Rano waham się czy jechać rowerem, prognozy na piątek są nienajlepsze. Ma padać po południu, po raz kolejny zawierzam jednak new.meteo.pl (deszcz ma być przelotny i ma przestać padać ok 17:00). Wsiadam więc na rower i ruszam do Pracy. Jest późno 7:15. Chyba po raz pierwszy wyjechałem o takiej godzinie. Staram się nadrobić nieco czas na trasie i .... częściowo się to udaje, średnia wyszła zajebista, może dzięki temu, że praktycznie nigdzie nie ma błota i kałuż (wyjątkiem jest oczywiście odcinek pomiędzy Kończycami a Makoszowami w Zabrzu. Gdyby jeszcze ze 2-3 dni nie padało to i tam by się zrobiło sucho).
Powrót z pracy praktyczne standardowy. Przed wyjazdem z Gliwic djk71 kusił wycieczką w okolice Tarnowskich Gór. Ciężko się nad tym zastanawiałem, okolica piękna, i od dłuższego czasu mam ją w planach. Niestety jeszcze nie tym razem. Muszę wygospodarować jakiś 1 cały dzień na pozwiedzanie tej okolicy. Po powrocie d domu i szybkim obiedzie, zaczął sięmały młyn. Szybki wyjazd na rowerze do znajomych odebrać papierówki, później spotkanie z qmplem. Do domu wróciłem dopiero ok 22:00.
Cieszę się jak dziecko widząc słońce z rana :) i mając w planach kolejny wyjazd do pracy na rowerze. Pogoda ponownie piękna, słoneczna. temperatura umiarkowana w granicach 20 stopni. Rewelacja. Trasa identyczna jak ta wczorajsza, tyle, że kałuż i błota jakby mniej. Jeszcze kilka bezdeszczowych dni i jazda do Gliwic to będzie już sama przyjemność. W zasadzie cała droga przebiegła bez większych problemów. W 2 miejscach wycinka drzew na szlakach ale dało się przejechać. Chyba dobrze będzie mi się pracowało dzisiaj, w końcu rano udało mi się doładować akumulatory :)
Pierwszy w tym tygodniu powrót z pracy. Pogoda dopisała, jest ciepło, słonecznie, po prosty pięknie, ... aż chce się jechać. Ujechałem jednak ok 8km i .. złapałem kolejną gumę w tym roku i ... kolejną w Zabrzu. W zasadzie wszystkie złapane w tym roku przeze mnie gumy, uszkodzenia opon były w Zabrzu. Jakieś nieszczęśliwe jest to miasto. Tym razem wbił mi się niewielki drut w okonę i dentkę. Usunąłem go, wymieniłem dętkę (starą wrzuciłem do plecaka) i ruszyłem dalej. Już bez przygód dotarłem do domu. Dopiero tutaj zabrałem się za łatanie uszkodzenia i ... zużyłem ostatnią łatkę z zestawu kupionego jakies 2-3 miesiące temu. Szybko to poszło. Jutro muszę uzupełnić zapasy, głupio by było zostać gdzieś w środku lasu z dziurą w kole :(
Wczorajszy dzień był niestety inny niż planowałem. Plan był prosty. Rano do pracy na rowerze. Wyjazd z pracy nieco wcześniej i szybki przejazd na Tour de Pologne. Niestety plany mają to do siebie, że lubią się p...ć. Zamiast rowerem pojechałem pociągiem. Wyjazd z pracy godzinę później niż planowałem :(. Udało mi się zdążyć na 2 ostatnie okrążenia w Tour de Pologne. poniżej kilka wczorajszych fot.
Dzisiaj już bardziej klasycznie. Tym bardziej ze po kilku tygodniach pogoda dopisała. W końcu NIE PADA :))))) Więc pozbierałem się, nałożyłem odpowiednie wdzianko i ruszyłem do pracy moją ulubioną trasą przez lasy i boczne drogi. Jechało się zajebiście. Szczególnie po ostatniej kilkudniowej przerwie. Las o poranku prezentował się pięknie. Aż się cieszę na powrót do domu :) Może wybiorę się ciekawszą drogą. Ech ... i znowu życie nabrało barw :)
Powrót z pracy również w większości po szosach. Jednak trasa nieco zmieniona w stosunku do tej porannej. Ciężko powiedzieć czy lepsza. Pewnie zda egzamin po deszczu. Jazda przez lasy kończyła się ostatnio maksymalnym up....em się. Mam nadzieję, że kolejny tydzień będzie nieco bardziej słoneczny.
Dzisiaj z rana wyjrzałem za okno i … widzę, że poranek jest raczej nieciekawy. Niebo zasnute ciężkimi chmurami, będzie padać. Profilaktycznie spojrzałem na new.meteo.pl wg. nich opady mają być raczej symboliczne. Więc nie namyślając się długo pozbierałem się, oczyściłem rower z wczorajszego zaschniętego błota i w drogę. Jednak tym razem postanowiłem pojechać szosami. Dzień wcześniej nakreśliłem sobie z grubsza plan jazdy. Trasa prowadziła przez Panewniki, Kochłowice, Wirek, Pawłów, Kończyce, Makoszowy, Sośnicę. Na Wirku i W Kończycach trochę pop…em trasę, ale w końcu trafiłem do firmy. Muszę się kilka razy tamtędy przejechać to problem z zatrzymywaniem się i sprawdzaniem mojej pozycji na trekbuddy odpadnie. Trasa docelowo wygląda na stosunkowo szybką. W kilku miejscach są podjazdy które dały mi popalić. Ale może to jest też spowodowane wczorajszą zmianą kasety ? Tak swoją drogą to na niej (kasecie) na prostych odcinkach jedzie się chyba szybciej, lepiej idzie dobrać przełożenie, za to pod górkę jakoś tak mi nie szło. Pewnie za kilka dni załapię jakich używać koronek i będzie lepiej. I jeszcze jedna uwaga. Serwis, który zmieniał mi kasetę i łańcuch miał wyregulować również przerzutki. Chyba coś im nie wyszło z tą regulacją bo przełączanie biegów z tyłu jest czasami problematycznie. Niektóre nie chcą wchodzić, trzeba zrzucić 2 i dopiero podciągnąć o 1 w górę. Ech chyba przyjdzie Mie to zrobić samemu w domu w weekend
Powrót z Gliwic również nietypowy. Rano podczas jazdy przeskakiwał mi łańcuch. Biedak kończył się. Przejechałem na nim ok 1800-1900km. Po pracy zajechałem do serwisu i przy okazji wymieniłem kasetę. Stara kaseta to Shimano HG-50 11-34. Tani model włożony do seryjnie składanego roweru. Jako, że nie używałem w zasadzie największych koronek zdecydowałem się na kasetę HG-61 11-28. Pierwsze wrażenia są trochę ... dziwne, przełożenia są nieco inne i pewnie chwile zajmie mi zanim się do nich przyzwyczaję. Za to w sumie jestem lżejszy o 250zł wraz z wymianą i regulacją. Powrót podobną trasą jak ta poranna, tyle że bez przygód. Jedynie spora ilośc kałuż i błota skutecznie mnie zwalniała. Dodatkowo w Zabrzu oraz części Rudy Śląskiej było widać ślady po niedawnym deszczu, w Gliwicach i Katowicach za to było sucho.
Poranek względnie ładny, szczególnie po ostatnich szarych dniach. Więc nie namyślając się długo i kolejny raz zawierzając new.meteo.pl pojechałem do pracy na rowerze. Jednak tym razem trasa miała się okazać nie tak przewidywalna jak zawsze. Pierwszy "Zonk" był już w Panewnikach po ok 4 km jazdy gdy okazało się, że na mojej trasie przejazdu zaczęła się wycinka drzew. O przejeździe nie było mowy. Co kilka metrów na drodze leżały powalone kłody. Musiałem się trochę cofnąć i pojechać nieco inaczej. Drugi "Zonk" trafił mi się przy wyjździe do Halemby-Starej Kuźni na ok 12 km dzisiejszego przejazdu. Ostatnie deszcze podmyły mostek i od rana wałczyła z tym ekipa miłych Panów uzbrojonych w 1 koparkę, 2 spychacze i kilka łopat. Przeskakując z kamienia na kamień udało mi się pokonać Kłodnicę, więc wsiadłem na rower i ruszyłem dalej. Ujechałem jakieś 3 km i kolejny postój tym razem w centrum Halemby. Wypadek tir zahaczył o osobówkę i ruch odbywał się wahadłowo. Znowu straciłem kilka cennych minut. Dalej na szczęście trasa nie obfitowała już w takie przygody, jedynie kałuże "umilały" mi monotonie jazdy :)
Wieczorem jeszcze jeden maleńki wypad na rowerze. Qzynka prosiła mnie o pomoc przy przemeblowaniu, więc co było robić. Pojechałem. W drodze do ... padał deszcz, powrót bardziej przyjemny. Bezdeszczowo. :)