Mapnik DIY

Czwartek, 6 czerwca 2013 · Komentarze(5)
Rammstein - Mein Land

Dzisiaj wyjazd nieco później niż zakładałem, zbieranie się idzie mi nieskładnie, niby wszystko przygotowane, ale....
W końcu wyjeżdżam ok 7:20, siąpi deszcz, może nieduży, ale jest, na dokładkę gęsta mgła mocno zmniejsza widoczność. Lampki odpalone.

Dzisiejszy przejazd to testowanie konstrukcji dla mapnika. Pomysł i wykonanie by mła ;P Już jakiś czas temu zacząłem się rozglądać po rynku za czymś ciekawym, w zasadzie wszystkie konstrukcje są obarczone jakimiś wadami. To co chciałem musiało spełniać założenia (niby proste).

1) Mapnik powinien być ok 20 cm nad kierownica, wysunięty nieco do przodu, tak aby były widziane ustawienia zmieniarek, nie powinien zasłaniać mostka, on ma być wykorzystany przez licznik.

2) Nie powinien zabierać zbyt dużo miejsca na kierownicy, w końcu tam są jakieś lampki i inne duperele.

3) Nie chcę mieć przed twarzą kawałka metalu.

Długo rozmyślałem nad samą konstrukcją, rodziła się w bólach, największy problem to mocowanie do kierownicy, podglądając inne mapniki dostępne w sprzedaży, zauważyłem, że konstrukcje te mają 2 lub 3 punkty podparcia. Pierwotnie szedłem w tym kierunku, kombinując z płaskownikami, uchwytami dla latarek, kamer, itp. jednak gdzieś coś zawsze było nie tak. W efekcie rozwalając cały plan.
Ideałem było by dołożenie drugiej kierownicy... nieco wyżej na jakimś wysięgniku... Szukając rozwiązania i grzebiąc po starych klamotach natrafiłem na stary pęknięty mostek do kierownicy i.... to było to... Mam uchwyt na konstrukcję :) Pierwsza myśl, to drugi punkt podparcia..., drugi mostek... ale... bez sensu..... może jeden wystarczy? Teraz została wizyta w OBI, wiem czego potrzebuje, tylko czy wszystko dostanę?

Wyprawa na dział z hydrauliką w zupełności wystarczyła. Pozbierałem wszystkie elementy, które były mi potrzebne, rurki PCV, kleje, kolanka... itp... Cały koszt to ok 30zł. W domu chwila zastanowienia, i... zamocowałem drugi mostek na kierownicy. Reszta konstrukcji musi być dostosowana do jego ustawienia.

Trochę zabawy i stelaż jest przygotowany. Pozostało to posklejać. Gdy wszystko wyschło ponownie zamocowałem całość na kierownicy i... wow... wygląda nieźle, ciekawe jak będzie się z tym jechało? Pierwsza próba wypadła pomyślnie, konstrukcja jest stabilna, nie rozpada się..., tylko... ten biały kolor rurek... na to też jest rada. Dzień później wizyta w okolicznym sklepie, zakup farby „czary mat” i pozostało poczekać aż całość wyschnie.

Dzisiaj z rana pierwszy "dłuższy" przejazd i... jestem zadowolony. Wszystkie 3 punkty założeń wykonane, dodatkowo mam masę miejsca wolnego na kierownicy oraz zyskuję dodatkowo miejsce na drugim mostku oraz rurce łączącej ją z mapnikiem :) Lepiej nie mogło być.

Kilka fot:
Dzieło zostało ukończone © amiga


Widok całej konstrukcji od przodu © amiga


Od tyły, też ciekawie się prezentuje © amiga


Sama droga nie nastręczała problemów, dość szybki przejazd przez kilka miast, tyle, że dzisiaj nasłuchiwałem uważnie co to za dźwięki i skąd się wydobywają. Jestem prawie pewien, że to bębenek, ale... będąc w pracy odstawię rower do serwisu, niech oni się tym zajmom, ja na chwilę obecną cierpię na deficyt czasu, aby bawić się w rozbieranie go..

po pracy

Środa, 5 czerwca 2013 · Komentarze(0)
Within Temptation - Angel


Późno się zrobiło, pora wyruszyć w podróż powrotną do domu, dzisiaj dzień się dla mnie szybko nie skończy, czeka mnie jeszcze kilka spraw do załatwienia i.... rower do umycia. Pomimo jazdy głównie szosami już nazbierał masę piachu, na dokładkę słyszę, że coś dostało się do suportu, dźwięk mnie denerwuje, podobna sytuacja ma się z tylną piastą, coś jest nie tak, odgłosy są niepokojące, niemniej nie ma luzów, tak na "ucho" to bębenek.

Rozwiązuję problem paskudnych zgrzytów w najprostszy możliwy sposób - zakładam słuchawki na uszy ;P, działa, jak ręką odjął. Można jechać.

Dziwnie się z tym czuję, jak nic nie leci na mnie z nieba, czyżbym miał dojechać do domu na sucho? Chyba trochę pocisnę, to chociaż się spocę ;P

W sumie cały przejazd był dość przyjemny, jeszcze gdyby tylko rozrzedziły się chmury ukazując słońce, powoli zapominam jak ono wygląda, na szczęście są starsze fotki na których jest uwiecznione ;P, więc może Ne pomylę go z latarnią uliczną.

Kwieciście się zrobiło © amiga

ciągle pada...

Środa, 5 czerwca 2013 · Komentarze(1)
BULDOG - Ostry Erotyk

Jest 5:40, budzi mnie ulewa, chyba trzeba zamknąć okno, to co widzę trochę mnie przybija, czeka mnie jazda w deszczu. Przymykam na chwilę oko, jeszcze 5 min,… mija dobre pół godziny. W końcu pora się zbierać, deszcz jakby przycicha, łagodnieje. Spoglądam na new.meteo.pl, jest szansa że przestanie padać, jeszcze tylko rzut okiem na radary dopplerowskie i widzę, że zbliża się zaj....a ulewa od strony Sosnowca.
Cóż zrobić, chwilę wyjazdu odkładam tak długo jak tylko się da. W końcu ok 7:10 ruszam. Leje..., widoczność ograniczona, przez delikatne mgły i ciemnicę panującą dookoła, odpalone lampki, profilaktycznie, aby było mnie widać z daleka.
Ruch na drogach dzisiaj sporo większy w porównaniu do tego co było wczoraj, mimo wszystko jest płynny i żadnych turbulencji nie ma, dopiero w Zabrzu pojawiają się tu i ówdzie korki związane z remontami.
W Gliwicach na ul. Odrowążów jakiś idiota mija mnie "na gazetę" na mostku, przy jadących z naprzeciwka samochodach i dość mocnym przewężeniu w tym miejscu…. Q...a gdzie mu się tak spieszy...

A na poprawę humoru mleczyk sprzed ok 2 tygodni, gdy przez chwilę było ładnie.
Mleczyki w lasku makoszowskim - fotosketcher © amiga

takiej wiosny nam nie potrzeba...

Wtorek, 4 czerwca 2013 · Komentarze(3)
Bieszczadzkie Anioły - Stare Dobre Małżeństwo


Jest bardzo późnio, niestety ten tydzień będzie tak miał, a coś mam wrażenie, że i następny będzie wyglądał podobnie. Niemniej udaje mi się wyjśc z firmy. Czuję że drobny deszczyk dalej siąpi. Nie jestem fanem takiej pogody, z drugiej strony mogło lać cały dzień podobnie jak wczoraj. Nie pamiętam kiedy była tak pakudna wiosna, w zasadzie to jej brak, brak słońca, szarobure dni, prawie jak zima. a kysz, poszła... Pozostaje czekać na lato i mieć nadzieję, że w końcu zrobi się chociaż odrobinkę cieplej.


Ruszam sod firmy i pozostaje mi jazda szosami, nie mam najmniejszej ochoty na teren, na szwędanie się po hałdach, po rozmokłych gliniastyh ścieżkach. Na ulicach też sennie, ruch minimalny, zaczęły się wakacje czy co? W zasadzie akurat ten aspekt jazdy drogami pasuje mi jak najbardziej i więc nie będę na niego narzekał ;) Dzięki temu udaje się bezpiecznie przejechać całą trasę nie napotykając debili za kierownicą. Na Ligocie wjeżdżam na kawałek terenu, mały bo mały, ale... jest tutaj dziwnie sucho, zero kałuż, jestem w szoku.... Może nie jest tak źle w lesie? Może jednak warto tam wjechać? Zobaczymy jakiego psikusa spłata nam pogoda jutro ;P


2 fotki sprzed kilku dni

Wiadukt kolejowy pomiędzy Ochojcem a Ligotą © amiga


Kwitnące akacje, żeby tylko kolców nie gubiły © amiga

dżdżyście z rana

Wtorek, 4 czerwca 2013 · Komentarze(0)
Closterkeller-Halo Ziemia


Poranek mokry, ciężko mówić o jakiejś ulewie, niemniej drogi wszystkie mokre, a z nieba kropi delikatny deszczyk i unosi się mgła. Po wczorajszej podróży Kolejami Śląskimi odechciało mi się na dłużej korzystania z tego środka transportu. Efekt przejazdu do/z pracy to 4 godziny w plecy i kieszeń lżejsza o 16zł. Okazało się, że KŚ zrezygnowały z biletów strefowych i z założenia podniosły ceny o ok 25% przy okazji likwidując ok 50% połączeń na trasie Katowice-Gliwice. Myślę, że w dłuższej perspektywie spółka skończy podobnie jak przewozy regionalne. Na szczęście ustawa dopuszczająca upadłość spółek kolejowych chyba już przeszła, pora dobić coś czym nie potrafimy zarządzać i wpuścić zewnętrznych przewoźników, gdzie prezes nie będzie się tłumaczył chorobą psychiczną i nie będzie miał pasażerów głęboko w poważaniu.

Sama trasa przy lekkim opadzie i szosami, o wjeździe do lasu nie ma mowy, nie chce mi się czyścić roweru po każdym przejeździe. Nowa ścieżka rowerowa w Kochłowicach pokazała na co ją stać, tak jak podejrzewałem nie jest czyszczona/zamiatana, w efekcie na całej jej długości zbierają się śmieci, patyki, szkło, piasek itd, o wyminięciu kałuż też nie ma mowy, bo po lewej stronie z jezdni sterczą odblaski. Najechanie na nie może skończyć się katastrofą. W Zabrzu Kończycach w najlepsze trwa remont kilku ulic i torowisk. Długie korki, zmuszają mnie do jazdy po chodniku, przejazdu przez torowiska itp. Dopiero od Maciejowa jest nieźle. Docieram do pracy, ciuchy mokre od potu nie od deszczu :) Pozostała kąpiel i do pracy.

Pustynia błędowska - fotosketcher © amiga

Radzionków - Family Cup

Niedziela, 2 czerwca 2013 · Komentarze(6)
Uczestnicy
Sweet Child'O Mine by pARTyzant


Niedziela, poranek. Cóż można zrobić z takim dniem, tym bardziej, że świeci słońce i w końcu jest ciepło... Rano kontrolny sms i.... w te pędy zbieram się. Kierunek Radzionków przez Zabrze-Helenkę. Może uda mi się dotrzeć ma czas i z wszystkimi pojedziemy rowerami... na zawody Family Cup w Radzionkowie. Trasa do Zabrza przebiega standardowy mi drogami którymi poruszam się praktycznie na co dzień gdy jadę szosami do pracy.

Portret Kosa o poranku © amiga


Nie ma dzisiaj czasu na zatrzymywanie się, focenie, czy cokolwiek innego, jedynie czerwone światła przeszkadzają. W niezłym tempie docieram w okolice Biedronki na Helence. Telefon..., wszyscy już wyjechali, już są w drodze, nie pytam czy na rowerach, bo wydaje się to oczywiste ;P. Poczekają na mnie w Stolarzowicach. Tylko kilka km więc w te pędy ruszam dalej. Dojeżdżam niedaleko kościoła i... są... czekają na mnie, tylko czemu w samochodzie? Hmmm... Pakuję rower na bagażnik i pora nieco pogonić do Radzionkowa, jest już późno. Cel Księża Góra i ośrodek MOSiRu.

Obiektywnie profesjonaliści © amiga


Nawet się cieszę, że pojechałem samochodem, rowerem pewnie kluczyłbym po okolicy kombinując jak tu dojechać, droga jest magiczna. Rynek, jakiś wąski przesmyk pod wiaduktem kolejowym i..... podjazd... :) aż żal, że nie wjeżdżam na rowerze. W każdym bądź razie znalazłem kolejne miejsce gdzie chcę wrócić :) i zmierzyć się z tym :), może się uda jeszcze przed wypadem na śnieżkę? Kto wie....

Na trasie zawodów © amiga


W końcu jesteśmy na miejscu, chwila na przywitanie się ze znajomymi, i pora na mały przejazd po trasie Igorka, trasa nie wydaje się jakoś specjalnie trudna. Jest jeden nieprzyjemny podjazd, jednak sam trasa nie jest specjalnie trudna technicznie. Mierzył jużsię z o wiele trudniejszymi wyzwaniami więc, nie spodziewamy się kłopotów.

Wszyscy już skupieni © amiga


W blokach startowych © amiga


Tuż po starcie © amiga


Chwila oczekiwania i w końcu rusza na trasę, pierwsze okrążenie, jest pierwszy, rewelacja, jednak na kolejnym podjeździe nie jest już tak miło, jeden z zawodników go wyprzedza, próba dogonienia go nie przynosi skutków, brakło niewiele..., niemniej wielki brawa za zajęcie 2 miejsca :)



Pudło zaliczone © amiga


Mija trochę czasu na trasę rusza kosma100, a my z Igorkiem udajemy się na obchód trasy, w międzyczasie wybierając ciekawe miejsca do fotografowania zawodników na trasie.

Spoglądając z góry © amiga


Z górki na pazurki © amiga


Wkrótce dociera jako II w swojej kategorii, a ja dostaję sygnał, że za chwilę na trasę rusza Wiktor, znajdujemy ciekawe miejsce opodal mostka, i czekamy, czekamy.... mija 10 min, 15, 30... kolejny tel...jest małą obsuwa, W końcu rusza, a my poruszamy się wzdłuż trasy, podjazd na mostek to masakra.

Na podjeździe na mostek © amiga


Na pierwszym okrążeniu już leży kilku zawodników, paskudny podjazd i śliskie podłoże nie przujająw tym miejscu zawodnikom, teraz długi gliniasty podjazd, w końcu prosta dłuższy zjazd, agrafka i rynna toru saneczkowego.... I tutaj zaczyna się gehenna większości uczestników, bardzo trudny podjazd, może nie specjalnie stromy, jednak kamieniste podłoże z warstewką błota daje się wszystkim we znaki, Przyglądając się zawodnikom to może 2-3 osoby jakoś przejechały po tym czymś.. Końcówka to już upragniony zjazd, można w końcu chwilę odpocząć, nie długo, kółek jest w sumie 6... każde kolejne wysysa siły, męczy... W końcu upragniona meta, koniec wyścigu :)

Bo ja jestem proszę pana na zakręcie © amiga



Patrząc na zmagania zawodników cieszę się, że odpuściłem, że nie pojechałem na tej trasie.
Po zmaganiach pozostało oczekiwania na zakończenie imprezy, czas mija powoli, świecące słońce wysysa resztki sił. Chyba wszyscy odczuwamy zmęczenie, tym bardziej, że każdy start jest sporo opóźniony, zawody kończą się ok 17:00.

Igor, Bruce Lee, karate mistrz ;P © amiga


Ruszamy jeszcze na objazd trasy Wiktora, rynna toru saneczkowego pokonuje nas wszystkich, chyba najlepiej radzie sobie Darek . Jednak pora kończyć dzisiejszą przygodę.

Hops w kierunku mety © amiga


Żegnamy się ze znajomymi i ruszamy w drogę powrotną, początkowo podczepiam się do samochodu Darka, docieram na Helenkę, Mam jeszcze godzinę do wyjazdu, jest chwila na pogaduchy, tym bardziej, że przyjeżdżają dawno nie widziani Adam, Aga i Kuba :). W efekcie wyjeżdżam po 19:30, decyzja prosta, jak najszybciej po szosach, czas goni..., Na DDR w Rokitnicy spotykam Olka na kijkach, chwila na rozmowę, cieszy mnie, że czuje się lepiej, że wraca do formy, jest szansa iż uda mu się jeszcze w tym roku pojeździć. Najważniejsze to nie podawać się, Krótkie pożegnani i każdy leci w swoją stronę. Dojeżdżam do centrum Zabrze w pobliże płaskorzeźby ;P i... spotykam dawno niewidzianego Jacka :), mija kilka minut rozmowy, fajne jest się zobaczyć po tak długim czasie, jednak czas mnie goni, Jacka zresztą też, więc musimy się rozstać. Ruszam dalej, odpalam wszystkie lampki, słońce powoli chyli się ku horyzontowi, jeszcze 30-40 min z zapadnie zmrok. W domu jestem ok 21:20. Dziwny to był dzień, wiele spotkań, większość z zaskoczenia. A swoją drogą to ciężko jest przejechać przez Zabrze nie spotykając znajomych :)

Pomiędzy ulewami...

Czwartek, 30 maja 2013 · Komentarze(3)
Jedyna Maść Pieśń o Profesorze Marianie


Pora wrócić do domu, było milo, jednak plany piątkowo-sobotnie zmuszają mnie do powrotu do Katowic. Problemem jest pogoda, co chwilę leje. Niestety muszę...
Żegnam się i wychodzę na zewnątrz..., delikatnie kropi..., w końcu ruszam... Początkowo myślę o standardowej drodze przez centrum Zabrza, Kończyce i dalej przez Bielszowice, Wirek...
Jednak dość szybko koryguję trasę, jadę przez os. Młodego Górnika i Biskupice. Pogoda nie sprzyja, ale może znajdę coś ciekawego... przy czym warto będzie się zatrzymać...

Wiadukt kolejowy gdzieś w Rudzie Sląskiej © amiga


Na drogach pusto, no... prawie pusto, w końcu to święto... większość ludzi albo wyjechała, albo siedzie przed TV. W końcu pogoda barowa i nikt „normalny” nie wychodzi na dwór.

Przy okazji mam szansę powalczyć z podjazdami, jest tego sporo, okolica jest mocno pofałdowana, chwilami kilka km pod górkę... później podobny zjazd, i gdy już jest się na dole czeka kolejna górka :)... Jest co robić. Chyba będę tędy częściej jeździł :)

Dojeżdżam do Kochłowic i podziwiam nową ścieżkę rowerową, jest jeszcze niedokończona, instalują... no właśnie co? Po co te wysepki z odblaskami? Domyślam się, że miało to zwiększyć bezpieczeństwo rowerzystów i zapobiec najeżdżaniu samochodów na DDR jednak coś jest w tym mocno „fuj”. Jeżeli ktoś najedzie na to rowerem to finał może być nieciekawy. Druga sprawa to jak z tym czymś da sobie radę sprzęt do czyszczenia ulic? Coś mam dziwne podejrzenia, że będzie to kolejny problem. Może jest jeszcze czas na skorygowanie projektu?

Czy taka ścieżka jest aby na pewno bezpieczna? © amiga


A z pogodą całkiem nieźle się udało, już w Biskupicach przestało padać, na horyzoncie pojawiło się słońce, zrobilo się pięknie :)

wariant skrócony

Środa, 29 maja 2013 · Komentarze(0)
Zacier - Szewc ciemności


Miałem dzisiaj wyjść wcześniej z pracy, jednak nie wyszło, nie było szans. Wychodzę w miarę "normalnie" tzn przed 17:00. Ruszam, dzisiaj mi się spieszy, wieczorem spotkanie z dawno niewidzianymi przyjaciółmi :)
Początkowo jadę szosami, jednak kolejne czerwone światła i korki przypominają mi o piątku, o godzinie szczytu. Zamiast tego wybieram ścieżkę rowerową prowadzącą do Zabrza, przez ul. Leśną. Ostatnio gdy nią jechałem nawieziono żwiru więc przejazd nie powinien nastręczać jakiś większych problemów.
Na miejscu okazuje się jak bardzo się myliłem. Droga jest tyle, że pod wodą, a żwir...na poboczu, wygląda jakby tędy przejechał pług i zgarnął wszystko usypując 2 wały po przeciwnych stronach ścieżki uniemożliwiające ucieczkę wodze.... Na zawrócenie jest już za późno. Pozostało przejechać przez rozlewisko. To tylko kilkaset metrów...
Prędkość spadła nie ok 7-8km , szybciej nie ma co ryzykować. Na drugim końcu rower ma na sobie kilka kg błota. Ech... a chciałem aby dojechał czysty... Teraz już tylko Rokitnica i Helenka :) Jestem ciut przed czasem ;)

Makieta pochylni na Kanale Elbląskim © amiga

słońce świeci...

Środa, 29 maja 2013 · Komentarze(3)
AKURAT - NA HUŚTAWKI


Poranek potwierdził moje wczorajsze podejrzenia. Świeci słońce, prawie czyste niebo, tyle, że jest jeszcze chłodno, więc bez wygłupów wdziewam długą bluzę, spodnie jednak krótki przy temp >+5 nogi nie marzną :)

Trasa dzisiaj po szosach, bo po pierwsze rower przeszedł wczoraj proces mycia, ubranie i buty wylądowały w pralce. Na szczęście przez noc wszystko przeschło, rower naoliwiony. Po drugie wieczorami czeka mnie wyjazd na małe spotkanie i... nie wypada przyjechać w wariancie na wodnika szuwarka czy innego błotnego potwora.

Ruszam, widzę słońce to i humor lepszy i jechać się chce, nic nie przeszkadza, nic nie denerwuje :), na dokładkę mam wrażenie, że szosy opustoszały, ale to pewnie efekt świąt i przedłużonego weekendu. Dopiero w Zabrzu Kończycach wbijam się w za....y korek. Było prawie pewne, że się na niego natknę, w końcu rozkopane torowisko, zmiana organizacji ruchy musi się tak skończyć na ruchliwej drodze. Więc w tym miejscu bokiem po chodniku, po torowisku, po trawie, ale jestem przed samochodami :) Reszta drogi to już szczegół. Ech... szkoda, że rano nie było czasu na więcej...

Poranek w Zabrzu © amiga


Miłego dnia :)

po deszczu..., jak długo?

Wtorek, 28 maja 2013 · Komentarze(0)
Zacier - Konik



Jest po 16:00 zaczynam się zbierać, ech... wszystkie ciuchy jeszcze wilgotne lecz.... nie jest źle, mam drugie zapasowe wdzianko w plecaku, coś mi się wydawało, że rano może być hardcore :)

W końcu jestem na zewnątrz, nie pada :). Ruszam...

Początkowo po szosach, zresztą taki był plan, w końcu wszędzie pełno kałuż, błota, jednak chwila zastanowienia... przecież i tak będę musiał myć rower więc co za różnica czy pojadę szosami czy terenem? Omijam hałdę w Sośnicy, tam szanse na przejechanie po ulewie są niewielkie, za to... lasek Makoszowski czemu nie?
Dalej już poleciało, Makoszowy, stara hałda i dalej przez lasy do Halemby. Z lasu wyjeżdżam już w całości pokryty błotem, jest prawie tak samo fajnie jak na wyrypie :), tyle że góry jakieś niskie ;P
Przed wjazdem do lasów Panewnickich chwila na focenie i ruszam dalej, jest coraz ładniej, coraz bardziej się rozpogadza, może w końcu wróci "normalna" ciepła wiosna?

Po deszczu © amiga


Czyżby to zwiastun rozpogodzenia? © amiga


Utytłany Manfred © amiga