Wpisy archiwalne w kategorii

do 34km

Dystans całkowity:73100.96 km (w terenie 11237.08 km; 15.37%)
Czas w ruchu:3228:23
Średnia prędkość:22.64 km/h
Maksymalna prędkość:170.00 km/h
Suma podjazdów:262950 m
Maks. tętno maksymalne:240 (130 %)
Maks. tętno średnie:171 (92 %)
Suma kalorii:2777597 kcal
Liczba aktywności:2354
Średnio na aktywność:31.05 km i 1h 22m
Więcej statystyk

Po szosach... wieczorkiem

Wtorek, 27 listopada 2012 · Komentarze(9)
Małe serce - Przemysław Gintrowski


Wieczorem specalnie wyboru nie miałem, las nie wchodził w rachubę, musiałem w miarę szybko dotrzeć do Katowic więc pozostała jazda po szosach. Poszło przyzwocie, kilka razy rowerowstrzymywacze mnie dorwały. Na Sośnicy policja umilała przejazd, ale z grubsza byłem w domu wtedy kiedy miałem być, nieco po 18:00. Fotka zastępcza, czasu na coś więcej również nie mam. Więc kończę i... miłego wieczoru.

Po tropicielu - fotka zastępcza by WRK97 © amiga

do pracy...., odpocząć....

Poniedziałek, 26 listopada 2012 · Komentarze(6)
Jezus MaRia Peszek - Zejście awaryjne


Piękny poranek, dzisiaj jest już inaczej niż wczoraj, chce mi się coś, chce mi się wsiąść na rower i pojechać. Wczoraj udało się podładować baterie, jestem gotowy na kolejny tydzień wyzwań.
Ostatnio nie padało, więc wybieram trasę przez lasy, licze na znalezienie jakiegoś ładnego drzewka, może uda się coś pstryknąć, w zasadzie obstawiam 3 lokalizacje, pierwsza to las Panewnicki, ale jakoś te sosny wyglądają strasznie nieszczęśliwie, druga lokalizacja to park przy elektrowni Halemba i to jest strzał w 10. Kilka gatunków drzew iglastych, jest w czym wybierać, wyciągam aparat i się bawię, pewnie całość sesji zajmie kilka dni, ale wiem gdzie uderzać...

Jednak czas nie jest z gumy, po 10 min ruszam dalej, w końcu jadę do pracy :), odpocząć po trudach weekendowych :).

idą świeta ;P © amiga


Miłego dnia...

powrót :)

Poniedziałek, 26 listopada 2012 · Komentarze(3)
Woe, Is Me - Family First


Wyjeżdżam z firmy prawie planowo, wiem jedno, po Tropicielu trasa może być tylko jedna - przez lasy, w terenie, w nocy. Spodobał mi się klimat - jest rewelacyjnie, szkoda, że nie było większej kompanii, ale i tak jestem z tego zadowolony. Fantastycznie się jechało, zero samochodów, zero problemów, tylko ja rower, las i droga... . Jedynie wyjad z Gliwic trochę paskudny, w zasadzie mógłbym pojechać przez hałdę w Sośnicy, ale tam jednak lepiej jechać w dzień, głównie ze względu na budowę średnicówki. Zbyt dużo zmian jest wprowadzanych w tamtym miejscu...

Staw w okolican Tenczynka - fotka archiwalna © amiga


Miłego wieczora...

powrót do domu

Sobota, 24 listopada 2012 · Komentarze(2)
Popcorn Original Song


Po powrocie z Zabrza spędzam z rodziną Darka jeszcze godzinkę, kolejna kawa, coś na ząb i pora wracać, pora do Katowic. Wykończony siadam na rower, zapominam o rękawiczkach, zostały w mieszkaniu, nie mam siły aby tam wrócić, a Wiktora nie wykorzystam, miałbym wyrzuty sumienia, pewnie czuje się podobnie. Dam sobie radę. Swoją drogą to nie pamiętam kiedy jechałem bez rękawiczek? Pewnie ze 2 lata temu...., na początku mojej przygody z rowerem... . Dziwnie mi z tym.

Na szczęście już w Rokitnicy jest mi ciepło, ręce gorace, krew krąży, ale czuję zmęczenie, czuję tą nieprzespaną noc... jadę ostrożniej niż zwykle.
W Mikulczycach łapię panę, mam wbitego gwoździa... ech te Zabrze, po tej stronie chyba po raz pierwszy przebiłem dętkę :)

Zmieniam dętkę na nową, przygotowaną na Tropiciela, dopiero teraz się przydała, więc zakup był trafiony :).
Reszta trasy na szczęście bez przygód. Dojechałem do domu, znowu coś zjadłem, po raz pierwszy od dawien dawna odpaliłem TV, położyłem się do łóżka i.... obudziłem się jakieś 2 godz. później tylko po to aby wyłączyć TV.... Nie wiem co leciało, było mi wszystko jedno…
Niedziela przeznaczona na ładowanie baterii... do południa nie potrafiłem się pozbierać...

To o czym zapomniałem... © amiga

nieudana sesja...

Piątek, 23 listopada 2012 · Komentarze(5)
BULDOG - Piosenka o Bośni


Kolejny wypad do pracy. Budzę się wcześniej, mam jeszcze kilka spraw do załatwienia z rana.
Punkt 1 to przygotowanie się do Tropiciela (tak jakbym nie mógł tego zrobić wczoraj).
Punkt 2 to umycie roweru, napęd jest strasznie u..y.
Punkt 3 to sesja zdjęciowa.
Pierwszy punkt udaje się zrealizować połowicznie, tzn, w drodze przypomina sobie ile zapomniałem, .... mać. O 5:30 mój mózg jeszcze śpi niezależnie od tego co robi ciało...
Punkt drugi za to udaje się zrealizować w 100% - wow, może dlatego, że operacja nie jest zbyt skomplikowana i robię ją już automatycznie, podświadomie...
Punkt trzeci jest nieźle, zabieram ze sobą wszystkie potrzebne graty, teraz potrzebuję tylko lasu i choinek...

Ruszam po szosach, zastanawiam się nad jazdą pełnym terenem, jednak ze względu na Tropiciela odpuszczam, w końcu choinki rosną wszędzie, coś znajdę. Zakładam, że w lasku Makoszowskim będzie rosło jakieś odpowiednie do moich potrzeb drzewo.
Niemniej już wcześniej mocno rozglądam się po okolicy i.... nima.... masakra..
O ile w moich Ochojeckich lasach jest tego od groma wszędzie, tak tutaj nie ma ani jednego drzewka. W Kończycach zauważam 2 małe skarlałe okazy przy kościele. Podjeżdżam...., z bliska wyglądają paskudnie, poza tym wyraźnie coś mnie parzy... trzeba jechać dalej...
W Lasku Makoszowskim, rozglądam się na prawo, i lewo, i... nic... tutaj mam brzozy, kilka odmian olchy, gdzieniegdzie trafi się jakiś buk czy inny dąb, ale drzew iglastych niema...
Odpuszczam. Jadę do firmy, może będzie to głupio wyglądało, ale zabawki jadą ze mną na Tropiciela... może klimat będzie bardziej odpowiedni? Może będą choinki...
W najgorszym wypadku w niedzielę czeka mnie wizyta w najbliższym lesie...

no i bombka.... © amiga


Miłego dnia

Jednak przeziębienie...

Czwartek, 22 listopada 2012 · Komentarze(8)
LADY PANK - ZNOWU PADA DESZCZ


Wyjazd do firmy ok 7:00, dość wcześnie, ale miałem plany..., niestety pogoda mocno je zmodyfikowała. Miałem jechać przez las, ale nocne deszcze i poranna mżawka skutecznie mnie zniechęciła do wariantu terenowego. Po prostu nie dzisiaj. Pewnie jutro się uda..., ma być chłodniej, ale przynajmniej nie będzie padać. Może osadzi się szadź i będzie pięknie... Zobaczymy...

Przeziębienie dorwało mnie na całego..., muszę się szybko wykurować, w piątek wyjazd na tropiciela. W pracy wypad do najbliższej Apteki zakup prochów i... zostało mieć nadzieję, że będzie dobrze... .

TDP 2011 po obróbce © amiga


Miłego dnia

Mały update wpisu - dzisiejszy poranny przejazd
Z Katowic do Gliwic na rowerze po szosach

światła nocy

Czwartek, 22 listopada 2012 · Komentarze(3)
Światła nocy

Muzyka:
Darxon - Hungry
Deely - Ricochet
On Wave - Bring me Back
Mushmellow - TOXIC

Wpis nietypowy i chyba ostatni na tą chwilę z filmikiem z przelotu Gliwic->Katowice. Wyszło to dość surrealistycznie...

Sama trasa standardowa, po ciemku, po szosach, co zresztą widać na dołączonym filmie.
Przeziębienie daje znać o sobie, ale cóż robić, jechać trzeba. Kamyki zgodnie z sugestią Limita pozbierane, rano będę mógł wyrzucić pierwszy :).

Rozpisalem się...., starczy tego.... nie mam weny....


Fotka sprzed kilku dni.
Cmentarz Żołnierzy Armii Czerwonej w Katowicach w parku Kościuszki © amiga

poranne mgły...

Środa, 21 listopada 2012 · Komentarze(10)
"Czarna Mańka" - Maciej Maleńczuk


Poranek ciemny, mglisty, źle mi się wstaje, na dokładkę chyba się lekko przeziębiłem wczoraj, to by mogło tłumaczyć, czemu tak źle mi się wczoraj jechało do domu., czemu tak szybko wczoraj odpadłem. Zbieram się niemiłosiernie powoli, w efekcie wyjeżdżam ok 7:30... masakra...

Trasa standardowa po szosach, nie chcę przeginać, widoczność jest mocno ograniczona, za to jakaś taka kultura panuje na drogach, jestem w szoku. Zamiast ludzi pukających się w czoło, trąbiących, dzisiaj kilka razy tak po prostu kierowcy ustępowali mi pierwszeństwa, przepuszczali, nie w...i się przede mnie, nie zajeżdżali mi drogi, może dzisiaj obudziłem się w innym matrixie? Zobaczymy wieczorem.

poranne mgły w Rudzie Śląskiej © amiga


Miłego dnia i oby cały dzień był równie spokojny jak poranek.

przygotowania....

Środa, 21 listopada 2012 · Komentarze(2)
Myly Ludzie - Sen


Powrót do domu pod wiatr, w zasadzie cała trasa to jedna wielka walka z żywiołem, w zasadzie powinienem być już odporny na coś takiego, ale wiatr był wyjątkowo zimny, pewnie wilgoć w powietrzu dodatkowo potęgowała to uczucie. Przynajmniej nie było szaleństw na drogach, może poza tragedią zwaną "wiaduktem w Sośnicy". 12 na przejazd kolumny samochodów to stanowczo za mało, co za k...n ustawiał te światła. Efekt - korek. Na dokładkę brak pobocza, chodnika czegokolwiek po czym dałoby się jechać rowerem... Trzeba wyczekać na swoją kolej i tyle... Mam nadzieję, że wkrótce wykończą to na tyle aby znowu dało się normalnie jeechać...

W domu trochę młyn, z małym opóźnieniem dostałem 2 kolejne komputery do przepatrzenia, na dokładkę musiałem w końcu dotrzeć do OBI, plan wieczorny napięty, ale przynajmniej udało się częściowo skompletować potrzebny sprzęt i narzędzia... .

Na ławeczce © amiga

Wstaję razem ze słońcem....

Wtorek, 20 listopada 2012 · Komentarze(9)
Lao Che - 4 piosenki



W Katowicach całkiem spory ruch, jednak nie ma jakiś dziwnych korków, spowalniaczy, przewężeń, jedzie się szybko, standardowo jadę na Kochłowice, Wirek, Bielszowice, Kończyce, Maciejów i Sośnicę...
Co ciekawe po raz pierwszy ktoś z firmy pozdrawia mnie już Kochłowicach, co on tutaj robi o takiej porze? Drugi przypadek w Kończycach gdzie dyrektor początkowo jedzie za mną, później mnie wyprzedza, następnie gdy stoi w korku w Sośnicy ja wyprzedzam jego, w sumie mijaliśmy się 3 razy :).

Rozmawiając z Nim i z innymi pracownikami na ostatniej imprezie firmowej, mam wrażenie, że na wiosnę przybędzie w fabryce bikerów... :)

Jak pięknie było w Goczałkowicach © amiga