Wpisy archiwalne w kategorii

W jedną stronę

Dystans całkowity:87899.67 km (w terenie 13786.08 km; 15.68%)
Czas w ruchu:3963:11
Średnia prędkość:22.18 km/h
Maksymalna prędkość:170.00 km/h
Suma podjazdów:341916 m
Maks. tętno maksymalne:240 (130 %)
Maks. tętno średnie:171 (92 %)
Suma kalorii:3366060 kcal
Liczba aktywności:2567
Średnio na aktywność:34.24 km i 1h 32m
Więcej statystyk

ostatni dzień pracy...

Środa, 7 sierpnia 2013 · Komentarze(5)
Czesław Mozil - Żaba tonie w betonie


Poranek…. Środa…, znowu mi się nie chce jechać, długo się zbieram, wychodzę również późno, może tragedii nie ma ale… początkowo myślę o jeździe po szosach…, na myśleniu jednak się kończy. Szybki wjazd w teren w Panewnikach i… tyle. Reszta trasy po ścieżkach, szutrach, hałdach. Zachciało mi się nawet wtaczać na szczyt hałdy w Sośnicy, co nie robię zbyt często, ze względu na czas…
A może nastroił mnie do tego urlop, zaczynający się jutro i czekający mnie Uphill na Śnieżkę :)? W firmie melduję się krótko po 8:30…, poszło nieźle…, powrót już nie będzie taki bajtowy, temperatury mają przekroczyć 30 stopni… chyba będę musiał uzbroić się w spory zapas wody :)


Dinozaur... - fotosketcher © amiga

Powrót.... przez Mikołów i piątkowy plan

Środa, 7 sierpnia 2013 · Komentarze(9)
Pudelsi - Uważaj na niego


Wczorajszy powrót zupełnie dookoła, zamiast na wprost, jadę na Mikołów, początkowo szosami, później lasami, wyjeżdżam w Mikołowie i lecę do qmpla, dobra godzina na miejscu, czas mija na rozmowie i …. ruszam razem na Ochojec, tyłami, częściowo po lasach, a końcówka ponownie szosami... Temperatura powoli zaczęła spadać..., zrobiło się dość przyjemnie...

W niedzielę szykuje się Uphill na Śnieżkę, jakoś trzeba tam dojechać... więc plan prosty, jadę w okolice Jeleniej Góry na rowerze, wstępny plan obejmuje wschód słońca na górze św. Anny, po drodze kilka zamków pałaców, przy czym sama trasa będzie korygowana już w drodze. Z grubsza chciałbym na ok 20:00 dotrzeć na miejsce. Poniżej rozrysowany ślad/plan przejazdu. Może w okolicy warto coś zobaczyć dołożyć kilka km...? Z chęcią zapoznam się z sugestiami... Z grubsza wyjazd po północy...


Wiatrak w skansenie w Chorzowie - fotosketcher © amiga


Czwartek i sobota z grubsza mają być bezrowerowe... :)

Wtorkowy poranek

Wtorek, 6 sierpnia 2013 · Komentarze(0)
Hey - Cisza, ja i czas


Wtorek, udaje mi się wyjechać nieco wcześniej niż wczoraj… w sumie to cieszy, ale oczywiście jak ma się nieco więcej czasu to człowieka nosi i jedzie lasami, dopiero w Makoszowach decyduję się na odcinek szosowy, zamiast przejazd hałda, w zasadzie nie wiem czemu… przez hałdę jest nieco krócej, tyle, że wolniej… Czas w zasadzie chyba bardzo podobny… Zresztą nieważne.
Wczoraj wieczorem skończyło się walką z zerwaną szprychą, chwila zabawy i mam dawcę… stare koło, ze szprychami DT Swiss-a, wykręciłem jedną wygląda nieźle… mało tego stan nypli jest lepszy niż w kole biorcy… Chyba przegiąłem z jazdą w deszczu, po bagnach…, ale cóż…
Założenie szprychy zajęło kilka minut, kolejne kilka to wycentrowanie koła, może nie jest idealne, ale da się jechać…, może jak będę miał w najbliższym czasie chwilę czasu to podrzucę rower do serwisu…, może a jak nie to cóż, zrobię to po powrocie z urlopu…
Przy okazji natchnęło mnie i wyczyściłem resztę roweru, głupio tak mieć jedno koło czyste i zakurzoną całą resztę..., czyszczenie zajęło mi grubo ponad godzinę… ech…
Za to pierwsza przejażdżka do pracy jak najbardziej pozytywna, szprycha trzyma, nie ma bicia, koło sprawne.


Na jurze - fotosketcher © amiga

znowu nie wprost...

Wtorek, 6 sierpnia 2013 · Komentarze(0)
Renata Przemyk i Kasia Nosowska - Kochana


Powrót z pracy klasycznie nieco później niż zwykle, lecę po terenie, przez hałdę. Krótko przed wyjazdem zdzwaniam się z qmplem, umawiamy się gdzieś po drodze… To gdzieś wypada mi na podlesiu, wyjeżdżam mu naprzeciw, jest trochę czasu na pogadanie, dawno się nie widzieliśmy…
Chwilę kręcimy razem, gdzieś po drodze zatrzymujemy się na nieco dłużej…, umawiamy się na jutro…, tylko co z tego wyjdzie to czas pokaże…, nie wiem jak do końca ułoży mi się dzień. Do domu docieram późno, a co… :)


Zebry Opolskim Zoo - fotosketcher © amiga

zmęczenie poweekendowe

Poniedziałek, 5 sierpnia 2013 · Komentarze(1)
KULT - Krew Boga


Poniedziałkowy poranek, jak mi się nic nie chce, wstaję z dużym opóźnieniem, jestem zmęczony, zupełnie nie mam ochoty na jazdę, na te trzy dychy do Gliwic...
W końcu udaje się jednak pozbierać jest 7:30..., masakra, lecę po szosach, szkoda czasu, dobrze, że nie ma jakiś wielkich upałów, tylko 20 stopni...
Na szczęście na drogach w zasadzie pusto, prawie nie ma samochodów, można nieco przycisnąć, chociaż i to idzie mi opornie... 4 godziny snu to jednak za mało... :), będę musiał to odrobić po powrocie...

Pustynia Błędowska - fotosketcher © amiga

szosami, nieco dookoła

Poniedziałek, 5 sierpnia 2013 · Komentarze(4)
HAPPYSAD - Odpocznijmy


Powrót z pracy, specjalnego planu nie ma, zdzwaniam się z Darkiem, jest w Rudzie Śląskiej niedaleko Plazy, rower w serwisie, a co mi tam, podjadę, niewiele mi to zmieni, poza tym, że będę leciał po szosach…
Wychodzę z firmy, od razu dostaję w pysk gorącym powietrzem… Spora różnica temperatur, potrzebuję chwili, aby się przyzwyczaić. Jakoś dam radę…, chyba :)
Ruszam i wg plany lecę przez Sośnicę, Kończyce, Bielszowice i powoli kieruję się na Plazę. Posżlo to dość składnie, dojazd zajął mi 38 minut :).
Na miejscu spotkanie z Darkiem i jego rodziną, mamy 40 min czasu, serwis się nie spieszy, zresztą lepiej aby robili wolniej, ale dobrze…
Grubo po 18:00 żegnamy się i jadę w kierunku Katowic, zastanawiam się którędy i decyduję się jednak na przejazd przez Wirek, czyli w zasadzie wracam na trasę DPD w wersji szosowej, tyle, że piekło zaczyna się kończyć. Temperatura wyraźnie spadła… jest przyjemnie :).
W Kochłowicach czuję, że rower zaczyna mi pływać, podejrzewam panę…, spoglądam na tylne kolo, bicie jak diabli, zatrzymuję się szukam przyczyny…, zerwałem szprychę… shit… teraz?
W trasie niewiele z tym zrobię, dobrze, że tylko jedną, więc powoli toczę się do domu, odliczam kolejne kilometry 10, 9, 8, 7, 6… max godzina z buta w razie czego, ale rower jedzie dalej… 5, 4, 3, 2, 1…, dotarłem. Wieczorem czeka mnie zabawa z kołem…, serwisu nie uświadczę o tej porze…


Logo BS na firmowej koszulce :) © amiga

Powrót do domu po Dęb0wym 0riencie

Niedziela, 4 sierpnia 2013 · Komentarze(1)
JACEK KACZMARSKI - Na starej mapie krajobraz utopijny


Niedziela, znowu czas zleciał, w sumie cieszę się że nie pojechałem wczoraj prosto do domu, że znalazłem się w Zabrzu, była chwila aby odreagować, aby porozmawiać, liczyłem na to, że emocje w końcu puszczą.

Trzeba jednak wracać do domu, wszystko co dobre kiedyś się kończy… (zresztą to złe też zawsze mija, pewnie za jakiś czas będziemy wspominać z uśmiechem dymanie po plaży w Błędowie :).

Kończy się pierwsza połowa meczu Górnika Zabrze z Piastem Gliwice, może uda mi się zdążyć na drugą połowę? Czasu niewiele…., jadę nieco inaczej niż zwykle, wbijam się dość szybko na niebieską dookólną rowerówkę Zabrzańską…., jechałem tym fragmentem może raz, ale… dzisiaj sobie „poszaleję”. Temperatury nieco spadły jest niecałe 25 stopni :), idealna temperatura do jazdy.

Zatrzymuję się przy 2 wiaduktach/przepustach, chwila na focenie….

Przepust pod DK88 © amiga


Wiadukt kolejowy © amiga


I jadę dalej…. Czas leci…
W końcu wyjeżdżam przy stadionie w Zabrzu, uff…. Zdążyłem, mecz jeszcze trwa… :).

Zdążyłem na drugą połowę © amiga


Stoję kilka minut, coraz więcej kibiców, może pseudokibiców, trzeba ruszać dalej.
Skręcam na ul czołgistów… i niespodzianka jest mały zator, wjeżdżam na chodnik…., nie będę stał…, okazuje się, że zator powoduje policja – kierowców czeka dmuchanko…, mnie jakoś ignorują…. Dalej już prawie standardzik popracowy, lecę przez całą długość Kończyc i wjeżdżam na leśną ścieżkę.
Czuję że tutaj padało, drogi są mokre, panuje zaduch…, ale już na Halembie jest suchutko…., tak jak na pozostałym odcinku do Katowic….

Dopadam klamki… wpycham rower do domu i… lecę do sklepu, muszę kupić jakąś wodę, kole…, cokolwiek byle było mokre…

Chyba chwilę wcześniej padało © amiga

Dzień piąty...

Piątek, 2 sierpnia 2013 · Komentarze(8)
Agnieszka Chylińska - Zła, zła, zła


Piąteczek, raniutko…
Ruszam kilka minut po 7:00, początkowo zakładam, że pojadę szosami, jednak jak prawie zawsze, skręcam do lasu, tyle, że nie w Panewnikach, a nieco dalej na ul. Księżycową w Rudzie Śląskiej, dawno tędy nie jechałem, a jeżeli już to z drugiej strony, trochę po omacku, trochę na czuja, trochę na azymut przebijam się w kierunku Wirka, Halemby w każdym bądź razie gdzieś na granicy tych 2 dzielnic. Po drodze chwila przy jednym ze stawów i kilka km dalej przy wylocie na ul. Panewnicką… zaskoczył mnie system zraszania drogi dojazdowej na hałdę :). Musiałem się zatrzymać i zrobić fotę.
Od jakiegoś czasu próbuję też ponownie przyzwyczaić się do okularów, w zasadzie w moim przypadku mają pełnić tylko rolę ochronną przed kamieniami, owadami, więc szkła bezbarwne… Problemem nie są same okulary, tylko to, że o nich nie pamiętam. I niewiele brakowało a ruszając dalej z Panewnickiej pożegnałbym się z nimi na zawsze. Przypomniałem sobie o nich kilkaset metrów dalej, Tyle jeszcze mogę się wrócić :). Leżały w pobliskiej trawie. Podnosząc rower musiały spaść :). Próby wiązania na sznurku, przyczepiana do czegoś, kładzenia na plecaku, rowerze nie zmieniają niczego. Wszystkie sposoby prędzej czy później zawodzą… Te to w sumie 10-11 okulary w ciągu 3 lat….,
Zjeżdżając nieco dalej ul Nowy Świat wbijam się a czerwoną rowerówkę i już prawie normalnie docieram do granicy Zabrza, chwila wahania i… jadę przez Kończyce nad A4-ką, tyłem, na Makoszowy, lasek Makoszowski i jestem w Gliwicach.
Piękny poranek.
Miłego dnia :)


Staw księżycowy w lesie © amiga


Czas na ochłodę © amiga

hica...

Piątek, 2 sierpnia 2013 · Komentarze(4)
pARTyzant - "Janosik" (Katowice-28.09.12)


Wyjeżdżam z firmy później niż zakładałem, niż myślałem, ale... powodów trochę było. Na zewnątrz upał, wróciły temperatury >30 stopni, nie wróży to dobrze występowi na Dębowym Oriencie, cóż, nikt nie mówił, że będzie lekko.
Tyle, że przy takiej temperaturze nie chce mi się jechać szosami, chcę chociaż trochę cienia, więc nieco więcej terenem, lasami, jadę bardzo podobną drogą jak ta poranna. Tyle, że zamiast przez węzeł w Kończycach jadę przez hałdę w Sośnicy. Na całej długości mało ludzi, wychodzą tylko Ci co muszę, reszta siedzie w domach, sączy zimne napoje, je lody...
Tyle, że to już nie dla mnie, dzień bez roweru jest dniem straconym. Krótka przerwa w Panewnikach i nieco dalej w Piotrowicach gdzie spotykam qmpla, szybki Kebab i jedziemy kawałek dalej, skręcam do domu a Robert jedzie na Gniotek, przez Podlesie i Zarzecze.

W domu znalazłem informację o kolejnej Gitarowej OFFensywie na jesieni. Będzie się działo, na bank idę :)

Miłego weekendy i do zobaczenia jutro gdzieś na trasie Dębowego Orientu


Partyzant - Krzysztof Toczko © amiga

Poranek dnia czwartego...

Czwartek, 1 sierpnia 2013 · Komentarze(1)
Ania Dąbrowska - Bang Bang


Kolejny poranek… :), na zewnątrz dość przyjemnie ok. 17 stopni… Ruszam, jadę, początkowo szosami, później skręcam na ścieżki leśne, „mojej” trasy trzymam się w zasadzie, aż do podnóża hałdy w Sośnicy, tam zamiast jak zwykle trzymać się niebieskiego szlaku wybieram bardziej hardcorowy wariant. Skręcam w lewi i chwilę później w wąską ścieżkę prowadzącą na koronę hałdy… licznik wskazuje nachylenie na całym odcinku od 11-15%, jednak to tylko 200-250m…, niemniej można się lekko zmęczyć, przygotować na coś bardziej wymagającego, co czeka mnie już za trochę ponad tydzień… Pięknie rozpoczęty dzień, teraz można już zabrać się za pracę, poranna porcja endorfin została dostarczona :)

Przepust pod A4 w okolicach hałdy © amiga


Droga prowadząca z hałdy w Sośnicy © amiga


Przed chwilą nią jechałem... nachylenie wg licznika od 11-15% :) © amiga