po pracy

Poniedziałek, 11 sierpnia 2014 · Komentarze(0)
The Voice of My Doctor - Sinéad O'Connor
Jednak czuję delikatne zmęczenie, zabieram graty i pędzę do domu, po szosach, na lasy, ścieżki dzisiaj nie mam zupełnie ochoty, może też z powodu późnego wyjazdu, w końcu wyszedłem ok 17:15.... Pogoda za to dość przyzwoita..., jest ciepło... jedzie się szybko.. tyle, że plecak trochę ciąży, sporo ciuchów w nim.... 
Większość drogi mignęła dość szybko, ale... na Wirku spory ruch, zmieniam trasę, zamiast główną drogą na Kochłowice jadę czerwonym szlakiem... przynajmniej częściowo, bo bezpieczniej, bo bez ruchu bo lubię ten fragment. Gdzie w zasadzie nie spotyka się samochodów, a asfalt jest....:)
 Dojeżdżam do domu... ciuchy lądują w pralce razem z butami, a ja nie mam ochoty na nic więcej... Chyba dopadło mnie zmęczenie... pora spać...
Makro... :)
Makro... :) © amiga

do pracy z Helenki

Poniedziałek, 11 sierpnia 2014 · Komentarze(0)
treading and trodden - King 810

Po intensywnym weekendzie pora na zwykły szary wyjazd do pracy, wariant skrócony bo z Helenki... do pokonania jedynie ok 16km... w większości z górki, ale w nocy padało, przez głowę przechodzi mi myśl o jeździe szosami... jednak szybko zmieniam plan, w końcu błotnisty odcinek leśnej to jedynie 300-400m... w najgorszym przypadku przeprowadzę rower.
Myślałem że będzie mi się gorzej jechać...ale jest nieźle... nic mnie nie boli, nie dolega... szok... Na leśnej... okazuje się, że jest całkiem przyzwoicie... Fakt, że trzeba zwolnić ale to wszystko... Końcówka to szosy i we względnie szybkim czasie docieram na miejsce..., do pracy... :)

Na przełęczy karkonoskiej
Na przełęczy karkonoskiej © amiga

Przełęcz Karkonoska

Niedziela, 10 sierpnia 2014 · Komentarze(0)
La Rasarit - ROA (Rise Of Artificial)

Niedzielny poranek, dzisiaj plan prosty, przełęcz karkonoska, tyle, że od Borowic, więc w zasadzie skrócony wariant...
Ruszamy dość wcześnie, krótki postój przy cmentarzu znanym nam z poprzedniego roku i jedziemy w kierunku Golgoty.

Kamień z upamiętkaniający
Kamień z upamiętniający © amiga
Cmentarz więźniów obozu pracy nad przesieką
Cmentarz więźniów obozu pracy nad przesieką © amiga
Z innej strony
Z innej strony © amiga

Przed potworem krótka przerwa na nawodnienie i powoli wspinamy się w górę, by po 50m natknąć się na szlan... trzeba przerzucić rowery i dopiero wtedy ruszyć dalej... Napęd coś mi szwankuje... dziwne jest to, że nie zmieniałem przełożeń... przy przenoszeniu... po chwili odzyskuję kontrolę i gonię Darka... OSMAnd dość dokładnie wskazuje mi ilość km którą mamy do pokonania... Wbrew wszystkiemu... jedzie się zdecydowanie lepiej niż wczoraj na Śnieżkę, a nachylenie jest większe, ale nie ma kocich łebków... wybojów... Jestem w szoku...
Jednak nie ma tak różowo, gdzieś pod koniec daję za wygraną... po prędkość 5km/h to jakaś porażka, kawałek podchodzę... i wsiadam ponownie na rower, muszę wjechać... Na szczycie kilka sweet foci... wizyta w schronisku.... 

Panorama z przełęczy
Panorama z przełęczy © amiga

Rowery 2
Rowery 2 © amiga

Zaproszenie na IWW ;)
Zaproszenie na IWW ;) © amiga

Wieje niemiłosiernie, w ciągu kilku chwil czuję, że wiatr wychładza mnie, po szybkim piwku pora wracać... Zjeżdża się dość przyjemnie i szybko, aż prosi się o puszczenie klamek, jednak  nie ma takiej opcji, asfalt pozostawia wiele do życzenia, co jakiś czas są w nim wyrwy i o ile przy podjeździe to nie przeszkadza... bo przy 5km/h po prostu jest czas by je ominąć, to przy 50km/h może nie być czasu na reakcję... ale i tak na dole jesteśmy w ciągu kilkunastu minut ;) Cała wycieczka włącznie z przerwą zajęła nam 2 godziny... aż szok, że to tylko tyle... W zasadzie to mam wrażenie, że na Chrobaczej Łące swego czasu dostałem bardziej w d...ę niż tutaj... 
Widzę jednak jeden mały problem w tym wszystkim, brakuje mi gór..., długich podjazdów.., w tym roku pewnie tego już nie doświadczę... chyba że na wyrypach... Chociaż na Izerskiej nie spodziewam się cudów... za to na Kaczawskiej zawsze można pojechać na Jelenią Górę...  W przyszłym roku chyba zmienię plany.... Beskidy w końcu są niedaleko....

Śnieżka 2014

Sobota, 9 sierpnia 2014 · Komentarze(1)
Piotr Rogucki - Wielkie K

Dzień nietypowy, pobudka w Borowicach i szybki wyjazd do Karpacza... ostawiamy Anetkę i Wiktora w okolice wyciągu, a sami jedziemy do centrum, zostawiamy samochód i przygotowujemy rowery i siebie... Darek przekonuje mnie do rozgrzewki na którą nie mam zupełnie ochoty. A drugiej strony może to i lepiej..., cóż i tak nie spodziewam się cudów... Ten rok to jedno pasmo problemów najczęściej ze zdrowiem.  Jednak jak co roku założenie jest tylko jedno wjechać, wejść na Śnieżkę nawet gdybym musiał wnieść rower. 
Po krótkiej rozgrzewce jedziemy na start, w między czasie rozmawiamy ze znajomymi z kolegami z firmy...i w końcu doczekaliśmy się startu...
Chwilę przed startem
Chwilę przed startem © amiga

Początek jak zwykle dość banalny, bo po szosie, jednak te 3 km jakoś wyjątkowo mi się dłużą..., chyba zapomniałem jak długi jest ten początkowy fragment, dojeżdżamy do Wangu, zaczyna się kostka i stromy podjazd... nogi płoną, jednak jakimś cudem podjeżdżam, czuję zmęczenie... czuję ten podjazd... Spoglądam na pulsometr pokazuje coś koło 165... - czyli się op...am... 
Jednak wiem jedno to w końcu dopiero początek, przede mną jeszcze 10km wertepów, nie ma co się wygłupiać, wspinam się kawałek po kawałku, w końcu gdzieś tam w lesie ktoś mi delikatnie zajeżdża drogę, uślizg i.. leżę... Chyba pierwszy raz zaliczam glebę na tym podjeździe..., na szczęście prędkość spacerowa, będzie co najwyżej siniak... Ruszam dalej... 

Ostatni podjazd
Ostatni podjazd © amiga
Szczęśliwy Darek
Szczęśliwy Darek © amiga

Po kolejnym długim i mozolnym odcinku spotykam kogoś proszącego o dętkę... większość ludzi go olewa, ale ja jak zawsze mam ze sobą pełny arsenał narzędzi... pomimo braku plecaka to i tak jakiś klucz do kasety i francuz by się znalazł :) w torbie podsiodłowej... Oddaję dętkę i ruszam dalej... Zbliżam się do strzechy, czuję ból, widzę osoby zsiadające z rowerów... chyba zrobię to samo... przechodzę kilkadziesiąt metrów i wsiadam na rower, dopadam wyjątkowo bufetu umieszczonego tuż przy budynku... Szybki banan, woda i ruszam dalej, tylko po diabła wiozę ze sobą litr isotoniców jeżeli z tego nie korzystam? Może później się przydadzą....
Ciężki podjazd, ale już widać szczyt, widać schronisko... oceniam, że zajmie mi to ok 30-40 minut... 
Co chwilę kamienie wybujają z rytmu, w końcu chwila słabości i krótki spacer, ale... tak nie może być... wsiadam na rower i jadę dalej...
W końcu po długim boju Dom Śląski... prawie kilometrowe siodło, w końcu można chwilę odpocząć, co z tego, że rower podskakuje na wertepach, na liczniku ponad 30km/h :), spory ruch pieszy, trzeba bardzo uważać.
P...ę nie jadę ;P
P...ę nie jadę ;P © amiga

Schronisko coraz bliżej... ostatni podjazd... ostatni kilometr... Początkowo jadę... gdzieś w 2/3 długości denerwują mnie piesi rowerzyści którzy wpychają rowery szybciej niż ja jadę, licznik pokazuje coś około 4-5km... przegięcie... w końcu decyzja, podejdę ostatnie kilkaset metrów... koniec z torturami... nie dziś... Będę szybciej na szczycie...  Docieram na szczyt. czas coś kolo 1:45... gorzej niż rok i 2 lata temu, ale cóż... ważne że dotarłem... Jest jeszcze coś dziwnego, coś co również czułem w zeszłym roku, wydaje mi się, że jechałem bardzo asekuracyjnie, bojąc się, że braknie gdzieś mi sił, starając się je zachować na później... Może to i dobra taktyka...? Tzn dobra przy długich dystansach, a nie przy krótkim sprincie... (przesadzam). Na mecie czekali już na mnie Andrzej i Darek... pierwszy z czasem 1:17 drugi 1:39 (wartości z pamięci), a kilka minut później dołącza do nas Krzysiek. 
Na szczycie
Na szczycie © amiga
Drużyna w komplecie
Drużyna w komplecie © amiga
Jakiś znak?
Jakiś znak? © amiga
Sporo rowerzystów
Sporo rowerzystów © amiga
W sumie i tak wjechałem w czasie krótszym niż się spodziewałem, może za rok będzie lepiej... kto wie.....
Na szczycie za to szok... jesteśmy ponad godzinę i cały czas świeci słońce jest ciepło, temperatura w okolicach 25 stopni, to najlepsze warunki z jakimi się tutaj spotkałem... Po prostu jest idealnie. 
Widoki rewelacyjne
Widoki rewelacyjne © amiga
Pogoda też dopisała
Pogoda też dopisała © amiga
Chyba warto było się pomęczyć
Chyba warto było się pomęczyć © amiga

Przyszła jednak pora na drugą część imprezy, trzeba zjechać... za pilotem, tej części chyba bardziej nie lubię... kocie łebki zabijają bardziej przy jeździe w dół na zaciśniętych klamkach... Pierwszy i zarazem ostatni postój przy Domu Śląskim, ten najbardziej wredny fragment mamy już za sobą. Ciąg dalszy już nie jest, aż tak paskudny całość trwa ponad godzinę... Gdy za Wangiem wjeżdżamy na asfalt, tak jak co roku czuję ulgę... dłonie mogą odpocząć...  
Krótka przerwa na zjeździe
Krótka przerwa na zjeździe © amiga
Kolejna Śnieżka zaliczona, może to nie był najlepszy mój występ... ale nie można mieć wszystkiego..., za rok będzie kolejna okazja na podjazd...

2 medale :)
2 medale :) © amiga

Tam i z powrotem

Piątek, 8 sierpnia 2014 · Komentarze(0)
A Moment to Share - Brainstorm

Jest coś koło 13:00 - wychodzę z firmy i gnam do Katowic, po szosach, jak najszybciej, tylko dlatego, że o 15;00 muszę być u lekarza... masakra... Co ciekawe na drogach jest luźno, ale to pewnie dlatego, że godziny szczytu jeszcze przede mną. Gdy docieram do Piotrowic zauważam, że mam sporo czasu, ponad 50 min..., zahaczam więc o kebaba :) coś zjem, pewnie przez najbliższe kilka godzin nie będzie szans na cokolwiek.... Po "obiedzie" wizyta w domu, umyć się, przebrać i do przychodni. Jestem tam też trochę przed czasem, ale wszystko na mnie czeka, więc 10 minut później wracam. Tel. do Darka i gnam do Gliwic... Tą samą drogą, poza mną tam jest już wszystko... na miejscu ląduję coś około 16:30-16:40, chwila rozmowy z Darkiem i idę się po raz któryś dzisiaj przebrać i wykąpać...  
Wszystko spakowane załadowane do samochodu, lecimy na Borowice...
Jutro Śnieżka...

Tablica informacyjna w Śląskim Ogrodzie Botanicznym w Mikołowie
Tablica informacyjna w Śląskim Ogrodzie Botanicznym w Mikołowie © amiga

zerwana spinka

Piątek, 8 sierpnia 2014 · Komentarze(0)
I Wasn`t Made For The World I Left Behind - Machinae Supremacy

Szykuje się dzisiaj zwariowany dzień, wieczorem czeka nas wyjazd do Borowic, a teraz muszę się pospieszyć by dojechać do firmy, pech chce, że jakieś 200-300m od domu pęka mi spinka Connex-a w łańcuchu, podejrzewam, że źle ją założyłem, gub się też fragment ogniwa... zawracam do domu, tam szybkie odszukanie potrzebnego mi fragmentu, zakładam nową spinkę i ruszam do Gliwic. 
Pozostały tylko szosy, jestem już spóźniony, a dzisiejszy dzień to jak wspomniałem będzie obłęd... Na 15:00 muszę być w przychodni... 
Gonię ile sił w nogach by nadrobić stracony czas... tyle, że pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć i tak cieszę się, że w firmie byłem ok 8:30... ech
Kościół w Ornontowicach
Kościół w Ornontowicach © amiga

Kolejny raz przez Mikołów

Czwartek, 7 sierpnia 2014 · Komentarze(0)
Strut - Lenny Kravitz

Po pracy nie do końca wiem, co chcę dzisiaj zrobić, którędy jechać.... pogoda niezła, początkowo więc pakuję się tą samą trasą co poranna przez hałdę w Sośnicy, jednak później... już w Makoszowach zmieniam plan, jadę na Chudów, dzisiaj czwartek więc powinienem trafić na zlot motocyklistów... 
Przed zamkiem w Chudowie
Przed zamkiem w Chudowie © amiga
Piękne chromy
Piękne chromy © amiga
A może porzucić rower?
A może porzucić rower? © amiga
Na coś szybszego?
Na coś szybszego? © amiga
Z takimi hamulcami to i góry niestraszne
Z takimi hamulcami to i góry niestraszne © amiga
Droga jest mi znana i dość szybko docieram na miejsce, kilka, może kilkanaście fot później ruszam w dalszą drogę kierując się na Bujaków i Mikołów, gdzie zaliczam podjazd na Sośnią górę w ogrodzie botanicznym...
Na szczycie Sośniej góry
Na szczycie Sośniej góry © amiga

za to przypominam sobie o 2 drobiazgach, nieco dalej na tzw. fiołkowej górze jest pomnik który wypadałoby odwiedzić i gdzieś znalazłem informację o 100m tunelu, tyle, że pewnie wejście będzie trudne do odnalezienia..., a czesanie całej góry mija się z celem. Do pomnika trafiam bezbłędnie, próbuje też pojechać ścieżką dalej, ale jest coraz bardziej zarośnięta... w końcu stwierdzam że to mija się z celem, tym bardziej, że coraz więcej gryzącego tałatajstwa się pojawia... Uciekam stąd... odwiedzę to miejsce jesienią, może wtedy będzie prościej namierzyć tunel... Jadę dalej do centrum Mikołowa...
Po drodze po raz n-ty moją uwagę zwraca znak "Kościół NMP Matki Zbawiciela" który wskazywałby że mam do czynienie z zabytkami..., skręcam i widok mnie zaskakuje, kościół zupełnie niczym się niewyróżniający, a powiedziałbym, że jego bryła bardziej przypomina skład niż kościół, jedyna cecha wyróżniająca to krzyż i witraże... Za to tuż obok jest dość ciekawa dzwonnica i to bardziej ona przykuwa moją uwagę.
Przed klasztorem
Przed klasztorem © amiga
I grota jest
I grota jest © amiga
Piękna dzwonnica
Piękna dzwonnica © amiga
Kościół tyle, że jakiś taki.... nijaki
Kościół tyle, że jakiś taki.... nijaki © amiga
Za to wyjeżdżając z Mikołowa w kierunku Zarzecza i Podlesia postanawiam sprawdzić kilka ścieżek... w efekcie trochę błądzę i pod koniec prowadzę rower przez jakieś zasieki i elektryczne pastuchy... 

Dobrze, że nie trwało to zbyt długo, pod koniec podjeżdżam jeszcze do Siostry i dopiero później do domu.

do pracy przez hałdę w Sośnicy

Czwartek, 7 sierpnia 2014 · Komentarze(0)
KULT - Dzisiaj jest mojej córki wesele
z rana krótka wizyta w przychodni, w efekcie wychodzę z domu ok 7:20, pędzę na wizytę i... dopiero później mogę jechać do pracy, pomimo późnej pory wybieram jazdę po terenie, trochę się obawiam błota, ale cóż, mam wyjątkowo nieco więcej czasu z rana. 
Odbijam do lasu w Panewnikach, później przez Halembę, Kończyce i tutaj zastanawiam się co dalej? Czy lepiej odbić w kierunku cywilizacji czy pchać się przez starą hałdę w Makoszowach. Oczywiście wybieram ten drugi wariant... a co...
Po przejechaniu błotnistego fragmentu już nie robi mi różnicy którędy pojadę dalej... więc kolejna hałda przede mną, tym razem ta w Sośnicy, jednak nie jadę jak zwykle omijając ją w większości prawą stroną, ale mozolnie wspinam się po wąskiej ścieżce na jej szczyt... 300m później jestem na górze... chyba pierwszy raz podjechałem całość, tutaj nachylenie cały czas oscyluje od 12-17%. Może więc na Śnieżce nie będzie tak źle jak się spodziewam?
Pozostała jazda szczytem zjazd do lasku Makoszowskiego i ostatni kilka km przez miasto... W firmie jestem ok 9:00.
Fotka z Mikołowa
Fotka z Mikołowa © amiga

przez hałdę

Środa, 6 sierpnia 2014 · Komentarze(0)
KULT - Prosto
Wychodzę kilka minut po 17:00 ruszam, pogoda taka sobie, nie pada, wiatr się odwrócił, wieje od północy, jakoś nie mam ochoty dzisiaj na szaleństwa, ale za to pojadę po terenie, przez hałdę w Sośnicy, zaskakuje mnie wykończenie budowy DTŚki. w Zasadzie zniszczony został jedyny sensowny wjazd w okolicę hałdy... komu to przeszkadzało... w zamian mam kilka rowów do pokonania... Bez sensu... Jadę nieco inaczej, jest tam ścieżka tyle, że po niej będę musiał przenieść rower bo... torowisko jest nie za bardzo przyjemne... W sumie ok 100m tachania roweru... W końcu jestem na właściwej drodze... docieram w okolice szczytu teraz pozostało tylko zjechać, po ostatnich deszczach widać, że nawierzchnia pozostawia wiele do życzenie, w kilku miejscach czuć jak rower się zapasa w piasku wymieszanym z czymś... Dalej kolejna niespodzianka, tyle, że w Makoszowach, mocno rozkopana Oświęcimska zmusza mnie do kolejnego zejścia z roweru, ciężko jechać obok kilku metrowych dziur i ciężkiego sprzętu... Mam nadzieję, że wkrótce skończą tutaj kopać. 
Stara hałda wita mnie masą błota... w sumie czemu mnie to dziwi.... za to dalej kolejne niespodzianki związane z wycinką drzew w okolicy... Wkrótce dojeżdżam do Halemby, zastanawiam się co będzie dalej...  bo  poniedziałek było widać, że ten teren jest zalewany po ulewach, a w końcu wczoraj padało..., czy da się tamtędy przejechać, czy będę musiał zawrócić i poszukać innej opcji przejazdu?
Szczęśliwie jest nieźle, widać nowe naniesione konary, gałęzie, widać, że coś tutaj się działo, ale da się przejechać... , dzięki temu wkrótce ląduję na Panewnikach i kilkanaście minut później jestem już w domu.

Jeszcze jedna focia z okolic Mikołowa
Jeszcze jedna focia z okolic Mikołowa © amiga

do pracy przez przychodnię

Środa, 6 sierpnia 2014 · Komentarze(0)
A Metaphysical Drama - Vintersorg

Rano plan nieco inny niż zwykle, muszę zahaczyć o przychodnię z rana, ta jednak otwiera swoje podwoje dopiero o 7:30. Wyjeżdżam więc później załatwiam co mam załatwić na miejscu (chyba już przyzwyczaili się tutaj do mnie i ciuchów rowerowych) i jadę dalej. Zawracam w kierunku domu i raczej standardową drogą na Gliwice, na las nie ma już czasu, o tej porze lepiej jest gdy pojadę szosami... Dziwnie źle mi się jedzie, cały czas mam wrażenie, że wieje mi w oczy, masakra... dzisiaj nie mam ochoty na walkę z wiatrem...ale lekko nie ma, w końcu nie zawsze może być idealnie, tak jak by się chciało... w firmie ląduję dopiero przed 9:00 - tak bywał... ale dzisiaj było to raczej pewne.
Rzut oka na kamieniołom w Mikołowie
Rzut oka na kamieniołom w Mikołowie © amiga