Wpisy archiwalne w kategorii

Solo

Dystans całkowity:86682.07 km (w terenie 14611.30 km; 16.86%)
Czas w ruchu:3846:14
Średnia prędkość:22.54 km/h
Maksymalna prędkość:170.00 km/h
Suma podjazdów:321037 m
Maks. tętno maksymalne:240 (130 %)
Maks. tętno średnie:171 (92 %)
Suma kalorii:3340130 kcal
Liczba aktywności:2661
Średnio na aktywność:32.57 km i 1h 26m
Więcej statystyk

Wieczór świra

Czwartek, 20 grudnia 2012 · Komentarze(15)
Renata Przemyk - Niech Mnie Ktoś Obudzi


Wyjeżdżam z pracy, klasyk, ciemno,… jest jednak inaczej, w oczy momentalnie rzuca mi się spory ruch na ulicach, jednak nie zastanawiam się nad tym specjalnie, jadę do domu i… to mnie interesuje. Lampki odpalone, lecę……

Gliwice, skrzyżowanie ulic Błogosławionego Czesława, Królewskiej Tamy i Odrowążów, mam pierwszeństwo więc jadę…. Na budziku ponad 30km/h, kątem oka zauważam jakieś zapierdalające światła z prawej strony…., chwila moment i samochód jest przy mnie, ułamek sekundy dzielił mnie od niechybnej śmierci, gdybym nie odbił na lewy pas, już byłoby po mnie, gnój pędził prosto na mnie, nawet nie zwolnił…., do teraz zastanawiam się jakim cudem nie skończyło się to tragicznie…., nie wierzę, że mnie nie widział, migające lampki + odblaski + biała bluza są widoczne…. (zauważyłem tylko że był na blatach Gliwickich), gonić go nie było sensu… kilkadziesiąt sekund później był już poza zasięgiem wzroku…
Zwalniam, na miękkich nogach jadę dalej, jednak mam się na baczności…., zapomniałem jaki syf się robi przed każdymi świętami, jak ludziom spieszy się na cmentarz, jacy są bezmyślni….

Ruda Śląska – Bielszowice, mam kawałek z górki przed skrętem w teren… widzę że coś się dzieje, ktoś przebiega przez ulicę, trafia go samochód, szczęśliwie tylko musnął lusterkiem, osoba leży na drodze, qrwa, staję, widzę, że się podnosi, pomagam,…. przybiega kierowca, sam roztrzęsiony, tym razem skończyło się tylko na stłuczeniu….. Trafiona została pracownica Poczty Polskiej…. – po pierwsze przebiegała w miejscu niedozwolonym, ubrana w strój firmowy, ciemny, była zupełnie niewidoczna na drodze…. cudem uniknęła śmierci,…. tłumaczyła się, że speszyła się na autobus na pocztę, chciała jak najszybciej skończyć pracę,…. nie zauważyła samochodu…. Ja pied…ę…. Co jeszcze dzisiaj mnie spotka….

Ruda Śląska - Kochłowice, tylko 2 wymuszenia pierwszeństwa, jest dobrze, jeszcze chwila i jestem w Katowicach, tutaj skręcam na boczne drogi i końcówka po chodniku, mam dość wrażeń na dzisiaj……….

Od iluś lat właśnie święta kojarzą mi się z takim tańcem chochła, z wypadkami….., kilka lat temu byłem świadkiem jak kretyn w sportowym samochodzie wbił się w babkę z dzieckiem przebiegającą przez ulicę Mickiewicza oczywiście w miejscu do tego nieprzeznaczonym…., dwa trupy, święta do d…y, a gość pewnie dorobił się traumy do końca życia. Po co to komu, po co się spieszyć, po co wariować, świrować, chyba nie tak mają wyglądać święta, jest sporo miejsca na cmentarzach, naprawdę nie trzeba się tam spieszyć….

Przynajmniej mi tam niespieszno, jeszcze nie teraz….

Nie spieszmy się tam.... © amiga


Życzę wszystkim przeżycia do świąt….

nic mi się nie chce...

Środa, 19 grudnia 2012 · Komentarze(5)
KULT - Baranek


Wpis krótki, brak czasu, brak weny, nic mi się nie chce...., musze to zwalczyć, musze się na szybko pozbierać, być może jest to spowodowane 2 tygodniową jazdą z gośćmi i przerwą kilkudniową przed kolejną wizytą, tym razem świąteczną..., a może wiąże się to z zimą, z pewnym wyczekiwaniem na cieplejsze dni, na możliwość jazdy na krótko, nie przejmowania się prognozami, zlodowaceniami i wszystkim z czym wiąże się pora roku która.... w zasadzie nadejdzie dopiero... Oficjalnie mamy jeszcze jesień....
Ważne, że jeszcze mi się chcę, że mam ochotę na jazdę...

Pamiątka z pierwszego wjazdu na Salmopol w tym roku :) © amiga


Mimo wszystkiego miłego wieczora i doczekania cieplejszych dni :)

Jak nie grudzień....

Środa, 19 grudnia 2012 · Komentarze(0)
Zdzisława Sośnicka - Aleja gwiazd


Kolejny dzień, pierwsze co sprawdzam to prognozę pogody, obiecałem sobie ostatnio, że przy temp poniżej -5 i lub śnieżycy nie pojadę do pracy na rowerze..., moje bezpieczeństwo jest jednak najważniejsze.... Nie ma znaczenia czy dokręcę te kilkaset km w grudniu czy nie..., jeżeli mnie coś rozjedzie to już nie będzie szans na poprawienie wyników, na kolejne wyjazdy, na poznanie okolicy, historii, na rajdy, na rower...

Na szczęście dzisiaj jest ciepło, prognozy optymistyczne, mogę wyruszać w podróż do pracy... Szału nie ma, ale jechać się da..., ruch na drogach umiarkowany, po lodzie i śniegu nie ma śladu....

Wyjeżdżam dość późno, ale rano czekał mnie leszcze przegląd tylnego koła, standardowy chwycony luz... nie podoba mi się to... ale do wiosny nie zmienię kół, nie ma takiego powodu, te 15 min na tydzień jestem w stanie poświęcić..., ale decyzja już jest, na wiosnę zmiana piast, tym razem na łożyskach maszynowych..., jakie to już czas pokaże...

Względnie szybko dojeżdżam do firmy, dobrze się jechało, oby powrót był podobny...

Zdjęcia z soboty z wycieczki do kopalni Guido - niesamowite miejsce - byłem w nim już chyba 4 raz i zawsze mnie zaskakuje... tym razem poziom 320.... warty zwiedzenia.
Zabytkowa kopalnia Guido poziom 170 © amiga


Zabytkowa kopalnia Guido poziom 320 © amiga


Kolejnka podziemna na poziomie 320 © amiga


maszyny górnicze w kopalni Guido - takie robilismy na praktykach na Famurze :) © amiga


Maszyny górnicze.... cd... © amiga


Korytarze.... © amiga


industrialne klimaty ;) - lubię takie © amiga



Miłego dnia

Next Day

Wtorek, 18 grudnia 2012 · Komentarze(4)
Buldog - "Elita"


Kolejny grudniowy wyjazd dopracowy, na wejściu ciemno, ale ciepło :)
Klasyk doGliwicki..., ubieram się nieco lżej, wczoraj było mi za ciepło i kilka "drobiazgów" powędrowało do plecaka, dzisiaj więc 0 czapek, kurtka mniej i jadę... Na szosach całkiem spory ruch, mam wrażenie, że wtorki takie są, mocno różnią się od "powolnych" poniedziałków.
Prawie całość po szosach, drobny wyjątek w Rudzie Śląskiej, gdzie krótszą drogę mam w terenie, więc grzechem byłoby nie skrócić nieco przejazdu..., w zamian sporo błota, kałuż i trochę śniegu i lodu..
Powoli kończy się remont w Sośnicy, wczoraj gdy wracałem była kładziona pierwsza warstwa asfaltu, dzisiaj wygląda na to, że będzie koniec, że da się tędy przejechać normalnie nie narażając życia...

zapałki - wyciągnięte z archiwum © amiga

grudniowy wtorek....

Wtorek, 18 grudnia 2012 · Komentarze(2)
Bouli - piosenka tytułowa


Trochę na przekór....
Wczoraj nie miałem czasu na umieszczenie wpisu...., w tej chwili też niespecjalnie mogę się rozpisywać, koniec roku, standardowo, zbiera się milion spraw do załatwienia...., do dokończenia, wiele rzeczy jest rozpoczęte, ale nie skończone.......

Starczy na tą chwilę…


Lokalna młodzież stawia.... bałwana??? © amiga

może już po zimie?

Poniedziałek, 17 grudnia 2012 · Komentarze(5)
Lady Pank - Tacy sami
https://www.youtube.com/watch?v=l1d-_HUnvMY

Po dłuższej przerwie w końcu rowerkiem do pracy, udało się podleczyć nieco przeziębienie, chociaż do ideału dużo brakuje... Poranek "ciemny", brakuje tego światłą na dzień dobry, już niedługo, jeszcze kilka dni i dzień będzie coraz dłuższy, już tylko 3 miesiące i będzie można próbować jechać na krótko, będzie ciepło... Prawdę powiedziawszy ostatni krótki "atak" zimy przypomniał mi jak ja jej nie lubię..... Owszem widoczki potrafią być piękne, ale mimo wszystko daje to w kość, jazda na rowerze już nie jest taką przyjemnością...
Po weekendzie ciężko jest mi się rano pozbierać..., przygotować do wyjazdu, pamiętać o wszystkim..., ale jakoś się udało, wyjeżdżam późno - 7:20, wcześniej nie było szans..., nie chciało mi się... chyba rozleniwienie zimowe.
Sama droga dość przyjemna, siąpił delikatny deszcz, ale drogi czarne, jedynie na tych niewielkich fragmentach terenowych sporo lodu i śniegu...
Laćki w rowerze jeszcze wczoraj zmieniłem na te starsze, nadające się bardziej na szosy, mniejsze opory od razu wyczuwalne...
Ruch na drogach leniwy, powolny, prawdę powiedziawszy to nie wiem czemu w poniedziałki tak jest? Może to efekt kontroli policyjnych poweekendowych? Nie wiem...
W każdym bądź razie czułem się bezpieczniej na drodze niż w zeszłym tygodniu…
Fota archiwalna z początku 2011 roku - po drobnej obróbce © amiga

Miłego dnia...

dżdżysty wieczór

Poniedziałek, 17 grudnia 2012 · Komentarze(2)
Slayer - Spill The Blood


Siedzę w pracy do 17:00, już dawno słońce zaszło, jest ciemno, końcówka jesieni, dzień jest krótki. Na zewnątrz pada, początkowo lekko, później coraz bardziej, ulice mokre, czarne, oświetlone ulicznymi latarniami. Nie wiem czemu ale lubię deszcz, lubię gdy pada, gdy mogę poczuć te spadające krople. Dzisiaj są ciepłe są prawie takie jak wiosną.
Po ponad godzinie jazdy w ulewie jestem przemoczony, nakładki na buty nic nie dały, woda i tak się wlała, wszystko jest przesiąknięte… . Nie wiem czemu ale jestem zadowolony z tego przejazdu, po kilku dniach absencji rowerowej jest jakoś raźniej, jest jakoś lepiej… Niby trochę ruchu, niby taka chwila kręcenia…. Wiosno przybywaj….

Dawne zabawy z kroplami...
dżdżysty dzień.... © amiga


Miłego wieczora

po terenie i pierwsza zimowa glebka :)

Wtorek, 11 grudnia 2012 · Komentarze(5)
BRACIA FIGO FAGOT - Bożenka


Poranek, jakoś dobrze mi się wstaje, nie mam problemu z pozbieraniem się, mam sporo czasu żeby się przygotować :)
W końcu wyjeżdżam chwilę przed 7:00 - jest to spora odmiana po wyjazdach po 7:30 z ostatnich dni...
Na drogach ślisko jak diabli, sporo lodu, śniegu, ciągłe opady nie wpływają specjalnie na komfort jazdy, może inaczej wpływają, ale w sposób negatywny. Główne drogi przejezdne, szaleństwa nie ma, ale coś mnie podkusiło, gdzieś ten diabełek jednak siedzi... w Panewnikach wjeżdżam w las... dzisiaj teren... zobaczymy jak będzie... początkowo dobrze, wszystko pod kontrolą, czuję, widzę, że prędkość spada... niby tego śniegu nie ma wiele, ale te 5-6cm przykrywające ścieżki skutecznie spowalnia przejazd...
Przed Kończycami koło wpada mi w koleinę, której nie widzę pod warstwą śniegu, w efekcie zaliczam delikatną glebę, przy stosunkowo niewielkiej prędkości (ok 20km/h) i ląduję na miękkim podłożu, jednak śnieg może się przydać do czegoś :) Przekręcił mi się jedynie lewy róg na kierownicy i w zasadzie to wszystkie straty..., ruszam dalej, tym razem już ostrożniej, dojeżdżam do Zabrza Makoszowy i... znowu diabełek dał o sobie znać, zamiast pojechać szosą pakuję się na hałdę, spodziewam się co mogę tam zastać, na co trafię, z czym przyjdzie mi się zmierzyć... Patrząc na ślady (w zasadzie to ich brak) jestem tutaj pierwszy, przecieram zimowy szlak innym bikerom ;P. Sporo zamarzniętych kolein, błota uprzyjemnia mi powolną wspinaczkę na górę, ostatnie kilkanaście metrów podjazdu/podejścia z buta... mocne wypiętrzenie plus sporo czegoś pod śniegiem uniemożliwia jazdę. Nie pamiętam kiedy ostatni raz wpychałem tu rower...
Zjazd z hałdy również asekuracyjny przez wąskie ścieżynki zasypane białym puchem, prawie niewidoczne, jeszcze kawałek i w końcu docieram do cywilizacji, jestem w Gliwicach, wyczerpała mnie ta jazda, teren dał mi dzisiaj popalić... Docieram do firmy, na rowerze kilka kg przylepionego śniegu. Zostawiam bike-a w magazynie idę się wykąpać i przebrać, wszystko trafia do suszenia, jest przepocone...
Wracam za magazyn, rower się "rozpuścił", trzeba zetrzeć to jezioro ;P

Rowerowa zima :) © amiga


Dzisiaj jestem tutaj pierwszy.... © amiga


Ps. Miłego dnia.

Mam dość zimy

Wtorek, 11 grudnia 2012 · Komentarze(13)
Renata Przemyk Akustik Trio "ALICE"


Wieczór, jest już ciemno, chwila przed 17:00, wyjeżdżam..., najwyższa pora. Coś jest jednak nie tak, źle się czuję, chyba mam temperaturę, mam nadzieję, że się po raz kolejny nie załatwiłem.
Na szosach trochę samochodów, nic w zasadzie specjalnego, ruch powolny, podobnie jak rano nikt raczej nie szaleje, większość ludzi zdaje sobie sprawę jak paskudne są warunki. Błoto pośniegowe i cieniutka warstewka lodu ukrywająca się gdzieniegdzie pod śniegiem robią wrażenie, cały czas zastanawiam się czy jednak nie skręcić w las, czy nie zrobić tej trasy po terenie, odstrasza mnie jedynie to, że pojadę kilkadziesiąt minut dłużej, a nie mam ochoty na przebywanie w takich warunkach, tym bardziej, że jak pisałem coś jest nie tak ze mną....
Jedyny mały ukłon w stronę bezpieczeństwa zaliczam w Zabrzu przejeżdżam przez lasek Makoszowski omijając zjazd z DTŚ-ki i kawałek dość ruchliwej drogi w Makoszowach i Kończycach...
Mija godzina jazdy, docieram do rogatek Katowic, jeszcze kawałek, już tylko Bałtycka, Medyków i prawie w domu..., na ul Zbożowej kilkaset metrów przed domem jakiś idiota samochodem terenowym zap...ala ile fabryka dała, po lodzie... q...a, usuwam się z trasy i... niewiele brakowało, kretyn wpada w poślizg i mija mnie o kilkadziesiąt cm. Chyba muszę zainwestować w brązowe gacie....
Jestem już w domu, rower taje, a ja mierzę temperaturę, stan podgorączkowy, paskudnie, kamyki już nazbierane, tak na wszelki wypadek..., pewnie zastosuję jakąś szybką kurację wieczorem.
Już zastanawiam się czy nie odpuścić rano, czy jednak nie zdać się na Koleje Śląskie....

Fotka po sprzed 2 lat wysłana na konkurs benchmark.pl, ta jest nieco inna, inaczej obrobiona, w każdym bądź razie wtedy dała mi 2 miejsce i nową, kolejną drukarkę służąca do dzisiaj ;)
Do lata, do lata.... © amiga


Miłego wieczora…

...do pracy, po szosach, po śniegu...

Poniedziałek, 10 grudnia 2012 · Komentarze(3)
Eric Clapton - Tears In Heaven - Unplugged


Po wczorajszych testach w lesie głupio byłoby nie pojechać do pracy na rowerze, wyboru więc nie ma, trzeba się pozbierać i ruszyć. Rano śniadanie i czas na mnie... ubrany ostatnio raczej standardowo, 3 warstwy wszystkiego na sobie... W chwili wyjazdu zaczyna świtać... ruch umiarkowany, trochę śniegu i błota pośniegowego na drogach, ale jestem dzisiaj zabezpieczony, mam przyzwoite opony, nie rusza mnie to... Zastanawiam się nawet czy nie wbić się w las..., jednak główne drogi którymi jadę są czarne, jedzie się przyjemnie, chociaż to nie to co w lato..., zima (w zasadzie to mamy jeszcze jesień) ma swoje prawa. Widoczki piękne, ale... nie zatrzymuję się, jadę wyraźnie wolniej, bardziej asekuracyjnie, gotowy na wszystko, muszę się przyzwyczaić do takiej aury, do jazdy w takich warunkach...
W sumie warto było dzisiaj pojechać na rowerze, mimo tego że na starcie było tylko -6 stopni :)

Na przekór pogodzie - jura Krakowsko-Częstochowska Lato 2011 © amiga