Wpisy archiwalne w kategorii

Solo

Dystans całkowity:86682.07 km (w terenie 14611.30 km; 16.86%)
Czas w ruchu:3846:14
Średnia prędkość:22.54 km/h
Maksymalna prędkość:170.00 km/h
Suma podjazdów:321037 m
Maks. tętno maksymalne:240 (130 %)
Maks. tętno średnie:171 (92 %)
Suma kalorii:3340130 kcal
Liczba aktywności:2661
Średnio na aktywność:32.57 km i 1h 26m
Więcej statystyk

nocne dymanie po lasach

Poniedziałek, 14 stycznia 2013 · Komentarze(7)
Ozzy Osbourne - Dreamer


W ciągu dnia kilka razy sprawdzam pogodę za oknem i jakoś nie napawa mnie optymizmem to co widzę... Całkiem spore opady śniegu, a ja wariat na rowerze, 30 kilometrów od domu.... chyba mnie …. .
Wychodząc z firmy przez chwilę się zastanawiam czy nie wybrać wersji "lite", tzn wspomóc się Kolejami Śląskimi, z drugiej strony i tak ostatnie kilka km będę musiał przejechać centralnie przez Katowice, co średnio mi odpowiada...
Ruszam i lekko z duszą na ramieniu (chyba na prawym mi siedziała i szeptała do ucha), jadę szosami, jednak mijając 6km podejmuję decyzję o wbiciu się w las..., zdaję sobie sprawę z tego, że będę jechał sporo dłużej, ale przynajmniej będzie bezpieczniej, wolę nie zawierzać się ślepemu losowi i nadziei, że wszyscy będą jeździli zgodnie z przepisami, że nie spotkam żadnego wariata na drodze, który będzie próbował mnie przewieźć na masce samochodu.
Lasek Makoszowski to tylko przedsmak tego co mnie czeka, trochę kolein, sporo śniegu, jazda jest mocno wymagająca, jest niezłym wyzwaniem dla kondycji i techniki jazdy.
Klocki opony są spore i kilka razy ratują mi 4 litery przed upadkiem, przed poślizgiem, po prostu wbijają się w zbity śnieg.
W Makoszowach kawałek po drodze i ponownie las, tutaj jest jeszcze trudniej, głębokie śnieżne koleiny sprawiają spore problemy, wielokrotnie haczę pedałami o brzegi tego kanionu..., jakimś cudem udaje się dotrzeć do Rudy Śląskiej bez większych ekscesów...
W Halembie znowu wyjeżdżam na szosę, tutaj można nieco przycisnąć, ale mimo wszystko wolę nie ryzykować, jadę sporo wolniej niż mógłbym, ale nie liczy się czas, ważne aby dotrzeć z punktu A do punktu B.
Kolejny kawałek leśny, tym razem prowadzący do Panewnik i chyba jest to najgorsze dzisiejsze doświadczenie, brak jakichkolwiek śladów (długo nikt tędy nie jechał, nie szedł), sporo zasp, przykryte grubą warstwą śniegu koleiny, jest ciężko. W kilku miejscach mam wrażenie, że za chwilę wpadnę do przepaści rozciągającej się po prawej i lewej stronie ścieżki. Dziwne, bo jeżdżąc tędy w „normalnych” warunkach nie zauważyłem tego..., tym razem jest inaczej...
Udaje się w końcu dotrzeć do cywilizacji, kolejna droga, przykryta śniegiem w kolorze ecru, później przybierającym barwę cappuchino, wjeżdżając na Panewnicką jadę już po mokrej brązowej breji.
Pozostało ok 7km, skręcam w Bałtycką, znowu sporo śniegu, ale przynajmniej ruch jest zerowy, jedynie jakaś „mądra” kobieta wchodzi mi pod koła...., hamowanie, opierdol i jadę dalej...
Już w Ochojcu, czuję trasę, może nie w nogach, ale na pewno w plecach, czuję każdy kręg, masakra... muszę chwilę odpocząć..., zmęczyłem się....
Jutro do pracy pociągiem, prognozy są jeszcze gorsze....

Panewniki - Kuźnicka, prawie idealna nawierzchnia © amiga

przed WOŚP

Sobota, 12 stycznia 2013 · Komentarze(2)
Ozzy Osbourne - Crazy Train


Sobota, zima, sypie śnieg, za oknem nieciekawie, ale umówiłem się na WOŚP w Rudzie Śląskiej lub w Bytomiu (decyzja jeszcze nie zapadła), jednak wyjazd dzień wcześniej na małe before party (może to za dużo napisane), nie zmienia to jednak istoty wyprawy….
Pocieszające jest to, że to dzień z grubsza wolny i kto nie musi to nie wychyla nosa z domu, bo i po co?

No właśnie po co? Może po to, aby pojeździć na rowerze nawet w takich warunkach, zastanawiam się cały czas czy nie wspomóc się Kolejami Śląskimi, może jednak warto zainwestować te kilka złociszy.
Jednak nie, po dłuższej absencji i dymaniu na rowerku stacjonarnym muszę w końcu pojeździć jak człowiek, muszę mieć cel…., tym celem jest Zabrze Helenka.

Ruszam jest ok. 13:30, nieco wcześniej niż pierwotnie zamierzałem, ale nie wiem co mnie czeka, może się skuszę na jazdę po lesie. Kilka minut jazdy i już wiem, że mogę spokojnie przejechać szosami, tyle, że tymi głównymi, boczne są niewyraźne, sporo śniegu, błota i innych artefaktów.

Jakimś cudem główne drogi są prawie czarne, jedzie się przyjemnie chwilami można przycisnąć, można pogonić, niestety tylko czasami, paskudnie silny zbokuwind utrudnia przejażdżkę.

Mijam kolejne śląskie dzielnice miast: Piotrowice, Ligotę, Panewniki, Kochłowice, Wirek, Bielszowice, Kończyce, teraz zostało się przebić przez centrum Zabrza, a w zasadzie dwa centra – Centrum Południe i Centrum Północ. Udaje się bez większych ekscesów, docieram do rowerówki prowadzącej do Rokitnicy, początkowo cieszę się, że w końcu zjeżdżam z szosy, jednak niedługo trwa moja radość.

Rowerówka jest w opłakanym stanie, jak okiem sięgnąć wszędzie pokryta jest kilkucentymetrowym śniegiem, pod którym wyczuwam coś…, coś co chrupie pod kołami moego pojazdu…, jestem zmuszony zwolnić, dojeżdżając do rondka tuż przed Rokitnicą zdejmuję okulary (wyjątkowo je założyłem), pomimo tego, że jest jasno, nie widzę szlaku, okazuje się iż zjechałem mocno w bok i niewiele brakowało a stoczyłbym się ze skarpy, której nie widziałem z binoklami na oczach…

Szczęśliwie do kresu podróży zostały już tylko trzy, może cztery kilometry, niemniej przedzieranie się lodołamaczem przez morze śniegu zajmuje mi więcej czasu niż pierwotnie myślałem.

W końcu jednak docieram do ciepłej przystani na Helence, witam się z przyjaciółmi i z nowym lokatorem z piękną Bajeczką (w końcu muszę umieścić jej zdjęcie, jak tylko odzyskam kart pamięci).

Pomimo ciężkich warunków dobrze się jechało, może ze względu na to, że to Sobota, że taka pogoda i niewielu ludziom chciało się wyjść z ciepłych zakamarków swoich mieszkań….



Fotka archiwalna..., z początku zeszłego roku
zakręcona fota - archiwalna © amiga

30km harówy

Piątek, 4 stycznia 2013 · Komentarze(3)
Sztywny Pal Azji - Słońce gdy jadę szosą


W końcu pogoda się nieco ustabilizowała i można bezpiecznie pojechać do pracy. Jest ciepło, wychodzę na zewnątrz, wsiadam na rower i... czuję silny wmordęwind, mam wrażenie, że wieje z północnego-zachodu, czyli z najgorszego możliwego kierunku dla mnie... (już w pracy sprawdzam i faktycznie wiało z tego kierunku). Dawno już tak nie miałem, aby mieć całe 30km pod górę... W miejscach gdzie rower normalnie sam się toczy z prędkością >40km/h dzisiaj musiałem nieźle się namęczyć, aby przekroczyć trzy dychy... . Na dokładkę w kilku miejscach zostałem poczęstowany zbokuwindem i moooocno mną zachwiało... Może jedynie liczyć na to, że jeżeli wiatr się utrzyma, to powrót do Katowic będzie dzisiaj w rekordowym tempie….

Mimo wszystko miłego wietrznego dnia

Wieża radiowa w Gliwicach © amiga

by night...

Piątek, 4 stycznia 2013 · Komentarze(10)
Full Steam - Annie Lennox & David Gray


Powrót z pracy w 100% po szosach, ominąłem te 2 kawałki terenu które zaliczyłem z rana, wcześniej było sporo błota, a teraz nawet nie chciałem myśleć co tam będzie..., w końcu od kilku godzin siąpi. Wiatr jakby zelżał, na szczęście nie zmienił kierunku więc miałem go w plecy :).

Mimo wszystko przyjemnie się jechało, ruch na drogach mocno ograniczony, pewnie dlatego, że wyjechałem dość poźno, ale cóż, trochę spraw do zamknięcia, a jutro i tak raczej nie obędzie się bez kilku godzin poświęconych firmie.... ech... życie..., Czasami trzeba :)

A może....., jutro ma być względnie ładnie, może uda się wyrwać chociaż na kilka godzin na rower :)

Czego sobie i wszystkim życzę :)

Samotny wędkarz © amiga

Podobno na kaca najlepsza jest pięćdziesiątka....

Wtorek, 1 stycznia 2013 · Komentarze(7)
Maria Peszek AMY


Sylwester skończył mi się ok 5 rano..., jednak wstaję już ok 9:00, plany zupełnie nierowerowe, początkowo boję się, że gdybym wsiadł na rower to błędnik nie będzie działał tak jakbym sobie tego życzył. Więc z rana trochę dłubaniny na komputerze... jednak ok 13:00 nie mogę wysiedzieć zbieram się i... zastanawiam się gdzie... warianty mam 4 układają się jak krzyż św. Andrzeja z punktem centralnym na Ochojcu. Wygrywa ten spokojny bocznymi drogami, mimo wszystko wolę dzisiaj nie spotkać policji, przynajmniej przez pierwszą godzinę...

Kierunek Goczałkowice, trasa prosta, nieskomplikowana, idealna na taki dzień jak dzisiaj..., nieco mniej terenu niż zwykle, omijam kawałki lasu pomiędzy Katowicami i Tychami oraz nieco większy kawałek w Goczałkowicach... Nie zmienia to faktu, że za Pszczyną wpakowałem się w błotne bajoro, czuję jak kółka w rowerze obracają się w miejscu - paskudnie, chwilę później cały rower jest oblepiony tym czymś.... fuj...

Na miejscu jednak nie zabawiam długo, zdaje się, że jestem jednym z setek ludzi którzy dzisiaj wybrali się na zaporę, szybka fota i uciekam....

Styczniowe Goczałkowice.... © amiga


Chwila na odpoczynek w Pszczyńskim parku, trzeba uzupełnić zapasy energii i elektrolitów. 10 minut przerwy, ale czuję, że temperatura spada, a pot wychładza mi organizm, nie ma sensu dłużej tu siedzieć, tym bardziej, że zaczyna się ściemniać...

Park w Pszczynie.... © amiga


Zbieram się i lecę, kierunek dom... dość szybko odnajduję swoje ślady i po nich wracam do Katowic...

W sumie udał się wypad... a te trochę powyżej 50-ki wypaliło resztki alkoholu z organizmu i.... w zasadzie o to mi chodziło :)

Udanego 2013 roku

I have a dream… (podsumowanie roku)

Poniedziałek, 31 grudnia 2012 · Komentarze(13)
WILKI - Pijemy Za Lepszy Czas


Mamy Sylwester, czasu mało, więc na szybko małe podsumowanie sezonu.

Przyznam się, że bardzo długo zastanawiałem się jakie powinno być... i czy w ogóle powinno być, wiele się zdarzyło, wiele się zmieniło, nie ma sensu pisać historii od nowa, zawsze można zajrzeć do wpisów… skupię się więc głównie na tym do czego BS został stworzony…

Wielkim marzeniem było przejechanie 10000km w ciągu roku, ot takie małe coś..., a wyszło nieco inaczej...

Styczeń

Do połowy miesiąca praktycznie bezśnieżnie, ale leń robił swoje, plan był taki żeby częściowo zrekompensować zimę na rowerku stacjonarnym, oczywiście nie wyszło, przekonałem się, że to urządzenie jest totalnie bezużyteczne…, jedyne zastosowanie to chronienie podłogi przed kurzem…
Może ktoś się oburzy, ale pomimo kręcenia nie przesunęło się nawet o 5cm…, 0 przyjemności….

W efekcie w styczniu przejechane było tylko 71km – 3 wyjazdy

Kopernik też była kobietą © amiga


Luty

Niby ciut lepiej, 119km – ale 2 wyjazdy i padnięte baterie na jednym z wyjazdów… ogólnie tragedia…
więc stąd te chmury © amiga


Marzec

W końcu zrobiło się na tyle przyjemnie, że dało się wyjechać do pracy, początkowo walka z kadencją, z czasem przejazdu, niestety ponad 3 miesiące prawie bez wyjazdów dały o sobie znać, co większa górka to problem…, niemniej im dłużej jeździłem tym lepiej to wychodziło…, pierwsze dłuższe wypady, pierwsze wizyty na maratonach (jako obserwator), ale też pierwsza poważniejsza gleba w sezonie, długo czułem jej skutki…

W sumie 875km – 24 wpisy…

Łagisza © amiga


Kwiecień

Zaczyna się szaleństwo, coraz więcej wypadów rowerowych, coraz więcej kilometrów nabitych, coraz cieplej. Częste szukanie alternatywnych szlaków, zaowocowało odkryciem całkiem przyjemnych ścieżek, czy to w okolicy domu, czy na trasie do pracy….
Rowerowo wyszło nieźle i była to zapowiedź całkiem niezłego sezonu.

Efekt: 1322.00 km – 40 wpisów…

Zamek w Rabsztynie © amiga


Maj

Jeden z bardziej paskudnych dla mnie miesięcy, problemy, problemy, problemy, na szczęście odreagowane na rowerze, zaliczony pierwszy samotny rajd na orientację (jeszcze amatorski), kilka dłuższych wypadów i pierwsze testy jazdy ze słuchawkami na uszach, wcześniej jakośnie mogłem się przemóc do takiej opcji…. Dzisiaj uważam to za normę…

Przejechane 1811km – 48 wpisów…

Przy okazji w końcu założyłem konto na facebooku :)

Kydrant w polu © amiga


Czerwiec

W końcu naprawdę ciepło, chce się jeździć, więcej i więcej, w końcu jakiś wypad w góry, których mi tak brakowało, piękna Industriada , zaliczone „Na kole ku familokom”, dłuższy wypad do Rybnika i niestety coś czego się nie spodziewałem – pęknięta rama w rowerze i ciągnący się serial jej wymiany, dopiero po 6 tygodniach rower wrócił z serwisu, rozmawiając z nimi można było dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy, włącznie z tym, że wykorzystuję rower w sposób niestandardowy, do dzisiaj zastanawiam się o co mogło im chodzić…. Wymusiło to na mnie przesiadkę na stary rower Dziadunia, ale jakoś niespecjalnie odczułem różnicę, owszem geometria inna, rozmiar też, lecz po prostu wsiadłem i pojechałem, nie robiło mi różnicy, że nie mam pedałów SPD, że hamulce to V-brake…, że to tylko 7 rzędówka…, zresztą cały czas mnie dziwi po jakiego diabła firmy Sram i Shimano wypuszczają kolejne generację nieprzydanych napędów 3x10, 1x11? Jeżeli 3x7 w zupełności wystarcza.

1715km – 43 wpisy

Odkrycie na nowo Endomondo. - Świetna zabawka

Jakiś zapalony taki © amiga


Lipiec

Padł rekord przejechanych przeze mnie km w ciągu miesiąca, głównie za przyczyną kolejnych weekendów poza domem, w górach, Lublińcu, kilku spotkaniach BS i przygotowaniach do zdobycia śnieżki ,a którą pochopnie zapisałem się pod koniec czerwca…. Walka o kondycję była ciężka, wiedziałem, że podjazdy nie są moją mocną stroną, ale uphill właśnie na tym polega więc było co robić. W końcu po długich tygodniach oczekiwania dostałem nową ramę, tym samym swój żywot zakończył Zygfryd, a narodził się Manfred.
2012km – 50 wpisów

Gruppen foto © amiga


Sierpień

Chyba największy punkt zwroty w całym roku, a w zasadzie cała ich masa nagromadzona w tak krótkim okresie, najważniejsze to zdobycie Śnieżki. Jeden z bardziej morderczych moich wyczynów, ale gdy byłem już na szczycie, to... ech… nie da się tego opisać… przeżycie jedyne w swoim rodzaju.
Chwilę później wyjazd do Francji, totalnie nierowerowy, ale chyba nigdy tego nie zapomnę, a to za sprawą francuskich przyjaciół, których poznałem miesiąc wcześniej… Zwiedzony Paryż i Normandia, ale z punktu widzenia zwykłych ludzi, a nie turystów, czyli w sposób w jaki preferuję zwiedzanie, chociaż siłą rzeczy nie dało się ominąć pewnych turystycznych miejsc…
Rowerowo wyszło za to tak sobie

1202km – 33 wpisy

Zdobywcy Śnieżki © amiga


Wrzesień

Zaliczony kolejny rajd na orientację, bez większych sukcesów, ale w końcu gdzieś trzeba się nauczyć nawigacji, przy okazji świetna okazja do spotkania ze znajomymi BS… i nie tylko. W końcu w Realu.
Zaliczony pierwszy wyścig szosowy, niestety na góralu mogłem jedynie poważyć, że go wygram… z szosowcami… ech… może w przyszłym roku…., udział wezmę, ale przygotuję się inaczej…
Przy okazji chyba pierwsza tak poważna gleba, przerycie kilku metrów gębą pozostawiło ślady, wylizywanie się zajęło ok. 2 tygodnie, jednak cały czas dalej jeździłem na rowerze do pracy :).

1961km – 52 wpisy

Moja latarnia, nie oddam jej, już stoi koło kominka... © amiga


Październik

Pierwsze opady śniegu, pierwsze wyjazdy przy minusowej temperaturze, ten fragment jesieni szczególnie nie rozpieszczał. Ostatnie większe wypady terenowe, te późniejsze już tylko symbolicznie, aby się nazywało, że teren zaliczony, siłą rzeczy coraz więcej szos…. Ale coś za coś kolejny wyjazd na rajd na orientację tym razem do Krzeszowic…. Pierwszy dzień wypadku fantastyczny, piękna słoneczna pogoda, drugi to zmaganie się ze swoimi słabościami, lejącą się z nieba wodą, błotem…, ale jest co wspominać…

1690km – 49 wpisów

Piękna nasza jura ©


Listopad

Sezon chyli się ku końcowi, coraz częściej odpuszczane rowerowo dni. Jesień jednak wyjątkowo zrobiła się przyjemna, pomimo kilku wyraźnie chłodniejszych dni jest nieźle, na dokładkę zaliczony Tropiciel 9 – nocny rajd przygodowy na orientację, odkryłem ile jeszcze mi brakuje, jest z czym się zmagać, jest o co walczyć, w przyszłym roku będzie lepiej…

Ufo wylądowalo.... © amiga


1467km – 46 wpisów

W końcu odpaliłem konto na Flickrze :)

Grudzień

Zaczyna się robić naprawdę nieprzyjemnie, zaliczam kilka gleb na lodzie, 3 poważniejsze sytuacje na drodze uświadamiają mi jak niebezpiecznie potrafi być na drogach, jacy nieprzewidywalni potrafią być ludzie i jak bezmyślni. W efekcie po kilku dłuuugich miesiącach inwestuję kolejowy bilet miesięczny, odpuszczam kolejne dni, wolę dożyć 2013 roku…, dokręcam jeszcze kilka km do 15000 i starczy sezon 2012 uważam za zamknięty…

832km – 26 wpisów.

Po długich wachaniach odpaliłem w końcu last.fm-a głównie jako uzupełnienie do Endomondo ;)

Rowerowa zima :) © amiga


2013

Trochę o planach na przyszły rok….
Po pierwsze nie utracić kondycji, długo na to pracowałem, a wiem co 2 miesiące potrafią zrobić i jak to trudno później jest odrobić…., czy się uda nie wiem.
Ostrożnie zakładam przejechane 10000km w 2013 rok, ostrożnie bo nie wiem co się wydarzy, ale tą dyszkę chciałbym zaliczyć…
Nie odpuszczę Śnieżce, nie odpuszczę Beskidom, niech się boją :) (jak ja ich się bałem)
Reszta to tylko droga ku lepszemu, co wyjdzie to wyjdzie, ciekawe co warto będzie wspominać 31 grudnia 2013 roku.

UDANEJ ZABAWY SYLESTROWEJ i ROWEROWEGO NOWEGO ROKU

Spotykamy się mam nadzieję wszyscy na BS już w nowym roku.


Ps. Dziękuję wszystkim którzy w jakikolwiek sposób przyczynili się do tak świetnego wyniku.

Obiecuję, że więcej w tym roku nie pojadę do pracy na rowerze....

Poniedziałek, 31 grudnia 2012 · Komentarze(1)
Lacrimosa - Liebesspiel


Ostatni wyjazd dopracowy w tym roku, więcej nie pojadę do pracy na rowerze, 2012 rok w zasadzie mogę uznać za zamknięty, pora się przygotować do kolejnego sezonu... 2013... w końcu to już niedługo.... .

Sama droga do pracy to standardzik po szosach, całkiem przyjemna temperatura, chociaż osadzająca się szadź na szosach wymuszała ostrożną jazdę, "śliskość" nawierzchni poczułem dopiero w Zabrzu przy zjeździe ze średnicówki, czułem jak mi przednie koło gdzieś ucieka...., na szczęście sytuacja została w porę opanowana, i reszta trasy bez większych przygód...
Fotki z ostatniej soboty z wizyty w radiostacji Gliwice...
Taka praca to mi się podoba.... © amiga


Mała wieża Eiffla w Gliwicach... © amiga


Chwila odpoczynku przy lokalnym piwku w hotelu Sylvia © amiga


Miłego dnia…

Jak uczcić 15kkm?

Piątek, 28 grudnia 2012 · Komentarze(13)
Pijmy wino za kolegów - Piotr Fronczewski


Piątek.... mam wolne... ;), jednak nie jest tak różowo, czasu w sumie i tak mam niewiele... zastanawiam się co dalej, niby nikt nie zwraca uwagi na statystyki, na te cyferki zmieniające się po każdej wycieczce, ale.... no właśnie, pozostało tylko 25km do 15kkm :), niby tak niewiele, w zasadzie TO JEST NIEWIELE, „ale jak jest zima, to musi być zimno” i nie chce się wychodzić..., tylko co to za zima, na zewnątrz 3 stopnie, tylko chęci jakoś cały czas brak..., w końcu się przełamuję i ok 11:00 wychodzę, w zasadzie wyjeżdżam..., plan opracowany – Paprocany.

Początkowo szosy, mijam kolejne dzielnice, Ochojec, Kostuchna, Podlesie i... i las :), pamiętając ostatnie przygody i glebę, z ograniczonym zaufaniem wjeżdżam na leśne dukty. O dziwo tutaj jest nieźle, sporo błota, wody, ale lodu prawie nie ma, jedzie się przyjemnie, jestem już w Tychach, znowu kawałek szosami i kolejny wjazd do lasu, początkowo powtórka z rozrywki, błoto, woda, błoto woda, o k..... gleba ;) na podjeździe, na odcinku ok 100m leży solidna warstwa lodu, a na niej ja :)

Za takimi lodami nie przepadam.... © amiga



Pampers mokry, spodnie mokre, trzeba to obfocić, ku przestrodze, wyciągam „podręcznego nikona”, i słyszę, że coś grzechocze..., ups... pierwsze straty, widzę, że stłukłem filtr UV, uff dobrze że to on, w zasadzie po to był założony, bardziej jako ochrona dla obiektywu niż, żeby miał wpływać na zdjęcia. W tej roli spisał się rewelacyjnie, podobnie jak jego 3 poprzedników :)... dołączył do nich w fotograficznym niebie ;P

Pierwsze straty.... © amiga


Pora ruszać dalej, zastanawiam się jak będzie dalej....., jednak dalej jest całkiem ok, znowu tylko błoto, woda, nie ma śniegu, nie ma lodu.... Wjeżdżam na ścieżkę prowadząca bezpośrednio do interesującego mnie jeziora..., już niedaleko... jeszcze kilka km.

W końcu jestem na miejscu, czuję, że paskudny zimny wiatr się wzmaga, za to pięknie świeci słońce, jest dziwnie przyjemnie...., spędzam tutaj dobre kilkadziesiąt minut, zmieniając miejsca i focąc z różnych stron...., zawsze było tutaj sporo ludu, dzisiaj tylko niedobitki..., jest fajnie, tzn mi to pasuje...

Pierwszy raz nie ma tutaj ludzi :) © amiga


Pogoda ideala, wieje zimny wiatr, ale świeci słońce, jest pięknie © amiga


Szukam swojego odbica w lodzie, ale widzę tylko słońce... © amiga



Pora wracać, postanawiam nieco skrócić wycieczkę przejeżdżając centralnie przez Tychy po ścieżkach rowerowych. Mijam kolejne osiedla i w końcu jestem z drugiej strony miasta, skręcam do lasu... słoneczko przygrzewa, wiatr dalej wieje, ale zawsze taka kombinacja jest zapowiedzią czasu na fajne zdjęcia, więc nie narzekam...

Fantastyczna pogoda na wycieczki rowerowe.... © amiga


Znowu podjazd na wiadukt,

Podjazd, ściezka rowerowa prowadzi 100m z prawej strony, ale nie ma tam nic ciekawego, za to tyta jest fajny podjazd, wiadukt.... to lubię © amiga



i już jestem na Podlesiu, myślę o Tunelowej, ale mam jeszcze ochotę na teren..... podoba mi się to, odbijam na Kostuchnę, chcę pojechać obok wyciągu Sopelek ukrytego w lesie..., ciekawe co tam się dzieje, czy jest przygotowany....

w zasadzie jest wszystko poza śniegiem, i rozwrzeszczaną gawiedzią...., pewnie już niedługo nadejdzie jego czas..., to miejsce jest jeszcze uspane, jeszcze czas płynie tutaj wolniej....

Oczekiwanie na zimę.... - Kostychna © amiga


Brakuje tylko 2 elementów układanki, śniegu i ludzi.... © amiga



Nie ma na co czekać, pora ruszać w kierunku domu, czeka mnie fajny podjazd, dawno minęły czasy gdy sprawiał mi problem, gdy wchodziłem tu z buta, gdy wypluwałem płuca.... . Tym razem jakoś zbyt szybko mi mija... na szczycie zastawiam się czy jeszcze gdzieś nie skręcić... i oczywiście to robię :), niewielkie kółeczko i wyjazdem na Kryniczną, tyle, że przede mną kolejna lodowa łacha (a może łach:). 15m tańca na lodzie i gleba, druga dzisiaj, widzę, że porysowałem nawierzchnię, rower w jednym kawałku, mnie trochę boli kolano, ale chyba nic się nie stało...

No i pięknie... znowu lód, znowu gleba... przynajmniej zarysowałem powierzchnię ;) © amiga


Ruszam do domu, starczy na dzisiaj wrażeń, starczy gleb, dostatecznie dobrze uczciłem tegoroczne 15kkm :).
Już w domu przebieram się i widzę, że z kolano dość solidnie przeszlifowałem, lekko przetarłem spodnie, chyba delikatnie przyłożyłem kostką, bo też widzę, że jest opuchnięta ;), ale w końcu jazda na rowerze nie należy do super bezpiecznych, z drugiej strony chyba lepiej przyglebić w terenie, niż spotkać jakiegoś barana za kierownicą na szosie....

Miłego wieczora i weekendu :)

Miał być teren, wyszło inaczej....

Środa, 26 grudnia 2012 · Komentarze(8)
Jelonek - ViolMachine


2 dzień świąt..., mam dość jedzenia, picia i świąt... pora wsiąść na rower (pogoda sprzyja +8) i gdzieś pojechać. Pierwotny plan to Lędziny - mam ok 2 godzin czasu, a to trasa dostosowana mniej więcej do takiej normy... Przed wyruszeniem jeszcze chwila nasmarowanie sprzętu, delikatny facelifting i ruszam...

Wbijam się w najbliższy las..., ups... widzę, że nie będzie lekko, niby od kilku dni jest ciepło, ale w mesie sporo lodu pokrytego cieniutką warstewką wody, jest ciężko, tym bardziej, że w zeszłym tygodniu zmieniłem opony na bardziej lajtowe..., w końcu przyszła odwilż, ale jak widać nie wszędzie..., kilka razy jakimś cudem ratuję się przed upadkiem...., jednak w końcu jest o ten jeden raz za dużo, na oblodzonym zjeździe zaliczam glebę..., bluza mokra, spodnie mokre, pampers przesiąknięty, zastanawiam się cz nie wrócić do domu i się przebrać..., ale nie, łudzę się, być może to nie ostatnia dzisiaj gleba...
Profilaktycznie zmieniam plany, będzie więcej szos...., postanawiam pojeździć trochę po Katowicach , dawno tam nie byłem, zresztą nie ciągnie mnie do centrum, a dzisiaj jest okazja, święta, ruch pewnie minimalny... odbijam w lesie na dolinę 3 stawów.... jeszcze kilka km imam asfalt..., zatrzymuję się na chwilę przy stadninie....

Koń wie co dobre :) © amiga


Portret konia.... © amiga


trochę fot i jadę dalej, kawałek dalej widzę, że i tutaj na asfalcie jest trochę lodu, trzeba uważać, na szczęście nie jest to zbyt długi odcinek...., kawałek dalej odbijam na Bulwary Rawy, nic ciekawego, kolejny plac budowy w centrum. Jadę w kierunku Parku Ślaskiego, obok SSC...
Przerwę robię dopiero obok Planetarium, jak dla mnie jest to jedno z bardziej magicznych miejsc, szczególnie w nocy, niestety mamy dzień :),

Planetrium © amiga


Kawałek dalej jeszcze kilka drobnych przerwa, sporo tutaj pomników różnej maści, zastanawia mnie jeden, tak ta oko to jacyś kolarze...., ale może moja wyobraźnia jest już zbyt mocno ukierunkowana….

Pomnik "Tour de Pologne"? © amiga


Kawałek dalej pasą się jelonki

czyżby to jelonek ? © amiga


Pora spadać z parku, powoli wyczerpuje mi się dzisiejszy limit czasowy, objeżdżam dookoła budowę Stadiony Śląskiego, dalej nic tutaj się nie dzieje, a miało być tak pięknie, nie chce mi się nawet zatrzymywać, wbijam się w os. tysiąclecia i mam wrażenie, że znalazłem się w jakimś raju rowerzystów, wszędzie praktycznie ścieżki rowerowe, dobrze oznaczone, poprowadzone jakoś tak z sensem, ktoś wiedział co robi i chyba miał do czynienia z rowerem.... . Kawałek dalej zatrzymuję się przy skateparku, nie było go tutaj gdy jechałem ostatni raz..., toż to nowe...

Tegu to nie było pół roku temu.... © amiga


robi wrażenie. Dobra trzeba pędzić, koniec zabawy, na szybko zaliczam Załęską Hałdę, Ligotę, Piotrowice i ląduję w domu. Tego mi było trzeba....

coś chłodno dzisiaj....

Czwartek, 20 grudnia 2012 · Komentarze(4)
Dżem - Gorszy dzień


Kolejny poranek, po raz kolejny ciemno, nie lubię takich dni, nie lubię tak krótkich dni...., czekam na czas gdy znowu budząc się o szóstej rano przywita mnie słońce i pozwoli doładować baterie... ech...

Wyjeżdżam chwilę po 7:00. Na drogach jakiś taki większy ruch, mam też wrażenie, że jest chłodniej niż wczoraj, a jestem ubrany identycznie, czuję chłodny wiatr, zimno mi w … palce rąk - dziwne....
Jadę standardową trasą, na pierwszym podjeździe jest mi już ciepło :), jest mi już dobrze, mogę jechać dalej, przestaje mi przeszkadzać temperatura i wiatr..., tak to można jechać, choćby na koniec świata ;P, lecz dzisiaj droga kończy się jak zwykle w Gliwicach w pracy :), jest jeszcze tyle do zrobienia, a rok się kończy.... Masakra...

Wspomnienia z Beskidów :) lipiec 2012 - Magurka Wilkowiecka © amiga


Wróciłem dzisiaj do starego licznika do Sigmy 1609... ten VDo miał drobną wadę, nie zawsze zaskakiwał poprawnie i wczoraj wypadł w diabły, nie chciało mi się po niego wracać, tym bardziej, że nie wiem na jakim odcinku to się stało... szukanie w nocy raczej nie wchodziło w rachubę..., za to była okazja aby wykorzystać to co pozostało po tym liczniku i upgradeować Sigmę, wymienić jej uszkodzony kabel, podłączyć czujnik kadencji po kilkumiesięcznej przerwie... i... w zasadzie widzę, że nic się nie zmieniło w tym temacie, jak wolno kręciłem, tak dalej wolno kręcę, jedynie przełożenia się zmieniły na bardziej twarde...

Miłego dnia :)

Kadencja: 65