Do pracy i 300 wpis na BS :)

Środa, 3 października 2012 · Komentarze(5)
De Lindows - Azbestowi Piromani


Budze się koło 4:00, rzut oka za okno o widzę, że leje. Mam jeszcze trochę czasu, mogę pospać.... Wstaję po 6:00 wygląda to już nieco lepiej, nie pada, ale na drogach jest mokro, w lesie na bank będzie sporo błota. Niesiesznie się zbieram, zakładam błotkiki i w drogę. Tak jak się spodziewałem, jest mokro, sporo rozlewisk, ale nie pada, jedzie się przyjemnie. Chociaż jazda po mokrej trawie nie nalezy do przyjemności, a taki fragment też mam w Rudzie Śląskiej.
Na drogach ruch sporo mniejszy niż wczoraj, nie ma korków, wszystko odbywa się płynnie.
Jedyny idiotyczny przypadek był w Gliwicach, gdzie kretyn jadący z prędkością 10km/h samochodem z logiem Remondisa z opuszczonymi szczotkami nagle zaczął przyspieszać, w chwili gdy wyprzedzał go samochód, skuter i ja na rowerze. Przez dobre kilkaset metrów się siłowaliśmy z idiotą za kółkiem, po czym lepszym rozwiązaniem było odpuścić, bo na przeciwnym pasie pojawił się autobus. Samochód uciekł na pobocze z lewej strony, a ja i skuter zwolniliśmy i zjechaliśmy na prawą stronę. Masakra. W takich chwilach żałuję, że nie było Policji.

Od wczoraj bawię się nowym telefonem HTC One V i Endomondo na Androida i... jestem zachwycony, to co było na symbianie to tylko namiastka tego co jest na tym systemie. Pięknie dopracowana aplikacja, błędy są minimalne, wykrywanie postojów na światłach, po prostu genialne. Dane z gps-a prawie się pokrywają z tym co mam na liczniku w rowerze. Wow. W końcu widzę, jakiś wyraźny postęp.

Fotka z wypadu po Beskidach z lipca 2012.
Zachodzę w głowę co takiego magicznego jest w górach? © amiga


Właśnie zauważyłem, że jest to mój 300 wpis na BS w tym roku :)

powrót z przygodami

Wtorek, 2 października 2012 · Komentarze(3)
Blade Loki - Skóra


Podobnie jak rano prognozy nie są zbyt ciekawe, ma padać. Po pracy wsiadam na rower i ruszam, chwilę później zaczyna kropić. Na szczęście opady nie są zbyt duże, nie ubieram nawet przeciwdeszczówki. Nie zastanawiam się którędy jechać, wybór jest tylko jeden: szosy - to najszybszy wariant dojazdu do domu. Na trasie luźniej niż rano, ale... wiem czemu był taki sajgon, czemu tyle korków, samochodów :) - w końcu zaczał się rok akademicki. Studenci gnają na uczelnię i zatykają nam miasta, jakby nie mogli jeździć rowerami ;P

Zwiększony ruch na drogach to niestety również, więcej kierowców "idiotów", nie zdających sobie sprawy jakie niebezpieczeństwo stwarzają. W drodze powrotniej miałem 2 takie przypadki, pierwszy już w Gliwicach, gdzie po wyprzedzeniu kretyn zaczął skręcać w prawo zajeżdżając mi drogę. Drugi bardzo podobny przypadek w Rudzie Śląskiej. Masakra. Na szczęście instynkt zadziałał.

Fotka archiwalna ale jakoś nie miałem dzisiaj melodii do focenia. Sorry
Fotka archiwalna z 07.10.2006 roku z Warszawy © amiga

Wtorek po szosach

Wtorek, 2 października 2012 · Komentarze(4)
Pogromcy wdow i sierot


Wtorek, pogoda taka sobie, sprawdzam prognozy, one również nijakie, jedyna pociecha w tym że nie leje i temperatura >10stopni. Zastanawiam się jak będzie mi się jechało, czy będzie to powtórka z wczorajszego rana czy raczej popołudnia. Wygrała ta druga opcja, jakoś dobrze mi się leciało, noga podowała, może nie jest to jeszcze szczyt możliwości, ale najważniejsze, że nadgarstek się specjalnie nie odzywał, jest już wyraźnie lepiej.

Na szosach szaleństwo, w każdym mieście przez które przejeżdżałem były korki, jazda chwilami mocno szarpana, nawet rowerem się nie dało wyprzedzić - nie było miejsca, a i kierowcy starali się umilić jazdę rowerzyście, ot tak żebym się nie nudził, zajeżdżali mi drogę :). Najważniejszy w końcu jest fun.


Fotka wspomnieniowa z Beskidu Żywieckiego, może się tam uda wrócić jeszcze w tym roku...
Pamiątka z beskidów © amiga

do domu...

Poniedziałek, 1 października 2012 · Komentarze(5)
KNŻ - Andrzej Gołota


Wyjeżdżam z firmy ok. 16:50, późno, ale też późno dzisiaj przyjechałem. Powrót równie pasjonujący, pierwsze kilka km to próba rozruszania zastałych/obitych mięśni. Myślę o jeździe terenem, dalej mam obawy o moją sprawność, na 6km muszę podjąć decyzję, skręcać w las czy szosa i... wygrywa opcja szosa, jakoś dziwnie dobrze mi się kręciło, opanowałem już chwyt lewą ręką w taki sposób, że nie odczuwam dyskomfortu. Tyle, że jakakolwiem zmiana pozycji ręki powoduje ból, ale da się jechać. :)
Zaliczam więc Sośnicę, Makoszowy, Kończyce, Bielszowice, Wirek, Panewniki, Ligotę, Piotrowice i Ochojec.
Jadąc szosami i zatrzymując się na światłach spostrzegam, że niektórzy podejrzliwie mi się przyglądają, zupełnie nie mam pojęcia czemu, może to mój urok osobisty?

Czyżby to urok osobisty ? © amiga

W deszczu...

Poniedziałek, 1 października 2012 · Komentarze(6)
Kaczmarski - Lot Ikara


Poniedziałek, budzę się, gęba po wczorajszym upadku mnie boli, próbuję wstać i odkrywam więcej takich miejsc, najgorzej jest z nadgarstkiem. Już wczoraj go usztywniłem, ale myślę, że i za pół roku będę czuł ten upadek :).

Dzisiejsza trasa po częściowo po lesie i na dokłądkę dość spokojnym tempem, nie forsuję sią, nadgarstek odzywa się przy każdej hopce >5cm, kolano boli, ale jechać trzeba, szos dzisiaj nie ryzykuję, mam problem z prawoskrętem, gdy prawą ręką sygnalizuję zmianę kieunku, a na lewej opiera się ciężar ciała.
Mam nadzieję, że do weekendu się zagoi :)

Wyjeżdżając z domu zaczyna padaćdeszcz, niedobrze, jednak jużw rudzie jest całkiem przyzwoicie, ulewa zaczyna się na nowo już w Gliwicach. Ostatnie 6km jadę w strugach wody, w firmie jestem całkowicie przemoczony. Wszystko się suszy, może chociaż częściowo wyschnie?

Fotka jeszcze wczorajsza, zrobiona kilka min. po przyziemieniu.
Tuż po przyziemieniu © amiga


Ps. miłego dnia

Rajd w Zabrzu i obite gary

Niedziela, 30 września 2012 · Komentarze(14)
Guns N' Roses - November Rain


Niedziela, 9:00, po wczorajszym after&before; party, budzimy się ok. 9:00, w zasadzie to dużo powiedziane, zwlekamy się powoli i zaczynamy powoli się przygotowywać do wyjazdu na rajd szosowy w Zabrzu. Idzie nam to wyjątkowo niespiesznie i niesprawnie, większość z nas ma drobne problemy z błędnikiem ;P, ale jakoś dajemy radę. Na szczęście zawody rozpoczynają się o 13:00 więc jest troche czasu aby doprowadzić się do stanu używalności.
Jest grubo po 11:00 gdy wraz z Tomkiem i Moniką jedziemy na start.
Trochę ludzi już jest © amiga

Na miejscu dokonujemy zapisów i czekamy na resztę ekipy, przy okazji rozmawiając ze spotkanymi znajomymi. Chwilę później dojeżdżają Darek, Aneta, Wiktor, Igorek, Olek i Ania.
Jako pierwsi na starcie stają najmłodsi, wygląda to niesamowicie, gdy takie małe szkraby dają z siebie wszystko, gdy pędzą, gdy widać na ich twarzach malujący się uśmiech i zadowolenie z osiągnięcia, z tego, że pokonali całą trasę.
Jako pierwszy z naszej grupy startuje Igorek,
Jak oni pędzą © amiga

daje z siebie wszystko, pokazuje większości dzieci jak się powinno jeździć, wyprzedzają go w zasadzie tylko szosowcy. Góral niestety średnio nadaje się na wyścigi szosowe, chociaż, czasami można się nieźle zdziwić patrząc, co ludzie potrafią zrobić z tym sprzętem (np. Igorek).

Chwila przerwy i startuje Wiku z Aniutą, już na starcie, już czekają na sygnał…
Wiktor i Aniuta na starcie © amiga


Ruszają i pędzą, ile sił w nogach, po niedługim czasie wpadają na metę ze świetnymi czasami. Ania zdobywa nawet pudło, gratulacje.
Aniuta - już niedaleko © amiga


Wiktor już prawie na miecie © amiga

Znowu przerwa i w końcu na starcie staje spora część naszej ekipy – Monika, Tomek, Olek i Ja. Monia ma przed sobą jedno kółko, reszta po 3. Masakra. Niby trasa jest prosta jednak „drobna” górka na półmetku daje siwe znaki, może jeszcze nie na pierwszym nawrocie, jednak już za 2 i 3 razem wyraźnie ją czuję.
Pędząca po wygrana Kosma © amiga


Latający Tomek.... © amiga

It's Mła gnający do mety © amiga

Już na mecie czuję, że płuca nie palą, to być może efekt przeziębienia, mam nadzieję, że nie będę musiał z nim walczyć w kolejnym tygodniu. Średnio mam ochotę na jazdę z temperaturą (a wszystkie 7 kamyków zużyłem już na leczenie).

Olek na luzaka © amiga


Pozostał jeszcze Darek, z racji „sędziwego” wieku jedzie nieco później ale i on daje sobie świetnie radę na tej niby „prostej” trasie.
Walczący Darek © amiga

W rzeczywistości wszyscy mamy podobne spostrzeżenia, niby prosto, niby łatwo, ale…
Miło się tak spotkać... © amiga

Numerki startowe zdajemy, a w zamian dostępujemy zaszczytu losowania „prezentów”, mnie się trafia plecak, inni dostają książki, breloki, zawieszki, długopisy itd…
Świetny pomysł, genialne przygotowanie, jest to przykład jak zachęcić ludzi do uczestnictwa w takich imprezach rowerowych, jak przyciągnąć całe rodziny, duże brawa.
Pozostało już tylko odczekać na koronację Ani i Moniki, ta pierwsza nie mogła jednak odebrać osobiście nagród – „drobne problemy” ze zdrowiem.
Królowa jest jedna... © amiga

W końcu pora się pożegnać, Monika i Tomek pędzą w swoją stronę, a my powoli i lekko okrężnie ruszamy na Helenkę, zgarniając po drodze Aniutę. Rowerowo jedziemy jednak tylko w trójkę: Wiktor, Olek i ja, reszta postanawia odpocząć w samochodzie ;P
Wiku prowadzi nas swoim singletrackiem, częściowo jechałem nim już tydzień temu jednak dzisiaj coś poszło nie tak, na łagodnym zjeździe na którym jest paskudny korzeń z uskokiem ok. 15-20cm zaliczam solidne OTB, chyba po raz pierwszy w życiu tak gwizdnąłem. Najazd na przeszkodę z prędkością ok. 25-30km/h, później krótki lot trzmiela zakończony efektownym przyziemieniem amortyzowanym lewą częścią twarzy.
Tuż po przyziemieniu © amiga

Uderzenie czegoś w splot słoneczny pozbawia mnie oddechu na kilka długich chwil, ciągnących się w nieskończoność. Pierwszy raz nie sprawdzam na wejściu stanu roweru, tylko testuję moje uszkodzenia, gęba obita i lekko napuchnięta, szczeka boli, lewy nadgarstek też boli przy nacisku, a dokładkę odbił się na nim pulsometr :). Podrapane łokcie, kolana, ramię, klata, przerysowana twarz, ale żyję, nic nie złamałem. Kilka min później znów siedzę na rowerze i jadę dalej, najgorzej jest z nadgarstkiem, nawet trzymanie kierownicy sprawia mi ból. W końcu dojeżdżamy na Helenkę i jest okazja znowu chwilę porozmawiać, pośmiać się. Jednak dzień się kończy trzeba do domu. Czeka mnie jednak wyjątkowo nierowerowy powrót, Darek odwozi Anię, a w drodze powrotnej odstawia mnie do domu.
Dzięki, za wspaniały weekend, dzięki za pokazanie mi ciekawego wariantu single tracka, zapamiętam go na zawsze :).

Nocą po lesie

Sobota, 29 września 2012 · Komentarze(2)
Męskie Granie 2012 - Ognia! ( Katarzyna Nosowska & Marek Dyjak)


Ląduję u Darka w Zabrzu, kolejne spotkanie z jego wspaniałą rodziną, czekamy jeszcze na kolejnych uczestników, mają dojechać z dworca PKP w Rudzie Śląskiej, Postanawiamy wyjechać im naprzeciw (jest 20:00), wsiadamy więc na rowerki i jedziemym przez Helenkę, Rokitnicę i skręcamy w kierunku os. Młodego Górnika 9wszystko ścieżkami rowerowymi) i w krótkim czasie spotykamy ich Monikę i Tomka, krótkie powitanie i... postanawiamy pojeździć troszkę po lesie, Wszyscy mamy lampki więc to nie problem, prowadzi oczywiście Darek, a od czasu do czasu Ja. Część ścieżek jest mi znana, jednak w nocy wyglądają nieco inaczej i udaje mi się kilka razy pojechać nie tak jak bym chciał, nie tak jak powinienem. Odwiedzamy m.inn. Dolomity, RedRocka, Segiet, na chwilę zatrzymujemy się w knajpce celem uzupełnienia elektrolitów i powoli trzeba wracać do bazy. Jest 22:00 namiejscu możemy spokojnie siąść, porozmawiać, posłuchać dobrej muzyki, z każdym łykiem jest nam coraz milej, kończymy ok 3:00, najwyższa pora w końcu jutro czeka nas rajd rowerowy w Zabrzu. :)

chwila przerwy © amiga


Tarnowskie Góry © amiga


Nocą na RedRocku © amiga

Do zabrza

Sobota, 29 września 2012 · Komentarze(2)
PARTYZANT - HIT THE ROAD JACK - KATOWICE 28 IX 2012


Szybki wpis, czasu mało, jak ostatnio u mnie.
Ok 15:00 zbieram się i jadę na do Zabrza, aby spotkać się i pogadać ze przyjaciółmi. Z niektórymi długo się nie widziałem, jest okazja i wypada wykorzystać. Dzień piękny, świeci słońce, na niebie delikatne chmurki, nie można było sobie wymarzyć lepszej aury.
Cała trasa w zasadzie bez przerw, jedyny postój przy Pstrowskim aby zdzwonić się i ustalić miejsce spotkania, niestety wszyscy już zjechali do domu więc wsiadam na bike-a i lecę dalej na Helenkę.

Jedzie tramwaj... © amiga

bajkowy powrót

Piątek, 28 września 2012 · Komentarze(4)
Czaqu - Dlaczego jestem jaki jestem


Powrót w dość przyzwoitych warunkach, jest stosunkowo ciepło, ale dalej źle się czuję pomimo przełożenia 5 kamyków. Po długiej walce docieram do domu, chwila odpoczynku i jużjest lepiej. Może w weekend uda się wywalić pozostałe 2 kamyki.

Przyjemnego weekendu.

Wieczorem w Panewnikach © amiga


Zabójcza gra świateł © amiga


Wczoraj wieczorem łaziłem jeszcze po necie i…. wróciłem do pewnej strony, strony poświęconej starym bajkom, tych na których się wychowałem, chyba nie tylko ja, ale także moi rodzice, siostra i znajomi. Mowa tu o Nostalgia.pl. Można tam znaleźć naprawdę sporo pozycji, przypomnieć sobie dzieciństwo, począwszy od Jacka i Agatki (tego akurat nie mogę pamiętać), poprzez Reksa, Chłopca z plakatu, Fraglesów, Białego delfina Um-a, a końcąc na 5-10-15.



Patrząc na dzisiejsze bajki jakoś nie mogę się do nich przekonać, wszechwładna manga, bajki których jedynym przesłaniem jest utłuc wroga, przeciwnika. Chyba za bardzo zachłystnęliśmy się światem zachodnim, zresztą pamiętam jak w latach 80 oglądało się Myszkę Miki, Kaczora Donalda, jaką to sprawiało frajdę, tyle, że nawet Disney schodzi na „psy”, dawno nie widziałem takiego chłamu serwowanego dzieciom, przypomina to głupawe seriale komediowe w których w tle słychać oklaski, śmiechy. Paskuda…



Dalej wolę ”Pszczółkę Maję”, „Bolka i Lolka”, czy nawet Arabelę i Pana Kleksa. Fakt, że część z nich trąci już myszką, pewnie dzieciom się już tego nie sprzeda w dobie Internetu, ale czyż nie były to piękne czasy (warto przypomnieć sobie, zapoznać się z genialnymi rosyjskimi bajkami, nie wiem czy cokolwiek jest w stanie się z nimi równać).



Na dokładkę wszystkie te bajki miały jakieś przesłanie, czegoś uczyły, a czego uczą pokemony, czarodziejki z księżyca?



Trochę zazdroszczę francuzom, anglikom nakładów i świetnych bajek, które poprzez zabawę potrafią przekazać coś o świecie, przygotować dzieci na świat który nas otacza



Zdaję sobie sprawę, że pewnie generalizuję, że upraszczam, że mój punkt widzenia pewnie odstaje mocno od tego co myśli, uważa spora część społeczeństwa, ale … ja taki jestem.
Kiedyś dziwiło mnie gdy babcia wspominała o dawnych czasach mówiąc, że były lepsze, żyło się spokojniej, a teraz sam widzę, że ten świat gdzieś gna, gdzieś się spieszy, tylko za ch…ę nie wiem gdzie. Może to dziwić gdy patrzy się na to czym się zajmuję, co robię, bo sam uczestniczę w tworzeniu nowych technologii, sam z nich korzystam, ale nie świadczy to o tym, że się z tym absolutnie zgadzam, że podoba mi się obrany kierunek.



Może partało by jednak pociechy przekonać do tego na czym my się wychowaliśmy, może wystarczy wrócić do czytania bajek? Sam swego czasu przeczytałem chyba wszystko co „nazbierali” bracia Grimm. Jest tego trochę, tyle, że nie wszystkie bajki nadają się dla dzieci. To samo dotyczy np. „Alicji w krainie czarów”, gdzie oryginał jest dość mroczny, a TV zrobiła z tego cukierkową bajeczkę dla małych dziewczynek ;P



Pewnie zaraz dostanę po głowie, od młodszego pokolenia wychowanego an innych bajkach, ale cóż, życie...

piątek, skoro świt..

Piątek, 28 września 2012 · Komentarze(7)
Lipali - Pamiątki z masakry


W nocy chyba padało, drogi mokre, ale świeci słońce, jest pięknie, po prostu chce się jechać. Wsiadam na bike-a i pędzę, wjeżdżam w las, to nie jest dzisiaj dzień na szosy, nie dlatego, że ruch jakiś paskudny, ale właśnie ze względu na pogodę. Miło tak mykać po ścieżkach po deszczu...
Dopiero w Makoszowach wyjeżdżam na asfalt, trzeba nieco przyspieszyć :)
Lekko umorusany dojeżdżam do firmy, na szczęście czeka na mnie już prysznic i chwilę później mogę zasiąść na stanowsku dowodzenia :) i spróbujemy opanować świat ;P

Poranne mgiełki © amiga


Piękne jest... © amiga