słońce świeci....

Wtorek, 16 lipca 2013 · Komentarze(0)
Męskie Granie 2013 - Jutro jest dziś (Katarzyna Nosowska i O.S.T.R)


Budzik ustawiony dzisiaj na piątą. A tak dla hecy…, tyle, że co z tego,… zbieranie idzie mi tak sobie, a musze jeszcze zabrać Trochę gratów potrzebnych na piątek… Plecak pełny, można ruszać… jest ok. 6:45… jakiś i tak wcześnie mi się wyjechało, myślałem, że będzie gorzej…
Słońce pięknie świeci, na niebie nie ma śladu po ciemnym całunie chmur…, wracają ciepłe dni.

Drogi mokre, miejscami spore bajora, które jakoś trzeba pokonać, najgorzej jest na rowerówce w Kochłowicach, tyle, że już do tego przywykłem… Buty i tak będą mokre…, znowu, chociaż przy „tej” temperaturze może chociaż trochę przeschną w pracy :).

Kilka razy zastanawiam się czy może jednak nie wjechać w las, nie pośmigać po jakiś małych drużkach, jednak na samą myśl co może mnie tam spotkać i w jakim stanie wyjadę Gliwicach odpuszczam. Wieczorem może odrobię to…, może uda się pojechać trochę okrężnie… Zobaczymy. Jak nic nie wypadnie, nic się nie stanie…
Poza fragmentem w Katowicach i Gliwicach na szosach zupełny luz, wczorajszy powrót był pod znakiem milionów samochodów śmigających w przeróżne strony w tylko sobie wiadomym celu. Za to poranek spokojny :).

Zastanawiają mnie te wycinanki na nowo wylanym asfalcie w Sośnicy, tam gdzie od wczoraj jest zwężka…, czyżby znowu nie udało się wszystkiego zaplanować w odpowiedniej kolejności? A może chodzi o to aby nowa nawierzchnia nie odróżniała się specjalnie od tej starej? Może…

Chyba, że za kilka dni wjedzie ekipa i pod drogą będą kładli np. rury gazowe ? Takie numery też już widziałem. Dobre 10-15 lat temu. Gdy na Jankego w Katowicach położona została na całej długości nowa nawierzchnia a miesiąc później wjechała ekipa i wymieniali właśnie rury gazowe ;)

Przynajmniej cały czas coś się dzieje, nie ma nudy :)


Chwila przerwy w parku © amiga


W parku im. Rotmistrza Witolda Pileckiego © amiga

zdążyć przed deszczem....

Poniedziałek, 15 lipca 2013 · Komentarze(1)
Poziom 600 - Czarny Rynek (Opole 83)


Chwilę, przed wyjściem z pracy, na zewnątrz zrywa się silny porywisty wiatr. Idę się przebrać łudząc się, że za chwilę będzie lepiej...
Wychodzę po 17:00, faktycznie jakby lepiej, nawet nie pada, szybko na rower i w drogę, wariant terenowy raczej odpada, czas może mieć spore znaczenie, tym bardziej, że na radarach pogodowych było widać krążące po okolicy deszcze... . Za to jutro jest szansa na poprawę pogody, może w końcu zagości na dłużej lato? Może będzie okazja do dłuższych wyjazdów? Zobaczymy.

Na drogach coś sporo samochodów, tyle że tym razem nie wiem jak to sobie wytłumaczyć, w końcu okres urlopowy w pełni. Sajgon na Sośnicy przed wiaduktem w kierunku Zabrza, zwężka i częściowo zamknięte rondo blokuje ruch. Podobnie jak rano częściowo po chodniku udaje mi się pokonać tą przeszkodę. W Bielszowicach plac budowy totalnie utopiony w błocie, trzeba zwolnić, za to dalej już dość przyjemnie. Dość szybko docieram do domu, pomimo paskudnej aury, ostatnie 2-3 km w deszczu, tyle, że i tak jestem mokry jadąc całą drogę w przeciwdeszczówce, co za różnica :)

Piękne okolice Miechowa © amiga

do pracy....

Poniedziałek, 15 lipca 2013 · Komentarze(3)
Akurat - Jak Bruno Shulz


Poniedziałkowy poranek, za oknem szaro, dziwne te lato, dziwny ten rok, gdy w zeszłym roku paliło słońce, temperatury przekraczały 35 stopni, to teraz poranki mamy po 15-17 stopni a około 14:00-15:00 mamy, aż 20-25 stopni. Jakieś jaja…
Za oknem delikatnie siąpi, zbieram się powoli, wychodzę kilka minut po 7:00, na szczęście przestalo padać. Profilaktycznie jednak mam założoną przeciwdeszczówkę, ciężkie deszczowe chmury wiszą na niebie….
Trasa szosami, masakra.., znowu, zamiast jechać jak człowiek terenem zap…am drogami…, niby szybciej, ale fajniej jest w lesie…, tyle, że po ulewach przyjadę masakrycznie ubłocony do Gliwic…, wybieram więc „mniejsze” zło.
Wieje silny północno zachodni wiatr, nie będzie lekko… . Walka z podmuchami trwa prawie całą drogę, o odpoczynku nie ma mowy, chwilami rower odmawia „toczenia się” z górki…
Mijam kolejne dzielnice, kolejne miasta, wjeżdżam w krótki odcinek terenowy na Wirku…, dawno nie było tutaj tyle błota, tyle wody…, dobrze, że to niecały kilometr…
Za to na ulicach spokój, dopiero kilka minut przed 8:00 zaczyna zaciskać, jestem już w Zabrzu, przede mną jakieś 10km jazdy. Niby nie powinno być problemów, a jednak. Drogowcy w 2 miejscach stanęli na wysokości zadania. Wahadło na ul Sikorskiego na nowo wybudowanym rondzie i mocno rozkopana ul Sztygarska. Niby zakaz ruchy, ale i kierowcy i ja jakoś się tym specjalnie nie przejmujemy. Tyle, że rowerem obskoczę to po chodniku, a samochody musza zawrócić :)
Końcówka już bez problemów, bez przeszkód. Może sam przejazd nie jakiś nadzwyczajny, tyle, że mimo utrudnień dobrze się jechało :)

Fotki wczorajsze… :)

Przejście podziemne w okolicach ul Markiefki © amiga


Graffiti w przejściu © amiga


Noibasta tu był :) © amiga

po okolicy

Niedziela, 14 lipca 2013 · Komentarze(1)
Queen - I want it all


Niedzielny poranek, mam trochę czasu mogę zająć się rowerem, więc mycie, czyszczenie napędu, smarowanie i... mogę jechać...
Plan na dzisiaj dość spokojny familijmy, jestem umówiony z rodziną w terenie, mam robić za "eksperta" przy kupnie roweru (ale jaja :). Młody jest dzisiaj umówiony na oględziny rowerka... i ew. kupno...
Rowerek na zdjęciach wygląda dość przyzwoicie, cena też zachęcająca... więc ok 11:00 meldujemy się w Bogucicach.
Chwila na przegląd..., stan jest niezły, ktoś go nieźle zakonserwował, wolnobieg, łańcuch, przedni hamulec w zasadzie nówki..., w tylnym hamulcu linka z pancerzem do wymiany, nie dokręcone konusy w tylnym kole... :), pewnie do delikatnego poprawienia będzie tylna przerzutka i... te błotniki przeniesione z jakiegoś 28 calowca...
Niemniej to drobiazgi, część zostaje od razu zrobiona, reszta zostaje na później. W drodze wizyta w GoSporcie, krótka rozmowa z serwisem i... chyba ich po...o, za wymianę linki i pancerza żądają 60zł + własna linka i pancerz... jakieś nieporozumienie... . Kończy się na kupnie linki za 10zł. Resztę zrobimy w domu...
Już na miejscu zabieramy się za serwis, przedni błotnik leci od razu, linka zostaje wymieniona...., a 60 zł możemy przeznaczyć na bardziej szczytne cele :)
Pora sprawdzić rower w delikatnym terenie…, kierunek Kokociniec i podjazd w kierunku Załęskiej Hałdy, później odbijamy przez "Uroczysko Buczyna” dalej kawałek szosami i zawracamy na Kokocieniec przez lasy. Rowerek chyba spisał się na medal, tyle że młody musi przywyknąć do 24", halmucy na klamkach i przerzutek :)
Okolice 3 stawów w Katowicach © amiga


Coś się buduje po drugiej stronie © amiga


Młody na podjeździe :) © amiga

Wieczorem już o nieco lepiej, a przynajmniej nie padało...

Piątek, 12 lipca 2013 · Komentarze(6)
Diablo swing orchestra - Vodka Inferno


Wychodzę z pracy, przestało padać, świeci słońce, ale i tak nie jest najcieplej. Zapasowe wdzianko na szczęście suche, tylko te buty, brrrr...
Ruszam, hmmm..., jest przyjemnie, przez chwilę po głowie chodzi mi jazda po lesie, na szczęście udało mi się o tym szybko zapomnieć, widząc kałuże na drogach.
W Bielszowicach plac budowy ul Rogoźnickiej to jedna wielka błotno-piaskowa breja. Już wjeżdżając tam czuję, że rower w zapada mi się..., kręci się ciężko, na szczęście to tylko kilkaset metrów. Podobny numer na kawałku terenowym w okolicach Wirka... ech....
Po powrocie muszę siąść nad napędem i wymienić w końcu ten łańcuch. Paskudnie działa, skacze....
Do Katowic udaje się dotrzeć bez większych problemów z pogodą, dopiero w domu zauważam, że za oknem pociemniało i zaczęło kropić... Kolejny sukces :)

Beskid mały, górski potok w okolicach Świnnej-Poręby © amiga


A na koniec filmik z bugiem który odkryłem w nowiutkim pięknym liczniku Ciclomaster CM4.4A HR. Ta technologia jednak się nie rozwija... utknęła gdzieś10 lat temu i tam została... Po prostu muszę uważać z komórą jadąc na rowerze... Jak będzie zbyt blisko licznika to będę jechał wyraźnie szybciej. A może właśnie o to chodzi?

Ciclomaster CM4.4A HR & HTC One V - bug

lało tylko przez pierwsze 30km... później luz

Piątek, 12 lipca 2013 · Komentarze(3)
EDYTA BARTOSIEWICZ - Zegar


Poranek paskudy, leje…, z drobnymi przerwami. Jednak zbieram się i wychodzę…, rower przesmarowany więc co mi zależy…
Początkowo nie jest źle, nawet za bardzo nie pada… . Już na początku „wyprawy” zauważam, że coś jest nie tak z tylną lampką, obraca mi się dookoła sztycy. Zdejmuję ją dla zasady i dopiero w pracy sprawdzam co się z nią dzieje. Uszkodzony gwint, więc leci do wymiany, dokonała żywota swojego…, Amen.

Łańcuch delikatnie szaleje na 2 zębatkach, ale tym razem może, chociaż pewnie tego mu nie wybaczę, od 2 dni jest połączony 3-ma spinkami… Masakra. Chyba najwyższa pora pożegnać się z tanimi łańcuchami Shimano – HG73. Co prawda na tym napędzie pewnie przejadę jeszcze ok. 1000-1500km na drugim łańcuchu…, niemniej decyzja już zapadła. Kupuję CAMPAGNOLO RECORD C9 w komplecie z kasetą 11-28 SLX (a miała być Sora). Z opisów na forach wynika, że to jedyny słuszny wybór (odnośnie łańcucha) tani nie jest ale wytrzymuje więcej niż konkurencja…. Co ciekawe przeglądając różne testy okazuje się, że łańcuchy 10s są wytrzymalsze. Więc albo producentom zależy na przejściu na 10rz, albo marketing popełnił jakiś błąd…

Wracając jednak do trasy, to już na podjeździe do Kochłowic leje niemiłosiernie, widoczność dość mocno skrócona, dopiero w okolicach Bielszowic, deszcz jakby słabszy, drobniejszy, tylko co z tego jak jestem przemoczony :).
Ponownie zaczyna solidnie lać przy wyjeździe z Kończyc, ludzie na przystankach coś podejrzanie na mnie patrzą, nie wiem czy żałują mnie, czy może podziwiają. Pewnie sobie myślą co za idiota jeździ na rowerze w taką pogodę :)
Ulewa towarzyszy mi prawie do samych drzwi firmy, nie pierwszy i nie ostatni raz… co prawda nowi pracownicy nie przywykli jeszcze do takiego widoku…, ale szok minie i nie będą się dziwić niczemu :)

Miłego dnia…

Kopalnia katowice - fotosketcher © amiga

po pracy

Czwartek, 11 lipca 2013 · Komentarze(2)
Deep Purple-Child In Time


Wieczorny wyjazd z pracy, może nie jest tak źle, wyruszam ok 17:00. Na zewnątrz dziwnie chłodno, temp. <10 stopni, wieje nieprzyjemny wiatr, ale... mimo wszystko zapowiada się fajny powrót. Pierwsza myśl, to jechać szosami, chwilę później coś mnie jednak ciągnie w teren, może to ten ostatni wypad w góry? Myślę o ominięciu hałdy, jeździe przez Lasek Makoszowski, jednak rower sam jakoś skręca na Sośnicę i bokiem prowadzi mnie w kierunku "górki" przykopalnianej. Chwilami jest nieciekawie, sporo błota, piachu, kamieni, w zasadzie wszystkiego, trzeba uważać, ale i tak jest nieźle, nie ma nowych osuwisk. Powoli aczkolwiek mozolnie przedzieram się w okolice szczytu, teraz zjazd po wypłukanym podłożu, po piachu..., ostatnio dość często miałem z tym do czynienia, więc nie robi to na mnie wrażenia...
Kieruję się przez znane leśne ścieżki, docieram w okolice Halemby, tam kawałek szosą i kolejna hałdka, tyle, że ślady i muł po ostatniej powodzi mocno ograniczają jazdę. By dotrzeć do "standardowej " ścieżki prowadzącej na Panewniki musiałbym zrobić spore koło, nie mam na to ochoty, jadę nieco inaczej, w pobliżu bunkra i miejsca na ognisko... dopiero tam odbijam na właściwą drogę. Chwilami jest diabelnie ślisko... Niewiele brakowało, a zaliczyłbym glebę na błotnistym zakręcie... jakimś cudem udało mi się podeprzeć i utrzymać równowagę... :)

Nie wiem czy to pogoda, czy jakieś przemęczenie, ale średnio mi się jechało. Może i dobrze, że po lasach... przynajmniej bezpiecznie, drzewa mnie raczej nie potrąca... chociaż..... nie, nie to nie ta bajka :)

Pogoda się zmienia...., coraz więcej chmur © amiga


Ciekawie się zrobilo na hałdzie © amiga

Do pracy....

Czwartek, 11 lipca 2013 · Komentarze(5)
Mela Koteluk - Dlaczego Drzewa Nic Nie Mowia



Czwartkowy poranek, czuję się zmęczony, to chyba ta wczorajsza przepierducha w górach. Nie chce mi się wstać, jechać, w zasadzie to nic mi się nei chce...
W końcu jednak około 7:20 wyjeżdżam niespiesznie, jadę szosami, ale coś nie łudzę, się, że cokolwiek nadrobię... najchętniej pospałbym jeszcze ze 2-3 godziny. Może w weekend to się uda? Może...

Na drogach na szczęście pustki, jak to w lato, zresztą pewnie nie robiłoby mi to specjalnej różnicy. Powoli muszę pomyśleć o nowym napędzie (wczoraj po raz kolejny zerwałem łańcuch, chyba pora na coś bardziej wytrzymałego niż Shimanowska 73-ka), tego starczy jeszcze na jakieś 1500-2000km. Czyli niedużo... zmiana dopiero przed Śnieżką..., wcześniej trochę szkoda.

Dziwnie chłodno się zrobiło, 16 stopni w chwili wyjazdu w lato to tak niezbyt dużo, ale kurtki, bluzy nie biorę, oblecę na krótko. Dzisiaj testy nowej bluzy z Lidla, jeżeli będzie takiej jakości jak ta ostatnia to rewelacja.

W drodze testuję nową zabawkę, licznik bezprzewodowy Cyclomaster CM4.4A HR. Po zgubieniu poprzedniej Sigmy 14.12, szukałem czegoś bardziej sensownego i... po raz pierwszy bezprzewodowego. Do tej pory nie dowierzałem tej technologii, zresztą dalej tak jest. Będzie okazja aby to porównać do Starej ale „nie do za....a” Sigmy 1609. Chyba najbardziej udanego modelu jaki do tej pory miałem. Na tą chwilę zabytek oceniam pozytywnie, jednak może się okazać, że to efekt nowości..., w końcu wszystko co nowe jest zaj...e, bo.... nowe :)
Rzeczywistość często w dość brutalny sposób weryfikuje nieudane zakupy/wynalazki. Zobaczymy.

Idzie nowe © amiga

Trochę górek...

Środa, 10 lipca 2013 · Komentarze(3)
Uczestnicy
Zabili Mi Żółwia - Mam Plan


14:45, dzisiaj nieco wcześniejsze wyjście z pracy, mamy cichy plan najechania choćby na chwilę Beskidów. Jedziemy w trojkę: Andrzej, Darek i ja.
Lądujemy w Szczyrku, szybka wizyta w najbliższym sklepie, uzupełnienie izotoników, bananów i ruszamy pod górkę, bez jakiegoś specjalnego rozruchy, początkowo łatwo, drogą prowadzącą na Salmopol. Nachylenie waha się od 0 do 4%..., jednak dość szybko wjeżdżamy na szuter prowadzący serpentynami na

Na podjeździe na Skrzyczne © amiga



Skrzyczne, tutaj już nie ma zmiłuj, wg bazy podjazdów normą nachylenia na tym odcinku jest co najmniej 10%, raczej je grubo przekracza, na dokładkę jest kilka fragmentów z nachyleniem w okolicach 30%. Końcówka podjazdu po stoku narciarskim (delikatnie pojechaliśmy nie tak :). Przyznam się, że jest to chyba jeden z najbardziej prze...ych podjazdów jakie zaliczyłem, w końcu też przypomniałem sobie do czego służy najmniejsza zębatka w korbie.

Tylko tutaj Brackie tak samkuje © amiga



Szybko nabrałem pokory do gór, chwilami trochę brakowało jeszcze jednej koronki na tyle, ale cóż, tak to bywa, jeżeli wariat wjeżdża po szlakach na kasecie szosowej ;)
Dalej już zdecydowanie prościej, Głównei szczytami Małe Skrzyczne, Malinowska Skała,

Wkrótce kolejny podjazd © amiga


Malinowska Skała © amiga


Przełęcz Salmopolska, Biały Krzyż, Grabowa, okolice Kotlarza i... słyszymy w oddali burzę. Średnio mamy ochotę na kolejny przejazd po lesie wśród błyskawic uderzających w okoliczne góry, drzewa,

Salmopol, tu chyba nic się nie zmienia © amiga


Nawet knajpki zamykają do 19:00 © amiga


decyzja mogła być tylko jedna, zjeżdżamy w dół, koniec wycieczki, trochę na przełaj, przez ścieżki piesze, na czuja, chwilami nachylenie, wystające korzenie, kamienie uniemożliwiają zjazd, więc fragmenty z buta. Jednak mimo wszystko dość szybko lądujemy na szosie, teraj już tylko kawałek zjazdu do Szczyrku..., drogi mokre, ale nam jakoś się udaje...

W drodze powrotnej od wschodu mamy okazję oglądać przedstawienie światło-dźwięk... dobrze, że nie zostaliśmy na szczytach dłużej, mogło by się zrobić nieciekawie.

porannek na drogach...

Środa, 10 lipca 2013 · Komentarze(2)
Ania - Na oślep



Środa, czas na.... rower. jakoś ciężko dzisiaj mi się pozbierać, wszystko idzie wolno..., W efekcie wyjeżdżam ok 7:20..., lecę szosami, planuję pojechać na lajcie. I początkowo tak właśnie robię, nie cisnę...

W Katowicach spory ruch na drogach, trochę ostatnio odwykłem od tego, ale cóż, może zmiana turnusów? Przed Kochłowicami doganiam na podjeździe jakiegoś bikera, włącza mi się ścigacz, zap...am ile sił w nogach pod górę..., chore..., myślałem, że mi ostatnio przeszło, ale widzę, iż nie, może nie warto z tym walczyć?

W Bielszowicach podobny numer, tyle, że jakiś nieświadomy niczego gość na 28" kółkach śmiał mnie wyprzedzić na prostym...., oo.... poczekaj... kawałek dalej jest górka..., chyba po raz pierwszy pokonałem ją w takim tempie... na szczycie 34km/h... obłęd...

Dalej już spokojniej, może dlatego, że ponownie ruch na drogach jakby większy, trzeba nieco bardziej uważać. W Zabrzu szukam bankomatu, w okolicach jednego z marketów, zrobiłem kółeczko dookoła i nic…, pytam się kogoś… i nima... najbliższy w ścisłym centrum... masakra... uzupełnię kasę w Gliwicach... jak nie zapomnę.

Strażnica - jura Krakowsko-Częstochowska - fotosketcher © amiga