Chyba powoli. Dzisiaj padł rekord na trasie do pracy na trasie którą jechałem. Jeszcze trochę i może uda mi się dojechać w ciągu godziny :) Raczej nierealne w tym roku ale ....
Dopadła mnie ostatnio nostalgia za starymi, pięknymi czasami, gdzie niepodzielnie w świecie komputerów rządziły C64 i Amiga. W związku z tym kolejna porcja wspomnień demoko Elysium by sanity z 1991. Dzisiaj może nie robi takiego wrażenia jak kiedyś, ale przypomnijcie sobie co potrafiły w tamtych czasach PC-ty.
Powrót z pracy ok 16:40. Coś mnie dzisiaj podkusiło i w okolicach granicy Zabrza i Rudy Śląskiej zmieniłem nieco trasę przejazdu. Zachciało mi się odwiedzić Chudów :) Korzystając z mapy (analogowej) dojechałem na miejsce bez żadnych przygód. Będąc już pod zamkiem okazało się, że trafiłem na zlot motocyklistów. W zasadzie można było zobaczyć wszystko. począwszy od prostych skuterów a kończąc na Harleyach. Piękne zabawki. Nie siedziałem tam zbyt długo, w końcu czekała na mnie jeszcze droga do domu. Bez większych problemów dotarłem do Granic Mikołowa i ... problemy się zaczęły. To chyba najgorzej oznaczone miasto jeżeli chodzi o ścieżki rowerowe i szlaki. Niby są, ale nieoznaczone, trzeba się domyślać gdzie prowadzi droga, czy jesteśmy na ścieżce czy już poza. W wielu miejscach wymieniono słupy energetyczne, ale zapomniano na nich oznaczyć szlaki. Kilka razy pobłądziłem i nadrobiłem kilka km. Trudno. Przynajmniej dobrze się jechało :) Widoki rekompensowały na szczęście trudy trasy :) Poniżej krótka fotorelacja ;)
Dzisiaj powrót na rowerowe szlaki. Zakwasy dawały znać o sobie, ale było to już do przyjęcia, tym bardziej, że ostatnie 2 dni dojazdu to była masakra. Kolej zaczęła przeginać. Od poniedziałku zaczeli kopać przy trakcji na odcinku z Gliwic do Zabrza i z rozkładu wyleciało 2/3 pociągów obsługujących tą trasę. Na dokładkę w poniedziałek nałożył się na to wszystko strajk maszynistów. I o ile jazda do Gliwic zajęła tyle co zwykle. To powrót już nie był taki prosty. Rekord padł w .... poniedziałek: z firmy wyszedłem ok 16:30 w domu byłem ok 20:30 :). Wczoraj było nieco lepiej: 19:10 w domu, ale na 20:00 musiałem zdążyć do ubezpieczyciela. Więc wszystko w biegu.
Niestety. Zrobiłem rachunek sumienia i w najbliższy weekend muszę podgonić i załatwić kilka spraw. Niestety na BikeOrient nie będę mógł się wybrać. :( W najbliższy weekend chyba w ogóle nie pojeżdżę, przynajmniej w tej chwili na to wygląda.
Wracając do drogi powrotnej z pracy to raczej standardowa z drobnym objazdem w okolicach Rudy Śląskiej. Zaczynam lubić to miejsce. Kilka stawów, każdy inny, wszystkie piękne. Muszę się w końcu przyłożyć do focenia. Wczoraj sobie uświadomiłem, że przeleciał już półmetek roku. Czas zaczyna mi zap...ać coraz szybciej, na wiele rzeczy nie mam chociażby chwili. Standardowy dzień to pobudka->rower->praca->rower->zająć się chwilę czymś w domu->spać. Na urlop czekam z utęsknieniem. Ale plan będzie jeszcze prostszy pobudka->rower->spać. Wydłuży się jedynie czas poświęcony na rower. :) Planuję zapomnieć o wszystkich pozostałych sprawach/problemach ...
Dzisiaj odpoczywam przy rytmach zespołu Machinae Supremacy. Poniżej przeróbka utworu z gry The Great Giana Sisters z C64. Ciekaw ile osób pamięta te czasy :), znowu widać jaki jestem stary ...
Wczoraj krótki odpoczynek od rowera, poranne prognozy wyglądały nieciekawie, więc sobie odpuściłem. Inna sprawa że myśli o "rowerku" gdzieś tam goniły w głowie i dzień skończył się na zmianie kierownicy na inną. Zależało mi na podniesieniu jej, więc wracając do domu kupiłem Bop BOP BARSPIN.
Podniosło mi to miejsce chwytu o ok 4.5 cm. Niby niedużo, ale w końcu czuję, że nacisk nie jest na zewnetrznych krawędziach dłoni tylko opiera się na jej całej szerokości. Mam nadzieję, że zakończy to moje boje z drętwieniem palcy. Również wczoraj dotarł pulsometr. Dzisiaj po raz pierwszy z niego skorzystałem.
Cięzko powiedzieć czy jestem zadowolony z tego zakupu. Pewnie okaże się to również wkrótce :)
Dzisiejsza droga ... ... raczej standardowa. Ominąłem hałdę Makoszowy, pojechałem przez lasek Makoszowski, aby zaoszczędzić na czasie. Wyjazd z domu był mocno opóźniony, przygotowanie się do wyjazdu to była dzisiaj duża sztuka. Pogoda za oknem nie zachęcała do wychodzenia. Jednak gdy znalazłem się już na rowerze było ok, chociaż trochę chłodno. Nieco dziwnie się czułem jadąc na rowerze z tak szeroką kierownicą. W stosunku do poprzedniej to ok 8 cm więcej. Chyba Zygfryd dostanie kolejną ksywę. El Torro. :) Fotkę wrzucę wieczorem w kolejnym wpisie :) i chyba będzie jasne czemu tak :).
Powrót do domu ok 16:20. Trasa nieco objazdowa. Miałem ochotę, na nieco dłuższą trasę, tym bardziej, że wyjątkowo dobrze mi się jechało. Objazd głównie w okolicach Rudy Śląskiej ale warto było. Cisza, spokój w lesie i nad stawami. Ostatnio coraz bardziej potrzebuję odpoczynku, oderwania się od wszystkiego (Jak mówił Adaś Miałczyński - "Muszę odpocząć. Za wszelką cenę. To moja ostatnia szansa!"). Niestety na to ostatnio nie mam czasu praca, praca a po pacy też praca tyle, że inna. powoli mam dość. Liczę na doładowanie baterii za ok 3 tygodnie na urlopie :). Starczy tego narzekania. Poniżej kilka dzisiejszych fotek :)
kolejny rowerowy dzień. Pogoda taka sobie. Wyjeżdżając z Ochojca wyglądało to nieźle - ciepło i sucho. Jednak już w Panewnikach okazało się, że padał tam deszcz, w zasadzie cała droga do Gliwic była usłana kałużami.
Odnośnie wczoraj wymienionych części. Nowe bloki spisują się rewelacyjnie, mam nadzieję, że tak zostanie na dłużej. Nowy łańcuch ma tendencję do przeskakiwania co jakiś czas na "biegach", których najczęściej używam. Pewnie jest to spowodowane tym, że stary już nieco naruszył zębatki i chwilę potrwa zanim ten nowy się "ułoży", no nic poczekamy. Chwyty spisują się nieźle, są bardziej miękkie, ale i tak chyba wymienię kierownicę na inny model - wygodniejszy. dopasowany do mnie.
I jeszcze jeden "drobny zgrzyt" Wczoraj gdy jechałem z rana co jakiś czas moich uszu dobiegał taki dość nieciakway zgrzyt. Klasycvznie go zignorowałem, myśląc, że po nasmarowaniu będzie wszystko ok. Wczoraj w trakcie powrotu okazało się, że problem się nasilił, ale niespecjalnie byłem w stanie określić co się dzieje. W domu przy okazji wymiany łańcucha wymyłem cały napęd, nasmarowałem go i ... dzisiaj jest jeszcze gorzej. Jedyna dobre w tym jest to, że z daleka mnie słychać, nie muszę dzwonić na przechodniów gdy napatoczą mi się pod koła. :) Na wszelki wypadek umówiłem się już w serwisie w Gliwicach na diagnozę/naprawę. Mają czas do ok 17:00.
Info z ostatniej chwili. Rower w serwisie. Rozwalony środek suportu :)
Rowerek spędził dzisiaj dzień w serwisie. Jadąc do Gliwic coś strasznie zgrzytało w okolicach korby/pedałów. Podejrzenie serwisanta - padł środek suportu :(. Ok 17:00 odebrałem rower i okazało się, że nasmarowanie i dokręcenie śrub rozwiązało problem. Przy okazji serwisant dokonał kilku regulacji. Przedniej przerzutki, sterów i kilku innych drobiazgów. Wczoraj zaszalałem i wymieniłem łańcuch, rano miał tendencję do przeskakiwania na częściej używanych koronkach. Po południu gdy wracałem do domu czuć było już wyraźną różnicę. Łańcuch zaczął się dopasowywać do kasety :). Jeszcze ze 2-3 dni i będzie ok. Wracając do trasy powrotnej to pojechałem dzisiaj nieco inną trasą, ślad GPS wrzucę jak uda mi się poskładać kilka zapisów - Tel. coś se dzisiaj jaja robił i kilka razy się powiesił :(. W każdym bądź razie skierowałem się do lasku Makoszowskiego, później odpiłem na Kończyce i tam skierowałem się na kopalnię Bielszowice, planowałem przejechać nad autostrada. Google maps twierdziło, że jest tam przejazd. Jednak już na miejscu okazało się, że przejazd może i jest, ale za zasiekami i musiałbym się włamać na teren kopalni. Na szczęście nadrabiając jakiś 1 km ominąłem problematyczną trasę i dalej bocznymi ścieżkami skierowałem się w kierunku kolejnej kopalni, tym razem Halemba. jechałem ciekawą boczną drogą a później ścieżką leśną, ciekawe miejsce, pewnie je wkrótce odwiedzę ponownie. Jadąc dalej dojechałem do Panewnik, tam ponownie standardową trasą do domu. W lesie w Rudzie Śląskiej ilość błota świadczyła, że niedawno musiała być jakaś ulewa. Na krótkim odcinku może 3-4 km, rower i ja pokryliśmy się grubą warstwą błota. Tragedii nie było bo warstwa była po jakimś czasie na tyle gruba, że sama odpadała ;) Dojeżdżając do domu przechodnie jakoś dziwnie się na mnie patrzeli, ciekawe o co mogło im chodzić ;) Poniżej kilka fotek z dzisiejszej drogi
Kolejny dzień się zaczął. Rano "rzut okiem" na new.meteo.pl. Shit. Będzie lało, ale przelotnie i może uda dojechać się suchą oponą do pracy :). Pozbierałem się dość szybko, wyjechałem ok 6:40 - jak na mnie to rewelacja. Droga na szczęście w całości bez deszczu a wiatr nie przeszkadzał. Bez przygód dotarłem do Gliwic. Zmieniłem nieco trasę przejazdu, po raz kolejny nie miałem ochoty zmagać się z hałdą Makoszowy, więc ominąłem ją szerokim łukiem przez lasek Makoszowski. Zmiana trasy to dodatkowe 2km, ale za to średnia jest nieco większa.
Powrót ok 16:45. Pogoda paskudna, przynajmniej ja takiej nie lubię gdy jadę na rowerze. Wysoka temperatura duszno. Męczyłem się przez całą drogę. Ominąłem hałdę Makoszowy, za to na wysokości Rudy Śląskiej odbiłem nieco w bok. Dobrze się tamtędy jedzie, ale dzisiaj i tak nie byłem w stanie docenić tej trasy. Ech. Może jutro będzie lepiej ;) Dzisiaj dotarło trochę części do rowerka. najważniejsze są nowe bloki do pedałów :), przy tych starych robią wrażenie, są zdecydowanie lepiej wykonane. Mam nadzieję, że posłużą nieco dłużej :) Przy okazji wymieniłem łańcuch na nowy, ten stary jest już wyraźnie rozciągnięty. I ostatnia zmiana to nowe chwyty :) Ritchey True Grip WCS Black. To ciąg dalszy zmian związany z poprawieniem komfortu rąk. Po wymianie mostka sytuacja się poprawiła, ale pewnie jeszcze przez kilka tygodni będę odczuwał dyskomfort i aby sobie "dogodzić" wymieniłem chwyty. Czekam jeszcze na zamówiony pulsometr. W zasadzie nie wiem po co mi on, ale jakoś tak mnie poniosło ostatnio :)