Piątkowy poranek

Piątek, 13 czerwca 2014 · Komentarze(0)
Roger Waters & Sinead O'Connor - Mother

Niby ostatni dzień pracy, ale nie ostatni rowerowy w tym tygodniu, weekend szykuje ciekawy, wraz z Darkiem będziemy prowadzić "wycieczkę" do Siewierza, chyba obydwoje odczuwamy jaką presję, średnio się czuję jako przewodnik... tym bardziej, że spora część będzie prowadziła przez tereny znane Darkowi - okolice Tarnowskich Gór, Miasteczka śląskiego, Bibieli... 
Ale z rana nie muszę jeszcze się tym przejmować, plan na poranek to dojechać do pracy ;) Jakimś cudem udaje mi się wyjść tuż przed 7:00, może to stres? Ciągnę szosami, bo o innej opcji raczej nie myślę i tak pewnie będzie ciężko dzisiaj..., drogi względnie puste, dopiero przed ósmą samochodów jest wyraźnie więcej i standardowo jestem w tym czasie w Zabrzu. Ze względu a nowe wykopki na Pawłowie zmieniam nieco plan i przebijam się w kierunku Makoszow, a tam klasycznie do lasku i dalej na Gliwice.
W drodze
W drodze © amiga

sprawdzając ścieżki na Halembie

Czwartek, 12 czerwca 2014 · Komentarze(0)
Aerosmith - Cryin

Wiatrzysko wieje dalej z północnego zachodu, po szosach miałbym dzisiaj szybki powrót, jednak czuję się jakiś osłabiony, to... nie za dobrze, decyduję się na przejazd po terenie, tyle ile się da, ale z pominięciem hałdy w Sośnicy. Za Starą Kuźnią postanawiam pojechać nieco inaczej niż zwykle, korci mnie by sprawdzić gdzie prowadzi ścieżka wzdłuż starej hałdy. Szuterek początkowo szeroki jednak im dalej tym ścieżka robi się węższa, kończy się mostkiem nad Kłodnicą, wcześniej tutaj nie byłem i tylko z grubsza orientuję się w którym miejscu jestem, prawdopodobnie wyjadę gdzieś w Kochłowicach, ale w którym miejscu, przy okazji sprawdzam kilka okolicznych ścieżek, czy da się nimi przejechać. Niestety kończą się dość szybko albo na czyjejś posesji, albo w bagnie. Zawracam i dojeżdżam do Kochłowickiej, tutaj już jestem prawie u siebie. Na koniec skręcam w kierunku Kokocińca i ląduję na Ligocie gdzie już bez żadnych udziwnień kieruję się do domu.
Okolice hałdy na Halembie
Okolice hałdy na Halembie © amiga
Przed mostkiem na Kłodnicy
Przed mostkiem na Kłodnicy © amiga

kolejny poranek po szosach

Czwartek, 12 czerwca 2014 · Komentarze(0)
KISS - I Was Made For Loving You

Wyraźnie chłodniej niż wczoraj, jednak dalej to 19 stopni, znowu późno wyjeżdżam, na zegarku jest coś koło 7:20, wiatr wyraźnie zmienił kierunek, tym razem mam go w twarz, czuję, że wieje z północnego zachodu. To oznacza jedno, nie będzie lekko, 30 km pod górkę, a jeszcze strach przed ew uszkodzeniem kolejnych szprych. Możliwe, że to był tylko przypadek, ale jeżeli pozostałe też są zmęczone? W razie czego wiozę zapasowe szprychy. Po głowie chodzi mi tez możliwość wstawienia rowera do serwisu z rana...
jednak już po dojeździe gdy zabieram się za pracę zupełnie mi to wypada z głowy, są inne problemy...
Lasek Makoszowski
Lasek Makoszowski © amiga

Zerwana szprycha

Środa, 11 czerwca 2014 · Komentarze(0)
Manowar - Warriors Of The World United

Wracam z pracy, dzień był ciężki, chcę pojechać dzisiaj przez Mikołów, może zahaczyć nawet o Ogród Botaniczny. Omijam hałdę w Sośnicy i jadę przez Lasek Makoszowski, przy wyjeździe coś mi brzdękło, pewnie na coś najechałem jadę dalej, jednak coś jest nie tam, mam wrażenie, że rower mi pływa, zatrzymuję się na chwilę, czyżby to pana? Sprawdzam oponę jest ok... pewnie złudzenie.
Ujechałem jeszcze może kilometr i... dalej coś mi nie pasuje, spoglądam na tylne koło..., jest bicie... Coś się musiało stać..., staję przy kopalni w Makoszowach, sprawdzam tylne koło, już widzę co się stało... zerwałem szprychę... 
Na tym kończy się mój dzisiejszy plan jazdy przez Mikołów, zawracam i skręcam na Kończyce później na szosową wersję dojazdu do Katowic. Po drodze kombinuję, czy gdzieś po drodze nie będzie sklepu rowerowego..., przynajmniej kupię szprychy, bo o wymianie od ręki raczej mowy nie będzie, nie dość że jest późno, to na dokładkę to.... szczyt sezonu. 
Jadę wyraźniej wolniej rozglądając się, tyle, że w Pawłowie, Wirku gdzie przejeżdżam nic nie ma, zastanawiam się czy nie odbić w okolice Plazy, ale to nie wydaje mi się dobrą opcją, w najgorszym przypadku w Ochojcu mam sklep otwarty do 20:00, powinienem zdążyć, wiem że jeszcze coś jest na Panewnickiej i... w Kochłowicach, tylko czy będzie otwarty?
Dojeżdżam na Kochłowicki Rynek, jest sklep i jest otwarty, wchodzę do środka, tak jak się spodziewałem są zawaleni pracą, ale mają szprychy. Profilaktycznie kupuję ciut więcej niż komplet na tylne koło - 40 szt z nyplami. Co będzie to będzie, w najgorszym przypadku sam zaplotę koło..., może się tego nauczę..., wiem od kogo będę mógł pożyczyć centrownicę...
Do domu na szczęście nic się nie stało więcej z rowerem, rozbieram koło wstawiam nówkę DT z grubsza ją skręcam tak aby bicie było jak najmniejsze i... chyba jest dobrze. Jutro to sprawdzę, za to po raz pierwszy dopuszczam wyjazd do Siewierza na góralu. Mam 2 dni na sprawdzenie czy nic się nie będzie działo...

Leśne ścieżki
Leśne ścieżki © amiga

środa...

Środa, 11 czerwca 2014 · Komentarze(0)
Within Temptation - Say My Name

Znowu klasyk po szosach, tak chyba już zostanie z rana, bo to w końcu najszybsza i najkrótsza opcja dojazdu do Gliwic. Na wejściu 22 stopnie, jazda w takich warunkach to czysta przyjemność, chociaż prognozy zaczynają wskazywać, że pod koniec tygodnia pogoda ma się nieco załamać, a to nie cieszy, mając na uwadze weekendowe spotkanie integracyjne. 
Za to wiatr po raz kolejny wspomaga, kolejne szosy, dzielnice tylko migają, jednak i tak nie ma opcji pobicia zeszłorocznego rekordu, jestem na to za słaby... Późny wyjazd ok 7:20 skutkuje sporymi problemami w trasie, jednak nie jest tak źle... korków nie ma za dużo, a tak gdzie się pojawiają da się je objechać bądź poboczem, bądź chodnikiem. Drugi raz docieram w tak ekspresowym czasie do firmy :)
Staw w lesie w okolicach Kochłowic
Staw w lesie w okolicach Kochłowic © amiga

powrót do domu

Wtorek, 10 czerwca 2014 · Komentarze(0)
ZZ Top - Gimme All Your Lovin
Jest niesamowicie ciepło... ponad 25 stopni na starcie, mam trochę czasu więc postanawiam pojechać nieco inaczej, początkowo zastanawiam się o wbiciu się w pank. rotmistrza Pileckiego, jednak zmieniam plan i jadę przez całe Kończyce, by wjechać do lasu. Tylko co dalej? Na Starganiec nie mam ochoty, ale... może pojadę inaczej? Odbijam w kierunku Kopalni Wujek-Śląsk by później wjechać lasy w których jest sporo stawów, trochę kluczę, ale w końcu wyjeżdżam tak jak chciałem. Końcówka to Panewniki, Zadole i oczywiście Piotrowice
Znowu polewają ;)
Znowu polewają ;) © amiga

wtorkowy poranek

Wtorek, 10 czerwca 2014 · Komentarze(0)
Tarja Turunen - Walking in the Air

Kolejny ciepły poranek, kolejny raz wieje z południowego wschodu, wiatr jakby silniejszy niż wczoraj, będzie się szybko jechać :)
Wyjeżdżam znowu nieco później niż planowałem, ale coś nie mogłem się pozbierać, a może nie chciało mi się?
Zastanawiam się czy nie pojechać szosami, wczorajszy przejazd uświadomił mi, że w lesie jest w zasadzie sucho, z kilkoma kałużami, jednak szosami będzie szybciej, a na czasie mi zależy. Całkiem spory ruch, szczególnie na początkowym Katowickim odcinku, szczególnie Panewnicka daje się we znaki. Na szczęście dalej jest zdecydowanie lepiej, Zaciski jeszcze standardowo w Zabrzu, wymijam je chodnikiem, niby jest inna opcja, ale nadłożyłbym nieco drogi, a na to nie mogę sobie pozwolić dzisiaj. W Gliwicach za to wlokę się przez dobry kilometr za autobusem..., gdy jednak tylko wjeżdża w zatoczkę mijam go i pędzę dalej. W firmie spoglądam na liczniki..., wow..., niezły czas... czyżbym wracał do zdrowia?
Coś tu ma powstać, czy tylko rozwalili nieckę?
Coś tu ma powstać, czy tylko rozwalili nieckę? © amiga

przez Starganiec

Poniedziałek, 9 czerwca 2014 · Komentarze(0)
Scorpions and Tarja Turunen - The Good Die Young

Kilka minut przez 17:00 jestem już gotowy do wyjazdu, nieco wcześniej zdzwaniam się z znajomym, spotkanie za ok 90 minut na Stargańcu, krótka ocena wariantów i chyba pojadę dość mocno lasem, najlepsza opcja to wyjechać gdzieś na Helembie i odbić na Mikołów i Starganiec.
Tuż za Gliwicami wbijam się w lasek Makoszowski, by na moment wyjechać w Makoszowach i później w Kończycach, tam do zaliczenia mam węzeł z A4-ką, za to dalej już jadę lasem, tak jak planowałem, spoglądając na zegarek pozwalam sobie nawet na małą korektę, zahaczam o bankomat, kasa może się przydać na miejscu ;). Dalej ul. Pułaskiego i szlakiem dojeżdżam w okolice Mikołowa, tam odbijając na Starganiec. Docieram przed czasem ;), kilka fot i dojeżdża Robert, zamieniamy kilka słów i wspólnie jedziemy spacerowym tempem  w kierunku Piotrowic :),  W ten sposób mija dobre 30 min, ale dawno się nie widzieliśmy ;) Na ochojcu rozstajemy się i każdy pędzi do domu.

Na Stargańcu
Na Stargańcu © amiga

Ciężki poniedziałek

Poniedziałek, 9 czerwca 2014 · Komentarze(0)
happysad - "Nostress"

Czuję zmęczenie po wyjeździe po Ciupadze..., tyle, że to nie są zakwasy, czuję ból całej prawej strony tej obitej w Otwocku. Zastanawiam się czy nie uderzyć do lekarza, jednak... spróbuję to przeczekać, chyba nie chcę nic wiedzieć przed kolejnym weekendem, przed firmowym wyjazdem do Siewierza, muszę tam dojechać... 
Za to dzisiaj pogoda wyraźnie mi sprzyja, nie dość, że jest ciepło to na dokładkę wieje przez całą drogę w plecy, w końcu po dłuższym czasie zmienił się wiatr, pewnie będę na niego narzekał wracając, ale w tej chwili jestem z tego zadowolony. Trasa dość zgrabnie mi idzie. Piorunem mijam kolejne dzielnice, Panewniki, Kochłowice, Halembę, Bielszowice.... i tutaj mała niespodzianka, rozkopali kolejną drogę, po raz kolejny muszę kombinować jak przejechać po tym fragmencie czegoś co było jeszcze nie tak dawno drogą...
Jeszcze chodnik jest nieruszony i to chyba jedyna opcja z tego miejsca... 
W Zabrzu standardowe zamieszanie, ale jest przed 8:00, tutaj zawsze są korki o tej porze, dlatego delikatnie odbijam w omijając centrum przez os Janki. Docieram do firmy... w niezłym czasie... nie wiem jak to jest im bardziej coś mnie boli tym szybciej jadę?
Konik z Mikulczyc ;)
Konik z Mikulczyc ;) © amiga

Ciupaga Orient

Sobota, 7 czerwca 2014 · Komentarze(1)
Kac - Koniec Świata

Zapowiada się ciężki maraton górski, baza zlokalizowana jest w Jordanowie na granicy Beskidu Żywieckiego i Makowskiego. Jak zapowiadają organizatorzy do pokonania będzie 165km w poziomie i 4500m w pionie w czasie 13 godzin. Całość została podzielona na 2 pętle, pierwsza o długości ok 110km i druga 46km. Prognozy wskazują na bezchmurne niebo i temperaturę oscylującą w okolicach 30 stopni. W pierwszej chwili jesteśmy z tego zadowoleni, bo to spora odmiana po ciągnących się deszczach, pluchach, śnieżycach… Po chwili jednak nachodzi nas refleksja… 30 stopni, góry… 160km… - idealny przepis na odwodnienie…
Start przewidziany jest na 9:00, rowery są już dawno przygotowane, kilkanaście min przed startem, czeka nas odprawa, organizatorzy dzielą się swoimi spostrzeżeniami, po ostatnich ulewach jest trochę błota, w kilku miejscach trzeba uważać… głównie chodzi o główne drogi które powinniśmy omijać szerokim łukiem, ale… o tym wiemy sami…

Krótko przed odprawą
Krótko przed odprawą © amiga
Sporo zawodników
Sporo zawodników © amiga
A po piąte i po szóste
A po piąte i po szóste © amiga
Chwilę przed startem dostajemy mapy i możemy zająć się wykreślaniem wariantu…, dość szybko… dochodzimy do konsensusu, zaczynamy od PK5 i zaliczymy wpierw północną część mapy a później południową. Staramy się ograniczać do szos, jednak w wielu miejscach nie ma innej możliwości czeka nas teren…. A patrząc na gęste poziomice to może się skończyć spacerem.

PK05 – złamane drzewo

Początek dość banalny, nawet przewyższenie niewielkie, po kilku km odbijamy w teren, nad nawigacją nie zastanawiamy się.., ciągnące się pociągi bikerów wskazują właściwe miejsce. Podbijamy karty i ruszamy dalej

PK03 – kępa drzew

Punkt zlokalizowany jest w pobliżu Łętowni, wracamy na szosę i ponownie kilka km dość spokojnej jazdy, odbijamy na szuterek i wkrótce odnajdujemy lampion, zresztą po raz drugi spora grupa zawodników pojawiających się z przeróżnych stron… wskazuje miejsce ukrycia perforatora. Prawie standardowo tuż przed PK łapię gumę co zmusza nas do kilkuminutowego postoju. W końcu wszystko jest ok i możemy ruszać dalej.

PK02 – Przecięcie drogi ze strumieniem

Na zjeździe do szosy zastanawiam się gdzie pojechali nasi znajomi, zawracając z PK… już po chwili widzę, że można było spokojnie pojechać na PK 4 po poziomicach zostawiając PK02 na później… Trudno… już jest za późno na korektę, trzymamy się planu. Tuż przy skrzyżowaniu drogi coś na mapie nam nie do końca pasuje… Po raz pierwszy przekonujemy się, że dane niekoniecznie są aktualne, droga jest jakby…. zarośnięta i mało przebieżna… niemniej docieramy do lampionu. Za to zaczynam odczuwać pierwsze spotkania z podjazdami. To przynajmniej częściowo ciągnące się problemy z zatokami, z dodatkowo nałożonymi problemami po kontuzji na ZaDyMnie. Pora jednak ruszyć dalej.

PK01 – kopiec kamieni

Kilka km dość paskudnego podjazdy, dla mnie częściowo podejścia…, za to na samym końcu pojawia się drobny problem z odnalezieniem kopca… Chwilę zajmuje zanim go namierzyliśmy…. Jest mocno zarośnięty trawą i nie do końca jestem przekonany, że pod spodem są kamienie.

PK04 – zakręt szlaku

Czeka nas zjazd niebieskim szlakiem pieszym… i… muszę przyznać, że psychika nie pozwalała mi jechać, wypłukane wąwozy pełne kamieni czy błota…, to nie najlepsza opcja. Gdzieś na łące rozmawiam z Darkiem, czuję, że to nie jest mój dzień, nie pora na góry… Po kilku minutach rozstajemy się…, chyba po raz pierwszy podczas naszych wypraw. Wiem jedno, będę podążał wytyczonym przez nasz szlakiem, przy czym jeżeli poczuję się, źle to zjeżdżam do bazy i daję znać Darkowi. To będzie najlepsza opcja, przynajmniej jeden z nas ma szansę powalczyć w tak trudnym terenie.
Górski zjazd na szczęście zaczyna być bardziej łagodny, z mniejszymi kamieniami, dość szybko osiągam szosę, teraz kolejny podjazd i na rozwidleniu skręcam nie tak. Droga zaczyna piąć się ostro w górę i powoli odbija na południowy-zachód… Muszę wrócić do skrzyżowania, natykam się na Darka wracającego z PK :) Chwilę później podbijam kartę i jadę dalej…

PK21 – róg młodnika przy ogrodzeniu

Niesamowicie długi i szybki zjazd…, kilka km z prędkością przekraczającą 50km/h, tylko czemu tak krótko… Zatrzymuję się przy mostku, spoglądam na mapę, wg której powinienem przy nim skręcić, kilka sekund później, znowu spotykam Darka, zamieniamy kilka słów i każdy leci dalej…. Bez większych problemów odnajduję kolejny perforator. Zawracam i pora na

PK20 – róg polanki

Początek to droga ciągnąca się wzdłuż doliny Bystrzanki, na początku Bystrej czeka mnie odbicie w teren… na początku jest płasko, jednak im dalej, tym nachylenie większe… Natykam się na jakieś zabudowania… samochód na podwórzu… czyżbym źle skręcił? Wygląda jakbym wjeżdżał o zagrody… Kilka zdań z gospodarzami i dowiaduję się, że to jest droga i która tuż za budynkiem zakręca… Od razu mi lepiej, ale gdy tylko mijam zabudowania widzę co się szykuje, Zjeżdżający Darek pociesza mnie, że dalej jest jeszcze gorzej… 10-15 minutowa wędrówka i jestem u celu. Podbijam karty i chwila przerwy, muszę uzupełnić płyny. Mija kilka min. i docierają „Zdezorientowani” taszcząc swoje maszyny. Przynajmniej nie tylko ja… Zamieniamy kilka zdań, słyszę, że chcą na kolejny PK jechać wbijając się na czerwony szlak… i później odbić na zielony rowerowy. Zaczynam rozważać alternatywę w stosunku do tego co zaplanowaliśmy z Darkiem…
Chybanie tylko dla mnie było za stromo
Chyba nie tylko dla mnie było za stromo © amiga
Piękna panorama gór
Piękna panorama gór © amiga
Na punkcie
Na punkcie © amiga

PK18 – róg ogrodzenia

Bardzo długi przejazd szosami, po drodze widzę jak „Zdezorientowani” skręcają na czerwony szlak, przez moment po głowie chodzi mi myśl by za nimi jechać… w grupie będzie raźniej…, ale… nie… trzymam się planu. Chwilę później trafiam na otwarty sklep…, nie zastanawiam się, staję, uzupełniam zapasy wody, koli i rozkoszuję się zimnym lodem :). Trzeba się zbierać, przede mną jeszcze sporo drogi…, odbijam w kierunku Jarominy i coś ciężko mi się kręci… droga wydaje się w miarę po płaskim… jednak coś nie mogę wykręcić więcej niż 18km/h. W końcu docieram do miejscowości, droga się kończy, z mapy wynika, że za zabudowaniami powinienem skręcić… więc jeszcze kawałek jadę prosto, tyle, że nie ma śladu po zielonym rowerowym… Zawracam. Po raz drugi przekonuję się jak nietypowa jest tutaj zabudowa, znowu drogę pomiędzy zabudowaniami potraktowałem jako pojazd do posesji… Zbyt kręte szosy, zbyt blisko siebie położone budynki…, mylące trochę. Za to dalej już banalnie… kilka min później trafiam na lampion. Wracając trafiam na Darka…, też miał tutaj problemy… a jak później się dowiedziałem to najgorszą opcją była jazda zieloną rowerówką… dobrze, że tym razem trzymałem się wyznaczonej trasy…

PK15 – szczyt małego pagórka

Dojazd wydaje się prosty, ważne by skręcić we właściwą ścieżkę, punktem odniesienia jest dla mnie zaznaczona na mapie remiza strażacka. Tyle, że są 2 w odległości ok 700m.Pierwszej nie zauważam, bo jest nieco odsunięta od drogi, za to druga jest świetnie rozpoznawalna. Nie zdaję sobie jednak sprawy że przestrzeliłem. Ignoruje pozostałe przesłanki ciesząc się, że jest rzeczka, kapliczka… więc muszę być we właściwym miejscu. Skręcam w drogę prowadzącą z grusza na północny-wschód i podjeżdżam… droga gdzieś mi ginie… tzn robi się mniej przejezdna, jeszcze raz analizuję mapę, przecież dobrze wjechałem… Postanawiam dotrzeć do ściany lasu… a tam odnajdę właściwą drogę… Tracę sporo czasu… w końcu jestem… odnajduję ścieżkę, tyle, że rozgałęzienia mi się nie zgadzają, jeszcze raz spoglądam na mapę i rozważam przypadek gdy skręciłbym za drugą remizą. Dopiero teraz zauważam, że przy obu jest rzeczka, przy obu jest kapliczka… No to sobie pojeździłem….
Wbijam się na jakąś bardziej przejezdną drogę, niż to czym przyjechałem. Zjeżdżam do miejscowości i tym razem trafiam bezbłędnie… Podbijam kartę i zawracam.

PK19 – stadnina (bufet)

Nawigacja banalna, za to podjazd w upale mnie męczy… czuję go… końcówka to zjazd, w budynku przy stadninie jakaś impreza, może się wbić? Dowiaduję się, że nasz bufet jest ciut dalej. :) Nie ma w nim piwa w zamian woda, coś na ząb… i 10 min przerwy. Spotykam też kilka osób jadących od południa, chwila rozmowy, dzielimy się wskazówkami i ruszamy w swoich kierunkach

PK16 – przepust

Początek to podjazd…, a tak fajnie się zjeżdżało…, na szczycie odbijam na niebieski szlak i szukam miejsca odbicia na zielony rowerowy, pomimo braku oznaczeń trafiam bezbłędnie, za to dalej pojawia się mały kolejny błąd nawigacyjny, gdzieś przegapiam zjazd w kierunku Sidziny… za to trafiam na żółty szlak… trudno, pojadę trochę dookoła. Gdybym widział co mnie czeka to pewnie bym zawrócił… ale… pcham się dalej… początkowo da się jechać, kilka razy przekraczam wijący się strumień, w końcu żółty zaczyna prowadzić korytem…, kamieniste podłoże uniemożliwia jakąkolwiek jazdę, za to zima woda…. dodaje sił… przy tym ukropie to zbawienne… Kilka km dość paskudnego podłoża, łąk, grzęzawisk…, spotykam jakiegoś autochtona…, zagaduję o drogę na Sidznę…, niepokoi mnie tylko ta siekiera w ręce. Zaciąga dziwnie z rosyjskiego… hm…. Szkoda czasu, ruszam dalej….
Jeszcze mnie cieszyły takie widoki
Jeszcze mnie cieszyły takie widoki © amiga

Może kilometr dalej natykam się na Darka, który zaplanował przebicie się żółtym szlakiem w kierunku PK 8, odradzam mu ten spacer. Zmienia plan i kawałek powinniśmy jechać razem, zieloną rowerówką, ja trafię na 16-kę o on odbije na 8-kę. Tyle, że droga gdzieś nam ginie na szczycie i robimy wielkie koło… próbując się przebić przez las. Lądujemy w okolicy miejsca gdzie skręciłem na żółty szlak… Masakra…
Gdzieniegdzie trochę błota
Gdzieniegdzie trochę błota © amiga

Decyduję że 16-ka będzie moim ostatnim PK, mam dość upału. Rozstajemy się ponownie z Darkiem…, jadę jeszcze 3km i powinienem dotrzeć na PK. Jako, że kręci się tak kilku znajomych to z lampionem nie mam problemu. Wracam na szosy i nimi mam zamiar pociągnąć do mety.

Meta

Przejazd przez Sidzinę rozpoczynam od wizyty w sklepie. Litr pepsi znika w ciągu chwili, ale mam drugi :) na później.
Dojeżdżam do rozjazdu na Toporzysko, już raz tędzy jechałem jadąc na PK15, wiem, że czeka mnie kilka km podjazdu. Męczy nie, czuję, że to końcówka sił, jednak po ok 20 minutach Pepsi zaczyna działać. Krótki postój na szczycie i zjeżdżam, zjeżdżam, zjeżdżam… Dopiero tuż przed Jordanowem lekki podjazd, w okolicach przejazdu kolejowego spotykam Adama jadącego na drugą pętlę.
Kościół w Jordanowie
Kościół w Jordanowie © amiga
Ciekawa architektura
Ciekawa architektura © amiga

Wjeżdżam do Jordanowa, zdając sobie jednak sprawę, że wiele dzisiaj nie powalczyłem, to staję w centrum na małą sesję foto. Kilka min później melduję się w bazie. Jest prawie pusto. Co ciekawe dopiero 2 osoby pojechały na drugą petlę, a jest coś koło 20:00. Idę się ochłodzić, kąpiel przywraca mnie do życia, mam czas by porozmawiać z organizatorami, jestem zachwycony terenem, okolica zupełnie mi nieznaną. Wkrótce dojeżdża Darek z kilkoma PK więcej. Widzę, że trasa i pogoda odcisnęły na nim swoje piętno.
Darek na mecie
Darek na mecie © amiga