Wpisy archiwalne w kategorii

W jedną stronę

Dystans całkowity:87899.67 km (w terenie 13786.08 km; 15.68%)
Czas w ruchu:3963:11
Średnia prędkość:22.18 km/h
Maksymalna prędkość:170.00 km/h
Suma podjazdów:341916 m
Maks. tętno maksymalne:240 (130 %)
Maks. tętno średnie:171 (92 %)
Suma kalorii:3366060 kcal
Liczba aktywności:2567
Średnio na aktywność:34.24 km i 1h 32m
Więcej statystyk

Dopracowo

Poniedziałek, 14 maja 2012 · Komentarze(2)
Dzisiaj wyjazd z domu ponownie późno, było po 7:10 nim się wyzbierałem, wcześniej jednak musiałem zająć się rowerem, po ostatnim rajdzie na orientację rower miał na sobie tony piachu, brudu, resztek roślin i wszystkiego co można było spotkać na szlaku. Pewnie bym to zignorował, gdyby nie fakt, że hamulce i zmieniarki pod koniec trasy odmawiały posłuszeństwa.
W chwili wyjazdy na termometrze jest 8 stopni, niedużo, ale biorę tylko bluzę z długim rękawkiem, musi wystarczyć. Na zewnątrz okazuje się, że jest całkiem przyjemnie w słońcu, po rozruszaniu się na pierwszych kilku km dalej kręci się już nieźle, jest mi ciepło, nie przeszkadza mi nawet wiatr.
Chcąc jednak nadrobić poranne opóźnienie, przełączam się na blat i całą trasę pokonuję 3 najwyższych przełożeniach. Jadę jak za starych dobrych czasów, siłowo, ale chyba też z większą kadencją niż kiedyś (chyba udało mi się wyrobić nawyk przez ostatni kilka miesięcy jeżdżąc na niższych przełożeniach). Teraz trzeba popracować nad kondycją. Ta trasa musi być pokonana w tym roku w godzinę, zresztą 28 września 2011 roku już niewiele brakowało ;)

Fot chwilowo nie ma, bo jak pisałem wcześniej próbowałem nadrobić stracony czas

Obrazek zastępczy...

Poniedziałek, 14 maja 2012 · Komentarze(9)
Powrót do domu standardowy, pogoda nie rozpieszcza, może nie leje, ale nie jest zbyt przyjemnie. Wieje silny wiatr i jest chłodno. Na dokładkę na 8km coś zaczyna mi się dziać, muszę jak najszybciej dotrzeć do kibelka. Masakra, przede mną jeszcze ponad 22km - ok godziny jazdy, a rewolucja w żołądku coraz większa. Nie lubię takich numerów. Więc nie robiłem fot, siła wyższa. Dopiero w domu popełniłem zdjęcie zastępcze. ;)

Kubek prawdziwego Bikestatsowicza - (rowerowanorka.pl) © amiga


Warto zainwestować w kubek, jest piękny. rowerowanorka.pl

Chce mi się wyć...

Piątek, 11 maja 2012 · Komentarze(9)
Dizisiejszy dzień miał być inny, miła wycieczka do Dąbrowy Górniczej. Wyjazd zaplanowałem na 15:00, pomimo, że byłem umówiony dopiero na 19:00. Miał być objazd i focenie wszystkich Pogorii, może pustynia Błędowska.
Wyjechałem o czasie, jednak w Dąbrowie Górniczej zadzwoniłą do mnie Monika z informacją, że Tomek miał wypadek niedaleko mojego domu. Q..a ... gdybym wyjechał godzinę później, gdybym nie pojechał, gdybym pojechał później pociągiem byłbym mu w stanie pomóc, a tak wszystko ch..j. Zmieniłem trasę i jadę pędem w kierunku Łośnia, spotykamy się z Moniką, zamianiamy kilka zdań. Monika jedzie z odsieczą po Tomka, a ja,... ja mam chwilowo dość, zaglądam do pobliskiego sklepu, uzupełniam zapasy i jadę. Jadę nad zalew Łosień. Siedzę ponad godzinę, ochota do jazdy gdzieś prysnęła, chce mi się WYĆ.

Kolejny tel. i dowiaduję się, że Tomek ma "tylko" złamaną rękę.
I tak się dzisiaj upiję.

Q...a m.ć

Jak ochłonę to wrzucę foty z zalewu. pewnie jutro

Jest już jutro więc uzupełniam wpis o obiecane foty
Nad zalewem Łosień © amiga


Stary czlowiek i Łosień © amiga

standardowo dopracowo

Czwartek, 10 maja 2012 · Komentarze(4)
Kolejny "nudny" wyjazd do pracy. Jednak dzisiaj rano ciepło, w chwili wyjazdu 12 stopni. Próbuję walczyć z dziaduniem i chyba z dobrym skutkiem. Dawno już nie jechało mi się tak dobrze i tak szybo na tej trasie. Nie przeszkadzał mi już specjalnie brak SPD-ków, no może na podjazdach troszkę ich brakowało.
Dzisiaj bez fot. wyjechałem za późno 7:20 - masakra

Początek podróży Zygfryda do Warszawy

Czwartek, 10 maja 2012 · Komentarze(7)
Powrót bez większych szaleństw, trasa standardowa, temperatura wysoka, w granicach 30 stopni. Trochę mi się spieszy, Zygfryd dzisiaj ma rozpocząć podróż do Warszawy do sprzedawcy. Po powrocie sprawdziłem pakunek i dzwonię do qmpla. Bierze go ze sobą do pracy, a dalej już DPD do Warszawy, trochę to skomplikowane, ale ogranicza mi koszty wysyłki ;). Co najmniej przez najbliższe 2 tygodnie czeka mnie jazda na Dziaduniu, zacząłem dostrzegać kilka jego drobnych niedoskonałości, pewnie w między czasie je skoryguję (zmęczony amortyzator, manetki do regulacji, i trochę za krótka sztyca). Nie zmienia to faktu, że na napędzie 7 rzędowym i rowerze ważącym ok 15 kg jedzie się świetnie. Nie brakuje przełożeń, rower się toczy dość żwawo, jedynie podjazdy są nieco bardziej męczące, ale co z tego.

Dzisiejsza fota (sorry, że tak mało):
Śląskie klimary © amiga

Powrót z pracy

Środa, 9 maja 2012 · Komentarze(2)
Powrót z pracy na dziaduniu, jedzie mi się rewelacyjnie i dość szybko. Pogoda piękna, jest ciepło, w końcu, część ciuchów wylądowała w plecaku. Tylko jeden postój na hałdzie w Rudzie Śląskiej, chwila walki z kadrem i mam fotkę,
Piękne popołudnie © amiga

aby widzieć co robię położyłem się na trawie, przynajmniej tak mi się wydawało, po wstaniu okazało się, że leżałem na mrowisku ;) Oblazły mnie czarne mrówki, kolejne kilka min. zajęło mi usunięcie tych stworzonek z ciała, ubrania. ;)

Po powrocie do domu chwila odpoczynku i pora na przygotowanie Zygfryda do podróży do Warszawy, mycie, pakowanie. Zajęło mi to ok 2 godzin. Jutro kurier i zobaczymy jaką dostanę odpowiedź, a przez kilka dni, będę ujeżdżał dziadunia.

z niedo...ym napędem

Wtorek, 8 maja 2012 · Komentarze(3)
Od kilku dni czułem, że łańcuch mi przeskakuje na środkowych zębatkach. Jako, że przejechałem na nim już prawie 2500km (co jest moim łańuchowym rekordem), przyszła pora na jego wymianę. Rowerem wczoraj został umyty, cały napęd wyczyszczony, a łańcuch zmieniony. Zmieniarki działają bez problemu, ale pod obciążeniem na 4 środkowych koronkach łańcuch mocno przeskakuje. Zużycia zębatek specjalnie jeszcze nie widać, więc musze poczekać, aż łańcuch się ułoży. Mam nadzieję, że stanie się to do końca tygodnia. Na chwilę obecno jedyne nieskaczące zębatki to 11, 12, 21, 24 i 28. i na nich dzisiaj jechałem ;P

Nie ma że boli...

Wtorek, 8 maja 2012 · Komentarze(10)
Wyjazd z pracy raczej standardowy, jednak to co stało się później, mocno odbiegało od normy. Na 2 kilometrze coś zaczęło mi mocno zgrzytać, pierwsze podejrzenia padły na tylnie koło, obstawiam, że zmieliłem jakieś łożysko. Zatrzymuję się na chwilę i wszystko wygląda dobrze, jadę dalej, ale zgrzyty nasilają się. Zatrzymuję się na 6 km i ponownie przeglądam koła, napęd, wszystko jest ok. Mój wzrok wędruje jednak nieco wyżej, i wyżej, i q...a @#$%!!!

No i po ramie © amiga


Uszkodzona rama strona lewa © amiga


Uszkodzona rama strona prawa © amiga

poleciała rama. A wszystko to przez Kosmę i jej laleczkę VooDoo:
Może nie malowana ale lala, tzn. laleczka ;-)
Laleczka voo doo i... "szpileczka" ;-) © kosma100
.

Gdybym wiedział, że właścicielka czarnego Kota ma taką moc, w życiu nie zdecydowałbym się na próbę wyprzedzenia jej w rywalizacji. Pierwsze ostrzeżenie dostał Coco75 teraz Ja. Ciekawe kto następny. Monika może pokaż wszystkie laleczki VooDoo aby właściciele zdążyli się przygotować do wydatków ;P

A na poważnie to, rower jest jeszcze na gwarancji więc, jutro muszę skontaktować się ze sprzedawcą/dystrybutorem i ustalić warunki wysyłki/odbioru ramy/roweru.
Ciąg dalszy dzisiejszej podróży to zjazd na dworzec PKP w Zabrzu – był najbliżej, dojazd do Katowic i kolejne 6.5 km na uszkodzonym rowerze.
Za chwilę idę odkurzyć starego Author-a SX i przygotować go do wyjazdu dopracowego.

Tytuł wpisu pochodzi z poniższej piosenki:



Ostatnie ostrzeżenie zejdź z drogi którą kroczysz
Niech w inną stroną spojrzą twe niewidzące oczy
Bo gdyby to widziały co mam dla ciebie gnoju
To tak by spierdalały jak nie chcą pływać w słoju


Nie z chromosomu ani z nasienia
Lecz z wegetacji owocu wkurwienia
Co dojrzał wreszcie nim spadł na ziemię
Pierdolnął z furią mnie prosto w ciemię
Tak się narodził ponury mściciel
Eliminator i odkupiciel
Darth Apokalips ja jeździec piąty
Tym czterem przy mnie zamiatać kąty
Kierunek jazdy sam Bronson mi wskazał
Więc nic nie ujdzie bokiem ni płazem
Spokój odnajdę w dręczonych kanaliach
Na bachanaliach we krwi i fekaliach


Pełny ma bak czeka na znak
Na kierownicy spocone dłonie
Zdradę i gniew zamieni w krew
Przybywaj mścicielu w czarnym furgonie


Poborca zgniłek co ludzi nęka
Czeka go męka i pewna ręka
Z cęgami w żarze co szarpią boki
Żywych bóg czyni a ja czynię zwłoki
Pan strażnik miasta nie da se rady
Usunąć z jajec skręconej blokady
Jak mnie usunął za stówę z mandatem
Wypada zatem zapoznać go z katem
Terenia z urzędu będzie błagała
Tak jak ci wszyscy których olała
W intencji maluczkich których ma w dupie
Jej głowa zasterczy na telesłupie


Nie ma że boli ma boleć i chuj nie ma że boli (no nie ma nie ma)
Zbawca oprawca wyrusza na bój I się nie pierdoli (no to nie ściema)


Jak dorwę tego kutasa z tepsy
Będę dla niego gorszy od sepsy
Tak jak on dla mnie gdy reklamacji
Nie uznał choć miałem w niej sporo racji
Oleję błagania drania o życie
Z modemem sagemem skwierczącym w odbycie
Za nic nie dopuszczę do dalszej kariery
Tego co bierze za trasę a cztery
Trzynaście złotych a droga w remoncie
Oj będę kończył długo nim skończę
Kwitami opłaty klajstrować mu ryja
Bójcie się chamy � tak mściciel zabija


Ale ja nie mam furgonu czarnego
Kiedy mi dadzą kredyt na niego
Pedałek z banku pełen podłości
Mówi że na to nie mam zdolności
Czekaj ciuliku poznasz zdolnego
Na kredyt na debet i do wszystkiego
Nie będę przecież w tym sanepidzie
Do końca życia w smrodzie i wstydzie
Tępił tu karaluchy i szczury
Ambicje ma większe mściciel ponury
Gdy co dzień rano do żuka włażę
Zaciskam zęby i tak sobie marzę


Zaległe poranne zdjęcia:
O poranku w Rudzie Śląskiej © amiga


Poranek w Rudzie Śląskiej w podczerwieni © amiga

dopracowo

Poniedziałek, 7 maja 2012 · Komentarze(0)
Standardowy wyjazd dopracowy, klasycznie dość późno 7:10. W nocy lało, rankiem założyłem błotniki i w drogę. Gdzieniegdzie sporo wody, błota, lecz nie to było dzisiaj największym problemem. Po długim weekendzie ruch na ulicach zdecydowanie większy, sporo kandydatów do karnych k***ów (za jazdę, wyprzedzanie, parkowanie), trzeba było uważać.
Foty wieczorem ;)

Uciekając przed deszczem

Piątek, 4 maja 2012 · Komentarze(4)
Popołudnie jak można było się spodziewać, deszczowe. W chwili wyjazdu (ok 16:40) nieco się uspokoiło, kropił tylko drobny deszczyk, chociaż 30 min wcześniej jeszcze lało. Na szczęście ruch na drogach niewielki, chyba każdy kto mógł został w domu lub jest jeszcze na przedłużonym weekendzie. Pomimo "paskudnej" aury jechało się całkiem nieźle, od czasu do czasu jedynie z nieba coś kapało. Cała trasa bez postojów, przerw, fot, zależało mi na tym aby umknąć przed większą ulewą. Udało się :), jednak wszystkie ciuchy standardowo poszły do prania, a rower ma na jutro obiecane mycie. Znowu.