Wpisy archiwalne w kategorii

do 34km

Dystans całkowity:73100.96 km (w terenie 11237.08 km; 15.37%)
Czas w ruchu:3228:23
Średnia prędkość:22.64 km/h
Maksymalna prędkość:170.00 km/h
Suma podjazdów:262950 m
Maks. tętno maksymalne:240 (130 %)
Maks. tętno średnie:171 (92 %)
Suma kalorii:2777597 kcal
Liczba aktywności:2354
Średnio na aktywność:31.05 km i 1h 22m
Więcej statystyk

Mknąc do domu

Poniedziałek, 23 lipca 2012 · Komentarze(14)
Hetman - Trzy opowieści


Powrót do domu znowu inaczej niż pierwotnie planowałem, wieczorem muszę ustalić szczegóły mojego wyjazdu do krainy jadalnego ślimaka. Więc nie namyślając się wiele jadę skrótami do domu, zatrzymuję się jedynie na światłach w Gliwicach i Katowicach, w lesie nie ma na to szans. Dojeżdżam dość szybko, jak na tą trasę. Trochę daje się we znaki wiatr ze wschodu, jednak nie ma tragedii, wg new.meteo.pl jutro może być gorzej. Zobaczymy

Na koniec mała ciekawostka na którą natknąłem się przglądając zasoby youtube, tekst chyba wszystkim znany: "Czarny Chleb i Czarna Kawa" (a przynajmniej część jego), zespołem który zaśpiewał cały tekst jest Imperium (discopolo). Myślę że mimo tego warto posłuchać.

Wg Wikipedii
wersja1
Tekst i muzyka zostały napisane w 1974 roku w zakładzie karnym w Krakowie przy ulicy Czarnieckiego przez więźnia o nazwisku Jurek Filas, który żyje i mieszka w Dąbrowie Górniczej. W wersji oryginalnej ta piosenka posiada 4 zwrotki.

wersja2
Tekst został napisany w 1967 roku w zakładzie karnym w Czarnym koło Słupska przez więźnia o nazwisku Sobolewski, który zginął podczas buntów w 1989 roku. W wersji oryginalnej ta piosenka została nagrana jedynie przez zespół disco-polo Imperium.

Imperium - Czarny Chleb i Czarna Kawa


i do poczytania cała wersja

Jedzie pociąg, mkną wagony
Do zakładu wiozą mnie
Śnieg przyprószył wszystkie strony
A mi płakać wciąż się chce

Ref.:
Czarny chleb i czarna kawa
Opętani samotnością
Myślą swą szukając szczęścia
Które zwie się wolnością

Zapach chleba, zapach krat
Wietrze wiej naszą pieśń
Pieśń goryczy i miłości
Matko moja, jest mi źle

Ref.:
Czarny chleb i czarna kawa
Opętani samotnością
Myślą swą szukając szczęścia
Które zwie się wolnością

Stoi pociąg na peronie
Otoczony z wszystkich stron
Cztery lufy karabinów
Nastawione na mnie są

Ref.:
Czarny chleb i czarna kawa
Opętani samotnością
Myślą swą szukając szczęścia
Które zwie się wolnością

Ma dziewczyno, przyjedź do mnie
Ma dziewczyno, odwiedź mnie
I opowiedz o wolności
Bo w zakładzie bardzo źle

Ref.:
Czarny chleb i czarna kawa
Opętani samotnością
Myślą swą szukając szczęścia
Które zwie się wolnością

Skuli ręce, skuli nogi
Nie zdążyli serca skuć
Bo me serce jak z kamienia
Skuć je może tylko ból

Ref.:
Czarny chleb i czarna kawa
Opętani samotnością
Myślą swą szukając szczęścia
Które zwie się wolnością

Być jak Harry Potter

Niedziela, 22 lipca 2012 · Komentarze(4)
The Analogs - Co warte jest życie


Sobota rano. Przygotowuję się do wyjazdu, na małe spotkanie Bikestats i nie tylko. Klasycznie jak to bywa w takich przypadkach od wczesnych godzin zaczyna się młyn. Wypad do siostry, objazd kilku sklepów, zakupy, a czas leci, mało… czas zap...a. Nie wiadomo kiedy wybija 16:00 pora ruszyć 4 litery. Siedzimy w samochodzie i jedziemy w piątkę. Ja, moja siostra Basia, szwagier Philippe i dwójka dzieci Julie i Hugo.

Pierwszym punktem wycieczki jest Pogoria III w Dąbrowie Górniczej, tam niektórzy spragnieni zażywają kąpieli, a inni odpoczywają na plaży.

Pogoria III © amiga


Przy okazji postanawiamy odwiedzić mini Zoo w pobliskim parku. Jednakże okazuje się, że zostało zlikwidowane, więc pozostało nam tylko cieszyć się małą przechadzką po pięknym, acz lekko zaniedbanym parku.

Na miejsce biesiady (ogniska) docieramy ok 20:00, późno. Na miejscu są jednak tylko
Monika i Tomek, chwilę później docierają Darek, Anetka, Wiktor i Igorek. Jesteśmy w komplecie, z drugiej strony szkoda, że jeszcze kilka osób nie dotarło, byłoby weselej.

Jak przystało na każdym szanującym się ognisku zaczynamy od pieczenia kiełbasek.

Kiełbaski muszą być... © amiga


Powoli zabawa zaczyna się rozkręcać...

Gramy w Darta © amiga


Prywatny koncert undergroundowy umila nam spotkanie...

Best of Underground © amiga


Po jakimś czasie możemy zacząć zajmować się poważniejszymi sprawami, zaczynamy od prostych zaklęć...

Harry Potter ? © amiga


Później przychodzi pora na te poważniejsze...

Lumos... - szkoła magii © amiga


Aż dochodzimy do perfekcji, jesteśmy najlepsi w tym co robimy

Ogniu krocz ze mną... © amiga


Po prostu Profesjonalnie Extremalni (a może jakoś odwrotnie to miało być?)

Ognisty kod kreskowy © amiga


Chyba przesadzamy z zabawami z ogniem..., pora uśmierzyć emocje, uspokoić się i zakończyć wspaniały wieczór przy ognisku.

Czy to jeszcze ognisko, czy już pożar? © amiga


Niedziela, budzi nas piękna pogoda, jest ciepło, przyjemnie, szkoda tylko, że izobroniki i inne napoje wyłączające kontrolę jeszcze działają.

Poranne niebo... © amiga


Po południu musimy kończyć spotkanie i pora wracać do domu, już w Ochojcu pada deklaracja z mojej strony zabrania młodzieży na mały wypad rowerowy po okolicy. Zabieramy 3 rowerki i ruszamy. Przyznam się, że nie miałem zielonego pojęcia o kondycji maluchów więc pierwotnie zaplanowałem coś bardziej ambitnego, jednak po 5km musiałem zrewidować moje założenia i zmienić trasę na nieco mniej wymagającą. Młodzież, jest chyba dodatkowo zmęczona po wczorajszym Tour De Łosień ;P.

Młodzi w lesie © amiga



Ps. W sumie weekend uznaję za bardzo udany, dziękuję Organizatorce za wspaniałą zabawę i rewelacyjne przygotowanie, nie mogę oczywiście nie wspomnieć o pozostałych uczestnikach zgromadzenia, bawiących się, mam nadzieję, równie dobrze jak ja. Szkoda, że weekend tak szybko minął, jednak liczę na spotkanie w niedługim czasie w jeszcze liczniejszym gronie.

Piątkowy powrót do domu...

Piątek, 20 lipca 2012 · Komentarze(0)
Turbo - Jaki Był Ten Dzień


Dopiero teraz (w niedzielę) mam chwilę aby nadrobić zaległość z piątku. Kolejny weekend, który zaczął się już w piątek wieczorem i kończy się w wieczorem w niedzielę - oczy mam na zapałkach ;P.

Wracając do piątku, to droga powrotna nie obfitowała w przygody, czy problemy, jedynie trochę błota umilało jazdę. Wieczorem miał być mały objazd okolicznych lasów z młodymi francuzami, jednak już po powrocie dowiaduję się, że nie tym razem. Trudno, szkoda, że tak późno się o tym dowiedziałem, pewnie inaczej zaplanowałbym sobie powrót, a może nie (męczy mnie przeziębienie i średnio mam ochotę na długie kręcenie)?

Sesja z firmą © amiga

Na grzyby

Czwartek, 19 lipca 2012 · Komentarze(5)
Defekt Muzgó - Chciałbym Ci to dać.


Po wczorajszym pożegnaniu przyjaciół z Francji (mam zaproszenie do Normandii, zastanawiam się tylko gdzie mam to wcisnąć w kalendarz i druga sprawa jak, opcja 1 samolot, opcja 2 rower ale podróż w jedną stronę potrwa ok tygodnia - 1600km), znowu mam problem z pobudką, udaje mi się wyjechać ok 7:00. Późno. Jadę częściowo przez lasy i pierwszy szok, sporo wody zdążyło odparować w nocy, błota też jakbymniej. Jedyny problem pojawił się przy wyjeździe z lasów Panewnickich - niestety tutaj zawsze jest inaczej.
Krótką przerwę robię sobie dopiero w lasku Makoszowskim, zauważam koziołka i sarenkę, próbuję podejść/podjechać bliżej, ale nie udaje się (zbyt płochliwe zwierzęta), może następnym razem? W zamian trafiam na pięknego grzybka, nie zrywam go, jeden to za mało, niech sobie rośnie.
Miłego dnia ;)

Jeszcze taki szczegół, w Gliwicach mam okazję jechać za nauką jazdy "LOK", nie pamiętam, żebym widział tak źle prowadzony samochód, strasznie szarpana jazda, prędkośc wachała się od 20-40km/h, na dokładke źle, bądź wcale nie sygnalizowany zamiar skręku, szczytem było włączenie prawego migacza przed wyprzedzaniem rowerzysty, pokonanie skrzyżowania to był mały horror. A za kierownicą młody człowiek, łudzę się, że to była jego pierwsza jazda. Strach było wyprzedzać, zdecydowałem się trzymać jakieś 100m za nimi, wolałem nie ryzykować. W końcu muszę zainstalować kamerkę, oj będą ciekawe filmy.

Jesienią obiecałem sobie sprawdzić jak to jest po drugiej strone ;)

Dzisiejsze znalezisko © amiga

Wind Of Change

Czwartek, 19 lipca 2012 · Komentarze(5)
Scorpions - Wind Of Change


16:00 - Gliwice - oberwanie chmury, strach wychodzić z firmy, zastanawiam się nad alternatywną wersją powrotu z Gliwic...
16:40 - Już po deszczu, jednak prognozy mówią iż to nie koniec, lecz już się nie zastanawiam nad alternatywą, wiem, że pojadę, pojadę jak zwykle na rowerze ;P
17:00 - W końcu wychodzę z firmy, nie ma na co czekać, na niebie krążą ciemne chmury, trzeba jak najszybciej pokonać odcinek do domu. Zastanawiam się nad najkrótszą trasą,... jednak nie, nie mam ochoty na ładowanie się na węzeł w Kończycach, zdecydowanie wolę przejad w Makoszowach.
Wieje silny południowo, południowo-wschodni wiatr(będzie ciężko), ostatnio lubi mi umilać drogę, już mi to nie przeszkadza, polubiłem go, jest prawie jak przyjaciej, upierdliwy, lecz wierny, który towarzyszy mi prawie zawsze i wszędzie.
Pakuję się do lasu, wiem, że będą kałuże, wiem, że będzie błoto... i co z tego. Staję na chwilę przed lasem Panewnickim i próbuję sfocić wiatr, szkoda, że nie wziąłem ze sobą szarego filtra, byłby idealny do tego zadania.

Wind of change © amiga


Jeszcze mały obchód okolicy i trafiam na Dziewannę, pamiętam jak Babcia z Mamą robiły z tego fantastyczny syrop (zresztą sam zbierałem kwiaty), ten niesamowity, niezapomniany smak, jeszcze teraz go czuję, ech... te wspomnienia.

Ukrywam się... © amiga


Dzisiaj jest chyba dzień drogowego Barana, W Rudze Śląskiej i w Panenikach trafiam na 2 samochody, w pierwszym przypadku jest to Golf II, w drugim Seicento, kierowcy jacyś nieprzytomni, jadą i do końca nie wiedzą co chcą, czy chcą jechać, stanąć, masakra, strasznie szarpią się z samochodami, "progi zwalniające" pokonują przy zerowej prędkości. Horror, najchętniej odebrałbym im prawo jazdy. Najlepszym rozwiązaniem okazało się przyspieszenie do 30-35 i wyprzedzenie ich.
Nieczęsto zdarza mi się spotkać na drodze takie zawalidrogi, ale dzisiaj padł chyba mój osobisty rekord. W sumie 3 sztuki. Oby jutro było lepiej.

Miłego wieczoru

Życie jest piękne

Środa, 18 lipca 2012 · Komentarze(7)
La Vita è Bella. Nicola Piovani Soundtrack


Jest Środa, znowu ciężki poranek, na dokładkę gdzieś zabyłem telefon, później okazuje się, że wczoraj został u siostry, więc na dzień dobry jadę go odebrać i nieco okrężnie jadę dalej, nie mam ochoty na ładowanie się w ul. Armii Krajowej w Piotrowicach, szczególnie w godzinach szczytu, więc tyłami przez osiedle Żurawia docieram na ul.Asnyka, a tam wąską ścieżynką dojeżdżam do ul.Śląskiej i dalej do Medyków, reszta trasy to już raczej standard. Wyjechałem dość późno więc kieruję się na Kończyce (najkrótszy i najszybszy wariant), po drodze oczywiście kilka lasów, błota (przy wyjeździe z lasu Panewnickiego wpadam na błotny podjazd, rower staje, a ja zapadam się po kostki - znowu). Jest nieźle, znowu wszystko up...e ;P

Wracając do wczorajszego dnia to był zupełnie bezrowerowy, był inny. Wraz ze znajomym francuzem wybraliśmy się na "wycieczkę" do Oświęcimia, dokładniej do obozów Auschwitz-Birkenau. Byłem tam kilka razy, ostatnio jakieś 10 lat temu, sporo się zmieniło w tym miejscu, praktycznie wszystkie budynki zostały odrestaurowane, wygląda to nieźle, jeżeli można określić miejsce o tak paskudnej przeszłości. Praktycznie od wejścia na teren muzeum przypominają mi się czytane książki ("Medaliony", "Rozmowy z Katem",...), oglądane filmy ("Życie jest piękne", "Lista Schindlera", "Chłopiec w pasiastej piżamie", "Pianista" czy "Fałszerze"... ). Zresztą nie będę się rozwodził, tym bardziej, że nie mam w tej chwili czasu, może później dopiszę kolejny fragment tego wpisu. Pozostawiam was z kilkoma zdjęciami z tego miejsca.

Ps. Mimo przygnębiającego klimatu, miłego dnia

Arbeit macht frei © amiga


Auschwitz - tabliczka © amiga


Auschwitz - blok 15 © amiga


Auschwitz - dla niektórych ostatnia droga © amiga


Auschwitz - gdzie oni są ? © amiga


Auschwitz - rzeźba © amiga


Auschwitz - ogrodzenie © amiga


Birkenau - selekcja © amiga


Auschwitz - części zamienne © amiga


Auschwitz - "ludzie ludziom..." © amiga


Auschwitz - Komora gazowa © amiga


Birkenau - brama © amiga


Birkenau - Droga do... © amiga


Birkenau - ostatnia droga © amiga


Birkenau - przy rampie © amiga



Birkenau - pamiętamy... © amiga


Birkenau - pamięć o tych co odeszli © amiga


Birkenau - Rampa © amiga


Birkenau - zasieki © amiga


Birkenau - ruiny krematorium © amiga


Birkenau - obóz © amiga


Birkenau - nigdy więcej... © amiga


Birkenau - zabudowa © amiga


Ps. Tytuł wpisu jest może przewrotny, ale nawiązuje do filmu o tym samym tytule traktującym o Holokauście, ma swoją wymowę, potrafi poruszyć, jeżeli ktoś go nie widział to polecam.

Wracając do domu...

Środa, 18 lipca 2012 · Komentarze(0)
Mr Zoob - Mój jest ten kawałek podłogi


Wracając do domu wybrałem trasę nieco inną, głównie po szosach, jednak w Rudzie Śląskiej odbiłem i bocznymi drogami i ścieżkami dotarłem do domu. Nie miałem ochoty na kolejną kąpiel błotną, ale nie udało się, w lesie Panewnickim miałem okazję jechać po kilku jeziorach błota, było fajnie ;) Podobno to dobrze na cerę wpływa ;P. W końcu zaczyna się nieco wypogadzać, oby tak dalej, może nie mam ochoty na upały po +30 ale miło by było gdyby w lato temperatura oscylowała w granicach 24st.

Taki obrazek z Rudy Śląskiej - ostatnio gdy tędy jechałem (w zeszłym roku) tego nie było. Stojąc na pedałach jestem w stanie przyłożyć w tą belkę głową. Musiałem się delikatnie schylić ;P


Ktoś już sprawdził czy to faktycznie 2m ;P © amiga


Jeszcze 2 zdjęcia Obozu II tym razem 2 panoramy w kolorze.

Birkenau - panorama 1 © amiga


Birkanau - Panorama z rampy © amiga

Szosami do Gliwic

Poniedziałek, 16 lipca 2012 · Komentarze(5)
Týr - Take Your Tyrant


Zaczął się kolejny tydzień, tydzień dojazdów do pracy. Poranek taki sobie, pogoda nijaka, założyłem profilaktycznie błotniki. Jechało mi się średnio, może to po wieczornej wizycie u szwagra, a może to ta pogoda na mnie tak wpłynęła ?
Do lasu nie wjeżdżam, na krótkim fragmencie w Panewnikach miałem okazję zobaczyć co może mnie czekać dalej, wolałem nie ryzykować. Ciekawe jak będzie to wyglądać po 17:00 gdy zapowiedziane są deszcze, a być może burze.
W piątek przekonfigurowałem lekko Manfreda, zmieniłem mu kierownice, rogi, dostał nowe tylne światełko, więc trzeba było pstryknąć mu zdjęcie. Na wyprawę do Lublińca miałem okazję potestować te zmiany, początkowo jechało mi się dziwnie kierownica jakaś taka krótka (600mm, stara miała 10cm więcej), na dokładkę ok. 5cm niżej, ale wszystko to jest przygotowywane na 12 sierpnia. Mój Ś-Day.
Na dniach będzie miał zmieniony napęd więc będzie pora aby odświeżyć opis jego konfiguracji.

Ps. Miłego dnia.


Nowe wcielenie manfreda © amiga

Długo się nie cieszyłem czystym rowerem

Poniedziałek, 16 lipca 2012 · Komentarze(10)
Daab - W moim ogrodzie


Wyjeżdżam z firmy, jest ok 17:00, na niebie wiszą paskudne chmury, od rana cały czas popadywało, raz mocniej raz słabiej. Zastanawiam się nad trasą powrotną, nie mam ochoty jechać szosami, nie lubię ich. W Maciejowie skręcam do lasku, to jest dobrze, tu czuję się najlepiej, co z tego, że wszędzie woda, błoto. Jestem w swoim żywiole. Początkowo wieje silny w mordę wiatr, później jest zdecydowanie lepiej, pokazuje się słońce, niebo nieco przeciera się.

Błota jest jednak sporo, łańcuch zaczyna paskudnie zgrzypieć, pojawiają się problemy z przednią zmieniarką, W zasadzie mam tylko środkową tarczę, nie ma mowy o zmianie przełożenia z przodu. Trudno, będę się bawił w wysoką kadencję ;P

I to by było na tyle czystych przerzutek © amiga


A rano był taki czysty... © amiga


Zmieniony tylny zacisk © amiga


Już w domu jedną z pierwszych czynności jest wypłukanie nazbieranego "syfu", było co czyścić, Najgorzej było z łańcuchem, wymycie go zajęło mi kilkanaście minut, reszta poszła jakoś szybciej.

Będąc w Gliwicach wymieniłem zaciski do kół, w tylnym wczoraj zgubiłem sprężynkę, a przy sprawdzeniu obu zacisków okazało się że przedni jest dla odmiany skrzywiony. Oba są nowiutkie i.. lżejsze od oryginałów. Będę mógł więcej błota zapakować na ramę ;P

Kacowo, dopracowo ;P

Piątek, 13 lipca 2012 · Komentarze(5)
ANTI TANK NUN "DEVIL WALKS"


Po wczorajszym małym szaleństwie dzisiaj kolejny raz mam problem z dobudzeniem. Udaje się wstać dopiero ok 6:20, mam niewiele czasu, szybkie śniadanie, mycie i na rower, tyle, że po wczorajszej wizycie na hałdzie trzeba było go nieco oczyścić, zajmuje mi to kolejne cenne minuty. Ruszam dopiero ok 7:10, będę musiał to nadrobić na trasie. Temperatura do jazdy jest idealna, może ciut za chłodno, ale znam świetny sposób na rozgrzanie się ;P. Wcielam plan w życie i jadę (na uszy zapuszczam całkiem niezły kawałek metalu, Próbka w dzisiejszym wpisie), staram się unikać głównych dróg bo wczorajsze promile jeszcze się nie ulotniły, a głupio by było zostać zatrzymanym za jazdę pod wpływem na rowerze.

Dzisiaj fotka zastępcza, jakoś wyleciało mi z głowy robienie zdjęć ;P
Zamek Tenczyński w Rudnie © amiga

Może uda mi się tam pojechać w Niedzielę, może...