Powrót z pracy na dziaduniu, jedzie mi się rewelacyjnie i dość szybko. Pogoda piękna, jest ciepło, w końcu, część ciuchów wylądowała w plecaku. Tylko jeden postój na hałdzie w Rudzie Śląskiej, chwila walki z kadrem i mam fotkę,
aby widzieć co robię położyłem się na trawie, przynajmniej tak mi się wydawało, po wstaniu okazało się, że leżałem na mrowisku ;) Oblazły mnie czarne mrówki, kolejne kilka min. zajęło mi usunięcie tych stworzonek z ciała, ubrania. ;)
Po powrocie do domu chwila odpoczynku i pora na przygotowanie Zygfryda do podróży do Warszawy, mycie, pakowanie. Zajęło mi to ok 2 godzin. Jutro kurier i zobaczymy jaką dostanę odpowiedź, a przez kilka dni, będę ujeżdżał dziadunia.
Od kilku dni czułem, że łańcuch mi przeskakuje na środkowych zębatkach. Jako, że przejechałem na nim już prawie 2500km (co jest moim łańuchowym rekordem), przyszła pora na jego wymianę. Rowerem wczoraj został umyty, cały napęd wyczyszczony, a łańcuch zmieniony. Zmieniarki działają bez problemu, ale pod obciążeniem na 4 środkowych koronkach łańcuch mocno przeskakuje. Zużycia zębatek specjalnie jeszcze nie widać, więc musze poczekać, aż łańcuch się ułoży. Mam nadzieję, że stanie się to do końca tygodnia. Na chwilę obecno jedyne nieskaczące zębatki to 11, 12, 21, 24 i 28. i na nich dzisiaj jechałem ;P
Wyjazd z pracy raczej standardowy, jednak to co stało się później, mocno odbiegało od normy. Na 2 kilometrze coś zaczęło mi mocno zgrzytać, pierwsze podejrzenia padły na tylnie koło, obstawiam, że zmieliłem jakieś łożysko. Zatrzymuję się na chwilę i wszystko wygląda dobrze, jadę dalej, ale zgrzyty nasilają się. Zatrzymuję się na 6 km i ponownie przeglądam koła, napęd, wszystko jest ok. Mój wzrok wędruje jednak nieco wyżej, i wyżej, i q...a @#$%!!!
Gdybym wiedział, że właścicielka czarnego Kota ma taką moc, w życiu nie zdecydowałbym się na próbę wyprzedzenia jej w rywalizacji. Pierwsze ostrzeżenie dostał Coco75 teraz Ja. Ciekawe kto następny. Monika może pokaż wszystkie laleczki VooDoo aby właściciele zdążyli się przygotować do wydatków ;P
A na poważnie to, rower jest jeszcze na gwarancji więc, jutro muszę skontaktować się ze sprzedawcą/dystrybutorem i ustalić warunki wysyłki/odbioru ramy/roweru. Ciąg dalszy dzisiejszej podróży to zjazd na dworzec PKP w Zabrzu – był najbliżej, dojazd do Katowic i kolejne 6.5 km na uszkodzonym rowerze. Za chwilę idę odkurzyć starego Author-a SX i przygotować go do wyjazdu dopracowego.
Tytuł wpisu pochodzi z poniższej piosenki:
Ostatnie ostrzeżenie zejdź z drogi którą kroczysz Niech w inną stroną spojrzą twe niewidzące oczy Bo gdyby to widziały co mam dla ciebie gnoju To tak by spierdalały jak nie chcą pływać w słoju
Nie z chromosomu ani z nasienia Lecz z wegetacji owocu wkurwienia Co dojrzał wreszcie nim spadł na ziemię Pierdolnął z furią mnie prosto w ciemię Tak się narodził ponury mściciel Eliminator i odkupiciel Darth Apokalips ja jeździec piąty Tym czterem przy mnie zamiatać kąty Kierunek jazdy sam Bronson mi wskazał Więc nic nie ujdzie bokiem ni płazem Spokój odnajdę w dręczonych kanaliach Na bachanaliach we krwi i fekaliach
Pełny ma bak czeka na znak Na kierownicy spocone dłonie Zdradę i gniew zamieni w krew Przybywaj mścicielu w czarnym furgonie
Poborca zgniłek co ludzi nęka Czeka go męka i pewna ręka Z cęgami w żarze co szarpią boki Żywych bóg czyni a ja czynię zwłoki Pan strażnik miasta nie da se rady Usunąć z jajec skręconej blokady Jak mnie usunął za stówę z mandatem Wypada zatem zapoznać go z katem Terenia z urzędu będzie błagała Tak jak ci wszyscy których olała W intencji maluczkich których ma w dupie Jej głowa zasterczy na telesłupie
Nie ma że boli ma boleć i chuj nie ma że boli (no nie ma nie ma) Zbawca oprawca wyrusza na bój I się nie pierdoli (no to nie ściema)
Jak dorwę tego kutasa z tepsy Będę dla niego gorszy od sepsy Tak jak on dla mnie gdy reklamacji Nie uznał choć miałem w niej sporo racji Oleję błagania drania o życie Z modemem sagemem skwierczącym w odbycie Za nic nie dopuszczę do dalszej kariery Tego co bierze za trasę a cztery Trzynaście złotych a droga w remoncie Oj będę kończył długo nim skończę Kwitami opłaty klajstrować mu ryja Bójcie się chamy � tak mściciel zabija
Ale ja nie mam furgonu czarnego Kiedy mi dadzą kredyt na niego Pedałek z banku pełen podłości Mówi że na to nie mam zdolności Czekaj ciuliku poznasz zdolnego Na kredyt na debet i do wszystkiego Nie będę przecież w tym sanepidzie Do końca życia w smrodzie i wstydzie Tępił tu karaluchy i szczury Ambicje ma większe mściciel ponury Gdy co dzień rano do żuka włażę Zaciskam zęby i tak sobie marzę
Standardowy wyjazd dopracowy, klasycznie dość późno 7:10. W nocy lało, rankiem założyłem błotniki i w drogę. Gdzieniegdzie sporo wody, błota, lecz nie to było dzisiaj największym problemem. Po długim weekendzie ruch na ulicach zdecydowanie większy, sporo kandydatów do karnych k***ów (za jazdę, wyprzedzanie, parkowanie), trzeba było uważać. Foty wieczorem ;)
Popołudnie jak można było się spodziewać, deszczowe. W chwili wyjazdu (ok 16:40) nieco się uspokoiło, kropił tylko drobny deszczyk, chociaż 30 min wcześniej jeszcze lało. Na szczęście ruch na drogach niewielki, chyba każdy kto mógł został w domu lub jest jeszcze na przedłużonym weekendzie. Pomimo "paskudnej" aury jechało się całkiem nieźle, od czasu do czasu jedynie z nieba coś kapało. Cała trasa bez postojów, przerw, fot, zależało mi na tym aby umknąć przed większą ulewą. Udało się :), jednak wszystkie ciuchy standardowo poszły do prania, a rower ma na jutro obiecane mycie. Znowu.
Kolejny standardowy wyjazd do pracy. Pogoda dzisiaj nie rozpieszcza, w mordę wiatr, nad ranem w Zabrzu musiało solidnie padać, świadczą o tym spore kałuże. Zobaczymy co dzień przyniesie, prognozy nie napawają optymizmem.
Tydzień w kratkę, więc środa dopracowa. Nawet dobrze, można odpocząć od skwaru, słońca siedząc w zaciszu firmowym, przy włączonej klimatyzacji i sącząc kolejne kawy ;) Poranek na szczęście niezbyt upalny, dodatkowo wieje całkiem przyjemny wiatr. W lesie na wszystkich dróżkach sucho, unosi się jedynie pył, wzbudzany przez rower. Popołudnie może być jednak ciekawsze, zapowiadane są dość mocne ulewy, a pewnie i burza się trafić. Oj, będzie się działo :)
Powrót do domu zaczął się dość późno, próbowałem przeczekać burzę i chyba się to udało, przynajmniej częściowo. Wyjeżdżając z firmy już tylko lekko kropiło, za to w drodze, szczególnie w lesie sporo kałuż, rozlewisk i innych przeszkód wodnych. Sama jazda średnia, chyba byłem zbyt zmęczony, ale to taki urok tygodnia w kratkę i dzisiejszego dnia.
Powrót z pracy, tym razem w wersji mocno terenowej, może nie jest to jakaś wersja hardocore, ale taka którą lubię, tzn, spokój cisza, kontakt z przyrodą. W Zabrzu na ul. Piaskowej chyba narazili się Pani Prezydent, bo na odcinku kilku km zwinęli im asfalt ;) W obecnej chwili jedzie się tam po piasku, a może chodziło o rewitalizację okolicy ? Tylko patrzeć jak zaczną wyburzać okoliczne domy ;P.
Poranek fantastyczny, jest ciepło, w chwili wyjazdu 12 stopni, W lesie pięknie, na szosach za to spory ruch i masa debili na kółkiem. W Rudzie Śląskiej jakiś kretyn minął mnie na gazetę, w Gliwicach jakiś niezdecydowany zatrzymywał się przy każdym skrzyżowaniu z drogą podporządkowaną zastanawiając się co zrobić dalej, przy czym za każdym razem zajeżdżał mi drogę. Takich kierowców było więcej, za to zabił mnie numer jaki wykręcił mi kierowca koparki, który dobre 2km gonił mnie tym sprzęciorem po lesie. Na liczniku miałem jakieś 25-27km/h, a on tuż za mną, słyszałem dźwięk tłukącego się żelastwa, miałem wrażenie, że jestem Pacmanem, tylko kulek nie było do zbierania. Na szczęście skręcił w jeden z dojazdów na hałdę ;)