Poranek po szosach....

Środa, 12 czerwca 2013 · Komentarze(0)
Hey - Zazdrość


Poranek, wczoraj miałem umyć rower, ale zupełnie mnie odcięło, już o 22:00 byłem w lepszym świecie... . Z rana oczywiście nie ma czasu na czyszczenie, na dopieszczenie maszyny. Ech...
Wsiadam na rower i ruszam, spora odmiana po ostatnich kilku dniach, nie pada, jest względnie ciepło jeżeli tak można powiedzieć o 14 stopniach. Jadę po szosach, dzisiaj spieszy mi się, chcę być nieco wcześniej w firmie.
W tych kilku miejscach gdzie wjeżdżam w teren widać sporo błota, kałuż, ogólnie mokro. Zresztą na szosach w wielu miejscach również pozostały rozlewiska. Na drogach spokojnie, jedynie Zabrze jak zwykle zakorkowane. Cóż, fragment po chodnikach, bokami i względnie szybko docieram do Gliwic, do pracy.

Boisko kolejarza w Piotrowicach © amiga


Na Rogoźnickiej bez zmian © amiga


Czy to jeszcze szosa, czy już teren ? © amiga

późny powrót...

Wtorek, 11 czerwca 2013 · Komentarze(2)
Obywatel G.C. - Tak tak... To ja


Powrót bardzo późno, zaczyna się delikatnie ściemniać, czuję też że delikatnie kropi. Ubieram na siebie zapasowe obranie, mokre buty ;P, przeciwdeszczówkę i ruszam, po szosach, po raz kolejny. Po dzisiejszych ulewach w wielu miejscach woda stoi, na szosach kałuże, rozlewiska. Nieprzyjemnie.
Droga taka sobie, delikatne zmęczenie daje znać o sobie, nie mam żadnej ochoty na szaleństwa, o prostu jadę z punktu A do punktu B. Na drogach już pusto, nie ma korków, nie ma wariatów na drogach, jedynie światła niepotrzebne zatrzymują mnie w kilku miejscach. Te drobne kawałki terenu prawie nieprzejezdne. Potrzeba kilku dni aby to wyschło.
Już w domu przyglądam się rowerowi. Chyba pora go nieco wymyć. Jazda w deszczu wyraźnie mu nie służy.

Beskid Mały - fotoskecher © amiga
[u][/u]

w deszczu...

Wtorek, 11 czerwca 2013 · Komentarze(4)
Ayreon - Waking Dreams


Wpis szybki, bo i czasu dzisiaj niewiele...
Poranek dżdżysty, resztą ostatni było wiele takich. Wyjeżdżam, leje jak diabli, w plecaku drugi komplet ciuchów, dzisiaj może się przydać, jakoś nie wierzę, że wszystko obeschnie, że będzie suche w chwili powrotu. Do mokrych butów już się przyzwyczaiłem, najgorzej jest z wciągnięciem na siebie mokrej bluzy, nienawidzę tej chwili...

Na drogach dzisiaj jakieś wyrojenie, masa samochodów, wszyscy gdzieś jadą, istne szaleństwo. Skutkuje to w wielu miejscach korkami i wariatami za kółkiem. Dawno nie było tak źle, oczy dookoła głowy. Kilka razy mijają mnie na gazetę, na Wirku wymuszenie pierwszeństwa przez kretyna spieszącego się na zielone, które już dawno dojrzało. Zabrze to dzisiaj jeden wielki korek, w Gliwicach lekko odpuściło, może dlatego że minęła 8:00 i widać delikatnie mniejszy ruch. Przy okazji mistrzem świata jest dzisiaj dla mnie kierowca 7-ki który wpierw mnie wyprzedził po to aby chwilę zajechać mi drogę i stanąć na przystanku... Ech..., taki to już dzisiaj dzień...

Kanał lodowy - Bikeorient - fotoskecher © amiga

Uciekając przed deszczem...

Poniedziałek, 10 czerwca 2013 · Komentarze(0)
Phaeleh - Should Be True


Z pracy wyjeżdżam stosunkowo późno, dzień lekko pokręcony, ale spodziewałem się tego, to początek ciężkiego tygodnia. Pogoda oczywiście daje się we znaki, new.meteo.pl i radar.bourky.cz wskazują, że dojazd będzie w deszczu, w ciężkiej burzy, przeczekuję pierwsze deszcze,... ubieram się i liczę na cud..., może mnie nie zleje, może jakoś się uda przemknąć pomiędzy deszczowymi chmurami. Jadę o mokrych ulicach, wcześniej dostałem sms-a z Katowic o padającym gradzie. Liczę jednak na to, że dzisiaj nie będę miał przyjemności nim oberwać. Powrót po szosach, czas ma znaczenie. Jadę ile sił w nogach, jednak skrzyżowania, światła i remonty dróg spowalniają mnie. Udaje się przejechać całość bez kropli deszczu. No może bez przesady, kilka kropli spadło, niemniej nie można tego nazwać deszczem :)

To był sprzęt.... targi turystyki w Zabrzu © amiga

Do pracy...

Poniedziałek, 10 czerwca 2013 · Komentarze(0)
MYRATH - MERCILESS TIMES


Poniedziałkowy poranek, jeszcze wszystko swędzi po pogryzieniach komarów i innego dziadostwa latającego dookoła nas w lasach na BikeOriecie. Spoglądam za okno, wygląda nieźle, jednak prognozy mówią co innego. Przez cały dzień gdzieś nad głowami krążą chmury, zapowiedź przelotnych deszczy, burz itp...
Wyjeżdżam późno, jest prawie 7:30, w teren nie wjeżdżam, pędzę o szosach, czas ma znaczenie, tym bardziej, że już o 10:00 czeka mnie dość ważne spotkanie w pracy. Nie mam też ochoty na przemoknięcie. Na szczęście pogoda jest łaskawa, i udaje mi się dojechać do pracy bez moknięcia, co nie oznacza, że ciuchy są suche :), Pozostała kąpiel i do pracy. Ciekawe co będzie wieczorem? Czy aura będzie równie łaskawa?

Makieta budowanego stadionu Górnika Zabrze © amiga

Powrót po BikeOriencie

Niedziela, 9 czerwca 2013 · Komentarze(4)
Kategoria do 34km, Solo
EL DUPA - Natalia w Bruklinie


Niedzielny poranek, a w zasadzie przedpołudnie, pora wracać do domu. Po wczorajszym BikeOriencie i miło spędzonym wieczorze przy piwie (chyba po raz pierwszy nie wchodziło), pora wrócić do Katowic. Żegnam się z familią Darka i ruszam. Czuję, że napęd dalej wariuje, szukam przełożenia na którym da się jechać ale... nie ma... zjeżdżam do Rokitnicy i staję na chwilę, przyglądam się przerzutce - wygląda na ok. Smarowanie i mycie przywróciło jej sprawność. Tylko czemu ten łańcuch lata pomiędzy 3 koronkami? Przyglądam się jeszcze chwilę i... widzę co jest przyczyną. Zgięte ogniwo łańcucha... Na miejscu mała operacja, wyjmuję uszkodzony fragment zastępując go spinką teraz będą 2 :)
Ruszam i.... napęd działa nieźle, może nie idealnie, bo pewnie to będzie wymagało dokładnego wyczyszczenia wszystkiego, niemniej da się zmieniać przełożenia, łańcuch nie wariuje, mogę w końcu jechać.

Coś chyba jest nie tak © amiga


Może dlatego łańcuch skakał? © amiga


Nie szarżuję, nie mam ochoty na to, czuję lekkie zmęczenie po wczorajszym rajdzie, za to mam ochotę na las.... Jadę przez całą długość Kończyc, wiadukt nad A4 i wjeżdżam w las :) Jest pięknie. Dopiero w Starej Kuźni trafiam na ślad po ostatnich burzach.

Rozlewisko przy wyjeździe w okolicy Starej Kuźni, w zasadzie nabrałem doświadczenia w brodzeniu w takich miejsach ;P © amiga


Wymijam to miejsce i gnam dalej. Zatrzymuję się na chwilę w parku Zadole, czuję, że musze uzupełnić elektrolity. Wczorajszy skwar dalej jest odczuwalny... . Do domu pozostały jeszcze tylko 2km. Niedaleko. Nie spinając się specjalnie przejeżdżam je spokojnym tempem. W domu wszystkie ciuchy lecą do prania. Trzeba usunąć z nich zapaszek zatęchłych bagien po których jeździliśmy na BikeOriencie.

BikeOrient – Dolina Warty i Momary

Sobota, 8 czerwca 2013 · Komentarze(12)
Uczestnicy
Metallica Ride The Lightning


Sobota „skoro świt” - ETISOFT BIKE TEAM – rusza do Sczepocic Rządowych ma kolejny rajd na Orientację. Na miejsce docieramy prawie 90minut przed czasem. Dzięki temu już na miejscu mamy chwilę ma przygotowanie rowerów do wyprawy w nieznane. Jest też okazja do przywitania się z wieloma znajomymi, spotykanymi na wcześniejszych rajdach, a także tych dawno nie widzianych, startujących w tym roku po raz pierwszy, czy wręcz całkowitych debiutantów.

Pora przygotować sprzęt © amiga


Krótka chwila przed startem © amiga


Zbliża się godzina startu, krótka odprawa techniczna o dostajemy mapy.
Odprawa techniczna © amiga


Siadamy na chwilę i planujemy trasę.... Wyznaczony plan to PK w kolejności: 8, 5, 2, 4, 18, 1, 20, 19, 11, 14, 16, 13,12, 15, 17, 9, 3, 7, 6, 10. Ew. korekt będziemy dokonywać już na trasie, gdy okaże się czy zaznaczone leśne ścieżki są przejezdne, czy też nie.

Mapa BikeOrient - Dolina Warty © amiga


W trakcie planowania zaczepia nas „Niezależna telewizja Lokalna”. W efekcie wyruszamy z lekkim opóźnieniem w stosunku do pozostałych uczestników, jednak lepiej poświęcić nieco więcej czasu na dobre rozplanowanie trasy niż później błąkać się bez celu po okolicy, miotając się pomiędzy PK.
Jesteśmy na trasie, kilkaset metrów dalej widzimy poskręcany rower i mocno poobijanego zawodnika, później dowiadujemy się, że było to zderzenie 2 rowerzystów, pędzących na PK8..., na szczęście skończyło się na siniakach, kilku zadrapaniach i przednim kole do wymiany.
Jako, że spora liczba zawodników obrała jako pierwszy do zaliczenia
PK8 – szczyt wydmy,
więc odnalezienie go nie sprawia nam żadnych problemów, kilkunasty zawodników kłębiących się przy lampionie wskazuje nam bezbłędnie miejsce gdzie mamy dotrzeć. Podbijamy karty, możemy zawrócić i skierować się na
PK 5 – brzeg oczka wodnego
z mapy wynika, że nie powinniśmy mieć problemów z nawigacją z odnalezieniem PK, jest położony w pobliżu nasypu kolejowego, jedziemy troszeczkę nie tak jak pierwotnie planowaliśmy, podjeżdżamy od północnego wschodu i... w zasadzie dobrze się stało, Ci co jechali wzdłuż torów, pod koniec mieli do pokonania rów wypełniony błotem, wodą, szlamem., my mamy jeszcze sucho w butach ;) Za to dojazd na PK był jedyny w swoim rodzaju, jazda wąską ścieżynką przez młodnik, dostarczyła wiele emocji ;P. Nie ma na co czekać, pora na kolejny
PK 2 – stare drzewo
tym razem mamy wytyczone 2 warianty dojazdu, moja obejmuje jazdę szlakiem Partyzanckim „Hubala” już od Radomska, Darek woli szosę 784 i wjazd na szlak gdzieś w połowie jego długości jedną z przecinek. Przecinki w szlak okazuje się szeroki, przejezdny, bez błota, piachu, kolein. W ekspresowym tempie odnajdujemy PK, podbijamy karty i ruszamy w kierunku
PK4 – brzeg torfowiska
Kocham takie miejsca, spodziewam się niezłej przeprawy przez bagniska, jednak jeszcze nie teraz, zgodnie z wytyczonym planem jedziemy utwardzonymi leśnymi drogami, po raz kolejny docieramy na miejsce bez jakichkolwiek problemów z nawigacją, po prostu wjeżdżamy na PK, odbijamy się i ruszamy dalej, szukać
PK18 – szczyt wzniesienia
W drodze mała niespodzianka, do pokonania piękny nowiutki rów, rowery w dłoń i skaczemy, teraz łąka, ścieżki specjalnie nie widać, ale to nie pierwszyzna, jakieś 50m dalej przednie koło wpada mi w do kolejnego rowy wypełnionego wodą, jakimś cudem ląduję na nogach, jedynie wielki siniak pod kolanem wskazuje, że coś było ;), przy okazji jakaś latająca mucha, czy komar próbuje mnie zabić wpadając do ust,czuję że trzyma się migdała, próbuję odkrztusić, chwilę trwa zanim dochodzę do siebie i pozbywam się niechcianej przekąski. Możemy jechać dalej. Do pokonania pozostał krótki podjazd na Łysą Górę. PK widać z daleka, pozostało przebić się przez pole i już :).

Jeszcze tylko przejśc przez pole © amiga


Zawracamy, najwyższa pora na
PK1 – wiata turystyczna
w której usytuowany jest punkt żywnościowy, dotarcie zajmuje nam max 7-8 min. Na miejscu zabieramy się za banany, pomarańcze, batony, uzupełniamy baki i możemy ruszać w dalszą drogę.

Można chwilę odetchnąć © amiga


Przed nami
PK20 – wyspa na stawie
brzmi ciekawie, z mapy wynika, że na miejsce prowadzi kilka przecinek, początkowo szosy, i w pobliżu sklepy w Brzezinikach „tubylcy” z daleka wołają, że pozostali pojechali tędy :), za ogrodzeniem w prawo :), skręcamy i chwilę później tuż za większym stawem odnajdujemy nasza wyspę.

PK na wyspie :) © amiga


Teraz czeka nas dłuższa trasa, do najdalej oddalonego punktu na mapie,

Staw w pobliżu PK © amiga


PK19 – brzeg stawu
po raz kolejny mamy opracowane 2 warianty podjazdu, mój to podjazd od północy z Kobieli Małych, Darek przekonuje mnie jednak do jazdy przez Katarzynów, droga nie wydaje się specjalnie skomplikowana, i tak też jest w rzeczywistości, dopiero ostatnie kilka km jazdy po żółtym szlaku końskim daje się we znaki, głębokie zalane wodą koleiny, szybko wytrącają nas z rytmu, zaliczam też pierwsze solidne wodowanie, powinienem już wiedzieć, że kałużom nie należy ufać, nie wiadomo co jest od spodem i jakie są głębokie, w efekcie przejeżdżam zanurzony do połowy kola, przynajmniej niż ni nie będzie robiło różnicy łażenie po bagnach, które dopiero przed nami.

Chwila na zastanowienie © amiga


Odnajdujemy PK podbijamy karty i postanawiamy nieco skorygować trasę, z mapy wynika, że da się przejechać ok 500m na południe do przecinki prowadzącej na PK11, szybko się okazuje, że nie była to najlepsza decyzja, ścieżka usiana jest gałęziami po wycince drzew, sporo kolein, błota, rowów. Docieramy do brzegu bagna i droga nam się kończy. Możemy przebijać się na azymut. Postanawiamy jednak wrócić do pierwotnego planu, wrócić po śladach, po drodze którą już znamy. Dookoła nas atakują chmary komarów, much i innego paskudztwa, setki małych upierdliwych insektów kąsają nas zajadle, to chyba jakaś straż PK który zaliczyliśmy, środki przeciw komarowe nie pomagają, pewnie dlatego że to Momary,

A co to takiego Momary? © amiga


na które środek widzieliśmy na stacji benzynowej dojeżdżając do Szczepocic. Ech... Pora ruszyć na podbój
PK11 – szczyt wydmy
Nazwa brzmi groźnie, w zasadzie brzmi jak podwójna groźba, nie dość, że będzie podjazd, to na dokładkę po piachu, nie cieszy mnie to, tym bardziej, że z mapy wynika iż przejedziemy przez bagno. Już na miejscu okazuje się, że nie taki PK straszny jak go opisują. Podjazd dość łagodny, ilość piachu też umiarkowana, jest nieźle.

Szczyt wydmy :) © amiga


Za to chmary Momarów coraz gęstsze, zauważamy, że aby im uciec musimy jechać powyżej 16km/h gdy jedziemy wolniej czarna chmura ciągnie się za nami. Już na miejscu uzupełniamy zapasy kalorii, elektrolitów, podbijamy karty i pora na
PK14 – koniec drogi
z mapy wynika, że ok 4km dość prostej utwardzonej drogi przez las, początkowo jest nieźle, jednak już po kilkuset metrach ścieżka robi się bagnista, trawiasta i pod górkę. A miało być tak pięknie. Znajdujemy przecinkę, w którą skręcamy i teraz musimy odnaleźć się w plątaninie ścieżek na mapie i w terenie, spotykamy też bikera błąkającego się po okolicy PK14 od godziny, nie napawa nas to optymizmem. Jednak niepotrzebnie, dość szybko odnajdujemy właściwą ścieżkę, prowadzącą do lampionu. Podjazd od północnego-wschodu był dość prosty, Ci którzy próbowali do niego dotrzeć od południowego zachodu brodzili w bagnie do pasa. Wyjeżdżamy z PK, plan obejmuje zdobycie
PK16 – pomost na stawie
odległość wydaje się niewielka, jednak w gdy docieramy do drogi w pobliży krzyża, jeden z bikerów wprowadza nas w błąd, i zamiast na PK16 jedziemy do „Małej Wsi”, co prawda udało się zaliczyć sklep, jednak niepotrzebnie zrobiliśmy 4km. Ech... Gdy odnajdujemy właściwą ścieżkę, samo odnalezienie PK nie nastręcza wielkich problemów, powoli jednak temperatura daje się nam we znaki, +36 stopni w słońcu to nie przelewki.

Pomost na stawie, malownicze miejsce © amiga


Popełniamy delikatny błąd nawigacyjny i zamiast kierować się na PK13, jedziemy na Wojnowice, w chwili gdy uświadamiamy sobie błąd, korygujemy naszą pierwotną trasę, zaliczymy
PK15 – lewy brzeg Kanału Lodowego
do którego mamy rzut beretem ;P początkowo jest nieźle, jednak późniejsza jazda wzdłuż wału przy kanale, w zasadzie jest chwilami niemożliwa, wąska, ścieżka, zalana wodą... jednak PK widoczny z daleka, przynajmniej wiemy, że nie robimy tego nadaramnie.

Kanał lodowy, tylko gdzie te lody? © amiga


PK nad kanałem :) © amiga


Podbijamy karty i zawracamy na
PK13 – skrzyżowanie dróg
Nawigacyjnie wydaje się banalny,jednak jedziemy na otwartym terenie,w słońcu, upał i duchota daje się we znaki, mocno we znaki.

Samotne drzewko w oddali © amiga


Postanawiamy chwilę odpocząć w cieniu, odetchnąć, napić się wody, isotoniców, mija kilkanaście minut, ruszamy dalej, jest ciężko, delikatnie pod górkę, jednak słonce usłuchało nas, zaszło za chmurę, robi się nieco przyjemniej, wkrótce też osiągamy skraj lasu gdzie jest o wiele chłodniej. Odnalezienie PK po raz kolejny okazuje się banalne, ruszamy więc dalej na
PK12 – szczyt wydmy
Dojeżdżając do tego PK już z daleka słyszymy walące po okolicy pioruny, ciekawie się zapowiada, tym bardziej, że w opisie tego PK jest „szczyt” docierając na miejsce udaje mi się zaklinować łańcuch, jednak nadciągająca burza nie pozwala mi się specjalnie rozwodzić nad awarią, wsiadam po chwili na rower i pędzimy dalej, tym bardziej że zaczyna padać. Gdy jesteśmy kilka metrów od lampiony chwila zwątpienia.... przecież to szczyt, odsłonięty na dokładkę, jest burza, leje....
Jednak nie poddajemy się, błyskawicznie podbijamy kart i jedziemy dalej, jednak coś jest nie tak z napędem, łańcuch skacze pomiędzy 3 różnymi zębatkami, nie jestem w stanie zapanować nad jazdą, w końcu przystaję na chwilę, smaruję łańcuch i ruszam dalej, nie pomogło to nic, ulewa coraz większa, kierujemy się do Gidle, może tam gdzieś przeczekamy nawałnice? Po chwili widzimy auta brodzące do polowy koła w rozlanych rzekach w miejscach dróg. Wjeżdżamy na chodniki, są nieco wyżej. Mieszkańcy trochę dziwnie się na nas patrzą :) - wariaci na rowerach w taką pogodę ;P
Pobliżu cenrtum proszę Darka o krótki postój, muszę sprawdzić co jest nie tak z napędem, sprawdzam tylną zmieniarkę, jest zapiaszczona, prawie nie porusza się, szybkie oliwienie, próba rozruszania, jest jakby nieco lepiej, jednak dalsza jazda nie będzie należała do przyjemności. Ech...
Zmieniamy przy okazji plany, czas zaczął mocno uciekać, odpuszczamy PK17, jest za daleko jedziemy na
PK9 – lewy brzeg Warty
jest w drodze do mety, odnajdujemy go dość szybko i ruszamy dalej.

Przejdziem Wisłę, przejdziem Wartę © amiga


Plan obejmuje zaliczenie jeszcze PK3, jednak to co się dzieje z moim łańcuchem absorbuje mnie do tego stopnia, że przejeżdżamy przecinkę, po raz kolejny walczę z tylną przerzutką, w końcu udaje mi się znaleźć jedno przełożenie, na którym jedzie się względnie dobrze, mogę wrócić do rzeczywistości.

Podniesiony stan rzeki © amiga


Spoglądamy na zegarki, mamy niecałą godzinę do zamknięcia mety. Decyzja prosta, lecimy do Szczepocic. Na dzisiaj to koniec, i tak wiele już nie zwojujemy. Podciągamy tempo, w efekcie jesteśmy 20 minut przed czasem.

Rumaki czekają cierpliwie © amiga


Mieliśmy w zasadzie nieco czasu na zaliczenie jeszcze jednego, może 2 punktów. Z drugiej strony, może lepiej, że nie kusiliśmy losu. Jeden PK więcej, jeden mniej niewiele by to zmieniło. A tak mamy satysfakcję z zaliczenia rajdu, którego organizacja stała na najwyższym poziomie.

Znalezione na mecie rajdu © amiga


I kolejny zabytek :) © amiga


Już na mecie mamy trochę czasu na rozmowy ze znajomymi i nieznajomymi, przeżywam szok, gdy okazuje się, że ludzie mnie rozpoznają, że czytają bloga….

Jakby trochę zapiaszczony © amiga


Bawiłem się nieźle, a zmęczenie, przejdzie, w końcu nie pojechałem na BikeOrient aby odpocząć, no może psychicznie, a przy okazji była okazja do do poznania kolejnego pięknego zakątka naszego kraju. :)

Medale, puchary © amiga


Zwycięzcy na trasie pucharowej © amiga
http://www.navime.pl/trasa/127039

Przed BikeOrientem

Piątek, 7 czerwca 2013 · Komentarze(8)
Of Kali Ma Calibre - Diablo Swing Orchestra


Wieczór, jestem już po pracy, dzisiaj powrót w wersji skróconej, jadę na Helenkę, z rana o świcie czeka nas wyjazd na BikeOrient, nie ma więc sensu jechać do Katowic po to aby z rana gdzieś się błąkać. Przy okazji mamy trochę czasu na prace nad stroną EBT i w końcu możemy porozmawiać na spokojnie, a nie w przelocie gdzieś na korytarzu w pracy :)


Baranek na targach turystyki w Zabrzu © amiga

Skradziono rower

Piątek, 7 czerwca 2013 · Komentarze(6)
BRACIA FIGO FAGOT - Hot Dog


Coco75 prosi o rozpowszechnienie tej informacji, może uda się namierzyć złodzieja i rower:

Skradziono rower Marki Merida Juliet Biało czarny jak na zdjęciu Jeśli ktoś by zauważył podobny rower w komisie lub na Allegro Proszę o kontakt i zawiadomienie Policji Proszę również o umieszczenie tej informacji na swoich blogach
Tragedia !! Złodzieje Znowu Atakują !! Brośmy się Pomagając sobie nawzajem !!

Merida Juliet Poszukiwana © coco75


Poranek, ciepły, :) jeżeli tak można powiedzieć o końcu wiosny i... 14 stopniach za oknem. Ocieplenie klimatu daje się mocno we znaki ;P W każdym bądź razie nie pada, jest względnie przyjemnie, w zasadzie na dłuższą wycieczkę jest idealnie. Mi pozostało zaspokoić się wyjazdem do pracy. Trudno, będę musiał z tym żyć ;P
Trasa klasyczna po szosach, z odrobiną terenu w Rudzie Śląskiej i placem budowy w Zabrzu. Początkowo spory ruch na drogach, szczególnei widoczne to było w Katowicach i Kochłowicach, dalej już jakoś bardziej spokojnie, chwilami prawie pusto :) Na chwilę zatrzymuję się na polu w okolicy Wirka - zaczęły kwitnąć maki na polu, piękny widok :)

Poranny maczek © amiga


Mak na polu w okolicach Wirka © amiga

po pracy

Czwartek, 6 czerwca 2013 · Komentarze(2)
BUNKIER-Szpital Psychiatryczny

Ruszam spod firmy, jest późno, ale jest nieźle, nie pada :). Rower po serwisie, tak jak się spodziewałem przeserwisowanie bębenka rozwiązało problemy ze zgrzytaniem, nareszcie upragniona cisza, no... może niezupełna, w trakcie drogi do łańcucha przylepiło się trochę piasku, ale do tego dźwięku ostatnio przywykłem ;), nie rusza mnie on. W chwili wyjazdu dziwnie mały ruch, na dokładkę panuje prawie absolutna cisza, nie słychać ptaków, nic... Okazało się, że była to cisza przed deszczem. Już za Zabrzem zaczęło padać i towarzyszyło mi toto aż do domu... Ech. Ciuchy znowu mokre, znowu pranie, suszenie, tylko po to aby jutro powtórzyć cykl...

Kościół pw. MB z Lourdes w Rudzie Śląskiej Kochłowicach © amiga