Powrót lasami

Piątek, 22 sierpnia 2014 · Komentarze(0)
I Am Hell (Sonata in C#) - Machine Head
Co dalej z kontuzją? W firmie cały czas czułem bark, ból... Za to wracałem lasami, nie jakos nie miałem odwagi by ciągnąć ulicami, gdy wiem, że mam problemy ze wskazaniem kierunku jazdy na skrzyżowaniach i sprawdzeniem czy nikt mnie nie wyprzedza..., czy mam wolne. Bałem się wybojów, bo to jest dość charakterystyczny element jazdy leśnymi duktami. Odpuściłem za to hałdę w Sośnicy, tam pewnie szedłbym na piechotę... jest kilka dość karkołomnych ale krótkich fragmentów na których trzeba bardzo uważać. Jeszcze nie teraz. Liczę jednak na to, że po kolejnej wizycie u lekarza będzie wszystko ok i w ciągu max miesiąca wrócę do normalnej jazdy... 
Po powrocie było zdecydowanie lepiej, nie wiem co jest tego przyczyną. Pewne rzeczy są dla mnie niewykonalne na tą chwilę, sporym wyczynem jest podniesienie rąk nad głowę… Weekend raczej bezrowerowy, bark musi odpocząć. 

Szok... to zupełnie nowe oznaczenia
Szok... to zupełnie nowe oznaczenia © amiga
Tablica informacyjna
Tablica informacyjna © amiga

Po przerwie z kontuzją

Piątek, 22 sierpnia 2014 · Komentarze(0)
Molesta Ewenement & Marek Dyjak - Człowiek (Złota ryba)

Dzisiaj z rana już nie wytrzymałem, jadę rowerem. Przygotowałem go, przebrałem się i pojechałem.
Czas czuję uszkodzony bark, ale dało się jechać, problem pojawia się na wybojach (staram się ich unikać). Gdy musiałem pokazać, że skręcam w prawo, czuję ból… po jakimś czasie nauczyłem się, że muszę się przygotować… i jakieś 10-15m przed zwalniam, zmieniałem pozycję na bardziej wyprostowaną i wtedy da się wskazać, gdzie jadę…. Jak wcześniej „wyliczyłem” po drodze do pracy mam 11 takich miejsc z prawo-skrętem. W firmie na dzień dobry kilka osób mnie opieprzyło… za to, pewnie mają rację… ale sam chciałem się przekonać jak będzie. 

Hotel dla owadów w całej okazałosći
Hotel dla owadów w całej okazałosći © amiga

Tabliczka informacyjna
Tabliczka informacyjna © amiga

IWW

Sobota, 16 sierpnia 2014 · Komentarze(0)
Pamiętam IWW sprzed roku... rano chłodno później upał, wieczorem znowu chłodno... Wtedy zniszczyła nas właśnie temperatura, jak będzie w tym roku? Zobaczymy, prognozy nie są łaskawe, wszystko wskazuje na to że będzie padać. Po przyjeździe w bazie spotykamy całkiem sporą grupę znajomych. Dość długo rozmawiamy w między czasie przygotowując rowery, w końcu jednak kładziemy się spać... 
Gdzieś koło 1:00 w nocy budzą nas piesi z trasy 100km... na przepadku... jednak dzisiaj nic nie jest mi w stanie przerwać na długo snu. 

Kilka godzin później trzeba jednak wstać, za oknem szaro-buro i leje... jest paskudnie, to kolejny mój wyjazd na maraton w takiej aurze..., brrr. W końcu czas na odprawę, organizatorzy przekazują nam kilka wskazówek, informacji dotyczących trasy, wygląda na to, że sama trasa nie powinna być zbyt trudno, stosunkowo niewiele przewyższeń... 
Chwila na odprawie
Chwila na odprawie © amiga

Pod koniec odprawy dostajemy "mapki" z zaznaczonym jednym punktem :), miejscem gdzie dostaniemy te właściwe... 
Gdy wybija godzina startu..., jakoś nikt nie kwapi się do wyjazdu, w końcu jedyny odważny Bartek rusza, reszta jedzie za nim kierunek

Chyba mam za duży mapnik
Chyba mam za duży mapnik © amiga

Wesołówka - Mapy
Kilka km wśród znajomych bikerów i w rzęsistym deszczu, na dzień dobry trochę terenu, jest cholernie ślisko, sporo błota... Dopiero na szosie można nieco przyspieszyć... Dojeżdżamy na miejsce, dostajemy mapy i... jak na nich cokolwiek narysować? Nie da się... Są zalaminowane, a deszcz uniemożliwia zaznaczenie czegokolwiek. Po raz pierwszy nie rysujemy wariantu, nie ma jak... Będzie trzeba zapamiętywać odwiedzone punkty. Pierwszy który chcemy zaliczyć to:

PK 8 - Strumień
Kierunek  Pisarzowice, początkowo szosami, później jednak zaczyna się walka z terenem, lekko nie ma... czuję jak rower mi pływa na brei po której jadę... ech... tle, że sam punkt dość banalny, podbijamy karty i ruszamy dalej na

PK 6 - Pod wiaduktem
Punkt przy strumieniu :)
Punkt przy strumieniu :) © amiga
Wyjazd z tereny średnio przyjemny, sporo błota, kolein... dojeżdżamy jednak do drogi, tyle, że to krótki fragment, do PK prowadzi ścieżka terenem, ponownie walczymy z tańczącymi rowerami..., mam wrażenie, że opony są zdecydowanie nie na takie warunki... masakra. Dopieramy pod wiadukt... Punkt zaliczony, pochylamy się nad mapami i...ruszamy na 

PK 3 - Centrum Kultury i Sportu (Bufet)
Przepychamy rowery przez rozlewiska, koleiny, błocko, miejscami ciężko jest przejść nie mówiąc o jeździe, w końcu jednak docieramy do asfaltu...jaka ulga, Darek zaczyna pędzić, w kierunku Nowogrodźca... zanim go doganiam, jest już za późno, mieliśmy zaliczyć jeszcze 2 PK 7-kę i 10-kę... ale za to będzie okazja się posilić. Jesteśmy dzisiaj pierwsi na bufecie... co nie oznacza oczywiście nic, poza tym, że wybór jest większy :) Pochylamy się nad mapami, zaliczymy PK4 a później zaległe PK 7 i 10, Ruszamy.

PK 4 - Skała / U podnóża
Opis punktu za którym chyba obydwoje nie przepadamy, już niejednokrotnie okazywało się, że to nie pojedyncza skała tylko cała ich grupa, a odszukanie lampionu może zająć sporo czasu. Tym razem jest podobnie, skałek jakby więcej, jednak wczytując się w mapę, wydaje się, że lampion powinien być przy drugiej... i tak też jest. Punkt zaliczony, powoli przestaje padać...
Skała jest gdzieś w dali
Skała jest gdzieś w dali © amiga

PK 7 - Dół / Północna strona
Pora na odrobienie zaległości, zawracamy do Milikowa i wbijamy się w ścieżkę, która ma nas doprowadzić do punktu, oczywiście lekko nie ma, są chwile gdzie bezpieczniej jest zejść z roweru. Niemniej szybko docieramy na właściwe miejsce i dziurkujemy karty.
Gdzie jest Darek?
Gdzie jest Darek? © amiga
Kolejny PK
Kolejny PK © amiga

PK 10 - Rów (2m od drogi)
Punkt  w sumie niedaleko, na dokładkę prowadzi do niego dość szeroki szuter, dość szybko odnajdujemy punkt docelowy. 

PK 12 - Skraj polany (budowa)
Kierujemy się na Mściszów, przejeżdżamy przez drogę i wjeżdżamy znowu w teren, jedziemy wąskimi ścieżkami, gdzie tuż obok jest nowo powstająca szeroka droga... szutrowa... ech... Punkt zaliczony, jednak przy zjeździe trafiamy na dość grząski podkład pod nowo powstającą drogę, rowery stają dęba, na kołach po kilkanaście kg szlamu, błota, czy innego paskudztwa. 

Błota wszędzie pełno
Błota wszędzie pełno © amiga
Ten jest prosty
Ten jest prosty © amiga

PK 11 - Ruiny / Wewnątrz, od północy
Zjeżdżamy w kierunku Gościszowa, Darek gdzieś mi ginie na horyzoncie, i chwilę później zaliczam dość paskudną glebę przy prędkości ok 20km/h. Na dokładkę uderzam barkiem, ból... mija dobre kilka minut zanim się zbieram na tyle, że mogę wsiąść na rower, ramię boli...
Dojeżdżam do szosy..., Darek mył rower w między czasie czekając na mnie... Jedziemy dalej, jeszcze wydaje mi się, że wszystko będzie ok. 
Kółko się nie kręci
Kółko się nie kręci © amiga
Chyba tak jeszcze w tym roku nie było
Chyba tak jeszcze w tym roku nie było © amiga

PK 16 - Strumień
Początkowo sporo asfaltu, później podjazd po dość wyboistym terenie, zwalniam, nie jestem w stanie normalnie jechać, każda większa dziura to nasilający się ból w prawym ramieniu. Wlokę się gdzieś daleko za Darkiem... Masakra... Odnajdujemy lampion... kolejny Pk zaliczony,
Jeziorko na trasie
Jeziorko na trasie © amiga

PK 21 - Dołek (10m od ścieżki)
Ruszamy na kolejny punkt, spory fragment po terenie, jest coraz gorzej..., jadę coraz wolniej... jest lampion, 

PK 20 - Skraj lasu
Wyjazd z poprzedniego Punktu niszczy mnie do końca... Przy asfalcie staję i namawiam Darka by jechał dalej sam, ja... nie dam rady, zjeżdżam do bazy, do najbliższej apteki po cokolwiek.... Chwila rozmowy i... Darek rezygnuje z kontynuacji jazdy, odholuje mnie na metę, jedziemy jednak przez PK 20 i PK14 bo są po drodze. 20ka -okazuje się banalna... za nią docieramy do szerszego szutru i jedziemy na 

PK 14 - Dołek (10m od drogi)
Gdy jadę po równym jest nieźle... tyle, że nie mogę liczyć na to, że przez kolejne 100km będzie podobnie, nie chce ryzykować... Sam punkt równie banalny... aż śmieszne... Kierujemy się na metę do Lubania

Meta
Wjeżdżając na asfalt jedzie mi się całkiem nieźle, poza przypadkami gdy mam wyciągnąć prawą rękę by wskazać prawoskręt, za każdym razem wiąże się to z silnym bólem, na dokładkę, nie mogę odwrócić głowy w lewo..., nie mogę sprawdzić czy coś mnie nie wyprzedza... obłęd... 
Docieramy do bazy, kąpiel, chwila rozmowy z organizatorami, posiłek, kąpiel i... pakujemy się, wracamy na Górny Śląsk. 
Po drodze na chwilę zatrzymujemy się w Henrykowie Lubańskim przy najstarszym drzewie w Polsce.
Najstarsze drzewo w Polsce - Cis Henrykowski
Najstarsze drzewo w Polsce - Cis Henrykowski © amiga
Nasz Cis Naszym Bogactwem
Nasz Cis Naszym Bogactwem © amiga
Pomnik przyrody prawem chroniony
Pomnik przyrody prawem chroniony © amiga

Szpital... 
W Zabrzu trafiam do szpitala, po 90 minutach łaskawie wykonano mi zdjęcie i okazało się, że to Zwichnięcie stawu barkowo-obojczykowego I stopnia. Na szczęście obędzie się bez gipsu, jedynie temblak...przez jakiś czas, skierowanie do ortopedy.
Wieczór za to mija w dość miłej atmosferze przy środkach uśmierzających ból :)

Mimo wszystko szkoda maratonu, szkoda sezonu, boję się, że to może być koniec moich wyjazdów na Rajdy w tym roku... Lekarz coś wspomniał o 4-5 tygodniach... zobaczymy jednak co będzie dalej...
No i po zawodach
No i po zawodach © amiga

do Gliwic przed IWW

Piątek, 15 sierpnia 2014 · Komentarze(0)
Lucy - Stankiewicz

Dzisiaj dzień wolny... a ja.. wsiadam na rower około 14:30 i ruszam na Gliwice, jestem umówiony z Darkiem pod firmą gdzie zostawiłem wszystkie potrzebne graty na wyjazd na Izerską Wielką Wyrypę... Wydaje mi się, że mam sporo czasu więc początkowo jadę terenem, w las wjeżdżam w Panewnikach i wyjeżdżam w Kończycach, na więcej nie ma czasu, zaczyna mnie czas gonić, dobrze, że na drogach pusto. Staję jeszcze na 5 minut na stacji BP w Zabrzu, trzeba umyć rower... spłukać go z piachu z syfu... po ostatnich szaleństwach po ulewach... 
Docieram do firmy, Darek dojeżdża w ciągu 5 minut, tyle, że pojawia się problem z wyciągnięciem rzeczy z firmy, kilka godzin wcześniej była awaria, nie wszystkie systemy się wybudziły i nie ma dostępu do większości pomieszczeń. Po kilku telefonach i godzinie zabawy działa 75% wszystkich możliwych zamków na karty... tyle, że nie do pomieszczenia na którym mi najbardziej zależy, dopiero po 90 minutach i telefonie do Tomka... udaje się dostać do interesującego mnie pomieszczenia i szafki... masakra... czyżby jakiś znak?


Na cmentarzy żołnierzy radzieckich w Katowicach
Na cmentarzu żołnierzy radzieckich w Katowicach © amiga

jednak trochę terenu....

Czwartek, 14 sierpnia 2014 · Komentarze(0)
Always Look on the Bright Side of Life Sing-Along - Monty Python

Wychodząc z firmy myślałem, że polecę szosami i tak też początkowo było..., ale zmieniłem zamiary, może temperatura nie rozpieszcza, ale... nei pada, jest sucho, przynajmniej na drogach... na hałdach pewnie będzie inaczej, ale... skręcam przez lasek makoszowski na Makoszowy, na starą hałdę i dalej przez las na Halembę... Po drodze muszę mocno uważać, sporo kałuż, rozlewisk, błota... Średnia szybko spada... Po raz drugi w tym miesiącu staję w znajomym sklepie w Starej Kuźni, znowu kola i przerwa na hałdzie :) w miejscu które ma swój urok... chyba lubię je... i to o każdej porze roku, zresztą przeglądając archiwum zdjęć to chyba mam wszelkie możliwe możliwości sfocenia tego miejsca ;) Po 10 minutach ruszam dalej... do domu, jeszcze tylko 2 nico bardziej błotniste km i docieram do asfaltu w Panewnikach... można nieco przyspieszyć :)
Jeszcze jedno zdjęcie z Parku Kościuszki
Jeszcze jedno zdjęcie z Parku Kościuszki © amiga

szosa

Czwartek, 14 sierpnia 2014 · Komentarze(0)
Locust Swarm - Falconer

Kolejny raz szosami, wyjeżdżam ok 7:30 - masakra.. co dzień to później... kiedy odwrócę tendencję? Chyba nieprędko... nawet specjalnie nie wiem co jest przyczyną, ale pozbieranie się z rana stanowi spore wyzwanie. Późna pora wyjazdu jest równoznaczna ze zwiększonym ruchem w pierwszej części trasy. Tak też jest, Piotrowice, Ligota i Panewniki to jedna wielka tragedia, w kilku miejscach muszę hamować, zwalniać wlec się w sznureczku samochodów... Sam tego chciałem, Dopiero za Kochłowicami jest lepiej... tyle, że powoli dochodzi 8:00. Minąwszy Bielszowice robi się luźniej, gdy docieram do Zabrza jest już rewelacyjnie, puste drogi ronda, skrzyżowania... :) Do firmy docieram coś około 8:40...  Ech... trzeba będzie dłużej posiedzieć... ale to nic nowego :P
Instrukcja o gry w Boules
Instrukcja o gry w Boules © amiga

terenem

Środa, 13 sierpnia 2014 · Komentarze(0)
Stop Playing God - Exilia
Wyjeżdżam z firmy jest coś po 16:30... jest ciepło, przyjemnie, dość szybko odbijam na Sośnicę, pora przypomnieć sobie jak jeździ się w terenie... W końcu za kilka dni IWW, tam nie będzie zbyt dużo szos... 
Na dzień dobry jednak czeka mnie spacer przez torowisko, dopiero dalej mogę ponownie wsiąść na rower, jako że dawno tędy nie jechałem to staram się zwracać uwagę na  drogę, po ulewach droga lubi zmieniać kształt..., fakt, że ostatnio może wiele się nie działo, ale nie byłem tak dawno w tej okolicy, że mogło się naprawdę wiele zmienić... Jest względnie normalnie, dopiero na zjeździe jest nieprzyjemnie grząsko... 
Kolejna niespodzianka (tyle że spodziewana) to błoto na starej hałdzie w Makoszowach... ciężko się tędy jedzie na Slickach, cały czas balansując na krawędzi... cd to drogi przeryte przez leśników... Kiedy skończy się ta wycinka... od później zimy cały czas tutaj coś się dzieje... Podobne problemy są na kawałku z Kończyc na Halembę... 
Pod koniec ul. P. Skargi staję przy sklepie, muszę kupić jakąś kolę... chwila odpoczynku na kolejnej hałdzie, pękła kola... mogę wracać do domu... :)
W parku Kościuszki
W parku Kościuszki © amiga

znowy szosy

Środa, 13 sierpnia 2014 · Komentarze(0)
Break The Line - Guano Apes

Wczoraj wyszedłem późno, dzisiaj jest jeszcze gorzej, nie wiem czy to nie jakiś efekt przemęczenia jesiennego mnie nie dopada... Niby miałbym ochotę na coś dłuższego... ale gdy już jestem na rowerze to po 30 minutach jakoś mnie tonie ciągnie, nie bawi, może dlatego, że coś się skończyło? Śnieżka za mną... przede mną IWW..., cudów też nie oczekuję, gorzej, że prognozy wskazują na możliwe ulewy...
Za to dzisiaj szaleństwo na drogach, już w Piotrowicach muszę uważać, jest sajgon... masa samochodów..., marzę by jak najszybciej wyjechać z miasta... Dopiero w Bielszowicach robi się luźniej, pewnie głównie z  powodu tego, że minęła 8:00 ;)
W firmie jestem w okolicy 8:35... może jutro uda się wyjechać wcześniej?
Wieża spadochronowa w parku Kościuszki
Wieża spadochronowa w parku Kościuszki © amiga

po pracy po szosach

Wtorek, 12 sierpnia 2014 · Komentarze(0)
So Weird - Veruca Salt
Wychodzę z firmy ok 16:40, trochę kropi jednak nie jest źle... Jedyne o czym marzę to dotrzeć do domu... mam wrażenie, że coś mnie próbuje dorwać, jakieś przeziębienie... 
Jadę wyłącznie po szosach, unikam terenu, jedynie fragment po placu budowy na Rogoźnickiej i kawałek na Bałtyckiej, to wszystko... Czuję jednak, że coś jest nie tak z kołami, prawie na 100% mam w nich za mało powietrza, dopompuję je w domu... Teraz nie mam na to ochoty... 
Po dotarciu do domu... odstawiam rower i pędzę pod prysznic, kolacja i na dzisiaj starczy...
Deszczu na szczęście nie było... jedynie delikatne pokropywanie na początku :)
Zachód słońca w Katowicach
Zachód słońca w Katowicach © amiga

Poranne mgiełki

Wtorek, 12 sierpnia 2014 · Komentarze(0)
Foreword - Wovenwar
Mam problem by się rano pozbierać, masakra... W efekcie wychodzę coś koło 7:20, na szczęście dzisiaj biorę szybszy rower..., Szaraka... Po tygodniu walki z góralem wsiadam na Gianta... chyba wolę ten rower... jeździ mi się na nim lepiej, zaczynam się zastanawiać nawet czy na maratony nie brać ATB :) boję się  jednak, że na nim pewnie nie przejechałbym w niektórych miejscach, a może się mylę?
Nieważne, jestem już na rowerku i gnam po szosach, o tej godzinie nieco większy ruch... pogoda specjalnie też nie rozpieszcza, delikatne mgiełki, ale mocne zachmurzenie, czyżby coś się kroiło dzisiaj w pogodzie. Na prognozy oczywiście nie spojrzałem bo po co... ech... 
Na dokładkę wieje mi z zachodu... cóż... dobry trening... :)
Dojeżdżam do firmy, szybka kąpiel i trzeba zabrać się za pracę...

Poranek w lasku Makoszowskim
Poranek w lasku Makoszowskim © amiga