Wpisy archiwalne w kategorii

Solo

Dystans całkowity:86682.07 km (w terenie 14611.30 km; 16.86%)
Czas w ruchu:3846:14
Średnia prędkość:22.54 km/h
Maksymalna prędkość:170.00 km/h
Suma podjazdów:321037 m
Maks. tętno maksymalne:240 (130 %)
Maks. tętno średnie:171 (92 %)
Suma kalorii:3340130 kcal
Liczba aktywności:2661
Średnio na aktywność:32.57 km i 1h 26m
Więcej statystyk

piątkowy poranek...

Piątek, 4 kwietnia 2014 · Komentarze(0)
Big Cyc - Dziki Kraj

Jak mi się nie chce chcieć, już dawno tak nie miałem, apogeum było wczoraj gdy odpuściłem rower na rzecz pociągu i busa... Środek transportu to nijaki..., nie dość że drogi to na dokładkę zabiera sporo czasu. Dojazd do Gliwic zajął mi prawie 2 godziny... chore.
Dzisiaj już nie chcę popełnić tego błędu...., pakuję się na rower i w drogę, tym bardziej, że jutro czeka mnie wyjazd na kolejny maraton. Próbuję się jakoś przemęczyć.., te kilka km do pracy zabiera całkiem sporo czasu, tyle, że pogoda ponownie bardzo ładna... wróżby na weekend też całkiem niezłe... Jadę po szosach... tym bardziej, że wyjechałem stosunkowo późno. Początkowo spory ruch, szczególnie widać to w Katowicach, gdy jednak tylko minęła 8:00 zaczęło się luzować, dzięki temu w Zabrzu i w Gliwicach prawie zupełny spokój.
Gdzieś w drodze
Gdzieś w drodze © amiga

terenowy poranek z... kapciem

Środa, 2 kwietnia 2014 · Komentarze(2)
Artur Gadowski & Tangata Quintet - TanGado

Jest jakieś 15 minut po siódmej..., chłodno, ledwie 4 stopnie. Nie powinienem narzekać bo t i tak spora różnica w stosunku do jeszcze nie tak dawnych ujemnych świtów. Wsiadam na rower i jadę, jako że w lesie, jest sucho, chcę pojechać alternatywną trasą po zielonych płucach Śląska. W Panewnikach wbijam się w las, w zasadzie jeszcze nie zdarzyłem, na ostatnich kilkudziesięciu metrach rowerówki... słyszę świst uciekającego powietrza, przednie koło toczy się niemrawo. Uświadamiam sobie, że miałem połatać dętki.., cóż będę miał okazję to zrobić teraz. Rozkładam majdan..., przeglądam oponę... hm... trochę to duże co się wiło w oponę - całkiem spory kawał metalowego "opiła".

Nic dziwnego, że dętka została przebita. Inna sprawa to chyba pora zastanowić się nad zmianą przedniej gumy, ta zrobiła już 15000km... - to moja rekordzistka.., trochę żal, a z drugiej strony przebiłem ją może 4-5 razy. 
Po 10-15 minutowej zabawie z klejeniem, pompowaniem itd... w końcu ruszam, przez chwilę przechodzi mi przez myśl przejazd szosami..., ale... jak już miałem leśny plan to będę się go trzymał. Odpuszczę hałdę w Sośnicy, przelecę za to przez Kończyce i lasek Makoszowski. 
Pomimo środka tygodnia...i wczesnej pory, w lesie sporo ludzi, spacerujących, biegających czy jeżdżących na rowerze. Chyba nie powinno mnie to dziwić, bo... jestem jednym z nich...  Do pracy dojeżdżam z tym nieszczęsnym opóźnieniem, ale w końcu nie co dzień łata się dętki... chociaż ostatnio trochę tego miałem... 
Wielkie coś w oponie
Wielkie coś w oponie © amiga

po pracy

Środa, 2 kwietnia 2014 · Komentarze(0)
Edyta Bartosiewicz - Ostatni

Mamy środę..., pogoda piękna, słonecznie, może jeszcze temperatura nie jest idealna, niemniej zachęca to do  jazdy w terenie..., tyle tylko, że coś średnio mam ochotę na przejazd przez hałdę w Sośnicy. W zamian objeżdżam lasek makoszowski i pakuję się na starą hałdę w Makoszowach. Czyli w dość fajny wariant leśny na dokładkę nieszczególnie wymagający. 
Całkiem spory ruch na całej długości Zabrza Makoszowy, co nieco zaskakuje, może to efekt postawionej tutaj niedawno Biedronki? 
Za to już w lesie cisza i spokój, co prawda nie jestem sam, bo wiele osób chyba wpadło dzisiaj na pomysł obcowania z naturą, sporo ludzi na kilkach, czasami bez kijków, sporo rowerzystów różnej maści... 
W Starej Kuźni krótki postój na hałdzie :), stąd rozciąga się całkiem niezły widok na okolicę. W końcu zbieram się i jadę najkrótszą drogą w kierunku domu. Nie mam ochoty na dalsze zwiedzanie, tym bardziej, że robi się późno. Pozostało już niewiele.. w zasadzie tylko Panewniki. Trasa mija względnie szybko... w końcu dojeżdżam na miejsce.
Za szprychami
Za szprychami © amiga

Poranek...

Wtorek, 1 kwietnia 2014 · Komentarze(0)
Kategoria do 34km, Do/Z Pracy, Solo
Hey - Zazdrość

Dzisiaj już zdecydowanie lepszy dzień, miesiąc "pecha" się skończył. Przynajmniej mam taką nadzieję, starczy już niepotrzebnych wydatków. 
Wychodzę z domu ok 7:15, rześko... 3 stopnie. Ważne że na plusie. Przed wyjazdem rozebrałem korbę by sprawdzić uszkodzenie wielowpustu i... wydaje mi się, że jest na tyle niewielkie iż pojeżdżę na niej sporo... Profilaktycznie kupię ramiona..., ale będą na kiedyś tam gdy te się zmęczą.

A na drogach sajgon..., ruch jak w ulu..., częściowo uciekam na boczne drogi, nie mam ochoty na uczestnictwo w tym wariactwie. Z drugiej strony chcę w spokoju potestować korbę, wolę, by w razie czego padła mi w okolicy domu niż na jakimś maratonie, więc na tą chwilę decyzja jest prosta..., przez następne kilka dni jeżdżę pomarańczą. 

Podczas dojazdu zaliczam niewiele terenu, chociaż pogoda zachęcała..., zresztą już chyba potrzebuję terenu..., ale zostawię to sobie na wieczór. 

Już w firmie niespodzianka..., 2 rowery, chyba zaczął się wiosenny sezon :) 


Modrzew już zaczyna się zielenić
Modrzew już zaczyna się zielenić © amiga

Dobrze, że ten miesiąc się kończy....

Poniedziałek, 31 marca 2014 · Komentarze(4)
Piosenka leżącego - Grzegorz Tomczak

Poranek... nie chce mi się wstać..., gdy już jestem na nogach... to zbieranie się również sprawia mi dzisiaj wyraźny problem. Z domu wychodzę dopiero ok 7:30. Nie za fajnie... 
Na drogach pełno, jak to w poniedziałki o tej porze, Na Ligocie odbijam w ul Medyków i później Bałtycką i... czuję że rower pływa..., czyżby pana? Spoglądam na tylne koło.... Oczywiście... 10 min zabawy przy zmianie dętki... znajduję wbity kolec akacji... Nawet nie zauważyłem, że w tym miejscu rosną. Jadę dalej... wszystko jest dobrze..., poza oczywiście ruchem.
Już witam się z gąską, jestem tuż przed granicą z Gliwicami...i... masakra... odpada mi lewe ramię korby, bez żadnych znaków wcześniej, po prostu odpadło... jak? Zatrzymuję się, to nie wróży nic dobrego... Spoglądam na część pozbieraną z drogi... część szerokości wpustów jest spiłowana. Straciłem jakąś 1/3 punktów przyczepienia. Tyle że dalej nie wiem co i czemu się stało. Rano przed wyjazdem sprawdzałem luzy kół i na korbie... nie było nic... Ramię było na swoim miejscu i trzymało się sztywno...To chore. Chwila zastanowienia kiedy coś było robione z korbą.... czy to mój jakiś błąd? Tyle, że ostatnio zajmował się tym gość z Bikershopu w Katowicach to on ją montował po wymianie ramy... Masakra... z tego wynika, że żaden serwis nie jest bezbłędny... 
Przy pomocy znalezionego kamienia, kawałka drewna i oczywiście podręcznych kluczy ramię zostaje zamontowane na swoim miejscu. Dociągam tak mocno jak się tylko da... W domu będę musiał to i tak sprawdzić, ale to dopiero wieczorem. Trochę chore bo korba jest prawie nowa... ma ledwie kilka miesięcy. Nie spodziewałem się takiego numeru..., i mam kolejną nauczkę. Po każdym serwisie należy sprawdzać.

Korba już na miejscu
Korba już na miejscu © amiga

dookoła...

Poniedziałek, 31 marca 2014 · Komentarze(1)
Kayah&Bregovic - Jeśli Bóg Istnieje

Wieczór zapowiada się dość intensywny. Czeka mnie wizyta w Bytomiu. 
Wychodzę z firmy ok 17:00 i powoli toczę się w kierunku Zabrza, a później odbijam na Bytom. Po drodze mam okazję jechać Chorzowską, później wolności, niemiłosierny ruch, co chwilę czerwone światła, co chwilę skrzyżowanie, wybija to z rytmu jak diabli. Na dokładkę cały czas mam w pamięci poranną przygodę z korbą. Staram się delikatne jechać. Z przodu środkowe przełożenie, Dopiero w domu przyjrzę się w jakim stanie jest jest wielowpust i czy nie trzeba będzie kombinować nowej korby. 
Jakoś względnie spokojnie dojeżdżam do Miechowic..., tam kilka godzin przy 2 kompach i powoli zbieram się do domu... Jest trochę przed 21:00. Ciemno, ale co tam, odpalam lampki i ruszam. Większość to szosy, na dokładkę główne, tyle, że o tej porze mocno już wyludnione. Niewiele samochodów..., jedzie się przyjemnie. W domu jestem kilka min po 22:00. Już mi się nic nie chce... Chyba zmęczyłem się dzisiejszym dniem. :)


Niewiele zostało po zabudowaniach przy boisku kolejarza w Piotrowicach
Niewiele zostało po zabudowaniach przy boisku kolejarza w Piotrowicach © amiga

Na Helenkę....

Sobota, 29 marca 2014 · Komentarze(0)
Janusz Panasewicz - Wloczykij

Umówiłem się na sobotę , pierwotny plan to wyjazd max o 13:00. Pech chce, że później wszystko się rozsypało, rozpadło, jak domek z kart. W efekcie wyjeżdżam diabelnie późno. Jest 16:53..., nie ma mowy o jeździe po lesie, terenie. Pogoda do tego zachęca, ale nie mam na to w tej chwili czasu... Gnam szosami Do Zabrza a później na Helenkę... Szarak został w domu..., szprychy wymienione, okazało się, że w sumie 2 sztuki zerwałem. Na szczęście kupiłem kilka zapasu... W tygodniu będę go chciał podrzucić do serwisu na wymianę wszystkich.... Nie mam ochoty na niespodzianki, a Giant widzę, że zaoszczędził na tym...
Za to zaczyna mnie martwić pomarańcza...., Walka z przednią przerzutką jest chyba bezsensowna... Próba jej wyczyszczenia w zasadzie wypłukania czegoś co pewnie się dostało do środka nie powiodła się..., a może po prostu sprężyna jest już mocno zmęczona. W każdym bądź razie mam w przełożenia Blat i średnią tarczę... Wrzucenie na żółwia wymaga zatrzymania się i... "kopnięcia" w przerzutkę... by wskoczyła na właściwe miejsce... Z drugiej strony przeżyła ze mną ponad 2 lata..., grubo ponad 30kkm, tony błota... Trzeba będzie się za czymś rozejrzeć... Spróbuję jeszcze potraktować przerzutkę WD40..., ale jakoś nie mam nadziei.
Ok 18:20 dojeżdżam na miejsce do Darka, późno..., ważne że dotarłem...

Idą święta..., tylko jak tu ulepić zająca? © amiga

szybki poranek...

Piątek, 28 marca 2014 · Komentarze(0)
Maria Sadowska: "Baba za kierownicą"

Ciut gorsza pogoda niż ostatnio, z drugiej strony jest cieplej tyle, że słonce świeci jakoś tak niemrawo przez warstwę chmur... 
Z domu wychodzę dość późno, za późno by jechać lasami, w sumie może to i dobrze, bo wczorajsze prognozy wspominały coś o deszczach w nocy. Co prawda spoglądając przez okno jeszcze przed wyjazdem nie widziałem niczego podejrzanego, ale wiem jakie to jest zdradliwe... 
W chwili wyjazdu na drogach szaleństwo, to pewnie  przez to, że jest piątek... ostania chwila przed weekendem aby pozamykać pilne sprawy, a może pogoda też się nieco do tego dołożyła? 
Po raz pierwszy od ponad tygodnia odłożyłem prochy..., może w końcu przeziębienie opuści mnie na dobre?, może to pierwsze skowronki ozdrowienia, a może też efekt opychania się czosnkiem w ilościach przeczących zdrowemu rozsądkowi? ;P

Jedzie się niesamowicie przyjemnie. Na podjeździe w Kochłowicach chyba wiem co jest grane...., mam wiatr w plecy... w tej chwili to cieszy, pytanie tylko co będzie przy powrocie... już nie będzie tak wesoło, chociaż zawsze wiatr może się odwrócić...\


W firmie jestem w niezłym czasie...., może to nie to co bym jeszcze chciał... ale jest nieźle...

Ps. szprychy dalej nie wymieniłem szarakowi ;p

Wiosenne kwiaty
Wiosenne kwiaty © amiga

leśne ścieżki

Piątek, 28 marca 2014 · Komentarze(0)
T.Love - King
Wychodzę z firmy, rozpoczyna się weekend... Jest dość przyjemnie, słonecznie... co prawda wieje wiatr od wschodu jednak i tak mam plan aby pojechać terenem. Interesuje mnie hałda w Makoszowach. A dalej wały wzdłuż Kłodnicy.
Początek po szosie bo innej opcji nie ma, muszę się wydostać z Gliwic, ruch jak w ulu..., więc tym bardziej mam ochotę uciec od zgiełku miasta. Wjazd na hałdę w wersji przez plac budowy DTŚki :).
Nieco przed starą hałdą w Makoszowach pakuję się...na wały... Coś jest nei tak z przednią przerzutką, ostatnio nie pasowało mi jej działania na korno... teraz jestem już pewien że nie działa tak jak bym chciał... Spróbuję, ją w domu przeczyścić.... może to rozwiąże problemy..., jeżeli nie to trzeba będzie kupić nową... W końcu ta już ma 2 lata i swoje przeżyła... ze mną ;P

W Halembie na krótko wyjeżdżam na szosę by ponownie zanurzyć się na leśnych szlakach, jednak słońce jest już za horyzontem, powoli zaczyna zapadać zmrok... Ważne, że lampka odpalona. Kilkanaście min później i tak jestem w domu... w sumie było miło... :)

Zachód słońca
Zachód słońca © amiga

do pracy lasami

Czwartek, 27 marca 2014 · Komentarze(0)
To tu, to tam - Grzegorz Turnau

Poranek, jest słonecznie, wychodzę ciut wcześniej... i nie mam specjalnego parcia by zdążyć na cokolwiek..., większość pilnych spraw jest już zamknięta... Dość szybko decyduję się na przejazd lasem, tyle, że jakoś nieszczególnie mam ochotę na przejazd przez  Makoszowy, po drodze na bank czekała by mnie przeprawa przez błotniste hałdy, szczególnie ta stara w Makoszowach.... 
Na Halembie zmieniam nieco tor jazdy. Postanawiam wjechać na Bielszowickie szosy... i do końca pociągnąć już nimi. W względnie przyzwoitym czasie docieram do bram firmy... Pięknie rozpoczęty dzień :) Tym razem pany nie złapałem, Za to w końcu muszę kupić szprychy do szaraka..., może wieczorem uda się go podreperować...

Poranek w lasku Makoszowskim
Poranek w lasku Makoszowskim © amiga