Wpisy archiwalne w kategorii

W jedną stronę

Dystans całkowity:87899.67 km (w terenie 13786.08 km; 15.68%)
Czas w ruchu:3963:11
Średnia prędkość:22.18 km/h
Maksymalna prędkość:170.00 km/h
Suma podjazdów:341916 m
Maks. tętno maksymalne:240 (130 %)
Maks. tętno średnie:171 (92 %)
Suma kalorii:3366060 kcal
Liczba aktywności:2567
Średnio na aktywność:34.24 km i 1h 32m
Więcej statystyk

Dąb Papieski w Katowicach

Środa, 28 sierpnia 2013 · Komentarze(12)
Uczestnicy
Gaba Kulka "Niejasności"


Wychodzę z pracy dość późno, jest po 17:00, za to od początku wiem, że dzisiejsza trasa będzie nieco inna, może nie do końca, zmieniony zostanie ostatni fragment już w Katowicach, ale od początku...

Wybieram szosy, znaczenie ma dla mnie czas, więc bez wygłupów jadę przez Sośnicę, Makoszowy, Kończyce, Bielszowice, Wirek, Kochłowice..., dojeżdżam do Panewnik i... zamiast jak zwykle skręcić w Bałtycką lecę dalej ul Panewnicką. Interesuje mnie Bazylika w Panewnikach lub jak kto woli w Ligocie :), może nawet nie sama bazylika, nie budowla, tylko coś umieszczone tuż przy...

Dzisiaj szukając informacji w necie dotyczącej dębów, natrafiłem na informację o tzw. Dębach Papieskich , jeden z nich znajduje się właśnie w Katowicach..., w zasadzie na trasie przelotu do i z pracy, głupio byłoby nie zahaczyć o to miejsce...., dodatkowo rodzi się „szatański” pomysł, aby odszukać wszystkie te Dęby w Polsce..., a jest ich trochę. Nie mam mowy aby zrobić to w trakcie jednej wycieczki..., myślę, że może to potrwać ładnych kilka lat.... rozsypane są po całej Polsce o 13 wspomina Wikipedia, ale... sadzonek było 514... więc po pierwsze trzeba poszukać informacji gdzie one trafiły..., a po drugie odwiedzić te miejsca... Sporo pracy przede mną...., ale cóż..., a może gdzieś istnieje jakaś pełna lista miejsc gdzie zasadzono te Dęby?

Dąb Papieski w Katowicach © amiga


Informacja o Dębie Papieskim w Katowicach © amiga


Końcówka przez Park Zadole gdzie spotykam Irka i Filipa, chwila nawet dłuższa na rozmowę i jedziemy dalej, w końcu rostajemy się z Irkiem a kawalek dalej w okolicach osiedla Zadole żegnam się z Filipem i pędzę do Ochojca, zahaczając jeszcze o siostrę...

do pracy

Środa, 28 sierpnia 2013 · Komentarze(0)
Ania Dąbrowska - Jesteś Jak Sen O Spadaniu


Środa, połowa tygodnia..., trzeba ruszyć 4 litery, wsiąść na rower i pognać do Gliwic, do pracy, początkowo myślę o jeździe szosami, będzie szybciej, a ja i tak wyjechałem późno. Plan jednak ulega zmianie i to dość szybko, w zasadzie jeżeli różnica w czasie dojazdu jest tak niewielka to czemu nie pojechać przez lasy? Myślę o szybszym wyjeździe z lasu w Kończycach, jednak ponownie zmieniam decyzję, jadę na Makoszowy. Drogę zagradza mi ciągnik i kilka ciężarówek wywożących wycięte drzewa z lasu, jedyna możliwość to przenieść rower i dosiąść go kawałek dalej.
W Makoszowach pakuję się na hałdę, zobaczymy jak wygląda szlak i o dziwo jest przejezdny, mało tego widać, że wycięto tutaj trochę zielska, przeszkadzającego w jeździe..., robi się przyjemnie...
W Gliwicach jestem może nie tak wcześnie jakbym chciał, ale przynajmniej dobrze się jechało, bez samochodów, bez ruchu na drogach...

Skoda popular © amiga

do pracy

Wtorek, 27 sierpnia 2013 · Komentarze(0)
Bas Tajpan - Historia pewnego dębu


Prognozy na dzisiaj nie napawały optymizmem, znowu niby miały pojawić się jakieś lokalne burze, opady, noc... biorę przeciwdeszczówkę i jadę do Gliwic, tyle, że po szosach... sprawdzę w praktyce jaką będę miał różnicę przy przejazdach terenem i szosami...
Dobrze, że jeszcze trwają wakacje, na drogach jest jeszcze pusto, można więc nieco poszaleć, to się jednak skończy już niedługo, gdy gawiedź zjedzie do miasta, to... za kilka dni...

Początek roku szkolnego jest zawsze tragiczny, nagle wszyscy odprowadzają swoje pociechy do szkoły, tylko czemu zawsze do tego jest potrzebny samochód? Tym bardziej, że podstawówki są najczęściej na wyciągnięcie ręki, 10 min piechotą od domu... Hmmm...

Ważne, że dzisiaj mam luz na drogach, po urlopowych wojażach słyszę że coś zaczyna doskwierać rowerkowi..., na bank do zrobienia jest suport, obie piasty, klocki hamulcowe też do wymiany..., blat starty..., ten ostatni leży w domu i czeka na odpowiednią chwilę, a w zasadzie czas który będę mógł poświęcić rowerowi..., reszta pewnie trafi do serwisu..., przy okazji...

Do Gliwic dojeżdżam w przyzwoitym czasie, spoglądam na zegarek i widzę, że różnica pomiędzy wczorajszym terenowym przejazdem a dzisiejszym szosami to zaledwie 2 minuty, daje to do myślenia..., tyle, że gdy poleje trochę to już nie będzie tak pięknie, wybór będzie prosty... szosy...

Uzupełniamy elektrolity © amiga

wracamy do Katowic....

Wtorek, 27 sierpnia 2013 · Komentarze(2)
Rastamaniek - Daj Na Luz


Powrót miał być szosowy, podobnie jak poranek, jednak silny wiatr od wschodu jakoś nie nastrajał mnie na pchanie 30km pod górkę, w końcu mam alternatywę. Co prawda do Kończyc jadę szosami, jednak tam już nie ma zmiłuj się, prosta decyzja i przelatuję tą dzielnicę, zjazd na A4 i już mogę jechać duktami leśnymi. Drzewa dość dobrze chronią przed wiatrem, więc jazda staje się przyjemna, tylko to zgrzytanie w rowerze, może wieczorem uda się chociaż chwilę wygospodarować na serwis..., cóż czas pokaże...

Bez spinania się dojeżdżam do Katowic, do Ochojca, zaliczam 2 okoliczne sklepy i mogę się zająć innymi sprawami..., serwis jednak dzisiaj nie wypali...

Nasza obstawa na rajdzie w Bytomiu © amiga

i po urlopie....

Poniedziałek, 26 sierpnia 2013 · Komentarze(0)
Grzegorz Turnau - Dziękuję za list


Pora odrobić kilka zaległości we wpisach, strasznie nie lubię zostawiać sobie takich spraw, ale cóż zrobić, czasami tak jest, tak się zdarza, może w końcu uda się wyprostować bloga...

Pierwszy po 2.5 tygodniowym urlopie wyjazd do pracy, ciężko się pozbierać, ciężko ruszyć, jednak trzeba..., za oknem niestety powoli widać już zbliżającą się jesień, dni coraz krótsze, temperatura o poranku wyraźnie niższa, ale dobre i to.
Jeżeli weźmie się pod uwagę przeciągającą się zimę, pluchy wiosenne trwające do połowy lipca, to i uważam, że lato przyszło spóźnione, ale przyszło i ma się jeszcze całkiem dobrze, oby jak najdłużej...

Sama droga bez jakiś większych problemów, po prostu przejazd z punktu K do G. Dziwnie do brzmi ;P W zasadzie nie zatrzymuję się nigdzie, nawet przejazd przez las już nie ten co 2 miesiące temu gdy słychać było śpiew ptaków... i znowu wróciłem do tematu pogody.... ech...

Przejazd VI Rodzinnego Rajdu w Bytomiu © amiga

pojechałem do pracy więc trzeba jeszcze wrócić...

Poniedziałek, 26 sierpnia 2013 · Komentarze(0)
KlejNuty - Precz z cenzurą!


Wychodzę z firmy..., dzień jak to zawsze po urlopie, milion spraw do załatwienia, zrobienia, pewnie zajmie mi kilka dni odrobienie się..., za to w tej chwili pozostało już tylko jedno, powrót do Katowic..., szybka kalkulacja i pojadę szosami, dzisiaj odpuszczam lasy, muszę dotrzeć dość szybko, wieczorem jeszcze kilka spraw do załatwienia, zrobienia..., z drugiej strony zastanawiam się o ile wolniej jadę lasem, 5-10 minut? Muszę to sprawdzić, w końcu od czegoś są wpisy na BS:)..., jednak nie dzisiaj...
Zabrze standardowo rozkopane, denerwuje rozwalona Rogoźnicka dla której nie ma alternatywy, bo... i one są w podobnym stanie... ech... dobrze, że po kilku miesiącach wrócił ciężki sprzęt i jest szansa iż już niedługo znowu będzie przejezdna i nie trzeba będzie zsiadać z rowera i targać go nad dziurami...
Reszta drogi minęła dość szybko, tyle, że temperatura również spadała z każdą minutą. Gdy wyjeżdżałem było ok 20 stopni, już na miejscu było ok 18... oj zima za pasem... panie

To klasyk czy zabytek? © amiga

Bytomski VI Rodzinny Rajd Rowerowy

Niedziela, 25 sierpnia 2013 · Komentarze(4)
ŁONO - domowe melodie


Sobota również pracowita, więc cóż można robić w niedzielę? Jedziemy na Rodzinny rajd do Bytomia. Standardowo mamy bardzo mało czasu, lecimy po szosach..., na miejscu jesteśmy może minutę, może 2 przed czasem, na szczęście organizatorzy mają lekki poślizg. Dzięki temu udaje się zamienić kilka słów ze znajomymi jeszcze przed startem.

Trasa może nie zabija, prawdę powiedziawszy, jeżeli miało to być to rodzinne, to widziałbym raczej jakieś leśne dukty, ścieżki, w końcu w Bytomiu trochę tego jest..., wyszła za to całkiem przyzwoita trasa nadplanowej masy krytycznej. W sumie fajnie zorganizowana, kilka drobiazgów zaskoczyło, począwszy od kurtyn wodnych, przez towarzyszącą nam policyjną obstawę, czy podążający za nami wóz z wodą pitną :)
Miłym akcentem był poczęstunek pod M1 w Bytomiu i ta grochówka na mecie....

Wcześniej Darek o tym pisał, ale zaskoczyła kolonia Zgorzelec, Bobrek, Karb. Wszystkich szkoda, ze względu na zabudowę, ale cóż polityka miasta jest jaka jest, nie można mieć wszystkiego, a na bobrek strach się zapuszczać nawet w dzień

Kurtyna w górę © amiga


Trochę bikerów się zebrało © amiga


W nowym stroju © amiga


Peleton się rozciągnął © amiga


Przerwa jakaś? © amiga


Na boisku, na boisku, tak stoimy sobie wszyscy © amiga


Prosimy nie strzelać © amiga


Rowerowy fotograf © amiga


Na górze jest chłodniej © amiga


Pod M1 w Bytomiu © amiga


Przepraszam, za czym ta kolejka? © amiga


Po powrocie na Helenkę, jeszcze chwilę zostaję w tej pieknej dzielnicy Zabrza, jednak mój czas się kończy, musze lecieć do Katowic, muszę się przgotować, w końcu to pierwszy dzień pracy po urlopie...

Na Helenkę....

Piątek, 23 sierpnia 2013 · Komentarze(3)
The Police - Walking on the Moon


Pora odrobić kilka zległych wpisów. :)

Piątek, dzień później niż obejmował pierwotny plan udaję się do Zabrza, szykuje się pracowity weekend, ale też jest szansa na jakieś krótkie wyjazdy rowerowe.
Droga pawie standardowa, jednak w okolicach Zabrza Makoszowy uświadamiam sobie, że będę zbyt wcześnie, więc decyduję się na sprawdzenie niebieskiej rowerówki po zmianach, zaczynam w okolicach stadionu Górnika i na dzień dobry muszę szukać wjazdu, został przesunięty kilkaset metrów dalej... stare oznaczenie zostały zamalowane, pojawiły się nowe, początkowo idzie mi nieźle, jednak przejeżdżając ul. Wolności gdzieś na granicy Zabrza i Gliwic giną mi oznaczenia, jadę dalej, i... zauważam gdzieś z boku oznaczenia niebieskiej rowerówki, może trochę za głęboko w Gliwice, ale... jadę wg oznaczeń i... masakra, szlak się kończy przy jakiejś knajpie w parku przy Chorzowskiej.... teraz pozostaje jazda na czuja, już nie chcę niebieskiej rowerówki, chcę, odnaleźć jakiś punkt zaczepienia od którego będę mógł obrać jakiś kierunek na Zabrze, w końcu zauważam wieżę radiową, teraz już jazda na azymut i dość szybko odnajduję czerwony szlak prowadzący mnie na Leśną. Na miejsce docieram lekko spóźniony..., cóż..., zdarza się.

Zaległe zdjęcie Stargańca © amiga

Powrót do domu....z Karpacza

Niedziela, 18 sierpnia 2013 · Komentarze(3)
CREE-"To co chciałeś"


Niedziela, odczuwam skutki wczorajszej Izerskiej Wielkiej Wyrypy. Dzisiaj ostatni dzień pobytu w Karkonoszach. Czeka mnie powrót do domu... Darek z rodziną

Tam byłem..... kilka dni temu © amiga


wracają samochodem, a ja chcę się przejechać jeszcze kawałek rowerem... . Wiem jedno wyjazd będzie dość późny i nie ma mowy o pokonaniu całej trasy. Więc spora część będzie pociągiem tylko skąd? Mam kilka wariantów, Wałbrzych, Wrocław, Oława, Brzeg..., zobaczymy jak będzie mi się dzisiaj jechało, jaka będzie pogoda, czy starczy chęci... W każdym bądź razie zamierzam być max 20km od kolei... tak na wszelki wypadek gdyby coś...

Westernowe miasteczko w pobliżu Karpacza © amiga


Wyjeżdżam ok 11:00 i będę jechał do ok 18:00, wtedy muszę już wiedzieć gdzie zakończę jazdę, na jakiej stacji będę kończył podróż... W mapniku ląduje mapa dla TIRów 1:250000, nie mam żadnego konkretnego plany więc wszystko okaże się już w trakcie jazdy.

Po pierwsze chcę po raz ostatni przejechać przez Karpacz, więc na dzień dobry mam kilka km pod górkę...., może to i dobre..., może warto trochę się zmęczyć?

W Karpaczu szaleństwo, sporo korków, jedzie się nieprzyjemnie, kieruję się jakimiś bocznymi szlakami kieruję się na... Kowary, później kombinuję i wychodzi mi, że najlepiej będzie przejechać przez Kamienną Górę. Po drodze mały szczegół prawie 10km podjazd...., dawno tak się nie umęczyłem, ale górka zrobiona, jako premię dostaję 15km zjazd... prędkość >45km/h sama przyjemność....

Dźwig przy dworcu w Kowarach © amiga


Z Kamiennej Góry kieruję się na Świebodzice, przez Nowe i Stare Bogaczowice, przejeżdżam w pobliży sklepu gdzie trochę ponad tydzień temu odbierał mnie Darek :), ale nie staję, jeszcze nie czuję takiej potrzeby....

Świdnicę standardowo omijam wielkim łukiem, nie mam ochoty na jazdę przez miasto.... więc pozostaje obwodnica Milikowice, Witków, Stary Jaworów, Bolesławice, Bagieniec, Wierzbna...
o drodze chwila postoju przy sklepie, kupuję jakieś ciastka, wodę..., kolę... i zastanawiam się gdzie dalej..., wiem, że Wrocław minę, więc może pojadę przez Sobótkę, będę miał otwartą drogę na Brzeg i Oławę w zależności od wariantu wybranego później?

Ślęża, czeka na mnie, ale nie dzisiaj, jeszcze nie © amiga


Jadąc w pobliży Ślęży korci mnie aby na nią wjechać..., tyle, że dzień po Lwówku Śląskim i mając ograniczony czas to chyba nie jest najlepszy pomysł.... Za to w zamian robię sobie 10 min przerwy, konsumuję ciastka, wypijam trochę wody i zmieniam nieco pozycję siodełka, mam wrażenie, że przy okazji ostatniego czyszczenia generalnego nieco inaczej je zamontowałem....
Wsiadam na rower... ruszam..., mijam Jordanów Śląski, Tyniec nad Ślężą, zbliżam się do Borowa...

Kolejna chwila przerwy..., dzwonię do Darka, chwilę rozmawiamy, coś wspomina o uszkodzonej dętce w rowerze Wiktora...., przy okazji pytam o rozkład pociągów... i.... wiem już że jadę do Oławy..., mam ok 2 godziny czasu później przez kilak godzin nie ma nic..., a nie chce ryzykować noclegu na dworcu gdzieś...., nie mając w zasadzie żadnych dodatkowych ubrań ze sobą...
Kończę rozmowę, wsiadam na rower i…. czuję, że z tyły nie ma powietrza.... ech....

Ucieka kolejne 10 minut..., ponowny start..., wiem jedno, mam 2 godziny napierania, ok 40km przed sobą...., będę jechał bez zatrzymania..., bez przerw..... itd...

Podjazd na przełęcz Karkonoską... zostanie na za rok © amiga


Muszę zdążyć na pociąg o 19:15 – ostatni z tych które mnie interesują....
Skręcam przez Brzozę na Węgry, Stary i Nowy Śleszów, przejeżdżam pod A4-ka...., jest nieźle, mam niezły czas.... mijam Wierzbno...., dojeżdżam do Marszowic..., spoglądam na zegarek i... mam masę czasu...., mijam jakiś sklep..., chwila zastanowienia, wracam, muszę uzupełnić zapasy, kupuję banany i kolę, będzie idealna do Pociągu...., mogę jechać dalej, jeszcze 3-4km... dojeżdżam do Oławy a tu niespodzianka... Zakaz ruchy rowerów po drodze którą jadę..., w zamian jest rowerówka, ale tragiczna, wydzielony wąski pas z chodnika po jednej stronie drogi..., co chwilę jakieś światła..., nawet w Katowicach nie ma takiej tragedii jak tutaj...

Na szlaku na przełęczy Karkonoskiej © amiga


2 razy pytam się tubylców o dworzec PKP, chyba nie wszyscy wiedzą, że coś takiego jest w Oławie..., w końcu mam dość rowerówki, łamię przepisy i jadę szosą.... końcówka przez jakiś park i odnajduję budynek dworca..., oczywiście kasy zamknięte.... , trudno...

Spoglądam na rozkład jazdy, wszystkie 3 interesujące mnie pociągi, wjeżdżają na peron II, tam też się udaję..., mam ok 20 min czasu.... do przyjazdu pierwszego.... Mogę zająć się bananami... :)

W końcu wjeżdża pociąg InterRegio..., zatrzymuje się na drugim końcu peronu, widzę, jak ludzi biegną aby zdążyć przed odjazdem, do pokonania ok 200m..., wsiadam na rowerek i odjeżdżam do ostatnich drzwi, wstawiam rower do środka i mogę jechać do Katowic...

Oczywiście nikt nie wspomniał, że pociąg od Gliwic jedzie drogą okrężną przez Bytom, ech gdybym o tym wiedział to wysiadłbym w Gliwicach. Rowerem dojeżdżam szybciej...., a tak straciłem niepotrzebnie dodatkową godzinę...

Wysiadam w Katowicach, wsiadam na rower, przede mną ostatnie 6.5km..., jest 23:00..., szybka kąpiel, jeść mi się nie chce.... idę spać...

Piknik na Słoneczniku © amiga


Zdjęcia częściowo już wspomnieniowe :)


Przy okazji..., mapa dla tirow jest genialna, żadnych niespodzianek, terenu, po prostu długie przeloty...., od miejscowoście do miejscowości...

Na urlopik....

Piątek, 9 sierpnia 2013 · Komentarze(8)
Uczestnicy
Maria Sadowska - Rewolucja


Piątek... minęła północ... zaspałem...
Miałem wyjechać o godzinie 0:00, a budzik nie był w stanie mnie ruszyć..., w efekcie wyjeżdżam ok 1:30. Późno...
Plan dość ambitny jak na mnie... przejazd z Katowic do Jeleniej Góry, w zasadzie w okolice tego miasta, gdzieś tam będzie na mnie czekać kwatera.., a w niedzielę wjazd na Śnieżkę...
Gdzieś po głowie chodzi mi myśl, czy organizm się zregeneruje w ciągu 1 dnia po takiej drodze..., ale cóż...
W końcu ruszam, na plecach niewiele..., same najpotrzebniejsze rzeczy, kilka ciuchów, jakieś jedzenie, aparat,... netbook... w sumie ok 10kg :)
Ciemno dookoła, a ja mknę pustymi ulicami Górnego Śląska, do Gliwic wszystko idzie jak z płatka, zresztą znam tą trasę z codziennych wyjazdów, więc nic mnie raczej nie zaskoczy...., a jednak, w Gliwicach zamiast w okolice Szarej jadę bezpośrednio na centrum..., trafiam na jakieś objazdy związane z budową DTŚki, przez chwilę zastanawiam się gdzie jestem..., spoglądam na kompas i wybieram drogi które mają mnie wyprowadzić na zachód..., w końcu wyjeżdżam w okolicy Politechniki Śląskiej, teraz jest już prościej..., aż do Kleszczowa długa prosta, tam odbijam na Rudno, później Rudziniec i Ujazd. Kieruję się na Leśnicę, samo miasto mnie nie interesuje, ale w pobliżu jest góra św Anny, korci mnie aby podjechać ją po raz drugi w tym roku.... :)

Leśnica - widok z góry św. Anny © amiga


Zaczyna świtać..., dzień się wyraźnie skrócił, wschód słońca w okolicach 5:00. Prawdę powiedziawszy liczyłem na ładniejsze widoki, jednak słońce niespecjalnie chciało wyjść zza chmury, przy kościele spędzam kilkanaście minut, jest w końcu chwila aby coś zjeść, aby chwilę odpocząć.

Ale tutaj pusto © amiga


Jest niesamowicie pusto, nie ma ludzi, turystów, jarmarku...., pewnie kiedyś zdecyduję się ponownie na odwiedzenie tego miejsca o tej porze :)
Starczy..., koniec przyjemności, trzeba jechać dalej..., kieruję się przez Ligotę Dolną do Gogolina, wieki tutaj nie byłem..., a że jest w pobliżu to czemu nie...?

Wózek górniczy w Gogolinie © amiga


W ciągu godziny jestem na miejscu, ponownie robię chwilę odpoczynku, miasto robi wrażenie wyludnionego, ale może to ta pora?

Pora na chwilę odpoczynku © amiga


Kilka fot i ruszam dalej, ignoruję pomnik Karolinki, jest paskudny, mijam go bokiem i ruszam na Krapkowice leżące tuż obok. Odbijam na Mosznę, interesuje mnie tamtejszy zamek, ostatnio widziałem go ze 4-5 lat temu, a warto go odwiedzić... i zapoznać się z jego historią...

Główna brama wjazdowa do parku w Mosznie © amiga


Zawsze robi na mnie wrażenie © amiga


Wyjeżdżając spod zamku mylę kierunki i zamiast na północny-zachód jadę na południe, coś mi jednak nie pasuje, zatrzymuje się sprawdzam kierunki, spoglądam na mapę i koryguję trajektorię :)

Jadę na Korfantów, później Jasienicę Dolną, w końcu ląduję w okolicach Nysy, zatrzymuję się na stacji Shella, najwyższa pora na coś ciepłego, a stacja jest po drodze i mają Hot-Dogi, przy okazji kupuję 2 mapy dla tirów woj. Opolskiego i Dolnośląskiego. Te które zabrałem z domu, skończyły się jakieś 20 km temu, teraz jechałem trochę na czuja wspomagając się endomondo. Mapy w skali 1:250000, ale z grubsza powinny wystarczyć do określenia pozycji, kierunku w którym się poruszam. Zresztą na wszelki wypadek mam ze sobą listę miejscowości przez które powinienem przejechać.

Trochę zniszczony © amiga


Zostawiam za sobą stację, kieruję się przez Sękowice, Goraszowice, Grądy, Siedlec, Białowieżę, Lipnik, Niedźwiedź. Zaczynają się górki, jest też trochę terenu, zaczynam zwalniać, chwilami teren dobija, ale cóż, to najkrótsza droga z punktu A do punktu B.

Wiadukt w Białowieży © amiga


Dojeżdżam do Ząbkowic Śląskich, jedyne o czum marzę to jak najszybciej opuścić miasto, nie lubię poruszać się w nieznanej plątaninie ścieżek, ulic, dróg, prowadzących gdzieś....
Za Ząbkowicami coraz więcej pagórków, dolinek,

kieruje się na Pilawę Górną, później Dolną tym razem potrzebuję czegoś bardziej normalnego do zjedzenia, staję w przydrożnej knajpce, jem, zupa borowikowa, jakieś kotlety ziemniaki i... piwo bezalkoholowe...

Wielki ptak © amiga


Od jakiegoś czasu po lewej stronie widzę góry, poruszam pięknie, projektując drogę zastanawiałem się czy nie pojechać bardziej górami, jednak wiem czego spodziewać się w okolicach Jeleniej Góry, jak przegnę to podjazdy mnie w końcu zabiją...
Obiad zjedzonym, jadę dalej mijam wielkim łukiem Świdnicę, na dzisiaj mam dość miast, gdzieś na horyzoncie zaczyna błyskawic, nie wróży to zbyt dobrze.

W końcu ustrzeliłem swojego © amiga


Kieruję się na Mokrzeszów, jednak patrząc na ruch na drodze ze Świdnicy w kierunku Świebodzic, postanawiam odpuści, nieco nadłożyć drogi i pojechać przez Milikowice. Skręcam na Ciernie i Świebodzice, zaczyna padać, staję przy sklepie. Pogoda się załamuje, to... koniec na dzisiaj mam dość...., do celu zostało ok 70km, ale chyba lepiej odpuścić... niż walczyć z aura... Dzwonię po wóz techniczny, chwila rozmowy z Darkiem i chwilę czekam.... obserwuję oberwanie chmury, lejące się strugi deszczu, płynące ulicą rzeki i ten darmowy spektakl światło-dźwięk....
Sklep pod ręką więc mam chwilę na uzupełnienie elektrolitów, zjedzenie czegokolwiek....,po kilkudziesięciu minutach dojeżdża Darek, chwila rozmowy i pakuję rower na samochód...
Jedziemy na kwaterę do Borowic...

Strumień górski © amiga