Było tak jak się wczoraj spodziewałem, dzisiaj z rana specjalnie nie chciało mi się kręcić. Kolano o sobie przypomniało - przynajmniej wiem, że je jeszcze mam :) Udało mi się jednak pozbierać i ruszyłem w kierunku Gliwic. Pierwsze 15km szło tak sobię średnia w granicach 22.5 km/h - droga w większości z górki i da się tam wyciągnąć sporo więcej. Dopiero po ok 30-40 min rozkręciłem się na tyle, że częściowo udało mi się podciągnąć średnią do akceptowalnego poziomu.
Powrót dość późno. Ok 17:00 wyjechałem z parkingu firmowego. Temperatura umiarkowana, ale jakoś nie miałem specjalnej melodii do kręcenia. Jednak gdy minąłem Kończyce ochota do dalszej jazdy wróciła i zacząłem napierać. Zdziwiłem się w jakim tempie można pokonać las Panewnicki i ul.Bałtycką w Katowicach. Z tej strony jest cały czas pod górkę, a dzisiaj specjalnie mi to nie przeszkadzało. Tempo na całej w/w długości > 27km/h. Pewnie jutro to odczuję ;).
Dzisiaj "lajtowy" wyjazd do pracy, bez przeciążania, przeginania itp. Miały być wycieczkowo i było wycieczkowo. Temperatura niska ok 8 stopni w chwili wyjazdu. Dzisiaj ubrałem normalną kurtkę rowerową na chłodne dni i było mi ciepło, za ciepło ;) Trasę skróciłem, tzn wbiłem się centralnie przez Kończyce przez zjazd na autostradę (nie lubię tego miejsca). Widać wzmożony ruch na ulicach - wakacje dobiegły końca i zaczęło się szaleństwo. Do domu pojadę dookoła omijając Kończyce, i Rudę Śląską. W lesie będzie spokojniej, a może będę miał czas na jakąś fotę ? Kto wie...
Dzisiaj jużtak wesoło nie było. Jakoś ciężko mi się dzisiaj kręciło. W dodatku gdy wyszedłem na dwór okazało się, że jest zimno. Temperatura na poziomie 10 stopni i wiatr. Ubrałem to co akurat miałem w plecaku (kurtka przeciwdeszczowa) i pojechałem do pracy. Pomimo wysiłków, nie byłem w stanie zbliżyć się do wczorajszego poziomu, co z tego że chęci były. Wiem, że to normalne, nie da się, jechać na maksymalnych obrotach przez zbyt długi okres czasu w moim przypadku cykle te są 3-4 dniowe, później muszę odpocząć. Dzisiaj po południu już bardziej spokojny przejazd, jutro będą to raczej wycieczki do Gliwic. Spróbuję ponownie powalczyćo średnią w piątek.
Powrót do domu tak jak się spodziewałem był wolniejszy. Czułem zmęczenie. Nie odpuszczałem jedynie na podjazdach. Tam dawałem z siebie wszystko. Zasdapany, zdyszany, ale wjechałem :). Musiałem. Jutro przejazd w formie wycieczkowej. Nie mogę przedobrzyć.
Podsumowanie sierpnia. Początek miesiąca nie zapowiadał, aż tylu wyjazdów rowerowych, szczególnie po takim deszczowym lipcu. Jednak im później tym byo lepiej. Udało się przejechać > 1300km z całkiem niezłą średnią. Dwie większe wyprawy w dwa kolejne dni. Każda > 100km. Zaliczona Jura i okolice Tarnowskich Gór. Koniec miesiąca pod znakiem Rajdu Remontowego i nowych znajomości bikestats-owych oraz przygotowań do mojego pierwszego występu w rajdzie na dezorientację. Mam nadzieję, że wrzesień również będzie obfitował w wydarzenia rowerowe. Jedno jest pewnie 10 września :)
Walka o utrzymanie średniej >25km/h i tętna >140 uderzeń byłą ciężka. Wyszło podobnie jak wczoraj, ale miałem kilka dodatkowych przerw w kręceniu. Kończą się wakacje i ruch na ulicach jest wyraźnie większy. W czwartek z okazji rozpoczęcia roku szkolnego chyba pojadę bardziej leśną wersją trasy do Gliwic. Będzie spokojniej :)
Ciąg dalszy treningów, tym razem włączyłem pulsometr. Ustawiłem opcje treningu na poziomie od 140 do 180 uderzeń i tego starałem się trzymać. Jak zaczął pikać to wiedziałem, że zaczynam się opier...ć i naciskałem mocniej. Pogoda dzisiaj całkiem fajna, rano może trochę chłodno, jednak przy ciągłym pedałowaniu już po kilku km było mi ciepło. :)
A tak wogóle to do dzisiaj przejechałem 5000km w tym roku :)
Dzisiejsza niespodzianka w Panewnikach. Warto odpalić w rozdfzielczości HD
Po ciekawym "łikendzie" pora wrócić do szarej rzeczywistiści. Z rana po 7:00 wyjazd rowerowy do pracy. I chyba po raz pierwszy od dawna było mi zimno. Nie sprawdziłem jaka była temperatota ale na 100% poniżej 15 stopni, na dokładkę wiał rano paskudny zimny wiatr. Chyba pora zacząć ubierać się nieco cieplej. Przynajmniej z rana. Jesień już za pasem.
Analizując dzisiaj mapy pogórza różnowskiego, zdałem sobie sprawę z tego, że muszę się przygotować do takiego wysiłku. Czasu jest niewiele, więc muszę wykorzystać go maksymalnie jak się da. Powrót z pracy dzisiaj nieco dłuższą i bardziej wymagającą drogą. Nieco więcej podjazdów, dodatkowo starałem się jechać na niższych przełożeniach zachowując kadencję i wykorzystując to co dają pedały SPD. Do tej pory w niewielkim stopniu wykorzystywałem to dobrodziejstwo, teraz muszę się nauczyć robić to odruchowo. Efekt widać już dzisiaj, z drugiej strony wolę żeby bolało teraz niż na zawodach.
Powrót w ciężkich warunkach temp > 30 stopni i sporej wilgotności. Masakra. Zajęło mi to więcej czasu niż myślałem. Ale dotarłem. Teraz szybko się przepakować i wyjazd do Dąbrowy Górniczej :) Częściowo rowerowy.