Wpisy archiwalne w kategorii

Solo

Dystans całkowity:86682.07 km (w terenie 14611.30 km; 16.86%)
Czas w ruchu:3846:14
Średnia prędkość:22.54 km/h
Maksymalna prędkość:170.00 km/h
Suma podjazdów:321037 m
Maks. tętno maksymalne:240 (130 %)
Maks. tętno średnie:171 (92 %)
Suma kalorii:3340130 kcal
Liczba aktywności:2661
Średnio na aktywność:32.57 km i 1h 26m
Więcej statystyk

Katowice->Wisła->Salmopol->Szczyrk->Katowice

Środa, 20 czerwca 2012 · Komentarze(33)
Lady Pank - Wspinaczka, czyli historia pewnej rewolucji


Dzisiaj dzień inny niż wszystkie, mam wolne, od dawna planowałem wyjazd, kilkukrotnie we wcześniejszych wpisach wspominałem, że brakuje mi gór, brakuje mi Beskidów, brakuje mi wycieczek jakichkolwiek i w jakiejkolwiek formie po tych górach.
Mam cały dzień dla siebie, wyjeżdżam z godzinnym opóźnieniem ok 7:00. Początek drogi znam na pamięć. Jadę na Pszczynę później Goczałkowice. Tutaj mogę zyskać na czasie, wszystko już widziałem tutaj więc mogę po prostu jechać i nie zatrzymywać się.

Dopiero w Kobiórze chwila przerwy, jakoś nie mogę sobie darować drobnej uszczypliwości patrząc na pałac jaki postawiła sobie "CZARNA MAFIA".

Tutaj będą odpoczywać, Ci co ślubowali ubóstwo - Biskupstwo w Kobiórze © amiga


Nie mam ochoty tego specjalnie komentować, mam to gdzieś, jadę w góry ;)
Chwila przerwy w pedałowaniu w Goczałkowicach, tam małe zakupy we wsiowym sklepie, zaopatruję się w dwie czekolady gorzkie 90%, jedną zjadam na miejscu, druga wędruje do plecaka (zapomniałem o niej o odkryłem ją dopiero w domu - dość mocno zmieniła kształty i stan skupienia ;P).

Przy sklepie montuję mini mapnik na kierownicy, od teraz będę musiał nawigować, mógłbym skorzystać z GPS-u, ale z premedytacją nie wrzuciłem mapy. Muszę w końcu nauczyć się korzystać z analoga, początkowo korzystam z mapy 1:40000, później przechodzę na 1:100000 i przyznam się, że ta druga jakoś bardziej mi przypadła do gustu, może dlatego, że mam wgląd na nieco większa okolicę.

Ruszam dalej, po raz pierwszy nieco mylę trasę, robię kółko wokół jednego ze stawów - będzie kilka km więcej ;)

Goczałkowice Uzdrowisko © amiga


Droga dookoła stawu w Goczałkowicach © amiga


Nieco dalej kolejny błąd w nawigacji źle skręcam w Rudzicy i ląduję w Landku, w sumie gratis robię jakieś 20km - obłęd, ale jeszcze nie czuję zmęczenia.

Panorama z okolic Rudzicy - w tle Beskidy - tam jadę © amiga


Kawałek dalej zaliczam kolejny sklep, tym razem uzupełniam baki i kupuję banany - dodatkowa energia bardzo mi się przyda. Do Skoczowa mam jakieś 12km, dość prostej trasy, szybko mi to zlatuje i pora wjechać na drogę rowerowa prowadząco do Ustronia i dalej do Wisły.

Rowerówka pomiędzy Skoczowem a Ustroniem © amiga


W Ustroniu kolejna chwila przerwy, podjeżdżam też pod drogę prowadzącą na Równice, ale nie tym razem, może przy kolejnej wizycie ?

Droga na Równicę - nie dzisiaj © amiga


W końcu dojeżdżam do Wisły, plan zakłada tutaj dłuższą przerwę, musze coś zjeść, wychłodzić nieco organizm, odpocząć, tętno cały czas utrzymuje się >140, trochę dużo, ale przy takim upale to chyba nie jest dziwne.

Dobry lodzik nie jest zły ;) © amiga


Olewam centrum Wisły, nie podoba mi się ten cyrk stworzony dla turystów, gdzieś w okolicy Wisły Malinki robię przerwę, prawie godzinną, w między czasie w końcu jem coś normalnego (zabrałem to z Katowic), chłodzę się w Wiśle, w zasadzie cały się zanurzyłam ;), druga sprawa to wolę wjeżdżać na Salmopol z jak najmniejszym obciążeniem na plecach.

Piknik pod wiszącą skałą © amiga


Drugie śniadanie mistrzów © amiga


Królowa Polskich rzek © amiga


Płynie Wisła płynie... © amiga


Pieniek w rzece © amiga


Czemuś przyciąga wzrok © amiga


Pora się ochłodzić trochę © amiga


Kawałek dalej uzupełniam poziom płynów, lecz tym razem w mojej wersji, tzn. jedna butla zostaje wypita prawie natychmiast, druga jedzie ze mną nieco wyżej, wiem, że będę potrzebował wody, a za diabła nie mogę dopuścić do odwodnienia, wiem jak to się u mnie kończy.

Walka ze słabością trwa, podjeżdżam na przełęcz Salmopolską, po drodze robiąc kilka przerw, chyba odczuwam skutki biegania, wiem, że mam kolana, wiem gdzie są, ale czuję też różne dziwne partie mięśni ;)

W końcu docieram, jednak nie bez przeszkód, raz zjeżdżając na pobocze, wpadam do rowu po płynącej tędy deszczówce, w sumie rower ląduje jakieś 20-30 cm niżej, a ja zaliczam delikatną glebkę, zdzierając sobie skórę z lewej nogi.

Lekko brocząc krwią, postanawiam zjeść coś konkretnego w przydrożnym barze na Białym Krzyżu. Nazwy potraw nic mi nie mówią, ale kobieta twierdzi, że to coś zbójnickiego więc się zgadzam. Po 10 min dostaję jakiś udziwniony szaszłyk w komplecie z frytkami i kola. Płacę za tą przyjemność 23zł.

Widok z przełęczy Salmopolskiej © amiga



Jazda z analogowym GPS-em © amiga


Teraz zostaje ta przyjemniejsza cześć trasy, mogę chwilę odpocząć, w zasadzie to dłuższą chwilę, grubo ponad 10km zjazdu, lubię to, puszczam hamulce i rower leci, a ja z nim, jedynie na zakrętach których jest mnóstwo musze uważać.
W Szczyrku zatrzymuję się tylko raz, na poboczu stoi stary zapomniany Ził. Jest piękny.

Stoi staruszek przy drodze w Szczyrku © amiga


Chyba jest w gorszym stanie od mojego dziadunia © amiga


Samo miasteczko znowu mnie nie interesuje, znowu masa bud, knajp, restauracji nastawionych na turystów, olewam to i jadę na Bielsko-Białą.
Patrzę na zegarek, robi się późno, zastanawiałem się nad przerwą na focenie Reksia, jednak nie dzisiaj, chcę być w Katowicach ok 20:00. Lampek dzisiaj nie zabrałem, a w ciemnościach po lesie jedzie się średnio.

Tutaj jeszcze nie byłem ;) © amiga


Ciąg dalszy podróży to Czechowice-Dziedzice, dalej powrót do Goczałkowic i tą samą trasą co poranna jazda do Katowic.

Płynie woda do Katowic © amiga


Droga techniczna gdzieś za Pszczyną © amiga


Dzień minął mi bardzo szybko, szkoda, że nie wyjechałem wcześniej, szkoda, że lepiej się nie przygotowałem, szkoda że Zygfryd jeszcze u lekarza, szkoda, że bez SPD-ków (brakowało ich na podjazdach - poczułem to na Salmopolu).

Wiem jednak znowu coś więcej, czegoś się nauczyłem , sprawdziłem siebie, sprawdziłem co potrafię, wiem, że to nie jest kres moich możliwości, trzeba nad sobą jeszcze popracować.

Jedno jest pewnie, na Salmopol wrócę w tym roku jeszcze nie raz. Narodziły mi się w między czasie 3 nowe wyzwania, które czekają tylko na realizcję.
Jeszcze w tym roku przejazd ze Stolicy do Katowic - jakieś 300km, mała wyprawa myślę, że tygodniowa po wschodniej ścianie Polski (muszę dotrzeć do Królowego Mostu), a w przyszłym roku chyba pora pomyśleć o trasie Świnoujście->Ustrzyki.

Oj będzie się działo :)

Acha - dodałem w końcu nową kategorię - do 272km ;)

Endomodno dzisiaj ponownie zrobiło mi psikusa, GPS zaskoczył dopiero gdzieś na 25km trasy, a pod koniec komórka się wyładowała (po ok 13 godzinach ciągłego logowania sygnału zastrajkowała)


BIESZCZADY - Jacek Kaczmarski


Ps. Bieszczady też są na liście wycieczek tegorocznych, ostatni raz tam byłem w 1987 roku i jestem w nich zakochany dalej, nawet odszukałem stare mapy ;)

Dopracowo

Wtorek, 19 czerwca 2012 · Komentarze(2)
DŻEM - Sen o Victorii - live


Piękny poranek, nie za gorący, ale i nie za zimny, dokładnie taki jak lubię, do kompletu lekki wiatr, po prostu idealny. Wyjeżdżam dość późno, rano mam problem, żeby się pozbierać na czas, na dokładkę czuję efekty wczorajszego biegania ;P, oba kolana lekko nap....ą, ale już się przyzwyczaiłem do tego bólu, wiem, że rozruszam to na rowerze i będzie dobrze. Ważne, aby do jutra wszystko było ok.
W drodze oczywiście zasłuchałem się na tyle, iż zapomniałem o foceniu, masakra, za to będąc już w pracy pstyknąłem widok zza okna.

Ps. Na dole wpisu cały koncert Dżemu - live riviera remont 1991

Za oknem w pracy © amiga




dżem - live riviera remont 1991

Czas ciągle goni nas...

Wtorek, 19 czerwca 2012 · Komentarze(7)
CHŁOPCY Z PLACU BRONI - kiedy już będę dobrym człowiekiem


Dzisiaj z pracy zrywka dość wcześnie, prawie jak nie ja. Ok 16:10 już jestem za bramą, już jadę, muszę zdążyć do sklepu przed 18:00, a droga daleka, nieco ponad 30km. Jadę najbardziej optymalną drogą, byle szybciej, byle prędzej. W Panewnikach ktoś dzwoni, bluza już odebrana, ale czeka mnie miłe spotkanie koło stawu Janina na Giszowcu, więc znów pędzę, znów naciskam na pedały, tyle ile daję rady (cały czas czuję wczorajsze bieganie). Chyba pierwszy raz w życiu leciałem po tym lasku z taką prędkością. Cała trasa 6km zajęła mi ok 10-11 min, mijani ludzie patrzyli na mnie jak na samobójcę. W końcu udało się dotrzeć na miejsce, odebrać zajebistą bluzę z mobilnego oddziału RowerowejNorki. Z Moniką rozmawiamy jeszcze kilkadziesiąt minut po czym się okazuje, że w Meridka złapał gumę, jakoś wspólnymi siłami łatamy dziurę i niestety pora się rozstać, przed Kosmą jeszcze ponad 30km do domu, ja mam łatwiej, wystarczy, że cofnę się jakieś 5-6km do Ochojca. Ze względu na pośpiech fot nie robię, jedynie bluzę musiałem sfotografować, jest bezbłędna, dokładnie taka o jakiej marzyłem ;)

Jutro za to będzie okazja pofocić, mam dzień wolnego i nie odpuszczę, muszę gdzieś wyjechać, plan już jest, ale to w jutrzejszym wpisie.

koszulka Bikestats Amiga © amiga

Dopracowo

Poniedziałek, 18 czerwca 2012 · Komentarze(3)
Andrzej Grabowski - Czasami


Pierwszy w tym tygodniu wypad do pracy, pogoda piękna, rano ciepło, w końcu po dłuższym okresie znowu mogłem ubrać krótkie spodenki, zamiast wdzianka przeciwdeszczowego. Pewnie popołudniu dla odmiany będzie mi przeszkadzał skwar, z drugiej strony chyba wolę to niż ulewę.

W lasku Makoszowskim © amiga

Okrężnie do domu

Poniedziałek, 18 czerwca 2012 · Komentarze(2)
Ira - Nadzieja


Popracowy wypad nieco inny niż zwykle. Pogoda fantastyczna, może ciut za ciepło, ale jedzie mi się świetnie. Pierwsza myśl to ładuję się przez hałdę w Sośnicy, tylko co potem? Oczywiście trzeba było pójść za ciosem i jechać już maksymalnie terenowo, więc po nasypie wzdłuż Kłodnicy, później ul. Piaskowa w Zabrzu, Staw Księżycowy na Helembie, zielonym szlakiem w okolice Straconej Wioski, dalej szosą Gliwice-Mikołów na wysokość Rety-Śmiłowieckiej, Starganiec i w końcu Piotrowice i Ochojec. Po drodze kilka postoi, pierwszy na ul. Piaskowej ;P - trzeba w końcu zrobić tam jakieś foty, później na Stargańcu bo... lubię to miejsce, i jeszcze jeden postój kilka km dalej, zatrzymuję mnie bikerki bo złapały snejka, cóż było robić połatałem dętkę, pierwszy raz w życiu bez zdejmowania koła (nie miałem klucza 15 żeby je zdjąć), ale operacja się udała, pacjent nie wypuszczał powietrza.

KTM Story
Dzisiaj oczywiście zadzwoniłem do Bikershopu w Krakowie i zdaje się, że ktoś coś kręci. Wg Bikershopu nawalił KTM w Austrii wysyłając kilkukrotnie kuriera pod zły adres w Warszawie. Gość mnie przepraszał na wszelkie możliwe sposoby i obiecał, że max do 3 lipca rower będzie u mnie w domu z nową ramą z modelu wyższego. Zaczynam się bać, jak to będzie Carbon to zajeżdżę go w 2-3 miesiące.
W tej chwili mam ramę Ultra Sport a model wyżej to Race. Zobaczymy co Będzie dalej, na tą chwilę mam na czym jeździć, chociaż dziadunio zaczyna lekko niedomagać, chyba dostał w d..ę przez ostatnie kilka tygodni, przejechał ok 2300km :), w deszczu, w terenie, nie oszczędzałem go. Myślę, że zdążę w niego włożyć jeszcze trochę grosza ;P i będzie jako dojazdówka. ;P

Widoczek na ul. Piaskowej w Zabrzu © amiga


jak sama nazwa wskazuje ul.Piaskowa w Zabrzu © amiga


kąpielisko Starganiec © amiga


Starganiec - tu można odpoczać © amiga

Po okolicy

Niedziela, 17 czerwca 2012 · Komentarze(4)
Kocham Wolność - Chłopcy Z Placu Broni


Od dawien, dawna pierwszy wypad po okolicy, ostatnio podobną drogą jechałem może miesiąc temu ? Musiałem wyjechać, jestem zbyt chory na cyklozę, aby zrezygnować z wycieczki rowerowej, chociaż krótkiej, dzisiaj grill ze szwagrem więc trzeba się streścić.
Muszę, powalczyć z hałdą w Kostuchnie, ostatnio byłem tam może rok temu z buta., tym razem walczę na rowerze, pierwsze podejście od strony, z której nie spodziewałem się możliwości podjazdu, prawie pionowa ściana, jednak kilkaset metrów dalej wiem ,że jest możliwość "normalnego" podjazdu. Na wejście ładuję sie oczywiście w hardcore, po ostatnim bieganiu raczej nie mam złudzeń co do podjazdu, wiem że nie dam rady, bolą mnie kolana, chyba się lekko przeforsowałem. Musi minąć kilka dni zanim podejmę kolejne wyzwanie.
Na szczycie jednak podoba mi się, niesamowite wrażenie robi widok po położeniu się na plecach na szczycie hałdy nie widać zbyt wiele, tylko trawa, zero cywilizacji, i w tle góry, moje ukochane góry, Beskidy, do których tęsknie, o których marzę i o których mogę zapomnieć w najbliższych 2-3 tygodniach. Shit.

Widok z hadły w Kostuchnie w kierunku Łazisk © amiga


Widok na Klimont z hałdy w makoszowach - tam się udaję, a w tle moje ukocane góry - Beskidy © amiga


Industrial z hałdy w Kostuchnie © amiga


Pora kończyć wizytę na hałdzie, przede mną jeszcze kawałek trasy, jadę w kierunku Lędzin, jednak zamiast jak większość ludzi ładować się na Klimont wjeżdżam na pobliską górę św. Klemensa. Jakoś bardziej mi odpowiada, piękne widoki, zero ludzi, 0 asfaltu, sam teren. Widoki jeszcze bardziej mnie rozklejają, czemu mnie tak ciągnie do gór, do Beskidów, nieważne czy pieszo, czy na rowerze, kocham je. Na tą chwilę mogę popatrzeć na nie tylko z daleka, ale cóż, w końcu nastąpi ten piękny dzień, że tam dotrę, że będę mógł się rozkoszować tą przyroda, naturą, nieskalaną przez wszędobylski przemysł turystyczny, który nasz kraj został już skażony. Dlatego uciekam od miasteczek takich jak Wisła, Ustroń, Zakopane, tam nie ma nic ciekawego, ja kocham łazić, kocham jeździć po tej okolicy, a nie szwendać się między budkami, jeszcze trochę i tam dojadę, dojdę.
Może jednak dalej, może Bieszczady ? Ostatni raz byłem tam w 87 roku i od tej pory chcę tam wrócić, najpiękniejsze Polskie góry. Zero cywilizacji, żadnego internetu, żadnych komórek, tylko człowiek i przyroda, natura.
Chyba pora pomyśleć o wakacjach...

Widok z góry św.Klemensa w Lędzinach - góry jakby bliżej © amiga


Czemu mnie tam, aż tak ciągnie / © amiga


Czerwone maki © amiga


pojedynczy maczek © amiga


Co by z tego można było zrobić © amiga


chabry na łące © amiga


Czyżby to Maja ? © amiga


Chyba kogoś bardzo suszy © amiga

Do Not Break

Piątek, 15 czerwca 2012 · Komentarze(8)
Po wczorajszej przerwie w pracy dzisiaj w ponownie dosiadłem Dziadunia i w drogę. Zastanawiałem się nad jazdą standardową drogą przez lasy, jednak po zaliczeniu krótkiego odcinka w Piotrowicach odpuściłem sobie. Już tam było nieciekawie, a na hałdach będzie masakra. Lepszym wyborem były dzisiaj szosy, chociaż pewnie po południu skuszę się na jazdę terenową :), sie zobaczy.

KSU - Jabol Punk (Akustycznie na XXX-lecie)


Do Not Break © amiga

Dodomowo, piątkowo, terenowo

Piątek, 15 czerwca 2012 · Komentarze(4)
Popołudnie piękne, w końcu ciepło, po ostatnich kilku dniach jest to niesamowita odmiana. Ponad 20 stopni w cieniu, po prostu bajka. Wjeżdżam w las i jadę bardziej terenową wersją drogi dodomowej, błoto na większości ścieżek gdzieś zniknęło, tylko do czasu do czasu trzeba wyminąć jakąś kałużę, dopiero na hałdzie w Halembie musiałem uważać po czym jadę :P.
Mógłbym dzisiaj tak jechać, i jechać, i rozkoszować się takim krajobrazem, taką przyrodą, takim wspaniałym dniem. (chyba pójdę pobiegać)

Przy okazji przypomniałem sobie o 2 starych płytach Carrion-u, jeden z utworów dołączam do wpisu. Na koncercie kilka lat temu zrobił na mnie niesamowite wrażenie, zresztą dzisiaj też tego dobrze się słucha.

CARRION - Nie bez wiary


KTM Story
Dzisiaj kolejny tel do Serwisu w Warszawie, mail do Bikershopu w Krakowie i ...
Masakra. Serwis w Warszawie coś wspominał, że kurier (zamówiony przez KTM-a) zgubił gdzieś moją stara ramę pomiędzy Krakowem a Austrią. Q..a M.ć. W zasadzie mogę uznać, że gwarancja jest załatwiona pozytywnie, tyle, że teraz trzeba na nich trochę ponaciskać, głównie będzie chodziło o dystrybutora. Maila już dostali z odpowiednią treścią, a od poniedziałku mogą liczyć na moje upierdliwe tel. W najgorszym wypadku do Krakowa nie mam tak daleko ;P

Myślę, że jest to mój ostatni KTM. W MBIKE-u mam już załatwioną zniżkę (to ci goście z Warszawy) na kolejny rower - może 29er ?

Do not Break - nadruk na koszulce © amiga


Wódka już kiełkuje © amiga


Piękne miejsce, gdyby jeszcze nie te druty ;P © amiga


Pole w Rudzie Śląskiej © amiga

po bluzy

Czwartek, 14 czerwca 2012 · Komentarze(4)
Dzisiejszy dzień jest nietypowy. Niby mam dzień wolny, ale sporo spraw do pozałatwiania. Rano trochę prac domowych, odkładanych od dawna, ok 13:00 wizyta u lekarza, a później szybki wypad do wysuniętego na Śląsk przyczółka rowerowejnorki po zamówione bluzy. Droga rowerem cały czas w deszczu, w sklepie na ul.Szenwalda w Ochojcu pani patrzyła na mnie jakoś tak z litością ;P

Po powrocie wszystko nadawało się ponownie do prania, kolejne buty przemoczone, chyba trzeba rozszerzyć ich bazę. Dobrze by było gdyby jutro nie lało, w końcu trzeba pojechać do pracy.

PIDŻAMA PORNO - Bułgarskie Centrum Hujozy


ślad po niezłym rżnięciu © amiga


To też się działo © amiga


Koszulka na cześć KTM-a © amiga


amiga.bikestats.pl ;) © amiga




Cały koncert

Pidżama Porno - Finalista - cały koncert 2007

Deszczowo dopracowo

Środa, 13 czerwca 2012 · Komentarze(9)
Środa, poranek, leje, masakra, ale ubieram się i wyejeżdżam przed czasem jest 6:50.
Niby jestem ubrany we wdzianko przeciwdeszczowe, ale chyba producent nie przewidział ich na 30km jazdy w ulewie. W firmie nie było na mnie suchej nitki. Po raz chyba drugi jak długo tu pracuję wlazłem w całości pod prysznic i dopiero tam mogłem ściągnąć łachy. Klapnęły o kafelki i tyle. Mam nadzieję że przynajmniej częściowo wyschną do wieczora.

Ps. Fota zastępcza, ale nie miało sensu zatrzymywanie się :)

Akurat - Słowa mają mnie


Załęże nocą © amiga