Wpisy archiwalne w kategorii

do 34km

Dystans całkowity:73100.96 km (w terenie 11237.08 km; 15.37%)
Czas w ruchu:3228:23
Średnia prędkość:22.64 km/h
Maksymalna prędkość:170.00 km/h
Suma podjazdów:262950 m
Maks. tętno maksymalne:240 (130 %)
Maks. tętno średnie:171 (92 %)
Suma kalorii:2777597 kcal
Liczba aktywności:2354
Średnio na aktywność:31.05 km i 1h 22m
Więcej statystyk

opóżniony wyjazd

Poniedziałek, 17 czerwca 2013 · Komentarze(0)
Janis Joplin- Summertime


Wychodzę później niż początkowo zakładałem, jest 18:00. Z drugiej strony ruch na drogach zelżał, za to temperatura daje się we znaki, na szczęście z firmy wziąłem bidon z wodą, nie grozi mi odwodnienie. Zresztą co może mi się stać przez 80min jazdy? Wiatr się wzmógł, tyle, że tym razem nie mam go w plecy, wieje prosto w gębę... W końcu zapada decyzja, terenem będzie przyjemniej. Nie ma samochodów a i w cieniu jedzie się lepiej. Zatrzymuję się na chwilę na hałdzie na Halembie. Opróżniam bidon. Chwilę obserwuję okolicę, może coś rzuci mi się w oczy, coś innego niż zwykle.
W końcu ruszam, pozostało ok 10km, droga mija szybko, mijam po drodze dziesiątki bikerów. W końcu wyszli z ukrycia :)
Już w domu kąpiel i chwila na odpoczynek. Pięknie się jechało

Słońce powoli hyli się ku horyzontowi © amiga

w końcu po pracy... ;P

Piątek, 14 czerwca 2013 · Komentarze(3)
Elektryczne gitary - Człowiek z liściem


Po 2 ciężkich dniach w końcu mogę wsiąść na rower, w końcu mogę się kawałek przejechać, jakaż to niesamowita odmiana, od ślęczenia przed komputerem, przed różnego rodzaju gadżetami... Po ciężkim tygodniu apogeum przypadło na czwartek i piątek. Było ciężko, ale wszystko zakończyło się pełnym sukcesem. Teraz potrzebowałem odreagowania, chwili tylko dla siebie, tego zmęczenia, chwilami bólu. No niesamowite ile takie 80 minut na dwóch kółkach potrafi zdziałać :).
Wyjazd z firmy ok 19:40, szosy puste jest ciepło, przyjemnie, w końcu czuję, że jest wiosna :), szkoda, że tak późno, ale wybaczam jej :) Warto było czekać, warto było się pomęczyć pół roku... Już w domu chwila na przygotowanie do jutrzejszej wyprawy. Będzie pięknie

Etisoft - tak pięknie jest © amiga

słoneczny poranek....

Czwartek, 13 czerwca 2013 · Komentarze(3)
Collage - Living in The Moonlight


Dzisiaj pięknie świeci słońce, aż chce się wstać, chce się jechać. szybki śniadania i na rower. Dzisiaj świeci czystością..., wczoraj godzina pucowania, ale warto było, wszystkie podzespoły odzyskały swoją sprawność, wypłukany został w końcu piach i błoto z wszystkich zakamarków... . Przy okazji wymiana łańcucha. Nie zabieram ze sobą błotników, w końcu po 2 tygodniach po raz pierwszy, ma być ciepło i sucho. Jeszcze nie decyduję się na jazdę w terenie, nie podejrzewam aby wszystko obeschło, aby woda spłynęła, wsiąkła, odparowała. Pomimo jazdy szosami, specjalnie mi to dzisiaj nie przeszkadzało, jedyne 2 korki na jakie trafiłem to przy ul.Śląskiej w Katowicach i drugi już w Zabrzu Kończycach. Reszta trasy bez większego ruchu samochodów. Chwila przerwy w Lasku Makoszowskim. Fota suszących się gumiaków i do pracy...
Wyszkoczyli z butów ? © amiga

Poranek po szosach....

Środa, 12 czerwca 2013 · Komentarze(0)
Hey - Zazdrość


Poranek, wczoraj miałem umyć rower, ale zupełnie mnie odcięło, już o 22:00 byłem w lepszym świecie... . Z rana oczywiście nie ma czasu na czyszczenie, na dopieszczenie maszyny. Ech...
Wsiadam na rower i ruszam, spora odmiana po ostatnich kilku dniach, nie pada, jest względnie ciepło jeżeli tak można powiedzieć o 14 stopniach. Jadę po szosach, dzisiaj spieszy mi się, chcę być nieco wcześniej w firmie.
W tych kilku miejscach gdzie wjeżdżam w teren widać sporo błota, kałuż, ogólnie mokro. Zresztą na szosach w wielu miejscach również pozostały rozlewiska. Na drogach spokojnie, jedynie Zabrze jak zwykle zakorkowane. Cóż, fragment po chodnikach, bokami i względnie szybko docieram do Gliwic, do pracy.

Boisko kolejarza w Piotrowicach © amiga


Na Rogoźnickiej bez zmian © amiga


Czy to jeszcze szosa, czy już teren ? © amiga

powrót z pracy

Środa, 12 czerwca 2013 · Komentarze(3)
T.Love - Poeci Umierają


Jest za 19:40... późno, ruszam w drogę powrotną.... może uda mi się przed zachodem słońca, chociaż szanse są niewielkie. Na drogach rewelacja, pusto jak nigdy. Jedynie pojedyncze samochody mijają mnie. Całkiem sporo rowerzystów, w końcu jest ciepło, świeci słońce :) Tego mi było trzeba. Dość szybko dojeżdżam do Rudy Śląskiej, chwila przerwy, pora idealna, niesamowity zachód słońca, zostaję w tym miejscu kilkanaście min., aż żal opuszczać takie przedstawienie, jednak pozostało jeszcze kilkanaście kilometrów do domu. Ruszam dalej, Już w domu obiecuję sobie, że w końcu wyczyszczę rower. Ciekawe czy się uda...

Zachód słońca... pięknie © amiga

w deszczu...

Wtorek, 11 czerwca 2013 · Komentarze(4)
Ayreon - Waking Dreams


Wpis szybki, bo i czasu dzisiaj niewiele...
Poranek dżdżysty, resztą ostatni było wiele takich. Wyjeżdżam, leje jak diabli, w plecaku drugi komplet ciuchów, dzisiaj może się przydać, jakoś nie wierzę, że wszystko obeschnie, że będzie suche w chwili powrotu. Do mokrych butów już się przyzwyczaiłem, najgorzej jest z wciągnięciem na siebie mokrej bluzy, nienawidzę tej chwili...

Na drogach dzisiaj jakieś wyrojenie, masa samochodów, wszyscy gdzieś jadą, istne szaleństwo. Skutkuje to w wielu miejscach korkami i wariatami za kółkiem. Dawno nie było tak źle, oczy dookoła głowy. Kilka razy mijają mnie na gazetę, na Wirku wymuszenie pierwszeństwa przez kretyna spieszącego się na zielone, które już dawno dojrzało. Zabrze to dzisiaj jeden wielki korek, w Gliwicach lekko odpuściło, może dlatego że minęła 8:00 i widać delikatnie mniejszy ruch. Przy okazji mistrzem świata jest dzisiaj dla mnie kierowca 7-ki który wpierw mnie wyprzedził po to aby chwilę zajechać mi drogę i stanąć na przystanku... Ech..., taki to już dzisiaj dzień...

Kanał lodowy - Bikeorient - fotoskecher © amiga

późny powrót...

Wtorek, 11 czerwca 2013 · Komentarze(2)
Obywatel G.C. - Tak tak... To ja


Powrót bardzo późno, zaczyna się delikatnie ściemniać, czuję też że delikatnie kropi. Ubieram na siebie zapasowe obranie, mokre buty ;P, przeciwdeszczówkę i ruszam, po szosach, po raz kolejny. Po dzisiejszych ulewach w wielu miejscach woda stoi, na szosach kałuże, rozlewiska. Nieprzyjemnie.
Droga taka sobie, delikatne zmęczenie daje znać o sobie, nie mam żadnej ochoty na szaleństwa, o prostu jadę z punktu A do punktu B. Na drogach już pusto, nie ma korków, nie ma wariatów na drogach, jedynie światła niepotrzebne zatrzymują mnie w kilku miejscach. Te drobne kawałki terenu prawie nieprzejezdne. Potrzeba kilku dni aby to wyschło.
Już w domu przyglądam się rowerowi. Chyba pora go nieco wymyć. Jazda w deszczu wyraźnie mu nie służy.

Beskid Mały - fotoskecher © amiga
[u][/u]

Uciekając przed deszczem...

Poniedziałek, 10 czerwca 2013 · Komentarze(0)
Phaeleh - Should Be True


Z pracy wyjeżdżam stosunkowo późno, dzień lekko pokręcony, ale spodziewałem się tego, to początek ciężkiego tygodnia. Pogoda oczywiście daje się we znaki, new.meteo.pl i radar.bourky.cz wskazują, że dojazd będzie w deszczu, w ciężkiej burzy, przeczekuję pierwsze deszcze,... ubieram się i liczę na cud..., może mnie nie zleje, może jakoś się uda przemknąć pomiędzy deszczowymi chmurami. Jadę o mokrych ulicach, wcześniej dostałem sms-a z Katowic o padającym gradzie. Liczę jednak na to, że dzisiaj nie będę miał przyjemności nim oberwać. Powrót po szosach, czas ma znaczenie. Jadę ile sił w nogach, jednak skrzyżowania, światła i remonty dróg spowalniają mnie. Udaje się przejechać całość bez kropli deszczu. No może bez przesady, kilka kropli spadło, niemniej nie można tego nazwać deszczem :)

To był sprzęt.... targi turystyki w Zabrzu © amiga

Do pracy...

Poniedziałek, 10 czerwca 2013 · Komentarze(0)
MYRATH - MERCILESS TIMES


Poniedziałkowy poranek, jeszcze wszystko swędzi po pogryzieniach komarów i innego dziadostwa latającego dookoła nas w lasach na BikeOriecie. Spoglądam za okno, wygląda nieźle, jednak prognozy mówią co innego. Przez cały dzień gdzieś nad głowami krążą chmury, zapowiedź przelotnych deszczy, burz itp...
Wyjeżdżam późno, jest prawie 7:30, w teren nie wjeżdżam, pędzę o szosach, czas ma znaczenie, tym bardziej, że już o 10:00 czeka mnie dość ważne spotkanie w pracy. Nie mam też ochoty na przemoknięcie. Na szczęście pogoda jest łaskawa, i udaje mi się dojechać do pracy bez moknięcia, co nie oznacza, że ciuchy są suche :), Pozostała kąpiel i do pracy. Ciekawe co będzie wieczorem? Czy aura będzie równie łaskawa?

Makieta budowanego stadionu Górnika Zabrze © amiga

Powrót po BikeOriencie

Niedziela, 9 czerwca 2013 · Komentarze(4)
Kategoria do 34km, Solo
EL DUPA - Natalia w Bruklinie


Niedzielny poranek, a w zasadzie przedpołudnie, pora wracać do domu. Po wczorajszym BikeOriencie i miło spędzonym wieczorze przy piwie (chyba po raz pierwszy nie wchodziło), pora wrócić do Katowic. Żegnam się z familią Darka i ruszam. Czuję, że napęd dalej wariuje, szukam przełożenia na którym da się jechać ale... nie ma... zjeżdżam do Rokitnicy i staję na chwilę, przyglądam się przerzutce - wygląda na ok. Smarowanie i mycie przywróciło jej sprawność. Tylko czemu ten łańcuch lata pomiędzy 3 koronkami? Przyglądam się jeszcze chwilę i... widzę co jest przyczyną. Zgięte ogniwo łańcucha... Na miejscu mała operacja, wyjmuję uszkodzony fragment zastępując go spinką teraz będą 2 :)
Ruszam i.... napęd działa nieźle, może nie idealnie, bo pewnie to będzie wymagało dokładnego wyczyszczenia wszystkiego, niemniej da się zmieniać przełożenia, łańcuch nie wariuje, mogę w końcu jechać.

Coś chyba jest nie tak © amiga


Może dlatego łańcuch skakał? © amiga


Nie szarżuję, nie mam ochoty na to, czuję lekkie zmęczenie po wczorajszym rajdzie, za to mam ochotę na las.... Jadę przez całą długość Kończyc, wiadukt nad A4 i wjeżdżam w las :) Jest pięknie. Dopiero w Starej Kuźni trafiam na ślad po ostatnich burzach.

Rozlewisko przy wyjeździe w okolicy Starej Kuźni, w zasadzie nabrałem doświadczenia w brodzeniu w takich miejsach ;P © amiga


Wymijam to miejsce i gnam dalej. Zatrzymuję się na chwilę w parku Zadole, czuję, że musze uzupełnić elektrolity. Wczorajszy skwar dalej jest odczuwalny... . Do domu pozostały jeszcze tylko 2km. Niedaleko. Nie spinając się specjalnie przejeżdżam je spokojnym tempem. W domu wszystkie ciuchy lecą do prania. Trzeba usunąć z nich zapaszek zatęchłych bagien po których jeździliśmy na BikeOriencie.