mały rozjazd w Jordanowie

Piątek, 6 czerwca 2014 · Komentarze(1)
Rammstein - Rosenrot
Dojeżdżamy do Jordanowa, jest sporo czasu, organizatorzy też dopiero się rozpakowują, w bazie jedynie 2 znajome osoby..., zamieniamy kilka zdań i idziemy przygotować rowery do jutrzejszego wyjazdu. Dość sprawnie to idzie, zastanawiam się co teraz? Może mała przejażdżka po okolicy? Będziemy wiedzieli z czym jutro przyjdzie nam się zmierzyć... 
30 minut to może nie jakoś specjalnie dużo, ale jedno jest dla nas oczywiste, lekko to jutro nie będzie :)
Przy okazji zauważam, że zapomniałem pasa do pulsometru, ech... chyba za szybko się zbierałem w firmie...

Samotny rycerz na swym koniu
Samotny rycerz na swym koniu © amiga

piątek przed Ciupagą

Piątek, 6 czerwca 2014 · Komentarze(0)
Labyrinth - OOMPH!
Poranek mocno szosowy, jednak dzisiaj nie mam ochoty na spinanie się, to ma być luźna przejażdżka do pracy..., tylko tyle by nogi nie zapomniały jak się kręci. 15 stopni to może nie szczyt tego czego bym oczekiwał po później wiośnie, ale nie ma co narzekać. Jeszcze nie tak dawno było 0 i też jeździłem. Droga mija dość szybko, dzień w pracy zapowiada się też raczej ciężki, ale... będzie krótki, musimy wcześnie dzisiaj wyjść by dotrzeć do bazy w Jordanowie.

W Śląskim Ogrodzie Botanicznym
W Śląskim Ogrodzie Botanicznym © amiga

czwartek z rana

Czwartek, 5 czerwca 2014 · Komentarze(0)
My Apocalypse - Arch Enemy

Z domu udaje się wyjść nieco wcześniej niż wczoraj ;P 7:05 i siedzę an rowerze, lekkie mgły, 15 stopni na starcie, bardzo delikatny wiatr, ciężko mi ustalić kierunek... chyba południowy, ale pewny nie jestem. Za to szosy witają mnie wzmożonym ruchem, na szczęście jeszcze kilka tygodni i będzie pusto. Zaczną się wakacje i ruch powinien zmniejszyć się o ok 1/3. W chwili gdy dojeżdżam do Zabrza wybija 8:00, objeżdżam centrum nieco tyłem, przy lasku Makoszowskim. Za to na granicy z Gliwicami jest już nieźle, pustawo... więc ostatnie kilka km idzie dość sprawnie, bez niepotrzebnych przerw w jeździe.

Jeszcze jedna fota ze Złombolu w Katowicach z 2010 roku
Jeszcze jedna fota ze Złombolu w Katowicach z 2010 roku © amiga

Śląski Ogród Botaniczny

Czwartek, 5 czerwca 2014 · Komentarze(0)
Arch Enemy - Burning Angel
Wyjeżdżam z pracy, dzisiaj specjalnie mi się nie spieszy, chcę się gdzieś ciut dalej przejechać, sprawdzić jak mi pójdzie na podjazdach. Wiem, że w okolicy nie poszaleję, bo nie ma mowy o długich stromych podjazdach które mnie czekają już w sobotę. Wybór pada na opcje Mikołów....
Gdy jednak dojeżdżam do Zabrza, zaczyna lać, spoglądam na niebo, to raczej krótka wiosenna burza, chmura nie jest zbyt wielka. Zatrzymuję się na 10 min pod wiaduktem, by przeczekać największą nawałnicę.... 
Przestaje padać, więc ruszam dalej, kieruję się początkowo na Przyszowice, Paniówki, Chudów, jednak tym razem nie zatrzymuję się przy zamku, zobaczymy co będzie dalej.
Przed Mikołowem robię sobie przerwę wjeździe w Śląskim Ogrodzie Botanicznym. Wiele razy tędy jechałem i nie skorzystałem z okazji, dzisiaj jest jednak inaczej, widok podjazdu i informacje ze znajomych blogów wskazuję, że można się tutaj nieco spocić. Wjeżdżam na sam szczyt po drodze podziwiając rzeźby, kwitnące rośliny... 
Wchodzę na szczyt wieży by porobić trochę zdjęć...
Zaczyna padać, burza wraca, w sumie spędzam w ogrodzie dobre 30-40 minut przemieszczając się w chwilach pomiędzy kolejnymi falami deszczu. W końcu gdy nieco się przejaśnia decyduję się na wyjazd... Na niebie w oddali dalej widać ciemne chmury, pozostało mi jechać jak najkrótszą drogą do domu... Mijam centrum Mikołowa, na rynek też muszę w końcu zawitać, i dalej przez Zarzecze, Podlesie, Piotrowice... 

Ciemne chmury
Ciemne chmury © amiga
Schroniła się przed deszczem?
Schroniła się przed deszczem? © amiga
Szarak czeka na dole
Szarak czeka na dole © amiga
Okno na świat
Okno na świat © amiga\
Znowu pada
Znowu pada © amiga
Panorama planu zabaw
Panorama placu zabaw © amiga

do pracy nieco później

Środa, 4 czerwca 2014 · Komentarze(0)
Czerwony Tulipan - Madonny
Poranek dość ciepły, co... trochę zaskakuje, ale to może efekt późnego wyjazdu, chociaż prognozy wskazywał zupełnie coś innego.
Z rana krótka wizyta u lekarza, dostałem "pozwolenie" na wyjazd w góry, tyle, że dalej czuję się osłabiony, dalej jest coś nie tak..
Próbuję nieco się zmęczyć, w końcu w weekend czeka mnie/nas przepierducha w Jordanowie. Gleba w Otwocku dalej mnie prześladuje, niemniej, czuję się już nieźle, wszystkie zewnętrzne uszkodzenia w zasadzie już zniknęły. Tylko to płuco... 

Drogami za to jedzie się dość przyjemnie, szubko mijam kolejne dzielnice, Dopadam wrót firmy i trzeba się szybko przygotować do pracy, trochę tematów się dzisiaj urodziło.
Złombol 2010 - zdjęcie archiwalne
Złombol 2010 - zdjęcie archiwalne © amiga

po pracy

Środa, 4 czerwca 2014 · Komentarze(0)
Pod Budą-Jak kapitalizm to kapitalizm
Jakimś cudem udało się dzisiaj wyjść nieco wcześniej. Już o 16:30 jestem w drodze, w zasadzie dopiero na początku tej drogi.
Zaczęło się też wyraźnie poprawiać w pogodzie, wyjeżdżając termometr pokazuje mi nieco ponad 20 stopni... 
Gnam szosami, spieszy mi się, o 18:00 muszę być już w domu. Gdzieś w okolicach 19:00 jestem umówiony więc nie ma mowy o tym by o coś jeszcze zahaczyć. Końcówka to ul Bałtycka i fragment terenu, jeszcze jest mokro, trochę błota..., chyba trzeba będzie jeszcze poczekać zanim wjadę w las...
Jeszcze jedno wspomnieniowe zdjęcie ze złombolu
Jeszcze jedno wspomnieniowe zdjęcie ze złombolu © amiga

do domu

Wtorek, 3 czerwca 2014 · Komentarze(0)
KDZKPW - Niemiecki Krasnal

Pogoda nieco się poprawiła, jest coś przed 17:00, na drogach jest jednak mokro..., hałdy i lasy odpuszczam, ale... przez większość drogi zastanawiam się czy lekko nie przedłużyć sobie przejazdu..., tyle, że zanim decyzja dojrzała, to jestem na Helembie, mam niewielkie pole manewru...  jednaj jadę nieco tyłami, inną trasa, lubię ten fragment, bo w zasadzie na ma tutaj ruchu samochodowego. Na dzisiaj to jednak koniec szaleństwa, muszę jednak dojechać do domu w miarę przyzwoitym czasie.
Jeszcze kwitną ;)
Jeszcze kwitną ;) © amiga

do pracy

Wtorek, 3 czerwca 2014 · Komentarze(0)
KDZKPW - 8 Dzień Tygodnia


Coś się z rana nie mogę zwlec, idzie to... jak krew z nosa..., za oknem deszcz... w efekcie opóźniam start ile się da, wyjeżdżam ok 7:12. Początek jak to w deszczu nieprzyjemny, jednak... już po chwili jest mi wszystko jedno... ;) Jadę standardowo szosami, w teren nawet nie mam ochoty wjechać. Kiedyś to przerabiałem i wiem jak to się kończy. 
Na drogach całkiem spory ruch, jak zawsze to częściowo efekt pogody, a częściowo późnego wyjazdu. Jednak im dłużej jadę tym aura bardziej mi sprzyja, przy wyjeździe z Zabrza nawet na chwilę pojawia się słońce. Aby wieczorem było lepiej.

Znowu pada deszcz
Znowu pada deszcz © amiga

do domu przez Helenkę

Poniedziałek, 2 czerwca 2014 · Komentarze(0)
Anathema - Lost control
Powrót z pracy nieco wcześniej niż planowałem pierwotnie, jednak w domu nie będę zbyt szybko, wracając jadę na skróty przez Helenkę, przy okazji sprawdzając stan Leśnej i kilku innych miejsc będących na trasie planowanego wyjazdu do Siewierza. W ciągu ok 40 minut dojeżdżam na miejsce, pomimo wcześniejszych prognoz nie pada... 
Po 20 pora wracać, zauważam że nie mam lampki, biorę jedną z lampek Darka, jutro oddam. Gdy schodzę na dół okazuje się, że całkiem nieźle leje :) Za to nieco wspomaga mnie wiatr wiejący od zachodu (delikatnie zmienił kierunek, od chwili wyjazdu z Gliwic). Do pozytywów przejazdu muszę zaliczyć pustki na całej trasie, samochodów jak na lekarstwo, przez kolejne skrzyżowania mogę przelatywać, jedynie 2-3 razy muszę stanąć na światłach..., gdy dojeżdżam do domu... deszcze jakby stał się mniejszy..., drobniejszy... tylko co z tego... i tak wszystko ląduje w pralce... Byty pewnie będą się suszyły ze  2-3 dni :)
Gdzieś na trasie
Gdzieś na trasie © amiga

do pracy

Poniedziałek, 2 czerwca 2014 · Komentarze(0)
Anathema Lost Song Part 3

Początek czerwca... stosunkowo chłodno na starcie... jedynie 13 stopni... na dokładkę prognozy wskazują raczej na ochłodzenie i opady, to.... drugie jeszcze dzisiaj wieczorem. Drogę do pracy uprzyjemnia mi wiatr wiejący z północnego zachodu.... Próbuję mocniej naciskać na pedały, ale... tylko próbuję. To nie to ta kondycja co w zeszłym roku... tyle, że rok temu nie chodziłem od lekarza do lekarza. 
Mimo tego do firmy docieram w dość przyzwoitym czasie, nawet jestem zadowolony.... Pozostało tylko się wykąpać, przebrać... i... zabrać się za ważne sprawy...
Tulipanowiec
Tulipanowiec © amiga