Wpisy archiwalne w kategorii

W jedną stronę

Dystans całkowity:87899.67 km (w terenie 13786.08 km; 15.68%)
Czas w ruchu:3963:11
Średnia prędkość:22.18 km/h
Maksymalna prędkość:170.00 km/h
Suma podjazdów:341916 m
Maks. tętno maksymalne:240 (130 %)
Maks. tętno średnie:171 (92 %)
Suma kalorii:3366060 kcal
Liczba aktywności:2567
Średnio na aktywność:34.24 km i 1h 32m
Więcej statystyk

mróz nadciąga...

Środa, 10 października 2012 · Komentarze(5)
Andrzej Grabowski - Tango orangutango


Rano na śniadania, dwie wielkie kanie, później przebieranie i do pracy zap...nie :)
Tak na poważnie to było zimno jak diabli, nawet nie sprawdzałem temperatury, po co się mam stresować. Po prostu wyszedłem na zewnątrz, ubrałem dodatkowo kurtkę i ruszyłem. Przeraźliwy chłód dawał się we znaki, zanim się rozgrzałem minąłem już Rudę Śląską. Każde zatrzymanie wiązało się z wychłodzeniem, a dzisiaj zatrzymały mnie wszystkie światła, które miałem po drodze, jak nigdy.
Na dokładkę w Zabrzu mało nie potrącił mnie idiota w cytrynie z katowicką rejestracją. Sygnalizowałem skręt w lewo, a on zabrał się za wyprzedzanie mnie, brakowało niewiele, ułamek sekundy i byłoby nieciekawie, musiałbym zejść z roweru i spuścić mu wp...l.


Beskid - Okolice Żywca - wspomnieniowo z lata © amiga

powrót do Katowic

Środa, 10 października 2012 · Komentarze(11)
happysad - wpuść mnie (official video)


Z firmy jak zwykle wyjeżdżam dość późno, niestety taki urok, za to niechcący odkryłem nową płytę Happysad - „Ciepło / Zimno" i... weszła od pierwzej chwili, genialna, rewelacyjne teksty, od pierwszego taktu do ostatniego, chce się tego słuchać. Jestem zachwycony nią. Na YT jest tylko jeden utwór, ale jeżeli ktoś ma okazję to proponuję zainwestować, naprawdę warto. W firmie odsłuchałem ją 2 razy, w drodze kolejny raz, a teraz katuję się nią w domu. Ok, starczy tego zachwytu.

Sama trasa bez większych problemów, chociaż jakoś nie miałem melodii do kręcenia, może mały kryzys, a może aura tak na mnie wpłyneła? W Rudzie Śląskiej natykam się na kolejnego barana, który zawraca samochodem na drodze (podwójna ciągła - taki szczegół) i próbuje mnie trafić - brakło może 20cm, Q...a m.ć przecież nie ma piątku 13? Co się dzisiaj dzieje...
Do domu docieram przed zmrokiem, nawet nie miałem powodu aby odpalić lampki :)..., szkoda.

Spodek zimową porą - zdjęcie archiwalne :) © amiga

rześki wtorkowy poranek

Wtorek, 9 października 2012 · Komentarze(6)
para wino - malowany świat


Wstaję o 6:00 - za oknem ciemnica, nie podoba mi się to, ale i tak trzeba zacząć się zbierać, szybkie śniadanie i... wypad z baru ;P
Na zewnątrz rześko, nawet bardzo, ubrany jestem nieco cieplej, nie ma co przeginać, już raz walczyłem z przeziębieniem, a dalej coś mnie męczy. Tyle, że głupio by było tak po prostu odpuścić, nie jechać...., bez sęsu....

Zatrzymuje mnie malowniczy poranek pod Kochłowicami, grzechem byłoby tego nie sfocić.

chłodny poranek pod Kochłowicami © amiga


Już w pracy czuję, że przemarzły mi stopy, cieła woda sprawia wrażenie jakbym lał wrzątek. Chyba pora odszukać ochraniacze na buty.

powrót wieczorową porą

Wtorek, 9 października 2012 · Komentarze(2)
Marek Dyjak - W samą porę - Zaduma (Umowna myśl)


Z pracy późno, znowy 17:00 złapana, masakra. Lamki odpalone i lecę, spieszy mi się nieco, ma wpaść qmpel, będzie okazja pogadać chwilę, może napić się piwa i/lub wody mineralnej. Na drogach względny spokój, jedzie się dość przyzwoicie, jedynie zatrzymują mnie 3 światła 1 w Gliwicach i 2 w Rudzie Śląskiej. Paskudny wiatr strasznie przeszkadaza, mam go najczęściej z boku, podmuchy dają się we znaki. Już w domu zaglądam na new.meteo.pl - jutro będze pięknie. Być może pojawią się pierwsze przymrozki, muszę przygotować ochraniacze na nogi :)

Po wymianie klocków hamulce działają jak powinny :), w normalnych warunkach powinny starczyć na 5000-7000km, chyba, że znowu trafi się wypad w ulewie po błocie i kałużach ;P

Fotka zastępsza ze skansenu z Parku Śląskiego sprzed ok 6 lat, zastanawiam się czemu tam nie trafiłem w tym roku, tym bardziej, że lubię skanseny.
Skansen w chorzowie © amiga


Miłego wieczoru, a do posłuchania zostawiam Marka Dyjaka, coś ostatnio znowu za mną chodzi, fantastyczne teksty i wykonanie.

Dopracowo i Odyseja Jurajska Epilog....

Poniedziałek, 8 października 2012 · Komentarze(15)
Piotr Rogucki - Wrony


Pierwszy wyjazd dopracowy w tym tygodniu, pogoda średnia, ale nia pada, nie leje jak wczoraj na Odysei. Drofga w zasadzie mignęła, specjalnie nie było nad czym się rozczulac, po prostu trzebab było lecieć i tyle... . Z domu wyjechałem znowu dość późno, w okolicach 7:20 ale nie czuję jakiegoś parcia. Wstając o 6:00 było jeszcze ciemno, a ja jednak wolę słońce, nienawidzę ciemnicy, lodu, śniegu a to wszystko czeka nas już niedługo.

Po wczorajszej Odysei czuję jeszcze lekkie zmęczenie, ale nie jest to zmęczenie fizyczne, to ustąpiło dość szybko, zresztą nie mogło być inaczej. Jednak pewnie miną 2-3 dni zanim zupełnie dojdę do siebie. Niemniej "imprezka" genialna, pomimo kilku drobnych potknięć organizatorów należy się wielki plus za przygotowanie, za fantastycznie miejsce, za tony ciastek, które pochłonąłem. Nie pamiętam kiedy tak obżarłem się ciasteczkami, ale cóż w końcu Balsen był jednym ze sponsorów :) więc trzeba było skorzystać.

W trakcie spotkania panował niesamowity klimat, co prawda byli zawodnicy którzy nastawiali się tylko na rywalizację, stosowali specjalne diety, napoje przygotowania, chodzili spać z kurami, ale chyba nie o to chodzi na takich spotkaniach. "My" siedzieliśmy do późna, była okazja aby pogadać o wszystkim, napić się piwa w miłym towarzystwie, a jeżeli ktoś miał parcie tylko na złoto, to cóż... .

Przeżyliśmy dwa zupełnie różne dni, pierwszy ciepły, suchy, gdzie jazda była przyjemnością, i drugi gdy lało od rana do wieczora, gdy do bazy wróciliśmy przemarznięci, przemoczeni, wymęczeni jazdą w błocie, w lepkim kiesielu leżącym na podjazdach, ścieżkach, oblepiający nasze buty spodnie, rowery. Po kilku godzinach jazdy przerzutki odmawiały współpracy, piasek i błoto było wszędzie.

Nie zmienia to fakty, że była to fantastyczna przygoda, piszę się na kolejną, kiedy? zobaczymy..., ale będę korzystał z okazji.


Poważne rozmowy z Mirosławem © amiga


Łomża nie zachwyca, ale przyszła z kolegami.... © amiga

Total Annihilation...

Poniedziałek, 8 października 2012 · Komentarze(17)
Acid Drinkers - Love Shack


Powrót z pracy dośc późno, przyznam się, że nie mam pojęcia czemu tak, czas jakoś mi uciekł i zanim się zorientowałem było już po 17:00. Wyjeżdżam ok 17:20, włączam lampi - tak profilatycznie, gdyż zniemiły się dzisiaj przepisu odnośnie oświetlenia. Lepiej nie ryzykować, zawsze to 100zł w kieszenie :), a po drugie chyba lepiej by było mnie widać z daleka. Sama droga bez większych ekscesów, poszło gładko i szybko.

Rano zauażyłem, że coś dziwnie miękkie mam hamulce, nawet nie musiałem sprawdzać co się stało. :) Wystarczyło 50km w deszczu, piachu, błocie i klocki uległy całkowitej zagładzie, więc dzisiaj na szybko do sklepu po komplet nowych.

Na zdjęciu po prawej stary klocek, po lewej nowy - różnicę widać :)

total annihilation © amiga

Już czwartek...

Czwartek, 4 października 2012 · Komentarze(17)
Hunter-Loża Szyderców


Z domu klasycznie już wyjeżdżam późno, 10 stopni za oknem. Może nie upał, ale jedzie się całkiem przyjemnie, mam okazję podziwiać budzący się dzień... i te niesamowite kolory nieba. Walczę z lekkim bólem głowy, ale w końcu od czego są prochy? Nadgarstek jeszcze pobolewa, czynności takie jak otwieranie drzwi są jeszcze trudne, ale.... jazda na rowerze na stojąco ze sporym naciekiem na dłonie nie stanowi już problemu. Dziwne jest te uszkodzenie...

Widoki... © amiga

powrót częściowo po terenie

Czwartek, 4 października 2012 · Komentarze(7)
Nightwish - Last Ride Of The Day


Powrót z pracy prawie standardowy, jednak do czasu, jadąc szosami coś mi odbiło i w Kończycach postanawiam jednak władować się w las. Chcę się pobawić trochę komórką, zobaczyć jakiej jakości będzie mi robiła zdjęcia i... nie jestem specjalnie zachwycony, z tego co widzę to rozdzielczość samej matrycy pozostawia wiele do życzenia. Piszę to o rozdzielczości składowych kolorów. Optyka jest również średniej jakości, w efekcie sporo rozmyć i brak szczegółów. Testowałem tez tryby tematyczne i... są również nijakie, takie bezpłciowe, na dokładkę brakuje mi dokładniejszej korekty ekspozycji ;P, ale to już moje "widzimisię". Po prostu przywykłem już do czegoś innego, chcę mieć nad wszystkim kontrolę, a... tu niestety tego nie ma. Może poszukam jakoegoś alternatywnego programu/softu?
Poniżej 2 fotki popełnione tą komórką. Jako taki szybki backup pewnych szczegółów, szybkiej fotki może być. Do czegoś poważniejszego można zapomnieć.

Pora kończyć to marudzenie, powoli trzeba się przygotować do wyjazdu.

Pozdrawiam wszystkich.

Zjazd z hałdki w Halembie © amiga


Taaaaką dziure mi wykopali © amiga

Do pracy i 300 wpis na BS :)

Środa, 3 października 2012 · Komentarze(5)
De Lindows - Azbestowi Piromani


Budze się koło 4:00, rzut oka za okno o widzę, że leje. Mam jeszcze trochę czasu, mogę pospać.... Wstaję po 6:00 wygląda to już nieco lepiej, nie pada, ale na drogach jest mokro, w lesie na bank będzie sporo błota. Niesiesznie się zbieram, zakładam błotkiki i w drogę. Tak jak się spodziewałem, jest mokro, sporo rozlewisk, ale nie pada, jedzie się przyjemnie. Chociaż jazda po mokrej trawie nie nalezy do przyjemności, a taki fragment też mam w Rudzie Śląskiej.
Na drogach ruch sporo mniejszy niż wczoraj, nie ma korków, wszystko odbywa się płynnie.
Jedyny idiotyczny przypadek był w Gliwicach, gdzie kretyn jadący z prędkością 10km/h samochodem z logiem Remondisa z opuszczonymi szczotkami nagle zaczął przyspieszać, w chwili gdy wyprzedzał go samochód, skuter i ja na rowerze. Przez dobre kilkaset metrów się siłowaliśmy z idiotą za kółkiem, po czym lepszym rozwiązaniem było odpuścić, bo na przeciwnym pasie pojawił się autobus. Samochód uciekł na pobocze z lewej strony, a ja i skuter zwolniliśmy i zjechaliśmy na prawą stronę. Masakra. W takich chwilach żałuję, że nie było Policji.

Od wczoraj bawię się nowym telefonem HTC One V i Endomondo na Androida i... jestem zachwycony, to co było na symbianie to tylko namiastka tego co jest na tym systemie. Pięknie dopracowana aplikacja, błędy są minimalne, wykrywanie postojów na światłach, po prostu genialne. Dane z gps-a prawie się pokrywają z tym co mam na liczniku w rowerze. Wow. W końcu widzę, jakiś wyraźny postęp.

Fotka z wypadu po Beskidach z lipca 2012.
Zachodzę w głowę co takiego magicznego jest w górach? © amiga


Właśnie zauważyłem, że jest to mój 300 wpis na BS w tym roku :)

Decathlon

Środa, 3 października 2012 · Komentarze(3)
Grunberg - Pankówa


Jest po 16:00, spotykam Darka i... jedziemy do Decathlonu w Gliwicach. Ostatni raz tam byłem chyba 2 lata temu, a niby tylko 2.5km od pracy, jednak zawsze mam nie po drodze, ech....

Powoli trzeba się przygotować do wypadu na Odyseję Jurajską, muszę zrobić kilka "drobnych" zakupów, przez net niestety niektóre rzeczy ciężko się kupuje, nie jestem w stanie określić jak coś bedzie wyglądało w rzecywistości i czy będzie mi to pasować. W skrócie pora poszukać kolejnego plecaka :). Wymagania dośc konkretne. W środku musi zmieścić się lustrzanka z dodatkowym obiektywem, 2l wody mineralnej w butelce + kurtka przciwdeszczowa i jakaś pasza na wyprawy rowerowe. Odpadają więc plecami poniżej 10l. Na miejscu okazuje się, że te 15l też są jakieś małe.
Na necie wstępnie upatruję sobie Kellysa i Quechua. Tego pierwszego nie ma w Gliwicach, ale tą drugą marka handluje Decathlon. Trochę szwędania się pomiędzy regałami i coś jest, inny niż pierwotnie zakładałem lecz wydaje się niezły, cena może nie powala, ale jakość i wykonanie są na niezłym poziomie - Quechua Forclac 22 AIR.
Przy okazji wypadałoby kupić nowy kompas, stary jest "gdzieś" w domu, ale mam średnią ochotę na jego szukanie, a po drugie potrzebuję coś bardziej poręcznego.
Wybór nie jest powalający, jest może 5-6 róznych wariantów. 3 na wejściu odrzucam, wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Jeden jest rewelacyjny, ale na rowerze będzie bardzo nieporęczny, Z pozostałych 2 wybieram model C Quechua 500 - 6 linijek w różnych skalach + przyzwoita busola :). I na koniec kupuję nową przeciwdeszczówkę, najbardziej oczojebną jaka była.

W sumie znalazłem całkiem niezły sposób na pozbycie się ponad 300zł ;P - dzięki Darku :)

Po powrocie zaczynam przepakowywać plecak, stary został jeszcze w firmie, zabiorę go przy okazji. Sama droga bezproblemowa i względnie szybka. Wyjeżdżam ok 17:30 więc jest duża szansa, że końcówka trasy będzie już po zachodzie.
Temperatura powoli spada, co mnie nie cieszy, za to motywuje do mocniejszego naciskania na pedały. Do domu udaje się dotrzeć na kilkadziesiąc min przed zapadnięciem zmroku. Uff znowu się udało.

Fotka Archiwalna
Warszawka 2006 © amiga