Wpisy archiwalne w kategorii

do 34km

Dystans całkowity:73100.96 km (w terenie 11237.08 km; 15.37%)
Czas w ruchu:3228:23
Średnia prędkość:22.64 km/h
Maksymalna prędkość:170.00 km/h
Suma podjazdów:262950 m
Maks. tętno maksymalne:240 (130 %)
Maks. tętno średnie:171 (92 %)
Suma kalorii:2777597 kcal
Liczba aktywności:2354
Średnio na aktywność:31.05 km i 1h 22m
Więcej statystyk

dopracowo

Czwartek, 17 maja 2012 · Komentarze(10)
Dzisiaj wolniutke tempo, co nie oznacza, że się op...em. Silny północno-zachodni wiatr skutecznie utrudniał mi jazdę. Za to znowu miałem więcej czasu na rozmyślania, przy okazji zupełnie zapominając o porannej focie. Po głowie tłukły mi się 3 kawałki, 3 różnych wykonawców.

Żeby nie przeginać to dzisiaj DIE TOTEN HOSEN - Der Froschkönig, chyba głównie z tego powodu, że wczoraj na Youtubie obejrzałem cały ich koncert, jak ktoś ma ochotę to wrzuciłem go niżej.



Cały koncert
Die Toten Hosen - Nur zu Besuch: Unplugged im Wiener Burgtheater

popracowo dodomowo

Czwartek, 17 maja 2012 · Komentarze(15)
Po południu pogoda poprawiła się, wiatr osłabł (chociaż znowu wieje nie z tej strony), pokazało się słońce. humor nieco mi się poprawił, być może również dzięki sesji z Nightwishem podesłanym przez Darka, a może z zupełnie innego powodu. Mam nadzieję, że dół z ostatnich dni powoli minie.

Królowa Śląskich rzek © amiga


Nightwish - End Of An Era

A droga długa jest

Środa, 16 maja 2012 · Komentarze(6)
Poranek chłodny (na dokładkę wyjechałem ok 40 min wczesniej, coś nie mogłem spać), na szczęście nie padało, chociaż może trochę szkoda byłaby idealna na mój nastrój. Po raz kolejny nie mogłem skupić się na jeździe, masakra, na dokładkę niewiele brakowało a dzisiaj sam potrącił bym dziadka na rowerze. Zacząłem go wyprzedzać, gdy dziadek ni z tego nie z owego zasygnalizował, że skręca w lewo i sekundę później rozpoczął manewr. Tylko cudem uniknąłem kraksy, jedynie rowery otarły się o siebie. Chwila rozmowy z gościem i jadę dalej, pogrążony w moich myślach.

Dzisiejsza fota:

paprotka rosła polna © amiga


I kawałek który towarzyszył mi dzisiaj w drodze

KTM story

Środa, 16 maja 2012 · Komentarze(6)
Powrót ponownie standardowy, pogoda średnia, na szczęście tym razem bez przygód, kretynów za kierownica, dziadków skręcających znienacka.
W pracy w końcu udało mi się wyłączyć na kilka godzin i nie myśleć o problemach, które mnie trapią od jakiegoś czasu. Niestety po powrocie wszystko wróciło, ech... , kiedy to się skończy.

Wracając do tytułu wpisu, to dzisiaj zadzwonił do mnie serwis z Warszawy, okazało, się, że nie chcą już roweru, wystarczą tylko zdjęcia uszkodzenia. Coś niezdecydowani byli. Więc goście w stolicy zrobili ładne fotki i posłali to dalej. Teraz KTM ma 14 dni na rozpatrzenie reklamacji, pozostało mi czekać i mieć nadzieję na pozytywne załatwienie problemu.
Zdziwiła mnie jeszcze jedna sprawa, z rozmowy z serwisantem wynikało, że producenci lubią się czepiać w przypadku gdy zmieniany jest osprzęt w rowerze. W niektórych przypadkach wymiana kierownicy, mostka, czy przerzutek może skutkować utratą gwarancji. Chory jest ten świat, nie dość, że rowery kosztują jakąś koszmarną kasę, to producenci patrzą tylko żeby nabić sobie kabzę.
Przy okazji dowiedziałem się też, że wykorzystuję chyba rower w sposób niestandardowy. Standardem są podobno wycieczki max 1000km na rok. Q..a, chyba komuś się coś po...o.

Czerwony jak hydrant © amiga


I dzisiejsza piosenka, którą odsłuchałem dzisiaj przynajmniej kilkanaście razy, do tej pory jeszcze gdzieś mi tam wybrzmiewa.

dopracowo, bez fot

Wtorek, 15 maja 2012 · Komentarze(4)
Kolejny standardzik. Rano temp. +10 stopni, ale po wyjściu mam wrażenie, że jest chłodniej niż wczoraj. Jednak rower toczy się bez problemu napędzany jednym Amigą i to w całkiem słusznym tempie.
Dzisiaj niestety w ponurym nastroju, coś mi ciąży, moje myśli zaprząta zupełnie inna sprawa, krążą gdzieś 30km dalej. Zupełnie nie myślałem o jeździe, w pewnym momencie zdziwiłem się, że władowałem się centralnie na węzeł w Kończycach, czego nie robiłem od ostatniej gleby w tym miejscu prawie rok temu.

W zamian za brak foty piosenka:

Jestem jak jaskółka co wiosnę zgubiła

Wtorek, 15 maja 2012 · Komentarze(3)
Kolejny powrót popracowy, trasa standardowa, bez udziwnień, bez kombinacji.
Dalej nastrój mam wisielczy, ech... może to ta wiosna, może coś innego, cały dzień nie potrafiłem się skupić na czymś sensownym.
W drodze powrotnej 2 scenki, które na chwilę poprawiły mi na chwilę humor.
W Gliwicach kretyn wjechał mi przed koło z drogi podporządkowanej, skończyło się na moim ostrym hamowaniu, ale... za debilem jechała Policja i wyjątkowo byłem zadowolony z ich obecności. Kilka metrów dalej kretyn został zatrzymany i poczęstowany mandatem i punktami. 1:0 dla bikera ;)
Druga sytuacja już w Katowicach, dokładniej w Panewnikach, spotkałem gości którzy zrobili sobie przerwę w spływie kajakowym po Kłodnicy. Byłem w szoku, że po tej rzece (jeżeli tak o niej można powiedzieć), ktoś pływa. Chwila rozmowy z kajakarzem, i wiem że planują w Piątek dotrzeć do miejsca gdzie wpada do Odry ;)
Dzisiejsze foty.

Królowa Śląskich rzek © amiga


Spływ kajakowy ? © amiga


W drodze powrotnej czemuś po głowie telepały mi się słowa piosenki "Strachy na Lachy - Chory na wszystko" więc chyba muszę się nią podzielić ;)

Dopracowo

Poniedziałek, 14 maja 2012 · Komentarze(2)
Dzisiaj wyjazd z domu ponownie późno, było po 7:10 nim się wyzbierałem, wcześniej jednak musiałem zająć się rowerem, po ostatnim rajdzie na orientację rower miał na sobie tony piachu, brudu, resztek roślin i wszystkiego co można było spotkać na szlaku. Pewnie bym to zignorował, gdyby nie fakt, że hamulce i zmieniarki pod koniec trasy odmawiały posłuszeństwa.
W chwili wyjazdy na termometrze jest 8 stopni, niedużo, ale biorę tylko bluzę z długim rękawkiem, musi wystarczyć. Na zewnątrz okazuje się, że jest całkiem przyjemnie w słońcu, po rozruszaniu się na pierwszych kilku km dalej kręci się już nieźle, jest mi ciepło, nie przeszkadza mi nawet wiatr.
Chcąc jednak nadrobić poranne opóźnienie, przełączam się na blat i całą trasę pokonuję 3 najwyższych przełożeniach. Jadę jak za starych dobrych czasów, siłowo, ale chyba też z większą kadencją niż kiedyś (chyba udało mi się wyrobić nawyk przez ostatni kilka miesięcy jeżdżąc na niższych przełożeniach). Teraz trzeba popracować nad kondycją. Ta trasa musi być pokonana w tym roku w godzinę, zresztą 28 września 2011 roku już niewiele brakowało ;)

Fot chwilowo nie ma, bo jak pisałem wcześniej próbowałem nadrobić stracony czas

Obrazek zastępczy...

Poniedziałek, 14 maja 2012 · Komentarze(9)
Powrót do domu standardowy, pogoda nie rozpieszcza, może nie leje, ale nie jest zbyt przyjemnie. Wieje silny wiatr i jest chłodno. Na dokładkę na 8km coś zaczyna mi się dziać, muszę jak najszybciej dotrzeć do kibelka. Masakra, przede mną jeszcze ponad 22km - ok godziny jazdy, a rewolucja w żołądku coraz większa. Nie lubię takich numerów. Więc nie robiłem fot, siła wyższa. Dopiero w domu popełniłem zdjęcie zastępcze. ;)

Kubek prawdziwego Bikestatsowicza - (rowerowanorka.pl) © amiga


Warto zainwestować w kubek, jest piękny. rowerowanorka.pl

Szybki wypad do serwisu

Piątek, 11 maja 2012 · Komentarze(3)
Krótkie kółeczko w kilku sprawach. Początkowo do bankomatu, później odwiedziny serwisu rowerowego i wymiana sztycy w rowerze, ta oryginalna była już mocno zmęczona, a przede wszystkim zbyt krótka. Cała impreza kosztowała mnie 28zł razem z wymianą na miejscu ;). Później trzeba było sprawdzić jak się jeździ, więc kierunek - pobliski las, dalej Murcki, Giszowiec, kapliczka św. Huberta i na koniec powrót do domu.
Na więcej szaleństw nie ma czasu, muszę jeszcze załatwić kilka drobiazgów dzisiaj.

Kłoda na kłodzie © amiga


Kapliczka św. Huberta © amiga


Zamknięte z powodu że nieczynne © amiga


Zamknięte na Amen ;P © amiga

Początek podróży Zygfryda do Warszawy

Czwartek, 10 maja 2012 · Komentarze(7)
Powrót bez większych szaleństw, trasa standardowa, temperatura wysoka, w granicach 30 stopni. Trochę mi się spieszy, Zygfryd dzisiaj ma rozpocząć podróż do Warszawy do sprzedawcy. Po powrocie sprawdziłem pakunek i dzwonię do qmpla. Bierze go ze sobą do pracy, a dalej już DPD do Warszawy, trochę to skomplikowane, ale ogranicza mi koszty wysyłki ;). Co najmniej przez najbliższe 2 tygodnie czeka mnie jazda na Dziaduniu, zacząłem dostrzegać kilka jego drobnych niedoskonałości, pewnie w między czasie je skoryguję (zmęczony amortyzator, manetki do regulacji, i trochę za krótka sztyca). Nie zmienia to faktu, że na napędzie 7 rzędowym i rowerze ważącym ok 15 kg jedzie się świetnie. Nie brakuje przełożeń, rower się toczy dość żwawo, jedynie podjazdy są nieco bardziej męczące, ale co z tego.

Dzisiejsza fota (sorry, że tak mało):
Śląskie klimary © amiga