Wpisy archiwalne w kategorii

Solo

Dystans całkowity:86682.07 km (w terenie 14611.30 km; 16.86%)
Czas w ruchu:3846:14
Średnia prędkość:22.54 km/h
Maksymalna prędkość:170.00 km/h
Suma podjazdów:321037 m
Maks. tętno maksymalne:240 (130 %)
Maks. tętno średnie:171 (92 %)
Suma kalorii:3340130 kcal
Liczba aktywności:2661
Średnio na aktywność:32.57 km i 1h 26m
Więcej statystyk

po ciemku do domu....

Poniedziałek, 19 listopada 2012 · Komentarze(10)
Enej Skrzydlate Ręce


Powrót do domu po szosach, wyjeżdżam późno jest koło 17:00, a dzisiaj jestem umówiony ok 19:00 w Ochojcu, spieszy mi się więc nie mogło być innej opcji. Na szczęście na drogach nie było jakiegoś strasznego ruchu, lecz o szaleństwie też można zapomnieć. Standardowo oczy dookoła głowy, tak dla zasady.
Starczy na tą chwilę, mam jeszcze kila spraw do załatwienia dzisiaj.

Fota archiwalna
Pamiątka z Beskidów © amiga


Stary filmik z przelotu do Giwic ;) - tak dla przypomnienia. Musiałbym już chyba popełnić nowy. Trochę się pozmieniało.



Milego wieczora

powrót wieczorową porą....

Niedziela, 18 listopada 2012 · Komentarze(4)
Voo Voo - Pierwszy raz


Pobudka już o 7:00 - budzi nas piękny poranek i Kubuś, ale dzięki temu mamy nieco więcej czasu na kolejne pogaduchy, na obgadanie tego o czym wczoraj zapomnieliśmy. Czas jednak leci nieubłaganie.
Zbliża się 14:30 - najwyższa pora aby się pozbierać i jechać do domu. Pierwotnie myślałem o powtórce z rozrywki, tzn przelot po terenie, zaliczenie wszystkich hałd po drodze. Niestety jestem umówiony ok 16:00, wybieram więc trasę po szosach jednak inną niż zwykle. Jadę starą drogą z Gliwic do Katowic, nie lubię jej, unikam jak ognia, w dni robocze ruch jest zdecydowanie zbyt duży, a przejazd przez węzeł w Sośnicy przyprawia mnie o palpitacje. Po prostu nie lubię tej trasy, jednak dzisiaj jest niedziela, ruch na drogach marginalny. Więc czemu nie spróbowac, czemu nie pojechac tą drogą?
Wbijam się więc na Pszczyńską i jadę, opis trasy nieskomplikoany, prosto, prosto, prosto i tak prze 25km :)
Dopiero w okolicach Śmiłowic skręcam w boczną drogę, mam zamiar pojechać przez Starganiec, potrzebuję tego. Przypominam sobie, że miały tam być zawody psich zaprzęgów, nie liczę jednak na nic, jest późno zawody daaaawno się skończyły. Jadąc ścieżkami widzę jednak gdzieniegdzie ślady po trasie zawodów... . Pewnie było ciekawie... . Może uda się odwiedzić następną edycję... może...

Docieram do jeziora, tutaj w końcu przerwa, mogę chwilę "odpocząć", oddzwonić.
Starganiec wieczorem, kiedyś tłoczno, dzisiaj pusto... © amiga


Musze ruszyć dalej, czas mi się kończy, a słońce powoli znika za krawędzią lasu. Ściemnia się. Pora odpalić lampli i zaliczyć ostatnie 6km pomiędzy Stargańcem, a moim domem...

Dobrej nocy

Spotkanie z dawno niewidzianymi przyjaciółmi...

Sobota, 17 listopada 2012 · Komentarze(6)
Maleńczuk & Waglewski - Koledzy



Po wczorajszym nierowerowym piątku, od rana mnie nosi, jednak z rana mam do zrobiena parę drobiazgów, a ok. 14:00 zbieram się, jestem umówiony na małe kameralne spotkanie z przyjaciółmi w Gliwicach. Wyjeżdżam ze sporym zapasem czasu, ale… dzisiaj mam ochotę chwilę pofocić, nie chcę standardowego przelotu dopracowego, bo nie jadę do pracy, a powinienem trafić na zachód słońca w okolicach firmy.

Skok przez rower © amiga


14:15 - jestem już w siodle, spory kawałek standardowy, tyle że po terenie. Na początek Panewniki, później wjazd do lasu, na chwilę Halemba i znowu las, wyjeżdżam w Kończycach. Przez ponad rok budowali tam nowy wiadukt, niedawno został oddany do użytku. Z daleka na tle pomarańczowe czerwonych barw zachodzącego słońca oblewającego konstrukcję wygląda to kosmicznie, nie mogę się oprzeć magii skręcam w jego kierunku, zatrzymuję się kilka metrów przed nim, z plecaka wyciągam aparat i… sesja trwa dobre kilkanaście minut.

Zaczarowany wiadukt... © amiga


Piękne linie konstrukcji... © amiga


Zostawiam za sobą stalowego giganta i kieruję się na hałdę w Makoszowach, w zasadzie dlaczego nie, wjeżdżam na szczyt, pomimo tego, że jest ciężko. Sporo błota i piachu umila mi wspinaczkę, w końcu docieram na miejsce, znad koron drzew rozciąga się piękny widok na bliską i dalszą okolicę, przy dobrej pogodzie można podobno zobaczyć stąd góry, jednak nie dzisiaj. Widać unoszące się nad całą okolica mgły i dymy z okolicznych domów,… bajeczna gra świateł. Zostaję tu kilkadziesiąt minut, przy okazji rozmawiając z przypadkowymi biegaczami, trochę focac.

Już zachodzi czerwone słoneczko... © amiga


W barwach jesieni... © amiga


Wszystko co piękne niestety kiedyś się kończy, słońce jest coraz niżej, trzeba ruszyć w dalszą drogę, jeszcze tylko krótka sesja przy budowie średnicówki

Kupa dinozaura? © amiga


na budowie coś się dzieje © amiga


i już szosami kieruję się wgłąb Gliwic, kierując się lekko okrężną trasą na os. Waryńskiego. Przejeżdżam obok firmy, dzisiaj jakoś tutaj pusto, nie ma samochodów, smuty ten widok, miejsce tętniące życiem dzisiaj jest martwe. O czym ja myślę, chyba zacząłem się identyfikować z firmą, z ludźmi tutaj pracującymi, no… może nie z wszystkimi ;P

Relikt przeszłości © amiga



Przebicie przez centrum zajmuje mi „kilka minut”, dalej niż tylko Kozielska i jestem na miejscu, znowu sporo przed czasem, objeżdżam osiedle świdrując okolice oczami, zapamiętując szczegóły topografii na przyszłość, przy okazji zahaczam o bankomat i kieruję się na miejsce docelowe. Staję pod blokiem dzwonię do Darka i w tej chwili widzę wyłaniającego się z czeluści Adasia z pieskiem ;P. Gadka szmatka i za chwilę dociera do nas Darek z Anetką.
Spotkanie czas zacząć, a jest o czym pogadać, nie widzieliśmy się ponad rok… masakra…..

Siedzimy w sumie do północy, Darek z Anetką uciekają do domu, a my z Adasiem dalej gawędzimy. O 2:00 jednak pora spać, wcześnie rano czeka nas pobudka. Kuba nie pozwoli nam nieobejrzeć porannych bajek :)

Ps. Dzięki za wspaniały wieczór, fajnie było się spotkać po takim czasie, brakowało tego.

teren z rana jak śmietana... ;P

Czwartek, 15 listopada 2012 · Komentarze(3)
Krzysztof Kiljański - Moja Wolność - z płyty "Barwy Kofty"


Poranek rześki, nawet bardzo. Profilaktycznie ubieram się nieco cieplej, zakładam ochraniacze i jadę. Na drogach sucho, gdzieniegdzie tylko przymarznięte kałuże.
Nad horyzontem niemrawo pojawia się słońce, miła odmiana po kilku zachmurzonych dniach. W Panewnikach coś mnie ciągnie w lewo, do lasu, więc zamiast szosami dzisiaj ląduję w terenie. Zakładam, że jeżeli jest błoto to co najwyżej zamarznięte, więc da się przejechać.
Troszkę się przeliczyłem, błoto było zamarznięte jednak tylko z wierzchu, w efekcie kilka razy miałem wrażenie, że jadę na jakiejś desce po wodzie, przy wyjeździe do starej Kuźni mało nie zaliczyłem gleby na czymś takim, jakimś cudem udało mi się utrzymać równowagę i wyprowadzić rower z poślizgu. Na ścieżce pomiędzy Halembą, a Kończycami dla odmiany jadę w 10cm koleinach. Tutaj błoto zamarzło, krawędzie są wysokie i specjalnie nie ma gdzie uciec, jak wyjechać. Dwa może 3 razy zahaczam pedałami o krawędź, na szczęście ziemia się poddaje i nie sprawia to większych problemów.
W Makoszowach zastanawiam się czy jednak wybrać się szosą, czy dalej pociągnąć terenem. W zasadzie co mi szkodzi..., hałda czeka. Zobaczymy jak będzie.
Wyjątkowo nie mam większych problemów, dziwnie sucho jak na to miejsce. Dopiero wyjazd przez plac budowy średnicówki sprawia trochę problemów ale w zasadzie to tyle...


Wybuch jądrowy w okolicach hałdy w Panewnikach © amiga


Miłego dnia

rześko....

Środa, 14 listopada 2012 · Komentarze(10)
Zamki na piasku - z płyty Lady Pank Symfonicznie


Dzisiaj zamiast do lekarza pojechałem do pracy, wczoraj czegoś zapomniałem i dzisiaj nie było szans na to abym dotarł do przychodni. Nic,... przestawi się wizytę i tyle.
Rano oczywiście młyn, pierwotnie przygotowałem się do wyjazdu do centrum korzystając z komunikacji miejskiej, jednak tuż przed 7:00 wbiłem się w ciuchy rowerowe, pozbierałem trochę gratów i w drogę.
Wychodzę na dwór i mam wrażenie, że chyba za lekko się ubrałem, na szczęście już po kilku km jest mi ciepło. Za to uświadamiam sobie ile gratów nie wziąłem. Bidon został w domu, pompka, przeciwdeszczówka.... masakra... szczególna ta druga pozycja mnie denerwuje... Wystarczy, że przebiję oponę i będę zap...ał na piechotę, a czwartej pompki nie potrzebuję… chyba ;P
Niemniej bez przygód docieram do pracy, teraz pozałatwiać to co trzeba.


Kościół św Michała w parku Kościuszki w Katowicach - zdjęcie poniedziałkowe © amiga


Miłego dnia

powrót do domku....

Środa, 14 listopada 2012 · Komentarze(2)
Pierdolnięci dekadenci - Marian Opania


Powrót wieczorową porą, w firmie trochę pracy, niewiele już zostało do dokończenia, jutro finish... i pora na kolejny projekt :)
Z firmy ewakuuję się ok 17:00, jest ciemno, odpalam lampki i jadę, na szosach pusto, no... prawie, w każdym bądź razie jedzie się przyjemnie, tyle że znowu jest rześko, ale w końcu mamy już połowę listopada, więc to chyba nie dziwnie. Brakuje jednak ciepła, brakuje słońca świecacego do 22:00, brakuje tych wieczorych długich wypadów popracowych w terenie... . Byle do marca... - szybko zleci...

Fotka zastępna, z kwietnia 2011 roku, tyle...., że poddana dodatkowej obróbce...

Emilia Krakowska w spektaklu wakacjuszka - zdjęcie archiwalne z kwietnia 2011 © amiga


Miłego wieczora...

do pracy... w końcu.... i odkręcająca się kaseta...

Wtorek, 13 listopada 2012 · Komentarze(10)
Kategoria do 34km, Do/Z Pracy, Solo
Lady Pank - Sztuka latania


Wczoraj wizyta u lekarza, profilaktycznie wziąłem dzień wolnego i w zasadzie była to dobra decyzja. Udało się nawet wyjechać na rowerku, niemniej dzień był pokręcony, myślę, że dzisiaj uda mi się nadrobić wpisy na BS. Może...

Dzisiejsza droga bez żadnych ekscesów, po szosach, up...ym rowerem po wczorajszym wypadzie. Rano nie miałem już siły aby go czyścić, przeoliwiłem tylko napęd i w drogę. Wszystko niby działało poprawnie, jednak w Kończycach odkręciła mi się kaseta. Wymusiło to na mnie kilkuminutowy postój. Skręcenie na szybko koła (teraz już miałem ze sobą klucz) i w drogę. W domu muszę się przyjrzeć nakrętce, być może jest uszkodzona, powinna pasować ze starej kasety, więc spróbuję ją przełożyć. Dwa razy w ciągu dwóch tygodni to nie jest normalne, aby ta śruba się wykręcała.
Wracając do drogi to w Zabrzu czekał mnie zajebisty korek, na szczęście mogłem uciec na chodnik i tak ominąć ludzi stojących w sznureczku i czekających diabli wiedzą na co....
Niemniej dobrze się jechało, dzień w pracy zapowiada się gorący, zobaczymy jak potoczy to się dalej.

Miłego dnia

gadżety z Rowerowej Norki © amiga

wieczorne zabawy z kasetą....

Wtorek, 13 listopada 2012 · Komentarze(6)
Proletaryat - Być czy być


Przed wyjazdem dokręcam luźną kasetę i zbieram się powoli.
Wychodzę raczej standardowo i lecę po szosach do domu, klasycznie paskudny przejazd przez plac budowy w Sośnicy, ale specjalnie innej opcji nie ma. Po prostu muszę się wpakować przez to zwężenie na wiadukcie i tyle. Profilaktycznie na tyle zrzucam 2 przełożenia, nie wiem czego się spodziewać, nie wiem co jest przyczyną kolejnego już rozkręcenia się kasety.
W domu zabieram się za czyszczenie rowerka, napędu itd... . Zdejmuję kasetę i mogę w końcu zobaczyć co jest grane. Całość lśni więc widać wszystko..., mam wrażenie, że czegoś mi brakuje, z czeluści archiwum wyciągam starą kasetę SLX-a 11-28 i nie mylę się, brakuje jednej podkładki - blaszki pod nakrętką. Pytanie tylko czy w serwisie o niej zapomnieli przy przekładaniu koła, czy po prostu ją zmieliłem. Podejrzewam raczej to pierwsze, myślę, że mogła to być główna przyczyna.
Całość jest już skręcona, napęd czyściusieńki, łańcuch umyty, naoliwiony, podobnie przerzutki, ale.... jutro tego raczej nie sprawdzę, skoro świt czeka mnie wizyta u lekarza i za diabła rower mi się w nią nie chce wpisać. Na ul Mickiewicza nie zostawię Manfreda, a do środka raczej mnie z nim nie wpuszczą. Więc czeka mnie jazda koleją, trudno, podróż do pracy będzie dłuuuuuga..., pewnie dodatkowe 20-30 min będę w plecy. Ech..., ale za to będzie czas na książkę :)

Moje miasto... - efekt zabawy z FotoSketcherem © amiga


Miłego wieczora...

We mgle do Goczałkowic... brakujące ogniwo...

Poniedziałek, 12 listopada 2012 · Komentarze(7)
Buldog Deszcz jesienny


Poranek nieco inny, rano objazd lekarzy, jakieś badania. Zastanawiałem się czy jechać na rowerze, ale nie, nie będę ryzykował, tam nie ma specjalnie gdzie go wstawić, a diabli wiedzą ile mi to zajmie czasu. Za to cała droga w obie strony z buta w sumie może 15km :). I było to dobre rozwiązanie, korki były wszędzie, pewnie autobusem zajęłoby mi to ze 40 min. Niewiele więcej zajął mi spacer, a przy okazji można było trochę pofocić :)
Później mała rozmowa z bankiem, na szczęście mamy 21 wiek i nie musiałem się stawiać osobiście w oddziale. Weekendowa aktualizacja systemu banku skutecznie wyczyściła mi konto :), odwrócenie zajęło na szczęście kilkadziesiąt min. rozmowy.
W domu jestem ok 13:00 i zastanawiam się co dalej. O 19:00 jestem już umówiony, czasu jest niespecjalnie dużo, a i dzień nie należy do zbyt pięknych. Siąpi delikatny deszczyk, utrzymuje się mgiełka. Postanawiam jednak wsiąść na rower, jednak nie wiem gdzie pojechać. Pełny spontan. Początkowo jadę w kierunku Kostuchny, później odbijam na podlesie,Tychy, myślę o Paprocanach, ale gdy już jestem za Tychami wpadam na genialny pomysł - Pszczyna i Goczałkowice - nie byłem tam dobre 2-3 miesiące. Trasa szybka, nieskomplikowana, można pocisnąć, zresztą czasu też niewiele, chciałbym być w domu jeszcze przed zachodem. Realnie mam ok 4, może 5 godzin. Do Goczałkowic jadę więc po drodze technicznej wzdłuż wodociągu. Chwilami droga jest moooocno techniczna, błoto, mokre liście, woda. Dwa razy ledwo złapałem równowagę.
Dojeżdżam do Goczałkowic Zdroju, chwila przy sklepie, uzupełnienie zapasów, płynów i ruszam nad jeziora. Piękne miejsca(e), a dodatkowo ta mgiełka dodaje tajemniczości. Zaskakuje mnie coś jeszcze, kompletna cisza, mimo, że ptaków jest wszędzie pełno, to…. panuje absolutna cisza, aż bolą uszy. Niemniej spędzam tutaj ok 30 min, obchodząc jezioro/a z kilku stron, w zasadzie kieruję się powoli na tamę.

Niesamowite wrażenie - było słychać ciszę... © amiga


Już na miejscu zabijają mnie widoki, a w zasadzie ich brak, mgła niby nie jest specjalnie gęsta, ale drugiego brzegu nie widać. Wygląda to wręcz zaskakująco.

Gdzie kończy się jezioro a zaczyna niebo..... © amiga


Dziwnie wygląda tama we mgle nad..., niespecjalnie widać... © amiga


Coś dziwnie niski stan wody po drugiej stronie © amiga


Spoglądam na zegarek i pora się zbierać, mam jakieś 2 godziny do zachodu słońca, którego i tak nie widać. Ruszam w kierunku centrum Pszczyny, w mieście panuje niesamowity bałagan, wszędzie korki, próbuję się przebijać, jadę jakimiś bocznymi drogami na czuja, chcę znaleźć się w pobliżu zamku. jednak coś odwraca moją uwagę, coś co mnie zaskakuje, ponownie dzisiaj - wieża Ciśnień, o której wspominał przewodnik na ostatniej wycieczce..., po prostu WOW, szczęka opadała, musiałem się zatrzymać by ją pozbierać. Chwilę trwało, zanim wyszedłem z osłupienia, wieża wodna roooobi niesamowite wrażenie. Wiedziałem, że jest tam knajpa, ale nie spodziewałem się czegoś takiego. Musze tu wrócić gdy pogoda będzie lepsza.

Brakujące ogniwo ostatniej wycieczki po wieżach ciśnień © amiga


Sam zamek nie jest dla mnie atrakcją, może dlatego, że widywałem go od zawsze na wycieczkach, rodzinnych, szkolnych itd., ale ta wieża... to co innego.

Zauważam, że zaczyna się ściemniać, trzeba lecieć do domu, mam godzinę na dojazd a przede mną tak na oko 30km. Jest co robić, jest co kręcić. Nie zatrzymuję się już nigdzie. W domu jestem ok 17:30, jest jeszcze chwila na ogarnięcie się i wypad na kolację do "El Po Po".
Kolejny wieczór w miłym towarzystwie, nie mniej wszyscy jacyś tacy wykończeni są po weekendzie. Spanie po 4-5 godzin to nie mój ulubiony sport..., ale od czasu do czasu trzeba :).

koncertowy weekend

Niedziela, 11 listopada 2012 · Komentarze(0)
Happysad - Stare Miasto


Sobota wieczór zbieramy się na koncert tzn. [http://djk71.bikestats.pl]Darek[/url], [http://wrk97.bikestats.pl]Wiktor[/url], [http://kosma100.bikestats.pl]Monika[/url], [http://t0mas82.bikestats.pl]Tomek[/url] & Mła. Po drodze zabieramy [http://coco75.bikestats.pl]Olka[/url] i jedziemy do C.K.Wiatrak na koncert Farben Lehre. na miejsce docieramy z małym poślizgiem. Pierwszy zespół już skończył, teraz gra Jumanji, ale jakoś chłopakom nie idzie specjalnie. Na szczęście jest piwo, zdecydowanie lepsze niż muzyka, nie trwa to długo i na scenę wychodzą Farbeni, zaczynają grać, już jest zdecydowanie lepiej. Brakuje kilku osób śpiewających z nimi na ostatniej płycie, ale jest nieźle. Przynajmniej jest czego posłuchać, grają w sumie kilka kawałków z nowej płyty + kilkanaście ze starego repertuaru.
Piwo robi swoje, coraz lepiej się bawimy, niestety jak wszystko i to się kończy, wracamy na Helenkę z... buta i autobusem. Na miejscu jeszcze małe afterparty zakończone gdzieś po 2:00. Mocno zmęczeni idziemy na spoczynek, chyba zasłużony.


Farben Lehre - C.K. Wiatrak - 2012.11.10 (1) © amiga


Farben Lehre - C.K. Wiatrak - 2012.11.10 (2) © amiga


Farben Lehre - C.K. Wiatrak - 2012.11.10 (3) © amiga


Farben Lehre - C.K. Wiatrak - 2012.11.10 (4) © amiga


Farben Lehre - C.K. Wiatrak - 2012.11.10 (5) © amiga


Farben Lehre - C.K. Wiatrak - 2012.11.10 (6) © amiga


Farben Lehre - C.K. Wiatrak - 2012.11.10 (7) © amiga


Farben Lehre - C.K. Wiatrak - 2012.11.10 (8) © amiga


Farben Lehre - C.K. Wiatrak - 2012.11.10 (9) © amiga


Farben Lehre - C.K. Wiatrak - 2012.11.10 (10) © amiga


Farben Lehre - C.K. Wiatrak - 2012.11.10 (11) © amiga


Farben Lehre - C.K. Wiatrak - 2012.11.10 (12) © amiga


Farben Lehre - C.K. Wiatrak - 2012.11.10 (13) © amiga


Rano w niedzielę późno zwlekamy się z łóżka, niestety specjalnie nie mam czasu muszę wracać do domu. Żegnam się ze wszystkimi i jadę, ostrożnie…, ale jadę... Docieram do domu i muszę się przygotować, do wieczornego wyjścia. Jeszcze krótkie spotkanie z siostrą, Filipem i qmpelami z Anglii. Nie trwa to jednak długo, o 19:00 czeka mnie kolejny koncert tym razem Happysad w MegaClubie w Katowicach. Docieramy na miejsce o czasie..., w zasadzie nawet trochę przed... w środku tłum, sporo nas, tak na oko będzie ponad 1000 dusz... .
Koncert jest nieco inny od tego do czego przywykłem, przed Happysad-em nikt nie gra, wychodzą ONI z małym kilkuminutowym poślizgiem i zaczyna się... grają, grają, grają, publika bawi się, żadnego bydła, po prostu wszyscy świetnie się bawią. Jak miałbym porównywać, to jedyne co mi przychodzi na myśl to koncert Die Toten Hossen sprzed chyba 2 lat. Klimat był podobny, tyle, że publiczność zdecydowanie młodsza. Mocno zawyżaliśmy średnią wieku, ale tragedii nie było. ;P
Cały występ trwał nieco ponad 2 godziny ciągłego grania z ew. przerwami 20 sekundowymi na zapowiedź, na pogaduchę. Dali radę. Zdecydowanie jest to jeden z lepszych koncertów na jakich byłem w ostatnim czasie, na dłuuugo zapadnie mi w pamięci. Szkoda tylko że skończył się po 21:00, że nikt przed nimi nie grał..., ale może właśnie to było w tym dobre? Nie wiem...

Happysad - MegaClub - 2012.11.11 (1) © amiga


Happysad - MegaClub - 2012.11.11 (2) © amiga


Happysad - MegaClub - 2012.11.11 (3) © amiga


Happysad - MegaClub - 2012.11.11 (4) © amiga


Happysad - MegaClub - 2012.11.11 (5) © amiga


Happysad - MegaClub - 2012.11.11 (6) © amiga


Happysad - MegaClub - 2012.11.11 (7) © amiga


Happysad - MegaClub - 2012.11.11 (8) © amiga


Happysad - MegaClub - 2012.11.11 (9) © amiga


Happysad - MegaClub - 2012.11.11 (10) © amiga


Mam nadzieję, że nie zanudziłem :)