Wpisy archiwalne w kategorii

do 34km

Dystans całkowity:73100.96 km (w terenie 11237.08 km; 15.37%)
Czas w ruchu:3228:23
Średnia prędkość:22.64 km/h
Maksymalna prędkość:170.00 km/h
Suma podjazdów:262950 m
Maks. tętno maksymalne:240 (130 %)
Maks. tętno średnie:171 (92 %)
Suma kalorii:2777597 kcal
Liczba aktywności:2354
Średnio na aktywność:31.05 km i 1h 22m
Więcej statystyk

Błoto, kałuże, deszcz...

Poniedziałek, 2 lipca 2012 · Komentarze(6)
KSU - Dziwne Drzewa


Planowana na dzisiaj droga, została zmieniona, powody w zasadzie 2, po pierwsze zaspałem, po drugie rano nieco kropiło. Pojechałem standardową trasą, poprzez lasy, spodziewałem się, że będzie trochę błota, jednak to co było przerosło moje oczekiwania. Dojeżdżając do firmy byłem dość dokładnie pokryty błotem, piaskiem i wszystkim co leżało na ścieżkach. Trasa wymusiła na mnie miejscami zmniejszenie prędkości. Jedyny w zasadzie akcent podjazdowy był w Zabrzu Makoszowach - ok 1km podjazdu. Trochę mało, dzisiaj wieczorem jadę przez Chudów i Mikołów, nieco bardziej to przypomina góry.

Trochę błota, trochę wody © amiga


Wszędzie błoto © amiga


Znowu up..y, masakra © amiga

Zobaczyć dawno niewidzianego przyjaciela

Czwartek, 28 czerwca 2012 · Komentarze(1)
Goran Bregović & Krzysztof Krawczyk - Mój Przyjacielu


Wracając czułem się jak dziecko przed wigilią oczekujące na prezent, ten dreszczyk, ta przeciągająca się chwila, dawno tego nie czułem. Chyba po raz pierwszy w tą stronę dałem z siebie wszystko na co było mnie stać. Tętno krążyło w okolicach 170 czasami przekraczając 200, nie miało to znaczenia, po prostu musiałem go zobaczyć, mojego przyjaciela, którego nie widziałem 6 tygodni. Nie miało znaczenia co jest po drodze, asfalt, teren, góra, dolinka, błoto, kałuża, kamienie. Nie miało znaczenia czy rozwalę Dziadunia na ostatniej prostej, czy się wyp...ę czy nie.
Rowerek jest jakieś 400m ode mnie u siostry, teraz szybko się przebrać coś zjeść i zap...am go zobaczyć.

Foty w następnym wpisie :)

Oczekiwanie

Czwartek, 28 czerwca 2012 · Komentarze(5)
Northern Kings - I Should Be So Lucky


Poranek mokry, ale już nie pada. Zastanawiam się jaką wybrac drogę, może jednak szosą ? O nie... wolę las, jest spokojniej, ale też pewnie błotniśnie.
Nie mylę się, chociaż... bywało gorzej. Na drogach jakieś szaleństwo, chyba cały Śląsk postanowił dzisiaj jechać samochodem. W panewnikach jakiś baran mija mnie na papier, sytuacja powtarza się w Gliwicach, wyprzedanie na zakręcie na podwójcej ciągłej to dzisiaj norma. Zdaje się, że niektórm deszcz wypłukał restki rozumu.
Liczę na to, że wieczorem będzie dużo spokojniej i niektórym rozum jednak wróci.

Fot dzisiaj nie robiłem, szykuję się na wieczorną sesję rowerka, KTM już w drodze, powinien dzisiaj dotrzeć, pewnie pojadę go przewietrzyć, sprawdzić jak się spisuje, co niedomaga, co należy poprawić, w końcu też jak człowiek pojadę w SPD-kach po 6 długich tygodniach. A miało być szybciutko, jak zapewniał serwis.

Dzisiaj w drodze odpaliłem 2 płyty Northern Kings, to w zasadzie same Covery w nowej aranżacji, wykonaniu, dziwnie się tego słucha, taki dość mroczny klimat. Większośc tekstów znam sprzed wielu lat i chyba głównie dlatego spodobało mi się to. Miłego słuchania i polecam resztę płyt tej kapeli, warto zobaczyć co można wyciągnąć z tak oklepanych tekstów.

Poranek na hałdzie

Środa, 27 czerwca 2012 · Komentarze(0)
KSU - Za mgłą


Poranek chłodny, wietrzny, wiatr chyba z zachodu więc jedzie się ciężko, ale przyjemnie, po wymianie opony i regulacji hamulcy wybieram trasę przez hałdę w Sośnicy, muszę mieć chociaż jedną górkę, a "Patrząc z góry wokoło, Świat wydaje się lepszy..."

Ps. Dzisiaj żadnej awarii, żadnych urwanych szprych, rozciętych opon itd...

Poranny widok z hałdy © amiga


I pięknie jest... © amiga


Kolejny zjazd idealny do pogadania © amiga

Awaryjnie

Wtorek, 26 czerwca 2012 · Komentarze(9)
Hasiok - Heja Hołda


Kolejny dzień kolejny wyjazd do pracy. Coś się jednak złego dzieje z rowerkiem, już wczoraj na ostatnim kawałku po asfalcie czułem lekkie bicie na kole, ale jak to zwykle bywa, zapomniałem o tym. Dzisiaj w drodze do pracy znowu je wyczułem, wydawało mi się, że dojadę do Gliwic, a później się sprawdzi. Wybieram trasę przez Kończyce, niestety na ok 19km przejeżdżając przez węzeł A4 tylnie koło się blokuje. Krótkie oględziny i znajduję przyczynę, zerwane 4 szprychy, o dalszej jeździe nie ma mowy. Prowadzę rower przez część drogi (5km), idąc obok niego, co jakiś czas próbuję biec, jednak źle się biega z obciążeniem na plecach i rowerem w jednej ręce. Czuję, że dotarcie do Gliwic, do pracy zajmie mi grubo ponad godzinę, w końcu dzwonię po wóz techniczny umawiamy się przy lasku Makoszowskim przy granicy Zabrza i Gliwic. Za godzinę otwierają serwisy trzeba będzie zanieść koło ;( Fot już nie robiłem, a może jeszcze zrobię ?

popracowo, awaryjnie na skróty

Wtorek, 26 czerwca 2012 · Komentarze(9)
Cela nr 3 - Miasto


Tak sobie jakoś dzisiaj przypomniałem o tej kapeli. Dawno ich nie słyszałem, a wieki temu mój kuzyn w niej grał :)

Wieczorową porą na szlaku © amiga


Wracając do dzisiejszego dnia, to poranna awaria miała swoje dalsze konsekwencje:
Dziadunio Story
Koło Dziadunia oddane do serwisu w Gliwicach na ul.Mitręgi. Rano umawiałem się z serwisantem, że o 16:00 odbieram je naprawione. Profilaktycznie dzwonię o 15:15 jak im idzie i czy już mogę po nie iść. Dowiaduję się, że serwisant jest u dentysty, powinien być lada chwila, ale może lepiej bym odebrał koło później, tak o 18:00 a najlepiej jutro... qrwa. Krótka wymiana zdań, już nie taka miła i mam zadzwonić za godzinę, jak nie będzie zrobione to będzie o tym głośno w TV.
A tak na poważnie to ostatni raz tam cokolwiek kupuję i serwisuję. Mam głęboko w poważaniu taki serwis.

Rower jest sprawny dopiero o 18:00 (wymienione w sumie 7 szprych) wcześniej 2 wycieczki do w/w serwisu, pierwszy po koło a drugi po zacisk który baran serwisant wyciągnął i zachował dla siebie. Na dokładkę gdy byłem już w drodze powrotnej do domu czułem dalej lekkie bicie na tylnym kole, coś jest jeszcze nie tak. Zatrzymuję się szybkie oględziny i... okazuje się że obręcz przecięła częściowo oponę, na dokładkę przez to poranne bicie koła poprzestawiały się ustawienia klocków hamulcowych i teraz haczą o oponę. Cześć problemów usunąłem na miejscu, opona niestety do wymiany, na szczęście w domu leżą 2 komplety nowiutkich opon ;), teraz będą jak znalazł.


KTM Story
10:00
Dzwonię do Bikershop-u w Krakowie (dystrybutor KTM-a), rozmowa z gościem który prowadzi moją sprawę, zapewnia mnie, że rower z nową ramą będzie w przyszłym tygodniu na 100%, chwila rozmowy, ustalamy nawet kolor ramy itp.

13:00
Dzwoni do mnie serwis z Warszawy (tam gdzie kupiłem rower) z informacją że rama jest już na miejscu w barwach czarno-czerwonych, jeszcze dzisiaj składają rower, a jutro z rana wysyłka do Katowic. Pojutrze więc powinienem go mieć na stanie.
W końcu jakaś pozytywna wiadomość, ale też pewne zaskoczenie. Wygląda na to, że dystrybutor nie wie co robi serwis w Warszawie i KTM w Austrii.

21:00 Dostałem potwierdzenie z serwisu z Warszawy, że rower jest już poskładany i gotowy do wysyłki :)

Dopracowo poBeskidowo

Poniedziałek, 25 czerwca 2012 · Komentarze(14)
Evanescence - What You Want


Rano pobudka, leje, masakra, jakieś 20 min przed 7:00 deszcz przestaje padać, humor mi się poprawia, jadę na rowerze. Po bezrowerowym weekendzie będzie jakaś odmiana. Po drodze sporo kałuż i błota, niemniej i tak jest nieźle. Uszkodzony w piątek staw powoli dochodzi do stanu używalności, pewnie jeszcze to chwile potrwa, ale najważniejsze, że nie przeszkadza to w jeździe na rowerze :)

Sobota upłynęła pod znakiem urodzinowej imprezki rodzinnej, jednak niedziela wyszła dość spontanicznie. Wybrałem się w Beskidy tym razem pieszo, nie zależało mi na czasie i wyczynach, chciałem chwilę odpocząć, porozmawiać z kimś, tak po prostu miło spędzić weekend.

W Ustroniu chwila przerwy na małą konsumpcję i w drogę, kierunek Mała Czantoria, droga dość czasochłonna, wg mapy zajmie min. 2 godziny, są fragmenty łatwiejsze ale i takie, które wymagają więcej włożonego wysiłku. Jednak widoki rozciągające się ze szczytów rekompensują wszystko.

Widok z małej Czantorii © amiga


W drodze na Dużą Czantorię © amiga


Moje piekne Beskidy © amiga


Widok na Równicę © amiga


Panorama na Dużą Czantorię © amiga


W trakcie wycieczki kilkanaście krótkich i nieco dłuższych przerw związanych głównie z foceniem, ale i chwilami odpoczynku, podziwianiem widoków i otaczającej przyrody, przerwami na posiłki, zresztą widok "pól" jagodowych skutecznie opóźniał marsz ;P.

Można się najeść © amiga


Pod Wielką Czantorią postój w polskim schronisku z bardzo specyficznym klimatem, obsługa to 2 nap...ych górali, ledwo mówiących, uje...ych wszystkim co gotowane było w ciągu ostatniego tygodnia. Przypomina to bardziej mordownię ze schyłku komuny niż schronisko. Jedynie piwo robi wrażenie bezpiecznego, nieskażonego. Ciekawe czy szklanka była czysta, zapomniałem o to poprosić ;P

(a można było przejść 50m i zatrzymać się w pięknym schronisku po czeskiej stronie, jaki człowiek jest głupi ;)

i conieco wypić :) © amiga


Czas ruszać dalej, do szczytu niedaleko, nieco później kusi, aby zjechać kolejką, będzie łatwiej, ale do zejścia czerwonym szlakiem też ciągnie.

Wieża widokowa na Czantorii © amiga


Podróż w dół po stoku narciarskim (czerwony szlak) potrafi dostarczyć niezapomnianych wrażeń, chwilami jest niesamowicie strono, coś takiego kojarzy mi się tylko ze Stożkiem :), chyba był to najtrudniejszy fragment całej wycieczki, jeden niewłaściwy krok pewnie wystarczyłbym do tego, aby zejście potrwało 5 min a nie 60 ;P

Najwyższa pora zejść © amiga


Czerwonym szlakiem w dół © amiga


Na dole chwila odpoczynku w knajpce w pobliżu wyciągu, dziwnie pusto tu dzisiaj, gdy byłem w niej w zimie tętniła życiem, dzisiaj robi wrażenie opuszczonej.

Chwila odpoczynku © amiga

Po pracowo, po hałdowo

Poniedziałek, 25 czerwca 2012 · Komentarze(10)
Hasiok & Maciej Maleńczuk - Synu


Powrót z pracy ok 17:00, jednak po ostatnich 2 wycieczkach w Beskidy coś brakowało mi gór, chyba już do końca mi odbiło ;P
Droga mogła więc prowadzić tylko w jednym kierunku, na hałdę w Sośnicy. Pogoda idealna, ciepło, słonecznie, na niebie piękne chmurki. Wjeżdżam na sam szczyt hałdy i... spotykam równie szalonego bikera, równie chorego jak ja na cyklozę, rozmawiamy ponad 30min., przy okazji podziwiając rozciągającą się z tego miejsca panoramę okolicy, Jeżeli dobrze rozpoznaję poszczególne charakterystyczne budowle to widać stąd Mikołów, elektrownię Halemba, kopalnię Wirek, elektrownię Zabrze, Gliwicką wieżę Eiffla, Elektrownię Łaziska, prawdopodobnie kopalnię Szczygłowice, kominy kopalni Wujek w Katowicach, i wiele innych tego typu obiektów. Widoczność jest dobra ale nie idealna, promień widoczności to ok 30-35km, z rozmowy z spotkanym rowerzystą wynika, że przy dobrej widoczności można zauważyć elektrownię Jaworzno i ... pasmo Beskidów. Szkoda, że nie dzisiaj, coś mi się zdaje, że zacznie częściej odwiedzać szczyt tej hałdy.
Poniżej kilka fot i panoram z tego miejsca. Ze względu na to że photobikestats ma ograniczenie na rozdzielczość plików graficznych wrzucam linki do picasawebalbum gdzie znajdują się duże ich wersje, myślę, że warto pociągnąć te kilka mb.

Panorama 1

Panorama 2


Spotkany na hałdzie biker © amiga


Widok z hałdy w Sośnicy © amiga


Widok z hałdy w Sośnicy - inny kierunek © amiga


Elektrownia Zabrze © amiga



Kopalnia Makoszowy © amiga

Idealna pogoda do jazdy

Piątek, 22 czerwca 2012 · Komentarze(0)
Oddział Zamknięty - Obudź się


Dzisiaj z pobudką miałem problem, spałem jak zabity, obudziłem się sporo po czasie, czytaj 45 min. później niż zwykle. Mycie, sniadanie i wypad do pracy. Dzisiaj chłodniej, jedzie się lepiej, jedzie się lekko, jedzie się inaczej niż w czasie ostatnich skwarów. W zasadzie to idealny czas na wypad w góry, a ja znowu w pracy z nikłymi szansami na wyjazd w weekend, w sobotę na 100% nigdzie nie pojadę, ale może w niedzielę uda mi się urwać kilka godzin.


Koszenie trawy w Lasku Makoszowskim © amiga


walczący z trawami © amiga

Koniczynowe pole

Piątek, 22 czerwca 2012 · Komentarze(0)
Kuba Nycz - Kołysanka dla chłopaków


Wyjazd z pracy ciut przed 17:00, nie chce mi się dzisiaj długo siedzieć, nie mam ochoty. Za to ciągnie mnie do lasu, ciągnie mnie znowu do gór, najbliższa to hałda na Sośnicy więc, wybór mógł być tylko jeden. Jadę maksymalnie jak tylko się da terenem, jednak nie mogę zbytnio przegiąć z czasem, mam wieczorem coś jeszcze do zrobienia. Pomiędzy Rudą Śląską Halembą. a Zabrzem Kończyce zatrzymuję się na chwilę (nawet nieci dłuższą) - to okolice ul. Piaskowej. Rok temu posprzątali tu po małej hałdzie, dzisiaj cały teren jest obsadzony młodziutkimi drzewkami, ale to co zwraca moją uwagę to niesamowity zapach, zapach kwitnących koniczyn. Jestem na środku tego pola, dawno nie czułem czegoś tak przyjemnego, najchętniej położył bym się tutaj i obejrzał zachód słońca. Musi to być pięknie, w zasadzie teraz też jest pięknie.

Kwitnąca koniczyna © amiga



Pole koniczyn © amiga