Wtorek...

Wtorek, 11 września 2012 · Komentarze(3)
Rege dla Młodego talenta - bukartyk i sekcja


Poranek ciepły, budzę się dość późno, chyba zaczyna ze mnie schodzić zmęczenie, już jest zdecydowanie lepiej, jedynie coś dalej na…a mi żołądek, mam nadzieję, że w końcu problem ustąpi. Dzisiejszy dojazd do pracy raczej standardowy, szosami, w kilku miejscach zaciska, ale… nie ma takiego szaleństwa jak wczoraj wieczorem…, da się jechać, da się żyć… Bezstresowo docieram do firmy, jedynie fot nie robiłem, gdyż albowiem opuściłem dom rodzinny z pewną opieszałością. W wolnym tłumaczeniu, nie mogłem się zebrać na czas, nie chciało mi się…, więc później trzeba było trochę przycisnąć na pedały…
Wczoraj krótki przegląd rowera i… czuję delikatne luzy na tylnik kole (znowu), w ciągu 2 miesięcy były w nim wymieniane konusy i 2 razy kulki…, wniosek prosty, piasta nadaje się do wymiany, zresztą serwisant coś ostatnio wspominał o jakiś mikropęknięciach (ciekawe co miał na myśli)… . W każdym bądź razie, nowe koło już czeka, na czwartek umówiłem się w serwisie na przełożenie gratów, powinienem mieć przynajmniej rok świętego spokoju. Aktualne koło przejechało ze mną 15000km, może to nie rekordowy wynik, ale jak weźmie się pod uwagę budowę tej piasty (zero jakichkolwiek uszczelnień) to jest to całkiem niezły wynik… .

Popracowo, z bólem...

Poniedziałek, 10 września 2012 · Komentarze(5)
Tomasz Budzyński - halo, halo


Wychodzę z firmy ok 16:30, na zewnątrz jest gorąco, coś ok 28 stopni, ale... wbrew pozorom nie jest źle, coś mnie jednak od rana męczy, boli mnie żołądek, pewnie z czymś przegiąłem. Jadę szosami (ostatnio to standard), nie mam ochoty na wałęsanie się po lesie, chcę jak najszybciej dotrzeć do domu, a.... szosy mi to gwarantują.
Trochę zdziwił mnie spory ruch na drogach, szczególnie było to odczuwalne w Zabrzu, w innych miastach jakoś nie powalało to na kolana.... . Na szczęscie bez problemów dotarłem do domu, szybka kąpiel i.... chyba trzeba by obejrzeć jakiś film, nie mam melodii na coś ambitnego, wybór pada na American Pie Reunion. Lekka komedyjka i kolejna z już niezliczonej rodziny American Pie. Nie zanudza, ale też nie zabija, po prostu da się to obejrzeć..., szkoda tylko, że po raz kolejny dobijana jest legenda lej serii, ale pieniądz robi swoje. Jeżeli tylko uda się sprzedać, to czemu tego nie wyprodukować..., takie prawo rynku.

Ognie sztuczne po koncercie © amiga


Dzisiaj nie mam melodii, na rozpisywanie się... starczy, idę poczytać :) Solaris czeka.

Poniedziałkowy poranek

Poniedziałek, 10 września 2012 · Komentarze(2)
Kazik Na Żywo - Nie ma litości


Po wczorajszym koncercie dzisiaj mam problem ze wstaniem, strasznie długo się zbieram, w efekcie wyjeżdżam grubo po 7:00. Początkowo nie chce mi się, chociaż pogoda prawie idealna, jest ciepło (ok 14 stopni, nie pada), jednak już po kilku km uwalniają się Endorfiny, jest dobrze, przyspieszam i lecę, jadę szosami, ruch stosunkowo niewielki, można poszaleć... Żadnych przygód, żadnych niedzielnych kierowców... Ech żeby tak zawsze było :)

Wsi spokojna, wsi wesoła © amiga

Chory jest ten kraj…

Niedziela, 9 września 2012 · Komentarze(2)
KULT - Arahja


Niedziela rano, czemuś wstaję trochę po 6:00, czuję jakbym była na statku, buja mnie jeszcze na boki, gdzieś w uszach brzmią „szanty”. Wczorajsze urodziny troszkę się przeciągnęły, ale powoli dochodzę do siebie. Plan na dzisiaj to chociaż trochę odgruzować chałupę.
Po 9:00 dzwoni kumpela – „Wiesz w Tarnowskich Górach gra dzisiaj Kazik… jedziesz ?”, głupio byłoby nie pojechać. Czas zaczyna mi się lekko redukować, wstępnie miałem plany rowerowe, teraz zaczęły się zmieniać. Z odgruzowywania zostało niewiele, udało się z grubsza zrobić porządek w akwarium, umyć rower (po chyba miesiącu), naoliwić napęd, przerzutki i zmienić łańcuch (drugi cykl 3łańcuchowej przygody z napędem). Wybija 13:00 masakra, dzisiaj jeszcze wypad do siostry na Raclette-a, na szczęście też mają poślizg i umawiamy się na 15:00. Zastanawiam się co tu zrobić, jest piękna pogoda, mam prawie 2 godziny czasu, rower czysty, więc… do lasu :).
Wyjeżdżam i tak z opóźnieniem, pozostało ok. 90min na jazdę, więc nie poszaleję, lecę na Lędziny, później lasami odbijam w kierunku Wesołej i przez Giszowiec wracam do domu. Prawie zdążyłem na czas, udało się nawet nieco zmęczyć…, Szybki prysznic i do siostry.
Wybija 18:00 pora zbierać się i wypad na Rynek w Tarnowskich Górach, pogoda rewelacyjna, dojeżdżamy gdzieś po 19:00, jeszcze wizyta w kawiarni (muszę uzupełnić zapasy kofeiny, jestem jeszcze zmaltretowany), jest czas na pogaduchy i lecimy na koncert. Ludzi co niemiara, pierwszy raz widzę tak zapchany rynek w tym mieście, zawsze gdy to docierałem, niezależnie od pory dnia hulał tylko wiatr. Dzisiaj jest inaczej, jest pełno, pełno ludzi, wiek ok. 5-105 lat, wszyscy przyjechali w jednym celu, posłuchać Kazika. W końcu jest wychodzi na scenę, koncert powala, grubo ponad 2 godziny fantastycznej zabawy, bisy trwają kilkadziesiąt minut w końcu przed 11:00 wszystko kończy się pokazem sztucznych ogni…

łaki łan... © amiga


Dychy w knajpce © amiga


Rewelacyjny koncert Kazika © amiga


Aż tak nisko upadłem ? © amiga


Z koncertu oprócz fantastycznej muzyki, specyficznego klimatu zapadło mi kilka słów wypowiedziane przez Kazika, odnoście karania za posiadanie marihuany, wywód w zasadzie dotyczył wsadzenia za kraty Rafała Kwaśniewskiego na7 lat za posiadanie niewielkiej ilości narkotyków. 7 lat za co? W tym względzie zgadzam się z nim w 100%, goni się bogu ducha winnych zwykłych ludzi, czasami młodzież która ukończyła ledwie 18 lat i wsadza się ich do paki, za to że mieli przy sobie joint-a. W statystykach policyjnych wygląda to rewelacyjnie, można się wykazać ilu to „groźnych” przestępców zostało złapanych i skazanych na wieloletnie wyroki. Problem w tym, że Ci ludzie już nigdy nie będą w stanie podjąć normalnej pracy, nigdy nie wrócą jako „normalni” do społeczeństwa… . Rozumiem, że trzeba gonić dealerów, że jest to nielegalne ale bez jaj, równie dobrze można by wsadzać ludzi za kupowanie alkoholu, papierosów, czy za inne uzależnienia… . Jakieś takie to chore, sami sobie fundujemy świat wg Orwell, gdzie jednostka nic nie znaczy, a za byle pierdołę idzie się siedzieć, tworzymy na własne życzenie państwo policyjne, na każdym kroku kamery, na każdym kroku fotoradary, niby jest to dla naszego bezpieczeństwa, ale czy aby na pewno ? Czy nie chodzi to o coś zupełne innego ?
Moje poglądy są proste, osobiście zalegalizowałbym wszystkie narkotyki, lepiej aby państw miało nad tym jakąś kontrolę, mogły by być sprzedawane nawet w aptekach. Ci co chcą ich używać i tak znajdą dostęp no nich. Powtarzamy błędy Stanów Zjednoczonych z okresu prohibicji, gdzie dzięki zakazowi sprzedaży alkoholu powstała mafia, to samo dzieje się i u nas z … narkotykami. Owszem jestem za jakąś kontrolą tego, za wydawaniem zezwoleń na ich sprzedaż, może nawet nie wszystkie bym dopuścił do użytku, ale i tak bezwzględny zakaz sprzedaży do 18 roku życia, później należy do naszego sumienia czy chcemy się niszczyć, czy nie. Inna sprawa, że czas odbywania kary jest niewspółmierny do winy. Może pora w końcu się zreflektować, może pora wymienić całą klasę polityczną, może, może, może…
Ktoś może mi zarzucić, że się nie znam, bo nigdy nie ciągnęło mnie do prochów, nigdy nie miałem potrzeby się zaciągnąć, wciągnąć kreskę, itd…. Lecz to był mój wybór, zawsze go miałem, i mam nadal. Wiem czym to grozi, jakie są tego skutki… Mam/miałem qmpli którzy eksperymentowali z tym już w szkole podstawowej (jeszcze za komuny). Miałem qmpla którego to zniszczyło, który skończył jako warzywo…, w tej chwili opiekuje się nim rodzina, czasami widzę jak się snuje cień człowieka po dzielnicy… Masakra. Ale… znam też ludzi uzależnionych od miękkich narkotyków, którzy dają sobie świetnie radę w życiu, zdają sobie sprawę z tego, że wyniszcza to ich organizm, leczy czy nie robią tego też papierosy, czy nie robi tego również alkohol? Przyznam się, że częściej widuję ludzi zniszczonych przez wódę niż przez prochy (i wcale nie z tego powodu, że prochy niby są trudniej dostępne, myślę, że jeżeli ktoś wie gdzie szukać, to znajdzie dostęp w ciągu godziny), więc gdzie jest sens w takich działaniach. Jeszcze chwila i trzeba będzie wybudować więzienia dla ludzi którzy zaciągnęli się jonitem, a my będziemy musieli ich utrzymywać, a później co? Część z nich pozostanie bez wykształcenia, bez szkoły, bez jakichkolwiek perspektyw na przyszłość.
Wiem, że pewnie oburzą się rodzice, bo niby musi być całkowity zakaz sprzedaży, do narkotyków, aby ich pociacha nie sięgnęła po nie. Ale czy zakazany owoc nie pociąga bardziej? Czy przez przypadek nie wpadamy w błędne koło? Czy za chwilę nie będzie jeszcze większego problem? Działania prewencyjne powinny być prowadzone w szkole poprzez uświadamianie tego jakie są zagrożenia, dodatkowo rodzice powinny chyba szczerze porozmawiać ze swoimi pociechami, na ten temat. Nie ma/nie widzę innego rozwiązania, to jest jedyne słuszne i jedyne możliwa droga… Amen

Rajd przygodowy

Sobota, 8 września 2012 · Komentarze(4)
Piotr Bukartyk Niestety trzeba mieć ambicję


Na kole przez Katowice

Sorry, za strasznie lakoniczny dzisiejszy wpis, ale czas mnie strasznie goni...

Jest sobota, wcześnie rano, a ja wstaję o 6:30, po co? Mógłbym jeszcze spać kilak godzin, zająć się jakimiś błahymi sprawami, może w końcu zająłbym się odgruzowaniem mieszkania? Nie…, czeka mnie dzisiaj Rowerowa gra miejska w Katowicach, zgłosiliśmy się w 3-kę Darek, Wiktor Und mła ;).
Rajd zaczyna się o 10:00, ale wyjeżdżam z domu nieco po ósmej, chcę się przejechać nieco okręzną trasą przez 3 stawy i Bulwary Rawy. Po drodze okazuje się, że Katowice obchodzą kolejną okrągłą rocznicę 175-lecia. Dziwne, jakoś wcześniej ochłodziliśmy już 250 rocznicę i 750 rocznicę, jakoś tak dziwnie, no ale nic. Wczoraj odbywały się tutaj koncerty, dzisiaj również coś ma być wieczorem, niestety nie będę miał czasu, wieczór mam już zajęty, pech…
Chyba będzie koncert wieczorem :) © amiga

Na miejscu jestem sporo przed czasem, organizatorzy dopiero się rozpakowują, dzwonię do Darka i wiem, że są już w drodze, z nudów wałęsam się po okolicy i trochę focę…
Oczekując na przyjaciół © amiga


Pomnik powstań śląskich... © amiga


Śląskie skrzydła © amiga

W końcu z lekkim poślizgiem rozpoczyna się odprawa, chwila zastanowienia i jedziemy, szukać pierwszego punktu, na miejscu okazuje się, że jest spora kolejka, i musimy czekać. Tragedii nie ma, w końcu zaliczamy punkt i lecimy dalej
Na odprawie... © amiga


Na pierwszym punkcie © amiga

Kolejny skakanie w workach, średnio mi to idzie, jakoś nie przepadam być skrępowany, na dokąłdkę, syrenki obsługujące punkt coś nap….y i nie dostajemy jednej z podpowiedzi, ale co tam…, ruszamy dalej, kolejny punkt to stara baba na szosie…. Hmm… ani ona stara ani na szosie, ale ok. punkt z zapamiętywaniem wierszyka zaliczamy i jedziemy dalej…
Na kolejnym punkcie © amiga

Kolejne punkty to stary dziad (chyba się obraził gdy nazwałem go mięsnym jeżem) z rybami, pod Wieżą spadochronową, laboratorium w którym trzeba wyłowić toksyczne rybki,
Laboratorium chemiczne... © amiga

Pod I Urzędem Skarbowym czeka na nas szalony architekt ze swoimi planami,
Architekt.... © amiga

Weżowiec w Katowicach © amiga

przy katedrze punkt z latająca rybą
Tour de fuck you... © amiga


Stylizacja retro... © amiga


I w końcu możemy zjechać do bazy mieszczącej się przy Rialcie. Trochę zaskoczeni organizatorzy, są lekko nieprzygotowani i w efekcie mamy czas na to aby się posilić, podziwiać rowery retro rozstawiona w pobliżu…
Piekne są rowery nasze... © amiga

I w końcu następuje długo wyczekiwana chwila, odczytanie listy zwycięzców.
Wrażenia z rajdy są pozytywne, pomimo tego, że nie obyło się bez drobnych potknięć organizatorów, ale w końcu to pierwszy taki rajd/maraton/zabawa. Fajnie było tu być, spotkać się z przyjaciółmi, znajomymi i nieznajomymi…
Ok. 13:00 rozstajemy się i Darek wraz z Wiktorem ruszają do Zabrza, ja okrężną drogą przez 3 stawy wracam do domu, staję na chwilę w pobliskim pubie, w końcu trzeba nabrać sił...
Już po maratonie, chwila odpoczynku... © amiga

i ruszam dalej, mam do odwiedzenia jeszcze kwieciarnię.



Ślad GPS


Pamięć absolutna.

Wczoraj ponarzekałem na upadek 10 muzy w USA, jednak od czasu do czasu zdarza się, że się mylę w różnych kwestiach i dotyczy to wczorajszego seansu. Spodziewałem się odgrzewanego kotleta, kolejnego nieudanego remake-ya, filmu w którym pierwsze skrzypce grają efekty specjalne, że fabuła została przysłonięta przez ładne obrazki i szybką akcję. Nic bardziej mylnego, historia pomimo, że znana to opowiedziana jest w zupełnie inny sposób, scenariusz to swoisty majstersztyk, gdybym miał zestawić oba filmy razem ten z 1990 i ten z 2012, nie jestem w stanie wskazać który z nich jest lepszy, każdy jest inny, ma inny klimat, inaczej się go ogląda. Naprawdę dawno nie widziałem tak doskonałego filmu SF, gdzie jest fabuła trzymająca się kupy. Zmierzenie się z legendą „Total Recall” z Arnoldem Schwarzeneggerem w roli głównej było naprawdę niesamowitym wyzwaniem i tym razem to się udało, a mam wrażenie, że może lekko przebiło pierwowzór…. Po prostu chylę czoła przed twórcami tak doskonałego filmu.

Kasa za nic....

Piątek, 7 września 2012 · Komentarze(4)
Dire Straits - Money For Nothing


Powrót do domu w takich sobie warunkach, ładuję się szosami, wieczorem jestem umówiony, co prawda nieco mi się plany zmieniły, ale…, zamiast reanimacji kompa idę do kina, zadzwonił dawno niewidziany Qmpel i głupio by było odmówić. Wybór padł na „Pamięć absolutną”, wolałbym pewnie coś innego może TEDa czy „Komisarz Blond i Oko Sprawiedliwości”, ale i tak wolę to niż Niezniszczalnych czy kolejnego Batmana.
Jestem ciekawy jak wyszedł remake jednego z najlepszych filmów SF w historii kina, nie spodziewam się cudów, jeżeli tylko da się do obejrzeć bez wychodzenia z sali to będzie ok. Zobaczymy.

Koncert z 2011 roku w Old Timer garage © amiga


Klasycznie pewnie w kinie uraczą mnie milionem reklam, za które będę musiał zapłacić w kasie (shit), może warto się spóźnić 20 min?

Teraz kino to już niestety przemysł, taki sam jak produkcja garnków, czy płynów do mycia naczyń, w zasadzie niczym szczególnym się to nie wyróżnia, 10 muza chyba lekko podupadła, z zewnątrz niby piękna, zwiewna, ale pod spodem kryje się czarny charakter, dla którego liczy się tylko kasa. Coraz rzadziej mam okazję obejrzeć film rodem z USA który jest naprawdę niezły, który da się obejrzeć więcej niż jeden raz. Gdzie są takie produkcje jak Pulp Fiction, Cztery pokoje, Rambo 1, Łowca Androidów, Matrix I (2 i 3 jest już niestrawna), Kill Bill, i kilka innych tytułów. Na tą chwilę zdarza się raz na rok na tyle dobra produkcja, że film ten oglądam z przyjemnością po kilka razy, wracam do nich jak do najlepszej książki. Tragiczne są amerykańskie remake-y filmów europejskich – np. „Zgon na pogrzebie”, czy „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” (w wersji amerykańskiej nazywa się toto „Kobieta z tatuażem”). Tragedia… W tym ostatnim przypadku zabiła mnie „ukryta” reklama, te chamskie najazdy na sprzęt Epsona z wyeksponowanym logiem. Straszne, a taka była fajna ta firma, kolejna i kolejna którą należy unikać, za ingerowanie w życie. Było tego więcej, ale jako że sam używam drukarek tej firmy to zapadło mi to w głowie. Wiem jedno, następną drukarką nie będzie Epson (Hp też nie). Może pora zacząć chodzić znowu do teatru, tam przynajmniej nie będzie reklam (chyba).

Bardziej mnie cieszy jutrzejszy rajd po Katowicach, liczę na niezłą zabawę, w końcu to moje miasto, może w końcu zacznie się coś tutaj dziać, może w końcu rowery zaczną być zauważane? Może uda się to wygrać :), byłoby pięknie. Taki wstęp do serii rajdów w których zamierzam wziąć udział w najbliższych kilku tygodniach, w końcu to ostatnia szansa przed zimą, do której już zaczynam się przygotowywać, nie może być takiej sytuacji, jak na początku tego roku gdzie kondycja poszła się j…ć i potrzebowałem dobrych 2 miesięcy aby odrobić ten stracony okres….

Syberia...

Piątek, 7 września 2012 · Komentarze(5)
Samotni ludzie - Jacek Bończyk


Poranek niesamowicie chłodny, termometr za oknem pokazuje 9 stopni, wychodzę na zewnątrz i… jest jeszcze gorzej wieje zimny, silny zachodni wiatr. Ciekawe co u Limita, pewnie spadł dzisiaj śnieg :).
Sama trasa bez udziwnień problemów, po prostu po szosach do Gliwic, ruch zdecydowanie mniejszy niż wczoraj, jedzie się całkiem przyjemnie, jednak nie jestem nadprzewodnikiem i średnio kręci mi się przy takiej temperaturze. Gdy się już rozgrzałem to trzeba było zsiąść z roweru i rozpocząć pracę :).

Na pastwisku, na pastwisku... tak pasiemy się tam wszystkie... © amiga


Wczoraj wieczorem wizyta u znajomego, kolejny przypadek padającego windowsa, z jakiegoś powodu zawsze jest natłok takich przypadków właśnie na początku września, później najczęściej jest cisza do listopada/grudnia… . W ciągu tygodnia miałem w sumie może 8-10 takich przypadków… nie narzekam :). Zawsze jest to jakiś powód aby wyrwać się z domu, aby pogadać ze znajomymi. Wszyscy już po wakacjach, wszyscy wypoczęci, z nową energią, z doładowanymi bateriami (po prawdzie też to różnie bywa). Wieczorem znowu będę miał zajęcie, kolejny komp czeka na reanimację, a jutro…, jutro rowerowy rajd przygodowy po Katowicach, będzie się działo, przynajmniej mam taką nadzieję, może uda się spotkać jakiś dawno niewidzianych znajomych?

są takie chwile..., skok na kasę...

Czwartek, 6 września 2012 · Komentarze(7)
Kamil Wasicki - Niech tak będzie.


Popracowy powrót do domu raczej standardowy (ostatnio), po szosach, pogoda dość przyjemna, jedynie wiatr daje sięchwilami we znaki.
Po wczorajszym „remoncie” tylniego koła rower zachowuje się rewelacyjnie, jeszcze tylko suport XTR zgrzyta, ale myślę, że po prostu go zajadę, zarżnę do końca i wymienię na zwróconego niedawno accenta, tyle…, że włożę do niego lepsze łożyska, może hybrydowe ? Kto to wie.

Nad kanałem.... © amiga



Nieco inny temat...

Są takie chwile, gdy nic się nie chce, gdy życie daje w kość, gdy odechciewa się wszystkiego, gdy wpadamy w pewien amok, gdy kolejne dni wyglądają, tak samo, praca-dom, praca-dom, łapiemy doła, strasznego doła. Przeżyłem to wielokrotnie, staram się nad tym w jakiś sposób panować, staram się mieć nad tym kontrolę, uciekam od szablonu, staram się wykorzystać do maksimum czas który mi zostaje w ciągu dnia, owszem odbija się to czasami na rodzinie, znajomych, dla której brakuje tych chwil gdy możemy siąść, pogadać, ale potrzebuję czasu także tylko dla siebie, czegoś co mi pomoże, co oderwie mnie od rzeczywistości. Tym czymś są kolejne moje hobby, zainteresowania, książki, filmy itd…. Na te dwa ostatnie niespecjalnie mam czas w tej chwili, pewnie odrobię to z nawiązką w zimie. Teraz mogę się bawić fotografią, jeździć na rowerze, cieszyć się dniem. Owszem czasami gdzieś się zatracam w tym wszystkim, ale warto, warto mieć co pomaga oderwać się od szarej rzeczywistości, od tego zgiełku dnia codziennego, warto poszukiwać. Dla wielu z nas jest to rower, zresztą dla mnie też, ale jest on tylko jedną z tych rzeczy które lubię, które umilają mi czas, dzięki którym mogę spędzać wolne chwile tak jak chcę, a nie tak jak chcą inni. Stąd przed wielu laty wzięło się moje miłość do komputerów, w zasadzie do wszystkiego co się z nimi wiąże, począwszy od przetwarzania danych , grafiki, dźwięków, programowania itd, itd…. Pech chciał że hobby stało się pracą, niby to dobrze bo nigdy w zasadzie nie pracowałem, po prostu robię to co lubię i lubię to co robię. Tyle, że nie można na okręta siedzieć przy tym samym, można zwariować. Więc zacząłem poszukiwać, swojego drugiego ja, kolejnego zainteresowania i … znalazłem, znalazłem ich kilka na szczęście. Gdyby nie to pewnie skończyłbym jak kilku dawnych znajomych, na odwyku albo cmentarzu… .
Dwa lata temu jeden z moich bliskich kumpli wpadł w ciężką depresję, okazało się że życie to nie jest bajka, ta jego wyśniona, wymarzona, skończyło się na półrocznej terapii lekami, minęło kolejne pół roku względnego spokoju i problem wrócił ze zdwojoną siłą, skończyło się na poszukiwaniu go przez policje i kolejnej terapii, kolejnym leczeniu, które trwa już ponad 7 miesięcy. Widzę, że jest lepiej, że odzyskuje chęć życia, jednak dalej nie potrafi wyrwać się z zamkniętego kręgu, dalej drepcze w miejscu, mimo kilku rozmów na osobności nie potrafi zrozumieć tego, że coś w tym wszystkim nie gra, na dokładkę, żona mu w tym nie pomaga, q..a. Wiem jedno, jeżeli nie znajdzie czegoś co pozwoli mu się oderwać od wszystkiego, pracy rodziny, to choroba wróci, wróci ze zdwojoną siłą, będzie gorzej.
Więc szukajcie swojego drugiego ja, szukajcie swojego hobby, idźcie do kina, teatru, opery, nawet do PUB-u czy restauracji, idźcie do ludzi, spotkajcie się ze znajomymi, przyjaciółmi, pogadajcie szczerze nawet z kimś obcym, nie związanym z problemem, tematem, to pomaga. Nie wpadajcie w pętlę praca-dom, która będzie zaciskać się coraz bardziej i bardziej, która w końcu was zniszczy i zabije.
Sorry za kolejny tak dziwny tekst na blogu, jednak czytając ostatnio trochę wpisów mam wrażenie, że dotyczy to całkiem sporej liczby osób, zresztą czasami również mnie, tyle…, że ja już nauczyłem się jak sobie z tym radzić i prędzej czy później wychodzę z tego „syfu”, najczęściej wzmocniony, silniejszy.

I z zupłnie innej beczki

Znajazłem dzisiaj takiego newsa...

„Prezes TVP wymyślił sobie, że rozsądną alternatywą dla abonamentu RTV byłaby opłata audiowizualna w wysokości 10 zł miesięcznie od każdego gospodarstwa domowego. Rewolucja? Nie. Raczej próba utrwalenia starego przekonania, że powinien istnieć podatek od mediów publicznych. TVP zebrałaby z tego podatku więcej, niż obecnie dostają wszystkie media publiczne z abonamentu RTV.”

Q…a, kolejny skok na kasę, za co za ten „syf” w TV, za misję, jaką misję, w reżimowej TV już od dawna nie ma co oglądać, ostatni raz dobry program widziałem tam kilkanaście lat temu, faktycznie coś w tym było, do południa leciały naprawdę wartościowe programy edukacyjne z których można było się czegoś dowiedzieć. Za to w tej chwili wszędzie tropi się komuchów i agentów, dostajemy jakieś pop…e seriale, które oglądają miliony baranów, które nic nie wnoszą, po prostu zabijają czas. Ta jedna perełka która od czasu do czasu pojawia się w TV nic nie wnosi nic nie zmienia. Jeżeli TV przywróci do życia swoją misję, zacznie realizować wartościowe produkcje, usunie wszystkie reklamy, to jestem skłonny za to płacić, a tam mam to głęboko w poważaniu. Amen

owczy pęd...

Czwartek, 6 września 2012 · Komentarze(2)
Jacek Bończyk - Ach kiedy znów ruszą dla mnie dni


Porannek na Wirku © amiga


Poranek ciężki, nie chce mi się wstać, lecz muszę, z domu wyjeżdżam późno 7:10. Pogoda nie rozpieszcza, delikatnie kropi deszcz, nie jest zbyt ciepło, ale jadę na krótko. Tak jak ostatnio pcham się szosami, jednak dzisiaj na drogach straszny młyn, samochód za samochodem, ludzie gdzieś pędzą, gnają, spieszą się…. Do czego? Po co? Zastanawiam się czemu kolejne dni tak różnią się, czemu w jeden dzień jest pusto na ulicach, a w drugi jest masakra, nawet rowerem jest się ciężko przebić gdzieś dalej. Mam wrażenie, że to pogoda wpływa na niektórych tak, że siadają za kółko, wydaje im się, że dojadą szybciej, że będzie lepiej, że to dobry pomysł, a g…o prawda.
Problem polega na tym, że ludzi podobnie myślących jest więcej, dzięki temu mamy to co mamy, korki, skutecznie spowalniające zmotoryzowanych. Efekt… wszyscy są zdenerwowani, wk…i, a od tego do błędów/wypadków już blisko. Dzisiaj kilka razy minęło mnie kilka baranów w wariancie na gazetę, nie lubię takich numerów, tylko wrodzone opanowanie i spokój uratowały mnie przed czymś gorszym…. Ech…, na szczęście w pracy będę miał chwilę spokoju, będę mógł normalnie popracować, coś stworzyć, coś zrobić :).

na dopalaczu? barany, barany...

Środa, 5 września 2012 · Komentarze(8)
Paweł Kukiz - Twoje Słowo


Wracam do domu, najwyższa pora, dzisiaj ciut później, ale niestety trzeba czasami przysiąść w pracy :). Wyjeżdżam tuż przed 17:00, na zewnątrz trochę nijak, nie ma słońca, nie ma deszczu, po prostu jest nijak.
Rower odebrany z serwisu, zobaczymy jak to będzie się sprawować…, znowu na jakiś czas będzie święty spokój, może…

Po powrocie spojrzałem na średnią i... zbaraniałem, w jednym dniu dwa razy pobiłem moj prywatny rekord czasu dojazdu do i z pracy. Dziwny ten dzień.

Domek z kwiatkiem.... © amiga


Wczoraj chwilę miałem okazję posłuchać TV, po dłuższym odpoczynku od tego medium i… widzę, że nic się nie zmieniło, dalej TV sączy jedynie słuszne wartości, dalej politycy najeżdżają jeden na drugiego, nic się nie zmieniło, strachy na lachy… obłęd… Cieszę, się, że uwolniłem się od tego nich, a niestety to potrafi uzależnić, zresztą nie tylko to… . Wolę świadomie wybierać to co mnie interesuje, informacje, które są dla mnie cenne, nie widzieć reklam wyciekających z każdego kąta, zresztą nie dotyczy to tylko TV, dotyczy to na chwilę obecną każdego aspektu naszego życia. Toż to tragedia, niby twierdzimy iż jesteśmy świadomi swoich wyborów, tego co kupujemy, a g… prawda.
Prawda jest taka, że jesteśmy sterowani, programowani z każdej strony, zakładamy, że droższe jest lepsze, że znana marka jest lepsza od tej nieznanej…

Ile razy widziałem przypadki gdy ludzie kupując aparat kupują ten droższy bo… jest droższy, nie mają znaczenia parametry, ile razy widziałem jak ludzie kupują notebooka za 5000 bo jest za 5000, pomimo że wystarczyłby im taki za 1200zł, potrzebują tylko podłączyć się do netu od czasu do czasu…, ale na pokładzie jest grafika potrafiąca uciągnąć każda nową grę, tylko po co, skoro ten notebook nigdy nie zobaczy bardziej skomplikowanej gry niż pasjans?
Ile razy widziałem ludzi kupujących lodówkę, pralkę, czy inne g… wybierając ten droższy model bo… jest droższy i będzie się można pochwalić przed znajomymi. Nie zapomnę gdy kilka lat temu pomagałem znajomym wybrać TV, w sumie udało się wyszarpać jakiegoś sensownego Samsunga, ale… gdy tylko przyszła rodzina to zaczęły się przechwałki, ile ma kolorów, co on potrafi, nalepka z informacyjna o HD wisiała na nim dobry rok, pomimo tego, że przysłaniała część ekranu… ja p…ę (do dzisiaj wykorzystują może 25% tego co potrafi ten TV).
Niestety często sam ulegam tej modzie, staram się mieć nad tym kontrolę i z założenia unikam pewnych marek, ale idąc nawet do zwykłego sklepu łapię się na tym, że gdy na półce leżą 2 identyczne produkty, to odruchowo sięgam po ten reklamowany, po ten który „znam”.
Wiele lat temu gdy kupowałem swoją pierwszą cyfrówkę, gdy nie miałem zielonego pojęcia o fotografii, kupiłem Nikona Coolpix 4100, czemu? Bo wydawało mi się to dobre, firma znana, robi aparaty, więc musi być dobry. Pewnie za podobną cenę lub niższą kupiłbym w tym czasie jakiegoś Fuji-filma, Olympusa, Konikę-Minoltę, ale to był Nikon…. Mogłem gorzej trafić, mógł to być Sony, jednak już wtedy unikałem produktów tej marki (sorry jeżeli kogoś uraziłem). Z pierwszą lustrzanką było już lepiej, miałem nieco pojęcia o aparatach, kupiłem Nikona D50 bo… był w tamtym okresie najtańszy :). Kolejne lustrzanki to też Nikony, bo… graty (obiektywy) kupione do pierwszej z nich pasują tylko do Nikona.
Z rowerem było już nieco inaczej, sam nie miałem wielkiego pojęcia o tym co to jest Deore, SLX, XT, Shimano, SRAM itd…, ale miałem znajomych od których udało mi się dowiedzieć tego i owego, dzięki qmplowi wybrałem rower, pierwotnie celowałem w Gianta (znałem tą markę i może jeszcze ze 3-4 inne), ale padło na KTM-a (o niej wiedziałe, tylko tyle, że robią motory) w tamtej chwili miał najlepszy stosunek ceny do zainstalowanych w nim szpeji ;).
Dopiero kilka miesięcy później zdałem sobie faktycznie sprawę jak działa ten przemysł, jak działa marketing firm rowerowych, ech… te też potrafią wyciągać kasę za byle g…o.
Trochę smęcę dzisiaj, ale wk…a mnie kolejny przypadek gdy ktoś zwraca się do mnie bo musi kupić notebooka za 5000. Wiem, że użyje go do przeglądania WWW i niczego więcej, ale musi być za 5k, niestety mentalność w ludziach zaczyna się zmieniać, zaczynamy być podobni do ludzi na zachodzie, zaczynamy być wygodni… . Niby ok., ale przestajemy przy tym myśleć, zaczynamy być sterowani…, znowu i znowu. Ciekawe ile osób zdaje sobie z tego sprawę?
Tragiczne jest wychowanie/edukacja dzieci, młodzieży, często jak przyjedzie taki człowiek do pracy, nie jest w ogóle przygotowany do tego co jest, nie potrafi samodzielnie myśleć, wszystko trzeba mu podać na tacy…, najgorzej jest jeżeli taki młodzian trafi na dzień dobry do państwówki, w zasadzie jest już stracony. Przechodząc do firmy prywatnej często nie potrafi się odnaleźć, on pracuje od 8:00 do 16:00, nie obchodzi go nic…, nie wychyla się, nie próbuje zgłębić czegoś więcej, on po prostu nie potrafi złamać pewnego myślenia, pewnych zasad. Mi zostało wpojone to, że wszystkie zasady można nagiąć, złamać, zmienić i nie wolno trzymać się sztywno szablonów. Wszystko jest dla ludzi, tylko nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę, zachowują się jak stado baranów pędzone na rzeź.
Ech… szkoda pisać/gadać… może jeszcze wrócę do tego tematu, na dzisiaj mam dość… .