Wpisy archiwalne w kategorii

Solo

Dystans całkowity:86682.07 km (w terenie 14611.30 km; 16.86%)
Czas w ruchu:3846:14
Średnia prędkość:22.54 km/h
Maksymalna prędkość:170.00 km/h
Suma podjazdów:321037 m
Maks. tętno maksymalne:240 (130 %)
Maks. tętno średnie:171 (92 %)
Suma kalorii:3340130 kcal
Liczba aktywności:2661
Średnio na aktywność:32.57 km i 1h 26m
Więcej statystyk

Jak mi się nie chciało chcieć...

Czwartek, 25 października 2012 · Komentarze(4)
W moim magicznym domu - Marian Opania


Porażka dzisiaj, wczoraj odpadłem siedząc przy komputerze, obudziłem się jakieś 2 godz. później, przełożyłem ciało na łóżko i tyle... To chyba efekt lekkiego niedosypiania, przemęczenia... Dzisiaj już jest dobrze, co prawda patrząć na te ciemności za oknem nie chciało mi się chcieć, chcieć jechać, wyjść gdziekolwiek... . Najchętniej zostałbym w domu i przespał cały dzień....

Jednak marzenia sobie, a rzeczywistość sobie. Zbieram się w końcu w ciągu 20 min, szybkie śniadanie i na rower... jest chłodno lecz jestem dobrze ubrany nie rusza mnie to. Lubię niskie temperatury, czasami patrzą na mnie jak na wariata gdy przy +8 stopniach chodzę w T-Shirt(cie), ale ja tak mam.

Sama droga standardowa, bez większych chec, trochę zaciskało, światła próbowały mnie zatrzymywać, ale tam gdzie się dało, modyfikowałem trasę (a to po chodniku, a to przez stację, a to wyprzedzając kolumnę samochodów). I znowu odniosłem kolejny sukces - dojechałem do pracy :). Trochę wysiłku fizycznego z rana potrafi jednak dać kopa - działa lepiej niż kawa :), którą w tej chwili się delektuję :)

Ps. Miłego czwartego dnia tygodnia.

Piękne czerwcowe niebo, może jeszcze zobaczymy takie piękne chmurki w tym roku ? © amiga

Masakra...., ale za to piękna....

Czwartek, 25 października 2012 · Komentarze(6)
Lipali - Pamiątki z masakry


Wyjazd z pracy ok 16:30, na zewnątrz ciemno, siąpi deszcz, jest średnio przyjemnie, ale nie jest zimno :)
Zasiadam za sterami Manfreda i ruszam, najpierw powoli, jak żółw ociężale,... po chwili zaczynam przyspieszać, jedzie się przyjemnie, to co, że pomiędzy zębami zgrzyta błoto i piasek, to nic, że rower i napęd będzie nadawał się do mycia, ale... to czysta przyjemność tak się up...ić :)
Początkowo jadę po szosach, jednak w Kończycach bez jakiejkolwiek świadomości zamiast odbić na Bielszowice jadę dalej, gdy zauważam błąd jestem już kilometr dalej (chyba się zamyśliłem), mogłem naprawić błąd, ale... jadę dalej, wjeżdżam w las i mogę chwilę pobyć w wilgotnym, mokrym, ciemnym lesie... Nawet w taką pogodę jesienny las potrafi być piękny..., nie spieszy mi się, mogę napawać się widokami. Wyjeżdżam na Halembie, znowu chwila po szosach i kolejny las, tym razem Panewnicki, jednak przed wjazdem staję na "mostku" nad Jamną i strzelam kilka fotek (wszystko przez Franka810).

kamyki na mostku © amiga


Jamna... w Rudzie Śląskiej © amiga


Widzę, że zaczyna się ściemniać, trzeba pchać ten wózek dalej pod górkę..., już niedaleko, jeszcze tylko 10km. Kawalek lasu na Bałtyckiej w Panewnikach, później ul. Medyków, kawałek Śląskiej i jestem w parku Zadole, refleksy światła w mokrym asfalcie zwracają moją uwage, zawracam i zatrzymuję się, dobre 10 min sesji zdjęciowej, a co będę sobie żalował

Nocą w parku © amiga


Park Zadole w nocy... © amiga


Kilkanaście min. później jestem już w domu, zrzucam z siebie mokre cuchy, ważą dobre 5kg - wszystko równo nasiąknięte wodą..., ale cóż taki urok dzisiejszego powrotu. Było super - Miłego wieczoru...

Na poczatku wpisu kawałek z nowej płyty Lipali

Poranek....

Środa, 24 października 2012 · Komentarze(8)
The Sandals - King Bruce Lee Karate Mistrz


Budzi się dzień, kolejny.... dzisiaj nie mogę sobie pozwolić na dłuższe zaleganie w łożu, musze się pozbierać i na dzień dobry lecę do przychodni... szybka wizyta i jeszcze szybszy powrót do domu. W końcu trzeba dojechać do pracy, przebieram się, wsiadam na rower i za...am. Jest późno, nawet jak na mnie, ale dobrze się jedzie, pomimo denerwujących kierowców - brawa dla pewniej blondyny w Rudze Śląskiej..., wpierw zwalnia miga w prawo, myślę będzie parkować, po czym odbija w lewo w chwili gdy zaczynam ją wyprzedzać, jedzie jeszcze 50m i ponownie próbuje parkować. Q....a, oczy mi w momencie zapłonęły, chciałem zabić, po raz pierwszy od nie pamiętam kiedy. Owszem zdarzali się idioci, ale byli zawsze bardziej przewidywalni. Chyba wolałbym pijanego za kierownicą...., po raz pierwszy opi...em babę za kółkiem. No cóż...

Pogoda dzisiaj taka sobie, nie pada, ale słońca też nie widać, a szkoda..., mogło być tak pięknie...


Magiczny dywanik © amiga

Ucieczka z tropiku

Środa, 24 października 2012 · Komentarze(5)
Marek Biliński - Ucieczka z tropiku


Powrót z pracy praktycznie klasyczny, bez szaleństw, tyle, że wyjeżdżam stosunkowo późno, zaczyna się ściemniać, światełka odpalone i pcham się szosami, ale w Kończycach cos mnie podkusiło, zmieniam trasę i wjeżdżam w las, mam wielką ochotę na małe szaleństwo w terenie. Prawdę powiedziawszy nie wiem czemy tak, może potrzeba chwili, może chodziło o to aby coś zmienić w monotonii dojazdów do i z pracy?

Zatrzymuję się dopiero w Piotrowicach na wiadukcie, jest już ciemno, jest pięknie, sporo samochodów, trzeba to wykorzystać, jest okazja na nocną fotkę :) Piesi jakoś podejrzanie mi się przyglądają, gdy klęczę obrócony do barierki i coś tam gmeram ;P

światła nocy © amiga


Co do Bilińskiego to ciekawe ile osób jeszce pamięta ten hicior sprzed lat, ten "teledysk", piękne to były czasy...

Popracowo, remontowo, nocowo, dodomowo

Wtorek, 23 października 2012 · Komentarze(2)
Rozbujane Betoniary - Walka z systemem


Wczorajszy dzień zakończył sie nietypowo jak na mnie, rower został uwięziony w firmowym magazynie, a ja wraz z Darkiem odwiedzamy Castoramę w celu zakupienie kilku drobiazgów potrzebnych do ruszenia z przemeblowaniem nieco dalej. Zakupy może nie były specjalnie wielkie, ale w zasadzie dostaliśmy to co było nam potrzebne. Jedziemy samochodem na Helenkę, tam walka z meblami, z ich ustawieniem/rozmieszczeniem. Zaczynamy wiercić w ścianach, idzie dość gładko dzięki młotowiertarce, jednak 2-krotnie dziurawimy ściany na wylot, dowiercamy się do sąsiadów :), w zasadzie sąsiadek, za pierwszym razem słychać tylko śmiech, przy drugiej dziurze dziewczyny już meldują się przy drzwiach z informacją, że coś im wyszło z drugiej strony ściany ;P.
W każdym bądź razie połowiczny sukces został odniesiony, teraz szybko spać i rano do pracy ponownie samochodem - dziwnie się z tym czuję...
Po pracy wsiadam na bike-a i ruszam ponownie na Helenkę, dzisiaj trzeba dokończyć zabawę z elektryką powiesić resztę półek, TV itp... w końcu będzie można odgruzować mieszkanie... . Pozostała tylko kwestia wykończenia, drobnych detali, ale to już szczegół, tyle…, że ten najbardziej pracochłonny... pewnie zejdzie nam kilka dni zanim wszystko będzie takie jakie być powinno.
Do domu wyjeżdżam ok 21:30, jest ciemno, prawie pusto na ulicach, jeszcze na Helence drogę przebiega mi sarna samobójczyni, drugi podobny przypadek nieco dalej w Rokitnicy. Dziwne tu mają zwierzaki zwyczaje..., nie mam czasu na denerwowanie się, trzeba lecieć do domu, przespać się a rano do lekarza...

Fotki archiwalne z wiosny 2011 roku.
Widziałem ptaka cień.... © amiga

Wiosenne harce © amiga

dopracowo

Poniedziałek, 22 października 2012 · Komentarze(12)
The Junkers - PZPN


Poranek mglisty, ale względnie ciepły, problem ze zwleczeniem się z łóżka nie ustępuje, z domu wyjeżdżam o 7:30. Jeszcze to nie jest rekordowo późno, jednak próbuje nadrobić stracony czas w drodze. Idzie mi to średnio, na ulicach masakra, sporo korków, ograniczona widoczność (do ok 10-20m już przy wyjeździe z Katowic, powtórka Pomiędzy Kochłowicami, a Wirkiem, Bielszowice i Gliwice również toną w mleku), źle się jedzie. Przydałaby się dzisiaj jeszcze jedna para oczu - takie dodatkowe z tyłu.

Jezioro w pobliżu zamku w Mosznie - fotka archiwalna sprzed 4-5 lat © amiga


Miłego dnia :)

Remontowa niedziela

Niedziela, 21 października 2012 · Komentarze(7)
Bohdan Smoleń i inni - Niech się mury pną do góry (Opole '84)


Niedziela, wstajemy późno, ale jakoś to mnie nie dziwi, chwila pogadanek i zabieramy się za resztę mebli, po wczorajej walce widzimy dzień w czarnych barwach, jednak.... pierwsza szafka idzie nadspodziewanie dobrze, składamy ją w dość niezłym czasie, kolejna podobnie, chyba nabraliśmy wprawy, jeszcze trochę i będziemy mogli się zatrudnić przy składaniu mebli ;P. W efekcie ok 16:00 mamy poskładne wszystkie elementy, teraz pozostało pozbyć się starych mebli, wstępnie poukładać całość i... tyle na dzisiaj, cdn...

Musze wrócić do Katowic, muszę się przygotować do pracy, zabrać z domu kilka drobiazgów. Więc ok 20:40 zbieram się i jadę szosami do Katowic, pierwotnie kieruję się na centrum Zabrza, później przez Kończyce, Bielszowice, Wirek, Kochłowice, Panewniki, Ligotę, Piotrowice i ląduję na Ochojcu.
Droga taka sobie, niby ruch zerowy, ale ścieżki rowerowe przysypane grubą warstwą liści, czasami zwaniam, bo nie widzę którędy mam jechać, jak prowadzi ścieżka, na dokładkę powoli podnoszą się mgły, niby ok, ale...
Na stadionie Kolejarza w Piotrowicach mgła jest tak gęsta, że pomimo 2 silnych lampek widzę tylko na ok 2m. Jadę bardzo wolno, nie zauważam pierwszego wyjazdu z boiska, drugi odkrywam gdy go mijam, za to trafiam na 3 zjazd, jeszcze kawałek i znowu jestem na szosie, tutaj widoczność jest sporo większa, mogę przyspieszyć. Uff... 10 min później jestem już w domu. Szybkie uzupełnienie wpisów i pora spać. Jutro do pracy, a póżniej cd meblowania :)

Mgliście, za...e ;P © amiga

Remontowo...

Sobota, 20 października 2012 · Komentarze(9)
Chór Czejanda - Budujemy nowy dom


Sobotę miałem zaplanowaną od około miesiąca, niestety/stety w ostatniej chwili cały misterny plan poszedł w p....u ;)
Rano szybki wypad do qmpla pomóc mu przyciąć drzewo, godzina zabawy i problem rozwiązany, wracam do domu na godzinę i muszę lecieć dalej, tym razem mocno okężnie na Helenkę. Okrężnie gdyż muszę coś odebrać na murckowskiej, a później już centralnie przez cały GOP pędzę na Helenkę. Nie lubię jechać z tej strony, spory ruch, miliony świateł, skrzyżowań, kierowców wariatów i zero miejsca na ucieczkę w razie czego. Trasa prowadziła przez całe Katowice, Chorzów, Bytom, później odbijam w kierunku Stolarzowic i wjeżdżam w las, okolice Miechowic i jestem na Helence.

Wsi spokojna, wsi wesoła © amiga


Chwila odpoczynku i wlatuje ekipa z meblami do poskładania. Niby jesteśmy przygotowani do tego, ale... na dzień dobry zabieramy się na 2 najbardziej skomplikowane szafki, 10000 puzzli daje się we znaki, w sumie dzień kończymy o 3:00. Niedziela zapowiada się ciężko...

przy pracy... © amiga

Piękny poranek...

Piątek, 19 października 2012 · Komentarze(9)
Lao Che - Soundtrack (official teaser)


Dzisiaj klasycznie wstaję późno, szybko się zbieram, jem jak zawsze śnaidanie i na rower. Początkowo rześko, jednak gdy zbokusun zaczyna przygrzewać jest całkiem miło, na polach i w lesie delikatne mgiełki, jest pięknie, zastanawiam się czy nie zrobić sobie dnia wolnego, dnia na błąkanie się po lasach, po terenie :) Chwilami widoczki zapierają dech, szczególnie w pobliżu rzeczek, potoków, czy nawet Kłodnicy. Jesień jest jednak piękna.

Na drogach jakoś mało samochodów, ruch jest płynny, nikt nie próbuje mnie trafić, jedynie w Zabrzu gość starym Merolem beczką przejeżdża na gazetę obok mnie. Miałem na szczęście nieco miejsca po prawej stronie, zresztą jestem na tyle perfidny, że nie przytulam się do prawej strony drogi, raczej jeżdżę blisko środka pasa po którym jadę, dzięki temu mam miejsce w razie czego... Owszem czasami zjeżdżam na bok aby ustapić komuś miejsca, ale to tyle. To że ktoś trąbi..., mogę mu pokazać w przyjacielskim geście wyprostowany środkowy palec. W końcu jestem takim samym uczestnikiem ruchu jak on, tyle, że mniej opancerzonym :)

Przy okazji dzisiaj z lekkim 2 dniowym poślizgiem wychodzi nowa płyta Lao Che :)

W moim magicznym ogrodzie © amiga


Poranek na Wirku © amiga


Można tak patrzeć, i patrzeć, i patrzeć, piękny poranek © amiga


Miłego dnia

popracowe szwędanie...

Piątek, 19 października 2012 · Komentarze(19)
Normalsi "Łajza"


Dzisiaj wyjeżdżam wcześniej, jest piękny dzień i chcę to wykorzystać, chcę pojeździć, chcę terenu.
Najszybciej jak się da jadę w kierunku hałdy w Sośnicy, tam jest teren, nawet lekki hardcore. Sporo kałuż, błota, myślałem, że to już zdążyło wyschnąć, ale nie. Całość pokryta śliskimi kolorowymi liściami, jest pięknie, ale i niebezpiecznie, kilka razy czuję jak na tym melanżu koła mi uciekają, to w prawo, to w lewo, ślizgam się po krawędziach, opony oblepione tym "czymś".
Trochę powalonych drzew uprzyjemnia mi wspinaczkę pod górę, na szczycie widzę, że zjazd również nie będzie łatwy, sporo piachu wypłukanego z hałdy nie pozwoli mi się nudzić. Nie mylę się, pomimo tego, że jest z górki, koła zapadają się, ale da się jechać naciskając dość mocno na pedały.
Jadę dalej jeszcze mała hałdka za Makoszowami i kieruję się na wały wzdłuż Kłodnicy. Tutaj chwila odpoczynku, chwila na pofocenie....

słońce powoli chyli się ku zachodowi © amiga


U Pana Boga za hałdą.... © amiga


Droga po szczycie wału... © amiga


Piękne kolorki, piękne miejsce.... © amiga


Widzę, że słońce jest coraz niżej, mam może 40 min czasu do chwili gdy zniknie za horyzontem i... mniej więcej tyle potrzebuję czasu aby dojechać do domu.
Ujeżdżam może 50m i czuję, że coś mam miękkie tylkie koło, szybki kuk na oponę i mam rację, powietrza niet. Odwracam rower do góry kołami i szukam kolca, gwoździa, dziury, czegokolwiek i... zauważam rozcięcie ok 5mm, czyste, bez zawartości.

do góry kołami.... © amiga


Wymieniam dentkę, profilaktycznie sprawdzam oponę od środka i mogę naplumpać koło, zalożyć je na swoje miejsce i ruszyć dalej... Tyle, że czas uciekł, trzeba się pospieszyć, skracam nieco dzisiejszy wypad i jadę wariantem B nieco więcej po szosach. Jeszcze tylko lasek pomiędzy Rudą a Panewnikami i.... znowu przerwa, tym razem zauważam mgiełkę nad pastwiskiem przy Kłodnicy. Chwila postoju, szybka focia....

wieczorne mgiełki w Panewnikach © amiga


i pora uciekać. Dojeżdżając do domu robi się ciemno, trzeba coś wrzucić na ruszt, zrobić wpis i do roboty... ;P

Miłego weekendu.