W nocy chyba padało, drogi mokre, ale świeci słońce, jest pięknie, po prostu chce się jechać. Wsiadam na bike-a i pędzę, wjeżdżam w las, to nie jest dzisiaj dzień na szosy, nie dlatego, że ruch jakiś paskudny, ale właśnie ze względu na pogodę. Miło tak mykać po ścieżkach po deszczu... Dopiero w Makoszowach wyjeżdżam na asfalt, trzeba nieco przyspieszyć :) Lekko umorusany dojeżdżam do firmy, na szczęście czeka na mnie już prysznic i chwilę później mogę zasiąść na stanowsku dowodzenia :) i spróbujemy opanować świat ;P
Powrót w dość przyzwoitych warunkach, jest stosunkowo ciepło, ale dalej źle się czuję pomimo przełożenia 5 kamyków. Po długiej walce docieram do domu, chwila odpoczynku i jużjest lepiej. Może w weekend uda się wywalić pozostałe 2 kamyki.
Wczoraj wieczorem łaziłem jeszcze po necie i…. wróciłem do pewnej strony, strony poświęconej starym bajkom, tych na których się wychowałem, chyba nie tylko ja, ale także moi rodzice, siostra i znajomi. Mowa tu o Nostalgia.pl. Można tam znaleźć naprawdę sporo pozycji, przypomnieć sobie dzieciństwo, począwszy od Jacka i Agatki (tego akurat nie mogę pamiętać), poprzez Reksa, Chłopca z plakatu, Fraglesów, Białego delfina Um-a, a końcąc na 5-10-15.
Patrząc na dzisiejsze bajki jakoś nie mogę się do nich przekonać, wszechwładna manga, bajki których jedynym przesłaniem jest utłuc wroga, przeciwnika. Chyba za bardzo zachłystnęliśmy się światem zachodnim, zresztą pamiętam jak w latach 80 oglądało się Myszkę Miki, Kaczora Donalda, jaką to sprawiało frajdę, tyle, że nawet Disney schodzi na „psy”, dawno nie widziałem takiego chłamu serwowanego dzieciom, przypomina to głupawe seriale komediowe w których w tle słychać oklaski, śmiechy. Paskuda…
Dalej wolę ”Pszczółkę Maję”, „Bolka i Lolka”, czy nawet Arabelę i Pana Kleksa. Fakt, że część z nich trąci już myszką, pewnie dzieciom się już tego nie sprzeda w dobie Internetu, ale czyż nie były to piękne czasy (warto przypomnieć sobie, zapoznać się z genialnymi rosyjskimi bajkami, nie wiem czy cokolwiek jest w stanie się z nimi równać).
Na dokładkę wszystkie te bajki miały jakieś przesłanie, czegoś uczyły, a czego uczą pokemony, czarodziejki z księżyca?
Trochę zazdroszczę francuzom, anglikom nakładów i świetnych bajek, które poprzez zabawę potrafią przekazać coś o świecie, przygotować dzieci na świat który nas otacza
Zdaję sobie sprawę, że pewnie generalizuję, że upraszczam, że mój punkt widzenia pewnie odstaje mocno od tego co myśli, uważa spora część społeczeństwa, ale … ja taki jestem. Kiedyś dziwiło mnie gdy babcia wspominała o dawnych czasach mówiąc, że były lepsze, żyło się spokojniej, a teraz sam widzę, że ten świat gdzieś gna, gdzieś się spieszy, tylko za ch…ę nie wiem gdzie. Może to dziwić gdy patrzy się na to czym się zajmuję, co robię, bo sam uczestniczę w tworzeniu nowych technologii, sam z nich korzystam, ale nie świadczy to o tym, że się z tym absolutnie zgadzam, że podoba mi się obrany kierunek.
Może partało by jednak pociechy przekonać do tego na czym my się wychowaliśmy, może wystarczy wrócić do czytania bajek? Sam swego czasu przeczytałem chyba wszystko co „nazbierali” bracia Grimm. Jest tego trochę, tyle, że nie wszystkie bajki nadają się dla dzieci. To samo dotyczy np. „Alicji w krainie czarów”, gdzie oryginał jest dość mroczny, a TV zrobiła z tego cukierkową bajeczkę dla małych dziewczynek ;P
Pewnie zaraz dostanę po głowie, od młodszego pokolenia wychowanego an innych bajkach, ale cóż, życie...
Poranek wyjątkowo ciepły, +20 na starcie, już się odzwyczaiłem od takich temperatur o tak wczesnej porze. Po 7:00 wsiadam na rower i jadę, jadę do pracy, dzisiaj ile się da to po terenie, więc zaliczona została bokiem hałda w Panewnikach, później w Halembie, w Kończycach i Sośnicy. Na chwilę zatrzymałem się w Makoszowach przy pomniku obok którego przejeżdżałem już setki razy, jednak jakoś nigdy się przy nim nie zatrzymałem. Czemu? Nie wiem. Wczoraj koło nosa przezzedł mi koncert Marka Dyjaka w Chorzowie, masakra, na dokładkę 5 października też nie będę mógł być na koncercie Renaty Przemyk w Mikołowie. Będę w tym czasie w Krzeszowicach...
Porąbany dzień, ale tak to już czasem jest, co chwila coś dzisiaj wyleciało, niby drobiazgi, ale strasznie rozwala to dzień. W każdym bądź razie wyjeżdżam z pracy ok 17:00, późno, ale cóż zrobić. Pogoda wyraźnie się załamuje, na uszach odpalone Antyradio i słyszę, że w Katowicach pada. Oj niedobrze..., nie mam ochoty na kąpiel, jednak aż do Wirka jest sucho dopiero później widzę, że drogi są mokre, hmmm.... Co będzie dalej? Na szczęście nic, szosy mokre i to jedyna niedogodność, lekko ubrudzony docieram do domu. Temperatura ok 15 stopni na całej trasie więc nie było źle, chociaż w porównaniu do poranka to już wyraźny dołek.
Dzisiaj niestety nie ma czasu na kolejny elaborat. Może jutro uda się coś sklecić.
Ps. Tekst w kawału z poczatku wpisu zabija, nie jest to może moja muzyka, ale warto tego wysłuchać, mnie się gęba śmiała przez dobre 30 min ;)
The butterfly effect - Andromeda Software Development
Powrót paskudny, wyjeżdżam dość wczęśnie, ale co z tego, gorączka i ogólne zmęczenie dają mi się we znaki. W Zabrzu uciekam do lasu i do Katowic jadę ścieżkami leśnymi. Osatatnie 6km to jedna wielka męczarnia, odliczam kolejne metry. Mam dość. Dzisiaj szybko do wyra, trzeba to w końcu wygonić.
Wczoraj było trochę u muzyce na C64 dzisiaj o demoscenie. W zasadzie twór ten istniał od początku mikrokomputerów(maiłem okazję widzieć jak to powstaje ewoluuje), było to „pospolite ruszenie” ludzi, którzy posiadali komputery wiedzę, talent, umiejętności i oczywiście czas aby zrobić coś tylko po to aby wykazać się swoimi umiejętnościami. Organizowane były (zresztą dalej są organizowane) zloty entuzjastów takich produkcji. Całość oczywiście nigdy nie była robiona w celach zarobkowych, a tylko po to aby czegoś się nauczyć, coś poznać, wyciągnąć maksimum ze sprzętu który się posiada, aprzy okazji poznać fantastycznych ludzi. Pojedyncze osoby gromadziły się często w grupach gdzie na czele stał najczęściej koder (ten który składał to do kupy i pisał główny kod), grafik, muzyk i swapper który zajmował się kontaktami z innymi grupami.
Nigdy nie zapomnę gdy do qmpla przychodziło dziennie kilkanaście listów z zapakowanymi w środku dyskietkami 5” a później 3.5”. Internet wtedy nie istniał, czasami można było się spotkać osobiście na giełdach komputerowych, np. w nieistniejącym już dzisiaj budynku „Domu kultury huty Baildon” w Katowicach. Piękne czasy, gdy wchodziło się, a na sali połowa to znajomi :) i… następowała wymiana, kopiowanie itd…
Taboo - Place in the space (demo na c64 – część obliczeń robiona była na procesorze stacji dyskietek – całośc ma ok. 40min.)
Z częścią do dzisiaj pozostał kontakt, od czasu do czasu się spotykamy, by powspominać i napić się piwa :)
Technological death by Mad elks – 1993 (demo z Amigi w stylu techno, dość popularne w tamtym czasie)
Patrząc na te stare produkcje może nie robić to już takiego wrażenia jak wtedy, ale warto wspomnieć, że komputery te dysponowały dość mocno ograniczoną pamięcią (C64 – 64kB do wykorzystania ok. 40kB a w przypadku Amigi najczęściej kończyło się na 512kB), na dokładkę częstotliwości również są jak na dzisiejsze warunki abstrakcyjne – 1MHz w przypadku C64 i 7.16Mhz w przypadku Amigi 500.
Nie było OpenGl-a, nie było DirectX-a, wszystko robiło się na piechotę, żadnego wspomagania dla grafiki 3D.
Dzisiaj już wygląda to nieco inaczej, często takie zloty są już bardzo sformalizowane, owszem jest tam sporo wspaniałych ludzi, wręcz geniuszy w tym co robią, ale coraz częściej zagląda tam komercja, takich dożyliśmy czasów, ale nie ma co narzekać, dalej powstają perełki, które ogląda się z przyjemnością.
spacecut by cncd – 1 miejsce na Assembly Summer 2012
Największe wrażenie zawsze robią produkcje które zajmują 64kb i mniej. Gdy w dzisiejszych czasach większość gier, programów zajmuje wiele GB to coś zajmuje na dysku 64kb :).
Potężną bazę wiedzy na ten temat i produkcji można naleźć na stronie scene.org, a dema pobrać z ich serwera ftp: ftp.scene.org
I na koniec perełka – program który to wygenerował zajmuje …. 1kb – w tym jest również oprawa muzyczna :)
Traceless - TBC | 1k Assembly 2012
Tym razem całość jest kierowana raczej do zboczeńców komputerowych, ale może ktoś odkryje coś ciekawego, na YT można znaleźć sporo przykładów takich produkcji, wystarczy tylko wiedzieć jak tego szukać :)… Przyjemnego wieczoru
uncovering static (64k) by fairlight & alcatraz
Zastanawiam się ile osób na BS było, lub jest powiązanych z demosceną. Kilka osób powonno być :), przynajmniej tak wynika ze statystyki :)
Budzę się o 4:44, przeziębienie i podniesiona temperatura dają znać o sobie, masakra, biorę prochy lecz o spaniu nie ma już mowy. Mam czas aby zrobić coś innego i spokojnie zająć się przygotowaniem do wyjazdu do pracy. Wychodzę nieco przed 7:00, poranek wyjątkowo ciepły, da się jechać częściowo na krótko, ubieram jednak wiatrówkę - tak profilaktycznie. Na drogach jakoś dziwnie pusto, zupełnie mi to jednak nie przeszkadza, mogę poszaleć. Chociaż ciężko się jedzie gdy z nosa kapie, a gardło pali, pocieszam się, że jeszcze tylko 3 dni i już będzie weekend, gdy będę mógł wyjechać rekreacyjnie na rowerze :) i odpocząć.
Jadę do pracy znowu z lekkim opóźnieniem, jest 7:20, a obiecałem sobie, że wstanę wcześniej, ale… nie ze mną te numery, budzik jedno a przyzwyczajenie swoje :). Nie ma lekko. W chwili wyjazd +15 stopni- ciepło, nawet bardzo. Cieszy mnie to ale, lekko kropi deszcz, przeziębienie dale się już solidnie we znaki, więc nie wygłupiam się, ubieram nieco więcej, biorę prochy i ruszam. Prawie przez całą drogę wredny wiatr chyba z północnego-zachodu, chwilami podmuchy wybijały mnie z rytmu… . Spocony i wykończony jakoś dojeżdżam do Gliwic, szybki prysznic i mogę zasiąść za sterami, mogę zabrać się za pracę… Dzisiaj zauważyłem, że stuknęło mi 900h na rowerze na BS :). Może uda się dociągnąć w tym roku do 1000h :), mam taką nadzieję. Jedynie opady śniegu i siarczysty mróz może pokrzyżować mi plany, ale dalej liczę na piękną złotą jesień.
Powrót do domu głównie po drogach, lekki katar i podniesiona temperatura wciąż dają się we znaki. Na szczęście pogoda dopisałe, jest ciepło, da się jechać na krótko, co oczywiście wykorzystuję ładując długie ciuchy do plecaka ;).
Już w Panewnikach coś mnie podkusiło i skręciłem na Starganiec, chwilę usiąść, przemyśleć kilka spraw, zastanowić się, a może spotkać kogoś znajomego? Kto wie. Spędzam tam dłuższą chwilę, magiczne jest to miejsce, o tej porze dnia, o tej porze roku, dalej przyciąga mnie jak magnes....
Ostatnio było poważnie więc może dzisiaj coś prostszego. Już ładne kilkanaście lat temu natknąłem się na bazę kawałków (muzyki) z C64, jest rozbudowywana do dzisiaj. Dla zainteresowanych podaję linka www.hvsc.c64.org do pobrania ok. 65MB -kilkadziesiąt tysięcy utworów, tworzonych na tym komputerku. Do odtworzenia potrzebny jest odpowiedni plugin pod używanego playera lub sidplayer (wszystko dostępne jest na podanej wyżej stronie – zakładka SID PLAYERS).
Reyn vs Martin Galway - Wizball
W przeciwieństwie do tego co oferują współczesne karty dźwiękowe C64 używał generatora dźwięku układu SID (w zasadzie były 2 modele – 6581 i nowszy 8580), więcej można przeczytać m.inn. na Wikipedii. Cokolwiek by nie pisać/mówić lubię od czasu do czasu posłuchać tego starego jedynego w swoim rodzaju brzemienia, coś co trzeba lubić, coś co pewnie nie każdemu się spodoba, coś co każdy odbiera inaczej. Zamiast się rozpisywać proponuję posłuchać kilku z nich: Yie_Ar_Kung_Fu.sid (Galway_Martin) - 19 subsong – MagneticFiels w wersji na C64 Dutch_Breeze_Mix-E-Load.sid (20CC) Dutch_Breeze_Flip_the_Flop.sid (Ouwehand_Reyn) Sanxion.sid (Hubbard_Rob) Last_Ninja_3.sid (Ouwehand_Reyn) – 2 subsong Last_Ninja_4_intro.sid (Feekzoid) Battle_Valley.sid (Tel_Jeroen) Star_Paws.sid (Hubbard_Rob) Cannon_Fodder.sid (sampel na 4 bitach) Oxygene_IV.sid (Feekzoid) (sampel na 4 bitach) Wiele utworów składa się z kilku subsongów które zmienia się różnie w zależności od użytego playera, w winampie jest to przycisk przejścia do kolejnego utworu. Top 20 countdown of C64 music awesomeness
Zastanawiam się czemu dalej mi się to podoba, czemu lubię do tego wracać, może dlatego, że w tamtych latach byłem związany z demo sceną, Może dlatego, że nazwy takie jak Quartet, FAIRLIGHT, Legend, Taboo znaczyły dla mnie wiele, może dlatego że nazwiska takie jak Klaudiusz Dybowski czy Marek Pampuch do dzisiaj coś dla mnie znaczą? A może dlatego, że w tamtych czasach poznawałem co to jest komputer, co można z nim zrobić i.. całkiem nieźle sobie z tym radziłem. Zespół z początku wpisu Machinae Supremacy do dzisiaj wykorzystuje syntezatory oparte o układ dźwiękowy, który znajdował się wewnątrz Commodorka. Ich starsze płyty to w zasadzie covery utworów żywcem przeniesionych z C64, nowsze płyty zawierają już wokal, a generatory SID zeszły na dalszy plan, ale dalej są słyszalne. Warto zapoznać się z ich dyskografią, naprawdę świetnie grają. I już na sam koniec, link do YT gdzie można przypomnieć sobie jak wyglądały gry w latach 80 początku 90. Ech łezka się w oku kręci… 100 Commodore 64 games in 10 minutes!
Kolejny rześki poranek, może nie taki jak piatek, ale te +9 to nie szczyt moich marzeń. Na dokładkę czuję, że w weekend się trochę załatwiłem. Podwyższona temperatura świadczy o tym dobitnie. Łykam prochy i powoli się zbieram, do pracy czas. Wyjeżdżam wyjątkowo późno 7:30, o odrabianiu w trasie mogę zapomnieć, wiem jak źle się kręci będąc przeziębionym. Na szczeście nie jestem zobligowany do dotarcia do Gliwic na konkretną godzinę.
Powrót będzie chyba w lepszych warunkach, mabyćgrubo ponad 20 stopni :)
Miało być dzisiaj o czymś zupełnie innym jednak chyba warto poruszyć ten temat. Czasami zdarza się że oceniamy kogoś po pozorach, po tym jak go postrzegamy, nie mając o nim zielonego pojęcia, nie znając go. Sam zresztą wpadam w takie pułapki, staram się ich unikać ale to nie jest dobre wytłumaczenie. Dopiero chwila rozmowy, nagle otwiera oczy, człowiek awansuje od zera do bohatera. Wydawało mi się, że jestem już od dawna wolny od takich zachowań, a jednak…, mnie też się zdarza. Całe szczęście, że nie zdążyłem zabrnąć dalej, że w jakiś sposób nie skrzywdziłem jej, swoją opinią, swoją wypowiedzią… uff. Miałem jakąś taką potrzebę wyrzucenia tego z siebie. Dawno, dawno temu gdy jeszcze chodziłem do szkoły średniej miałem okazję pracować z osobami niepełnosprawnymi i już wtedy odkryłem, że nie warto oceniać ludzi po pozorach, po wyglądzie zewnętrznym. Często okazywali się wspaniałymi ludźmi, którzy zostali skrzywdzenie przez los, przez innych ludzi, czy ulegli wypadkowi. Na dokładkę mają niesamowity dystans do siebie do swojego otoczenia, potrafią się z tego śmiać, potrafią się śmiać z siebie ze swoich ułomności. Od nich nauczyłem się tego samego, wydaje mi się, że potrafię się z siebie nabijać, że potrafię mieć jakiś zdrowy dystans do swojej osoby, znam swoje wady i chyba zalety. Mistrzostwem świata w tej dziedzinie są dla mnie Anglicy i ich poczucie humoru, zresztą wychowałem się na Monty Pythonie, a tam jest wszystko co lubię, co kocham. Pełny absurdu humor. My Polacy (oj jak górnolotnie) chyba jeszcze do tego nie dorośliśmy, wielokrotnie spotykam się z pewną schizofrenią w postępowaniu, mówimy jedno a zachowujemy się inaczej. Nie uwłaczając osobą wierzącym, szlag nie trafia jak widzę ludzi teoretycznie wierzących, latających co niedziela do kościoła, a już po wyjściu z mszy już zachowują się inaczej, już zaczynają kombinować, obgadywać, komu by tu wsadzić kij w plecy… Bigoteria. Nienawidzę tego, i chyba są to jedyni ludzie których staram się unikać. Przy czym absolutnie nie mam nic do ludzi faktycznie postępujących wg norm narzuconych przez wiarę. Sam jestem totalnie niewierzący, tzn. wierzę tyle, że w naukę, w postęp, po prostu pochodzę z epoki cyfrowej i stara wiara jakoś mi nie po drodze, tym bardziej, że miałem okazję zapoznać się z biblią i kilkoma opracowaniami różnej maści i… jakoś to się kupy nie trzyma. Po prostu trzeba w to wierzyć, a ja tego nie potrafię, nie trafiają do mnie dogmaty, za to mam po drodze z aksjomatami :). Czytając dzisiaj wpis na blog handbikerki można przeczytać o dość perfidnych zachowaniach „pełnosprawnych” względem współuczestników – coś tu się chyba komuś po…o. Gdzie my żyjemy? Cytując pewnego polityka „Polska to dziki kraj”… i coś w tym jest. Musi jeszcze wymrzeć kilka pokoleń (w tym moje), musi nastać czas pokolenia 2000, ludzi którzy nie posiadają bagażu naszych doświadczeń, naszych uprzedzeń.