Mike Oldfield & Miriam Stockley - Moonlight Shadow
Wychodzę znowu kilka minut po 16:00, spieszy mi się, za 2 godziny szykuje się impreza urodzinowa szwagra, mała kameralna, ale w piątek. Może to i lepiej? Nie wjeżdżam do lasu, po raz kolejny jadę drogami, o tej porze ruch jest wzmożony, jednak nie zwracam na to uwagi, po raz kolejny zwiedzam Rogoźnicką w Zabrzu, czemu... zupełnie nie wiem, mogłem w końcu skręcić wcześniej... i problem wykopków drogowych zupełnie by nie istniał. Jutro za to szykuje się krótki wyjazd do centrum Katowic pokibicować koleżankom w Miejskim Rajdzie Przygodowym.
W domu melduję się przed 18:00, teraz szybka kąpiel i na urodziny... będzie się działo.
Po wczorajszym niepracowym dniu dzisiaj pora wybrać się do Gliwic, ech gdyby lekarka wiedziała..., chociaż w domu pewnie i tak bym nie usiedział więc co za różnica?
Dzisiaj zdecydowanie chłodniej, niż we wtorek..., gdzie się podziało te 12 stopni z rana... Dobrze, że świeci chociaż słońce.
Klasycznie wyjeżdżam dość późno i jadę szosami, najkrótszym możliwym wariantem. Po raz kolejny w Kochłowicach kolejka, czyżby coś się zmieniło? Wcześniej korki w tym miejscu to była raczej rzadkość, a w tym tygodniu w zasadzie to norma. Podjazd w kierunku Wirka dzisiaj mnie męczy, niemiłosiernie, zaczynam się obawiać co będzie gdy pojedziemy do Miechowa... Na BO odpadałem, a tam nie będzie litości, tamten teren nie wybacza.
W Zabrzu jakiś wariat wyprzedza mnie na zakręcie..., masakra, gdzie mu się tak spieszy..., 10s później już bylibyśmy na prostej...
Za to Gliwice znowu poste, to chyba jedyna zaleta późniejszych wyjazdów ;p
Dzisiejszy dzień nietypowy..., do pracy nie pojechałem, czekała mnie dzisiaj wizyta u lekarza a później prześwietlenie, wstępny werdykt - zapalenie zatok :( , przynajmniej wiem na co się leczyć... Worek prochów i powrót do domu. Zabieram szaraka i wiozę go do znajomego serwisu, zostanie tam na kilka dni..., szprychy muszą być wymienione. Nie mam ochoty na kolejne niespodzianki w drodze. Problem polega na tym, że docieram zbyt wcześnie i wszystko zamknięte w diabły, więc kręcę się chwilę po okolicy. Spotykam kilku znajomych i mija dobre 20 min. W końcu jako pierwszy wchodzę do serwisu..., rower zostaje, przy okazji będzie miał przegląd. Jestem pewien że zrobią go dobrze. Do domu już z buta.
Kraftwerk - Autobahn Nadzwyczaj ciepły poranek, tyle, że znowu wychodzę późno, trudno, pojadę szosami. Przy 9 stopniach na starcie ubieram się nieco lżej..., idealnie i jeszcze to słońce, za to na drogach sporo samochodów, dam radę, w końcu to nie pierwszy raz ;P Za to pomarańczka idzie dzisiaj do serwisu..., do wymiany przednia przerzutka + linki i kilka innych drobiazgów. Przy okazji czeka mnie prostowanie ostatnio skręconego haka... mam nadzieję, że chłopaki sobie z tym poradzą. Chyba pora rozejrzeć się też za jakimś zapasowym, bo... licho nie śpi. Do Gliwic dojeżdżam w całkiem niezłym czasie jak na samopoczucie..., jutro już jest pewne, że idę odwiedzić lekarza..., bo tak nie może być...., bym na płaskim terenie umierał... Muszę też w końcu dać Gianta na wymianę szprych. Zrobię to jednak gdzieś w pobliżu domu..., bo w tej chwili pewnie większość serwisów będzie miało pełne obłożenie, a to nie zajmuje 5 minut.
Kolejne dość ciepłe popołudnie, pora ruszyć w drogę powrotną, po lesie :), a jak.
W ciągu dnia wstawiłem rower do serwisu i masakra, jedyną przerzutką jaka była dostępna w 3 najbliższych serwisach to Deore, Mam nadzieję, że nie będę miał z nią problemów... Pierwsza była taka sobie, XT-k działał rewelacyjnie do... czasu. Chwila rozmowy z jednym z serwisantów i podobno XT-ki tak mają, że leci im po jakimś czasie sprężyna, a ze mną nie miała lekko. Błoto, piasek, woda..., wszystko co było na drodze, na maratonach. Jej czas minął, ale zostawiam ją sobie na pamiątkę.
W drodze testuję nową konfigurację..., działają wszystkie przełożenia, nawet najmniejsza zębatka z przodu..., może się przydać w Miechowie w najbliższą niedzielę :)
Poranek chłodny, świeci za to słońce, jest szansa, powinno się szybko ocieplić. Wyjeżdżam za to dość późno, za karę muszę jechać szosami, w zasadzie niewiele by to zmieniło gdybym pojechał lasem, ale... tak naprawdę to czuję jeszcze zmęczenie ostatnim maratonem i tą zarazą która mnie dobija od kilku miesięcy. Obiecałem sobie, że w tym tygodniu ponownie odwiedzę lekarza..., tak nie może być, tyle, że co z tego skoro chcą mnie leczyć na alergię, której nie mam... nieważne...
Za to na drogach spory ruch, szczególnie widać to w Kochłowicach, przy dojeździe do rynku spora kolejka..., wszyscy czekają, nie ja..., później już jest zdecydowanie lepiej... W Gliwicach w zasadzie luz. Dojeżdżam w takim sobie czasie..., ech, gdzie te czasu gdy dojeżdżałem w godzinę...
Kraftwerk - Trans Europe Express Wychodzę z firmy ok 17:00, wsiadam na rower i jadę, chyba po raz pierwszy od dawna zupełnie na krótko, pobożnym życzeniem jest aby pogoda się utrzymała na podobnym poziome w kolejnych dniach, tyle, że prognozy wspominają coś o ochłodzeniu. Zgrzeszyłbym gdybym pojechał szosami, wolę wbić się w teren, więc na Sośnicy wjeżdżam na hałdę :), a dalej już lasami, tyle ile się da. Na chwilę wyjeżdżam na szosy w Rudzie Śląskiej, po drodze mijam sporo bikerów, w sumie to mnie zupełnie nie dziwi, trzeba korzystać skoro jest okazja, a dzień dość długi... Nie spieszy mi się zupełnie...., tyle, że ciąży plecak, w środku są poranne długie ciuchy rowerowe, pewnie jutro się przydadzą :)