...a imię jego sześćdziesiąt i sześć

Środa, 5 września 2012 · Komentarze(2)
Bo tutaj jest jak jest - Paweł Kukiz


W końcu trochę odespałem, poranek ciepły, jadę na krótko. Znowu wyjeżdżam późno, wybieram szosy, może uda się pocisnąć, zobaczymy jaki ruch na drogach.
Wyjazd w Katowicach paskudny, samochodów wszędzie pełno, sporo korków, ale w końcu mam rower, daję sobie radę. W Rudze Śląskiej już się przerzedza, w Zabrzu troszęczkę zaciska, ale też nie ma tragedii, za to w Gliwicach pusto..., nie poznaję tego miasta.
Udaje się dotrzeć do firmy w rekordowym czasie 66 minut :), jest nieźle. Przed BS Orientem to dobry sygnał, jest szansa na pudło, ... zgniłych pomidorów ;P (taki żart poranny).

Ostawiam jeszcze rower do serwisu, znowu problem z luzami na tylniej piaście, wymienione są już konusy i kulki, chyba pora pomyśleć o nowych kołach... w końcu koszt nie jest "aż" taki wielki, a starczą na dłużej, przynajmniej te które mam na oku. Na dokładkę coś znowu dzieje się z suportem, paskudnie. W ciągu 2 miesięcy padł Accent, teraz XTR się sypie, mam nadzieję, że to tylko kwestia luzów, że da się je zbyć. Inna sprawa, że Accenta wymienili mi na gwaranji, więc może... wróci na swoje miejsce (profilaktycznie wziąłem go ze sobą).

Aby zrobić zdjęcie ptaszka.... © amiga


... trzeba mieć dużego zooma ;) © amiga

były dwie siosty...

Wtorek, 4 września 2012 · Komentarze(0)
Stan Borys - Ballada o dwóch siostrach


Jest trochę przed 17:00, jestem wykończony, regularne niedosypianie odcisnęło na mnie swoje piętno. Marzę tylko o jednym, wygodnym łóżku, muszę spłacić dług, jest już stanowczo za duży.
Wsiadam na rower i jadę, zastanawiam się którędy, szosami (będę szybciej), czy może lasem (będę bezpieczniejszy). Ciężki dylemat do rozwiązania, tym bardziej, że nawet myśleć muszę dużymi literami.
Pogoda idealna na rower, nie pada, nie wieje, nie jest za gorąco, na uszach nowy Kukiz, mocne kawałki, przed startem zaliczam jeszcze jedną kawę, może nie usnę…, może dojadę.
Pierwotnie chcę jechać po lesie, wydaje mi się że dobrze mi to zrobi, jednak po kilku km rozkręcam się, już mi się nie chce spać, chcę jechać, pędzić..., czuć wiatr we włosach (w tych które jeszcze zostały).
W końcu jestem w domu, pora na szybkie zakupy, jedzenie i jedyne o czym marzę to spotkać się z młodszą siostrą śmierci, oddam się jej z niewysłowioną przyjemnością, w końcu….
Masakra, odbieram tel. od siostry, chyba nie będzie tak lekko, noc musi jeszcze na mnie poczekać…
Ech życie…, jutro znowu będę walczył z Morfeuszem…

... ułani ułani malowane dzieci... © amiga

Katowice->Gliwice po szosach

Wtorek, 4 września 2012 · Komentarze(6)
Marek Dyjak - Człak (Człek) zbuntowany


Wczorajszy wieczór w galopie, ale tak to już bywa, w końcu udało się poskładać drugi komputer i przenieść na niego dane, klasycznie zajęło to sporo czasu, ale przynajmniej towarzystwo było przednie :).
Dzisiaj znowu niedospany, ruszam w drogę, początkowo ciężko, jednak już po kilkunastu minutach zaczynam się rozkręcać, ze względu na to, iż wyjechałem późno, wybieram szybszy wariant dojazdu, po szosach. Średnio mam ochotę na drogi, tym bardziej, że zaczął się rok szkolny i ruch jest zdecydowanie większy, ale cóż począć. W Kochłowicach jakaś zadufana baba w samochodzie z Zabrzańską rejestracją mało mnie nie potrąciła wyprzedzając na zakręcie w odległości zaledwie kilku cm, q..wa gdzie jej tak się spieszy? Na cmentarz?
Na szczęście to był jedyny taki przypadek, reszta drogi upłynęła bezproblemowo.


Gustave Eiffel... dalej siedzi na szczycie i patrzy... © amiga


Piękne widoki ze szczutu wieży.... © amiga


...Patrząc z góry wokoło,... Świat wydaje się lepszy... © amiga

Popracowe pomykanie szosami....

Poniedziałek, 3 września 2012 · Komentarze(0)
Marek Dyjak - Po tamtej stronie


Popołudniowy powrót stosunkowo wcześnie, ale wyjeżdżam, muszę, jestem umówiony wieczorem, a czasu na dojazd zostało tak niewiele. Pomimo tego iż jest 1 września, że skończyły się wakacje jadę szosami, zależy mi na czasie…
Na uszach odpalony Marek Dyjak, świetna muzyka, fantastyczne kawałki, zastanawiam się jak to się stało, że gościa nie słyszałem wcześniej, gdzieś mi się co prawda telepie we łbie, iż gdzieś go widziałem, ale piosenki nie znam żadnej…, dziwnie…, naprawdę dziwne. Za to dzisiaj rozpocząłem przygodę z jego twórczością, pewnie w ciągu 2-3 dni poznam wszystko.
W pracy ciężko, to konsekwencje niedosypiania w weekend, pewnie dzisiaj tego nie odrobię, dobrze, że nie odpadłem gdzieś po drodze, z drugiej strony rower wymuszą zwiększoną uwagę, koncentrację. Trzeba zwracać uwagę na baranów jeżdżących po drogach, na dziwnie zachowujących się pieszych, na wszystko. Średnio mam ochotę znaleźć się pod kołami, czy dobić do jakiegoś sprytnego inaczej przechodnia, tym bardziej, że rowerem lecę często >30km/h a upadek, zderzenie przy takiej prędkości już boli :) (znam to z autopsji).
Przy okazji dzisiejszego porannego wyjazdu dopracowego, z rana rozmawiałem chwilę z gośćmi remontującymi ul.Kuźnicką w Panewnikach. Z rozmowy wynikło, że wykopaliska potrwają tam jeszcze 2 miesiące, więc o przejeździe można zapomnieć, dzisiaj miałem okazję targać na plecach rower, przemykając pomiędzy koparką, spychaczem, a ciężarówką…, masakra… . Trzeba poszukać jakiejś sensownej alternatywy, takiej, aby niepotrzebnie nie nadkładać z rana zbyt wielu kilometrów.

Na okręcie... © amiga

... można się nieźle bawić .... © amiga

... ważne aby nabrać wiatru w żagle. © amiga

absolutna cisza....

Poniedziałek, 3 września 2012 · Komentarze(6)
Grzegorz Turnau- Między ciszą a ciszą


Poniedziałek, pobudka ok 6:00, znowu wstaję zmęczony, za to na swój sposób wyluzowany po sobocie i niedzieli. Ruszam spod domu trochę po 7:00, zastanawiam się którędy jechać, pierwsza myśl, może po szosach, ale szybko przypominam sobie, że dzisiaj jest 1 września, w takie dni trzeba mi do lasu...
Nie zakładam słuchawek, w weekend miałem okazję posłuchać Marka Dyjaka, i WOW... po prostu genialne, taki męski odpowiednik Renaty Przemyk, trafiła do mnie jego twórczość, to jest to co lubię, świetnie się tego słucha, dzisiaj trzeba uzupełnić repertuar na komórce.Nie miałem ochoty na nic innego, więc nie odpaliłem niczego, za to jadąc leśnymi ścieżkami zaskoczyła mnie absolutna cisza, w komplecie z mgłą robi to niesamowite wrażenie, zatrzymuję się 2 razy po drodze tyko po to aby posłuchać czegoś tak niesamowitego, nawet ptaki umilkły.... . Drugi raz zatrzymuję się w Lasku Makoszowskim, pomimo tego, że opodal trwa budowa średnicówki, tutaj jest niesamowicie cicho, jest pięknie..., nie mogę jednak zostać dłużej czeka na mnie praca :), w końcu mamy poniedziałek.

Piekne miejsca w lesie... © amiga


Leśnie ścieżki wąskie... © amiga

Helenkowe okolice....

Niedziela, 2 września 2012 · Komentarze(2)
Marek Dyjak - Już kąpiesz się nie dla mnie


Niedziela, budzę się, jest 7:20, masakra, spałem 3 godziny, całe 3 godziny…, pierwsze co dostrzegam to głowę Darkana podłodze przykrytą kołdrą, coś mi tu nie pasuje, to nie ten matrix, to nie ta rzeczywistość, zamykam na chwilę oczy, próbuję pozbierać myśli…
Ponownie przyglądam się „Darkowi”, uff, na szczęście to tylko duży pluszowy pies :), nie jest tak źle, stabilizatory jeszcze działają, leżę w łóżku i rozmyślam o wczorajszym dniu, o wczorajszych rozmowach, jest nieźle…


Dolomity... tutaj nie zjadę... jeszcze © amiga



Kamień na kamieniu © amiga


Darek otwórz ? © amiga


Proszę dzwonić © amiga


W końcu pora wstać, i zacząć się zbierać, pozostali domownicy, również się budzą, śniadanie, chwila na rozmowę i kombinujemy gdzie by tu wyskoczyć na rowerze, proponuję Anaberg, ale… obawiam się, że izobroniki skutecznie wyłączą mnie, z dłuższej jazdy, w końcu staje na tym ,że jedziemy do Bibeli, do zalanej kopalni żelaza… . Ruszamy późno jest grubo po 11:00…, trasa planowana jest na ok. 3:00, ale co z tego wyjdzie nikt nie wie…, proszę jedynie „przewodnika” o teren na początku „wycieczki” i to najlepiej niezbyt trudny. Pierwsza prośba zostaje spełniona, jednak z drugą jest mały problem, na dzień dobry, dostaję podjazd na Krajszynę, później kilka kolejnych kilka single-tracków, tak mija godzina, powoli dochodzę do siebie. Jednak Darek wiedział co czyni, mogę w pełni kontrolować to co robię, to jak i gdzie jadę, nie straszne mi już żadne górki, zjazdy, podjazdy, czuję się dobrze…

chwila odpoczynku -Nakło-Chechło © amiga


Bibiela - zatopiona kopalnia © amiga


Ruiny kopalni żelaza © amiga


Niewiele pozostało © amiga


Ruin ciąg dalszy © amiga


Jeden ze stawów.... © amiga


znowu pod górkę ;) - to lubię © amiga


W trasie jest czas na kontynuowanie rozpoczętych w nocy rozmów, a ciągle jest o czym gadać, jest co rozważać, jest czym się dzielić, kumulowanie w sobie problemów nie wychodzi nam najlepiej, a kolejne szczere rozmowy działają oczyszczająco, pobudzają, chce się żyć, znowu :)
Pewnie część problemów gdzieś tam wróci od poniedziałku, skończyły się wakacje, na drogach zwiększy się ruch, ludzie zaczną znowu latać za swoimi błahymi problemami jak oparzeni, liczę jednak na to, że do nich nie dołączę, że będę dalej w moim matrixie, zaprogramowanym przeze mnie, w świecie który znam, z ludźmi (przyjaciółmi) których znam, z którymi tak mile spędziłem weekend :)

Miasto z grabiami w herbie, Matrix - reset

Sobota, 1 września 2012 · Komentarze(5)
Marek Dyjak - Serce z rysa


Jest sobota wcześnie rano, budzę, się, ale nic mi się nie chce, nie chce mi się wstać, nie chce mi się jeść, nie chce mi się wsiadać an rower, nie chce mi się jechać….
… lecz robię to, budzę się, wstaję, jem śniadanie i wsiadam na rower ;)
Pogoda nie rozpieszcza, prognozy na ten dzień zmieniły się wielokrotnie, nie wiem co będzie, pakuję przeciwdeszczówkę , parę cywilnych ciuchów i jadę. Jadę na spotkanie z Igorkiem. Obiecałem, więc nie ma innej opcji, musze tam być, muszę mu kibicować, w zasadzie to nie muszę ale chcę, chcę tam być, chcę kibicować. Nic nie może mi w tym przeszkodzić. Ani pogoda, ani awaria, ani ….
Dla niepoznaki wybieram w większości szosy, pierwotnie nieco terenem na Starganiec, później już przez Mikołów, Orzesze, Rybnik docieram na miejsce, do miasta z grabiami w herbie, do Rydułtów ;)
Po drodze mija mnie samochodem rodzinka K., chwila pogaduch przez okno i gnają dalej, próbuję ich dogonić, jednak mój jednoślad nie rozwija aż takich prędkości. W zasadzie to ja jeszcze nie rozwijam takich prędkości, ale do czasu, cały czas pracuję nad kondycją, wiem, że mam sporo do pokonania, wiem, że nie mogę odpuścić, wiem….
Już na miejscu objazd trasy maratonu z Igorkiem i Darkiem,wpierw wariant dla dorosłych, później dla dzieci. Oba są wymagające, oba są ciężkie, a zeschnięte liście i trochę deszczu tworzą dość specyficzną mieszankę… Jest naprawdę ciężko, ale mój idol (Igor) świetnie sobie radzi, lepiej niż my stare wygi….

Igorek na linii startowej © amiga



No to lecim.... © amiga

Na trasie maratornu © amiga

Nie mogą schody, wyjść nigdy z mody... © amiga


W końcu start ruszają, idzie świetnie, jednak, wywrotka na trasie i paskudne zachowanie jednego z zawodników, skutecznie spowalniają Igorka. Na metę dociera piąty, jest 2 wśród polaków. Jest nieźle, konkurencja czeska była ciężka, ale za rok…
… za rok będzie lepiej, trzymam kciuki.
Na Helenkę docieramy autem, pogoda płata nam kolejne psikusy, raz kropi, raz pada, a raz jest wielce ok. :)
Na miejscu zastanawiamy się nad wypadem rowerowym, jednak aura skutecznie temperuje nasze zapędy, pozostaje nam zabawa z żubrem, a w zasadzie cały stadem żubrów.


Scenka rodzajowa © amiga

Co ja tutaj robię.... © amiga


Postanawiamy jednak zająć się resetowaniem Matrixa, potrzebujemy tego chyba wszyscy, przed oczami migają nam kolejne zastępu kasztelanów, próbujących dogonić żubry.
Na szczęście w między czasie jest sporo czasu na szczere do bólu rozmowy, potrzebuję tego, potrzebujemy tego wszyscy, może to ten rok, te lato, na nas tak wpłynęło? Na szczęście, rozmowa całkiem nieźle się klei, jest niesamowicie, kolejne kawałki muzyki sączącej się z laptopa umilają nam konwersacje…., ech żeby tam zawsze było, żeby tak z wszystkimi można było szczerze porozmawiać, ale część ludzi, znajomych, przyjaciół gdzieś zniknęła, ulotniła się, udaje że wszystko jest ok… .
Ech, to se ne vrati…
Kończymy rozmowy ok. 4:00, pewnie można by kontynuować, jednak zarówno, żubry, jak i kasztelany dawno nas opuściły, a siedzenie samotnie w puszczy nam nie wychodzi. Koniec końców dopada nas morfeusz, pora się wylogować pora na odpoczynek….

Koniec miesiąca, koniec wakacji, coś się kończy...

Piątek, 31 sierpnia 2012 · Komentarze(7)
The Kills - Last Day of Magic


Koniec miejsiąca skłania do reflekcji, na dokładkę, powoli kończy się lato, nawet nie wiem kiedy to wszystko było mineło... . Czas coraz bardziej zap...a, nie patrzy się na nas, nie czeka na nas, po prostu płynie, płynie coraz szybciej, wypadają kolejne kartki z kalendarza, jeszcze chwila i będzie Zima... Shit.

Miesiąc nietypowy dla mnie, po pierwsze nie udało się dokręcić 2000 km w tym czasie, ale było to związane z fantastycznym urlopem, ze zdobyciem Śnieżki, z niesamowitym galopem po Francji, Paryżu, Normandii (do dzisiaj się nie orząsnąłem po tym).

Zawaliłem tylko jedną sprawę, brakło niestety na nią czasu, tzn Katowicka Masę Krytyczną, może uda się coś z tym zrobić teraz, gdy będę na miejscu. Kolejne 3 weekendy są jednak dość mocno obciążone i co z tego wyjdzie nie wiem.

Dzisiaj również przypada kolejna rocznica śmierci księżnej Diany, kolejny powód do zastanowienia się nad ulotnością życia, tym jak szybko mija, co po sobie zostawimy, jak nas zapamiętają....

Ech, chyba pora się napić, idę do szwagra.

Pomnik w miejscu w którym zginęła księżna Diana © amiga

Przed weekendem

Piątek, 31 sierpnia 2012 · Komentarze(3)
Manchester - Autrostrady kłamstw


Wczoraj zgodnie z wczesniejszymi planami walka z poskładaniem kompa, niby wszytsko poszło ok, ale... przeniesienie danych ze starego komputera z uszkodzonego dysku zajęło mi sporo czasu. W efekcie idę spać grubo po 1:00.
Budzik jednak jest nieubłagany, dzwoni o 5:45, tylko po co... 4 godziny snu to nie moja bajka, uciszam go i kładę się na 5 min :). Wstaję 45 min później, tragedii jeszcze nie ma, ale już w biegu zbieram się i wyjeżdżam. Na Kuźnickiej w Panewnikach mała niespodzianka, ulica mocno rozkopana, o przejeździe w zasadzie nie ma mowy, jedzynie, gdzieś bokami udaje się przenieść rower. Pewnie będą się bawić z tym do zimy, paskudnie, konieczna będzie modyfikacja standardowej drogi dopracowej. Już mam pewną konecpcję, ale sprawdzę to wieczorem, jak będę miał czas, niestety tego mi najbardziej brakuje.

Jutro za to szykuje się dłuższy wyjazd, tyle że patrząc na prognozy, może wyjść z tego całkiem niezły hardcore...

Misiek, ale ty się, chłopie, rzucaj... © amiga


Brawy jesieni... © amiga


Scenka rodzajowa z jednego z muzeów w Normandii © amiga

Szybko, coraz szybciej....

Czwartek, 30 sierpnia 2012 · Komentarze(2)
Dylemat - Gintrowski, Łapiński, Kaczmarski


..., a w zasadzie to stosunkowo wolno, chyba dopadł mnie kryzys dnia czwartego :)

Powrót w większości po szosach, na dokładkę z duuużym plecakiem, do zatargania mam trochę tajli komputerowych, prawie cały komp, masakra... Nie lubię jeździć w wersji B17... chociaż, zupełnie bez plecaka też jakoś tak nijak.... . Dzisiaj czeka mnie walka ze składaniem i instalacją systemu + dodatkowego oprogramowania. Nie spodziewam się jakiś problemów, alekto to wie... :)

Trafi czy nie trafi, oto jest pytanie ? © amiga


Jednak nie trafił, pechuś... © amiga


Chatynka w Normandii © amiga