Wpisy archiwalne w kategorii

do 34km

Dystans całkowity:73100.96 km (w terenie 11237.08 km; 15.37%)
Czas w ruchu:3228:23
Średnia prędkość:22.64 km/h
Maksymalna prędkość:170.00 km/h
Suma podjazdów:262950 m
Maks. tętno maksymalne:240 (130 %)
Maks. tętno średnie:171 (92 %)
Suma kalorii:2777597 kcal
Liczba aktywności:2354
Średnio na aktywność:31.05 km i 1h 22m
Więcej statystyk

Przed deszczowo

Piątek, 13 lipca 2012 · Komentarze(0)
Doro - Live At Hellfest 2011


Kończy się ciężki dzień, zamiast podziwiać TDP w Katowicach, siedzę w pracy, cóż, było sporo do zrobienia i sporo zostało na kolejny tydzień. Wyjeżdżam ok 16:30, pogoda nieciekawa, wiszą ciężkie chmury, new.meteo.pl wróży deszcze.
Bez wygłupów więc jadę jak najszybciej w kierunku domu, nie ma objazdu przez Mikołów, Chudów czy choćby Starganiec. Nie dzisiaj, odbiję to sobie jutro na wycieczce do Lublińca. Na chwilę zatrzymuję się dopiero w Halembie na hałdzie, kilka fot i ruszam dalej, zaczyna kropić, ciekawe czy zdążę przed ulewą. Przez las jedzie się przyjemnie, jednak na otwartej przestrzeni, wmordęwiatr umila mi drogę, ale cóż, taki urok dzisiejszego dnia. W sumie udało się dojechać przed większą ulewą, już w domu z okna mam okazję podziwiać smutny zapłakany krajobraz.

Kołki zostały wbite © amiga


Codziennie okolica wygląda inaczej © amiga


Na niebie zawisły ciężkie chmury © amiga



Wieczorem muszę chyba w końcu nieco wyczyścić Manfreda, może go nawet wykąpię, cały tydzień ganiania po lesie, hałdach dał mu się we znaki, może też podmienię kierownicę, będzie okazja do przetestowania jej jutro :)

Nieskładnie, ale zawsze

Czwartek, 12 lipca 2012 · Komentarze(5)
Bulbulators - Będę Grzeczny

Jest 23.55, jestem lekko wstawiony, udało mi się spić kilku francuzów w zasadzie 2. Daję rade i podtrzymuje ułańską tradycję. Po prostu nie wypada, gdy przylecieli goście z francji. Ballentines i gorzka miętowa dają radę, jakby miało być inaczej, zostaję tylko ja i szfagier na placu boju, jest dobrze.
Od czasu do czasu potrzebuję się upić, a jest okazja ku temu, więc po co przeszkadzać?

Powrót z pracy bardzo szybki, związane to było z koniecznością wizyty na poczcie (kolejne części do Manfreda), ale również z przylotem znajomych z francji. Drogę obrałem optymalną pod kontem odległości i prędkości. Hałdę w Makoszowach przez jakiś czas będę omijał po porannej przygodzie, pewnie za jakiś czas wjedzietam ciężki sprzęt i poprawią nieprzejedzne fragmenty.
Basia przgtowuje kolację © amiga

Mimi and Eric © amiga

Mimi z jujusiem © amiga

Porankowo, dopracowo, hałodowo, błotniście

Czwartek, 12 lipca 2012 · Komentarze(6)
TURISAS - Rasputin


Poranek przyjemny, chłodny, ale to już kolejny dzień gdy mam problem się dobudzić, przed 7:00 wsiadam w wariancie na zombiaka i jadę. Czasu niestety nie mam na szaleństwa, wybieram najkrótszą drogę. W Zabrzu Makoszowach postanawiam jednak pojechać przez hałdę. Początek drogi całkiem, całkiem, jedzie się rewelacyjnie, moją uwagę przykuwa kikut potężnej topoli.

Zegar słoneczny © amiga


Armata, o jaka wielka © amiga


Armata od przodu © amiga


Focę i pedalę dalej, nie zdaję sobie jeszcze sprawy z tego co mnie czeka, za A4 przed podjazdem na hałdę rower zapada mi się w kilkunasto centymetrowym mule wypłukanym z hałdy, o jeździe nie ma mowy, zeskakuję z rowera i sam się zapadam. Docieram do końca osuwiska, czyszczę buty i pedały (z Crankami nie było tego problemu) i ruszam dalej. Po minięciu szczytu ścieżka robi się wąska, zwykle ma ok 40-50cm, dzisiaj mam wrażenie, że rośliny, drzewa są jakoś bliżej, ścieżka ma po kilkanaście cm, kolejne wiatrołomy uprzyjemniają mi jazdę, raz przywaliłem głową o jakieś drzewo, na szczęście miałem kask. W kilku miejscach znowu masa błota mułu oklejającego wszystko, butów i pedałów już nie czyszczę, nie ma sensu. W końcu po ciężkiej walce dojeżdżam do asfaltu w Sośnicy i mogę jakoś normalnie pojechać dalej. Jestem cały up...y z błota, rower nadaje się do kompletnego mycia, masa błota, piasku liści, gałązek i wszystkiego po czym jechałem dzisiaj. Masakra.

Leniwie, porankowo, dopracowo - "Warto być dobrym"

Środa, 11 lipca 2012 · Komentarze(6)
Leniwiec - Droga


Jest środa, budzik drze m..ę już o 5:00, uspokajam go, jeszcze mała drzemka, jeszcze chwilka. W końcu budzę się i... masakra jest 6:15. Włączam wariant awaryjny i w biegu zaczynam się zbierać, jeść itd. Wychodzę z domu o 6:50. Mam mało czasu, więc dzisiaj z rana nie poszaleję, jadę standardowym szlakiem, średnio chce mi się kręcić, chyba jeszcze się nie przebudziłem. Jedyny fajny akcent to podjazd na Makoszowach zrobiony na przełożeniach blat + 11T ;).

Już w pracy natykam się na nowiutkiego Krossa z tekstem "Warto być dobrym", mam nadzieję, że cały dzisiejszy dzień będzie pod tym hasłem :), czego sobie i wszystkim życzę :)


Kto pod kim dołki kopie... © amiga


Poranek w lasku makoszowskim, w tle widać przygotowania do budowy średnicówki © amiga


Ktoś przyjechał na Krossie :) © amiga


Warto być dobrym © amiga


Stowarzyszenie przyjazna szkoła © amiga

Na pocztę

Wtorek, 10 lipca 2012 · Komentarze(6)
Queen - Under pressure


Dzisiaj przez głupotę odpalam Antyradio - jedyne radio ustawione na komórce i słyszę Queenów. Jakiś spisek czy co?

Po pracy, jadę prawie najkrótszą drogą do Katowic, dzisiaj zależy mi na czasie, na pocztę dotarła pierwsza porcja gratów dla Manfreda związana z uphillem na Śnieżkę. Wymiana nastąpi pewnie w ciągu 2 tygodni, gdy przyjdzie reszta gadgetów i gdy dojadę do końca aktualną kasetę SLX 11-28 (i tak jestem w szoku, przejechałem na niej ok 3000km na 1 łańcuchu i jeszcze działa, poprzednie padały po ok 2000-2500km). Swoją drogą jest świetna, ale na jakiś czas się z nią żegnam przechodząc chwilowo na 11-34 - mój wariant górski. Wariant przygotowywany na Śnieżkę. W komplecie są oczywiście 3 łańcuchy i... kierownica prosta - też do tego wracam. Czekam jeszcze na kolejną przesyłkę z rogami (czerwonymi tym razem), nowym światełkiem tylnym. Do kupienia pozostał jeszcze mostek 120mm. Ale to za chwilę, z tym myślę, że mogę śmiało wybrać się w góry. Pewnie wymienię profilaktycznie zawartość piast jeszcze przed 12 sierpnia, tak żeby nic mnie już nie zaskoczyło.

Kaseta Shimano 11-34 © amiga


śniezko nadjeżdzam © amiga


Graty dla manfreda © amiga

Krótko i na temat

Sobota, 7 lipca 2012 · Komentarze(3)
Damnation Angels - Bringer Of Light


Opis będzie dzisiaj bardzo lakoniczny, głównie dlatego że nie mam czasu, zresztą i tak cud się stał, że udało mi się wyrwać na rower. Miałem godzinę czasu, więc musiałem to jakoś wykorzystać. Pojechałem nad zalew wesoła poprzez okoliczne lasy. Ech gdyby było więcej czasu, te ścieżki, ten zapach, ta zieleń...
Niestety nie dzisiaj. Więc szybkie kółeczko i do domu. W drodze powrotnej spotykam Devilka z Gosią, chwilę rozmawiamy i każdy rusza w swoją stronę.
Za godzinę jadę do Wrocławia na koncert IRY, po nich ma grać jakiś mało znany zespół Queen. Zobaczymy czy dadzą radę i przebiją IRĘ ?


Zalew wesoła © amiga


Zalew wesoła w Mysłowicach © amiga


Upał daje się we znaki © amiga

Piłem w Piotrowicach, spałem w Ochojcu...

Piątek, 6 lipca 2012 · Komentarze(2)
Artur Andrus - Piłem w Spale, spałem w Pile


Po wczorajszym małym spotkaniu bikestats-owiczów i późniejszym spotkaniu ze znajomym z francji poranek mam masakryczny. Budzik dzwoni o 5:30, spałem całe 3:30 - przegięcie. Powieki same opadają, jednam muszę się pozbierać, musze pojechać, plan jazdy przez Mikołów spalił na panewce, wyjeżdżam dopiero po 7:00. Późno, na dokładkę alkohol chyba nie do końca się ulotnił, ale to może i lepiej, gdy będę znieczulony. Nie pcham się na główne trasy, jadę opłotkami i lasami, nie spieszy mi się, nogi nie chcą podawać, trudno, może wieczorem będzie lepiej, chociaż patrząc na słupek rtęci nie podejrzewam aby było lepiej. Znowu grubo >30 stopni, ale może chociaż nie zasnę nad kierownicą ;)


Pędem z hałdy © amiga


Uśmiechając się do słońca © amiga


Ps. Tak niepostrzeżenie Red Manfred zrobił w ciągu tygodnia 500km :)

A teraz spać....

Piątek, 6 lipca 2012 · Komentarze(5)
Kategoria do 34km, Do/Z Pracy, Solo
Die Toten Hosen Unplugged - Traurig einen Sommer lang


Powrót z pracy trochę po 16:00, jestem maksymalnie zmęczony, 5 kaw nie pomaga, usypiam, kręcenie na rowerze nieco pomaga, jednak temperatura dobija. Jest ponad 30 stopni, leje się ze mnie. Na 6km wjeżdżam w las, jest chłodniej, chce mi się jeździć, pakuję się na Makoszowy, później poprzez niebieską rowerówkę docieram do nasypu wzdłuż Kłodnicy, dalej skręcam na Piaskową i... coś się zaczyna dziać z pogodą, zrywa się porywisty wmordę wiatr, niebo przybiera granatowy kolor, jest źle, zmieniam trasę, muszę dotrzeć jak najszybciej do domu. Więc w Halembie szosami dojeżdżam do lasu Panewnickiego, jest coraz gorzej, ale nie leje. W Panewnikach chwila postoju - focenie, mam wrażenie, że burza mnie omija, przechodzi bokiem. Jest nieźle, za to odzywa się przemęczenie, muszę się wyspać, w końcu. Pedalę do domu, nie ma na co czekać, już na miejscu, szybki obiad, wpis na BS i... spać.

Dobranoc

Kłodnica w okoliach Panewnik © amiga


Przydrożne kwiatki © amiga

Szosowo dopracowo

Środa, 4 lipca 2012 · Komentarze(2)
Paweł Kukiz & Yugopolis - Miasto Budzi Się


Budzi się kolejny piękny dzień, gdzieś za chmury nieśmiało przebijają się pierwsze promienie słońca, ulice jeszcze mokre po wczorajszej burzy.
Wstaję dość późno o 5:30 - pierwotny plan to Starganiec i terenami do Gliwic, jednak patrząc na pozostałości po wczorajszej nawałnicy zmieniam plany, jadę szosami. Wybieram trasę na której jest kilka górek i mogę się zmęczyć. W Panewnikach jakiś baran mija mnie na milimetry, chyba pora zainstalować kamerkę i podsyłać co ciekawsze sytuacje na Policje. Dalej jest już spokojnie, są wakacje, ruch na ulicy jest wyraźnie mniejszy, nikt się specjalnie nie gorączkuje, nikt nie przegina, nikt nie wymusza pierwszeństwa, nikt nie zajeżdża mi drogi. Mogę się skupić na jeździe i walce z podjazdami, udaje mi się całą trasę przejechać na blacie, chwilami mam kryzys, mam problem, ale się nie poddaję, w Karpaczu nie będzie tak łatwo, nie będzie blatu.

Fot z rana nie robiłem, jakoś nie miałem melodii do tego więc umieszczam
fotkę zastępczą nawiązującą do jutrzejszych planów ogniskowych na Stargańcu, do spotkania BS, jeżeli ktoś ma czas i ochotę to oczywiście zapraszam. Jedzenie i napoje trzeba wziąć ze sobą, do najbliższego sklepu jest ok 6km.
Ciut więcej jest tu: Spotkanie BS na Stargańcu

Ognisko zostało rozpalone © amiga

A po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój..

Wtorek, 3 lipca 2012 · Komentarze(8)
Closterkeller - Dwie Połowy


Kolejny powrót z Gliwic, miał to być kolejny przejazd przez Chudów, Mikołów itd, jednak w trakcie jazdy już w Makoszowach dostaję sms-a, że od strony Mikołowa nadciąga burza. Zaczynam zmieniać trasę, na maksymalnie krótką, aby jak najszybciej dotrzeć do domu, bardzo nie lubię jak pioruny walą w lesie po drzewach, gdy jadę po jakiejś wąskiej ścieżce, czy gdy jestem na szczycie hałdy. W ciągu ostatnich 2 lat miałem kilka takich przypadków, niefajnie jest być najwyższym punktem w okolicy ;P. Po minięciu Kończyc jadę bezpośrednio na Halembę, a tam już szosą do lasów Panewnickich, mam nadzieję, że uda mi się je minąć. W połowie tego odcinka zrywa się porywisty wiatr, wszystko wokół zaczyna latać, pojawiają się pierwsze krople deszczu, jest nieciekawie. Kilometr dalej zaczyna padać grad. Gradowiny mają ok 1-2cm, walą mi w kask, boli gdy dostaję w ramię, dłonie, czy nogi, na szczęście po kilku min takiej jazdy docieram do wiaty przystanku w Panewnikach, tam się chronię przed tym co ma dopiero nadejść. Pojawiają się coraz cięższe czarne chmury, ulewa wzmaga się, niewiele widać wokół tylko deszcz, grad i wyładowania. Pod wiatą chroni się jeszcze 2 bikerów więc mamy okazję pogadać o rowerach, mamy czas, nikomu się nie spieszy, ale też wszyscy mamy nadzieję, że to letnia burza, która skończy się tak szybko jak się zaczęła. Trwa to jednak jeszcze półgodziny, gdy tylko deszcz zelżał, zbieramy się i każdy jedzie w swoją stronę. Jadę pod prąd rzeki płynącej szosą, chyba po raz pierwszy od roku wjeżdżam na chodnik, tu jest nieco lepiej, wody jakby mniej, ale nawet gdy zostaję opryskany przez mój rower czy przejeżdżający samochód jest to całkiem przyjemne uczucie, woda jest ciepła. Wokół wszystko paruje, zaczyna się robić pięknie, pojawia się słońce.

Po burzy zawsze wychodzi słońce © amiga


a po nocy przychodzi dzień a po burzy spokój © amiga