Wpisy archiwalne w kategorii

W jedną stronę

Dystans całkowity:87899.67 km (w terenie 13786.08 km; 15.68%)
Czas w ruchu:3963:11
Średnia prędkość:22.18 km/h
Maksymalna prędkość:170.00 km/h
Suma podjazdów:341916 m
Maks. tętno maksymalne:240 (130 %)
Maks. tętno średnie:171 (92 %)
Suma kalorii:3366060 kcal
Liczba aktywności:2567
Średnio na aktywność:34.24 km i 1h 32m
Więcej statystyk

szosam po górnym ślasku

Czwartek, 16 maja 2013 · Komentarze(3)
Marek Dyjak - Tomaszów


Jest ok 16:30, pora się ewakuować z pracy... dzisiaj jednak nie poszaleję tak jak lubię, jestem umówiony w Chorzowie, w zasadzie to na granicy Chorzowa i Bytomia.
Czekają mnie szosy w godzinach szczytu, na dokładkę ruchliwe jak wszyscy diabli, średnio mi się to uśmiecha, ale wyboru nie ma :)
Jadę z grubsza na azymut, tzn Bytom jest tam, więc jadę lekko na północny-wschód, dobierając drogi w między czasie.
Jazda strasznie rwana, co chwilę światła, skrzyżowania itd.... czyli wszystko to czego nienawidzę. Udaje się jednak dotrzeć na miejsce, porozmawiać, pozałatwiać drobiazgi i... pora ruszyć do domu. Tu już nie mam problemów, wiem gdzie jestem i którędy chce jechać. Pod koniec jednak zamiast szosami pakuję się w teren. Wiem, że na załęskiej hałdzie jest zajebista górka w terenie, ale czyż nie o to mi chodzi? Ciężkawy podjazd i genialny kilku kilometrowy zjazd w terenie ;) Reszta to Panewniki, Piotrowice i Ochojec.

Wieża w okolicach os. Witosa © amiga


Później patrząc na ślad GPS stwierdziłem, że azymut był idealnie dobrany, Prawie idealnie trafiłem na miejsce :), żadnego wałęsania się opłotkami.

Do pracy o poranku :)

Środa, 15 maja 2013 · Komentarze(7)
Ben Howard - Cloud Nine


Poranek :), wdziewam nowe butki (northwave zostają w domu, są idealne na przepierduchę typu dymno, góry, itp, ale potrzebowałem czegoś lżejszego na co dzień) i ruszam. Początkowo zastanawiam się czy nie obiję ryja bo założyłem bloki niby nie do tych pedałów SM-SH52. Są nieco szersze, ale o dziwo działają rewelacyjnie, mam wrażenie, że są ciaśniejsze i lepiej dopasowane. :)

Droga po terenie, więc raczej standardzik ostatnio, pięknie było, ciepło, może na starcie jest 10 stopni, ale jakoś mnie to nie przeszkadza :). W lesie za to sporo błota, w ciągu 2 dni Manfred znowu nabrał kilka kg charakteru :) dzisiaj czeka go mycie

Po pierwszej jeździe - buty z zębami © amiga


Butki.... - tym razem inny fason - mniej terenowe © amiga


Staw w okolicy Zabrza Kończyc © amiga

po pracy...

Środa, 15 maja 2013 · Komentarze(2)
Franek kimono - king bruce lee karate mistrz


Wyjazd popracowy, nie chce mi się, czuję zmęczenie, jednak wyjścia nie ma, ubieram się, wsiadam na rower i w drogę, czuję, że wieje silny wiatr z południowego wschodu, czemu dzisiaj, czemu teraz, nie mógłby powiać za kilka dni...
Początkowo po szosach, ale aby tradycji stało się zadość wjeżdżam do Lasku Makoszowskiego, powiewy już nie takie silne, ale dalej nie mam ochoty kręcić, co się dzieje?
Jadę najkrótszą trasą, przez las, przez Halembę, na chwilę zatrzymuję się przy piekarni, kupuję kolę, wypiję ją na hałdzie kilometr dalej.
Rozsiadam się, jest ciepło, jest miło, jestem tutaj dobre 40 min. W końcu wsiadam na rower i ruszam, ale jest jeszcze gorzej. Zupełny brak chęci, niemniej podjazdy nie sprawiają mi problemów, a od Halemby w zasadzie mam je cały czas. Docieram do domu, chwila odpoczynku, na dzisiaj starczy...

Break time © amiga


Rozjazdy © amiga


Na zjeździe z hałdy © amiga

troszeczkę dookoła

Wtorek, 14 maja 2013 · Komentarze(5)
Ewa Farna - Dmuchawce, Latawce, Wiatr


Jest ok 16:30. Wychodzę z firmy i ruszam, jest niesamowicie ciepło, przyjemnie, świeci słońce. Początkowo jadę po szosach, jednak już za granicą Gliwic, za wiaduktem wjeżdżam w lasek Makoszowski :), są kałuże, jest błoto..., czyli to co lubię :) i w ilościach które mi odpowiadają... ;P
Krótki kawałek szosy w okolicach kopalni i znowu teren. Tam na starej hałdzie... zmieniam pierwotny plan. Pojadę bardziej terenowo, po wałach wzdłuż Kłodnicy, zatrzymuję się na chwilę na łące.

Łąka w okolicach Rudy Śląskiej © amiga


Dmuchawce, latawce, wiatr © amiga


Jednak to była tylko chwila, trzeba ruszyć dalej, planuję wyjazd na Halembie, jednak kolejny raz nieco modyfikuję trasę, jadę przez Borową Wieś, przez ul Piaskową i szok, na całej długości jest już asfalt :)

Kolejny wjazd w teren i już jestem przy stawach w lesie

Odbicie w wodzie © amiga


Staw bez odwracania zdjęcia :) © amiga


Jeszcze kawałek szlakami i w okolicach ul.Ligockiej postanawiam skręcić na Starganiec, jednak już tam nie trafiam, postanawiam pojechać przez Mikołów i zahaczyć o Zarzecze, Podlesie, Kostuchnę.

Widok z górki na Zarzeczu © amiga


Na Podlesiu kolejna zmiana decyzji - Paprocany ;). Powoli słońce chyli się ku zachodowi, jednak dalej jest przyjemnie, chce się kręcić :) Dojeżdżam nad jezioro, chwila odpoczynku w barze, uzupełniam elektrolity coś jem...

Uzupełnienie elektrolitów © amiga


jestem jedzony...

A jednak się skusił © amiga


trochę focę

Nad jeziorem Paprocańskim © amiga


Trochę szerszy plan © amiga



i pora do domu, mam około godziny czasu do zachodu słońca. W Tychach czuję, że piwo to nie był dobry pomysł, niestety, wychładza mi się organizm, tracę siły, zatrzymuję się przy sklepie i szybkie zakupy, jakiś napój energetyczny, 2 batony... i teraz mogę jechać, "power is back". Tyłem docieram na Podlesie i przez ul.Tunelową już do Piotrowic, a stamtąd mam rzut beretem do domku. Fajnie było.

O poranku to nie był zając © amiga


poranek, kolejny dzień na rowerze...

Wtorek, 14 maja 2013 · Komentarze(8)
Alter Bridge - Open Your Eyes


Wtorek... po małej przerwie w końcu wracam na rower. Trochę żal straconego poniedziałku, ale przy okazji udało się załatwić kilka innych spraw gdzie rower był raczej kulą u nogi niż pomocą. Wieczorem udało mi się go doprowadzić do stanu używalności. Na tył dostał nową oponkę bardziej terenową - Maxxis Ranchero 26x2.0 :) Kenda SB8 po ok 12000km zakończyła swój żywot na Dymnie, gdzie wydawało mi się iż coś jest nie tak ze szprychmi gdy zahaczyłem o gałąź, a to poleciał oplot opony z boku... Zobaczymy jak sobie dadzą radę bardziej pancerne opony. Zbyt wcześnie na opinie.

Droga do pracy oczywiście w terenie, jakby mogło być inaczej, nie wziąłem oczywiście pod uwagę tego, że wczoraj lało i... do firmy dojeżdżam w wariancie na błotnego stwora. Błotniki na szczęście uchroniły nieco moją facjatę przed ziemią, niemniej błoto podobno wpływa pozytywnie na cerę, więc nie powinienem narzekać.

Chwila odpoczynku w Lasku Makoszowskim na ławeczce. Po chwili słyszę znajome bzzzz... to komar, pojedyncza sztuka, podleciał..., popatrzał z politowaniem i chyba stwierdził, że resztek po uczcie (na Dymnie) nie będzie spożywał. Odleciał :(

I znowu poranek w lasku makoszowskim © amiga


Harce psów na łące © amiga

miały być szosy..., rower miał zostać czysty..., ale ta pogoda.., ten las...

Piątek, 10 maja 2013 · Komentarze(4)
Ben Howard - Soldiers


Piątek :-D. Ostatni dzień w pracy, na dokładkę prawdopodobnie będzie krótszy niż mógłby być... Do wyjazdu już wszystko przygotowane, weekend będzie znowu hardcorowy, gorzej, że wróżby mówią o załamaniu pogody w weekend, chyba zaczynam do tego przywykać... Wczoraj mycie rowera zajęło mi godzinę późnym wieczorem, dzisiejszy plan obejmował więc jazdę po szosach by nie ubrudzić go specjalnie.
Plan się sprawdzał, ale... tylko do Panewnik, tam rower sam skręcił w las ;P, Chyba też woli leśne ścieżki. Na szczęcie błoto dość mocno wyschło, wody niewiele. Jedynie na niewielkich fragmentach trzeba było uważać. Odpuściłem hałdę w Sośnicy, wczoraj gdy tamtędy wracałem to nawet zjazd był nieprzyjemny przez głębokie koleiny odciśnięte w błotku. Przynajmniej tyle mogłem zrobić dla napędu :), w zamian lasek Makoszowski, nieco spokojniej.

Miłego dnia :)

Mlecze na łące w lasku makoszowskim © amiga


Łąka w lasku makoszowskim, nic tylko się wyłożyć © amiga

miało padać, a było za...ie

Czwartek, 9 maja 2013 · Komentarze(1)
FARBEN LEHRE feat. GUTEK "Anioły i Demony"


Minęła 16:30, starczy na dzisiaj, zbieram się i wychodzę, trochę spieszy mi się, wieczorem muszę się przygotować do wyjazdu.
Poranne prognozy wskazywały, na możliwość wystąpienia burz, jednak nic się nie działo złego, może jedynie silny wiatr od południa dawał się we znaki.
Szybko jednak wjechałem w teren i nie robiło mi to specjalnie różnicy. Po drodze zaliczam jeszcze paczkomat, dotarły w końcu zamówione szpeje. Będzie okazja je sprawdzić w weekend. Pocztą dla odmiany dotarła kolejna kaseta z łańcuchami, Na tym co mam powinienem pojeździć jeszcze z miesiąc. Teraz czeka na mnie kaseta Kaseta Shimano CS HG50 Sora i łańcuchy Shimano HG-73. Szkoda że gość nie miał łańcuchów SRAMowskich, ale w zasadzie to tylko na kilka miesięcy ;P

Pozostałości młynu na ślepiotce w Ochojcu © amiga



Chwilę po deszczu © amiga


Tutaj też zielono © amiga

w lesie trochę mokro...

Czwartek, 9 maja 2013 · Komentarze(4)
Dixie 01 - Budyniowe gaje


Małe odstępstwo od standardu :) odnośnie linka z YT :) - ale piosenka tam jest.

Kolejny poranek, kolejny wyjazd. Wychodzę na zewnątrz, padało..., jest mokro, na dokładkę mam wrażenie, że jest chłodno. termometr niby pokazywał ok 18 stopni, jednak mam wrażenie że aż tyle to nie ma.

Ruszam. spoglądam na termometr na liczniku, wskazuje nieco ponad 14, hm...., wjeżdżam w las, zastanawiam się na co trafię i jak mocne były deszcze w nocy. Na szczęście jest całkiem nieźle, owszem, tu i ówdzie widać kałuże, błoto, ale z grubsza jedzie się przyjemnie. Tyle..., że niespecjalnie mam ochotę dzisiaj na "ciśnięcie". Najchętniej położyłbym sie na jakiejś łące i pospał jeszcze ze 2 godzinki :)

W Zabrzu jadę przez całą długość Makoszow (chyba tak to się odmienia), hałda po deszczu jest nie do przyjęcia, wiele rozmiękłych miejsc uniemożliwia przejazd, a pchać mi się nie chce. Nie dziś i nie w drodze do pracy. W zamian lasek Makoszowski i budowa DTŚki :)

Już w firmie zauważam, że zapomniałem dokumentów, ech..., może sobie jakoś bez nich poradzę?

Na szlaku w okolicach Halemby © amiga


Miłego dnia

o poranku po lesie...

Środa, 8 maja 2013 · Komentarze(0)
Grzegorz Turnau - Znów Wędrujemy


Poranek, pobudka i powoli na rower. Niesamowicie ciepło, krótkie gacie, krótka bluza i... do lasu :). W takich warunkach mam gdzieś szosy, pędzące auta, wariatów na drogach.

A w lesie niesamowicie, aż żal wyjeżdżać, taki piękny poranek, słońce, ptaki... i wariat na rowerze... zap...ący to tu to tam z górki, pod górkę... po wszystkim.

Poranek na leśnych ścieżkach © amiga


Jeszcze zamknięty © amiga


Goście, goście © amiga


Bieżnika coś nie widać © amiga


Miłego dnia :)

uciekając przed burzą

Środa, 8 maja 2013 · Komentarze(7)
HAPPYSAD "MILOWY LAS"


Minęła 17.

Pora wyjść, kropi deszcz, na wschodzie niebo czarne, nie wróży to dobrze. Ruszam, może kilomter dalej staję na chwilę na przystanku autobusowym, deszcz zaczyna się wzmagać, ubieram przeciwdeszczówkę, ruszam. Czekanie nie ma większego sensu, lepiej jechać.

Mijam wiadukt na Sośnicy, szybka decyzja, wjeżdżam w teren, co z tego że pada, patrząc na przemieszczające się chmury jest szansa, że uda mi się uciec przed burzą jadąc na południowy wschód. Z daleka dobiegają mnie odgłosy wyładowań. Za to powoli deszcz ustaje, niebo zaczyna się przecierać.

Jestem na Halembie, drogi mokre, pewnie jeszcze kilkanaście minut temu lało. Wjeżdżam na hałdkę na przedłużeniu ul. Ligockiej. Chwila odpoczynku, obserwuję chmury, widzę z daleka błyskawice, ale też piękny zachód słońca...

Za to po powrocie rower wygląda jak po ciężkim maratonie, średnio chce mi się go myć, jutro będzie raczej powtórka z rozrywki. Zobaczymy.

Miłego wieczora

Chwilę po deszczy na hałdzie © amiga


Dalej zalane © amiga


Bratki dla © amiga