po pracy

Poniedziałek, 24 lutego 2014 · Komentarze(0)
T.Love - King

Wyjeżdżam, jest jeszcze jasno, względnie jasno. W końcu po kilku dniach pora wrócić do domu.
Męczy mnie przeziębienie, to już 5 tydzień, chyba pora odwiedzić doktora... 

Ale nie to jest ważne, przede mną 30km. Drogi względnie puste, ruch jakby mniejszy, dzisiaj marzę o jak najszybszym dotarciu do Katowic. Jadę ale, nogi nie chcą specjalnie pomagać, o wjeździe w las nawet nie myślę, chociaż góral powinien sobie dawać tam świetnie radę. Mam wrażenie, że wieje na dokładkę wiatr od wschodu..., ech... cóż, jechać trzeba... :)
Na pocieszenie zostaje wysoka (jak na luty) temperatura i coraz dłuższe dni... 


Dojeżdżam do Katowic, jest już ciemno, zupełnie ciemno. Ostatnie kilka km na szczęści dość szybko mijają. Docieram do domu... pora odpocząć :)
Pięknie się świeci :)
Pięknie się świeci :) © amiga

Po złocie do pracy

Poniedziałek, 24 lutego 2014 · Komentarze(0)
Myslovitz-Sprzedawcy marzeń

Poranek..., poniedziałek..., jestem w Zabrzu... mam bliżej do pracy, ale czuję się tak sobie... W sumie dobrze że zaliczyliśmy "Złoto dla zuchwałych" jednak coś mi się zdaje, że obydwoje to odpokutujemy. Darek rano jedzie do lekarza, a ja się umawiam na jutro... Mam już dość kaszlu, zmęczenia, temperatury. Co nie oznacza przerwy w jeździe na rowerze :), przynajmniej nie w moim, przypadku... 


Z helenki wyjeżdżam około 7:30..., jeszcze chwila na smarowanie łańcucha, mała korekta magnesów na kole... i ruszam... Przez chwilę chodzi mi po głowie opcja jazdy przez ul. Leśną, ale szybko nachodzi mnie refleksja, nie mam założonych błotników, nie ma mrozu, a tam na bank leży masa błota. Nie dzisiaj....


Jedyną opcją jest przejazd przez centrum Zabrza i zaliczenie ul Chorzowskiej w Gliwicach za którą nie przepadam, tyle że ok 8:00 przebijam się z centrum Zabrza do centrum Gliwic... rucha jak diabli. Co chwilę coś, światła, skrzyżowanie, korek, autobus... itd... 


Po dojeździe cieszy mnie, że to koniec na tą chwilę, może wieczór będzie lepszy?

Biały czy czarny?
Biały czy czarny? © amiga

Złoto dla zuchwałych

Sobota, 22 lutego 2014 · Komentarze(2)
Uczestnicy
Zehn kleine Jägermeister

Baza
Piątkowy poranek, nietypowy. Zamiast do pracy jedziemy z  Darkiem przez Poznań do Lubostronia w pobliżu Bydgoszczy na pierwszy Rowerowy Rajd; "Złoto dla zuchwałych". Poznań jest jedynie krótkim przystankiem u klienta.

W drodze przypominamy sobie czego zapomnieliśmy... Kilkadziesiąt km przed bazą, zatrzymujemy się w Żninie. Wizyta w Biedronce i Pizzeri. Dość dziwne miasto..., miasto kebabów. Chwilę nam zajęło zanim znaleźliśmy jakąś otwartą "restaurację". Wystrój i klientela wskazywała raczej na niezbyt wyszukaną kuchnię z mrożonek. Jednak kucharz zaskoczył, nie dość że smaczne to na dokładkę dużo...

Z pełnymi brzuchami ruszamy dalej. Do bazy docieramy ok 18:40, organizatorów nie ma. Ktoś w samochodzie obok potwierdza nam, że dobrze trafiliśmy, a Piotrek jest już w drodze. Ok czekamy.

Próbujemy się odprężyć
Próbujemy się odprężyć © amiga

Trochę się pobawiliśmy
Trochę się pobawiliśmy © amiga
Jacek daje nam popalić :)
Jacek daje nam popalić :) © amiga

Powoli pojawia się coraz więcej chętnych
Powoli pojawia się coraz więcej chętnych © amiga

Gra trwa
Gra trwa © amiga

I kto tu jest najlepszy?
I kto tu jest najlepszy? © amiga

Bez przesady.... zostaw coś dla innych
Bez przesady.... zostaw coś dla innych © amiga

Dochodzi 19:15, pojawiają się organizatorzy. Melinujemy się na sali gimnastycznej, staramy się wybrać dobre miejsca, tuż przy gniazdkach i kaloryferze. Mamy sporo czasu na przygotowanie rowerów.

A mówiłem, że z kolcami trzeba było wziąć?
A mówiłem, że z kolcami trzeba było wziąć? © amiga

Powoli pojawiają się kolejni znajomi i... nieznajomi, a w między czasie organizatorzy proponują nam posiłek - fasolkę po bretońsku, gorącą herbatę..., rewelacja, na dokładkę możemy się zrelaksować grając w bilard przy kilku stołach. :)

Około 22:00 sala jest już częściowo wypełniona. Spotkanie z Barkiem owocuje niesamowitymi gdyńskimi pączkami z wiśniami :). Na spotkaniach i pogaduchach mijają kolejne godziny. W końcu zmęczeni poddajemy się, pora spać.

Start
Poranek, sobota, ciężko się wstaje, ciężko się dobudzić, przeziębienie z którym walczę nasiliło się dość mocno, na dokładkę Darek wygląda mocno nieszczególnie, ale jeżeli już tutaj jesteśmy to głupio byłoby nie pojechać.

Chwila na odprawę
Chwila na odprawę © amiga
Kilka min przed startem
Kilka min przed startem © amiga

Dochodzi 7:45 pora na odprawę, wyjątkowo krótką. Dostajemy mapy możemy zająć się wykreśleniem szlaku. Z grubsza zaznaczamy ścieżki, od razu zakładając w kilku miejscach 2-3 warianty w zależności od tego co może nas spotkać w terenie. Niestety jakość mapy pozostawia wiele do życzenia, już na pierwszy rzut oka widać, ze to robota drukarki atramentowej o nieszczególnych możliwościach. Wyraźnie brakuje rozdzielczości..., w efekcie część ścieżek jest prawie niewidoczna, trudno je rozróżnić w gąszczu innych oznaczeń. Tak na dobrą sprawę wystarczyłoby gdyby zostały usunięte poziomice, są za gęste i niewiele wnoszą w całości. W końcu to nie Karkonosze, gdzie takie szczegóły mają istotne znaczenie (chociaż na Rudawskiej Wyrypie poziomice też były usunięte ;P jeżeli dobrze pamiętam). Koniec narzekania. Kilka minut po 8:00 ruszamy na poszukiwanie pierwszego PK.

PK 8 - Skrzyżowanie drzewo 10m na SW
Wyjazd z Lubostronia nie nastręcza nam większych problemów, "sieć" dróg bardzo ułatwia nawigację ;P Za to ze mną dzieje się coś niedobrego, strasznie łzawią mi oczy, chwilami niewiele widzę, o odczytach licznika nie ma mowy, masakra... Trzymam się za Darkiem.
Delikatnie dookoła, ale w niezłym czasie zdobywamy punkt. Czyżby miało być aż tak łatwo?
Chwila na zastanowienie
Chwila na zastanowienie © amiga

PK 3 - Drzewo przy granicy kultur
Opis punktu należy do tych moich ulubionych, szczyt górki, wysokie drzewo w lesie, na różnych maratonach bywało z tym różnie i często oznacza cokolwiek. Jednak tym razem jest łatwo, na zjeździe w nogę wbija mi się jakiś patyk dziurawiąc spodnie, ech... Będzie co łatać po powrocie :(
O dziwo lampion znaleziony, karty przedziurkowane i ruszamy dalej, tyle, że popełniamy dość paskudny błąd, bo powinniśmy od razu odbić na zachód, a początkowo jedziemy ścieżką wzdłuż jeziorka i dopiero później odbijamy na zachód, w efekcie lądujemy na niewłaściwej ścieżce..., na dokładkę jesteśmy przekonani że to ta dobra... 2 krotnie próbujemy naprawić błąd i 2 krotnie go powielamy... Masakra... W końcu zawracamy do miejsca gdzie wyszliśmy z okolic jeziorka, spoglądamy na mapę i jedziemy we właściwym kierunku, 250m dalej w końcu jesteśmy na drodze, na której powinniśmy być.
Ja po tym nie jadę, ani nie idę
Ja po tym nie jadę, ani nie idę © amiga

PK 5 - Ruiny wieży drzewo 20m na N
Ruszamy dalej, trochę podjazdu, ale ruiny wierzy widoczne są z daleka, krótki postój na odnalezienie lampionu i możemy jechać dalej.

Gdzie te ruiny?
Gdzie te ruiny? © amiga

PK 6 - drzewo na SE skraju skarpy
Dojazd do PK szybki, od poprzedniego przejechaliśmy max 1.5km ,a pewnie mniej. Tym razem poszło nieźle.

PK 11 - Skraj lasu słupek wysokości
Kolejny bliski punkt, w sumie chyba nawet dobrze, że pojechaliśmy w tą stronę, gorzej, że wcześniej straciliśmy niepotrzebnie sporo czasu. Lampion odnaleziony, kierujemy się na wschód, tam czekają na nas 2 PK 10 i 14 umieszczone po 2 stronach drogi którą jedziemy.

PK 10 - Początek strumienia
Mijamy wjazd na 14 i nieco dalej odbijamy na zachód kierując się na 10-kę. Natykamy się na grupkę bikerów jadących z, i na PK więc z samym odnalezieniem lampionu nie ma większych problemów.

Kolejny PK zaliczony :)
Kolejny PK zaliczony :) © amiga

PK 14 - Przepust
Zawracamy i musimy się cofnąć do drogi, i pojechać tym razem na wschód a później północ. Gdyby wszystkie PK takie były.
A gdzie ten przepust?
A gdzie ten przepust? © amiga

PK 12 - Szczyt górki
Pora zawrócić i skierować się na Bukszewo, tyle, że źle skręcamy i jedziemy na Kaliska..., z pomyłki zdajemy sobie sprawę dopiero w chwili gdy próbujemy odbić na Obielewo... niby wszystko się zgadzało, ale coś jest nie tak. Dobrze, że Darek czuwa.
Błąd nie jest może wielki, bo zaledwie kilka km, ale strata w czasie jest. Zastanawiamy się, czy nie zawrócić do miejsca gdzie mieliśmy skręcić, decydujemy się jednak na drogę przez pola po utwardzonej drodze. Przynajmniej tak wynika z mapy. Początek jest niezły, o droga jest niezła. Tyle, że w którym momencie odbija na północ zamiast prowadzić dalej na zachód. Może inaczej, droga na zachód była, ale wyglądała tak paskudnie iż zdecydowaliśmy się na wariant północy ;)
Wkrótce dojeżdżamy do szosy którą mieliśmy jechać wracając z 14-ki. Dojeżdżamy do Jabłówka, wjeżdżamy w drogę prowadząca w pobliże 12-ki.
Jest las, jest zakręt, jest górka..., tylko gdzie lampion? Po kilku min poszukiwania decydujemy pojechać dalej, objechać górkę i zaatakować z drugiej strony. Wyjeżdżamy z lasu i brzegiem pola objeżdżamy górkę odnajdując ścieżkę, chwilę później jesteśmy już na PK wraz z kilkoma pieszymi. Pomyłka kosztowała nas kolejne kilkadziesiąt minut... Jednego jesteśmy już pewni - nie zaliczymy wszystkich punktów. Pod nóż idą PK 20, 22, 13, a dalej się zobaczy.

PK 15 - Skraj lasu
Dość logiczny wariant, by nie robić niepotrzebnych pustych przelotów przez pół mapy. Kierujemy się na Jabłowo Puckie, po drodze Darek wyprzedza jakiegoś quada..., trzymam się z tyłu i obserwuje rozpaczliwe próby wyprzedzenia rowerzysty, ale się nie da...., widać jaki gość jest wściekłym jak próbuje wydusić kilka km więcej z maszyny. Bawię się nieźle, ale ile można się wlec z tyłu, dobijam quadowca i wyprzedzam go. Dalej jedziemy już w 2-kę. Obieramy kierunek na Wyrębę dojeżdżając do szosy odbijamy początkowo na zachód, by później skierować się w kierunku lasu. Z daleka podejrzewamy gdzie zlokalizowany jest lampion. Pojawia się myśl, by przeprawić się przez zaorane pole na azymut, bo z mapy nie wynika, że da się tam dojechać.
Jednak... to była tylko chwila słabości. Jadąc dalej ścieżką trafiamy na jakąś przecinkę, wygląda na całkiem niezłą i prowadzi z grubsza w interesującym nas kierunku. Chwilę później jesteśmy na PK :)
Ciekawe miejsce
Ciekawe miejsce © amiga
Mnie się tu podoba :)
Mnie się tu podoba :) © amiga

PK 9 - Granica kultur
Kolejny z PK z moim ulubionym opisem.... ;P
Początkowo mieliśmy na niego jechać przez Gąbin, jednak droga prowadząca w pobliżu PK 15 jest na tyle dobra iż decydujemy się na kontynuowanie jazdy nią. Troszkę nie w tym miejscu wyjeżdżamy na szosę więc musimy szybko skorygować plan jednak do samej 9-ki dojeżdżamy w dość niezłym czasie. Nawet opis punktu nam nie przeszkodził :)

Pora obrócić mapę
Pora obrócić mapę © amiga

PK 2 - Skraj rowu
Ponownie dłuższy przelot przez lasy, aż do drogi prowadzącej na Łabiszyn, Chwilę później namierzamy rów i kierujemy się wzdłuż niego, natykamy się na grupę bikerów, wspólnymi siłami odnajdujemy lampion. Można ruszać dalej. Spoglądamy na zegarek i... chyba pora po raz drugi skorygować nasze plany. Odpuszczamy 17, 21, 4, 1, a decyzję co do 19 zostawiamy sobie na później.

Łatwy do namierzenia
Łatwy do namierzenia © amiga

Szczęśliwy Darek
Szczęśliwy Darek © amiga

PK 7 - Brzeg strumienia
Przejazd przez miasto i długi odcinek szosami, po koniec wjazd w teren i jesteśmy na PK. poszło nieźle.

PK 23 - Wielki pień na skarpie
Okolica punktu nie wygląda najlepiej, mocno „nadziubane” na mapie, sporo ścieżek, może być bardzo różnie. Podjeżdżamy pod górkę zsiadamy z rowerów i szukamy pnia. Minutę później mamy podbite karty, pamiątkowa fota i jedziemy dalej.

PK 24 - Skrzyżowanie drzewo 10m na SE
To PK położony najbliżej bazy, mieliśmy zaliczać go jako ostatni, ale plany zostały jakiś czas temu zmienione. Przy 23 jeszcze się zastanawiamy czy aby nie pojechać przez 19-kę... jednak liczba odpuszczonych PK jest zbyt wielka. Jeden więcej, jeden mniej już niewiele zmieni. Sam punkt odnaleziony dość szybko, pozostało skierowanie się na 16 i 18.

PK 18 - Skrzyżowanie
Kierunek Józefinka. Punkt zupełnie bezproblemowy, zaczynamy żałować kilka odpuszczonych PK...., tylko kto mógł wiedzieć, że będzie tak łatwo? 16-ka też nie wygląda specjalnie skomplikowanie
Przyzwoity kawałek drogi
Przyzwoity kawałek drogi © amiga

Pogoda idealna
Pogoda idealna © amiga

PK 16 - Zagłębienie złamane drzewo
początkowo szosą, później trochę terenu i zbliżamy się na PK. Z daleka widać jakieś zagłębienie, wypełnione wodą, zsiadamy z rowrów i zagłębiamy się...
Mija dobre 10-15 min. Po drzewie i lampionie nie widać śladu. Darek postanawia się wrócić... do rowerów i przestudiować mapę jeszcze raz. Słyszę przekleństwa..., coś się stało...? Wracam.... spoglądam na Darka, na rowery i... na lampion dokładnie na wprost :)

Meta
Pałac w Lubostroniu
Pałac w Lubostroniu © amiga

Zawracamy, po głowie chodzi jeszcze myśl, aby zebrać 19-kę..., mamy ok godzinę czasu. Jednak nie. Wracamy do mety, zatrzymujemy się przy pałacu w Lubostroniu i wracamy do szkoły gdzie czeka na nas kolejny ciepły posiłek.
Godzinę później wsiadamy o samochodu i wracamy na Śląsk.

Powrót do domu
Powrót do domu © amiga


Jedyną rzeczą do której bym się przyczepił to mapa..., jej jakość jest tragiczna i potrafiąca generować problemy. Reszta stała na niezłym poziomie.

Wariant skrócony, tyle, że nie do domu...

Czwartek, 20 lutego 2014 · Komentarze(0)
Metallica - The Day That Never Comes

Zamiast do domu, kieruję się na Helenkę, jutro z rana czeka nas wyjazd do Poznania. Zabieram resztę rzeczy z firmy o których zapomniałem i ruszam. Szosy, szosy, szosy i to po raz kolejny w tym tygodniu przez Zabrze, Mikulczyce, Rokitnicę...

Nie spieszę się..., jak będę zbyt wcześnie to czeka mnie kwitnięcie przed blokiem, ale może to i lepiej, przynajmniej nie pędzę na złamanie karku. 

Gdy dojeżdżam na miejsce Darek już jest, czeka...

W oczekiwaniu na wiosnę... chociaż mam wrażenie, że trwa już od 2 miesięcy
W oczekiwaniu na wiosnę... chociaż mam wrażenie, że trwa już od 2 miesięcy © amiga

go work

Czwartek, 20 lutego 2014 · Komentarze(0)
EL CONDOR PASA - SIMON & GARFUNKEL.

Po raz ostatni w tym tygodniu jadę do pracy. Niby czwartek, ale... jutro wyjazd do Poznania a później w okolicę Bydgoszczy. Rower przygotowany, przynajmniej tak mi się wydaje.  Mapnik założony, ciężki plecak też, kompas na ręce... mogę jechać.
Po kilometrze staję, coś jest nie tak, czuję, że tylne koło jakieś miękkie jest, przez tydzień z KTM-a zeszło część powietrza. Ech...
Chwila pompowania, mogę jechać dalej, ale i tak mam wrażenie, że jadę na mule... 

Chyba przyzwyczaiłem się do Gianta...., do tych wąskich opon..., korby 48ki :) Tutaj muszę walczyć na 42 zębach..., niby da się to nadrobić kadencją..., ale ja wolę siłowe rozwiązania ;P Na dokładkę na podjazdach mam problem z amorem, stary był sporo bardziej twardy, nie bujał tak... ale przecież mam blokadę na kierownicy i zaczynam z niej korzystać.... jest zdecydowanie lepiej..., ale każdy podjazd to konieczność włączenia blokady. Nic to musi wejść w krew... 

Po drodze zastanawiam się czy nie zjechać na myjnię, spłukać trochę rower. Jednak nie teraz..., zrobię to wieczorem... po wyjeździe z firmy.

Dojeżdżam do pracy..., kąpiel i można zasiąść przed komputerem.

Masakra - jak ja dawno tam nie byłem..., chyba pora zorganizować sobie wycieczkę w okolice Mikołowa ;)
Masakra - jak ja dawno tam nie byłem..., chyba pora zorganizować sobie wycieczkę w okolice Mikołowa ;) © amiga

powrót tym razem nie dookoła ;)

Środa, 19 lutego 2014 · Komentarze(0)
Sinead O'Connor - Molly Malone

Czuję lekkie zmęczenie, średnią ochotę na jazdę, z drugiej strony chyba zmęczył mnie dzisiejszy dzień w pracy. Wychodzę raczej klasycznie ok 17:00. Drogi względnie czyste..., nie pada... więc jest nieźle... 
W miarę normalnym czasie ocieram do Katowic, mam tylko jedno marzenie... spać :)
A jednak nie..., spoglądam na ślad endomondo i wizę jakieś zanotowane bzdury.począwszy od tego że wygląda jakbym część drogi zrobił chorzowską w Gliwicach a na dokładkę wyrosła mi wielka 2,5km góra :) analizując ślad z rana okazało się, że endomondo gdzieś pomiędzy Bytomiem, a Zabrzem znalazł 100m depresję. Może amerykanie postanowili napaść na kogoś i satelity pokazują bzdury? Cóż... ślad zostawiam dla potomności :)

Lubię takie zachody słońca
Lubię takie zachody słońca © amiga

dookoła....

Środa, 19 lutego 2014 · Komentarze(0)
Annie Lennox - Why

Wychodzę z domu ok godzinę wcześniej niż zwykle. Powód prosty..., skleroza.Muszę pojechać do Bytomia po klucze z domu, z szafki... Zastanawiam się czy nie pojechać dokładnie tą samą trasą którą wczoraj wracałem z Gliwic? Chwila zastanowienia i nie..., Gliwicka w Katowicach jest mocno rozkopana, jeden kierunek, musiałbym jechać po chodniku, a nie mam na to ochoty. Decyduję się na myk przez Kochłowice i Nowy Wirek z wylotem gdzieś w Świętochłowicach. Ciężko powiedzieć czy będzie bliżej, czy może dalej, ale najważniejsze, że ominę centrum Katowic.

Do Kochłowic idzie rewelacyjnie, na Nowym Wirku jednak niespodzianka... podjazd, długi dość upierdliwy podjazd, nie pamiętam kiedy ostatni raz zrzucałem z blatu, a ty miałem taką wewnętrzną potrzebę, a może to brak kondycji po zimie, po chorobie....?


W Bytomiu decyduje się dzisiaj na ścieżki rowerowe, ruch na drogach jest paskudny...., wystarczy chwila nieuwagi. W końcu dojeżdżam na miejsce odbieram klucze i... kieruję się na Gliwice, przez Rokitnicę, Mikulczyce, Maciejów..., Dochodzi ósma..., jestem gdzieś na granicy Zabrza i Gliwic. Zaciska. Czerwona fala... Masakra

Docieram do firmy..., lepiej.. :) jeszcze tylko kąpiel.
Jeszcze chwila znowu się pojawią na szlakach, chociaż kleszcze już podobno obudziły się ze snu zimowego :)
Jeszcze chwila znowu się pojawią na szlakach, chociaż kleszcze już podobno obudziły się ze snu zimowego :) © amiga

powrót lekko dookoła

Wtorek, 18 lutego 2014 · Komentarze(1)
Queen & Annie Lennox & David Bowie - Under Pressure

Wychodzę z firmy i... nie jadę do domu, przynajmniej jeszcze nie w tej chwili. Kieruję się na Zabrze a później Bytom, jestem tam umówiony. Ruch na drogach jak diabli, ale czemu się dziwić jeżeli to czas powrotów, jeżeli to główne drogi?

Nie za bardzo mam w tej chwili ochotę na jakieś szaleństwa na drogach, jadę dość powoli, nie chcę się spocić..., przynajmniej w pierwszej części przejazdu. W centrum Zabrza zatrzymuję się na chwilę przy płaskorzeźbie, szybka focia i mogę lecieć dalej. Tam razem już nie kombinuję jak kiedyś. Najwygodniej jest mi polecieć na Rokitnicę i tam odbić na Miechowice. 


Minęło kilka godzin, w końcu trzeba ruszyć w drogę do domu. Jest po 22:00..., chwila zastanowienia i chyba najlepszą opcją jest pociągnięcie głównymi szosami, aż do Katowic. Chyba najszybszy wariant. Na dogach pustka :) odpuszczam nawet jazdę po ścieżkach rowerowych, szkoda na nie czasu, na stanie na światłach. Po prostu jadę... W Katowicach z Gliwickiej skręcam w Wiśniową, i przy makro kieruję się na Załęską Hałdę. W domu jestem w okolicach 23:30. Przed drzwiami uświadamiam sobie, że w Bytomiu zostawiłem klucze. Ech...., będę miał pobudkę wcześniej niż zwykle.


"Płasko rzeźba" © amiga

późny poranek

Wtorek, 18 lutego 2014 · Komentarze(0)
Pink Floyd - Time Poranek...

Wyjeżdżam późno, bardzo późno... niedobrze, na drogach czekają mnie korki. Tak też się dzieje, tragedia w Katowicach, później jeszcze Kochłowice i Wirek, dalej na szczęście jest już zdecydowanie lepiej, tyle, że jest po ósmej. Przejazd przez Pawłów kosztuje mnie trochę wysiłku. Drogi miejscami mokrawe, a w chwili wyjazdu delikatny minus. Przydałoby się aby temperatury się podniosły do komfortowych +16 + 20 stopni. Na szczęście połowę lutego mamy już za sobą i raczej nie zapowiada się, aby zima miała powrócić. A nawet to będzie to chwilowe. W firmie jestem w dość niezłym czasie, chyba zaczyna mi się podobać jazda crossem, na drogach spisuje się rewelacyjnie. Można by się czepić do opon, bo... w 2 miejscach czułem delikatny uślizg.
Na drugiej lokalizacji jest chyba trochę więcej bikerów
Na drugiej lokalizacji jest chyba trochę więcej bikerów © amiga

po ciemku i błocie :)

Poniedziałek, 17 lutego 2014 · Komentarze(0)
AC / DC - HELLS BELLS

Jest po 17:00 późno..., miałem wyjść wcześniej...


Ruszam i wiem jedno, pora przetestować nową lampkę w terenie, profilaktycznie mam drugą starą na kierownicy oraz czołówkę Biedronkowską na głowie... 


Wyjeżdżam z Gliwic i hyc do lasku Makoszowskiego, pierwsza próba to błotniste pobojowisko w okolicy budowy DTŚki, nie była to próba dla lampki, tylko raczej dla roweru, nie spodziewałem się aż tak głębokiego błota, wczorajsze mycie diabli wzięli..., teraz nawet nie zastanawiam się czy jechać drogami czy lasami... Odpowiedź jest jedna. Jak.... cały rower jest up...y to nie zrobi mu już żadnej różnicy przecioranie po terenie. Spodziewam się problemów w okolicach starej hałdy w Makoszowach i... nie mylę się... 

Musi być kilka tygodni słonecznych by droga ta stała się w pełni przejezdna, bokami po nieco mniejszym błocie udaje mi się przejechać, pomimo tego, że koła kręcą się w miejscu... prędkość spada do kilku km/h. Koła wyraźnie zwiększyły swoją szerkość, to już nie 700x40... to 700x2.1", kilka kg więcej do uciągnięcia... Wydawało mi się, że dalej będzie już lepiej..., pomyłka, wycinka drzew i ciężki sprzęt zrobiły swoje. Za to z opon powoli odpada warstwa błota...

Dobrze że widzę na kilkadziesiąt metrów do przodu, kilka razy przebiegają mi drogę sarny, tyle, że przy takiej prędkości nie zagrażam im ani one mnie :)

Nieco lepiej prezentuje się odcinek pomiędzy Kończycami, a Halembą..., to co uskuteczniam można nawet nazwać jazdą :)

Krótki odcinek szos na Halembie i w Starej Kuźni ponownie wbijam się w las, dolina Jamny wita mnie rozmiękłą ziemią, głębokimi koleinami, tutaj nie ma mowy o jeździe, jest gorzej niż na hałdzie w Makoszowach, kilkadziesiąt metrów muszę podprowadzić rower...
Dzieje się...


Przy drodze na hałdę w Panewnikach natykam się na pociąg... chwila przerwy i ruszam w dalszą podróż, tyle, że już niedaleką, w ciągu kilku minut dojeżdżam do asfaltu... 

Jeszcze krótki odcinek terenu na końcu Bałtyckiej, gdzie doganiam jakiegoś zupełnie nieoświetlonego "niedzielnego" bikera, tyle, że dzisiaj widzę go ze 100m :)


15 min później jestem w domu, rower wygląda tak jak przed wyjazdem na Helenkę... w niedzielę, szkoda go było myć ;P


Potwór Bajką zwany - zdjęcie sprzed dokładnie roku :)
Potwór Bajką zwany - zdjęcie sprzed dokładnie roku :) © amiga