojeżdżamy do lasu Ochojeckiego, tam chwila na pożegnanie i ruszam do domu.
Ostatnie fotki w lesie Ochojeckim © amiga


Pożegnań czas © amiga


łysy oświetla nam drogę © amiga


15 min później już w domu, kolejna kąpiel dzisiaj i lecę na spotkanie ze znajomym który przyleciał z francji na 1 dzień. Jest 23:00 - "Old Timer Garage" (rewelacyjna knajpa w Piotrowicach), na wejście dostaję "Książęce Pszeniczne" - tego mi było trzeba, biorę kolejne, jest mi już dobrze, organizm nawodniony, spotkanie kończymy ok 1:30 (po kilku kolejnych drinkach), biegiem do domu i spać. Budzik ustawiony na 5:30 - mam czas żeby się wyspać :)


Wracając do spotkania, było rewelacyjnie, było pięknie, mam nadzieję, że imprezka stanie się cyklicznia, może uda się ją połączyć z masą i rozruszać to co jest organizowane w Katowicach, w końcu masa nie musi kończyć się w centrum.

Ps. Wieczorem może uda mi się pozbierać pełną listę uczestników i opisać zdjęcie zbiorowe. Na więcej w tej chwili nie mam czasu.

Poranna kontrola miejsca na ognisko - spotkanie BS

Czwartek, 5 lipca 2012 · Komentarze(14)
Spotkanie BS na Stargańcu
Dla przypomnienia, dzisiaj ok 18:00 zapraszam wszystkich chętnych na małe spotkanie BS. Może pora się w końcu spotkać, poznać w większym gronie?
Planowane jest ognisko, napoje i jedzenie najlepiej zabrać ze sobą, do najbliższego sklepu jest ok 6km przez las.

SDM - Z nim będziesz szczęśliwsza


Poranek
Kolejny dzień z wczesną pobudką, muszę się przestawić w końcu na witanie wschodu słońca. Pierwszy sygnał o 4:30, ignoruję go, drugi 5 min później, też go ignoruję. Wstaję dopiero o 5:00 i powoli zaczynam się zbierać, śniadanie, przygotowanie roweru. Wyjeżdżam trochę po 6:00. Planuję drogę przez Starganiec, a później się zobaczy. W ciągu 20 min jestem nad stawem, jest pięknie słonecznie, woda cieplutka, więc nie mogło się obyć bez porannej kąpieli. Jestem zachwycony tym miejscem o poranku, jest taka cisza, taki niesamowity spokój, słychać tylko ptaki. Na miejscu pochłaniam kilka nektaryn i ruszam dalej. Jadę nieco na azymut, skręcam w ścieżki którymi jeszcze nie jechałem, zajmuje mi to trochę czasu, w końcu odkrywam drogę prowadzącą przez Jamnę. Już wcześniej wiedziałem, że coś takiego istnieje w lesie, jednak nigdy nie miałem czasu, chęci aby jej poszukać. Tym razem jest inaczej, mogę sobie pobłądzić, mam nieco czasu.
Wyjeżdżam w końcu w Halembie, spoglądam na zegarek jest 7:14, chyba pora nieco podkręcić tempo i pojechać standardowym szlakiem. Po drodze specjalnie już nie kombinuję, nie zatrzymuję się, po prostu gnam do Gliwic. Jadę przez Makoszowy tam czeka na mnie 1km podjazd. Pokonuję go na blacie, zresztą całą drogę tak jadę. Nie ma zmiłuj się.

Plaża na Stargańcu © amiga


Starganiec o poranku © amiga

Szosowo dopracowo

Środa, 4 lipca 2012 · Komentarze(2)
Paweł Kukiz & Yugopolis - Miasto Budzi Się


Budzi się kolejny piękny dzień, gdzieś za chmury nieśmiało przebijają się pierwsze promienie słońca, ulice jeszcze mokre po wczorajszej burzy.
Wstaję dość późno o 5:30 - pierwotny plan to Starganiec i terenami do Gliwic, jednak patrząc na pozostałości po wczorajszej nawałnicy zmieniam plany, jadę szosami. Wybieram trasę na której jest kilka górek i mogę się zmęczyć. W Panewnikach jakiś baran mija mnie na milimetry, chyba pora zainstalować kamerkę i podsyłać co ciekawsze sytuacje na Policje. Dalej jest już spokojnie, są wakacje, ruch na ulicy jest wyraźnie mniejszy, nikt się specjalnie nie gorączkuje, nikt nie przegina, nikt nie wymusza pierwszeństwa, nikt nie zajeżdża mi drogi. Mogę się skupić na jeździe i walce z podjazdami, udaje mi się całą trasę przejechać na blacie, chwilami mam kryzys, mam problem, ale się nie poddaję, w Karpaczu nie będzie tak łatwo, nie będzie blatu.

Fot z rana nie robiłem, jakoś nie miałem melodii do tego więc umieszczam
fotkę zastępczą nawiązującą do jutrzejszych planów ogniskowych na Stargańcu, do spotkania BS, jeżeli ktoś ma czas i ochotę to oczywiście zapraszam. Jedzenie i napoje trzeba wziąć ze sobą, do najbliższego sklepu jest ok 6km.
Ciut więcej jest tu: Spotkanie BS na Stargańcu

Ognisko zostało rozpalone © amiga