Wpisy archiwalne w kategorii

W jedną stronę

Dystans całkowity:87899.67 km (w terenie 13786.08 km; 15.68%)
Czas w ruchu:3963:11
Średnia prędkość:22.18 km/h
Maksymalna prędkość:170.00 km/h
Suma podjazdów:341916 m
Maks. tętno maksymalne:240 (130 %)
Maks. tętno średnie:171 (92 %)
Suma kalorii:3366060 kcal
Liczba aktywności:2567
Średnio na aktywność:34.24 km i 1h 32m
Więcej statystyk

czwartkowy poranek

Czwartek, 10 kwietnia 2014 · Komentarze(0)
Epica - Credimi

Po wczorajszym niepracowym dniu dzisiaj pora wybrać się do Gliwic, ech gdyby lekarka wiedziała..., chociaż w domu pewnie i tak bym nie usiedział więc co za różnica?
Dzisiaj zdecydowanie chłodniej, niż we wtorek..., gdzie się podziało te 12 stopni z rana... Dobrze, że świeci chociaż słońce. 
Klasycznie wyjeżdżam dość późno i jadę szosami, najkrótszym możliwym wariantem. Po raz kolejny w Kochłowicach kolejka, czyżby coś się zmieniło? Wcześniej korki w tym miejscu to była raczej rzadkość, a w tym tygodniu w zasadzie to norma. Podjazd w kierunku Wirka dzisiaj mnie męczy, niemiłosiernie, zaczynam się obawiać co będzie gdy pojedziemy do Miechowa... Na BO odpadałem, a tam nie będzie litości, tamten teren nie wybacza. 
W Zabrzu jakiś wariat wyprzedza mnie na zakręcie..., masakra, gdzie mu się tak spieszy..., 10s później już bylibyśmy na prostej...
Za to Gliwice znowu poste, to chyba jedyna zaleta późniejszych wyjazdów ;p

Poranek w Rudzie Śląskiej
Poranek w Rudzie Śląskiej © amiga

wieczorny powrót...

Czwartek, 10 kwietnia 2014 · Komentarze(0)
Trip the Darkness - Lacuna Coil

Wychodzę kilka minut po 16:00, dzisiaj spieszy mi się jak diabli, tzn..., mam trochę czasu ale w domu muszę być max o 18:00, więc odpada wariant leśny, pomimo tego, że jest dość ładna pogoda, chociaż chłodno. Bez większych kombinacji gnam szosami, za na Pawłowie jadę nieco inaczej, pakuję się na Rogoźnicką, chcę sprawdzić jak idzie remont drogi..., widać postępy, ale pewnie jeszcze przez miesiąc droga nie będzie przejezdna. Jedyna opcja to przejazd przez ogródki działkowe, nie przepadam za tym wariantem, ale skoro zdecydowałem się już na Rogoźnicką to innego wyboru nie mam, tym bardziej, że czasu też nie mam specjalnie wiele. 
W domu melduję się, szybka kąpiel i jestem gotowy do wyjścia... udało się :) dojechać przed czasem...
Czy tu nie jest pięknie
Czy tu nie jest pięknie © amiga

do serwisu... z szarkiem...

Środa, 9 kwietnia 2014 · Komentarze(3)
Czesław Niemen - Dziwny jest ten świat

Dzisiejszy dzień nietypowy..., do pracy nie pojechałem, czekała mnie dzisiaj wizyta u lekarza a później prześwietlenie, wstępny werdykt - zapalenie zatok :( , przynajmniej wiem na co się leczyć... Worek prochów i powrót do domu. Zabieram szaraka i wiozę go do znajomego serwisu, zostanie tam na kilka dni..., szprychy muszą być wymienione. Nie mam ochoty na kolejne niespodzianki w drodze. Problem polega na tym, że docieram zbyt wcześnie i wszystko zamknięte w diabły, więc kręcę się chwilę po okolicy. Spotykam kilku znajomych i mija dobre 20 min. W końcu jako pierwszy wchodzę do serwisu..., rower zostaje, przy okazji będzie miał przegląd. Jestem pewien że zrobią go dobrze. Do domu już z buta. 

Szlak wieży spadochronowej - jeden z pomników/mogił
Szlak wieży spadochronowej - jeden z pomników/mogił © amiga

ciepły poranek

Wtorek, 8 kwietnia 2014 · Komentarze(0)
Kraftwerk - Autobahn
Nadzwyczaj ciepły poranek, tyle, że znowu wychodzę późno, trudno, pojadę szosami. Przy 9 stopniach na starcie ubieram się nieco lżej..., idealnie i jeszcze to słońce, za to na drogach sporo samochodów, dam radę, w końcu to nie pierwszy raz ;P
Za to pomarańczka idzie dzisiaj do serwisu..., do wymiany przednia przerzutka + linki i kilka innych drobiazgów. Przy okazji czeka mnie prostowanie ostatnio skręconego haka... mam nadzieję, że chłopaki sobie z tym poradzą. Chyba pora rozejrzeć się też za jakimś zapasowym, bo... licho nie śpi.
Do Gliwic dojeżdżam w całkiem niezłym czasie jak na samopoczucie..., jutro już jest pewne, że idę odwiedzić lekarza..., bo tak nie może być...., bym na płaskim terenie umierał... Muszę też w końcu dać Gianta na wymianę szprych. Zrobię to jednak gdzieś w pobliżu domu..., bo w tej chwili pewnie większość serwisów będzie miało pełne obłożenie, a to nie zajmuje 5 minut.

W lesie panewnickim
W lesie panewnickim © amiga

po serwisie

Wtorek, 8 kwietnia 2014 · Komentarze(3)
Muniek - Nobody's Perfect

Kolejne dość ciepłe popołudnie, pora ruszyć w drogę powrotną, po lesie :), a jak.
W ciągu dnia wstawiłem rower do serwisu i masakra, jedyną przerzutką jaka była dostępna w 3 najbliższych serwisach to Deore, Mam nadzieję, że nie będę miał z nią problemów... Pierwsza była taka sobie, XT-k działał rewelacyjnie do... czasu. Chwila rozmowy z jednym z serwisantów i podobno XT-ki tak mają, że leci im po jakimś czasie sprężyna, a ze mną nie miała lekko. Błoto, piasek, woda..., wszystko co było na drodze, na maratonach. Jej czas minął, ale zostawiam ją sobie na pamiątkę. 
W drodze testuję nową konfigurację..., działają wszystkie przełożenia, nawet najmniejsza zębatka z przodu..., może się przydać w Miechowie w najbliższą niedzielę :)


Nowy nabytek
Nowy nabytek © amiga

Poniedziałkowy poranek

Poniedziałek, 7 kwietnia 2014 · Komentarze(0)
Kraftwerk- Tour de France

Poranek chłodny, świeci za to słońce, jest szansa, powinno się szybko ocieplić. Wyjeżdżam za to dość późno, za karę muszę jechać szosami, w zasadzie niewiele by to zmieniło gdybym pojechał lasem, ale... tak naprawdę to czuję jeszcze zmęczenie ostatnim maratonem i tą zarazą która mnie dobija od kilku miesięcy. Obiecałem sobie, że w tym tygodniu ponownie odwiedzę lekarza..., tak nie może być, tyle, że co z tego skoro chcą mnie leczyć na alergię, której nie mam... nieważne...
Za to na drogach spory ruch, szczególnie widać to w Kochłowicach, przy dojeździe do rynku spora kolejka..., wszyscy czekają, nie ja..., później już jest zdecydowanie lepiej... W Gliwicach w zasadzie luz. Dojeżdżam w takim sobie czasie..., ech, gdzie te czasu gdy dojeżdżałem w godzinę... 


Elektrownia Halemba
Elektrownia Halemba © amiga

po pracy

Poniedziałek, 7 kwietnia 2014 · Komentarze(0)
Kraftwerk - Trans Europe Express
Wychodzę z firmy ok 17:00, wsiadam na rower i jadę, chyba po raz pierwszy od dawna zupełnie na krótko, pobożnym życzeniem jest aby pogoda się utrzymała na podobnym poziome w kolejnych dniach, tyle, że prognozy wspominają coś o ochłodzeniu.
Zgrzeszyłbym gdybym pojechał szosami, wolę wbić się w teren, więc na Sośnicy wjeżdżam na hałdę :), a dalej już lasami, tyle ile się da. Na chwilę wyjeżdżam na szosy w Rudzie Śląskiej, po drodze mijam sporo bikerów, w sumie to mnie zupełnie nie dziwi, trzeba korzystać skoro jest okazja, a dzień dość długi... Nie spieszy mi się zupełnie...., tyle, że ciąży plecak, w środku są poranne długie ciuchy rowerowe, pewnie jutro się przydadzą :)

Staw na akademikach w Ligocie
Staw na akademikach w Ligocie © amiga

piątkowy poranek...

Piątek, 4 kwietnia 2014 · Komentarze(0)
Big Cyc - Dziki Kraj

Jak mi się nie chce chcieć, już dawno tak nie miałem, apogeum było wczoraj gdy odpuściłem rower na rzecz pociągu i busa... Środek transportu to nijaki..., nie dość że drogi to na dokładkę zabiera sporo czasu. Dojazd do Gliwic zajął mi prawie 2 godziny... chore.
Dzisiaj już nie chcę popełnić tego błędu...., pakuję się na rower i w drogę, tym bardziej, że jutro czeka mnie wyjazd na kolejny maraton. Próbuję się jakoś przemęczyć.., te kilka km do pracy zabiera całkiem sporo czasu, tyle, że pogoda ponownie bardzo ładna... wróżby na weekend też całkiem niezłe... Jadę po szosach... tym bardziej, że wyjechałem stosunkowo późno. Początkowo spory ruch, szczególnie widać to w Katowicach, gdy jednak tylko minęła 8:00 zaczęło się luzować, dzięki temu w Zabrzu i w Gliwicach prawie zupełny spokój.
Gdzieś w drodze
Gdzieś w drodze © amiga

terenowy poranek z... kapciem

Środa, 2 kwietnia 2014 · Komentarze(2)
Artur Gadowski & Tangata Quintet - TanGado

Jest jakieś 15 minut po siódmej..., chłodno, ledwie 4 stopnie. Nie powinienem narzekać bo t i tak spora różnica w stosunku do jeszcze nie tak dawnych ujemnych świtów. Wsiadam na rower i jadę, jako że w lesie, jest sucho, chcę pojechać alternatywną trasą po zielonych płucach Śląska. W Panewnikach wbijam się w las, w zasadzie jeszcze nie zdarzyłem, na ostatnich kilkudziesięciu metrach rowerówki... słyszę świst uciekającego powietrza, przednie koło toczy się niemrawo. Uświadamiam sobie, że miałem połatać dętki.., cóż będę miał okazję to zrobić teraz. Rozkładam majdan..., przeglądam oponę... hm... trochę to duże co się wiło w oponę - całkiem spory kawał metalowego "opiła".

Nic dziwnego, że dętka została przebita. Inna sprawa to chyba pora zastanowić się nad zmianą przedniej gumy, ta zrobiła już 15000km... - to moja rekordzistka.., trochę żal, a z drugiej strony przebiłem ją może 4-5 razy. 
Po 10-15 minutowej zabawie z klejeniem, pompowaniem itd... w końcu ruszam, przez chwilę przechodzi mi przez myśl przejazd szosami..., ale... jak już miałem leśny plan to będę się go trzymał. Odpuszczę hałdę w Sośnicy, przelecę za to przez Kończyce i lasek Makoszowski. 
Pomimo środka tygodnia...i wczesnej pory, w lesie sporo ludzi, spacerujących, biegających czy jeżdżących na rowerze. Chyba nie powinno mnie to dziwić, bo... jestem jednym z nich...  Do pracy dojeżdżam z tym nieszczęsnym opóźnieniem, ale w końcu nie co dzień łata się dętki... chociaż ostatnio trochę tego miałem... 
Wielkie coś w oponie
Wielkie coś w oponie © amiga

po pracy

Środa, 2 kwietnia 2014 · Komentarze(0)
Edyta Bartosiewicz - Ostatni

Mamy środę..., pogoda piękna, słonecznie, może jeszcze temperatura nie jest idealna, niemniej zachęca to do  jazdy w terenie..., tyle tylko, że coś średnio mam ochotę na przejazd przez hałdę w Sośnicy. W zamian objeżdżam lasek makoszowski i pakuję się na starą hałdę w Makoszowach. Czyli w dość fajny wariant leśny na dokładkę nieszczególnie wymagający. 
Całkiem spory ruch na całej długości Zabrza Makoszowy, co nieco zaskakuje, może to efekt postawionej tutaj niedawno Biedronki? 
Za to już w lesie cisza i spokój, co prawda nie jestem sam, bo wiele osób chyba wpadło dzisiaj na pomysł obcowania z naturą, sporo ludzi na kilkach, czasami bez kijków, sporo rowerzystów różnej maści... 
W Starej Kuźni krótki postój na hałdzie :), stąd rozciąga się całkiem niezły widok na okolicę. W końcu zbieram się i jadę najkrótszą drogą w kierunku domu. Nie mam ochoty na dalsze zwiedzanie, tym bardziej, że robi się późno. Pozostało już niewiele.. w zasadzie tylko Panewniki. Trasa mija względnie szybko... w końcu dojeżdżam na miejsce.
Za szprychami
Za szprychami © amiga