Wpisy archiwalne w kategorii

Solo

Dystans całkowity:86682.07 km (w terenie 14611.30 km; 16.86%)
Czas w ruchu:3846:14
Średnia prędkość:22.54 km/h
Maksymalna prędkość:170.00 km/h
Suma podjazdów:321037 m
Maks. tętno maksymalne:240 (130 %)
Maks. tętno średnie:171 (92 %)
Suma kalorii:3340130 kcal
Liczba aktywności:2661
Średnio na aktywność:32.57 km i 1h 26m
Więcej statystyk

Skrócony powrót

Środa, 4 lipca 2012 · Komentarze(4)
Sztywny Pal Azji - wieża radości wieża samotności


Powrót z pracy nie mógł być normalny, przed południem dzwoni siostra, przyszła rogówka do poskładania, beż żadnej zapowiedzi, tak po porostu przyszła, więc wracając wybieram trasę szybką, prawie standardową. Jedyne co mogę zrobić to naciskać mocniej na pedały, na dokładkę cały czas w mordę wiatr, ale nawet się cieszę, będzie ciężej, będzie bardziej siłowo. Temperatura w końcu daje mi się we znaki, optymalna dla mnie to +10 - +15 - jeździ mi się wtedy najlepiej, ale cóż takie są uroki lata. Nie ma co narzekać, trzeba jechać. Zatrzymuję się na chwilę na hałdzie w Halembie, chwilę focę i lecę dalej, a czas mnie goni.

Kołki osikowe już naszykowane © amiga


Widok z hałdy w Halembie © amiga


Czarne złoto © amiga

A po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój..

Wtorek, 3 lipca 2012 · Komentarze(8)
Closterkeller - Dwie Połowy


Kolejny powrót z Gliwic, miał to być kolejny przejazd przez Chudów, Mikołów itd, jednak w trakcie jazdy już w Makoszowach dostaję sms-a, że od strony Mikołowa nadciąga burza. Zaczynam zmieniać trasę, na maksymalnie krótką, aby jak najszybciej dotrzeć do domu, bardzo nie lubię jak pioruny walą w lesie po drzewach, gdy jadę po jakiejś wąskiej ścieżce, czy gdy jestem na szczycie hałdy. W ciągu ostatnich 2 lat miałem kilka takich przypadków, niefajnie jest być najwyższym punktem w okolicy ;P. Po minięciu Kończyc jadę bezpośrednio na Halembę, a tam już szosą do lasów Panewnickich, mam nadzieję, że uda mi się je minąć. W połowie tego odcinka zrywa się porywisty wiatr, wszystko wokół zaczyna latać, pojawiają się pierwsze krople deszczu, jest nieciekawie. Kilometr dalej zaczyna padać grad. Gradowiny mają ok 1-2cm, walą mi w kask, boli gdy dostaję w ramię, dłonie, czy nogi, na szczęście po kilku min takiej jazdy docieram do wiaty przystanku w Panewnikach, tam się chronię przed tym co ma dopiero nadejść. Pojawiają się coraz cięższe czarne chmury, ulewa wzmaga się, niewiele widać wokół tylko deszcz, grad i wyładowania. Pod wiatą chroni się jeszcze 2 bikerów więc mamy okazję pogadać o rowerach, mamy czas, nikomu się nie spieszy, ale też wszyscy mamy nadzieję, że to letnia burza, która skończy się tak szybko jak się zaczęła. Trwa to jednak jeszcze półgodziny, gdy tylko deszcz zelżał, zbieramy się i każdy jedzie w swoją stronę. Jadę pod prąd rzeki płynącej szosą, chyba po raz pierwszy od roku wjeżdżam na chodnik, tu jest nieco lepiej, wody jakby mniej, ale nawet gdy zostaję opryskany przez mój rower czy przejeżdżający samochód jest to całkiem przyjemne uczucie, woda jest ciepła. Wokół wszystko paruje, zaczyna się robić pięknie, pojawia się słońce.

Po burzy zawsze wychodzi słońce © amiga


a po nocy przychodzi dzień a po burzy spokój © amiga

Starganiec o poranku

Wtorek, 3 lipca 2012 · Komentarze(17)
KULT MTV Unplugged 2010 - 4 jeźdźcy


Poranek piękny, budzik ustawiony na 4:30 lecz nie daję rady wstać, chce mi się spać, z łóżka zwlekam się dopiero ok 5:30, szybkie śniadanie, krótkie przygotowanie się do drogi i... ruszam ok 6:30, pół godziny wcześniej. Mam 30 min więcej na dojazd, rewelacja, wybieram więc trasę terenową przez Starganiec.

Kąpielisko wygląda zupełnie inaczej niż podczas niedzielnej wizyty w tym miejscu, gdzie plaża była "zalana" ludźmi chcącymi wykorzystać pogodę. Nachodzi mnie myśl, może wpakować się do wody? Jednak nie dzisiaj, mam zbyt mało czasu, ale chyba będzie to jeden z punktów dojazdu do Gliwic :)

Starganiec o poranku © amiga


Starganiec wczesnym rankiem © amiga


Dalej lasami dojeżdżam do Halemby, podjeżdżam na małą hałdkę w pobliżu elektrowni, ale radochy z tego sukcesu nie ma, wysokość hałdki to może 10m, ciężko nawet coś zobaczyć z niej, widok zasłaniają drzewa.

Na hałdze w Halembie ... © amiga


Piękne kwiatki o poranku © amiga


Ruszam dalej wjeżdżam na niebieski szlak prowadzący w kierunku Borowej Wsi, tam standardowo rozkopana ul Piaskowa, omijając wykopy trafiam nad staw, byłem tam rok temu i... chyba o nim trochę zapomniałem.

Staw w pobliżu Borowej Wsi © amiga


Jest pięknie, masa ptactwa, spokój, cisza, jednak powoli kończy mi się czas i nie mogę skupić się na podziwianiu piękna śląskiej przyrody, musze trafić do pracy, dzisiaj czeka mnie ciężki dzień, ale za kilka godzin znowu na rower. Na tą chwilę na późne popołudnie zapowiedziane są burze, może to pokrzyżować moje plany powrotowe.

Błoto, kałuże, deszcz...

Poniedziałek, 2 lipca 2012 · Komentarze(6)
KSU - Dziwne Drzewa


Planowana na dzisiaj droga, została zmieniona, powody w zasadzie 2, po pierwsze zaspałem, po drugie rano nieco kropiło. Pojechałem standardową trasą, poprzez lasy, spodziewałem się, że będzie trochę błota, jednak to co było przerosło moje oczekiwania. Dojeżdżając do firmy byłem dość dokładnie pokryty błotem, piaskiem i wszystkim co leżało na ścieżkach. Trasa wymusiła na mnie miejscami zmniejszenie prędkości. Jedyny w zasadzie akcent podjazdowy był w Zabrzu Makoszowach - ok 1km podjazdu. Trochę mało, dzisiaj wieczorem jadę przez Chudów i Mikołów, nieco bardziej to przypomina góry.

Trochę błota, trochę wody © amiga


Wszędzie błoto © amiga


Znowu up..y, masakra © amiga

Pod górkę, Trening #2

Poniedziałek, 2 lipca 2012 · Komentarze(3)
Dżem-Chcę Ci coś opowiedzieć


Dzisiaj ok 14:00 dostałem potwierdzenie, jadę na Uphill na Śnieżkę, teraz pozostało się do tego przygotować. Jako, że "podjazdowiec" ze mnie żaden, więc pora wdrożyć plan, dzięki któremu wjadę, a nie wejdę na Śnieżkę. Wariant popracowy to droga poprzez Chudów, Bujaków, Mikołów, Zarzecze, Podlesie i Kostuchę. Na większości trasy mam sporo podjazdów, jedne łatwiejsze inne ciężkie i ciągnące się kilometrami, właśnie to mi jest potrzebne. Na dokładkę staram się jechać maksymalnie siłowo. Przez większość trasy z przodu króluje blat z tyłu różnie koronki najczęściej od 11-13, chociaż są chwile gdy muszę odpuścić, czuję kolana, czuję ból. Jednak jak teraz odpuszczę to na Śnieżce umrę. Przez jakiś czas odpuszczam sobie bieganie, bo po pierwsze staw biodrowy jeszcze się odzywa, a po drugie nie chcę się załatwić przed chwilą próby 12 sierpnia. Jadąc na rowerze nie powinienem się przeforsować.
Już Kostuchnie spotykam Darka (z którym wczoraj bujałem się po hałdzie), proponuje mi trasę na Lędziny, ale po ponad 40km podjazdów mam dość i jestem głodny, starczy na dzisiaj. Po pożegnaniu coś mnie jednak tknęło, przecież nie mogę skończyć trasy na 45km, do pięćdziesiątki już niedaleko, a może... zaliczyć jeszcze Murcki? W końcu to najwyżej położona dzielnica Katowic, na dokładkę z każdej strony są górki i czeka fajny podjazd od strony dworca PKP w Murckach :)
Po krótkim zastanowieniu zaliczyłem, i Murcki, i Giszowiec, i kilka wąskich ścieżek w Ochojeckim lesie. Pięknie było. Jutro myślę, że będzie powtórka.

Zamek w Chudowie © amiga

Wóz w Bujakowie © amiga

A pod wozem... © amiga

Patrząc od spodu © amiga

Widoki z jednej z górek na zarzeczu © amiga

Staw Barbara © amiga

lesnie ścieżki wąskie © amiga

White Snow

Piątek, 29 czerwca 2012 · Komentarze(4)
Led Zeppelin immigrant Song Shrek III


Na dole wpisu cały Immigtant Song do posłuchania, przypomnienia.

Powrót z pracy zapowiadał się niewinnie, żadnych wyczynów, spokojna jazda, przyzwyczajanie się do geometrii Manfreda i tej niesamowicie szerokiej kierownicy. Sama trasa nie nastręczyła żadnych problemów, ot taki kawałek rowerówki do przejechania z Gliwic do Zabrza gdzie umówiłem się z Darkiem. Na miejscu spotkanie z jego wspaniałą rodziną i znajomymi. Kilka małych drinków i... decyzja jedziemy na "Diallo UpHill Race Śnieżka" w tym roku. Przyznam się, że dalej mam wątpliwości co do tej decyzji (co prawda już rok temu wyraziłem chęć zmierzenia się z tym wyzwaniem), czy dam radę, czy sobie poradzę, wiem jedno, jak powiedziało się A to teraz trzeba powiedzieć B. Jadę na 100%, mam miesiąc na przygotowanie się, będzie ciężko, rower musi przejść kilka zmian związanych z podjazdami, a w ciągu miesiąca muszę kilka razy zmierzyć się z kolejnymi podjazdami w Beskidach i okolicy, wydłużyć trasę do domu - wariant Mikołowski będzie optymalny. Siłownia i basen czekają.

Piękne okolice Helenki © amiga



Led Zeppelin - Immigrant Song (Live Video)

You are a beautiful, beautiful butterfly.

Piątek, 29 czerwca 2012 · Komentarze(4)
What a wonderful world - LOUIS ARMSTRONG


Pobudka o 4:30. Wstaję lekko nieprzytomny, przede mną trochę zajęć przy rowerze, wczoraj zdążyłem tylko założyć nowe opony Kenda Small Block Eight i przesmarować łańcuch oraz przerzutki. Na dzisiaj zostało zainstalowanie licznika, lampek, torby z narzędziami, wyregulowanie kierownicy i siodełka oraz kilku innych drobiazgów. W sumie na przygotowaniach schodzi grubo ponad godzina, później jeszcze śniadanie i pozbieranie gratów do pracy i w drogę.
Nie mogę jednak jechać zwykła trasą, muszę się nacieszyć "moim skarbem", wybieram teren, początkowo Starganiec, później lasami odbijam w kierunku Halemby, tam zielonym szlakiem w kierunku Zabrza Makoszowy, chwila niebieskim Zabskim szlakiem i w końcu hałda w Sośnicy.
Pogoda fantastyczna, poranek piękny, chce się żyć, jeździć, dzisiaj Świat to za mało :). Gdyby nie konieczność dojazdu do pracy to pewnie pojechałbym gdziekolwiek tylko się da.

Starganiec o poranku © amiga


You are a beautiful, beautiful butterfly. © amiga


Konik, z drzewa koń na biegunach © amiga


Teren z rana jak śmietana © amiga


Jak tu pięknie © amiga


Mój piekny Śląsk © amiga


Jedno z najdziwnieszych miejsc, lubię je © amiga


Mój skarb o poranku © amiga


Rower ze słońcem w koronie © amiga


*Tytuł to cytat z filmu "Aliens IV"

Zobaczyć dawno niewidzianego przyjaciela

Czwartek, 28 czerwca 2012 · Komentarze(1)
Goran Bregović & Krzysztof Krawczyk - Mój Przyjacielu


Wracając czułem się jak dziecko przed wigilią oczekujące na prezent, ten dreszczyk, ta przeciągająca się chwila, dawno tego nie czułem. Chyba po raz pierwszy w tą stronę dałem z siebie wszystko na co było mnie stać. Tętno krążyło w okolicach 170 czasami przekraczając 200, nie miało to znaczenia, po prostu musiałem go zobaczyć, mojego przyjaciela, którego nie widziałem 6 tygodni. Nie miało znaczenia co jest po drodze, asfalt, teren, góra, dolinka, błoto, kałuża, kamienie. Nie miało znaczenia czy rozwalę Dziadunia na ostatniej prostej, czy się wyp...ę czy nie.
Rowerek jest jakieś 400m ode mnie u siostry, teraz szybko się przebrać coś zjeść i zap...am go zobaczyć.

Foty w następnym wpisie :)

Oczekiwanie

Czwartek, 28 czerwca 2012 · Komentarze(5)
Northern Kings - I Should Be So Lucky


Poranek mokry, ale już nie pada. Zastanawiam się jaką wybrac drogę, może jednak szosą ? O nie... wolę las, jest spokojniej, ale też pewnie błotniśnie.
Nie mylę się, chociaż... bywało gorzej. Na drogach jakieś szaleństwo, chyba cały Śląsk postanowił dzisiaj jechać samochodem. W panewnikach jakiś baran mija mnie na papier, sytuacja powtarza się w Gliwicach, wyprzedanie na zakręcie na podwójcej ciągłej to dzisiaj norma. Zdaje się, że niektórm deszcz wypłukał restki rozumu.
Liczę na to, że wieczorem będzie dużo spokojniej i niektórym rozum jednak wróci.

Fot dzisiaj nie robiłem, szykuję się na wieczorną sesję rowerka, KTM już w drodze, powinien dzisiaj dotrzeć, pewnie pojadę go przewietrzyć, sprawdzić jak się spisuje, co niedomaga, co należy poprawić, w końcu też jak człowiek pojadę w SPD-kach po 6 długich tygodniach. A miało być szybciutko, jak zapewniał serwis.

Dzisiaj w drodze odpaliłem 2 płyty Northern Kings, to w zasadzie same Covery w nowej aranżacji, wykonaniu, dziwnie się tego słucha, taki dość mroczny klimat. Większośc tekstów znam sprzed wielu lat i chyba głównie dlatego spodobało mi się to. Miłego słuchania i polecam resztę płyt tej kapeli, warto zobaczyć co można wyciągnąć z tak oklepanych tekstów.

Narodziny Manfreda

Czwartek, 28 czerwca 2012 · Komentarze(8)
IRA - Szczęśliwego Nowego Jorku


I w końcu nastąpiła ta niesamowita chwila, smutna ale i radosna. Narodził się Manfred (dzięki zmarłemu Zygfrydowi dostał sporo całkiem niezłych podzespołów). Ze Szfagrem zdążyliśmy oblać nową ramę na szybko, po kilku drinkach po raz pierwszy pojechałem do lasu na Manfredzie, musiałem poczuć to twarde siodełko, tą szeroką kierownicę. Teraz znowu muszę się przyzwyczaić to tej geometrii, w sumie trochę ponad 5km na mały rozjazd i czuję Ekstazę, czuję zachwyt, prawie jak orgazm. Ogólnie dzisiaj mam dzień św. Mikołaja, poza rowerem dostałem równie wyczekiwaną kartę Benefitu MultiSport - teraz zostało już tylko z tego skorzystać. Dzisiaj jeszcze mnie czeka przełożenie opon na nowe, a w ciągu tygodnia modyfikacja napędu na 11-34 + wymiana tarczy hamulcowych i spadam w góry. Najbardziej się cieszę z jutrzejszego wyjazdu do pracy, w końcu na SPD-kach w końcu na KTM-ie

Tuż po rozpakowaniu © amiga

Pierwszy objazd Manfreda © amiga

Nowe perspektywy © amiga