Wpisy archiwalne w kategorii

do 34km

Dystans całkowity:73100.96 km (w terenie 11237.08 km; 15.37%)
Czas w ruchu:3228:23
Średnia prędkość:22.64 km/h
Maksymalna prędkość:170.00 km/h
Suma podjazdów:262950 m
Maks. tętno maksymalne:240 (130 %)
Maks. tętno średnie:171 (92 %)
Suma kalorii:2777597 kcal
Liczba aktywności:2354
Średnio na aktywność:31.05 km i 1h 22m
Więcej statystyk

Objazd okolicy

Czwartek, 31 marca 2011 · Komentarze(2)
Dzisiaj po powrocie z pracy czułem się jakiś dziwnie zmęczony, jednak widok roweru zadziałał mobilizująco. Pozbierałem się w ciągu kilku minut i w drogę. Zachaczyłem o Piotrka , nie było go w domu, trudno, niech żałuje. Wybrałem się sam znajomimi trasami przez Kostuchnę, Podlesie, i wróciłem przez Piotrowice. W zasadzie tylko jedna krótka przerwa na stacji w Podlesiu.

Stacja PKP w Katowicach Podlesiu © amiga


Niestety ten tydzień mam maksymalnie zakręcony i o dłuższym wypadzie mogę co najwyżej pomarzyć. Odrobię to być może w weekend. Tyle, że w sobotę czeka mnie "Fotodej" w Szopienicach. Impreza nierowerowa, ale może później uda mi się pokręcić. Jeszcze się zobaczy.

Wieczorny wypad

Środa, 30 marca 2011 · Komentarze(3)
Dzisiaj również krótki wypad po pracy - nie mogłem sobie odpuścić, pogoda zachęcała do przejażdżki. Szybki obiad i w drogę. Standardowo zgarnąłem Piotrka i pojechaliśmy w kierunku Murcek przez las. Okazało się, że Piotrkowi padła lampka więc zdecydowaliśmy się na jazdę szosami. Wróciliśmy na Ochojec i pojechaliśmy w kierunku Muchowca. Odbiliśmy nieco wcześniej i wróciliśmy do domu przez Ligotę i Osiedle Zadole.
Dworzec PKP w katowicach Ligocie © amiga

Wieczorna eskapada

Środa, 23 marca 2011 · Komentarze(4)
Kategoria do 34km
Dzisiaj krótki wpis. Czas mam mocno ograniczony.
Wracając z pracy nosiło mnie niesamowicie, musiałem jakoś rozładować energię. W domu po szybkim obiedzie równie szybki wypad na rowerek. Być może jest to jego ostatnia trasa. W ciągu dnia zamówiłem nowy egzemplarz w sklepie internetowym. Mam nadzieję że do weekendu dojdzie i będę mógł poszaleć, chyba że pogoda zmieni moje plany.
Wracając do dzisiejszej wyprawy to pojechałem sam na Dolinę 3 Stawów, a wróciłem do domu przez kopalnię Wujek. Nie miałem ochoty na jakiekolwiek towarzystwo, za to kilka spraw do przemyślenia.

Jak wspominałem wcześniej czas mam mocno ograniczony więc konczę opis. Może będę bardziej wylewny w kolejnym wpisie :)



... i po zimie

Sobota, 5 marca 2011 · Komentarze(6)
Kategoria do 34km
Dzisiaj krótka wycieczka, aby sprawdzić jak wygląda moja kondycja i czy po grudniowym pobycie w szpitalu nadaję się już na tego typu eskapady.
Od kilku tygodni nosiłem się z zamiarem wyjazdu, jednak zawsze coś wypadło bądź pogoda się zepsuła.
Na dokładkę, od wczoraj coś mnie rozpiera energia (począwszy od tego, że ni z gruchy, ni z pietruchy ok 21:00 wymalowałem ot tak łazienkę, a rano o ósmej poprawiłem). Trzeba było ją jakoś rozładować.
Traf chciał, że ok południa przyjechała do mnie kuzynka na rowerze, ot tak aby się "przewietrzyć". Długo się nie namyślając sprawdziłem z grubsza swój rower, pozbierałem "zabawki" i w drogę. Aby nie ryzykować wybrałem wstępnie krótką wycieczkę na lotnisko Muchowiec - trasa tam i z powrotem to ok 13 km.
Dobre na początek, a w razie czego zawsze mogę się wrócić.


Po dojechaniu na miejsce okazało się, że z kondycją nie jest tak źle,
a ja mam ochotę na nieco więcej. Pojechaliśmy więc dookoła doliny trzech stawów.
Po jakimś czasie pogoda przestała nas rozpieszczać, w związku z czym zaczęliśmy kierować się w kierunku domu. Krótki postój przy lotnisku, a później kolejne kilka km kręcenia.

Konkluzje z dzisiejszego wyjazdu:
1) Z kondycją nie jest tak źle, jak mi się wydawało (grudniu i styczniu byłem mocno unieruchomiony)
2) Tego mi było trzeba. Po kilku tygodniach pracy (weekendy też musiałem zarwać i niejedną noc, a szukuje się kolejny maraton), była to jedna z najprzyjemniejszych rzeczy jaką ostatnio zrobiłem. Może nie jestem jeszcze "dzieckiem dwóch pedałów", ale coś jest magicznego w jeździe rowerem.
Wcześniej przez wiele lat o tym zapomniałem, na szczęście wróciłem :)

Mam nadzieję, że kolejny wyjazd już wkrótce ;)


Ps. Chyba nie tylko ja wpadłem na pomysł wykorzystania okazji na pokręcenie :)

Przed zimą ...

Piątek, 19 listopada 2010 · Komentarze(15)
Dzisiaj wracając do domu nie planowałem wyjazdu, tym bardziej, że padał deszcz.
Jednak zdopingowała mnie prognoza pogody w TV reżimowej, z której wynikało, że w przyszłym tygodniu może spaść śnieg. Zjadłem obiad, odczekałem chwilę. Ok 20:00 przestało padać więc się pozbierałem i w drogę. Wycieczka głównie drogami asfaltowymi. Postanowiłem dokończyć ostatnią trasę, poprzednio brakło czasu na całość. Więc wróciłem na "Ptasie Osiedle". i ruszyłem przez park Kościuszki

(na zdjęciu fragment toru saneczkowego. Szkoda, że od wielu lat jest zaniedbany i z kilkuset metrowej trasy przejezdne jest może 50m. W najbliższą niedzielę podziękuję za to naszym włodarzom)
pod kopalnię Wujek.

(w 80-82 roku rodzice w pobliżu Kopalni Wujek prowadzili sklep, obecnie w tym budynku jest Lewiatan, miałem w tym czasie kilka ok 7 lat, jednak pamiętam czas gdy pojawiły się tam czołgi, niewiele rozumiałem z tego co się dzieje. Kilka dni temu miałem okazję wrócić do tego okresu za sprawą filmu "Wszystko co Kocham". Polecam wszystkim)
Skierowałem sie następnie przez ligotę na Ochojec. Szybkie spojrzenie na licznik - przejechałem ok 13 km.... trochę mało ..., pojechałem dalej tym razem przez Kostuchnę

(Kościół w Kostuchnie, dość często przewija się na moim blogu)
i Podlesie

(Krótki przystanek na dworcu PKP w Podlesiu)
do Piotrowic i w końcu do Domu.

W trakcie jazdy odczułem, że jest jakieś "bicie na kołach", Ciekawe co poleciało, dzisiaj już tego nie sprawdzę, nie chce mi się. Może jutro przejrzę rower, mam wrażenie, że jest to coś z tylnim kołem.

I z innej beczki
Ostatnio w moje ręce trafiła płyta "Coma Symfonicznie" i cieszę się z tego, że zamiast na ich koncert pojechałem na Renatę Przemyk. Z regóły tego typu eksperymenty wychodzą całkiem nieźle (Skorpions - Acoustica, Czy KSU - Akustycznie), tym razem jest to niestety pomyłka - Sorry chłopaki.

Wyluzowany ...

Niedziela, 14 listopada 2010 · Komentarze(7)
Dzisiaj mogłem, urwać się na rower dopiero około 13:00. Wcześnej miałem zaplanowane "prace", które zalegały od soboty i musialem je załatwić.
Wyjazd po raz kolejny nie do końca zaplanowany, chciałem odwiedzić 3 stawy, ale gdy wsiadłem na rower to trasa została zmodyfikowana po pierwszych 100m jazdy. Wybrałem się, leśnymi ścieżkami w kierunku Murcek, później odbiłem w kierunku Giszowca. Okrążyłem staw Janina i skierowałem się w kierunku pierwotnie planowanego miejsca podróży. Po drodze zachaczyłem o kapliczkę św. Huberta

(szczególnie religijny nie jestem, ale lubię to miejsce)
i wieżę ciśnień

(zawsze robiła na mnie wrażenie, 30 lat wcześniej wydawała mi się jakaś większa)

Chwila odpoczynku i pojechałem dalej mało uczęszczanymi wąskimi ścieżkami leśnymi. Kilkanaście min. później dojechałm do Muchowca. I tu ścieżki rowerowe okazały się prawie kompletnie nieprzejezdne, nie tylko ja chciałem wykorzystać ładną pogodę, mijając pieszych i rolkarzy, dojechałem do 3 stawów. Okrążyłem je i wroćiłem nad najmniejszy z nich.

Niedawno skończył się jego "remont" i w chwili obecnej pretenduje do roli oficialnego kąpieliska. Zobaczymy co będzie w przyszłe lato.
Parząc na zegarek uświadomiłem sobie, że mam już niewiele czasu, więc wrócłem do domu przez "Ptasie Osiedle" i pętlę tramwajową na Brynowie.
Pod drodze miałem czas aby przmyśleć parę spraw. Przyznam się że dawno nie byłem w tak świetnym humorze jak dzisiaj, jest to zasługa ostatnich 2 dni. W piątek
koncert genialnej Renaty Przemyk w CK Wiatrak w Zabrzu. Gdzieś zawsze w moim życiu pojawiały się jej utwory, tym razem miałem okazję posłuchać Jej na żywo, ... ma w sobie to coś ... . Nie można tego opisać, ... to trzeba zobaczyć.
Później wizyta u Darka i długie rozmowy do rana. Pierwszy raz miałem też okazję zobaczyć nagrany koncert z 4 czerwca 2009 z okazji 20 rocznicy Pierwszych Wolnych Wyborów, nie wiem jak to przegapiłem ... Był przeza...sty. Jeszcze dzisiaj nucę te "stare" teksty. Kolejny dzień to wyjazd awaryjny do Dąbrowy Górniczej i po raz pierwszy byłem wściekły sam na siebie, że nie zabrałem aparatu, wizyta na Pustyni Błędowskiej to było to, do tego jeszcze rewelacyjna pogoda .. #$%! ... zrobiłem tylko kilka fot tel. komórkowym ..., szkoda ..., ale ... Ja jeszcze tu k...wa wrócę !



Następnie powrót do Zabrza po "zabawki" i do domu, Do dzisiaj żałuję, że nie mogłem zostać dłużej, nabierało się trochę spraw :( do załatwienia.

- Darku dzięki za wszystko
- Oceany Osieckiej znalezione,
- Szukając ich znalazłem przez przypadek film "Wszystko co kocham"
- Anetko - dam się adoptować
- chyba skuszę się na szóstki Waidera
- Monika dasz sobie radę, masz niesamowitą siłę ... (niech się mury pną do góry, niech kominy mają pion ...)
- Paula - Renatka jest zaje...a, nie znasz się ;)

Samotnie do ... hmmm ... bez celu ...

Niedziela, 7 listopada 2010 · Komentarze(3)
Dzisiaj wstałem wcześniej niż zwykle w niedzielę. Musiałem nieco odreagować po tygodniu z gośćmi. Część to całkiem miłe wizyty (wpadł szfagier na kilka dni ;), a część to męczące wizyty typu "bo mnie to wyskoczyło". Ludzie odzywają się tylko wtedy gdy czegoś potrzebują, a to padł komputer i Darek ratuj ...., a to zepsuła się lampa i co dalej, najgorsze, że zdarza się to ludziom z wykształceniem technicznym. W pierwszym przypadku po informatyce, w drugim po szkole elektronicznej. Jezuuuu, czego ich tam uczyli.... . Musiałem zrzucić to z siebie. Dostałem rumaka na kołach i w drogę. Trasa kompletnie niezaplanowana, jadę po prostu przed siebie, jedynie co mnie interesuje to las, tam zawsze mogę odpocząć, oderwać się od rzeczywistości. Pogoda dzisiaj nie rozpieszcza, ... pada drobny deszcz, ale co tam, z cukru nie jestem. Pierwszy przystanek na przedłużeniu ul. Krynicznej obok stawu, chyba mam jakiś sentyment do tego miejsca, dość często tu lądowałem w ramach wagarów 20 lat temu :).
.
Po chwili zbieram się, dalej droga prowadzi mnie w kierunku Mysłowic. Jadę przez lasy Murckowskie, przystaję na chwilę, pięknie tu ...

Wracam do roweru i słyszę jakiś znajomy, aczkolwiek dawno niesłyszany dźwięk ...
Sssssssssssssss .... Wąż ? Nie ..., złapałem gumę. Szybko zdejmuję tylnie koło, wymieniam dentkę. Starej nie chce mi się kleić, zrobię to w domu.

Z pośród liści wyławiam podręczne narzędzia (chyba znalazłem wszystko), pakuję je i wkrótce jadę dalej. Po kolejnych kilkudzisięciu minutach docieram do głównego punktu "bezcelowego".

Staw na Wesołej, zostaję tu kilkadziesiąt min., wokoło cisza, spokój, nawet wędkarzy nie widać. Jestem jedynie Ja, Rower i jakaś obściskująca się para kilkadzisiąt metrów dalej ...
Pogoda w między czasie nieco się poprawiła, nawet słońce nieśmiało próbuje wychylić się zza chmur. Jednak zbieram się, pora wracać, dzisiaj nie mam zbyt wiele czasu na podróżowanie. Wracam standardowo przez Giszowniec i staw Janina. Z nieco doładowanymi akumulatorami docieram do domu. Jutro do pracy, będę mógł się na nieco dłużej oderwać, od rzeczywistości i męczących znajomych ;).

Samotne po okolicy ...

Środa, 13 października 2010 · Komentarze(0)
Do domu wróciłem później niż zwykle, miałem jednak ochotę trochę się zmęczyć.
Dzwonię do Piotrka, niestety ma ekipę remontową i musi zostać w domu, trudno, dam sobie jakoś radę. Jadę bez większego celu. Kieruję się drogą na Brynów, w pobliżu pętli tramwajowej odbijam na Muchowiec, jakoś dziwnie, żadnych rowerzystów, na dokładkę spora część drogi nieoświetlona, na szczęście mam swoje źródło światła, dzięki niemu mam widoczność na ok 50-70m do przodu, w zupełności wystarcza. Boję się, że trafię na jakieś stadko dzików, okazuje się, że nie tym razem. W pobliżu lotniska odbijam na 3 stawy mała rundka wokoło jednego z nich, chwilę później jestem już przy Lidlu na os. Paderewskiego. Dojeżdżam do pomnika (chyba jest to pomnik Czynu Górniczego) i robię przerwę w pedałowaniu. Uświadamiam sobie, że nie zabrałem plecaka z aparatem. Trudno zdjęć tym razem nie zrobię. 5 min. później ruszam dalej, mijam lotnisko i wjeżdżam na ul. Ceglaną. Wkrótce zbliżam się do parku Kościuszki, szybki przelot i już jestem obok kopalni Wujek. Dalej jadę przez starą Ligotę i tyłem przez osiedle Grzyśki na ul Kolejową. Na chwilę muszę zejśc z roweru (po schodach nieciekawie się jedzie). Dojeżdżam wkrótce do Ochojca, a tam już drogą rowerową wzdłuż ul. Jankego kieruję się do domu.

Dookoła Kostuchny

Poniedziałek, 11 października 2010 · Komentarze(0)
Godzina 16:20. Dzwonię do Piotrka - Zbieraj się. Wyjeżdżamy 20 minut później, jedziem przez las w kierunku Kostuchny, droga prowadzi pod górę - trochę się męczymy ale dajemy rady. Chwila odpoczynku na "szczycie" i jedziemy dalej po drodze klasycznie zatrzymujemy się i robimy fotki

w zasadzie ja robię, bo Piotrek zapomniał aparatu. Dalej jedziemy głównie z górki, trasa prowadzi obok hałdy Kostuchna i dalej w kierunku Kopalni Murcki

w między czasie zachaczamy o basen - sprawdzamy co się zmieniło, i ruszamy dalej.

Skręcamy na Podlesie, droga przyjemna - przez las. W Podlesiu skręcamy w kierunku dworca PKP i kierujemy się na Piotrowice. Tam zatrzymujemy, się na krótki popas przy ul. Bażantów.


Pijemy "małe piwko" i już bez większych "objazdów" okolicy wracamy do domu.

Mysłowice-Wesoła

Niedziela, 10 października 2010 · Komentarze(6)
Dzisiaj ok 10:00 dzwoni Piotrek. Proponuje przejażdżkę. Mi się specjalnienie chce, coś zmęczony jestem, ale nic to, pozbierałem się i godzinę później spotykamy się pod moim domem, jedziemy. Planowana trasa ma być dzisiaj miła i przyjemna, a przede wszystkim niezbyt wymagająca. Jedziemy w kierunku Murcek, większośc trasy pod górkę, ale jakoś dajemy radę. Szybko przejeżdżamy przez Murcki i kierujemy się w kierunku Mysłowic-Wesołej. Dalsza trasa to w zasadzie jeden długi zjazd, jest nieźle,pogoda nam dopisuje. Wkrótce jesteśmy u celu naszej dzisiejszej podróży.

Wokoło stawu prowadzimy rowery rozmawiając o wszystkim, m.inn. o wczorajszym koncercie (swoją drogą, DTH dali rady, koncert był zaj...ty).
Klasycznie robimy kolejne zdjęcia



Znad stawu widać nadajnik w Kosztowach, ale niestety dzisiaj tam nie jedziemy.

Robimy jeszcze drobną przerwę na pobliskiej ławecze. Wkrótce jednak wsiadamy na rowery i jedziemy z powrotem, tym razem kierujemy się na Giszowiec, poza jednym większym podjazdem w zasadzie cały czas jedziemy z górki, Dojeżdżamy do Giszowca i drogami kierujemy się na staw Janina do Rybaczówki, tam kolejna przerwa, decydujemy się coś zjeść. Po ok 30 min zbieramy się i jedziemy przez las do Ochojca.
Po drodze zachaczamy o Lidla, później już szybciutko do domu.