Wpisy archiwalne w kategorii

Solo

Dystans całkowity:86682.07 km (w terenie 14611.30 km; 16.86%)
Czas w ruchu:3846:14
Średnia prędkość:22.54 km/h
Maksymalna prędkość:170.00 km/h
Suma podjazdów:321037 m
Maks. tętno maksymalne:240 (130 %)
Maks. tętno średnie:171 (92 %)
Suma kalorii:3340130 kcal
Liczba aktywności:2661
Średnio na aktywność:32.57 km i 1h 26m
Więcej statystyk

popracowo, terenowo i niespodziewane spotkanie

Środa, 13 czerwca 2012 · Komentarze(2)
Powrót z pracy w całkiem przyzwoitych warunkach, przez całą drogę nie spadła ani kropla deszczu, nawet od czasu do czasu pojawiało się słońce.
Część porannych ubrań powędrowała do plecaka, a z pracy wziąłem suche zastępcze wdzianko. Oczywiście pogoda zmodyfikowała moje plany i władowałem się w wersję bardziej terenową drogi powrotnej. W efekcie do Ochojca przyjeżdżam maksymalnie umorusany. Po drodze jeszcze odwiedziny bankomatu w pobliżu i niespodzianka - na ul. Fredry widzę stojącego bikera na SCOTT-cie, wszędzie rozpoznam ten rower, nie mogłem się mylić, nie ma takiego drugiego. Po 2 latach znajomości internetowej w końcu udało się spotkać Devilka. Kilkanaście min rozmowy i ruszam dalej, jestem umówiony, czas mnie goni. Fajnie się było spotkać, mam nadzieję, że w końcu gdzieś uda się razem pojechać.

Na hałdzie po deszczu © amiga


Do posłuchania koncert/płyta o której zapomniałem przez długie lata, przez przypadek włączyłem ją dzisiaj w pracy i wróciłem "...do tych pól malowanych zbożem rozmaitem pozłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem gdzie bursztynowy świerzop,gryka jak śnieg biała..." (do dzieciństwa). Miłego słuchania :), jeżeli ktoś wytrwa ;P

Polecam szczególnie utwór The Bell zaczyna się w 24:55

Mike Oldfield - Tubular Bells II [Full Live]

popracowa jazda pod wiatr

Wtorek, 12 czerwca 2012 · Komentarze(8)
Powrót klasycznie dość późno. Pogoda dżdżysta, czasami świeci słońce, jednak przez większość trasy leje, na dokładkę wieje z niewłaściwego kierunku, przywykłem ostatnio do tego. Po powrocie wszystko nadawało się do prania, w zasadzie rower też powinien zostać umyty, ale nie chce mi się, samo odpadnie.

Bieganie dzisiaj odpuszczam, nie chcę przegiąć na początek, niech się organizm przyzwyczai do wysiłku. W firmie załatwiłem sobie kartę multi-sport więc dojdzie jeszcze basen i siłownia od lipca ;). Najwyższy czas podnieść się i zacząć realizować wszystkie plany, boję się, że obudził się we mnie potwór. Z grubsza mam określony plan działania na najbliższe 5 lat, ale to nie pierwszy taki w moim życiu, zawsze były realizowane i kończone z sukcesem.

Polska Biało-Czerwoni © amiga


Polska Biało-Czerwoni 2 © amiga


Rowerzystka ... © amiga


Akurat - Lubię mówić z tobą

Dopracowo

Wtorek, 12 czerwca 2012 · Komentarze(7)
W końcu pogoda nieco się poprawiła, jest nieco cieplej, trochę bardziej sucho, w lesie jedynie sporo błota i wody.
Po wczorajszym bieganiu zero zakwasów ;), co nie zmienia faktu że czuję to w nogach.
W drodze katuję się dalej Nightwish-em - Imaginaerum, chyba nauczę się tych tekstów na pamięć. Do posłuchania jeden z utworów z tej płyty - ponad 13min. ale warto.

Nightwish - A song of myself


Wyjątkowo na dole wpisu umieszczam tekst tej piosenki. Warto posłuchać ,poczytać, pomyśleć.

Czerwony maczek © amiga





1. From A Dusty Bookshelf


2. All That Great Heart Lying Still


The nightingale is still locked in the cage
The deep breath I took still poisons my lungs
An old oak sheltering me from the blue
Sun bathing on its dead frozen leaves

A catnap in the ghost town of my heart
She dreams of storytime and the river ghosts
Of mermaids, of Whitman`s and the Ride
Raving harlequins, gigantic toys

A song of me a song in need
Of a courageous symphony
A verse of me a verse in need
Of a pure-heart singing me to peace

All that great heart lying still and slowly dying
All that great heart lying still on an angelwing

All that great heart lying still
In silent suffering
Smiling like a clown until the show has come to an end
What is left for encore
Is the same old Dead Boy`s song
Sung in silence
All that great heart lying still and slowly dying
All that great heart lying still on an angelwing

A midnight flight into Covington Woods
A princess and a panther by my side
These are Territories I live for
I`d still give my everything to love you more

(repeat br.+ch.)


3. Piano Black

A silent symphony
A hollow opus #1,2,3

Sometimes the sky is piano black
Piano black over cleansing waters

Resting pipes, verse of bore
Rusting keys without a door

Sometimes the within is piano black
Piano black over cleansing waters

All that great heart lying still and slowly dying
All that great heart lying still on an angelwing


4. Love

I see a slow, simple youngster by a busy street, with a begging bowl in his shaking hand.
Trying to smile but hurting infinitely. Nobody notices.
I do, but walk by.

An old man gets naked and kisses a model-doll in his attic.
It`s half-light and he`s in tears.
When he finally comes his eyes are cascading.

I see a beaten dog in a pungent alley. He tries to bite me.
All pride has left his wild drooling eyes.
I wish I had my leg to spare.

A mother visits her son, smiles to him through the bars.
She`s never loved him more.

An obese girl enters an elevator with me.
All dressed up fancy, a green butterfly on her neck.
Terribly sweet perfume deafens me.
She`s going to dinner alone.
That makes her even more beautiful.

I see a model`s face on a brick wall.
A statue of porcelain perfection beside a violent city kill.
A city that worships flesh.


The 1st thing I ever heard was a wandering man telling his story
It was you, the grass under my bare feet
The campfire in the dead of the night
The heavenly black of sky and sea

It was us
Roaming the rainy roads, combing the gilded beaches
Waking up to a new gallery of wonders every morn
Bathing in places no-one`s seen before
Shipwrecked on some matt-painted island
Clad in nothing but the surf - beauty`s finest robe

Beyond all mortality we are, swinging in the breath of nature
In early air of the dawn of life
A sight to silence the heavens

I want to travel where life travels, following its permanent lead
Where the air tastes like snow music
Where grass smells like fresh-born Eden
I would pass no man, no stranger, no tragedy or rapture
I would bathe in a world of sensation
Love, Goodness, and Simplicity
( While violated and imprisoned by technology )


The thought of my family`s graves was the only moment I used to experience true love
That love remains infinite, as I`ll never be the man my father is

How can you "just be yourself" when you don`t know who you are?
Stop saying "I know how you feel"
How could anyone know how another feels?

Who am I to judge a priest, beggar, whore, politician, wrongdoer?
I am, you are, all of them already

Dear child, stop working, go play
Forget every rule
There`s no fear in a dream

"Is there a village inside this snowflake?"
- a child asked me
"What`s the color of our lullaby?"

I`ve never been so close to truth as then
I touched its silver lining

Death is the winner in any war
Nothing noble in dying for your religion
For your country
For ideology, for faith
For another man, yes

Paper is dead without words
Ink idle without a poem
All the world dead without stories
Without love and disarming beauty

Careless realism costs souls

Ever seen the Lord smile?
All the care for the world made Beautiful a sad man?
Why do we still carry a device of torture around our necks?
Oh, how rotten your pre-apocalypse is
All you bible-black fools living over nightmare ground

I see all those empty cradles and wonder
If man will ever change

I, too, wish to be a decent manboy but all I am
Is smoke and mirrors
Still given everything, may I be deserving

And there forever remains that change from G to Em

Tłumaczenie to jest tu: www.tekstowo.pl trzeba kliknąć na link "pokaż tłumaczenie" znajdujący się po prawej stronie tekstu angielskiego.

Porankowo dopracowo

Poniedziałek, 11 czerwca 2012 · Komentarze(8)
Poranek chłodny, mokry, chwilami wietrzny. Trasa standardowa częściowo po lesie, częściowo po bocznych szosach, więc jak zwykle przyjemnie, jedynie błota i kałuż wszędzie pełno, trzeba było uważać. Do firmy przyjechałem usmarowany od stóp do głowy, ale już się chyba przyzwyczaili do takiego widoku. Czerwiec coś mnie nie rozpieszcza rowerowo, mało jeżdżę, muszę to nieco podgonić, zwiększyć ilość pokonywanych kilometrów :)

KSU - Moje Bieszczady (Akustycznie na XXX-lecie)


Poranek w lasku makoszowskim © amiga

Dodomowo wieczorowo

Poniedziałek, 11 czerwca 2012 · Komentarze(6)
Powrót do domu tą samą trasą co poranna, więc nie ma sensu się rozpisywać. Pogoda nijaka, w kilku miejscach na trasie dorwał mnie deszcz, w lesie błotniście, wodniście, ale już mi to nie przeszkadzało, mogłem się wytarzać w błocie i tak by nikt nie zauważył różnicy ;P

Błotny potwór © amiga


Linoskoczek - Andrzej Zaucha i Anawa

Poprocany

Czwartek, 7 czerwca 2012 · Komentarze(6)
Dzisiaj krótki wypad po okolicy. Trafiło na Paprocany w Tychach, po wczorajszych i przedwczorajszych manewrach z buta, dzisiaj zdecydowałem się na samotny rajd po okolicy.
Kocham jazdę na rowerze, planowałem rowerowy wypad do Wisły, jednak z różnych powodów nie miał on szansy powodzenia. Wybrałem więc trasę prostą na Tychy-Paprocany. Wieczorem byłem umówiony na grilla, więc czasu nie było zbyt wiele.
Droga raczej standarciak, po wczorajszych zakwasach jedyna słuszna, tzn. nieskomplikowana, żadnych wielkich podjazdów po drodze.

O bieganiu chwilowo nie ma mowy, za duże zakwasy, ale dam radę, pewnie już w Niedzielę.

K.A.S.A.-Piękniejsza


Jezioro paprocany © amiga

Paprocany 1 © amiga

Paprocany 2 © amiga


Paprocany 3 © amiga

Paprocamy jacht © amiga


Szybkii gość © amiga

Mały ptaszek duży zoom © amiga


Mlekomat w piotrowicach © amiga

Porankowo dopracowo

Środa, 6 czerwca 2012 · Komentarze(4)
Poranek prawie jak zwykle, tyle, że zaczął się nieco wcześniej, wstałem ok 5:00 i zaczałem się przygotowywać do wyjścia, po wczorajszym bieganiu czuję lekkie zakwasy, ale nie jest źle, mogę chodzić ;P. Do pracy wychodzę ok 6:30 tyle, że już na podwórku na szybko czyszczę rower z zaschniętego błota, oliwię łańcuch i przerzutki, w końcu im się też coś należy. Sama droga rewelacyjna, pomimo tego, że błotnista i nie można było poszaleć, co ciekawe jechało mi się całkiem przyjemnie, nie czułem żeby coś mnie bolało, coś mi przeszkadazało. Ciekawe czy wieczorem będę miał siły na kolejne bieganie :)

A do posłuchania dzisiaj: Yello - The Race


Teledysk mozna znaleźć tu: Wrzuta.pl/The race

Tu powstają błotne potwory © amiga


Budzi się dzień © amiga

Po pracowy powrót

Środa, 6 czerwca 2012 · Komentarze(8)
Powrót popracowy stosunkowo wcześnie, pewnie dlatego, że w Gliwicach byłem chwilę po 8:00. Dzień minął całkiem przyjemnie, jednak przeżyłem szok gdy okazało się, że pół firmy przegląda mojego bloga, masakra :), teraz nic się nie ukryje ;P. W każdym razie Pozdrawiam Wszystkich zaglądających tutaj :)

KTM Story
Dostałem informację z bikershopu z Krakowa (dystrybutora KTM-a), poniżej jego cała treść:

Rama została przesłana do centrali KTM w Austrii.

Jest mi bardzo przykro z powodu długiego oczekiwania.

Zamówiony kurier z przyczyn mi nieznanych (nie zamawiamy go w Polsce) nie
przyjechał podebrać ramy.
Dopiero kolejne zamówienie kuriera zostało zrealizowane.

Przypuszczam, że nowa rama - po sprawdzeniu uszkodzenia w ramie
reklamowanej, zostanie do Pana wysłana w połowie przyszłego tygodnia.


A do posłuchania
Tenacious D - Live @ Rock am Ring 2012

Podesłany wczoraj przez Darka (dzięki).

Gdzieś na szlaku w Rudzie Śląskiej © amiga


Nie ma śladu po ulewach © amiga



Ps. Zakwasy po wczorajszym bieganiu dają się we znaki ;P

Porankowo, deszczowo, dopracowo

Poniedziałek, 4 czerwca 2012 · Komentarze(4)
Obudziłem się ok 4:30 i za diabła nie mogłem zasnąć, przewracałem się z boku na bok. W końcu dałem za wygraną i wstałem, za oknem lało. Wyjazd do pracy był pod znakiem zapytania, ale powolutku zacząłem się zbierać, w między czasie przestało padać. Ubrałem się w nieprzemakalne wdzianko i ruszyłem w drogę. Wyjazd 45 min wcześniej niż zwykle, ale nie spieszyło mi się, jakbym mógł to pewnie jechałbym gdzie mnie oczy poniosą. Pomimo aury w lesie pięknie, widać, że przyroda odżyła, ten deszcz był potrzebny.
Po dojeździe do pracy wyglądałem jak błotny potwór, ale to moja głupia natura ładowania się w bagniste przejazdy przez hałdy dała znać o sobie, chyba to lubię :). Na szczęście wdzianko dobrze chroniło, wystarczyło "syf" spłukać pod prysznicem i wieczorem będę przez chwilę wyglądał jak człowiek ;P (do pierwszej hałdy).

Aura niestety wpłynęła na mnie dzisiaj i na muzykę którą odpaliłem, chyba też tego potrzebowałem. Nie przeciągając miałem odpaloną płytę Riverse - Voices In My Head. Piękna nastrojowa muzyka, na dole wpisu link do koncertu RIVERSIDE - Reality Dream. Mam nadzieję, że się spodoba.

W weekend, udało mi się nieco odpocząć w niezłym towarzystwie, a teraz zostało tylko wziąć byka za rogi i w końcu zacząć realizować wszystkie tegoroczne plany, a jest tego trochę.

Kilka dzisiejszych fotek:
Na ławeczce... © amiga


Droga donikąd © amiga


Podeszczowo w parku © amiga


RIVERSIDE - Reality Dream

Popracowo

Poniedziałek, 4 czerwca 2012 · Komentarze(2)
Pogoda popołudniu również nie rozpieszczała, cały czas siąpiło. Na drogach spory ruch, starałem się jak najszybciej dotrzeć do lasu i to się udało, tam już cisza spokój, zero spacerowiczów i rowerzystów (trochę szkoda). Zdaje się, że tylko ja jestem taki odjechany aby pchać się w las przy takiej pogodę, ale fajnie było. Pomimo tego, że chwilami lało, podobało mi się.
Na uszach dla odmiany "Sonata Arctica" - świetna muzyka, z powerem, podobało mi się. Poniżej link do koncertu, miłego słuchania.

Sonata Arctica live For The Sake Of Revenge


Koniki w Panewnikach © amiga