po szosach, a może po terenie....

Poniedziałek, 22 lipca 2013 · Komentarze(2)
Farben Lehre - Kolory


Powrót do Katowic dość późno, początkowo więc ciągnę po szosach, jednak w Kończycach zamiast na Bielszowice jadę dalej przekraczam zjazd na A4 i kilkaset metrów dalej wjeżdżam na leśną rowerówkę, zdecydowanie przyjemniej jest w terenie. Można odetchnąć. Reszta trasy to raczej standard, Halemba, Panewniki, Ligota, Piotrowice i Ochojec :) W domu jestem po 19:00, późno, ale też późny był wyjazd.

Widok z hałdy w Sośnicy © amiga

Do pracy

Poniedziałek, 22 lipca 2013 · Komentarze(2)
Zielone Żabki - Numerek w krzaczkach


Poniedziałkowy poranek, nie chce mi się ruszyć, ciało stawia wyraźny opór... W końcu udaje się pozbierać, przygotować do wyjazdu i w końcu wyjść na zewnątrz. Jest ciepło, idealny czas na wyjazd... Ruszam.

Początkowo jadę po szosach, jednak w Panewnikach szybka decyzja, jednak teren... myślę, o czymś bardziej spokojnym, jednak im bliżej Gliwic tym bardziej ciągnie mnie na hałdę w Sośnicy... Dojeżdżając do Zabrza Makoszowy jestem pewny..., będzie przejazd przez górkę ;)... Tego mi było trzeba z rana :)

Widok na Podlesie i Kostuchnę © amiga

święto czekolady w Tychach...

Niedziela, 21 lipca 2013 · Komentarze(0)
Sedes Wszyscy pokutujemy


Niedziela, pora wracać do domu po kolejnym RNO. Tym razem nieco inaczej, jedziemy jeszcze na chwilę na święto czekolady w Tychach... W zasadzie jesteśmy tam bez większego celu. Tylko gdzie ta czekolada? Wszędzie piwo, mija kilkanaście minut, na scenie kapela, gra dość przyzwoicie, tylko co z tego, jak muzyka zdecydowanie nie na piknik rodzinny..., i nie o tej godzinie.... Pech... W końcu czuję zmęczenie po 2 nieprzespanych nocach (tego nie da się tak szybko odrobić) jadę do domu. Mam marzenie.... spać :)

Na łące pasą się.... konie © amiga

Szaga 2013

Sobota, 20 lipca 2013 · Komentarze(11)
Uczestnicy
Farben Lehre - Spodnie z Gs-u


Piątek... kończymy nieco wcześniej pracę i... ruszamy na podbój Wielkopolski, kierujemy się na Zaniemyśl. Jakoś lekko nieprzygotowani jedziemy, nie sprawdziliśmy terenu, okolicy, relacji z poprzedniej edycji... Tydzień była męczący, minął szybko i brakło czasu na takie drobiazgi...
W drodze zdzwaniamy się z Jurkiem, jest szansa na spotkanie, na krótka wizytę w Buku w drodze na RNO. Jednak mamy spóźnienie, musimy odpuścić, więc względnie najkrótszą drogą pędzimy do bazy Rajdu.

Zaniemyśl – start

W bazie rajdu, przed pólnoca © amiga


Ostatnie przygotowania © amiga


Mamy niby sporo czasu..., chwila na rozmowy ze znajomymi i czasami nieznajomymi..., przygotowanie roweru sprzętu, zbliża się godzina odprawy...., tym razem organizatorzy mają delikatny poślizg. Po odprawie kontrola obowiązkowego wyposażenia...- dziwne to... ale ok... w końcu regulamin o tym wspominał. Wybija 23:50 – dostajemy mapy... pierwsze wrażenie... jakiś szaleniec chlapnął na mapie farbą i zaznaczyło się 29 punktów losowo porozrzucanych o terenie, tylko jak z tego zrobić sensowną pętlę? Chwila na zastanowienie i rozrysowujemy część trasy, zakładając, że później zdecydujemy co zrobić z niektórymi PK które psują koncepcję...., plan...
myślę, że był to nasz najpoważniejszy błąd trasę mieliśmy rozrysować w całości już na starcie, a w drodze ew. delikatnie ją korygować. Sprawdziło się to już wcześniej, więc czemu tym razem tego nie zrobiliśmy od razu? Być może to adrenalina, poganianie organizatorów, być może wszystko po trochu...
Trasę zaczynamy od:

4 - Skrzyżowanie dróg (za krzakami, południowy zachód)
Rajd rozpoczyna się o północy, więc wybieramy początkowo drogi asfaltowe, będzie mniej błądzenia.... Na wejście długi ok 10km pusty przelot..., lubię takie chwilę, ale niekoniecznie gdy PK są tak oddalone w terenie, zabiera to sporo czasu. Niemniej odnalezienie punktu jest banalne..., wykorzystujemy perforator przyczepiony do lampionu... i ruszamy dalej na,,

14 – Skrzyżowanie drogi ze strumieniem
początkowo asfalt, później droga utwardzona, dookoła pola, w powietrzu unosi się zapach.... chyba kapusty.... ale pewności nie mam, niewiele widać..., PK umieszczony jest w krzakach przy drodze, początkowo mijamy go, ale szybko korygujemy błąd i możemy jechać w kierunku

5 – Zakręt drogi (w krzakach)
Czeka nas ponownie kilku kilometrowy przelot, jednak ponownie nawigacyjnie banalny PK zaliczony w dobrym tempie. Minęła dopiero godzina jest nieźle, jednak jest za wcześnie aby odtrąbić sukces...

15 - Granica kultur lasu i pola
Opis punktu średnio mi się podoba pamiętając co to oznaczało na innych rajdach...jednak obawy okazały się niepotrzebne, kolejny dość szybko zaliczony PK.
tym razem stajemy przed wyborem, zastanawiamy się nad PK 27 i

10 – Szczyt górki
Wygrywa ten drugi wariant, na 27 pojedziemy po zaliczeniu 10-ki. Zastanawia mnie co może oznaczać szczyt górki... teren jest niby plaski, jednak wszystko może się zdarzyć, może czeka nas niespodzianka? W terenie nie błądzimy, lampki piechurów (którzy wyruszyli 3 godziny wcześniej), są widoczne z daleka, spotykamy też kilku rowerzystów, górka nie nadaje się do podjazdu, jednak do podejścia jest max 50m..., na szczycie namiot z sędzinami :), zastanawiam się tylko po co jeżeli nie zapisują numerów zawodników..., po prostu są i już... Podbijamy karty i pora ruszyćdalej na

27 – Most
Kawałek trasy dość prosty, dojazd szybki, mostek odnaleziony, karty podbite i ruszamy na poszukiwania
19 – Koniec ścieżki
PK 19, Wbijamy się w jakieś drogi utwardzone, ponownie zaczynają nas otaczać zapachy z pól uprawnych, o dziwo nie jest to coś przyjemnego, wręcz nieco odrzuca zapach gnijącego... czegoś? Przy jednym z pól odzywa się burek, jest mały ale krzykliwy, zaczyna nas gonić, dołącza się do niego kumpel – wilczur, zap...y ile sił w nogach... Bobiki opuszczają..., na szczęście... Skręcamy w leśną ścieżkę która ma nas wyprowadzić na PK, z jazy jednak niewiele wychodzi, ścieżka jest wąska, lezą na niej połamane drzewa, trochę błota, sporo pokrzyw i komarów... w końcu docieramy do czegoś sensowniejszego, ścieżka w poprzek jakby szersza, przejezdna, wiemy którędy będziemy wracać, ominiemy nieprzejezdną ścieżką i wredne burki. Do PK pozostało może 300m, szybko docieramy do końca ścieżki, podbijamy karty i wracamy na poszukiwanie

23 – Szczyt góry, dostrzegalna przeciwpożarowa
Z PK 19 zjeżdżamy w okolicach Murzynowa Leśnego, z mapy wynika iż najkrótsza droga prowadzi po DK11, przez chwilę chodzi nam to po głowie, jednak po pierwsze organizatorzy ostrzegali przed tą drogą i w zasadzie zakazali jechać po niej, po drugie to w końcu droga krajowa, pędzące tiry nie będą się nami przejmować, a brązowych gaci nie mamy. Pozostaje więc slalom po bocznych szosach lub przebicie się po terenie... Wybieramy ten pierwszy wariant, końcówka to delikatne błądzenie lecz mimo wszystko dość szybko osiągamy cel..., ruszamy na

26 – Brzeg stawu, południowo wschodnia strona
i mylimy drogi, przez chwilę zastanawiamy się gdzie jesteśmy, jedno jest pewne, jadąc na wschód dojedziemy do DK11 o której wcześniej wspominałem. Na szczęście przy kolejnej przecince jest już wszystko jasne, wiemy gdzie jesteśmy i co zrobiliśmy nie tam, z PK23 nieco za wcześnie skręciliśmy na południe..., dalej już bezbłędnie, osiągamy Krzykosy, mała przerwa w centrum,

O brzasku w Krzykosach © amiga


Chwila na posiłek, rozrysowanie trasy © amiga


komarów prawie nie ma, możemy się posilić a przy okazji rozrysować dalszą drogę... mijają kolejne cenne minuty, zaczyna świtać, plan rozrysowany ponownie połowicznie..., w końcu ruszamy, Pk26 osiągamy błyskawicznie, przekraczamy Wartę i pora na

3 – Brzeg stawu, południowo wschodnia strona
w pobliżu wsi Piaski, mija może 15 minut i Pk jest zaliczony, teraz czeka nas długi przelot na

29 – Brzeg stawu, północna strona

Most kolejowy na Warcie © amiga


z opcją przekroczenia Warty po raz drugi , tym razem po moście kolejowym, na którym spotykamy znajomych bikerów i wspólnie jedziemy wałami wzdłuż rzeki, podbijamy PK, obi robią przerwę a my wracamy, ponownie przeprawiamy się przez most i szukamy

6 – Skarpa ziemna
Zaczynamy odczuwać zmęczenie, jazda po wałach i piachu odcisnęła się na nas, nakłada się na to świt który powoduje, że zwyczajnie zaczyna nam się chcieć spać... nie będzie lekko... dojeżdżając na miejsce spoglądamy na mapę, punkt powinien być ok 50m od ścieżki, podejrzewamy gdzie jest, dodatkowo wskazuje nam je wracający z niego Daniel...

Pomysłowy PK © amiga


Punkt zaliczony. Ruszamy na poszukiwania

8 –Skrzyżowanie wału z rowem
Po wałach prowadzi ścieżka rowerowa, więc też taki jest nasz wybór, jadąc jednak wzdłuż Warty co chwilę natrafiamy na łachy piasku, wertepy, jakieś koleiny, męcząca jazda, w połowie robimy

Na wałach © amiga


krótką przerwę na banana i kolę... ruszamy..., kilkanaście minut później osiągamy punkt, podbijamy karty ruszamy na

Pięknie jest o poranku © amiga


22 – Zakręt strumienia
Czeka nas długi przelot po wale, jednak po jakimś czasie stwierdzamy, że jazda po nim nie należy do przyjemności, przy pierwszej nadarzającej się okazji zjeżdżamy na drogę....starczy tego masażu rąk i pleców, części ciała nieco niżej..., tylko czemu nie zrobiliśmy tego wcześniej...., po raz

Darek na szlaku © amiga


Przepust pod drogą © amiga


czwarty przekraczamy Wartę, a kawałek dalej kanał Ulgi. Mamy jechać po rowerowce, jednak podejmujemy decyzję, aby zaliczyć jak najwięcej szosami i... popełniamy dość poważny błąd nawigacyjny, dość nieczytelne skrzyżowanie i jedziemy po drodze 432 na Zaniemyśl, dziwią nas dziwne oznaczenia typu „Zbrudzewo 2” czy brak rzeki..., ale cóż... jesteśmy „nieomylni” , skręcamy w ścieżkę, gdzie spodziewamy się PK , dojeżdżamy do rzeczki... jet i zakręt rzeki... przeszukujemy chaszcze i PK nie ma... wracamy do drogi... jakieś 300m dalej jest kolejna droga...

Prawie jak na amerykańskich filmach © amiga


w końcu olśnienie, zawaliliśmy, jesteśmy jakieś 6km od PK..., korygujemy trasę i jedziemy na Mechlin, tam kolejna przerwa przy sklepie, zaliczamy jakieś „vervy”, drożdżówki (jednak nam się nie znudziły po transjurze :) i pora odszukać nasz PK.... co udaje się nadspodziewanie szybko.

Ten PK trzeba było upamiętnić © amiga


Wracamy do Mechlina i przez Dąbrowę jedziemy na

9 – Ambona myśliwska

Trzeba się zastanowić © amiga


Prosty dojazd, banalna nawigacja, odrabiamy straty czasowe z poprzedniego punktu, możemy jechać na

2 – Granica kultur, las z łąką
jak pisałem wcześniej nie lubię takich opisów, bo najczęściej nie mówią nic..., czasami wprowadzają w błąd, ale nie na Szadze, tutaj budowniczy stanął na wysokości i jak pisze granica kultur to tak właśnie jest, zaliczony...

Jest punkcik © amiga


28 – Mostek, północna strona
Za Zwolą próbujemy wjechać w przecinkę, jednak kończy się zdecydowanie za szybo, nie ma sensu pchać rowerów na azymut..., lepiej podjechać z drugiej strony, co też robimy, dojazd prościutki...,

Szukamy PK, powinien być w okolicy :) © amiga


kolejne dziurki pojawiają się na naszych kartach...tym razem będzie podjazd, punkt

25 – Szczyt góry, (Łysa Góra)
i poziomice wskazują, że nie będzie lekko. Dojeżdżając w pobliże wjeżdżam w jedną z przecinek mających nas doprowadzić do celu..., początkowo jest nieźle, jednak później stromizny i głęboki piach zmuszają nas do podprowadzenia rowerów, na szczycie jest umieszczony drugi namiot z sędzinami, zamieniamy kilka zdań, podbijamy karty i ruszamy na

18 – Głaz pamiątkowy,skrzyżowanie dróg
znajdujący się opodal, okazuje się, że z drugiej strony podejście podjazd był dużo prostszy, łatwiejszy i nawigacyjnie i terenowo, tyle, że kto mógł to wiedzieć, na mapie w końcu nie ma napisów łatwy/trudny :), za to PK18 zupełnie odmienny, głazu na skrzyżowaniu nie da się pominąć,

Tego nie dało się nie zauważyć © amiga


widać go z daleka... na dokładkę przy nim stoi kilka zgrzewek wody, korzystamy z niej skrzętnie uzupełniając nasze skromne zapasy.

Wodopój po drugiej stronie © amiga


Niedaleko mamy dwa punkty znajdujące się jeden obok drugiego, ruszamy w ich kierunku, delikatnie zahaczając o Zaniemyśl, pierwszy to

11 – Koniec drogi, granica lasu i łąki
kilka km przed nim spotykamy pieszych którzy z własnej woli opisują nam sposób dotarcia do tego punktu, 2 km przez las, za amboną w prawi i już. Tak też robimy punkt odnaleziony szybko pora na

17 – Granica kultur, las z łąką
Ech te opisy, Przekraczamy rzeczkę po śluzie i jedziemy wałami (po raz kolejny, niestety innej drogi nie ma od tej strony), Sporo piachu a kawałek dalej widoki rodem z „Jak rozpętałem II wojnę światową” krowy w lesie, jest to tak surrealistyczne, że przez chwilę, zastanawiam się czy to nie halucynacja, czy coś mi się nie przewidziało..., jednak nie, są tam stoją nieruchomo, wybałuszając oczy.... Mijamy je i skręcamy ścieżkę leśną, może 200m dalej Darek wpada na elektrycznego pastucha ociągniętego w poprzek ścieżki..., jasny gwint, przecież tego drutu nie widać jadąc rowerem... Co za idiota tak go rozciągnął.... Wymuszona krótka przerwa i jedziemy dalej, w końcu odnajdujemy punkt, jednak przygody na tak krótkim odcinku zmuszają nas do odszukania alternatywnej drogi powrotu i

PK17.... dojazd dał się we znaki © amiga


dostrzegamy taką, będzie nieco dłuższa, ale bez pastuchów, piachu itp., za to jest szansa na asfalt :) Wracamy do

Zaniemyśla
Po raz kolejny musimy siąść i rozrysować dalszy plan podróży, pobyt w mieście wykorzystujemy na posilenie się, uzupełnienie elektrolitów. Pozostało nam 8 PK do zaliczenia... i ok 3 godzin czasu, teoretycznie powinniśmy się zmieścić, ale chyba jednak lepiej coś odpuścić w razie czego niż ryzykować spóźnienie się na metę, Jako kolejny punkt do zaliczenia wybieramy

24 - Pomnik przyrody, dąb
tyle, ze zamiast ryzykować jazdę po terenie (niby krótszy wariant), wybieramy nieco dłuższą drogą po 432 i wg mapy utwardzonej szerokiej drodze, tak tez robimy, odnajdujemy dąb, tyle, że to nie ten, kawałek dalej jest drugi i trzeci, w końcu jest 4 – największy „Dąb bezszypułkowy – Dziadziuś”

Dąb dziadziuś © amiga


Ruszamy na

21 – Skarpa ziemna, u góry
kolejna skarpa, ciekawe co nas czeka? Na szczęście nic... punkt banalny, podbijamy karty i ruszamy na

13 – Skrzyżowanie drogi ze strumieniem, południowa strona
Spora część po asfalcie, czasami zniszczonym, niemniej droga mija szybko, punkt przelatujemy, nie zauważamy go, strumyk chyba jest jakiś mały, niepotrzebnie nadrabiamy drogi, rozglądamy się po przydrożnych krzakach, w końcu jest. Darek dostrzega lampion gdzieś głęboko w rowie..., komary chcą go zjeść, ale nie poddaje się, dziurkuje karty i szybko ewakuuje się z siedliska krwiopijców..., pora na

Znowu krzaki © amiga


7 – Skrzyżowanie drogi ze strumieniem
Z mapy wynika iż nie powinno być problemów z odnalezieniem PK, tak też jest w rzeczywistości kolejne pole na karcie zostało oznaczone, stajemy jednak przed dylematem, mamy ok 2 godzin czasu, 4 punkty do zaliczenia + powrót do bazy, ciężko oszacować czy się wyrobimy, podejmujemy trudną decyzję, odpuszczamy dwa punkty, nie zaliczymy 1 i 12, trochę z żalem, ale decyzja słuszna..., Ruszamy przez Czmoń na

16 – Stara żwirownia, południowy narożnik
jako, że całość po asfalcie to punkt zaliczony wzorcowo, trzeba zaliczyć ostatni PK

20 – Skrzyżowanie ścieżki z rowem
dojazd okazuje się równie banalny, jak poprzedni punkcik, przecinką wyjeżdżamy w okolicach Lucin i wracamy do bazy, wracamy do

Zaniemyśla (meta)
W okolicach Polesia spotykamy Jurka, chwila na powitanie i ruszamy, w końcu trzeba dotrzeć do mety. Jerzy ciągnie nasze zmęczone wagoniki, liczniki wskazują 38km/h, prędkość utrzymuje się, w kilka minut lądujemy w Szkole, oddajemy karty. Teraz dopiero możemy porozmawiać nieco dłużej. Mija dobre kilkadziesiąt minut, dawno się nie widzieliśmy, jest o czym opowiadać, chociaż szkoda, że to i tak będzie krótkie spotkanie..., w trakcie jeszcze czas na szybką kąpiel, później przygotowany przez organizatorów posiłek i... rozstajemy się.


Jurek wraca rowerem do domu, a my... samochodem na Śląsk, zaliczając po drodze Jarocin Festiwal 2013 w którym trwa, zabieramy ze sobą rowery i jedziemy poszukać”klimatu” który.... wyparował z tego miejsca, w zasadzie przypomina to bardziej piknik rodzinny.... i to na dokładkę taki nijaki, zdegustowani wracamy w pobliże auta, zaliczając jeszcze fotkę przy glanie i wracamy do Zabrza...

Klimat w Jarocinie gdzieś się ulotnił © amiga


Poniżej opisy 2 PK których nie zaliczyliśmy...

1 – Obniżenie terenu
12 – Granica kultur lasu i pola

Już w domu siadamy nad mapą i kombinujemy jak można byłoby inaczej zaliczyć wszystkie PK nie robiąc niepotrzebnych kilometrów..., ech, czemu się posiedzieliśmy dłużej nad mapą na starcie... w końcu to nie MTB..., poniżej kolejność punktów w wariancie bardziej optymalnym niż ten którym pojechaliśmy...

5,14,4,24,21,13,7,16,1,12,20,9,18,25,28,2,22,8,6,3,26,29,10,23,27,19,15,17,11

Ślad gps:

Piątek :)

Piątek, 19 lipca 2013 · Komentarze(2)
The Constellations - Perfect Day


Piątkowy piękny i ciepły poranek…, czegóż można chcieć więcej? Może jakiegoś dłuższego wyjazdu, może jakiegoś maratonu… Chyba nie jest tak źle :), jest na to szansa… w końcu dzisiaj wyjazd na Szagę. Będzie się działo…, wszystko już przygotowane. Dzisiaj pozostały do zabrania już tylko drobiazgi, rower lśni (prawie). Tak czystego napędu nie miałem od wielu tygodni i te szpanerskie manetki :), może to nie XTR-y, ale średnio zależało mi na napisach. Zobaczymy jak będą się spiszą w drodze… . Dziwne jest to, że chyba po raz pierwszy ustawienie przerzutek w napędzie zajęło mi 10 min…, żadnej dłubaniny, kombinowania, rzeźbienia…, po prostu wszystko działa :)

W końcu ruszam do pracy, jadę szosami…, ale tylko do Panewnik, jest za piękny dzień aby pędzić asfaltem, skręcam w las…, ta cisza, ten spokój, o tej porze nie ma jeszcze nikogo na szlakach :)
Dopiero na wysokości Kończyc decyduję się na pociągnięcie drogami, jednym z najkrótszych wariantów dojazdu do pracy…, tyle, że czeka mnie przejazd nad A4-ka którego nie lubię, na szczęście to tylko kilkaset metrów… Dość szybko zjeżdżam w boczne drogi i do lasku Makoszowskiego, tutaj trzeba też trochę uważać, po placu budowy DTŚki średnio się pomyka…, jakieś ciężarówki zajeżdżają drogę, trzeba poczekać…
Przy wyjeździe kolejny krótki postój, na rodnie przy wjeździe do Sośnicy, ktoś mnie woła :) to Krzysiek siedzi w aucie :), pozdrawiamy się i w drogę. Tuż za rondkiem kolejne spotkanie tym razem z Tomkiem, pędzie szosą do pracy :)
Dojeżdżam do formy, wprowadzam rower, a na magazynie full, nie ma gdzie zaparkować :), wszędzie rowery….
Sie porobiło….

Lody jak malowane © amiga


Podesłane, ale fajne... miłego oglądania
MTB TROPHY OFFICIAL MOVIE 2013

po pracy...

Czwartek, 18 lipca 2013 · Komentarze(2)
Żółty rower - Formacja Nieżywych Schabuff


Wieczór, ruszam z firmy, jest ciepło, jest pięknie, jest... mało czasu, dzisiaj muszę się przygotować do wyjazdu, wieczór muszę poświęcić w całości rowerowi...

Jednak nie ma tak źle, te kilkanaście minut więcej mogę poświęcić, więc w Zabrzu hyc do lasku Makoszowskiego, a delej już niebieską rowerówką do granicy Kończyc. Tam...szok..., wczoraj tego jeszcze nie było....
Oznaczenie początku czerwonego szlaku rowerowego (tego prowadzącego przez całą Rudę Śląską) i.... miejsce dla jagodzianek :)

Początek "nowej" czerwonej rowerówki prowadzącej przez Rudę Śląską © amiga


Pozbierałem szczękę i w drogę, dalej przez lasy, trochę po szosach w Halembie, hałdka przy wjeździe do lasów Panewnickich. Spojrzenie na tereny zalewowe, niestety coś woda i błoto zbyt dobrze się tutaj trzymają, muszę zrobić delikatne koło...

W dość przyzwoitym czasie docieram do domu, gdzie czekają na mnie nowe manetki... Hmmm. Korci aby je założyć, zaraz po umyciu rowerka :)a

Otwarte złamanie...

Czwartek, 18 lipca 2013 · Komentarze(17)
Cancer Bats - Hail Destroyer
#at=51

Wczoraj po powrocie, jeszcze drobny zabieg polegający na nasmarowaniu goleni amortyzatora, dociskam kierownicę i... o q....a, jakby lekko zmieniła kształt, przyglądam się pęknięciu, to musiało od jakiegoś czasu postępować, dobrze, że nie stało się to w terenie, na drodze, byłoby nieciekawie...

Od może 2 tygodni słyszałem, że lekko przy kierownicy coś zgrzytało, ale obstawiałem, że pewnie wystarczy dokręcić śruby przy mostku i będzie ok... (oczywiście nigdy nie było czasu aby to sprawdzić) okazało się, że niewiele brakowało a obił bym sobie gębę... ech...

Szybki przegląd części w domu..., mam gięta kierownicę, szeroką jak wszyscy diabli, zdjąłem ją w zeszłym roku przed Śnieżką, bo nadaje się bardziej do rekreacyjnej jazdy niż dymania pod górę... . Nie zmienia to faktu, że cieszy mnie jej widok :), odnajduję jeszcze oryginalne chwyty KTM-owskie, nie mam ochoty na walkę z tymi założonymi na złamasie..., tym bardziej, że są już mocno wyeksploatowane.
Wymiana kierownicy zajmuje mi ok godziny..., niemniej rower jest gotowy do porannego wyjazdu na trasę.

Poranek..., zabieram rower, plecak i schodzę. Dosiadam rowerek..., masakra, strasznie szeroka ta kierownica, na dokładkę strasznie wysoko..., czuję się jakbym ujeżdżał byka. Kierowanie jest bardziej precyzyjne, ale pozycja jakoś mi średnio odpowiada przywykłem już do nieco bardziej "sportowej" sylwetki i nisko położonej kierownicy...

Na kolejną zmianę jest w tej chwili za późno, pewnie dałbym radę, ale to nie ma większego sensu jeżeli na dniach powinienem dostać nowe manetki... Wymienię to razem do kupy, za jednym razem? A może nie, może mnie poniesie po raz kolejny?

Na Śnieżkę kierownica musi już być taka jak powinna, wąska i prosta..., jest jeszcze trochę czasu...

A sama droga po szosach, awaria mimo wszystko dość mocno rano mnie spowolniła, pozbieranie narzędzi porozrzucanych po kątach chwilę zajmuje... W sumie wyjechałem ok 7:20, pozostały więc szosy...

Za to nic nie zgrzyta, jedzie się cichutko, przyjemnie, zaczynam nawet przywykać do tej kierownicy, może jednak ją zostawię chwilę dłużej?

W Gliwicach ląduję ok 8:30, bez jakiegoś specjalnego spinania się..., na drogach pustki pomimo, że obawiałem się sporego natężenia w okolicach 8:00
Otwarte złamanie © amiga

Odwiedzić jezioro Farskie

Środa, 17 lipca 2013 · Komentarze(2)
Zgon - "Ptak"


Wyjazd nieco później niż planowałem, za to nic dzisiaj nie pokrzyżuje mi planów. Pogoda genialna na wycieczki, na szwendanie się po terenie...
Jakiś czas temu qmpel z pracy wspomniał mi o tym jeziorze, o tym, że jest to unikat w skali regionu, w skali Polski, na dokładkę jest tuż po bokiem.
Chodzi o jezioro Farskie będące swego rodzaju ostoją dla ptaków, dzisiaj jednak głównie po to aby sprawdzić sposób dojazdu, zobaczyć jak tam jest... a może zrobić jakąś fotkę?

Początek standardowo, przez hałdę w Sośnicy, dalej już niestandardowo, przed wiadukt kolejowy i jakimiś ścieżynkami, na czuja, na azymut, kieruję się... w miejsce gdzie spodziewam się jeziora...
W końcu dojeżdżam i... hm... coś wysoko jestem, jeziorko kilkanaście metrów niżej, nie widzę opcji zjazdu, pozostaje na przełaj przez krzaczory, trochę mi to zajmuje, ale w końcu osiągam swój cel...

Jezioro Farskie © amiga


Trochę z buta dookoła (oczywiście focąc na potęgę - do domu przywożę ok 150 zdjęć), "macając" teren, trochę na rowerze, ale średnio się tam jeździ, dopiero kawałek dalej jest dość przyjemna ścieżka z fajnym podjazdem... :). Zahaczam delikatnie o Przyszowice i wracam do Zabrza, tam ponownie kieruję się objazdem i ląduję nad kilkoma stawami w okolicy, poziom wody dość mocno podniesiony, chwilami droga którą jadę jest kilka cm poniżej tafli wody, jeszcze tak tutaj nie miałem :)

Przeglądając się w tafli wody © amiga


Chwila przy stawikach i ruszam dalej, kołuję po lesie, by wyjechać początkowo na niebieską rowerówkę, a później lasami wyjeżdżam na czerwony szlak rowerowy, ten Rudzki nowopowstały... w końcu muszę sprawdzić jego przebieg na całej długości (lecz nie dzisiaj). Coś mi się zdaje, że może być nawet całkiem sensownie zaprojektowany..., tzn może prowadzić przez ciekawą okolicę, a co najważniejsze, może prowadzić prawie do domu :)

Zatrzymuję się ponownie dopiero w Piotrowicach przy lodziarni, dzisiaj jest otwarta, mogę sobie pofolgować :), tyle, że czas ucieka, do domu niedaleko, ale ok 20:30 jestem już umówiony, mam ok 90 minut czasu...

szosy, szosy, szosy....

Środa, 17 lipca 2013 · Komentarze(4)
Korba - Biały rower 1987


Poranek prawie klasy, słońce, ciepło (jak to dziwnie brzmi po ostatnich pluchach), wyjeżdżam dośc późno, jest 7:12.

Wczoraj miałem umyć rower, tyle, że się nie udało..., czas gdzieś przeciekł..., może ma to jakiś związek z włączeniem się szwendacza :) podczas wczorajszego powrotu.
Za to dzisiaj jadąc do pracy w Kochłowicach zwracam uwagę na oznaczenia szlaków rowerowych... i rowerówka którą tak ładnie wymalowali ciut za A4 skręca w lewo..., jadę nią,... wiem gdzie mnie wyprowadzi tylko nie wiem jeszcze jak... obserwuję kolejne oznaczenia i... jest całkiem nieźle, może średnio do wykorzystania podczas dojazdu do Gliwic, ale w powrotnej drodze czemu nie? Omija całe centrum... kawałek dalej opuszczam moje odkrycie i wjeżdżam już standardowo na ul. Wyzwolenia..., może wieczorem uda się utrwalić wczorajszą trasę, przyzwyczaić się do tej rowerówki... jestem tylko ciekawy jak będzie poprowadzona do Zabrza... Muszę poszukać gdzieś planów... Może zacznę z niej korzystać częściej? Kto to wie :)

Pozostała cześć trasy raczej standardowa, poza 2 przypadkami gdzie kretyn w Zabrzu przy wyjeździe z ronda (z rejestracją SY) próbuje wcisnąć się z prawej strony.... . Drugi eksces nieco dalej już na ul. Odrowążów, następny mądry wyjeżdża mi z podporządkowanej wprost pod koła , tym razem na rejestracji jest RT, może tam tak robią gdy ścigają się z niedźwiedziami, tyle że to jest miasto...

A w pracy nowe odkrycie :), kolejny rower, tym razem prawie cały biały ;)

...Cały biały, i opony też © amiga

Ruda Śląska - poza mapą....

Wtorek, 16 lipca 2013 · Komentarze(6)
Myslovitz - Scenariusz Dla Moich Sąsiadów


Z firmy wychodzę ok 16:30, a może nieco później, jest piękna słoneczna pogoda, od początku jest dla mnie jasne, że nie pojadę najprostszą drogą do domu, tym bardziej, że z rana moją uwagę zwrócił park im. rotmistrza Witolda Pileckiego w Zabrzu Kończycach, w zasadzie na granicy Zabrza i Rudy Śląskiej.

Jeszcze przed wyjazdem przeglądam zdjęcia satelitarne interesującego mnie terenu. W dużym powiększeniu sprawdzam przejezdność poszczególnych fragmentów. Krótko przed wyjazdem mam z grubsza opracowany plan..., z zaznaczonymi punktami na trasie które chcę zaliczyć.

Wspomagam się trekbuddy (niestety programy typu endomondo, czy navime, jeszcze nie posiadają wszystkiego co jest mi potrzebne do pełni szczęścia).

Do Kończyc trasę zaliczam po szosach, tutaj nie ma udziwnień, bo w zasadzie jak? W centrum miasta nie poszaleję, nie wyjadę poza „mapę”..., muszę znaleźć się nieco na peryferiach...

Na rogu ulic Sztygarskiej i Sikorskiego ktoś woła Darek, Darek.... jakiś biker na szosie..., zawracam i.... rozpoznaję toż to Tomek..., nie widziany prawie rok, chwilę rozmawiamy, złapał panę, na szczęście do domu niedaleko... Może uda się umówić kiedyś o 4:00 w okolicach Helenki? :) Czas pokaże. Fajnie było się spotkać... ;) i zamienić te kilka zdań... ech....

Jednak pora ruszyć dalej, do Kończyc mam jeszcze 4 km, może ciut więcej..., jednak nie dane jest mi szybko dotrzeć do rogatek tej dzielnicy. Na rogu ul. Winklera i Sportowej, zjeżdżam na pobocze... , w tylnym kole na dole coś mam mało powietrza, rower tańczy na ulicy.

Wyjmuję dętkę, przeglądam oponę i odnajduję całkiem spory kawał wbitego szkła... . 10 minut później jestem w siodle, mogę ruszać dalej. Dojeżdżam w pobliże parku i... hyc w teren, spoglądam na GPS-a … z grubsza określam kierunek i szukam stawików parkowych i potoku Czerkawka.

Pozostałości mostu nad potokiem Czerkawka © amiga


Potok czerkawka w parku rotmistrsza Witlda Pileckiego © amiga


Strome kawałki © amiga


Zaliczam jakieś single trucki, zjazdy, podjazdy..., ciekawie się robi...

Trochę hopek © amiga


Jeden z kilku parkowych stawików © amiga


W końcu wyjeżdżam z parku przy ogródkach działkowych „Biała Róża” przy ul. Pszczyńskiej, jadąc dalej trafiam na niebieską rowerówkę „dookoła Zabrza”, przez jakiś czas jadę nią na granicy z Rudą Śląską, okrążając szyb Walenty i...

Mostek na rowerówce © amiga


W pobliżu muzeum PRL-u © amiga


docieram do ul. Zajęczej na przedłużeniu której znajduje się muzeum PRL-u :), tyle, że dzisiaj tam nie prowadzą mnie koła, wjeżdżam ponownie w teren mijam kolejny staw... z dziesiątkami wędkarzy na brzegach. O takich miejscach w chyba wiedzą tylko autochtoni...., na mapach nie ma mowy, aby ktoś umieścił jakiekolwiek informację, nie mówiąc już o tym aby zaznaczyć ścieżki w okolicy, jedyna opcja to zdjęcia satelitarne i jazda na czuja...

Kaczki czują się jak w domu © amiga


Staw w pobliżu ul. Zajęczej w Rudze Śląskiej © amiga


Widok stawu z innej strony © amiga


Wyjeżdżam na ul. Górną, w zasadzie na resztki tej ulicy, zniszczony asfalt wkrótce ustępuje miejsca drodze gruntowej,a na Goole Earth widziałem w okolicy jakieś resztki boiska..., staram się do nic dotrzeć, niewiele brakowało, a minąłbym to miejsce, jest już dość mocno zarośnięte, jedynie bieżna w jako takim stanie, po śladach można domniemać, że miłośnicy crossa korzystają od czasu do czasu z tego miejsca...

Pozostałości boiska przy ul Górnej w Rudze Śląskiej © amiga


Zaliczam rundę honorową dookoła i szukam wyjazdu, jakąś boczną ścieżynką pomiędzy drzewami docieram do ul. Partyzantów i... jestem na Wirku, znajoma okolica. Chwila odpoczynku na szosach, jednak zamiast skręcić w ul. Wyzwolenia jak to czynię „zawsze” jadąć szosami do i z pracy, tym razem skręcam nieco dalej w ul. Polną. Moje zdziwienie budzi oznaczenie – czerwony szlak rowerowy..., hmmm. Nie przypominam go sobie na mapach..., ale nic, nakreślona przeze mnie trasa pokrywa się z tym szlakiem, więc mam powód do zadowolenia, gdzieś powinienem wyjechać... Wkrótce nazwa ulicy jest adekwatna do tego po czym jadę..., tyłem docieram do ul. Oświęcimskiej w Kochłowicach...

Menhir obelixa? © amiga


Czyżby jednak miał być asfalt ? © amiga


Będąc już w centrum Kochłowic, nie skręcam w ul. Piłsudskiego prowadzącą do Panewnik, wbijam się w ul. Radoszowską, później Młodzieżową ze stromym podjazdem (chwilami licznik wskazywał 8% nachylenie) i dalej ul. Warsztatową docieram do kładki nad A4-ką.

Harfa na przedłużeniu ul. Warsztatowej w Rudzie Śląskiej © amiga


Zastanawiam się czy nie wjechać w ul. Kalinkową i nie objechać dookoła KWK „Wujek” Ruch Śląsk, jednak pragmatyzm bierze górę, spoglądam na zegarek i... dzisiejszy powrót zajął mi już sporo czasu, focenie, niestety kradnie strasznie bezcenne minuty... Skracam więc wycieczkę, ponownie wjeżdżam na ul. Oświęcimską i wkrótce żegnam się z Rudą Śląską...,

Pożegnanie z Rudą Śląską © amiga


Bocznymi leśnymi drogami docieram do Kokocińca, gdzie zupełnie przez przypadek spotykam znajomego, :), chwila na rozmowę... i ruszam dalej, do domu pozostało ok 6km. Reszta trasy to raczej standard. Zatrzymuję się przy lodziarni Dłucik w Piotrowicach, tyle, że muszę się obejść smakiem, jest już zamknięte..., spoglądam na zegarek..., jest 19:30.... trochę zeszło...., jeszcze tylko odwiedziny pobliskiego paczkomatu i do domu :)

Miłego wieczora :)